Czytaj dalej

Akuszerki nowych er

„Siłaczki”, reż. Marta Dzido, Piotr Śliwowski

„Działalność tych kobiet opierała się na wizji demokratycznej, równościowej i inkluzywnej, co jest dziś szczególnie ważne w kontekście rozmowy o podzielonej Polsce” – mówi Lidia Pańków, współautorka książki „Kreatorki. Kobiety, które zmieniły polski styl życia”. Wraz z Julią Pańków opisała biografie dziesięciu wybitnych Polek, które zerwały z tradycyjną rolą kobiety w społeczeństwie i kształtowały nowe obyczaje.

Marta Knaś: Ostatni rok upłynął pod znakiem emancypantek i stulecia uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Wy zdecydowałyście się poruszyć temat kobiet, które kształtowały nowe obyczaje w Polsce.

Julia Pańków: Podjęłyśmy temat kobiet nie w kontekście niepodległości, ale polskiej modernizacji. Większość z tych bohaterek chciała odbudowywać Polskę. Przedstawiłyśmy reprezentantki kilku pokoleń. Młodość niektórych z nich przypadła na okres ogromnego entuzjazmu z powodu odzyskania wolności w 1918 roku. Drugim ważnym momentem był koniec II wojny światowej, kiedy nasze bohaterki chciały uczestniczyć w urządzaniu kraju na nowo. Większość z nich miała w sobie „gen” służby społeczeństwu. Jak się okazuje, niezależnie od ustroju.

„Siłaczki” forever

We wstępie do książki piszecie: „Zwykle obywały się bez wielkich deklaracji ideowych, a ich praca miała charakter codzienny, praktyczny, obliczony na konkretny efekt”. Czy praca w imię większych idei była wówczas dla kobiet niedostępna?

JP: Każda z nich była skoncentrowana na pracy i w większości przypadków – na współpracy. Umiały tworzyć od zera i w bardzo ciężkich warunkach przedsiębiorstwa, działy w instytucjach, starały się dogadać z każdym – od szwaczki po ministra. Potrafiły znajdować sojuszników dla swoich wizji. Miały talent do zdobywania cennych współpracowników i wydobywania z nich tego, co najlepsze. W obliczu wielu kryzysów związanych z kulturą rządzenia i zarządzania w dzisiejszej Polsce warto przywoływać ich strategie.

Janina Ipohorska, współzałożycielka i wicenaczelna „Przekroju”, przez lata tworzyła pod męskimi pseudonimami. Była Janem Kamyczkiem, który doradzał w sprawach obyczajowych w rubryce „Demokratyczny savoir-vivre”, Alojzym Kaczanowskim, który napisał scenariusz do pierwszego powojennego serialu kryminalnego. Zapytana o te pseudonimy w wywiadzie dla miesięcznika „Express Reporterów” tłumaczyła je większym autorytetem mężczyzn w Polsce.

JP: Sama byłam tym zdziwiona. Na początku myślałam, że pseudonimy były tylko zabawą mistyfikacją redaktorów. Mimo że Ipohorska nie pisała o polityce czy finansach, ale o sprawach bardzo powszednich – jak zachowywać się przy stole, w zakładzie pracy, jak wyprawiać imieniny – nawet w tej sferze wolała ukryć się pod męskim imieniem. Inna z kreatorek, Xymena Zaniewska, główna scenografka w Telewizji Polskiej, wielokrotnie mówiła, że spotykała się z męską niechęcią ze względu na wysokie stanowisko. Radziła sobie z tym dzięki silnemu charakterowi.

Lidia Pańków: Z kolei Barbara Brukalska, której bogata i wszechstronna biografia zawodowa zaczyna się już w latach 20. XX wieku, podjęła decyzję, że nie chce być nazywana dekoratorką, ale architektką. Podkreślała, że dekoratorstwo kojarzy się z miękką, kobiecą sferą, które nie wymaga myślenia strukturalnego, w przeciwieństwie do architektury. Jej sposób widzenia świata inspirowany był europejskim nurtem awangardowym, który posługiwał się językiem uniwersalistycznym, równościowym. Pracowała w duecie ze swoim mężem, Stanisławem Brukalskim, ale projekty wnętrz i mebli na wystawy światowe w Paryżu w 1937 i Nowym Jorku w 1939 były jej autorskimi. Tu dokonywała syntezy języka awangardy i stylu narodowego, mogła wyjść poza myślenie antynomiami.

„Ja? Lepiej poproście kolegę, on sobie poradzi”

Kreatorki charakteryzowała ogromna kreatywność i wolność myślenia.

JP: Warto jednak pamiętać, że to wybitne osobowości, których biografie trudno uznać za reprezentatywne dla ówczesnej sytuacji kobiet w Polsce. Każda z nich działała na swoich własnych prawach i walczyła o to, by samodzielnie wyznaczać swoją ścieżkę zawodową. Niekiedy miały ten przywilej, aby pewne propozycje odrzucić. Gdy Zaniewska – architektka z wykształcenia – po wzięciu udziału w projektowaniu Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej dostaje propozycję awansu na stanowisko naczelnego urbanisty Centralnego Zarządu Ośrodków Robotniczych, odmawia, ponieważ nie pasuje to do jej osobowości. Woli być bliżej efektów swojej pracy. Postanawia sama odnaleźć nowe dziedziny, w których może się spełnić. Znajduje wystawiennictwo, scenografię teatralną i telewizyjną. Swoje plany wprowadza w życie. Myślę, że współczesne kobiety nadal mają problem, aby uwierzyć, że mogą same o sobie stanowić i wyjść ze swoją propozycją do świata.

W biografiach nie brakuje jednak momentów zwątpienia. Tak jak w przypadku Zofii Chomętowskiej, która w 1947 roku pisała, że tęskni do fotografii, ale brak jej odwagi do niej powrócić.

LP: Wczytując się w te biografie trudno doszukiwać się prawidłowości. Musimy patrzeć na te bohaterki pod kątem ich pochodzenia, klasy i możliwości finansowych, które były bardzo zróżnicowane. Jadwiga Grabowska, dyrektor artystyczna Mody Polskiej, pochodziła z zamożnej rodziny zasymilowanych Żydów i miała tak zwany „łatwy start”. Z kolei fotografka Julia Pirotte, czyli Gina Diament, zaangażowała się w ruch komunistyczny i była robotnicą. Została fotografką dzięki silnej woli, ale finansowo nie miała zbyt dużych możliwości. Nie miała też szansy na edukację, co przekreśliło jej szansę na członkostwo w Związku Polskich Artystów Fotografików. Bolała nad tym, że dla kolegów profesjonalistów była osobą znikąd.

JP: Wszystkie bohaterki zmagały się jednak z ogromnymi trudnościami, przede wszystkim natury politycznej. Nawet jeśli tworzyły instytucje popierane przez władze, jak Instytut Wzornictwa Przemysłowego (IWP), a nawet będące ich „oczkiem w głowie”, jak Cepelia (prowadzona w pierwszych latach przez Zofię Szydłowską), spotykały się z przeciwnościami – od biurokracji przez restrukturyzację aż po prześladowania polityczne. Wanda Telakowska, której uporowi i energii zawdzięczamy powstanie IWP, nigdy nie została jego dyrektorką. Twierdziła, że sprawie lepiej przysłuży się partyjny dyrektor, sama nie brała pod uwagę zapisania się do partii i została wicedyrektorką do spraw artystycznych. Odwołano ją w 1968 roku w odwecie za poparcie przez część pracowników IWP strajku studentów.

Z „Przekroju” zwolniona została też Janina Ipohorska.

JP: W 1969 roku, w wyniku wydarzeń marcowych, naczelny „Przekroju” Marian Eile wyjechał z kraju, a Ipohorskiej odmówiono paszportu, po czym wyrzucono ją z pracy. Jak twierdzą niektórzy z jej przyjaciół, nigdy nie podniosła się po tym ciosie.

LP: Losy niektórych bohaterek toczyły się tragicznie. Zofia Szydłowska była aresztowana ze względu na podejrzenia o kontakt z biskupem Czesławem Kaczmarkiem, który oskarżany był o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych.

Z jednej strony pokazujecie bohaterki, które mogły liczyć na wsparcie swoich mężów. Między inny Barbara Brukalska, która swoje małżeństwo określa „fachową spółką”. Z drugiej strony są kobiety rozwiedzione jak Zofia Chomętowska, czy Xymena Zaniewska. Jaka była rola mężczyzn w życiu tych kobiet?

LP: Brukalskich łączyły idee, projekty oraz temperament pracoholików. Inny twórczy duet to Xymena Zaniewska i jej drugi mąż Mariusz Chwedczuk, który sam przyznawał, że bez wsparcia Zaniewskiej nie zrealizowałby aż tylu projektów. Julia Pirotte swojego męża poznała dopiero w wieku 50 lat w Warszawie, po latach spędzonych we Francji. Stworzyli razem szczęśliwy związek.

JP: Te role były różne. Janina Ipohorska była związana z redaktorem naczelnym Przekroju Marianem Eile. Była to niezwykła relacja dwojga wybitnych ludzi o bardzo podobnych zainteresowaniach. Zarazem trudna, bo Eile pozostawał od końca lat 30. w związku małżeńskim z Katarzyną Kwaśniewską i nigdy się z nią nie rozwiódł.

Nie ma równości w polskim domu

czytaj także

Fotografki, projektantki, architektki. Pokazujecie przekrój postaci z różnych dziedzin sztuki oraz biznesu. Co łączy Wasze bohaterki?

JP: Z pewnością pracowitość, perfekcjonizm, niezgoda na bylejakość. Troska o swoje otoczenie i o innych, podejmowanie prób stworzenia ludziom dobrych warunków życia i pracy. Łączyła je także niesamowita otwartość, a także – mniej lub bardziej wyartykułowane – poczucie misji. Ipohorską nazywano zakamuflowaną pozytywistką, która w dyskretny sposób uczyła całe pokolenia Polaków prostej grzeczności. O Telakowskiej Miłosz napisał, że jest jedną z tych, co „chcą naprawić skrzywiony globus”. Czasami ta misja była skromna i niemal anonimowa, jak w przypadku Danuty Konwickiej, która poświęciła się ilustratorstwu, tworząc pełne ciepła i niewinności rysunki do książek dla dzieci.

Jak kreatorki mogą inspirować współczesne kobiety?

JP: Kobiety mają dzisiaj wobec siebie ogromne oczekiwania w wielu dziedzinach życia. Muszą mieć zadbane związki, aktywne i oczytane dzieci, cerę jak Koreanki, mieszkania urządzone po skandynawsku, czas na jogę i pieczenie chleba. Pogodzenie tych wszystkich oczekiwań z intensywną pracą zawodową nie jest możliwe. Myślę, że biografie naszych bohaterek można traktować jako wskazówkę, że mamy prawo wybierać, w co inwestujemy naszą energię.

14 godzin harówy to pestka

To kobiety, które umiały ponosić wyrzeczenia i rozumiały pewne ograniczenia.

JP: Wanda Telakowska, przed wojną uznana graficzka, oddała się pracy na rzecz polskiego wzornictwa, poświęcając całą własną twórczość i plany założenia rodziny. Teresa Kruszewska, projektantka mebli oraz wnętrz, otwarcie deklarowała, że sama podjęła decyzję o życiu w pojedynkę. Jak określiła to w jednym z wywiadów – mąż jej nie zdradzał, dzieci nie płakały, a ona mogła jeździć po całym świecie i poświęcać się pracy.

LP: Po wojnie Jadwiga Grabowska, choć miała możliwość emigracji, zdecydowała się zostać w Polsce. Jej siostra wyjechała do Los Angeles, a ona próbowała odnaleźć się w rzeczywistości PRL-u, mieszkała na dwunastu metrach kwadratowych. Chciała jednak uczestniczyć w procesie odbudowy Polski. Na swój sposób – proponując przyzwoite ubrania, dbając o oprawę wizualną Mody Polskiej. Prowadziła taki rodzaj gry. W warunkach wyrzeczeń promowała piękno, wysokie standardy, dbała o profesjonalizm ludźmi, którymi się otaczała.

Marta Dzido: Jestem tu dzięki emancypantkom

Dlaczego warto przyjrzeć się ich biografiom właśnie teraz?

LP: Działalność tych kobiet opierała się na wizji demokratycznej, równościowej i inkluzywnej, co jest dziś szczególnie ważne w kontekście rozmowy o podzielonej Polsce. Kruszewska propagowała design dostępnych dla wszystkich, Pirotte uprawiała fotografię zaangażowaną poprzez pokazywanie biedy i brutalności wojny. Brukalska pisała rozprawy o projektowaniu przyjaznych, ludzkich osiedli mieszkaniowych, a Ipohorska uczyła Polaków dobrych manier i walczyła z drobnomieszczaństwem. Myślały w sposób trzeźwy i praktyczny. Zadawały sobie pytania, jak projektować nową rzeczywistość, aby była lepsza.

JP: Przypominają nam, że wartości społeczne, których brakuje w Polsce dzisiaj, bywały kiedyś obecne i pielęgnowane.

***

Julia Pańków – dziennikarka, redaktorka, sekretarz redakcji, instruktorka rękodzieła. Przez wiele lat była sekretarzem redakcji między innymi w „Architekturze od Wnętrza”, „Elle”, „Elle Man”. Publikowała teksty m.in. we „Wprost”, „Wysokich Obcasach”, „Bluszczu”, „Architekturze-murator”, „Filmie”, „Machinie”, „Gali”, „Elle”, „Elle Man”, „Zwierciadle”, „Kukbuku”.  Specjalizuje się w tematyce lifestyle’u, designu, sztuki. Instruktorka rękodzieła. Prowadzi blog o książkach dla dzieci i własnych projektach DIY.

Lidia Pańków – dziennikarka, redaktorka, publicystka. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Publikowała między innymi w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku”, „Szumie”, „Art&Biznes” i „Rzeczpospolitej”. Na co dzień pracuje w miesięczniku „Twój Styl”. W 2016 opublikowała książkę reporterską Bloki w Słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego (Wydawnictwo Czarne). Pisze o kulturze wizualnej w kontekście przemian społecznych i cywilizacyjnych.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.