Kraj

Złamałaś mi serce, Polsko

Roman Broszkowski. Fot. Jakub Szafranski

Chcę nadal mieć poczucie, że mogę być jednocześnie Polakiem i Żydem, ale Polska coraz bardziej mi to utrudnia. Największą przeszkodą nie są dla mnie sami faszyści, ale Polki i Polacy, którzy patrzyli na ten marsz i pozostali bezczynni – pisze Roman Broszkowski, redaktor prowadzonego przez Krytykę Polityczną i European Alternatives magazynu PoliticalCritique.org.

Nie było mnie tam, ale nadal czuję zapach dymu, a w uszach dźwięczą mi skandowane tam hasła. A kiedy przypominam sobie transparenty, które nieśli ludzie, zaczyna się we mnie burzyć krew. Śródmieściem Warszawy w biały dzień przemaszerowało 60 tysięcy nacjonalistów i faszystów, a nikt nawet nie mrugnął okiem. Wszyscy zadowoleni – święto polskiej historii! Kochać swój kraj to przecież nie zbrodnia.

Ale w taki sposób?

11.11. Największy neofaszystowski marsz w Europie [wideo]

Te wydarzenia nie dają mi spokoju. Boję się, że zaczynam nienawidzić sam siebie, jakbym sam stawał się antysemitą. Jestem Żydem i Polakiem. Mój ojciec, katolik, urodził się w Polsce. Moją matkę, Żydówkę sefardyjską, poznał na studiach w Nowym Jorku. Jestem takim samym Polakiem, jak ci faszyści z marszu. Dlaczego więc mam wrażenie, że to ja, a nie oni, jestem tu intruzem?

Dziadkowie opowiadali mi o polskim bohaterstwie: o ratowaniu Żydów podczas okupacji i sabotowaniu nazistowskiej machiny wojennej. Ale pominęli w tych opowieściach Kielce, Jedwabne i przekreślone gwiazdy Dawida na murach krakowskich bloków. Ich zdaniem nie świadczą one o antysemityzmie, ale o nieporozumieniu.

Kochające Polskę rodziny z dziećmi, czyli jak oswoiliśmy faszyzm

W mojej polskiej rodzinie zawsze znajdowano wymówki i oczekiwano, że będę bronił Polaków przed innymi Żydami. Czyniłem to przez lata. Nauczono mnie stanowczo bronić polskiej niewinności. Nie umiałem sobie wyobrazić, że Polak mógłby czuć nienawiść do Żyda. Młodzieńcza naiwność!

To uderzyło mnie w tym marszu najboleśniej: całe życie przekonywałem wszystkich, że nic podobnego nie mogłoby się w Polsce wydarzyć. A to się właśnie stało.

Nie, polskie elity nie ratowały Żydów

Ten marsz uświadomił mi polaryzację, z której nie zdawałem sobie sprawy. Mama pisze mi dzisiaj maile pełne obaw o moje bezpieczeństwo. Ojciec broni manifestacji, twierdząc, że to tylko chwilowo, że nacjonaliści przejęli ją dla swoich celów.

Tymczasem uczestnicy marszu domagali się Europy dla białych. Drugiego holocaustu. Usunięcia z kraju mniejszości etnicznych. Nikt tu nikomu tego siłą nie przeszczepił. Marsz przebiegł tak, jak miał przebiegać.

Następnego dnia my, Polacy, musieliśmy potępić ten marsz. Brak potępienia oznaczałby milczącą zgodę na jego przesłanie. Byłem pewien, że moi polscy kuzyni, katolicy, staną za mną murem, ale tak się nie stało. Babcia uznała, że problem jest wyolbrzymiany i że nie można nazywać wszystkich uczestników marszu faszystami. Wprawiło mnie to w osłupienie. A potem w złość.

Dziś czuję się rozdarty między dwiema tożsamościami. Nie wiem, jak się z tym uporać. Chcę nadal mieć poczucie, że mogę być jednocześnie Polakiem i Żydem, ale Polska coraz bardziej mi to utrudnia. Ten marsz udowodnił, że Polska nie tylko nie uporała się z systemowym antysemityzmem, ale też próbuje umniejszać jego skalę. Pisze się, że faszyści są żałośni, że to margines. Ale problem polega na tym, że oni nie są ani trochę śmieszni: są śmiertelnie poważni.

Największą trudnością nie są dla mnie sami faszyści, ale Polki i Polacy, którzy patrzyli na ten marsz, szli w nim i pozostali bezczynni. Moi krewni, którzy uparcie stoją na stanowisku, że ci, którzy maszerują pod rasistowskimi transparentami i skandują antysemickie slogany, są winni jedynie tego, że dali się podejść. Największą przeszkodą jest polityczna tarcza, jaką rozciąga się nad ludźmi, którzy wzięli za rękę dzieci i poszli na faszystowski marsz. Największą przeszkodą są ci, którzy nie przyjmują do wiadomości, że Polska ma problem z rasizmem.

Nie mogę udawać, że ten marsz znaczy dla mnie to samo, co dla innych. W odróżnieniu od Żydów spoza Polski nie uważam, że demonstranci reprezentowali wszystkich Polaków czy choćby ich większość. A w odróżnieniu od polskich katolików nie mogę jednak uznać marszu za jednostkowy wybryk narodowców pozbawiony większego znaczenia. I Żyd, i Polak we mnie widzą tam faszystów, którzy zatknęli swój sztandar w samym sercu Polski. Nacjonaliści i faszyści postanowili zademonstrować, jak ma wyglądać polski patriotyzm, a cała polska społeczność – w tym i Żydzi, i Polacy – pozwoliła im na to i do tego dopuściła.

Bikont: Order dla Grossa

Reagując strachem i szyderstwem, Żydzi z zagranicy potęgują izolację Polski i dolewają oliwy do ognia faszystowskich idei. A Polki i Polacy, osłaniając faszystów i szukając dla nich wymówek, pozwalają im swobodnie działać.

Sznajderman: Mój dziadek narodowiec, mój żydowski ojciec

Faszyści nie mają monopolu na patriotyzm, a ja nie zamierzam być traktowany w mojej ojczyźnie jak gość. Gdy w społeczeństwie ujawnia się rasizm, trzeba go nazywać po imieniu i piętnować. Wychowano mnie w przekonaniu, że Polska to mój kraj i zawsze będzie w niej dla mnie miejsce, ale ten marsz każe mi w to wątpić. Polki i Polacy muszą wreszcie zdecydować, czy naprawdę w takim kraju chcą żyć.

Bilewicz: PO? PiS? Nieważne. Tyle nienawiści nie było w Polsce od dawna

**
Roman Broszkowski pochodzi z New Jersey i studiuje politykę międzynarodową. Zajmuje się problematyką Europy Wschodniej i Bliskiego Wschodu.

Tekst ukazał się na PoliticalCritique.org. Z angielskiego tłumaczył Marek Jedliński.

[Komentarze wyłączono]