Kraj

Zaprojektuj czyste powietrze

Claude-Monet

Widok smogu na zdjęciach, które obiegają internet w ostatnich tygodniach, nie bez powodu przywodzi na myśl impresjonistyczne obrazy Moneta z krajobrazami XIX wiecznego Londynu. W nowym roku powitał nas bowiem w Polsce smog typu londyńskiego.

Pojawia się on w okresie grzewczym, w odróżnieniu od smogu typu „Los Angeles”, którego doświadczamy w okresie letnim. Obok wspomnianych zdjęć sieć udostępnia paranaukowe eksperymenty, które za pomocą odkurzacza i wacika starają się okiełznać bezforemne zanieczyszczenie, w sposób dobitny ukazując jego materialność na białej, bawełnianej powierzchni. Czarna plama na białej powierzchni niczym swędzący wykwit na skórze nie daje zapomnieć o chorobie toczącej ciało od wewnątrz.

Płuca jak odkurzacz

Zanieczyszczenie powietrza, choć ulotne i „atmosferyczne”, co roku przyczynia się do śmierci dziesiątek tysięcy osób przebywających na terenie Polski. Utrudnia ono też codzienne funkcjonowanie naszych ciał, atakując drogi oddechowe i śluzówki. W końcu rzutuje ono na procesy reprodukcyjne społeczeństwa, przez krew wpływając na rozwój płodów. Jednocześnie nie sposób zdystansować się od tej „ulotnej katastrofy”, bo nie da się jej łatwo uniknąć, nie ma też na nią natychmiastowego remedium.

Wieloznaczność fenomenu smogu dopełnia jego stricte nowoczesny charakter. Nowoczesny, bo wiąże on ze sobą naturę, kulturę i technologię w sposób niedający się rozdzielić, będąc jednocześnie problemem historycznie wynikającym z kapitalistycznego systemu wartości. Smog można zatem ująć jako zagadnienie dotyczące relacji w całym naszym oikos – gr. „domostwie” – które stanowi źródłosłów zarówno ekologii, jak i ekonomii. Myślenie poprzez gęstą jak zupa materię zastępującą powietrze naszych miast i wsi odciska się bowiem na wszystkich poziomach naszego funkcjonowania w kraju. Ma także, jak się przekonamy, siłę mobilizacji innego dyskursu o polityce i relacjach niż ten, w którym funkcjonujemy na co dzień.

Tajemnicza mgła nad LA

W 1661 John Evelyn opublikował w Londynie pamflet adresowany do króla Karola II. Tekst ten, znany pod nazwą Fumifugium, uznawany jest za jedną z pierwszych publikacji o charakterze ekologicznym w historii zachodniej cywilizacji. Główną stymulacją dla powstającego tekstu była gęsta, gryząca w gardło mgła okrywająca Londyn w miesiącach zimowych – smog. Evelyn opisuje problem, odnosząc się do greckiej filozofii, wskazując na fundamentalne znaczenie czystego powietrza dla ludzkiego zdrowia. Proponuje też szereg rozwiązań, od palenia aromatycznym drewnem zamiast węglem, po daleko idące zmiany w tkance miejskiej i obsadzenie miasta roślinnością oczyszczającą powietrze.

Od czasów Fumifugium Londyn nie przestał borykać się z problemem smogu. Przez dziesięciolecia napędzany był on przez industrializację i rozwój gospodarki kapitalistycznej, do swoistej kulminacji w 1952 roku, kiedy miasto zasnuło się smogiem, który od 5 do 9 grudnia zabił blisko 12 tys. osób i trwale oddziałał na układy oddechowe kolejnych 100 tys. mieszkańców.

Złe powietrze rodzi się blisko [alarm smogowy]

Drugi typ smogu historycznie związany jest z Los Angeles. 26 lipca 1943 roku na Miasto Aniołów spada gęsta mgła. Media, mieszkańcy i władze wpadają w panikę. Są pewni, że to następstwo ataku bronią chemiczną zorganizowanego przez armię japońską. Mgła atakuje nozdrza i oczy, widoczność diametralnie się zmniejsza.

Wydawałoby się, że odnalezienie prawdziwego źródła tego zjawiska nie będzie trudne – miasto przeżywało wtedy boom migracyjny, jednocześnie stając się największym rynkiem skupu samochodów w Stanach. To właśnie wtedy kapitalizm wkraczał w swą rozwiniętą fazę opartą na masowej konsumpcji. Jednak tajemnicę nawiedzających miasto mgieł dopiero po 7 latach rozwikłał holenderski badacz Arie Haagen-Smit. Populacja i władze miasta nie chciały znać prawdy, a kiedy już udało się ją upowszechnić, wina została przez mieszkańców natychmiast zrzucona na producentów samochodów. Nic dziwnego. Trudno pogodzić się z myślą, że samochód, lśniący symbol nowoczesności, reklamowany na każdym rogu przez ogromne, a zatem godne zaufania korporacje, może być maszyną do codziennego podtruwania ciał użytkowników.

Tajemnicę nawiedzających LA mgieł dopiero po 7 latach rozwikłał holenderski badacz Arie Haagen-Smit.

Problem smogu zwraca zatem naszą uwagę na kwestie związane z eksploatacją dóbr naturalnych, zamieszkiwaniem i konsumpcją. Wyłania się z nich konkretny system wartości, który charakteryzuje rozwijający się w dobie nowoczesnej kapitalizm, a także w pewnym stopniu realny komunizm w dobie stalinizmu i później. Mogłoby się wydawać, że to z tego ostatniego wynika problem zatrucia środowiska, z którym boryka się dziś Polska. Jednak współczesny problem smogu w naszym kraju ma więcej wspólnego z historią po 1989 roku, a zatem z wymienionymi przykładami z Anglii czy Stanów, niż z modernizacją i rozwojem przemysłu w czasach PRL. Zimą współczesna emisja pyłów i zanieczyszczeń pochodzi bowiem głównie ze źródeł „niskiej emisji”, czyli pieców domowych, które nie spełniają standardów ekologicznych, podobnie jak spalane w nich substancje (drewno, niskiej jakości węgiel, śmieci). Smog pojawiający się w miastach w okresie letnim wiąże się z kolei z ruchem samochodowym, który emituje zanieczyszczenia, a także podnosi pył z nieczyszczonych ulic.

Zaprojektuj czyste powietrze

Aby zaistnieć w debacie publicznej, smog musi zostać ujawniony. Następuje to za pomocą przyrządów – stacji pomiarowych, masek czy wspomnianych odkurzaczy i wacików. Jednocześnie dyskusja, która narasta wokół ciemnych plam na białej bawełnie, ma często charakter skrajnie katastroficzny i definitywny. Takie ujęcie problemów nie sprzyja ich rozwiązaniu. O smogu można dyskutować inaczej, choćby z perspektywy projektowej – traktując go jako presję, która może okazać się stymulująca dla zmian idących dalej niż pozbycie się konkretnego zanieczyszczenia. Zanieczyszczenia, z którym, jak wskazują liczne przykłady, trzeba raczej wejść w negocjacje i zależność, niż bezskutecznie próbować je wyprzeć.

Myśląc o smogu w tym kontekście, natrafiamy na dwie przestrzenie, którymi musimy się zająć, chcąc rozwiązać problem „braku świeżego powietrza”. Jest to dom i samochód. Obie przestrzenie wiążą się z charakterystycznym dla wolnorynkowego myślenia podejściem do własności prywatnej, które wyklucza środowisko jako wartość, bo nie poddaje się ono łatwemu urynkowieniu. Uznawanie własności prywatnej, tutaj rozumianej jako wolno stojący dom jednorodzinny, za podstawę mieszkalnictwa oraz postępująca suburbanizacja sprawiają, że smog nawiedza nie tylko miasta, ale także wsie i uzdrowiska (sic!). Jednocześnie letnie zanieczyszczenie generowane przez samochody zwraca uwagę na drugi aspekt konsumowania i prywatyzowania przestrzeni wspólnej – samochody są w końcu środkami transportu, które wykrawają z przestrzeni miasta znaczne jej ilości, jednocześnie zanieczyszczając jej „wspólną” resztę.

Smog to inni

Smog stymuluje do poszukiwania alternatyw. W innym świetle stają przed nami wartości, jakie niosą za sobą podłączone do centralnego ogrzewania blokowiska, miejski transport czy zielone przestrzenie wspólne. Smog ujawnia także problemy planowania i urbanistyki miast. Za jego sprawą w Warszawie zwrócono uwagę na kliny powietrzne, podstawę napowietrzania stolicy, które w ostatnich latach zostały uznane za atrakcyjne grunty pod zabudowę. Wartością napędzającą tego typu zabudowę jest zysk finansowy, a nie zdrowie i dobrobyt mieszkańców miasta. Przypadek klina napowietrzającego warszawski Mokotów, który zabudowany został po części osiedlami deweloperskimi, wskazuje na powszechną tendencję – tendencję urynkowienia, która zagraża nie tylko ekonomii miast i jego mieszkańców, ale także ich ekologii i naszemu codziennemu życiu.

Wszystkie wymienione wyżej zagadnienia można sprowadzić także do projektowania w wymiarze prawnym. W końcu zarówno piece, samochody, jak i przestrzeń miejską można próbować regulować odpowiednimi dyrektywami. Państwa zachodniej Europy, które idą tą drogą, rozwinęły w swoich neoliberalnych gospodarkach biopolityczne systemy zarządzania stawiające, przynajmniej teoretycznie, zdrowie i dobrostan obywatela w centrum swojego zainteresowania. Polskie przykład biedy, która doprowadza do spalania w domowym piecu śmieci, czy możliwości wymontowania filtrów z układu wydechowego samochodu udowadniają, że życie i dobrobyt społeczeństwa wciąż nie stanowią ideału polskiego prawodawstwa czy polityki.

Upolityczniony smog

Jak słusznie zauważa Edwin Bendyk, smog wciąż oczekuje na moment, w którym generowany przez niego argument polityczny będzie miał siłę mobilizacji masy do przeciwstawienia się władzy. Moment ten jednak musi być aktywnie współtworzony przez politykę, krytykę i teorię. Odbywająca się translacja i eksplikacja „ulotnej katastrofy” wiszącej nad Polską potrzebuje języka, który byłby w stanie upolitycznić opisywany fenomen. Jednocześnie progresywno i lewicowo nastawione środowiska stoją tutaj przed kompleksowym i być może rozstrzygającym wyzwaniem. Bo wysuwając na pierwszy plan argumenty ekologiczne, często pomija się fundamentalnego aktora ekologii politycznej – człowieka.

Problem smogu, narastający z powody upraszczania problemów z domeny ekologii i ekonomii, dobrze ilustruje „powrót do węgla” w polityce Prawa i Sprawiedliwości. Partia rządząca zdaje sobie sprawę, że węgiel to nie tylko umierający przemysł w południowych regionach Polski. To także materia, wokół której konstytuuje się konkretna tożsamość regionu. Popierając gospodarkę opartą na węglu, PiS uniwersalizuje i upolitycznia wyobrażenia na temat owej tożsamości, mocno ją przy tym redukując. Gospodarka energetyczna oparta na węglu nie jest jednak w polityce tej partii równoważona działaniami proekologicznymi czy progresywnymi zmianami w polityce energetycznej. A to prowadzi prosto do klęski. Klęski, która na pierwszym miejscu dotyka mieszkańców regionów, w których kopalnie zostały zamknięte, a transformacja pozostawiła po sobie jedynie plastikowe opakowania, którymi można próbować napalić w domowym piecu.

Dyskutując o smogu, lewica stoi zatem przed dylematem, który porusza szereg, zdawałoby się, przeciwstawnych elementów w życiu społeczeństwa – środowisko i praca, ekologia i ekonomia, zielony rozwój i ciężki przemysł. Materialny wymiar smogu wskazuje jednak wyraźnie, że pary te nie mogą być rozważane w ramach opozycji czy konfliktu. Wynegocjowanie politycznych postulatów i równowagi pomiędzy zdrowiem a pracą na terenach poprzemysłowych dotkniętych klęskami transformacji musi się w Polsce odbywać w sposób pełen wrażliwości, wiedzy i bez ich spłycania. Takiego sposobu żaden z poprzednich czy aktualnych rządów nie zdołał wytworzyć, a smog przypomina o tym w zimowe i letnie miesiące, nie tylko w Nowym Sączu czy Katowicach, ale także w Warszawie. Smog jako aktor polityczny staje się powracającym przypomnieniem tego, co wyparte poprzez polityczne zaniechania i uproszczenia.

***
Adam Przywara
– absolwent kolegium MISH na Uniwersytecie Warszawskim i The Bartlett School of Architecture na University College London. Współtwórca projektów BETON Film Festival i Powojenny Modernizm. O architekturze i sztukach wizualnych pisał m.in. w magazynie „SZUM”, „Dwutygodnik” i „NN6T”. Obecnie mieszka w Atenach.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.