Kraj

Ulica Dąbrowszczaków wraca na Pragę!

Ulica Dąbrowszczaków w Warszawie. Fot. Telewizja Polsat

Apele na sesjach rady miasta i rady dzielnicy, petycje mieszkanek i mieszkańców, list otwarty środowisk naukowych... Po blisko trzech latach kampanii o zachowanie nazwy ulicy Dąbrowszczaków nastąpił przełom – Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zdecydował, że upamiętnienie polskich ochotników i ochotniczek Brygad Międzynarodowych wróci na Pragę.

Od poniedziałku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie rozpatruje skargi Rady m.st. Warszawy na zarządzenia zastępcze Wojewody Mazowieckiego zmieniające nazwy ulic w ramach tzw. dekomunizacji. W poniedziałek i wtorek wydano łącznie 25 orzeczeń, w środę kolejnych 12. We wszystkich sprawach Sąd uchylił zarządzenia wojewody Zdzisława Sipiery i przywrócił tym samym nazwy ulic sprzed „dekomunizacji” (m.n. Lewartowskiego i Tołwińskiego). Jedną ze spraw rozpatrywanych w środę był przypadek ulicy Dąbrowszczaków w dzielnicy Praga-Północ.

Nie dla zmiany nazwy ul. Dąbrowszczaków w Warszawie

Łapy precz!

Objęcie Dąbrowszczaków „dekomunizacją” było przedmiotem krytyki i protestów – zarówno ze strony mieszkanek i mieszkańców ulicy, jak i ze strony historyków oraz środowisk lewicowych. W połowie 2015 roku, jeszcze przed wejściem w życie ustawy „dekomunizacyjnej”, gdy pomysł zmiany nazwy ulicy pojawił się w Komisji ds. Nazewnictwa Miejskiego Rady m.st. Warszawy, powstała inicjatywa „Łapy precz od ul. Dąbrowszczaków” podejmująca działania na rzecz zachowania patronatu polskich interbrygadzistów i interbrygadzistek.

Konflikt o Dąbrowszczaków i o ich upamiętnienie w warszawskiej przestrzeni publicznej odbywał się na kilku polach. Przede wszystkim dotyczył samej historii oraz polityki historycznej rozumianej jako sposób kreowania i wdrażania określonych narracji. Pisałem o tym na łamach Krytyki Politycznej przy okazji rocznicy wybuchu hiszpańskiej wojny domowej. Na tej płaszczyźnie głównym przeciwnikiem był Instytut Pamięci Narodowej, który pełnił funkcję „merytorycznego” zaplecza procesu „dekomunizacji”. Podstawą do zmian nazw ulic polskich miast były krótkie biogramy zamieszczone na stronie IPN-u. Do akademickich standardów badania historii i opowiadania o niej nawet nie próbowały się zbliżyć. Nie podano, kto jest ich autorem, nie miały przypisów do materiałów źródłowych, wiele istotnych wątków pomijano, wyolbrzymiano zaś te, które miały świadczyć o związkach z komunistycznym totalitaryzmem.

O pamięć waszą i naszą! W rocznicę wybuchu hiszpańskiej wojny domowej

O notatce IPN-u dotyczącej Dąbrowszczaków warto powiedzieć trzy rzeczy. Po pierwsze, mowa o okresie hiszpańskiej wojny domowej, a wyrazy „faszyzm”, „Franco”, „Mussolini”, „Hitler” nie padają w niej ani razu. Po drugie, warto zacytować fragment listu otwartego do Wojewody Mazowieckiego ws. zmiany nazwy ul. Dąbrowszczaków, pod którym podpisało się kilkadziesiąt autorytetów świata nauki, w tym wielu historyków: „Definicja Dąbrowszczaków autorstwa Instytutu Pamięci Narodowej, na podstawie której zaleca się zmianę nazwy ulicy, zawiera szereg błędów, nadużyć, uproszczeń oraz ideologicznych interpretacji historycznych faktów”. Jest jeszcze trzecia kwestia – ciekawostka dobrze oddająca „profesjonalizm” IPN-u: o liczącej niespełna 500 słów notatce został napisany dziesięciostronicowy artykuł naukowy wykazujący jej błędy i nadużycia (Opioła Wojciech, O szkodliwości generalizowania w historii. Przypadek dąbrowszczaków w pracy zbiorowej Antynomie polityczności)

Odpieprzcie się od Dąbrowszczaków!

czytaj także

Abstrahując od tego, czy zgadzamy się z narracją IPN i lansowaną przez niego wizją „jedynej słusznej wersji historii” czy nie, zdumiewające jest to, że instytucja o tak ogromnym budżecie (kilkukrotnie większym niż budżet Polskiej Akademii Nauk!) nie potrafi nawet stworzyć pozorów jakiejkolwiek obiektywności i rzetelności.

Spór o historię to nie jedyny konflikt wokół sprawy „dekomunizacji” przestrzeni publicznej. Drugie pole to aspekt ustrojowy – odgórnie narzucone przez wojewodów zmiany nazw ulic naruszają zasadę subsydiarności władz i podważają autonomię samorządów lokalnych w zakresie nazewnictwa przestrzeni. Zapisy zawarte w treści ustawy uznawane są za niezgodne z zapisami Konstytucji RP oraz Europejskiej Karty Samorządu Lokalnego. Ten argument stanowił główną podstawę zaskarżeń zarządzeń wojewodów przez władze lokalne. Ta kwestia ma oczywiście zastosowanie nie tylko do sprawy ul. Dąbrowszczaków, ale do wszystkich „zdekomunizowanych” ulic.

Oprócz tego dochodzi jeszcze kwestia umożliwienia mieszkańcom i mieszkankom zabrania głosu w całym procesie. Gdy nazwy ulic zmieniane są przez radę miasta lub gminy, procesowi towarzyszą konsultacje społeczne. Kiedy władze Warszawy zapytały mieszkańców i mieszkanki o perspektywę zmian 12 ulic w procesie dekomunizacji, stosunek do tych zmian był jednoznacznie negatywny. Ponadto istnieje możliwość wywierania skutecznego oddolnego nacisku na lokalne władze, co doskonale pokazał przykład ul. Dąbrowszczaków w Warszawie. Petycja za zachowaniem nazwy ulicy podpisana przez prawie 1700 osób oraz wystąpienia na posiedzeniach Komisji Nazewnictwa i sesjach Rady były istotnymi czynnikami, które doprowadziły do wycofania się z planów zmiany nazwy ul. Dąbrowszczaków przez Radę m.st. Warszawy (wcześniej radni i radne z rządzącej Warszawą PO wstrzymywali się od głosu, a posłanki i posłowie tej partii wspólnie z obozem rządzącym przegłosowali projekt ustawy „dekomunizacyjnej”).

Gdy, zgodnie z zapisami ustawy, kompetencje zmian nazw ulic przeszły w ręce wojewodów, spłynęły do nich liczne listy i petycje domagające się zachowania dotychczasowych nazw – nie tylko w sprawie Dąbrowszczaków. Z perspektywy wojewodów sprawujących urząd z nadania władzy centralnej możliwe było jednak zignorowanie głosów lokalnych społeczności. Ich decyzje nie zostały również poprzedzone żadnymi konsultacjami. Uwzględniony został jedynie głos IPN-u, który dodatkowo zaskoczył niektórymi swoimi sugestiami – wojewoda zmienił nazwy ulic, które nie widniały (i do tej pory nie widnieją) na oficjalnej liście nazw rekomendowanych przez IPN do zmiany – np. ul. Stanisława Tołwińskiego na warszawskim Żoliborzu.

Zwrot akcji

Dzisiejszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie to niewątpliwy sukces i zwrot akcji w walce o zachowanie patronatu polskich ochotniczek i ochotników Brygad Międzynarodowych nad warszawską ulicą. Sukces do pewnego stopnia spodziewany po podobnych rozstrzygnięciach w kilku innych miastach Polski. Ciesząc się ze zwycięstwa (niekompletnego jeszcze – wyrok nie jest prawomocny i prawie na pewno sprawa trafi jeszcze do Naczelnego Sądu Administracyjnego) warto jednak nie popadać w triumfalistyczny ton i zastanowić się, co z dzisiejszego orzeczenia wynika dla tej walki na przyszłość.

Przede wszystkim warto zwrócić na uzasadnienie orzeczenia, które odbiega od tych, jakie były wydawane w innych miastach. Dwa miesiące temu porównywałem zachowanie warszawskich i gdańskich władz samorządowych w kontekście procesu „dekomunizacji”. Po dzisiejszym wyroku można porównać trzy rodzaje uzasadnień, jakimi sądy administracyjne w różnych miastach argumentowały decyzje o uchyleniu zarządzeń zastępczych wojewodów w sprawie ul. Dąbrowszczaków.

Trzy modele orzeczeń

Pierwszy wyrok przywracający ulicę Dąbrowszczaków na mapę miasta zapadł dwa miesiące temu w Gdańsku. Sprawa było dość medialna ze względu na kilka czynników: osobiste zaangażowanie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, zamianę Dąbrowszczaków na Lecha Kaczyńskiego oraz spontaniczne akcje gdańszczan, którzy zasłaniali tablice z nowym patronem, a odsłaniali stare (władze Gdańska nie zdjęły starych tablic, a tylko je tymczasowo zasłoniły). W uzasadnieniu wyroku gdański sąd wszedł w rolę Trybunału Konstytucyjnego. Zwrócił uwagę na niekonstytucyjność zapisów ustawy „dekomunizacyjnej” i wskazał, że nazewnictwo w przestrzeni publicznej miejscowości jest wyłączną kompetencją władz samorządowych. Takie podejście sądu napełniło nadzieją i radością wiele osób, które zobaczyły wówczas w sądach administracyjnych potencjalny substytut niedziałającego Trybunału Konstytucyjnego oraz ostoję niezależnego sądownictwa w Polsce. Jednocześnie pojawia się jednak obawa, czy takie uzasadnienie wyroku nie zostanie podważone w II instancji, czyli w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.

Ulica Dąbrowszczaków: Zwycięstwo Adamowicza w Gdańsku, tchórzliwość Platformy w Warszawie

Zupełnie inną drogę przyjął Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie, który również przywrócił ul. Dąbrowszczaków. Co ciekawe – inaczej niż do tej pory w Gdańsku i Warszawie – sąd wydał osobne uzasadnienia do każdego przypadku i nie wszystkie nazwy przywrócił. W uzasadnieniu w sprawie ul. Dąbrowszczaków wskazano na uproszczenia i generalizacje zawarte w opinii IPN-u. Ponadto podkreślono różnorodność ideologiczną i organizacyjną w szeregach ochotników i ochotniczek Brygad Międzynarodowych. Sąd podważył również zawarty w notatce IPN-u tok rozumowania, wedle którego Dąbrowszczaków należy uznać za symbol komunizmu m.in. ze względu na to, że ich mit był narzędziem propagandy PRL. Do tej pory żadne inne orzeczenie sądu administracyjnego w sprawach „dekomunizacji” nie weszło tak dalece w kwestie historyczne.

Uzasadnienia do wyroków wydawanych od poniedziałku w Warszawie mają jeszcze inny charakter. Nie pojawia się w nich ani kwestia konstytucyjności przepisów, ani kwestia historycznych faktów. Sąd w Warszawie uchylił zarządzenia zastępcze wojewody zmieniające nazwy ulic, gdyż w opinii sądu wojewoda niewystarczająco wywiązał się z obowiązku uzasadnienia swojej decyzji i wskazania dlaczego dany patronat miałby symbolizować komunizm, a tym samym podpadać pod przepisy ustawy. Opinie IPN-u sąd uznał za „lakoniczne” i niewystarczające jako uzasadnienia decyzji. Zwrócono zatem uwagę raczej na zakres uzasadnienia od strony formalnej, a nie np. na jego zgodność z historycznymi faktami. Nie odniesiono się też do kwestii wyłączności władz samorządowych w zakresie ustanawiania nazewnictwa w przestrzeni publicznej. W skrócie można powiedzieć, że podważono sposób przeprowadzenia „dekomunizacji” w Warszawie, ale nie samą „dekomunizację”.

Sam wyrok w sprawie przywrócenia nazwy ulicy Dąbrowszczaków w Warszawie jest oczywiście powodem do radości. Treść warszawskiego uzasadnienia rodzi jednak mieszane uczucia. Od strony „ideowej” jest to najmniej doniosły z wyroków – wskazuje jedynie na kwestie proceduralne, które teoretycznie można rozwiązać w granicach funkcjonującego prawa (ustawy „dekomunizacyjnej”) i przy zachowaniu IPN-owskiej narracji historycznej opartej na manipulacji. Orzeczenia gdańskie i olsztyńskie nie pozostawiały takiej możliwości, podkreślając niespójność przepisów ustawy z aktami prawnymi wyższego rzędu lub niezgodność narracji IPN-u z faktami historycznymi. Warszawskie uzasadnienia dają z jednej strony powody do pewnego niepokoju, z drugiej jednak mogą mieć swoją dobrą stronę. W sprawach odwoławczych w Naczelnym Sądzie Administracyjnym wyroki te mogą być łatwiejsze do utrzymania, gdyż trudniej będzie wysunąć przeciwko nim argument, że przy ich wydawaniu sąd wykroczył poza swoje kompetencje wchodząc w buty Trybunału Konstytucyjnego lub historycznych ekspertów.

Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Nie pozostaje nic innego niż czekać na orzeczenia i liczyć na ostateczny powrót ulicy Dąbrowszczaków na mapę Warszawy.

***

Michał Kowalczyk – absolwent Instytutu Socjologii UW, aktywista, współzałożyciel Stowarzyszenia Ochotnicy Wolności zajmującego się pamięcią historyczną lewicy, w tym przede wszystkim polskich ochotników i ochotniczek biorących udział w hiszpańskiej wojnie domowej, powstałego na bazie inicjatywy „Łapy przecz od ul. Dąbrowszczaków”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.