Kraj

Coraz trudniej o państwo, z którym Polska ma dobre relacje

Drugi dzień wizyty ministra Witolda Waszczykowskiego we Lwowie. Fot.: Sebastian Indra, MSZ, Flickr.com

Polska od dawna ma duże ambicje w regionie. Chce, by inne państwa podążały jej śladem. Ale nasze ambicje są większe niż możliwości.

Stosunki z Białorusią są beznadziejne. Z Litwą kiepskie, a z Rosją jesteśmy pokłóceni od dawna. Teraz do listy swoich porażek w Europie Wschodniej Polska dopisała stosunki z Ukrainą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że katastrofa polskiej polityki zagranicznej ma na celu działania wyłącznie na użytek wewnętrzny. Poczucie krzywdy wobec wydarzeń na Wołyniu w Polsce narastało od lat. Zamiast jednak próbować te nastroje załagodzić, rząd Prawa i Sprawiedliwości próbuje zbić na nich polityczny kapitał.

Rezultat jest taki, że Polska sięga po zagrywki dyplomatyczne coraz cięższego kalibru. W zeszłym tygodniu na polską „czarną listę” miał trafić szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wjatrowycz. Poinformował o tym Dziennik.pl. Nie wiadomo, kto jeszcze trafi na listę „polonofobów”, w jaki sposób i na jakiej podstawie. To inicjatywa ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, który wcześniej mówił, że Ukraina nie pójdzie do Europy z Banderą. Te słowa i gesty są często przeplatane wypowiedziami o tym, że Ukraina jest dla Polski ważnym partnerem. Wszystko to sprawia wrażenie, że stanowisko Polski zmienia się co chwilę o sto osiemdziesiąt stopni.

To nie jest jednak tak, że Prawo i Sprawiedliwość przyszło do władzy i zaczęło uprawiać fuszerkę. Jest to erozja, która trwa od dawna. Kolejne ekipy prowadziły marną politykę wschodnią lub nie prowadziły jej wcale, licząc, że jakoś to będzie. Nie zauważyły, że Polska już dawno przestała być łącznikiem Europy Wschodniej z Zachodem (na co jeszcze w 2012 roku zwracał uwagę profesor Jarosław Hrycak):

Nie ma pojednania raz na zawsze

Rząd PiS, podobnie jak w wielu innych kwestiach, wybrał gwałtowne zerwanie z działaniami poprzedników, co jednak nie znaczy, że daje to lepsze rezultaty.

Polska od dawna ma duże ambicje w regionie. Chce, by inne państwa podążały jej śladem. Ale nasze ambicje są większe niż możliwości. Nieskończone dyskusje, konferencje i projekty o przedstawianiu sukcesu polskiej transformacji były pewnie najaktywniejszym działaniem Polski wobec wschodnich sąsiadów. Były projekty wydmuszki, jak Partnerstwo Wschodnie (ktoś to jeszcze pamięta?), czyli unijny projekt, za którym stała Polska i Szwecja, zainicjowany w 2009 roku po to, by sześć państw regionu do Unii Europejskiej zbliżyć, ale nie za blisko. To znaczy zaoferować umowę stowarzyszeniową, ale nie członkostwo w Unii  Europejskiej.

Stopniowo z podpisywania umowy wykruszały się kolejne państwa. Pod koniec 2013 roku ówczesny prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz zapowiedział, że nie podpisze umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Wywołało to protesty, w rezultacie których prezydent i część rządu salwowała się ucieczką z kraju. Odpowiedziała na to Rosja, która zajęła Krym i rozkręciła wojnę w Donbasie. Polska została ze swoim wielkim projektem, a w obliczu próby dla solidarności, o której tak wiele mówiła, powoli odstawiała Ukrainę na boczny tor. Partnerstwo Wschodnie po cichu dogorywa.

Wraz z przyjściem do władzy rząd Prawa i Sprawiedliwości postanowił ten i tak już chwiejący się stół wywrócić.

Ukraińska strona nie jest bez winy (chociaż to polska działa agresywniej). Najlepszym przykładem jest sam Wjatrowycz. Wybiela zbrodnię na Wołyniu, co jest trudne do przełknięcia w Polsce i daje pożywkę tym, którzy twierdzą, że Ukrainą zawładnął kult Bandery.

Kierowany przez Wjatrowycza Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej szerzy nacjonalistyczną wizję historii Ukrainy. Strona ukraińska często była głucha na żale polskiej. Prowadzi nierozważną politykę historyczną, co widać choćby w zmianie nazw ulic w ramach dekomunizacji. Tylko że wszystkie te rzeczy można też zarzucić polskiej stronie. Dopóki oba kraje nie będą gotowe spojrzeć na siebie jako partnerów do trudnej rozmowy (w szczególności bez tego polskiego protekcjonalizmu, którym często posługują się zwolennicy dialogu z Ukrainą, że „Ukraina nie jest gotowa”), będziemy tkwić w tym klinczu pełnym nieporozumień i wzajemnych oskarżeń.

W dobie rosnących egoizmów narodowych (co dotyka zarówno Polskę jak i Ukrainę) potrzebny jest wyważony dialog, a nie trzaskanie drzwiami. Polityka obrażania się na wszystkich dookoła to najlepsza droga do powrotu geopolityki, której tak bardzo Polacy się obawiają. Można odwrócić się na pięcie i strzelić focha. Tylko później odbudowanie tych relacji będzie trudniejsze.

A dlaczego je odbudowywać? Choćby z tego prozaicznego powodu, że sąsiadów się nie wybiera.

Hańba: Postawy nacjonalistyczne czy neofaszystowskie nie znikną nagle

Bio

Paweł Pieniążek

| Dziennikarz
Relacjonował protesty w Rosji, ukraińską rewolucję, wojnę na Donbasie, kryzys uchodźczy i walkę irackich Kurdów z tzw. Państwem Islamskim. Swoje teksty publikował na łamach m.in. „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka”, „Polityki”, „Tygodnika Powszechnego”. W 2014 roku nominowany do nagrody MediaTory. Autor Pozdrowień z Noworosji. W 2017 roku ukaże się druga również poświęcona wojnie na Ukrainie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

PiS brakuje wyrafinowania. Lecą na rympał bez żadnej finezji . To niepragmatyczne i nielogiczne. Praktycznie to cała UE ma Ukrainę gdzieś, ale nie manifestują swoich stanowisk głośno i histerycznie, tylko bez większego rozgłosu zlewają Ukrainę i wchodzą w coraz szersze kontakty z Rosją. I tak się to robi w normalnym państwie . PiS tego nie potrafi. I nie dotyczy to tylko zaprzestania wspierania Ukrainy, ale wielu, wielu innych spraw. Idą jak dzika świnia w trzcinę, zamiast się ogarnąć, skończyć z pyskówkami i knuć skutecznie, ale z polotem.

Uważasz że to dobrze że kraje Unii Europejskiej nie popierają dążeń Ukrainy. To co Putin fajnie zrobił zajmują Krym. Nie rozumiem
skąd te wasze zachwyty nad Putinem. Ludzie którzy mają lewicowe przekonania i uważają że PiS łamie demokracje nagle stają się
wielbicielami Putina. Takie podejście to hipokryzja którą staracie się tępić bo umyka waszej uwadze fakt że Putin w swoim kraju
łamie demokracje o pięć razy bardziej niż PiS w Polsce. W Rosji opozycje zamyka się do więzień a ludzie krytykujący Putina są
zabijani .

Zachód oceniał rzeczywistość bardziej trzeźwo, Ukraina nie miała przed sobą szybkiej perspektywy wejścia do UE, z NATO tym bardziej, uważano ją za poletko i strefę Putina, a relacje z Rosją i wzajemne interesy były dużo ważniejsze. Nie da się walczyć z Rosją Putina za pomocą ideałów i chciejstwa.

No jak dzieci, najpierw Kaczyński obalał na pudle razem z liderami pro-banderowskiej Swobody prezydenta Janukowycza, a potem zdziwienie, że wraca Bandera, UPA - co akurat w sytuacji wojny dziwić nie może, ale Polska się dziwi, bo racjonalna polityka i analiza jest po za zasięgiem polskich elit. To dotyczy nawet PO, Kwaśniewskiego pchających Ukrainę do UE, NATO na skrajny kurs kolizyjny z Rosją Putina - jakoby Ukraina miała odrabiać polską lekcję z opóźnieniem - tylko to jest całkiem inny kraj, w innej sytuacji geopolitycznej, ale my nie oceniamy rzeczy takimi jakie one są, a żyjemy swoim wyobrażeniem Ukrainy.
Mamy same wielkie projekty i zero środków, determinacji, czy choćby rozpisanego planu na jednej kartce papieru.

Ukraina potrzebuje polskich darowizn .Nie dziwi ,że 60 % Małorusinów lubi polskie pieniądze skoro nic za to nie musi dawać. Dla Polski jedyna z tego korzyść płynie do grupki żyjących z ''pracy na rzecz pojednania'' ,a jest ich setki i z różnych partii. Biznes łatwy ,dochodowy , a renta władzy pewna. Czasem tylko Kijów zażąda podmiany tablic ( Bircza) na Grobie NŻ lub wyda zakaz wjazdu Kogutkowi z Lublina , którego jedyną winą było upamiętnianie zamordowanej na Wołyniu rodziny przez elity ukraińskie .Któż w stanie w jego obronie jeżeli Kijów dobrze karmi. Podobało mi się podczas majdanu wstrzemięźliwe stanowisko KP wbrew całej Polsce. Chyba jednak to minęło.

Przestańmy ciągle z tą historią - w normalnym kraju sprawy historii są jakimś marginesem na boku polityki, a w Polsce jej jądrem, Polska i Ukraina po 70 latach i wyrwie okresu PRL-u i ZSRR muszą niejako tworzyć swoje relacje i stosunki na nowo, a historia nie ma tu wiele do rzeczy. Fakt ona boli, ale przypomina to słynne już lusterko wsteczne Klausa - dobrze jest znać historię, ale lusterko wsteczne w samochodzie nie może być większe, niż przednia szyba, a tak to niestety u nas wygląda.
Ukraińcy nie staną się Polakami, a jeśli z założenia stawiamy sobie absurdalne cele polityki historycznej, to staje się ona głęboko szkodliwa, bo to nie jest koncert życzeń, a ograniczonymi środkami należy uzyskać to co w danym czasie możliwe.

Jerzy Giedroyć był autorem doktryny według której Polska powinna popierać dążenia do demokratyzacji Ukrainy, Białorusi i innych
byłych republik Związku Radzieckiego ponieważ wtedy kiedy będą one niezależne od Rosji i demokratyczne to stanowią one przeciwwagę w regionie dla Rosji właśnie. Uważał że Polska powinna popierać demokratyczne dążenia w swoim dobrze pojętym interesie. Niestety polska dyplomacja nieskutecznie ją realizowała i realizuje. Oczywiście Ukraińcy nie są bez winy ale dobra i sprawnie prowadzona polityka zagraniczna potrafi realizować swoje cele i założenia.

@Monika.
Żyjemy Giedroyciem, jakimiś ideami, a okazało się po prostu, że Rosja w tej walce jest silniejsza, ma więcej środków i gotowa jest ich użyć, zaś ostre zerwanie z Rosją i opowiedzenie się po stronie Zachodu jest niemożliwe i co więcej prowadzi do wojny, totalnej konfrontacji. Kraje regionu typu Ukraina, Białoruś, czy nawet Kazachstan to nie Polska w tym sensie to zapatrzenie w historię jest szkodliwe.

Krzysztof Mazur

PiS ma bardzo dobre kontakty z Erdoganem, Orbanem i Łukaszenką. Czy Marszałek Senatu nie zachwalał Łukaszenki, Duda nie spotykał się z Erdoganem, a Kaczyński z Orbanem? Na pewno też słuchają ich porad. A już najbardziej zadowolony z pisowskiego rządu realizującego jego interesy jest tow. Putin.