Kraj

Towarzyszka Konserwa

monika-jaruzelska-duzy-format

„Jaruzelska idzie po władzę”. Pytanie tylko: po co? Wywiad „Dużego Formatu” z córką generała Jaruzelskiego komentuje Damian Duszczenko.

Kiedy kilka tygodni temu SLD ogłosił, że Monika Jaruzelska wchodzi do polityki i będzie lokomotywą wyborczą w jesiennych wyborach samorządowych, pomyślałem że to – z punktu widzenia tej partii – bardzo rozsądny ruch. Po przeforsowaniu przez PiS fatalnej „ustawy dekomunizacyjnej” partia Czarzastego złapała wiatr w żagle. Jej przedstawiciele zaczęli jeździć po Polsce, spotykać się z poszkodowanymi środowiskami mundurowych. Wzięli też udział w zbiórce podpisów pod obywatelskim projektem ustawy cofającym skutki nowego prawa – odrzuconym oczywiście w pierwszym czytaniu głosami antyobywatelskich PiS i Kukiz’15.

Zaangażowanie chyba się politycznie opłaciło. W opinii wielu komentatorów wzrost sondażowy SLD faktycznie wynika głównie z siły zorganizowanego i karnego elektoratu mundurowych. Ze względów rodzinnych do obsługi tej grupy wyborców najbardziej naturalną osobą wydaje się więc córka generała Jaruzelskiego. Posiada ona także medialny talent znacznie przewyższający dr Ogórek, niegdysiejszą gwiazdę tej formacji.

Wypomina się SLD tzw. lewicowość bezobjawową: wprowadzenie eksmisji na bruk, wyprzedaż majątku narodowego (prywatyzacja), wysłanie wojsk do Iraku i Afganistanu, afery gospodarcze. Dziś jednak publicyści i inne dobre dusze namawiają do zapomnienia im tych przewin i konstruowania Wielkiej Lewicowej Koalicji.

Sroczyński: Lewica nie może popełnić błędu „ideowej czystości”

Do partii Razem: Podajcie łapę Czarzastemu

Czy wyborcy mają tak krótką pamięć? Można w to wątpić – długi wywiad Tomasza Kwaśniewskiego z Moniką Jaruzelską opublikowany w „Dużym Formacie” pokazuje in your face, że najnowszej flagowej liderce nie-prawicy nie uda się przekonać postępowego elektoratu. Wszystko byłoby OK, gdyby Monika Jaruzelska pozostawała wyborem symbolicznym, niezgodą na płytki antykomunizm PiS. Gorzej jednak, gdy sama ma konserwatywne poglądy. A już najgorzej, gdy je publicznie ujawnia.

Córka generała Jaruzelskiego ujawnia w wywiadzie, że pierwszym, który namawiał ją do wejścia do polityki, był świętej pamięci politycznej Janusz Palikot. Miał kusić zapewnieniami – mówi Jaruzelska – „że będę się czuła dobrze wśród ludzi, których znam, z którymi poglądy mam zbieżne”.

SLD do Razem: Dogadajmy się

czytaj także

SLD do Razem: Dogadajmy się

Anna-Maria Żukowska

I się zaczyna. Tłumacząc, dlaczego w końcu nie trafiła do Palikota, Jaruzelska mówi: „Nie podobała mi się ta akcja ze zdejmowaniem krzyża w Sejmie. Nie powinno się robić happeningu z czegoś takiego. Mnie żadne symbole religijne, które są ważne dla innych osób, choć sama jestem niewierząca, nie przeszkadzają. Uważam też, że walczenie o coś takiego w momencie, kiedy priorytetem powinny być sprawy socjalne, było niepoważne. Kwestia związków partnerskich też nie była wtedy najważniejsza. Oczywiście trzeba się pochylić nad problemami mniejszości seksualnych, nad liberalizacją ustawy aborcyjnej, ale jednak priorytetem winny być sprawy ludzi, którzy przez ten system bardzo drapieżnego kapitalizmu zostali poszkodowani, zepchnięci na margines”.

Okej. Już trochę żyję na tym świecie i wiem, że jak ktoś przeciwstawia sobie walkę o prawa socjalne i „prawnoczłowiecze”, to znaczy, że z którejś z nich chce zrezygnować. Jedna staje się „najważniejsza”, a inne „mniej ważne”. Trzeba się oczywiście, jak Jaruzelska w wywiadzie, nad nimi „pochylić”, ale potem w tym pochyleniu już tylko trwać.

Pierwsza deklaracja Jaruzelskiej o „oczywistej” potrzebie liberalizacji ustawy antyaborcyjnej gryzie się z późniejszą, gdy Jaruzelska stwierdza: „Przed laty, nim zostałam matką, uważałam, że aborcja powinna być na żądanie, czyli z tak zwanych przyczyn społecznych. No ale potem przestało być to takie proste”. Dalej jest osobista historia: „stało się też tak, że w związku z wiekiem zrobiłam badania prenatalne. Wyszło, że wszystkie komórki są w porządku, tylko w dwóch może być jakiś błąd, zagrożenie chorobą genetyczną. Badanie miało być powtórzone, ale nim to się stało, uświadomiłam sobie, że nawet jakby wyszła wada genetyczna, to ciąży nie usunę. (…) wtedy mój stosunek do tego, że ciąża jest tylko ciążą, a nie początkiem czyjegoś życia, się zmienił”. Czyli jednak „aborcja nie jest OK”. Pigułka wczesnoporonna też jest złem, tylko mniejszym, co Jaruzelska stwierdza, podpierając się słowami swego ojca, znawcy spraw moralnych oraz prenatalnych: „Użyję tu sformułowania generała Jaruzelskiego: jest mniejszym złem niż aborcja trzy- czy czteromiesięcznego płodu, który dla osób wierzących jest już żywym człowiekiem, a i dla mnie jest zalążkiem przyszłego człowieka”.

Dopytywana o to, jak by w tej sprawie zagłosowała, odpowiada: „Zagłosowałabym za tym, że jeżeli kobieta nie chce mieć dziecka, to ma możliwość usunięcia ciąży. Ale czułabym się z tym niekomfortowo”.

Partii Czarzastego bliżej do PO i Nowoczesnej niż do lewicy społecznej [Razem odpowiada SLD]

Na szczęście nie są to dla niej sprawy priorytetowe. Tak jak związki partnerskie, które przeciwstawia heteroseksualnym rodzinom wielodzietnym. Te ostatnie mają bowiem „problemy bytowe”, ale media zamiast interesować się tym, poświęcają czas gejom i lesbijkom, które są mniej nudne.

Mimo wszystko Jaruzelska jest za zalegalizowaniem związków partnerskich „nie tylko dla par homoseksualnych”. Ale już bez prawa do adopcji, bo „w tym naszym dość konserwatywnym społeczeństwie dziecko, które ma dwóch tatusiów i chodzi do szkoły, może być przez inne dzieci represjonowane”. Uważa wiec, że „mniejsze jest cierpienie pary homoseksualnej, która nie może adoptować dziecka, niż dziecka, które zostałoby przez nią adoptowane, a co za tym idzie, narażone na szykany”.

Trup SLD się w trumnie ruszał i tak sobie śpiewał [Gadzinowski do Majmurka]

Monika Jaruzelska nie ma za to nic przeciwko religii w szkołach, która przecież jest często katalizatorem wykluczających poglądów wśród dzieci i prowadzi właśnie do opisywanych przez nią szykan. Co więcej, na religię w szkołach idą przecież ciężkie miliardy złotych z budżetu państwa. Co na to córka generała? Nie jest przeciw religii w szkołach, „póki nie jest ona obowiązkowa. I póki odbywa się na pierwszej lub ostatniej lekcji – w szkole mojego syna właśnie tak było. Mało tego, tam etyka była obowiązkowa”. Przyznaje jednak szybko, że była to szkoła… społeczna.

Większość z nas wie, że w publicznej oświacie nie ma obowiązku umieszczania w planie lekcji religii na pierwszej czy ostatniej lekcji. Praktyka pokazuje, że nie zwraca się na to uwagi. Jaruzelska uważa, że „być może” powinno się odbyć referendum w sprawie religii w szkołach państwowych, ale – skoro jej ona nie przeszkadza – to rozumiem, że sama zagłosowałaby za jej pozostawieniem.

Opowieści z krypty, czyli nowy program SLD

Indoktrynacja w szkołach nie przeszkadza zresztą Jaruzelskiej do tego stopnia, że propsuje ona pomysł minister Zalewskiej, aby katecheci mogli być wychowawcami. Używa przy tym kuriozalnego argumentu, że przecież „osoby o poglądach skrajnie lewicowych” czy „radykalne feministki” mogą wychowywać dzieci, to księża też mogą.

Brakuje jej też w debacie publicznej głosu „takiego prawdziwie chrześcijańskiego” Kościoła w Polsce. Mnie – powiem szczerze – też, ale skoro realny głos Kościoła w Polsce wygląda, jak wygląda, to nie uważam, że lewica powinna go dodatkowo wzmacniać.

Zandberg: Razem zagłosuje za tym, by postawić Beatę Szydło przed Trybunałem Stanu

Ale przejdźmy do spraw socjalnych, podobno ważnych dla kandydatki SLD. Najbardziej ogólną deklaracją w tej sprawie jest ta, że w swojej karierze politycznej „będzie się kierować piramidą potrzeb Maslowa”. A konkret to zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. Niestety nie wiadomo, w jaki sposób, bo podatków Jaruzelska zwiększać nie chce („to może być zabójcze dla przedsiębiorców, a to oni dają pracę”), a co najwyżej „inaczej je rozłożyć” (np. zabrać IPN-owi). Przepraszam Monikę Jaruzelską za spoiler, ale zdradzę tajemnicę: to nie starczy.

Córka generała przyznaje w końcu w rozmowie, że nie wie, jak podatki wpływają na finansowanie tak kluczowych obszarów państwa jak służba zdrowia, ale że w odróżnieniu od kolegów i koleżanek posłanek nie będzie udawała, że się na tym zna. „Powinni się tym zająć specjaliści” – mówi w końcu. Bardzo wygodne. Jeśli jednak – jak głosi tytuł wywiadu – „Jaruzelska idzie po władzę”, a jednocześnie nie jest w stanie ani zaproponować zmiany wizji polskiego państwa i społeczeństwa, ani nawet powiedzieć czegokolwiek konkretnego w interesujących ogół sprawach, to sądzę, że potencjalni wyborcy chcieliby wiedzieć prostą rzecz: właściwie po co córka generała idzie do tej władzy?

**
Disclaimer: autor tekstu jest członkiem partii Razem.

Sutowski: Sztandar wprowadzić, ale jeszcze nie dziś

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.