Kraj

Szczuka: Powinnyśmy domagać się dymisji Rzecznika Praw Dziecka

Kazimiera Szczuka

Pan Marek Michalak tak kocha „nienarodzonych”, że gotów jest zniszczyć życie ich przyszłych matek – mówi Kazimiera Szczuka.

Agnieszka Wiśniewska: Trudno cię złapać. Jeździsz po Polsce i zbierasz podpisy pod projektem Ratujmy Kobiety, a tymczasem Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak przygotował projekt ustawy o ochronie „dziecka poczętego lecz jeszcze nieurodzonego” – cytuję dokument – przed jego matką. Projekt ten zakłada, że „w przypadku spożywania alkoholu przez kobietę w ciąży, używania przez nią narkotyków lub innych substancji psychoaktywnych sąd może zarządzić niezwłoczne poddanie się przez nią leczeniu szpitalnemu”. Zaskoczona?

Kazimiera Szczuka: Trochę tak. Jako tako znam retorykę zygotarian i żyję w przekonaniu, że niewiele mnie już zaskoczy. Jednak pomysły Marka Michalaka są szokujące, można powiedzieć, że są to obłąkańcze pomysły. Pełni on swoją funkcję od lat i dobrze wie, że prawa dziecka dotyczą dzieci, a nie zygot czy płodów. Mechaniczne dodawanie słowa „nienarodzone” do słowa „dziecko” doprowadza do spiętrzonego absurdu. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że doszło do przejęcia osoby i urzędu Rzecznika Praw Dziecka przez zygotarian. Zapewne cieszą się, bo to nie lada gratka. Funkcja Rzecznika Praw Dziecka zmienia się na naszych oczach w funkcję Rzecznika Praw Dziecka Nienarodzonego, czyli Rzecznika Praw Płodu. Pomijając już kwestie, takie jak powaga urzędu czy szacunek i zaufanie do niego, regulacje prawne dotyczące dzieci i te dotyczące opieki medycznej nad kobietą w ciąży czy przerywania ciąży, są to zupełnie odrębne regulacje – takie są fakty.

Prawo o „przemocy wobec płodów”

Niedawno Amnesty International opublikowało raport dotyczący podobnych przepisów w USA, przy czym tam chodziło o kryminalizację zachowań kobiet w ciąży. W imię ochrony płodów aresztowano albo aresztuje się nadal i stawia w stan oskarżenia kobiety używające narkotyków. Efekt jest taki, że część ciężarnych nie korzysta z usług medycznych, z opieki prenatalnej albo z terapii uzależnień. Boją się. To samo może się wydarzyć w Polsce. Zamiast chronić ciężarne państwo zacznie je ścigać i zamykać przymusowo w szpitalu.

Efekty zawieszenia praw człowieka-kobiety jakoby na rzecz praw płodu muszą być groźne. Mówię „jakoby”, bo trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś wierzył, iż represjonując kobietę w ciąży działa na rzecz dobra tej właśnie ciąży, którą kobieta nosi. W USA to prawo obowiązuje już teraz tylko w Alabamie, w innych stanach zostało zniesione. Raport Amnesty pokazuje, że tego rodzaju restrykcje są – łagodnie mówiąc – przeciwskuteczne. W praktyce po prostu wyrzucają niektóre ciężarne poza nawias opieki medycznej. Rzeczywiście, zamiast profilaktyki czy terapii kobieta ma nad sobą groźbę więzienia albo przymusowego leczenia. W Stanach chodzi o narkotyki, u nas o alkohol. Kobietę w ciąży, która „spożywa alkohol”, można byłoby wyrokiem sądu przymusowo odizolować od świata. Bez względu na prawa pacjenta czy jakiekolwiek niuanse.

Zacytuję projekt ustawy: „Sąd wszczyna sprawę o zarządzenie poddania się przez kobietę w ciąży stacjonarnemu leczeniu szpitalnemu we wskazanym zakładzie leczniczym niezwłocznie po powzięciu informacji o spożywaniu przez nią alkoholu, używaniu narkotyków lub innych substancji psychoaktywnych”. Czyli niezwłocznie po tym, jak pojawi się informacja, że kobieta piła alkohol, sąd wkracza do akcji.

To sytuacja w stylu powieści Margaret Atwood Opowieść podręcznej, na szczęście już teraz powszechnie znanej dzięki serialowi. Tam zresztą, w świecie powieściowej antyutopii patriarchalnej młodym kobietom o używkach czy makijażu nie wolno nawet myśleć, nie mają żadnych praw, jedynie nakaz rodzenia zdrowych dzieci, pod groźbą kary śmierci de facto.

Patriarchat hard i soft

Skąd bierze się taka wizja świata? Inspiracją jest – albo się z czasem okazuje – rzeczywistość. Iran, Afganistan…, Polska w Unii Europejskiej w XXI wieku. Represje i krzywdzenie kobiet od wieków trwało w imię „ich dobra” . Umoralniano „kobiety upadłe” w zakonach przymusowej pracy, odbierano prawa do widywania dzieci tym, które popełniły niewierność małżeńską, zwalniano ciężarne kobiety z pracy, wyrzucano „panny z dzieckiem” z wynajmowanych mieszkań, gdy się okazywało, że nieobecny mąż nie istnieje – to wszystko było normą społeczną mającą wpajać moralność. Dziś te same mechanizmy działają w koszmarze świata prolajferów. Ten koszmar coraz wyraziściej się urealnia. Jesteś w ciąży, wypiłaś kieliszek wina, idziesz na przymusowe leczenie. Pan Michalak tak kocha „nienarodzonych”, że gotów jest zniszczyć życie ich przyszłych matek. Czysta perwersja.

Jeśli mówimy o zagrożeniu FAS, warto pamiętać, że alkoholizm czy narkomania nie istnieją w próżni społecznej. Do zagrożonych środowisk teoretycznie powinna docierać edukacja, profilaktyka. Trochę wiem, jak to wygląda na warszawskiej Pradze czy w zagrożonych rodzinach w małych ośrodkach. Nędza – dosłowna, materialna – systemu zapobiegania wykluczeniu współtworzy ścieżkę upośledzenia i właśnie wykluczenia gotową dla kolejnych pokoleń. Naprawdę, państwo ma co robić, aby to naprawiać. Jednak znacznie wygodniej jest ogłosić, że będziemy skazywać kobiety w ciąży na przymusowe leczenia. Brawo!

Rzecznik Praw Dziecka przyznał w rozmowie z Polskim Radiem, że „Być może to nie jest doskonała propozycja, za daleko idąca…”

Być może? To jest pomysł à la Salwador czy Nikaragua, gdzie kobieta w ciąży jest odarta z praw obywatelskich. Na przymusowe leczenie nie wysyła się kogoś za to, że pije alkohol, ale z powodu tego, że jest niebezpieczny dla siebie czy otoczenia. W tym wypadku wnętrza, nie otoczenia. Skoro jeden kieliszek może spowodować FAS, zawsze jesteś potencjalnie niebezpieczna dla ciąży, którą nosisz. Pomysł takiej ustawy może powstać tylko w głowie kogoś, kto został „porwany przez zygotarian” i myśli kategoriami kosmosu. Ale to nie jest powieść SF, niestety. Co będzie z naszym RPD? Wszystkie działania, przepisy, akcje, projekty edukacyjne itp., wszystko, co w tym momencie dotyczy dzieci, już nie będzie dotyczyło dzieci, tylko i dzieci, i płodów. To się zresztą już dzieje. Pamiętasz konkurs RPD na najlepsze prace magisterskie o prawach dziecka, w którym nagrodzono pracę o embrionach i in vitro? Teraz mamy projekt ustawy, w którym sześć razy pojawia się określenie „dziecko poczęte”.

W projekcie ustawy pojawia się też ustanawiany przez sąd „adwokat dziecka poczętego lecz jeszcze nieurodzonego”.

To obłęd. Mamy tutaj pomysł na ochronę płodu przed kobietą, która go nosi. Prawne przeciwstawienie ciężarnej i płodu sprawia, że zaczyna się mówić o tym, że płodu można bronić osobno, niezależnie od podmiotowości kobiety. Zaczyna się prawna walka z kobietą w ciąży. Teraz mówimy o alkoholu i substancjach psychoaktywnych, ale pamiętajmy, że w projekcie nowelizacji ustawy antyaborcyjnej stworzonym przez Ordo Iuris były pomysły wyciągania konsekwencji karnych za samoistne poronienia. „Adwokat dziecka nienarodzonego” mógłby kobiecie po poronieniu wytoczyć sprawę o morderstwo. Albo nieumyślne spowodowanie śmierci wskutek jazdy na rowerze czy po prostu… pracy zawodowej.

I to nie jest projekt Ordo Iuris, a projekt Rzecznika Praw Dziecka przedłożony prezydentowi, żeby ten złożył go w sejmie.

Zygotarianie testują swoje pomysły. Powinnyśmy się teraz, jako obywatelki, domagać dymisji Rzecznika Praw Dziecka. To jest dziś rzecznik, który bezpośrednio zagraża kobietom.

Żołnierze Boga poszli na wojnę

Inna sprawa, że nikt nie myśli o tym, że szkodząc kobiecie, szkodzi się jej ciąży. Presja karna na kobietę raczej nie wspiera dobrostanu jej ciąży, ale w tych pomysłach Marka Michalaka kobieta sprowadzona zostaje do roli urządzenia rozrodczego, nie posiadającego uczuć, rozumu, woli ani konstytucyjnych praw. Przedstawianie kobiety jako agresorki wobec własnej ciąży i pomysł, że ona i płód są oddzielnymi bytami, to prawny koszmar.

Na koniec cytat z Amnesty International o tym, jakie konsekwencje ma ściganie ciężarnych i matek, które używają alkoholu albo narkotyków. Mieszkanka Alabamy mówi: „Obawiałam się pójść do lekarza w moim mieście, bo jak masz pozytywny wynik [w teście narkotykowym], to ani się obejrzysz, a dostajesz zarzuty o «spowodowanie zagrożenia środkami chemicznymi»”. Inna kobieta, „mieszkanka Tennessee mówiła, że urodziła dziecko przy drodze, byle tylko uniknąć szpitala, gdyż bała się oskarżenia o stosowanie «przemocy wobec płodu»”.

Cóż, jak to można skomentować ? Piekło kobiet trwa.

I w cierpieniu będziesz rodzić ciężko uszkodzone płody

Bio

Agnieszka Wiśniewska

| Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl

Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynowała działania Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos “Duża Solidarność, mała solidarność” oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską “Kino to szkoła przetrwania”. Redaktorka książek filmowych w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. m.in.”Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna”, “Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna”. Współautorka książki “Współpraca. Przewodnik dla dzieci”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Aborcja jest dobra na wszystko, na stopę za niską, na drogę za śliską, aborcjaaaaaa, parararaaaaaa parapmararraraaaaaam!

Jeśli rodzic, czy ktokolwiek podaje dziecku alkohol, papierosy, narkotyki, nawet nastolatkowi odpowiada przed sądem. Kobieta pijąca nawet sporadycznie w ciaży, palaca czy coś to patologia, i znam kobiety ktore takie rzeczy robia, i to zawsze sa patologiiczne rodziny i osoby, bo kim trzeba byc by niszczyc swoje dziecko jeszcze przed narodzeniem, jak chce pic, palic i cpac na wlasna odpowiedzialnosc to niech nie zachodzi w ciaze.

Zostawiam na boku spór o projekt ustawy. Pomysłowi odwołania rzecznika praw dziecka brakuje odrobiny refleksji politycznej. Domaganie się jego odwołania to znakomite alibi dla PiS odwołania rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, jednej z niewielu po stronie opozycji osób wiarygodnych, nie utytłanych błotem III RP. Jego odwołania rok temu domagało się Ordo Iuris, dziś domagają się tego narodowcy, ale oni są poza głównym nurtem rządzącej prawicy, w którym ten pomysł został uznany za mało zyskowny przy wysokim koszcie wizerunkowym. Odwoływanie rzecznika praw dziecka ten koszt by zmniejszyło, bo pozwoliłoby argumentować, że nie jesteśmy gorsi niż opozycja. Opłaca się więc skórka za wyprawkę, odstrzał "wy nam rzecznika, my wam rzecznika"? A przy tej dysproporcji siły ognia, ta wymiana strzałów skończy się tak, że padnie tylko jeden rzecznik.

Istnieje w polskim prawie leczenie przymuslwe alkoholizmu jesli alkoholik zagraza otoczeniu. Panie ktore walą po bramach mimo ciazy (absolutnie nje wierze ze tu chodzi.o kazda kobiete ktora wypila cokolwiek) zagrazaja dziexku inwalidztwem. Ja rozumiem ze Paniom jest trudno logicznie pogodzic swoje twierdzenia ze tam w brzuchu nie ma dziecka z konstatacja ze nagle rodzi sie wlasnie dziecko i istnieje zwiazek miedzy tym co robi matka w ciazy a tym jakie sie to dziecko urodzi. Moze bedzie latwiej jak sobie Panie wyobraza ze maz przemocowiec kopie matke w ciazy w brzuch. Szkodzi wowczas.. no komu? Jest tam ktos w tym brzuchu wtedy czy nie? W takim wypadku sąd orzeka izolacje. Slusznie. I analogicznue jesli pani w ciazy nje chce dobrowolnie sie leczyc sąd orzeka ochrone tego samego czegos bo pozniej bedzie tak jak z kopaniem. Urkdzi sie inwalida. Naprawde lepiej ponarzekac pare miesiecy na zly rzad i urodzic zdrowe dziecko niz pic przez 9 miesiecy urodzic chore i pozniej przez cale zycie na to chore dziecko patrzec i wyć.

Bo dla tych pań, płód jest tylko przedczłowiekiem, jak z opowiadania Phillipa Dicka. Tam przedludźmi były dzieci, które nie opanowały podstawowej algebry, co zostało arbitralnie określone przez władze na 12 rok życia. Do tego czasu mogły być w każdej chwili unicestwione, gdyż nie miały żadnych praw. Słowianie przed przyjęciem chrześcijaństwa uważali dziecko za człowieka dopiero wtedy, gdy wykształcił się jego kościec. Płodów nie chowali, lecz zakopywali pod programi domów, aby przemieniły się w kłobuka, który miał zabiegać o dostatek w domu. Stąd żywy do dziś przesąd, aby nie żegnać się przez próg. Ciekawe czy te panie go przestrzegają ?

Koleżko, przytaczanie w kontekście powyższego artykułu zmanipulowanych informacji na temat wierzeń i przekonań dawnych Słowian jest jeszcze bardziej niestosowne niż sam akt manipulacji. Po pierwsze obyczaj zakopywania płodów w progach domostwa dotyczy płodów poronionych w sposób NATURALNY, po drugie pochodzi on z ludowej tradycji obszaru Warmii i Mazur i zawiera silną komponentę chrześcijańską (kłobuk przemieniał się w demona opiekuńczego dopiero po odmówieniu mu chrztu).

"Słowianie przed przyjęciem chrześcijaństwa uważali dziecko za człowieka dopiero wtedy, gdy wykształcił się jego kościec." -poważnie? Możesz podać jakieś źródła tej uroczej konstatacji?

Pisanie takich pierdół, w obliczu fundamentalnej dyskusji o początku istoty ludzkiej i prawach z tym związanych, jest w mojej ocenie co najmniej nie na miejscu, bo nic do niej nie wnosi poza (fałszywą) informacją, sugerująca moralną wyższość pewnej doktryny. Warto się czasami zastanowić zanim się coś napisze.

@jarek, przecież to był przykład barbarzyństwa, a nie moralnej wyższości zakopywana dzieci pod pirogiem nad... właściwie to nawet nie wiem nad czym. Niezła nadinterpretacja.

niektórzy śmierdzący chłopcy myślą, że to fajnie lizać buty mordercom pod bezczelnym pretekstem ochrony ciąży przed ciężarnymi

jarek (koleżka). Odnośnie mojej rzekomej "manipulacji" podaję link do Gazety Wyborczej art z 7.09.2017 "Odkrycie archeologów z Poznania. Szkielet dziecka pod progiem domu miał chronić przed złym duchem". Jest tam interpretacja ofiary zakładzinowej noworodka znalezionego pod brukiem domu w Poznaniu z X w. Co więcej archeolog Paweł Pawlak nie wyklucza również , że niemowlę zostało celowo zabite na ofiarę. Potwierdza to okoliczność (charakterystyczna dla innych ofiar zakładzinowych), że "Pod brukiem nie ma też śladu wkopu, co potwierdza, że niemowlę pochowano w trakcie prac budowlanych" (czyli czas złożenia ofiary jest tożsamy z czasem budowy domu, wobec czego jest znacznie większe prawdopodobieństwo złożenia ofiary z żywego dziecka, niż sytuacja, że akurat w tym czasie nastąpiło poronienie). Co do kłobuków i porońców Pawlak wyjaśnia w artykule ich charakter. (Dokładnie tak jak napisałem).
Nie pisałam, że chowano pod progami sztucznie spędzone płody, tylko że płód poroniony lub noworodek czyli dziecko bez wykształconego koścca nie był uważany za człowieka któremu przysługują prawa takie jak dorosłym członkom społeczności (i tu jest podobieństwo w myśleniu pani Szczuki i dawnych Słowian)
Co do do ludowej tradycji Warmii i Mazur poproszę jarka-koleżkę o żródła konstatacji (nieuroczej). Niestety obawiam się tutaj
manipulacji - o ile dobrze zrozumiałem - brak udzielenia chrztu czynił kłobuka. Kłobuk nie mógł przemieniać się w demona opiekuńczego, ponieważ już nim był. Proszę o wyjaśnienia z podaniem źródeł. Jeśli chodzi o chrześcijaństwo to Paweł Pawlak w cytowanym artykule stwierdza: "Zwyczaj ofiar zakładzinowych zanikał stopniowo od X wieku, choć trwało to przez kilka stuleci, wraz z upowszechnieniem się sieci chrześcijańskich cmentarzy powstających przy kościołach parafialnych (XII-XIII wiek)"
Ze swojej strony dodam, że w 1916 roku na podkarpaciu zakopano w ofierze żywe niemowlę wraz z matką zmarłą w połogu. Znana jest nawet nazwa wsi i miejsce gdzie się to dokonało, a współcześnie żyjący ludzie z tej wsi zachowali to w pamięci. I nie była to tradycja chrześcijańska. Na życzenie mogę podać literaturę.

"U starożytnych Greków, Rzymian, Spartan, plemion słowiańskich i germańskich dokonywano dzieciobójstwa, gdy nadmierny przyrost rodziny utrudniał wyżywienie i wychowanie dzieci, albo też dziecko obarczone było wadami rozwojowymi. W Grecji, w tym m.in. w Sparcie, zanim dziecko otrzymało imię, kilku starszych obywateli decydowało o jego życiu w sytuacji, gdy urodziło się ono słabe lub chore. W przypadku stwierdzenia, że należy się go pozbyć z grupy, można było wykonać decyzję starszyzny poprzez zrzucenie go ze stoku wysokiej góry 2.
Także ius vitae ac necis (prawo życia i śmierci) rodziców w stosunku do dzieci było mocno ugruntowane i akceptowane społecznie, przy czym decyzja taka była podejmowana z zasady jeszcze przed symbolicznym przyjęciem dziecka do rodziny i wspólnoty plemiennej"
Violetta Grudzień - "DZIECIOBÓJSTWO Zarys historii stosowania kar" s.4; Wydawnictwo Szkoły Policji w Katowicach
2012

Zasada była taka, że dziecko staje się pełnoprawnym członkiem społeczności (czyli pełnym człowiekiem) po dopełnieniu określonych obrzędów przejścia. Dzieci nie były nimi od razu, taki jest tego sens.

"Co do do ludowej tradycji Warmii i Mazur poproszę jarka-koleżkę o żródła konstatacji (nieuroczej). Niestety obawiam się tutaj
manipulacji"

Mazury. Słownik stronniczy, ilustrowany, red. Waldemar Mierzwa, Dąbrówno 2008.
Nienacki Zbigniew, Raz w roku w Skiroławkach, t.I-II, Olsztyn 1983.
Sukertowa-Biedrawina Emilia, Diabeł na Mazurach w baśniach i podaniach, wydanie rozszerzone podał do druku Jerzy Marek Łapo, Dąbrówno 2013.
Szyfer Anna, Zwyczaje, obrzędy i wierzenia Mazurów i Warmiaków, Olsztyn 1968.
Toeppen Max P., Wierzenia mazurskie, wstęp Anna Szyfer, Władysław Ogrodziński, oprac. Paweł Błażewicz,Jerzy M. Łapo, Dąbrówno 2008.
Tragarz duchów. Zbiór podań ludowych z Mazur, zebrał, przełożył i opracował Jerzy Marek Łapo, Dąbrówno 2007.
Warmiacy i Mazurzy. Życie codzienne ludności wiejskiej w I połowie XIX wieku, red. Bogumił Kuźniewski, Olsztynek 2002.
Zientara-Malewska Maria, O różnych kłobukach, skarbach i zaklętych zamkach. Baśnie i legendy warmińskie, wybór i opracowanie Jan Chłosta, Olsztyn 2008.

Ale proszę tego broń Boże nie czytać, to pseudo naukowa makulatura. Właśnie przez takie śmieci nie wykształcił się u mnie właściwy kościec intelektualny.
Pozdrawiam jeszcze raz.

Szanowny Panie Marcinie, teraz dopiero uświadomił mi Pan jak pochopnie postąpiłem nazywając Pana "koleżką". Pokornie proszę o wybaczenie i w ramach zadośćuczynienia pozwolę sobie odnieść się do pańskiej opinii już w odnowionym duchu. Na moją cyniczną "prośbę" o podanie źródeł, z ojcowską wyrozumiałością przytacza Pan artykuł gazety z czerwonym prostokątem, który w ramach pokuty postanowiłem sobie przeczytać, tym bardziej iż wg. pańskich słów zawiera interpretację słowiańskich barbarzyńskich obyczajów. Pozwolę sobie przytoczyć jego fragment:

"Czy wczesnośredniowieczni Słowianie składali ofiary z dzieci zmarłych śmiercią naturalną, czy może sami je zabijali? - Trudno powiedzieć - odpowiada Pawlak. - Nie znamy motywów ówczesnych ludzi. Z reguły chowano jednak w ten sposób porońców."

Otóż pozostając pod wrażeniem pańskiej argumentacji dochodzę do wniosku, że Paweł Pawlak to zwyczajny dureń i ignorant. Gdyby bowiem ów pożal się Boże archeolog zadał sobie trud i sięgnął do (przytoczonej przez Pana powyżej) pracy wybitnej polskiej etnograf, pani podinspektor Violetty Grudzień, wiedział by że praktyki abortowania płodów, a nawet zabijania niemowląt były wśród Słowian rzeczą nagminną i o żadnych wątpliwościach co do "motywów ówczesnych ludzi" nie może być mowy. To jednak nie koniec łask, które spłynęły na mnie po lekturze pańskiego wywodu. Jest Pan Panie Marcinie nie tylko wybitnym erudytą, ale również prawdziwym mistrzem dedukcji:

"(...) niemowlę zostało celowo zabite na ofiarę. Potwierdza to okoliczność (charakterystyczna dla innych ofiar zakładzinowych), że "Pod brukiem nie ma też śladu wkopu, co potwierdza, że niemowlę pochowano w trakcie prac budowlanych" (czyli czas złożenia ofiary jest tożsamy z czasem budowy domu, wobec czego jest znacznie większe prawdopodobieństwo złożenia ofiary z żywego dziecka, niż sytuacja, że akurat w tym czasie nastąpiło poronienie)."

Do tej pory tkwiłem w fałszywym przekonaniu, że łączne prawdopodobieństwo zajścia kilku zdarzeń jednocześnie nie może być wyższe niż prawdopodobieństwo zajścia jednego z nich, co w tym konkretnym przypadku wyglądało by tak:

1. Dziecko zostało zamordowane.
2. Dziecko zostało zamordowane, ponieważ czas budowy domu jest zbyt krótki, żeby śmierć dziecka nastąpiła w skutek poronienia.

Jeżeli przyjmiemy, że prawdopodobieństwo iż dziecko zostało celowo zabite wynosi 50%, a prawdopodobieństwo, że w czasie budowy domu nie doszło do poronienia określimy na powiedzmy 90%, to ponieważ łączne prawdopodobieństwo zajścia tych dwóch zdarzeń jest iloczynem prawdopodobieństw każdego z nich, to: 0,5 x 0,9 = 0,45 czyli jeżeli dzieciak został żywcem zaszlachtowany na 50%, to prawdopodobieństwo, że został zaszlachtowany z powodu zaistnienia wyżej wymienionej okoliczności wynosi tylko 45%. Gdyby takie rozumowanie było poprawne, to czas złożenia ofiary podczas budowy domu, wcale NIE uprawdopodabnia aktu morderstwa.

Na szczęście dzięki Panu pozbyłem się tej pokrętnej logiki i za to, oraz za wszystko co zrobił Pan dla mnie poświęcając swój cenny czas, który jak wiadomo jest darem Ojca Najwyższego w Trójcy, i uświadamiając mi nikczemność Słowian, którzy dzięki Bogu odeszli w przeszłość niczym Indianie, którzy jak wiadomo chlali za dużo Whisky w związku z czym musieli przenieść się do rezerwatów, pozostaję Panu dozgonnie wdzięczny.
Z poważaniem j.

Jak zadowolić przeciętną feminazistkę? Należy pozwolić jej się wyskrobać nawet jak nie jest w ciąży, kiedy już to zrobi powinno się ją jak najszybciej znowu zapłodnić (broń boże nie naturalną metodą lecz tylko in vitro) aby pełny cykl "pukanko-skrobanko" mógł znów święcić triumfy!!!!