Kraj

Po protestach nie trzeba budować nowych instytucji

Zamiast budować nowe komitety, lepiej rozwijać, wzmacniać i reformować te, które mamy.

Po każdym wielkim uniesieniu społecznym pojawia się problem pod brzydkim tytułem „instytucjonalizacja”. Teraz też. Trzeba iść do przodu, ale samą masą już się nie da. Nie obejdzie się bez instytucji – czyli zorganizowanych form działania, bez tego, co symbolicznie nazywamy „notesem z telefonami” (w czasach Snapchata to oldskulowe określenie, ale ponoć oldskul dziś w modzie). Zarazem z wielu stron słychać głosy, że „trzeba coś nowego założyć”.

Naszym zdaniem niekoniecznie trzeba. Choć arogancja Grzegorza Schetyny (to my, „trzy zjednoczone partie”, zorganizowaliśmy protest!), Ryszard Petru namaszczający Ewę Kopacz na nową twarz opozycji czy niezliczone seksistowskie i protekcjonalne suchary rzucane ze sceny przez herosów kolejnych polskich rewolucji niespecjalnie pomagają zwolennikom negocjacji nowego ze starym. Niemniej, policzmy najpierw stare/nowe armaty i szable „instytucjonalne”. Bo mają tę zaletę, że są.

Bez seksizmu i homofobii proszę

Wyspy czy demokratyczny archipelag

Po pierwsze, media. Przy wszelkich wadach „Gazety Wyborczej” czy radia Tok FM i „Tygodnika Powszechnego”, a także przy innych wadach/zaletach „Krytyki Politycznej” czy OKO.press (kogoś na pewno pomijamy, nieintencjonalnie) – to są właśnie te miejsca, wokół których można się gromadzić. Mają zasięgi i czytelników, kadry dziennikarzy i publicystów, kolejne „notesy z telefonami” w kieszeniach. I dużo otwartości na nowe ruchy i idee – u tych młodszych, bo to ich środowisko naturalne, u tych starszych, bo powagę sytuacji rozumieją od dawna, a niedostatek sił własnych – pokolenia Marca, KOR, Solidarności i transformacji – zaczynają powoli rozumieć.

Po drugie, organizacje i fora pozarządowe, od gigantów w rodzaju Kongresu Kobiet po specjalistów od jednej małej sprawy czy lokalnej wspólnoty. „Trzeciosektorowe” społeczeństwo obywatelskie, któremu nie bez podstaw zarzucano nieraz ślepotę na problemy kapitalizmu, technokratyzm i nadmiar biurokracji, przechodzi właśnie proces przyspieszonego upolitycznienia. I to nie tylko dlatego, że obecna władza uznała społeczników za wrogów. To zasługa zmiany pokoleniowej. Wniosła ona wrażliwość na kwestie nierówności i nowe rozumienia partycypacji. 30-parolatkowie z NGO-sów nie kupują już opowieści o tym, że państwo, rynek i zindywidualizowane społeczeństwo muszą sobie funkcjonować osobno. Jednocześnie organizacje pozarządowe zatrudniają nieraz ekspertów, badaczy społecznych, analityków, na jakich inaczej stać byłoby tylko wielkie partie i korporacje, a z pewnością nie oddolne i spontaniczne ruchy czy kampanie.

Społeczeństwo polityczne zastępuje społeczeństwo obywatelskie

Po trzecie, partia. W czasie protestów rewelacyjnie mobilizowały ludzi i Akcja Demokracja, i Ogólnopolski Strajk Kobiet, i KOD (to lista otwarta, niewyliczonych prosimy o wyrozumiałość). Jednak żadna z tych organizacji nie chce przekształcić się w partię, to znaczy strukturę, która pozwala na działalność polityczną w horyzoncie wyborczym. Partia – w miejsce ruchu jednej sprawy – to szeroki wachlarz tematów: od reakcji na wojnę w Syrii po miejsce geriatrii w sieci szpitali. A także pieniądze pewniejsze niż ze zrzutek przyjaciół. Znajomość procedur i takie wydawałoby się nieważne, a przecież w demokracji (medialnej) zasadnicze sprawy, jak umiejętność zwoływania i występowania na konferencjach prasowych czy umiejętność tworzenia komunikatów, które trafiają do różnych grup zwolenników.

Bardzo ważne jest w tej sytuacji pytanie o partię Razem. Naszym zdaniem, jedna z walk za chwilę rozegra się o to, czy Razem na pewno jest tym wehikułem, który pozwoli na ciągłość, systematyczność i skuteczność działań. Może jest, a może nie – ciekawym testem będzie reakcja na apel Razem o spotkanie środowisk nowej lewicy 2 września. Przez dwa lata istnienia Razemy udowodnili, że umieją istnieć. To trzeba docenić. Założyć partię, zdobyć dla niej pieniądze (subwencja) i stać się punktem odniesienia w debacie publicznej w kraju, gdzie domyślnie wszystko jest liberalno-prawicowe, to bardzo wiele.

A jednak oczekiwanie „czegoś nowego” – dotyczy według nas również partii Razem. Co to mogłoby być? Mocny transfer? Nowe osoby, które pokażą, że Razem jest otwarte wbrew – często niesprawiedliwej – opinii? Zaskakująca propozycja działania? Konkretna, rozpisana na dni, miesiące? Połączenie w koalicję? Z Inicjatywą Polską? Zielonymi?

Powtarzanie, że „długi marsz” i „działamy u podstaw” z pewnością już wyczerpało swój sens.

Do tej wyliczanki posiadanych szabel – mediów, NGO, inicjatyw obywatelskich i wreszcie struktur (około)partyjnych można dodać akademię; raczej jako zaplecze eksperckie, choć zalążki organizacji w rodzaju Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej czy Uniwersytetu Zaangażowanego dają nadzieję na wkład uczelni większy niż tylko zasoby ludzkie w postaci kilku błyskotliwych badaczy czy intelektualistów. Wreszcie, last but not least, środowiska kultury – te mniejsze, zgromadzone wokół lokalnych bibliotek, i te większe, które organizowały się np., gdy odbierano im kolejne teatry czy festiwale.

Kto obroni obrońców?

Wszyscy ci aktorzy grają dziś na wielu polach – praworządność i prawa człowieka, przejrzystość życia publicznego, dostęp do informacji, ochrona przed inwigilacją i represją, jakość edukacji, reprezentacja interesów różnych grup, zwłaszcza tych słabszych, ale też „dyplomacja równoległa”, czyli gra o miejsce i wizerunek Polski w Europie. Na tym się znają, w tym mają doświadczenie – i tak się składa, że na dokładnie tych samych polach i o te właśnie stawki toczy się w Polsce wielka gra o demokrację. Istniejące media, NGO, akademia i (choćby rachityczne) struktury partyjne są zbyt potężnym – istniejącym, wypróbowanym – narzędziem (a w każdym razie najlepszym, jakie mamy), by pominąć je w rachubach organizacji politycznej energii protestu.

One same z kolei – we własnym, oświeconym interesie – nie mogą stać z boku. Już wkrótce możemy się bowiem spodziewać, że po wymiarze sprawiedliwości, to właśnie one spotkają się z groźbą rozjechania przez państwowo-rządowy walec. W organizacje pozarządowe uderzy ustawa o Narodowym Instytucie Wolności, w media prywatne ustawa dekoncentracyjna, w uczelnie – plany ministra Gowina. Nasze „armaty i szable”, czyli narzędzia obrony demokracji, same będą wymagały obrony, a zatem – kolejnej mobilizacji obywateli w sprawach nie mniej ważnych, lecz nie tak spektakularnych jak obrona wymiaru sprawiedliwości.

Instytucje do renowacji

Jednak te instytucje muszą się zmienić. Żeby być narzędziem obywateli i zarazem wartością, której obywatele będą chcieli bronić, nie mogą pozostać takie, jakie są. Na szczęście wiele z nich porzuca tak częstą niegdyś, w wielu przypadkach obłudną retorykę obiektywizmu (media), apolityczności (NGO) czy niezaangażowania (uniwersytet). Istniejące instytucje rodem z III RP mają potencjał komunikacji z ludźmi; stoją za nimi wartości – często zaniedbywane i wypierane w latach transformacji – które można napełnić treścią.

Co to znaczy w praktyce? W czasie lipcowych protestów człowiekiem-instytucją, który dla protestujących był nie tylko symbolem walki o praworządność, ale jednocześnie ekspertem i reprezentantem państwa w jego niepartyjnym wydaniu stał się Rzecznik Praw Obywatelskich. Jeśli ktoś ze świata instytucji „wyszedł do ludzi”, przekroczył barierę między „starym, co umiera, a nowym, co dopiero się rodzi”, to z pewnością Adam Bodnar.

Sceptycy powiedzą, że to wyjątek potwierdzający regułę. Realiści, że z natury „bezpartyjny” Rzecznik może bronić państwa i resztek przyzwoitości, ale jego rolą nie może być artykulacja nowych tożsamości politycznych, a tym bardziej polityczna organizacja obywateli. Zgoda, bohatera nie da się sklonować. Odmładzający lifting liderów też nie wystarczy. Ale te instytucje, które dziś mamy, to nasz arsenał albo, by uniknąć wojennej metaforyki, karty w grze. Próbujmy łączyć ich moc, ułóżmy je w kilka rozdań, na długą rozgrywkę. Wiemy już przecież, że choćby największa energia społeczna sama nie zamieni się w siłę polityczną.

Zdradzieckie mordeczki wciąż nie mają na kogo głosować

Pewien historyk rewolucji francuskiej napisał kiedyś: En temps de revolution tout ce qui est ancien est enemi – w czasie rewolucji wszystko, co stare, jest wrogiem. Trudno dziś jednak być pewnym, kto właściwie jest rewolucjonistą. Może więc zamiast dobijać to, co jeszcze jest, zróbmy z tego lepszy użytek? Odwracając formułę księcia Saliny z Geparda di Lampedusy: wiele trzeba zachować, żeby wszystko mogło się zmienić.

Bio

Agata Szczęśniak

| Redaktorka OKO.press
Publicystka, redaktorka OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Doktorantka w ISNS UW. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe.
Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Co to za spotkanie lewicy 2września? Nigdzie jeszcze o tym nie słyszałem.
Odnośnie Razem to według mnie ten mały fragment bardzo celnie trafia, może poza jednym fragmentem, o ile zgadzam się, że "długi marsz" nie wystarcza, to nie uważam, że kompletnie się to wyczerpało, cały czas trzeba spokojnie pracować u podstaw, ale oprócz tego trzeba równocześnie prowadzić jakieś inne działania, które szybciej przyciągną wyborców. Razem też potrzebuje dziś jakiegoś impulsu, zastrzyku. Według mnie widać pewnego rodzaju marazm zarówno w samej partii, jak i w jej ocenach przez innych, czyli potencjalnych wyborców. Mam wrażenie, żę na dziś kluczem dla Razem jest właśnie otwarcie się, wchodzenie w większy, szerszy dialog z innymi środowiskami, także tymi do których jest im dalej, bo na dziś bardzo mocno trwają w swoim środowisku. Dziś niestety przed chwilą w tok.fm, znowu Razem zostało zarzucone, że jest osobno i niestety Zandberg moim zdaniem właściwie temu nie zaprzeczył... Bo z jego wypowiedzi można było wywnioskować, że Razem organizowało swoje protesty, a nie brało udziału w innych protestach, a to nie jest prawda, ale jednak taki przekaz pójdzie w świat i znowu będzie "Razem-osobno", trzeba było tutaj jasno powiedzieć, że Razem protestowało.
Możliwe że właśnie koalicja, zapowiedź koalicji(?) a przynajmniej zacieśnienie współpracy z Zielonymi i Inicjatywą Polską Nowackiej, współpraca z Biedroniem, to by był bardzo mocny sygnał. Zaskakująca propozycja działania też pewnie by się przydała, Razem jak tlenu dziś potrzebuje czegoś w stylu miasteczka pod kancelarią premier, ale fajnie by było też jakby partia przedstawiła w jakichś sprawach konkretne projekty, pomysły, czytam że mają być jakieś propozycje reformy sądu, tak więc czekam. Niby jest program, w porównaniu do innych partii dość szczegółowy, ale jednak cały czas wrażenie jest, że brakuje w nim konkretów.
I na koniec pisałem wczoraj pod innym artykułem. Mam wrażenie, że potrzeba jakichś zmian jeśli idzie o działalność w internecie, potrzeba nowych pomysłów. Może więcej materiałów video przedstawiających elementy programu, przekonujących do partii, filmów z demonstracji, protestów? Może inny sposób prowadzenia fanpage, zamieszczanie na nim materiałów z tv, radia, portali, gazet, gdzie członkowie Razem występowali?

Bez przesady, i tak uważam, że Zandberg nieźle sobie daje radę z taką narracją, w która chce cześć mediów chce Razemowców wpisać. To nie jest tak, że partia może wszystko kontrolować odnośnie swojego wizerunku, a to że część mediów o dużym zasięgu nie do końca się zgadza lub rozumie, to zupełnie inna rzecz. A ta zarzucona "osobność" to już jakiś stały element, które media sobie obrały, aby odróżnić chyba Razemowców od reszty 😉

Nie wiem, czy Nowacka i Biedroń by się zgodzili, to tacy politycy, którzy dobrze czują się będąc samodzielnymi, i jedno i drugie miało też "problemy" z partyjnym betonem, który mieli reprezentować, ale też uważam, że Razem powinno z nimi zacząć rozmawiać na temat współpracy, a właściwie zachęcić do wstąpienia w szeregi i działania.

Co do ostatniego akapitu w pełni się z Tobą zgadzam. Zbyt mocno ogniskuje się tematycznie Razem, a tu trzeba z przekazem docierać też np. do rolników i przedsiębiorców. Ci ostatni też potrzebują przekazu, bo ewidentnie w ich oczach Razem jest takim potworkiem z batem. Brakuje w Razem konkretnego mówienia o ekonomii, żeby ich przekonać i nie mam na myśli mówienia tylko o stawkach podatkowych i infrastrukturze 🙂 W ogóle w zarządzie brakuje im jakiś 1-2 ekonomistów (w tym jeden z przekazem wizerunkowym), to duże niedopatrzenie, które będzie im ciążyć.

Ale i tak jak ich słucham, czy Adriana, czy np. Marcelinę to się cieszę, że mogę posłuchać polityków bez znużenia, bez odwoływania się do straszenia innymi. Nawet na tle lansowanych Borysów i Kamili wydają mi się oni oazą spokoju i pewnej dozy racjonalności w polityce.

Ode mnie kredyt zaufania mają, pytanie czy uda im się go nazbierać tyle, aby wejść z kilkoma posłami do sejmu? Teraz to i tak im się polepszyło jeśli chodzi o dostęp do mediów, ale może się to okazać za mało. PiS cały czas świadomie rozgrywa taktycznie w swojej telewizji publicznej na różnice względem PO, bo wie, że ta partia się nie podniesie, a jeszcze ma jakieś resztki kapitału, którym to PiS może przekładać na paliwo do działania. Razem nie pokazują całkiem świadomie bo przy nich nie mogli by grać kartą agenturalną, reprywatyzacyjną czy solidarnościową. Ech, polityka 🙂

No właśnie, nie pokazują Razem, tylko SLD. Domyślam się dlaczego...

Tzn. według mnie Zandberg bardzo dobrze wypada w mediach i zgadzam się, ze daje sobie radę z tym wpychaniem Razem w osobno, ale dziś moim zdaniem trochę za łatwo to odpuścił, w zasadzie podkreślił odrębność wymieniając bardziej lewicowe organizacje czy partie, a mógł tez powiedzieć np. że współpracowali podczas tych protestów z KOD, że byli na manifestacyjnym wiecu PO-Nowoczesna, gdzie przemawiał Balcerowicz. Ja spotkałem się z wieloma głosami przy protestach odnośnie sądów, że Razem znowu nie ma, że znowu osobno, że nie współpracują z innymi, a tymczasem śledząc ich w internecie wiem, że to nie była prawda. Oczywiście nie da się kontrolować w pełni wizerunku, ale jeśli jest okazja, to trzeba pewne rzeczy prostować. Niestety też dziennikarstwo mamy na takim poziomie na jakim mamy, dzisiaj też to było widać, gdy pani Warakomska nagle na sam koniec przypuściła atak odnośnie Watchdog, jak było widać nie przygotowała się, bo sprawa była sprostowana już w godzinach popołudniowych. Nie wiem czy Razem trochę ściemniało w swoim komunikacie czy mówiło prawdę, ale fakt faktem że te dokumenty udostępnili jako jedna z dwóch partii, a tymczasem to im się najwięcej obrywa.
Nie mam pojęcia w jaką stronę chcą iść Nowacka i Biedroń, ciekaw jestem tego spotkania lewicy 2września, co to z tego wyjdzie, bo dziś o tym pierwszy raz przeczytałem, czy właśnie Nowacka i Biedroń przyjdą czy nie, według mnie ich obecność lub brak, będzie jasnym sygnałem. Mimo wszystko bądźmy szczerzy, Nowacka i Biedroń na dzień dzisiejszy nie mają kompletnie zaplecza ani jeśli idzie o ludzi, ani jeśli idzie o finanse. Jeśli założą partię zrobią to dopiero kilka miesięcy przed wyborami, ale bez ludzi, bez struktur i większej kasy na kampanię może być im ciężko. Oczywiście fakt jest taki, że same nazwiska Nowacka-Biedroń im już zrobią kilkuprocentowe poparcie od razu, pewnie bez problemu przeskoczyliby Razem w sondażach i jeszcze coś by im z poparcia zabrali, i to na pewno jest dla nich jakaś szansa, tylko czy same nazwiska bez mocnego zaplecza mogą pociągnąć taki wózek do sukcesu wyborczego? Raczej naturalne by się wydawało że powinni szukać współpracy z Razem jednocześnie budując własne struktury, według mnie mocniejsza współpraca z tą dwójką byłaby dla Razem czymś czego im brakuje, bo oni mogliby dla Razem stać się pewnego rodzaju pomostem i właśnie sprawić, że partia by się bardziej otworzyła. Oczywiście nie mówię, że powinni oni wstąpić do Razem, tutaj chyba nie ma złudzeń, że za dużo ich ze sobą różni, ale mocna współpraca według mnie jest możliwa i byłaby korzystna dla obu stron.

Dokładnie. Według mnie Razem powinno obserwować to z jakiej strony też często są im stawiane jakieś zarzuty. Często można zauważyć, że piszą przedsiębiorcy, którzy niby może zagłosowaliby na Razem, ale jednak albo mają jakieś obawy, albo uważają, że rządy Razem by ich firmy zniszczyły. Do takich ludzi też trzeba dotrzeć i pokazać, że małe firmy i drobniejsi przedsiębiorcy też mogą ich popierać. Wielokrotnie jest też zarzut o imigrantów ekonomicznych, że przyjmowaliby wszystkich jak leci, tu też według mnie jest ważne podkreślanie, że czym innym jest przyjęcie uchodźców, zobowiązania w stosunku do UE, a czym innym jest sensowna polityka jeśli chodzi o imigrantów ekonomicznych.

I jeszcze ten post o szlachcie, chłopach i obrazie Czartoryskich - to też było głośne, i w sumie ciepło przyjęte - tak tylko zwracam uwagę 😉

Jestem w stanie sobie wyobrazić Biedronia na kilka miesięcy przed wyborami zmieniającego scenę polityczną i zbierającego miliony na kampanię. Ale to tylko na kilka miesięcy przed, wcześniej nie ma to sensu.
Razem niby buduje te struktury w Polsce, ale coś tego nie czuć, są obecni w wielkich miastach. Ostatnio sporo widzę byłych (już!) Razemowców, którzy albo się pokłócili, albo myśleli, że zmienią świat. Nie udało się, jak widać.
Poparcie im rosło, ale teraz przestało. I coś robią nie tak, że im spada mimo wielkiego zaangażowania (SLD i PiSowi też, reszcie wzrosło, dlaczego???).
W mediach najbardziej odbił się pomnik dla Szyszki przed Sejmem, pamiętam jak pokazywali w Faktach. Może takie działania?
Mam wrażenie, że ostatnio popadli w marazm, nic nowego nie robią, nie oferują. Musi o nich być głośno. Muszą pokazać się z innej, nowej strony. Rolnicy, przedsiębiorcy, ekonomia, Unia, nasza przyszłość - jest tyle tematów, a oni wciąż się skupają na "manifestujących 20-latkach z brodami i latte". A przynajmniej taki jest ich wizerunek.
I ciągle są atakowani w mediach. Trzeba coś z tym zrobić.
Proponowałbym też jakoś rozwinąć social media, więcej virali - filmów, itd. Mają sporo speców od marketingu.

Współpraca z Balcerowiczem? Widziałeś ich mem współczujący Ukrainie, że będzie jej Balcerowicz doradzał?
Współpraca z KODem? Jak się od niego odżegnywali, a w dodatku jeszcze nie opadł kurz po Kijowskim - może lepiej, że się dystansują.

I jeszcze dodam, że w moim odczuciu fanpage Razem i posty jakie się tam pojawiają są w większości po prostu reakcja na to co zrobiło czy nie zrobiło PiS lub PO, albo ktoś inny. Zdecydowanie brakuje tam tworzenia własnej narracji, przedstawiania własnych pomysłów, pokazywania jak coś mogłoby funkcjonować pokazując przykłady z państw Europy Zachodniej. Ludziom trzeba coś pokazać realnie. Mówienie np. o 75%podatku wielu zniechęca, dlatego trzeba po prostu wytłumaczyć dlaczego progresja? co to jest progresja? jak system podatkowy wygląda w innych państwach? itd., itp.

Otóż to, ludzie wciąż mi piszą, że Razem to komuniści. Myślę, że Razem powinno trochę zrobić "kampanii" odróżniającej ich od np. legalnej Partii Komunistycznej, albo wskazywać na demokratyczność, że nie chcą nic, czego nie chce naród - w przeciwieństwie do komunistów.
Że chcą dobrych rzeczy dla (drobnych) przedsiębiorców.

Oh, jak chciałbym, żeby zaprezentowali program/stanowisko dla drobnych przedsiębiorów. Żeby zrozumieli, że nie tylko konsumpcjonizm się liczy, ale i inwestycje (bo na razie kroczą drogą PiSu - wysoki konsumpcjonizm i najniższa stopa inwestycji). Żeby zerwali z wizerunkiem partii wrogiej biznesowi.
Na razie forsują tezę, że wszyscy przedsiębiorcy wyzyskują, a najlepiej zakładajcie spółdzielnie.
Promujcie spółdzielnie*, ale też powiedzcie, że większość przedsiębiorców jest spoko.
Bo przecież nie wszyscy uchodźcy to terroryści, że tak powiem 😉
*A propos promowania. Wtopa z tą Cisowianką. Trzeba było nie "hejtować" a promować (Muszyniankę np.).

I jeszcze jedno - taki przekaz jest ważny, choćby z tłumaczeniem tych 75%, tylko powiedz szczerze, czy duże media podjęłyby się takich tematów? Póki moją działać, wolą pisać o wartościach w sosie sensacyjnym, o tym co kto zrobił, powiedział, założył etc., bo to przykuwa audiencje, niestety. Inna sprawa, że faktycznie w tym względzie, tj. podstaw swojego programu ekonomicznego, Razem ze swoim brakiem lub niejasnością przekazu daje ciała.

Ostatnio zauważyłem, że do sprawy o sądach wysyłali swojego prawnika. Może powinni rozpromować takiego ekonomistę (chyba mają ich więcej, czy tylko ten, którego wylali był jedynym?), czy też przedsiębiorcę. Niech się więcej wypowiada, niech przekonuje innych "biznesmenów", że to nie takie zło.
Mają fajne twarze na pierwszym planie, ale chętniej zobaczyłbym takiego "eksperta" niż Zandberga (którego już jest nieproporcjonalnie dużo do innych osób), czy Zawiszę.

Niestety media są problemem, brakuje lewicowych mediów, dlatego pisałem w innym miejscu, że marzeniem byłaby np, jakaś internetowa telewizja lewicowa :), ale to mało realne. Dlatego na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że dla Razem jedyna opcja to jest po prostu tworzenie jakiś filmików i wpuszczanie na youtube i na fanpage. Można i porobić jakieś materiały w sensie rozmowy z ekonomistą i dawkować w krótszych filmikach by były bardziej przyswajalne, tylko ważne by było żeby język był prosty i zrozumiały. Można też zrobić po prostu jakieś filmiki w stylu animacji, jakieś postaci, tak żeby było też śmiesznie i zabawnie i przy okazji wyjaśniać pewne rzeczy. Według mnie to dotyczy nawet nie tylko kwestii podatków, to dotyczy bardzo wielu elementów programu partii Razem. Żyjemy w kraju gdzie jednak neoliberalizm mocno siedzi w głowach, więc nawet coś takiej jak tanie mieszkania pod wynajem też sprawia, że ludzie reagują alergicznie i mam wrażenie, że nawet coś takiego trzeba by jakoś wyjaśniać, pokazać jak jest na Zachodzie, powiedzieć jakie są korzyści z takiego budownictwa itd. Po prostu przed lewicą w Polsce jest bardzo trudne zadanie, bo trzeba praktycznie tworzyć zupełnie nową narrację, której nie ma w Polsce w głównych mediach i której nie ma też w głowach ludzi.

Dawid Juraszek

Piszecie o instytucjach, że "[n]a szczęście wiele z nich porzuca tak częstą niegdyś, w wielu przypadkach obłudną retorykę obiektywizmu". To zupełnie nie tak. Obawiam się, że mylicie retorykę obiektywizmu z retoryką neutralności.

Porzucenie (retoryki) obiektywizmu to porzucenie dążenia do prawdy. Kto nie jest obiektywny, ten ignoruje fakty, gdy nie są mu na rękę, manipuluje nimi, zakłamuje rzeczywistość. Jeśli media i inne instytucje porzucą obiektywizm, staną się łatwym celem krytyki, stracą wiarygodność i szacunek.

Co innego porzucenie (retoryki) neutralności - czyli porzucenie postawy, w ramach której nie zabieramy stanowiska w sporze po żadnej ze stron, bez względu na to, która strona ma rację. Porzucając neutralność jak najbardziej można zachować wiarygodność i szacunek oraz odeprzeć krytykę, powołując się na fakty.

Mylenie tych pojęć może się źle skończyć. Dobrą ilustracją jest zachowanie BBC i innych mediów podczas kampanii brexitowej oraz prezydenckiej w USA. W obliczu fake news, media NEUTRALNIE zestawiały ze sobą twierdzenia oponentów na zasadzie: jedna strona mówi to, a druga tamto, bez OBIEKTYWNEGO wskazania, tam gdzie to możliwe, po czyjej stronie jest racja. Rezultatem takiej neutralności było rozprzestrzenianie się manipulacji, półprawd i kłamstw, zatruwających proces decyzyjny i klimat debaty publicznej.

Obiektywizm jest niezbędny, by można było uczciwie porzucić neutralność i stanąć po stronie prawdy. Nie chwalcie więc porzucania obiektywizmu, nie mówcie o obłudzie. Te zarzuty należą się neutralności.

Bez wątpienia sprawa SN była przykrywką dla kredytów hipotecznych. Ustawa o kredytach weszła 23.07. Sprawa mieszkaniowa jest najważniejszym trupem w szafie III RP, a drugim OFE. KP jest po prostu za słaba, żeby się w tym zakresie wypowiadać. To co kiedyś tutaj to znaczy na stronie KP opowiadali na temat kredytów trzej ekonomiści, m.in. Piotr Kuczyński, to były żarty.

Zbigniew Smoter

Przekonani jesteśmy, że obserwując politykę "na bieżąco" potrafimy zidentyfikować intencje jej aktorów, zrekonstruować ich plany i zamierzenia itd., a tymczasem faktyczne sensy działań politycznych nazbyt często ujawniają się ex post. Co zatem, jeśli w "sprawie SN" ex post okaże się kwestia organów wymiaru sprawiedliwości była, w gruncie rzeczy, sprawą drugo- czy trzeciorzędną? Że nie o SN tu chodziło, a o ... PKW? Że pierwszorzędnym celem zmian w sądownictwie było uzyskanie możliwości "formatowania" polskiej sceny politycznej? Państwowa Komisja Wyborcza to 9 osób, po trzech sędziów SN, TK i NSA, wskazywanych przez Prezesów tych sądów, a do jej zadań należy m.in. kontrola finansów partii politycznych oraz ocena działalności finansowej komitetów wyborczych. Może zatem okazać się, że formułowanie i formowanie nowych instytucji stanie się koniecznością.

"Największym" osiągnięciem minionego ćwierćwiecza było powstanie polityki nie zorientowanej bynajmniej na formułowanie i realizację projektów modernizacyjnych, zwłaszcza zorientowanych na podmiotowe społeczeństwo, lecz zorganizowanie samej siebie. Nb. czy przykład Razem nie świadczy właśnie o takim podejściu? Wszak to partia, która w wyborach parlamentarnych 2015 wystawiła samodzielne (!) listy we wszystkich okręgach wyborczych! Zapytajcie ówczesnych kandydatów Razem do parlamentu, jak wyobrażali sobie swoją ew. prace parlamentarną. Miłosiernie przykładów odpowiedzi nie przytoczę.

Czy w ogóle ktoś na serio pochylił się nad sukcesem Kukiz'15? Zapytał ich wyborców "dlaczego" i "po co"? Jakkolwiek dziwnie może to zabrzmieć w tym miejscu, ale zamykanie oczu na publicystykę R.Ziemkiewicza, zwłaszcza tę neoendecką, służącą popularyzacji idei "polskiego republikanizmu" jest zaklinaniem rzeczywistości. I nie, nie chodzi tu o ocenę tej działalności z tych czy tamtych pozycji, lecz o proste zauważenie, że istnienie Kukiz'15, publicystyka i działalność polityczna RAZ i wiele innych, to jakieś wyrazy naszych zbiorowych i indywidualnych intuicji, że coś jest nie tak, że obecny SYSTEM nie jest ani dla nas, ani przez nas.

R.Matyja, P.Śpiewak czy P.Szałamacha ("IV Rzeczpospolita - pierwsza odsłona") jakieś postulaty sformułowali i jakieś cele wskazywali. I jakkolwiek można było te projekty oceniać, z tych czy tamtych pozycji, to ich fundamentalną zaletą było samo ich istnienie. A gdyby wrócić do tego sloganu i zacząć zapełniać go treścią?

Te zarzuty w pierwszych akapitach to jest wołanie o IV RP? 🙂 Lepiej pochylić się nad fasadą III RP, która zrobiliśmy z często, gęsto obcych wzorców, nie pytając siebie, o to jak powinno to wyglądać (o co pretensji ja nie mam). Na razie RAZEM ma mały kredyt zaufania, więc nie wiem dlaczego akurat Pan w nią uderza (tym bardziej, że jakieś elementy modernizacyjne w sferze wolnościowej na pewno chciała by przeprowadzić, a to już coś), biorąc pod uwagę, że cała reszta działa tak samo. A to, że system nie jest przez nas to już jest taki nihilizm, którego nie kupuję, choć przyznam ze zmartwieniem, że jeśli polityka będzie wyglądać tak jak wygląda to takich "instytucji kukizowych" będzie jeszcze dużo w przyszłości, co nie jest dobrą wiadomością.

Pełna zgoda, że Adam Bodnar wyrasta na instytucję. Nawet to chlapnięcie o odpowiedzialności Polski za holocaust pokazało jego inną jakość etyczną, bo potrafił się wycofać i przeprosić, nie próbował szukać alibi dla lapsusu jak to robią powszechnie osoby publiczne i z lewicy, i z prawicy.

Nieszczęściem jest zapraszanie Agory do tego sojuszu. Jeszcze żeby Autorzy napisali, że dziennikarzy/pracowników Gazety Wyborczej, ale tu wyraźnie jest mowa o korporacji. To filar III RP i polskiego neoliberalizmu dla niepoznaki maskującego swoje interesy biznesowe pozorowaną wolną, a faktycznie koncesjonowaną dyskusją w swoich mediach. A tymczasem kierownictwo środowiska GW ma pośród feministek "swoje" feministki, pośród ekologów swoich "ekologów etc.etc. które to swoje frakcje promuje, a nie "swoje" w najlepszym przypadku przemilcza, a czasem "intryguje" (np. w 2004 GW w dużym artykule A.Domosławskiego "namaszczała" dobrych i wytykała palcem złych antyglobalistów podając jako przykład tych ostatnich "brunatnych" z ... kwartalnika "Nowy Obywatel", jednego z niewielu, jeśli nie jedynego chyba środowiska lewicowego kultywującego tradycje polskiej lewicy - patrz lewicowo.pl; albo świeższy przykład, jak 3 lata temu gdy okazało się z sondaży, że przychylnie do czasu traktowana kandydatka Zielonych na prezydent Warszawy Joanna Erbel może urwać H.Gronkiewicz-Waltz 4% głosów i zmniejszyć jej szansę na zwycięstwo z PiS w I turze, zaraz w mediach Agory przeprowadzono przeciw niej mini-kampanię, a że nie było się czego przyczepić to roztoczono wokół niej aurę "niepowagi"). Zaproście Agorę, a zaraz się okaże, że są słuszni i słuszniejsi aktywiści opozycji, ci którzy będą dawać nadzieję na zachowanie "substancji" "po zwycięstwie" i reszta nie z tej stajni, co należy.

Maciek Trybuszewski

Mam jeszcze lepszą radę dla Szczęśniak i Sutowskiej, choć rzecz jasna z niej nie skorzystają, obraziliby swoją Tożsamość.

Nie tyle po protestach, co po internecie in general, wyłączcie oboje komputry i sprawdźcie czy świat się w ogóle zmienił przez ostatnie - do wyboru - 1, 5, 25 lat.

Ja wiem od dawna że się niewiele zmienił, i obserwuję to codziennie w życiu prywatnym, w sklepach, urzędach, za granicą. Wiem też że emocje są podkręcane przez różnorakich manipulatorów, którzy się zorientowali i z lewa i z prawa że można na młodych gniewnych zarobić. Dzięki temu pozostaję od wielu lat, ideologicznie, PetruZandbergiem, choć Petru z Zandbergiem się już zdążyli podzielić; dzięki internetowi panowie uwierzyli że jeden żyje pod Petruniebem a drugi pod Zandbergniebem.

Mnie to nie rusza, jest to fałszywe z gruntu jak Remik Okraska.

Ale popisać w internecie po piwku lub trawce fajnie, tyle mogę młodym przyznać. 🙂