Kraj

Za PiS – 40%, za polityką PiS – 25. Czy suweren oszalał?

Fot. Jakub Szafrański

Czy Polaków ogarnęła pomroczność jasna? I czy – gdy już przejrzą na oczy – lewica liberalna szturmem podbije sondaże, a potem samorządy i parlament, a PiS wróci do klubów „Gazety Polskiej” i zagrzybionych salek parafialnych ze swoimi 20 procentami neosanacyjnych kato-endeków?

Taki nasuwa się wniosek po szybkim przeglądzie wyników ankiety w dziesięciu kluczowych sprawach, o jakie zapytano Polaków w przeprowadzonym na zlecenie „Polityki” badaniu Kantar Public z drugiej połowy listopada.

Pomysłodawcy badania postanowili sprawdzić, jak właściwie ma się polityka obecnej władzy do poglądów Polaków na konkretne sprawy. Pytali o niezależność sądów, stosunek do prawa w kwestii przerywania ciąży, do euro i Unii Europejskiej, zakresu władzy większości, systemu emerytalnego, państwa opiekuńczego i redystrybucji, roli Kościoła w życiu publicznym, kompetencji władzy centralnej i samorządów, wreszcie zakresu ingerencji państwa w gospodarkę.

Jak liberałowie przegrali Polskę

Wnioski? „Po pierwsze: większość Polaków, czasami przytłaczająca, nie akceptuje pomysłów PiS na demokrację, ustrój państwa, podział władzy, miejsce Polski w UE, rolę Kościoła, sprawę aborcji, czyli w sferze wartości i ideologii. Po drugie: w sferze gospodarki i świadczeń socjalnych mniej lub bardziej wyraźna większość ogólnie sprzyja ideom głoszonym przez PiS. Po trzecie: przewaga przeciwników koncepcji obozu władzy w kwestii państwa nad ich zwolennikami jest wyraźniejsza od tej, jaką PiS zdobywa w sferze ekonomii i socjalu. Po czwarte: naprawdę twardych zwolenników całościowego programu PiS jest niewiele ponad 20 proc., czyli tyle, ile przez wiele ostatnich lat”.

Skoro więc jest tak dobrze, to czemu opozycja leży w sondażach, PiS „nie ma z kim przegrać”, a zarazem liczba deklarujących, że nie ma na kogo głosować jest mniejsza niż była?

Zacznijmy od tego, że w tej dość spójnie pomyślanej ankiecie uderzają trzy braki. Po pierwsze, nie ma pytania o przyjmowanie uchodźców – wiemy zaś, że stosunek Polaków do tej kwestii nie pokrywa się bynajmniej z generalnym stosunkiem do UE, który dla lewicy i liberałów wypada dość korzystnie. Po drugie – nieobecna jest kwestia bezpieczeństwa (od zagrożenia terroryzmem po ewentualną wojnę hybrydową). Ktoś powie, że to problemy dziś raczej abstrakcyjne, ale nie zawsze takie muszą być, poza tym obydwoma można skutecznie grać medialnie. W pierwszym poważne atuty niestety ma PiS, w drugim zaś wielkie obciążenie w postaci Antoniego Macierewicza, ale i pewne sukcesy PR-owe w rodzaju wizyty Donalda Trumpa.

Skoro więc jest tak dobrze, to czemu opozycja leży w sondażach, PiS „nie ma z kim przegrać”, a zarazem liczba deklarujących, że nie ma na kogo głosować jest mniejsza niż była?

W tego rodzaju badaniu narzuca się samo pytanie o stosunek Polaków do przyrody i środowiska (od walki ze smogiem przez wsparcie dla przemysłu węglowego aż po wycinkę Puszczy Białowieskiej) – wyniki byłyby bardzo ciekawe z punktu widzenia tego, jak Polacy traktują rabunkowe podejście do zasobów, w jakim stopniu łączą stan środowiska z działaniami władzy, wreszcie, czy ich stosunek do natury nie kłóci się np. z wolą prywatnego decydowania o własności (znam wielu przeciwników PiS, którzy jednakowoż lex Szyszko pospiesznie wykorzystali do uporządkowania drzewostanu na swych gruntach). Te trzy nieobecne w ankiecie tematy – zwłaszcza zaś uchodźcy – mogą po części odpowiadać za rozdźwięk między jej wynikami a poparciem sondażowym dla PiS.

Druga rzecz to priorytety – autor opracowania Mariusz Janicki zwraca na to uwagę, acz tylko spekulatywnie (co nie znaczy, że niesłusznie) i sprowadza rzecz do znaczenia programu Rodzina 500+, który przyćmiewa wolne sądy i trybunały. Przeprowadzone przez Kantar Public badanie nie obejmowało jednak (subiektywnie przypisywanej) wagi poszczególnych problemów dla poszczególnych respondentów – intuicyjnie możemy jednak przyjąć, że więcej Polaków we własnym odczuciu „wstało z kolan” raczej za sprawą minimalnej stawki godzinowej i zasiłku na dzieci niż stawiania się Fransowi Timmermansowi czy pomnika wyklętych w każdej wsi.

Dochodzi jeszcze problem frekwencji – różnej w poszczególnych grupach społecznych, a zapewne też wśród zwolenników konkretnych stanowisk, a którą na dodatek trudno prognozować (choćby dlatego, że niechodzenia na wybory respondenci wstydzą się wciąż bardziej niż jakiegokolwiek wyboru politycznego czy poglądu). Krótko mówiąc – zwolennicy różnych poglądów mogą być różnie zmotywowani do oddania swego głosu w ogóle, jeszcze zanim zdecydują, która partia ich poglądy najlepiej reprezentuje.

Wreszcie, w badaniu tego rodzaju trudno uchwycić kwestie „estetyczne” (jeszcze bardziej skomplikowane po tym, jak swojską Beatę zastąpił światowiec Mateusz).

Tak czy inaczej, uzyskane dane wskazują, że wspólnym mianownikiem łączącym większość i zwolenników, i przeciwników, i wyborców obojętnych wobec PiS może być silna preferencja dla interwencjonizmu państwowego w różnych sprawach – wg Kantar Public 41 procent Polaków życzy sobie wprawdzie, by państwo pomagało tylko najbiedniejszym, ale w pytaniu wyraźnie zawarto zastrzeżenie, że to wymaga podniesienia podatków; w pytaniu o emerytury z kolei alternatywą dla indywidualnych kont jest wymieniony z nazwy ZUS – instytucja o bodaj najgorszym PR w całym sektorze publicznym. Pomimo takiego sformułowania pytań i tak większość respondentów w obydwu kwestiach opowiada się za rozwiązaniami „etatystycznymi” (socjal nawet kosztem wyższych podatków, emerytury ze składek bieżących).

Zła praca. I kogo to obchodzi?

czytaj także

To samo dotyczy rozstrzygnięcia między wolną konkurencją w sektorze prywatnym a preferencją dla lokalnego kapitału oraz „firm i banków państwowych” – dokumentnie obrzydzanych Polakom od 1989 roku w dyskursie, a wcześniej w praktyce. Z kolei zdecydowany sceptycyzm wobec euro – w zestawieniu z niemal symetrycznie odwrotną akceptacją czy wręcz entuzjazmem dla UE – też wskazuje nie tyle na będące efektem propagandy PiS „kojarzenie euro z dominacją Niemiec”, ile przywiązanie do własnej waluty kojarzonej z mocą sprawczą i kontrolą państwa.

Z opublikowanego w „Polityce” omówienia nie dowiemy się, w jakich dokładnie pakietach ludzie wyrażają stanowiska w poszczególnych tematach, aczkolwiek kilka z nich (zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej – 17 procent za, mandat nieograniczony dla władzy – 24 procent, rozluźnienie integracji lub wyjście z UE – 21 procent, ograniczenie władzy samorządów – 22 procent, duży wpływ Kościoła na państwo – 21 procent) autorzy łącznie przypisują „twardemu elektoratowi” prawicy. Tu dygresja: podporządkowanie sądów kontroli władzy – 31 procent za – nie wydaje się już tak jednoznacznie zapisywać respondenta do prawicy, gdyż może kojarzyć się z ukróceniem przypisywanej sędziom bezkarności czy alienacji wymiaru sprawiedliwości od zwykłego człowieka. Tak czy inaczej, stanowiska te w miarę spójnie się łączą. Zdecydowana większość ich zwolenników zapewne przypada na PiS, choć część przeciwników prawa kobiet do aborcji czy eurosceptyków może skłaniać się raczej w stronę ugrupowania Pawła Kukiza czy narodowców.

A co wiemy o społeczeństwie spoza „hard core’u” prawicy? Z pytań o emerytury, opiekuńczość państwa i jego rolę na rynku wynika, że zadeklarowanych „solidarystycznych etatystów” jest w Polsce dużo więcej niż wyborców PiS. To między 45 a 52 procent, a dodajmy jeszcze, że obóz władzy z Morawieckim czy Gowinem w składzie popierają także wolnorynkowcy. Część zwolenników redystrybucji i silnej interwencji państwa może głosować także na PSL, ale już PO z głównym ekonomistą Andrzejem Rzońcą ma im dziś niewiele do zaoferowania, tym bardziej Paweł Kukiz. Zadeklarowanych rynkowców jest dużo mniej – w tych samych pytaniach ujawnia się ich od 33 do 41 procent – i zgarną ich, choć w nieznanych proporcjach, PO, Nowoczesna, Kukiz w jakiejś formie i – jeśli biologia pozwoli – Korwiniści. Krótko mówiąc – lewa strona nie musi się obawiać języka solidaryzmu, bo jego zwolenników nie brakuje. Ci zaś, którym nie podoba się PiS, nie mają za bardzo z kogo wybierać.

Bodnar: Sprawczość państwa PiS jest mitem

Dla lewego skrzydła opozycji świeckość państwa to oczywistość – oczywista tym bardziej, że popierana przez 69 procent wyborców, a więc dla tej strony, patrząc najbardziej cynicznie, w ogóle niekontrowersyjna. Liberalizację ustawy antyaborcyjnej z kolei popiera dziś dużo więcej Polaków i Polek (36 procent!) niż największą partię opozycyjną, która w tej sprawie na pewno ich reprezentować nie będzie; być może odwagi w tej sprawie wystarczy w kampanii Nowoczesnej, ale naprawdę trudno sobie wyobrazić, by partia ta skonsumowała 1/3 wyborców, poza tym sednem jej przekazu będą raczej kwestie wspierania przedsiębiorców, niskie podatki itd.

W sprawach europejskich zacieśnienia integracji z UE pragnie 27 procent Polaków; choć tylko 9 procent chce „jak najszybciej” przyjąć euro, to kolejne 31 procent uznaje taką potrzebę w przyszłości. Sceptycy wskażą, że to temat odległy na liście priorytetów, ale intuicja mi podpowiada, że dotyczy to przede wszystkim „letnich” zwolenników status quo. Jest ich większość (40 procent), ale to zwolennicy zmian zazwyczaj bywają silniej zdeterminowani i świadomi; poza tym spodziewane przyspieszenie zmian w UE może opcję „niech będzie, jak jest” zwyczajnie zdjąć z agendy. Z tego też powodu raczej kunktatorska PO, wciąż pragnąca płynąć „w głównym nurcie” i tylko powstrzymywać szaleństwa PiS, niekoniecznie musi być dla zwolenników Polski w jądrze Unii atrakcyjna, nawet jeśli Tusk w Brukseli, zbudowane autostrady i Pendolino jakoś dotychczas ich wizerunek „dobrych Europejczyków” uwiarygadniały. Na placu boju zostaje jeszcze Nowoczesna, ale los tej partii jako samodzielnego bytu nie jest przesądzony.

Wreszcie ustrój – niezawisłe sądy i ograniczony konstytucją mandat władzy – to kolejna oczywistość dla całej opozycji, a nawet więcej, bo działania i poglądy PiS (nieograniczony mandat do władzy, centralizacja państwa, z pewnym zastrzeżeniem w kwestii sądów) zdaje się popierać ledwie między 21 a 31 procent respondentów, a więc dużo mniej niż wynikałoby z sondaży partyjnych.

Wyniki sondażu poglądów Polaków – przy wszystkich niedostatkach badania – wydają się dla potencjalnej lewicy optymistyczne. Większość respondentów domaga się aktywnego w gospodarce państwa opiekuńczego, do tego świeckiego i zdecentralizowanego, raczej solidarystycznego, a przy tym liberalnego ustrojowo – gwarantującego prawa mniejszości, wolność decydowania o swoim życiu, z niezależnymi sądami, zakorzenionego w Europie, choć niekoniecznie neoliberalnej czy technokratycznej. Myślący konsekwentnie inaczej zapewne nie zmienią poglądów, ale ich głosów do zwycięstwa ostatni raz starczyłoby w wyborach 1991 roku. Myślący w ten właśnie sposób mają ograniczoną szansę na wiarygodną reprezentację w istniejącym krajobrazie partyjnym. Z kolei wielu tym, którym odpowiada „socjal”, bardzo nie odpowiada niszczenie ustroju. Oto opowieść o potrzebie budowy drugiego, „lewicowego” bloku opozycji, którą powtarzamy obsesyjnie na naszych łamach, zdaje się zyskiwać potwierdzenie w wykresach i tabelkach. Elektorat leży, nomen omen, na ulicy. Nic, tylko się po niego schylić? Kto zechce adoptować lewicowe sieroty?

Łętowska: Tego „wygaszenia” już się nie da odkręcić

Dzięki tej mapie poglądów Polaków wiemy, że z programem solidarystycznymi społecznie oraz liberalnymi politycznie i kulturowo nie urwaliśmy się w tej Polsce z choinki. Wiemy, że trochę mniej niż jedna czwarta Polaków to przekonani zamordyści – ale to ani połowa, ani większość. Nie musimy się kryć ani z wiarą w skuteczne państwo i progresywne podatki, ani w prawo kobiet do decydowania o własnej ciąży. No i dowiedzieliśmy się, że Rodziny 500+ Polacy będą bronić jak niepodległości i muszą usłyszeć, że nikt im jej nie zabierze.

Problem w tym, że ludzie nie głosują po prostu na pakiet spraw, w których mają jakiś pogląd – to nie Latarnik Wyborczy. Ich motywacje są głębsze. Z omawianych niedawno badań zespołu Macieja Gduli wiemy np., że u zwolenników PiS rozciągają się one od chęci rozliczenia elit przez pragnienie włączenia do wspólnoty „normalnych” (tzn. nie-obcych, nie-elit, „nie-patologii”) aż po dumę i poczucie (także moralnej) wyższości – czerpaną z poczucia uczestnictwa w wyznaczaniu przez władzę hierarchii, twardych reguł porządku oraz granic wspólnoty i solidarności.

Jeśli zależy nam na zmobilizowaniu zwolenników bliskich nam poglądów – także dzięki badaniom Kantar Public wiemy, że jest ich legion – musimy zejść poziom niżej. Rozpoznać, jakie potrzeby i motywacje stoją za poglądami, których powszechność w Polsce tak bardzo nas cieszy. Pragnienie socjalnego bezpieczeństwa? Podejrzliwość wobec władzy nieograniczonej prawem? Przekonanie, że państwo ma być strażnikiem praw człowieka, a nie sumień ludzi? Lęk przed wypchnięciem ze świata europejskiego Zachodu?

Aktualna zostaje kwestia lidera, który te sprawy wiarygodnie pomieści w jednej wizji – solidarnej, świeckiej, demokratycznej Polski w zjednoczonej Europie. Nie tyle ją opowie, ile sobą ucieleśni – organizując drużynę i pozwalając wyborcom się ze sobą-projektem zidentyfikować, przede wszystkim zaś wpisać w ten projekt zaspokojenie motywacji głębszych niż deklarowane poglądy. A Polacy w to wszystko uwierzą i zagłosują. Bułka z masłem, nieprawdaż?

Neoautorytaryzm, a nie populizm. Skąd się wzięła „dobra zmiana”

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Polacy mają więcej rozumu, niż ich politycy. Nie da się budować państwa opiekuńczego bez własnej waluty, po przyjęciu euro nadtępny kryzys wprowadził by Polskę w depresję gorszą niż grecka.
    Zapoznajcie się z postulatami MMT, a nawet z argumentami przeciwko euro wystawianymi przez Stiglitza i przekonacie się, że przeciętny wyborca ma tu rację.
    Jeśli chodzi o uchodźców to patrząc jak zmieniały się poglądy Polaków (25-30% przeciw w 2015, a teraz 75% + wyborcy reagują na sprawę uchodźców bardziej negatywnie jeśli w pytaniu zawiera się kwestię nakazu z UE) to staje się jasne, że uchodźcy to w tej chwili w większości proxy dla niechęci zakazów z Brukseli. Skąd ta niechęć pochodzi jest jasne (pamięć o prikazach z Moskwy + uzasadnianie neoliberalnych „reform” twierdzeniem, że tak trzeba, bo nie wejdziemy do UE) dla każdego człowieka urodzonego przed 1980. Niestety takich brak w młodzieżówce jaką jest Razem, stąd kompletne nierzroumienie tej kwestii.
    Jako jedna z nielicznych wyborców lewicowych głosowałam przeciwko nowej konstytucji (kryteria konwergencji w nowej konstytucji kojarzyły mi się z obligatoryjną „przyjaźnią z ZSRR” w poprzedniej) oraz przeciewko akcesji (ditto + zakaz pracy dla Polaków dał mi do zrozumienia, że Europa dwóch prędkości była faktem już w 2003 roku). Kompletny brak zrozumienia w tej kwestii w kręgach lewicowych spowoduje przegraną w następnych wyborach.
    Większość Polaków popiera państwo opiekuńcze, bo ich poglądy to amalgamat elementów ideologii socjalistyczch i katolickiej nauki społecznej (przeczytajcie książkę Elizabeth Dunn i stanie to się dla was jasne). Zagmatwana Polski sprawiła, że Polacy są unikalni ideologicznie i politycznie, więc papugowanie zachodniej socjaldemokracji to pomyłka. Polacy odrzucili neoliberalny kapitalizm w tempie szybszym niż autorytarny państwowy socjalizm (co przewidział Gierek na początku 1990). Powiem więcej, gdyby nie kryzys energetyczny to Gierkowi by się powiodło i cały świat mówiłby o modelu polskim, a nie chińskim (z powodu geograficznego położenia i większego uprzemysłowienia Polski Gierek był w lepszej sytuacji niż Deng i nie musiałby rujnować socjalu w takim stopniu jak ten ostatni).
    Z drugiej strony przestańcie się tak dziwić, że tylu Polaków chce Polski jednorodnej kulturowo/etnicznie. Przez dekady Wilsonowski nation-state był przedstawiany im jako idealne państwo i wojna w Jugosławi tym bardziej tego im tego dowiodła. Ich niechęć do multikulturalizmu jest w tym kontekście bardzo logiczna.
    Jeśli się pojawi charyzmatyczny człowiek w wieku czterdziestu paru lat, który rozumie wszystko powyższe to zdobędzie 15-20% z minimalnym wysiłkiem. Może i więcej. W Polsce podziały polityczne nie idą po liniach takich jak zachodnie. Ale za to partia programowo w stylu chińskich neo-maoistów (ostro na lewo w ekonomii + umiarkowanie konserwatywna kulturowo + nie uciekająca od interesu narodowego) odebrałaby PiSowi sporo głosów kontrastując się z nim poszanowaniem dla państwa prawa, środowiska i warunkowym euroentuzjazmem (wejście do zreformowanej EZ ze wspólną polityką fiskalną – sporo o tym mówi Stiglitz).
    Zdobycie tego elektoratu jest sprawą wręcz trywialną, jeśli rozumie się własnych rodaków, a nie zapatruje się we wzorce zachodnie.
    Dla mnie sprzeciw dla wejścia do EZ w obecnym kształcie to kwestia podstawowa od której zależy przyszła zdolność państwa do uniknięcia następnego kryzysu i zapewnienia socjalu.
    Jak będzie trzeba to zagłosuję na PiS, bo ktoś musi powstrzymać Schetynę i Petru przed tym szaleństwie. Proto-autorytaryzm PiSu da się odwrócić, ale nie da się wyjść z EZ (o czym przekonała się Syriza).

  2. O kilku lat, w „zagrzybionej salce parafialnej”, pomagam w działalności charytatywnej, poświęcam na to do kilkunastu godzin miesięcznie, mozolnej, ciężkiej pracy. Tymczasem czytam, że dla autora jest to powód do wstydu i coś obraźliwego. Wasza pogarda dla innych jest obrzydliwa, brak słów, a potem dziwicie się, że wasz środowiska przegrywają wybory.

  3. Z artykułu wynika, że do prawicy zaliczany jest etatysta, oczekujący silnej roli państwa i interwencjonizmu, a lewicą można nazwać wolnorynkowca, zwolennika państwa minimum. To jest jakieś kompletne nieporozumienie i niezrozumienie znacznia słów. W tym wydaniu Ronald Reagan byłby przedstawicielem lewicy. Absurd.
    Jest oczywiste, źe wszelkie partie socjalne to partie lewicowe, partie wolnorynkowe to prawica. Nastwienie do spraw obyczajowych to rozróżnienie pomiędzy konserwatystami a postępowcami. Z kolei globaliści i narodowcy to trzecie kryterium podziału. Dla mnie jest oczywistej, ze PiS to konserwatywna, narodowa lewica. PO to centrowi globaliści, umiarkowani postępowcy, podobnie Nowoczesna. Prawicy w prawdziwym tego słowa znaczeniu brakuje. PSL i Kukiz nie mieszczą się w normalnej klasycfikacji, bo represyują wybraną grupę (elektorat wiejski) albo wybrany pogląd (JOW)

    1. Totalnym absurdem jest to co tutaj piszesz!
      Zacznijmy od podejścia do gospodarki, bo pierwszym politykiem który wprowadził powszechne emerytury i ubezpieczenia społeczne był konserwatysta Otto von Bismarck, podczas gdy duńska partia polityczna będąca od początku za wolnym rynkiem nosi nazwę Venstre czyli lewica.
      Konserwatywna lewica?!? I kto tu ma mętlik w głowie?!?
      Sam w sobie jednoosiowy podział na lewicę i prawicę jest archaiczny nie mniej to co ty tutaj przedstawiasz jest zwyczajnie fałszywe.

  4. Autor tego artykułu milcząco przyjął założenie, mówiące o tym, że wyborcy głosują na partie kierując się stałymi poglądami politycznymi. Problem w tym, że tak nie jest. Większość wyborców nie ma stałych poglądów politycznych, głosuje pod wpływem emocji, impulsów, skojarzeń. Stąd tak ważny jest immage polityków i ich żon, kolor koszuli, w której występuje kandydat, niechęć wobec dotychczas rządzących, wściekłość, lęk, poczucie bezpieczeństwa/zagrożenia itd. Dlatego m.in. wygrał Trump głosami Latynosów, Czarnych i kobiet. Lewica w Polsce wcale nie będzie miała łatwo, bowiem nawet socjalny elektorat nie będzie głosował na partie lewicowe ze względu na negatywne skojarzenia z przeszłością i estetyczną antypatię do koszulek z Marksem, bród liderów czy w ogóle koloru czerwonego. Do tego dochodzi konserwatyzm obyczajowy i katolicyzm niedzielny – przejawiający się w „kulcie normalności” mierzonej ślubem kościelnym, posiadaniem samochodu i telewizora, niechęcią wobec sztuki, kontrkultury, odmienności. Chodzi o emocjonalność i estetykę kultywowaną przez społeczeństwo postchłopskie, ukierunkowane na „normalność” (normalsowskość) i awans ekonomiczny. Żadna partia lewicowa (o ile by była) tu nie przedrze się jeszcze przez dwadzieścia lat.

    1. Nawet gdybym bardzo chcial glosowac Na Lew ice, to Na kogo?
      Pokazcie mi jakakolwiek spokeczna aktywnosc, ktora przekona mnie, ze Ci zalosni dyskutanci dbaja I troszcza sie o spokeczenstwo.
      Ile mozna teoretyzowac? Prosze o konretne dzialania I rozwiazania.

  5. Wciąż nie rozumiecie, to wam wyjaśnię.
    Z cytowanych badań wynika, że lwia większość Polaków oczekuje trzech rzeczy: ładu (prawnego, etycznego i moralnego), sprawiedliwości- będącej funkcja tego ładu i sensu, który temu wszystkiemu nadaje znaczenie.
    Nie jesteście Polakom w stanie zaproponować nic, w świetle powyższego. Prawica katolicko narodowa ma Polakom do zaoferowania wszystko.
    Z każdym dniem „dobrej zmiany” staje się to pewniejsze. Jeśli zadbają o gospodarkę, a zadbają, bo nie mają innego wyjścia, to bycie dumnym Polakiem nie będzie tylko nieokreślonym marzeniem, a faktem, zaś siła przyciągania wspólnoty sukcesu jest gigantyczna.
    Starajcie się jednak. Miło patrzeć, jak się bezsilnie miotacie, a wszak, jako marksiści, powinniście rozumieć nieuchronność procesów.

  6. Wszystko to bez badań wiadomo od kiedy PiS wygrał wybory: praca na etat, mieszkania, rodzina, dzieci, służba zdrowia, emerytury. Reszta jakkolwiek ważna, schodzi na drugi plan.

    „Po pierwsze: większość Polaków, czasami przytłaczająca, nie akceptuje pomysłów PiS na demokrację, ustrój państwa, podział władzy, miejsce Polski w UE, rolę Kościoła, sprawę aborcji, czyli w sferze wartości i ideologii. Po drugie: w sferze gospodarki i świadczeń socjalnych mniej lub bardziej wyraźna większość ogólnie sprzyja ideom głoszonym przez PiS. Po trzecie: przewaga przeciwników koncepcji obozu władzy w kwestii państwa nad ich zwolennikami jest wyraźniejsza od tej, jaką PiS zdobywa w sferze ekonomii i socjalu. Po czwarte: naprawdę twardych zwolenników całościowego programu PiS jest niewiele ponad 20 proc., czyli tyle, ile przez wiele ostatnich lat”.

  7. BŁĄD: Sutowskiemu wydaje się, że skoro twarde prawicowe poglądy reprezentuje 25 % elektoratu, to reszta stanowi tą europejsko-etatystyczno-demokratyczno-libertyńską większość. Bzdura. Spora grupa ma poglądy proeuropejskie ale liberalne ekonomicznie, inni etatyzm z konserwatyzmem a ja znam nawet antyklerykalnych rasistów i homofobów. Twarde lewicowe poglądy wyznaje jeszcze mniejsza grupka niż fandom PiS.

    1. Owszem. Poglądy mogą być wymieszane jak zawartość sokowirówki. Największy antysemita jakiego poznałem osobiście aktywnie wspierał Unię Pracy we wczesnych latach 90tych, a słowa ‚ksiądz’ i ‚sk…wysyn’ były dla niego synonimami.

  8. Nie chcę być złośliwy i twierdzić, że braki w matematyce wynikają z humanistycznego kierunku, lub lewicowych przekonań, ale poparcie partii liczy się w stosunku do grupy głosujących, a pozostałe sondaże liczy się procentowo wobec całego społeczeństwa.

    Dlatego w przybliżeniu 40% głosujących na PiS przy frekwencji 50% to około 20% całego społeczeństwa.

    Nie tylko przy wyborach, ale także przy robieniu sondaży wyborczych pierwsze pytanie brzmi „Czy weźmie Pani/Pan udział w wyborach?” Jeśli odpowiedź brzmi „nie” to taka sonda jest klasyfikowana tylko do sondażu frekwencji. Dopiero jeśli padnie „tak” to są brani pod uwagę przy obliczaniu procentowego poparcia danej partii.

    I dlatego też poparcie PiS rzędu 40% (z głosujących) jest mniej więcej równe 20% poparcia dla polityki PiS (liczonemu od całości)

    Do tego nie potrzeba wyższej matematyki, ani nawet na poziomie licealnym. Procentów chyba uczą już w szkole podstawowej?

    Powodzenia
    libertarianin

    1. Nie chcę być złośliwy ale jak widzę niezrozumienie podstaw socjologii to wiem już że mam do czynienia z rynkowym fundamentalistą. 🙂
      Nie, ten sondaż Polityki nie dotyczył poparcie dla partii czy uczestnictwie w wyborach tylko poparciu pewnych konkretnych wizji i ideii w społeczeństwie (np. stosunku do polityki gospodarczej, społecznej, kwestii aborcji czy związków partnerskich itd.) a tutaj nie trzeba pytać o to czy wezmą udział w wyborach bo dotyczy to również tych którzy w wyborach prawdopodobnie nie wezmą udziału.
      Pozdrawiam
      Mutualista, decentralista, centrolewak 😉

  9. Ja do PiS-u odczuwam skrajną odrazę. Ale odraza do „opozycji” nie jest mniejsza i prędzej mi ręka uschnie, niż na tę „opozycję” razem z jej pieprzonym PiS-em zagłosuję. Jeden i ten sam syf.

    Może nie jestem sam i stąd ta różnica i pozorna sprzeczność.

  10. Taaa… I co w związku z tym? O tym, że głosy leżą na ulicy, to ja wiem już od dawna, o tym co z grubsza w tym tekście to też za bardzo nie potrzebuję żadnych badań, by to wiedzieć. Tylko jakoś jak lewicy stało poparcie, tak stoi i jakoś nie widzę by miało nagle wzrosnąć. Niestety, co by nie mówić o Razem i mimo sympatii do nich, to jednak nie potrafią przebić bańki i nie wiem czy będą to potrafili zrobić. A ktoś inny? Niestety ale poza Razem na lewicy raczej dziś i w najbliższych paru latach nie ma nikogo innego. SLD to nie lewica, Zieloni – z całą sympatią za bardzo się nie liczą, IP Nowackiej – niestety brak ludzi, struktur, pieniędzy i Nowacka też nie nadaje się na liderkę i nie jest zdolna by pociągnąć lewicę, Biedroń? – może nadawałby się na taką twarz nowej lewicy, ale jest właściwie sam, podobnie jak w przypadku Nowackiej, nie ma struktur i ludzi. Nikogo innego nie widzę, bo pozostają jakieś ruchy, które może miałyby 0,3% poparcia.
    Ja to powtarzam od dawna i powtórzę po raz kolejny, lewica na dziś ma potencjał 12-15% (wspólny blok), a gdy jeszcze zacznie się sypać PiS, to można nawet przeskoczyć 20%, tylko jest jeden mały problem – jak to zrobić? Jak osiągnąć te 12-15%? Odpowiedź według mnie jest jedna – tylko i wyłącznie koalicja, stworzenie bloku lewicowego, z kilkoma wyrazistymi postaciami jako liderzy, takiego bloku, który miałby różne skrzydła (bardziej centrum – Nowacka, Biedroń – przyciąganie wyborców centrolewicowych z PO i Nowoczesnej; socjaldemokratyczne Razem – przyciąganie wyborców PiS i Kukiz. W takim bloku oczywiście ścierałyby się różne poglądy, ale myślę że byłaby szansa na wypracowanie dobrych propozycji dla kraju. Taka różnorodność mogłaby być ogromną siłą takiej koalicji. Pytanie co na to sami zainteresowani, bo jakoś nie widzę po Razem, Nowackiej czy Biedroniu jakichś specjalnych ruchów w celu stworzenia takiej współpracy, takiej koalicji. Może ktoś twierdzić, że bujam w obłokach mówiąc o tym, że ta koalicja ma potencjał, ale podam przykład rodzinny (oczywiście wiem, że takie argumenty anegdotyczne są słabe, ale myślę że taki przypadek nie tylko u mnie się pojawia 🙂 ). A mianowicie na samo Razem ostatnio przekonałem 2osoby z rodziny do głosowania, dziś sytuacja byłaby pewnie podobna, a może nawet i tych osób nie udałoby się przekonać, bo uległby hasłom – musimy odsunąć PiS od władzy i nie warto tracić głosu na mniejsze partie. Gdyby Razem miało w sondażach dziś 10% na 90% przekonałbym do głosowania na Razem kolejne 2osoby, które są skłonne zagłosować na Razem, ale dziś dla nich ważniejsze jednak jest odsunięcie PiS od władzy, więc gdyby były wybory dziś to zagłosowałyby na PO. I dalej, jeśli powstałaby taka szersza koalicja z Biedroniem jako jednym z liderów, to te 2głosy taka koalicja ma jak w banku, a do tego pewnie jeszcze kolejne 2głosy osób (dziś PO i Nowoczesna), które wielokrotnie mówiły, że oddałyby głos na Biedronia. Tak więc potencjał jest, elektorat jest, głosy leżą na ulicy, pytanie kto się w końcu po nie schyli i je zgarnie? I czy lewica (Razem, Nowacka, Biedroń, Zieloni, może część SLD, która by się do takiej koalicji przyłączyła) wreszcie pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że taki blok jest Polsce potrzebny i że ludzie tego chcą.

    1. Owszem, racja, ale dla większości wyborców lewicy oznacza to kolejne głosowanie na ‚mniejsze zło’, bo bez kompromisów się nie obejdzie. Dadzą radę?

    2. Gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem, gdyby lewica miała rozum i instynkt samozachowawczy to już w poprzednich wyborach Razem uznałoby, że lepsza jest współpraca, zdobycie nawet przyczółka mimo różnic, gdzie i tak rządy lewicy nie groziły więc były 4 lata na dyskusje w dodatku z dietami poselskimi i pieniędzmi na kawę w milszej atmosferze. Problem jednak z Razem jest taki, że dla nich ludzie SLD, innych środowisk liberalnej lewicy to neoliberałowie, jest to partia pryncypialnie lewicowa – marksistowska, która kopie 27 lat III RP w stylu PiS, a może nawet i gorzej, nie jest to żadna socjaldemokracja, a jakaś polska wersja nowych skrajnych partii lewicy, które powstały w ostatnich latach w UE – założonych głównie przez młodych ludzi, którzy uważają, że świat dostosuje się do ich poglądów.
      Razem bliżej do Die Linke, Podemosu, niż niemieckiej SPD i trudno mi wyobrazić sobie tych ludzi w sytuacji wygranych wyborów, choćby samorządowych, gdy z pozycji totalnych krytyków musieliby przejść do pozycji ludzi władzy, którzy za coś odpowiadają w ramach ograniczonych środków.
      Nie jest to specjalna konkurencja dla PiS-u, czy Kukiza ta wiara, że uda się odebrać elektorat socjalny na bazie Razem i ileś tam podobnych tekstów autorów np GW, pokazuje jak dalece poglądy mogą wpływać na oceny i analizy.
      Marginalizacja ma to do siebie, że postępuje i kolejne lata po za parlamentem sprawią, że ludzie zapomną nawet Nowicką, Nowacką, te kilka znanych twarzy, które są w polityce jakimś kapitałem. Nie sądzę by Biedroń porzucił Słupsk, stanął na czele zjednoczonej lewicy, jak na razie przez 2 lata Zandberg nie zrobił nic, żeby zjednoczyć małe i słabe środowiska w coś większego, choćby na poziomie progu i przetrwania, przeciwnie czytaliśmy o podziałach i odejściach z Partii Razem co dopełnia obrazu groteski.
      Stosunki z ludźmi i samym SLD są wrogie, a mimo wszystko jak pokazały ostatnie dane finansowe ludzie wpłacają środki na SLD i zgarnęła ona tego ponad 1 mln więcej, niż Nowoczesna, ciągle SLD ma iluś tam samorządowców, struktury, ale wydaje mi się, że nastąpi proces wchłaniania tego co ma wartość w SLD do PO, gdzie jest już Napieralski, Arłukowicz, Hubner i tylko będzie to bardziej zinstytucjonalizowane.

      Pamiętajmy, że w polityce nie chodzi o to, żeby dobrać do 20 procent, a dobrać do 50 – większości, co oznacza potrzebę szukania wyniku lepszego, niż PiS – a więc w okolicach minimum 40 procent głosów w wyborach, żeby była pełna jasność nie jestem fanem, ani Schetyny, ani głupiej i leniwej PO, ale od pewnych rzeczy nie da się uciec i choćby z powodów finansowych, to PO będzie podstawą zjednoczonej opozycji, dwa elektoraty PO, Nowoczesnej plus PSL-u dają na dziś te 32 -35 procent – co daje cień nadziei, żeby się zbliżyć do wyników Zjednoczonej Prawicy – PiS i doprowadzić do w miarę otwartych wyborów, gdzie byłby cień szansy na wygraną
      Oczywiście jest później pytanie na ile taki wehikuł i sama PO byłaby wstanie sensownie rządzić, choć ciut lepiej funkcjonować, niż przez 8 lat rządów Tuska i Kopacz i trwale usunąć PiS od władzy….

      1. Dobrze, że SLD miało instynkt samozachowawczy i teraz są dobrą opozycją – ach tak, zapomniałem – Ci źli marksiści (lenie) z Razem – oni winni pozycji SLD i wynikowi lewicy 🙂 Proszę nie zapominać o SLD! Pan Miller i Pan Czarzasty czekają na głosy i wpłaty, a i przy okazji kościół skorzysta.
        Proszę sobie zapamiętać – bez totalnej zmiany kadrowej totalnej opozycji nie będzie żadnego wyniku – chyba, że w kraju zrobi się recesja z powyżej 20% bezrobociem lub PiS zacznie strzelać do ludzi.

        1. @Konrad
          Nie wiem na święta rodzice panu kupili zestaw – Małego rewolucjonisty ? Nie uciekam od krytyki SLD, głupot Millera, czy przede wszystkim gwoździa do trumny jakim było wykreowanie Magdaleny Ogórek, dziś jawnej obrończyni PiS i Kaczyńskiego.
          Natomiast nie da się uciec od tego, że rozbita lewica i pojawienie się Partii Razem dobiło Zjednoczoną Lewicę i we większości krajów po prostu przyjmuje się potrzebę pewnej rywalizacji i demokratycznego łączenia środowisk, a wszędzie tam, gdzie podziały na prawicy, czy lewicy są trwałe korzysta z tego druga strona sceny politycznej, a wiec w Polsce – PiS.
          Mam dość dobre zdanie o Czarzastym i jak najbardziej jest to dla mnie człowiek do rozmowy, natomiast Miller powinien dać sobie spokój z polityką, co oczywiście nie znaczy, że jako byłego premiera należy go zabić, skopać itd.
          Oczywiście można powiedzieć, że SLD szła z Kościołem na daleko idące ustępstwa, ale wynikało to raz z trudnej historii, obciążenia działaniami SB i okresem PRL-u, dwa chęcią zmniejszenia napięć społecznych, czy w końcu uznania, że jakiś cel jest pierwszoplanowy i było nim wejście Polski do UE – co było nie było jest realnym osiągnięciem rządów SLD.
          Nie wierzę w jakieś rewolucje i totalne zmiany, choć PO mogłaby sobie darować wysyłanie Jana Rostowskiego do TVN24 i postawić jakieś mniej obciążone i ładniejsze, młode twarze, oczywiście należy dokonać przegrupowania, ale dalej kilku polityków PO to jednak atut formacji, a nie wada. Brak rozpoznawalnych twarzy nie działa na korzyść Partii Razem to pewien mit.
          Nigdzie nie pisałem, że w Partii Razem są lenie – jedyna partia i środowisko wobec, którego użyłem tego epitetu to PO, potrafię oddzielić własne zdanie, krytykę od docenienia pracy, zebrania list wyborczych, przy nikłych funduszach, braku stały pracowników, co dzieje się z poświęceniem czasu prywatnego, dla rodziny itd.

          1. Wie Pan, czasami tak jest, że trzeba dać umrzeć staremu, aby nowe powstało, SLD to inne czasy, Razem to inna jakość. I po raz kolejny proszę o rozwagę. O jakiej rozpoznawalności mówimy? Zandberg w TVN czy TVP był na pewno był gościem mniejszą ilość razy niż Miller. Poza tym główne stacje nie chcą brać na „prime time” kobiet, a gros zarządu Razem stanowią kobiety. Dałbym sobie uciąć rękę, że jeśli daliby czas antenowy Razem w takiej ilości jakby np. dostaje rozsypujący się Kukiz to i Razem znalazłoby się w Sejmie, ale niestety Miller dostaje tego czasu w nadmiarze do tego, jaka jest jego pozycja i propozycje. Bez cienia ironii – proszę głosować na SLD, jeśli uważa Pan, że oni faktycznie jednoczą opozycję – przynajmniej jej część lewicową.

          2. Przecież już kilka razy pisałem, że głosuje na Nowoczesną, nie mam dogmatycznie lewicowych poglądów i jak towarzysz Wiesław Kaczmarek uważam, że rzeczą normalną powinno być, że pod zarząd lewicowej partii podjeżdża się dobrym samochodem i to nie powinno dziwić, prowadzić do walki klasowej.

      2. 1. Poprzednie wybory. Temat wielokrotnie wałkowany. SLD i ich lewicowość – temat przerobiony wielokrotnie. Ogólnie SLD nie ma za wiele wspólnego z lewicą, więc ciężko żeby tu mogła być jakaś koalicja z Razem. Nie twierdzę, że w SLD nie ma lewicowych ludzi i osób, które fajnie by było jakby znalazły się w takim lewicowym bloku, baaa ja nawet nie przekreślałbym całkowicie SLD! Byleby tylko doszło tam do porządnych, fundamentalnych zmian, do zmiany kursu, do odcięcia się od tego co było przez ostatnie lata, gdzie lewicowość to była tylko w nazwie. Gdyby SLD stać było na przewietrzenie swoich szeregów, taką odnowę, na SLD bez Millerów, Czarzastych, Wenderlichów, Szenyszynów i całej reszty, to ja takie nowe SLD widzę w bloku lewicowym, ale na to się nie zanosi.
        Co do Razem, to była nowa partia, szukała swojej tożsamości, po prostu nie mogła iść wspólnie z SLD, ale tutaj jak często widzę w dyskusjach, raczej trudno kogoś przekonać do zmiany stanowiska. Równie dobrze można pisać, że Korwin powinien iść wspólnie z Nowoczesną, bo pogląd na gospodarkę podobny, albo że PO mogłaby iść wspólnie z PIS, bo światopoglądowo to jedno i to samo. Sorry, ale SLD jest zdecydowanie bliżej do Nowoczesnej i PO, niż Razem do którejkolwiek z tych partii, więc jeśli SLD szuka koalicjanta, to raczej powinno się w tamte rejony kierować.

        2. Patrzą na te „lewicowe” partie na zachodzie SPD, Partia Pracy, lewica we Francji, to można pisać to samo co u nas o SLD. Przecież Blair to był typowy liberał, centrum, gdzie tu w ogóle można mówić o lewicy? Niestety na Zachodzie wiele partii sprzedało swoje ideały lewicowe i stało się nijakimi partyjkami, które nie odróżniały się od liberałów. Dzięki temu zbieramy teraz tego owoce, bo coraz bardziej w różnych krajach zyskują populiści. Tutaj też się nie dogadamy, bo pewnie w takim rozumowaniu, by Razem uznać za socjaldemokrację, to powinno być właśnie takie jak partia za Blaira, czy SPD? Niestety, ale myślę że skończyły się czasy, gdy lewica ma spełniać zachcianki liberałów i być taka jaką liberałowi chcą by była, czyli nijakimi partiami, które właściwie niewiele różni od liberałów.

        3. Krytyczne oceny IIIRP są jak najbardziej na miejscu. Oczywiście sporo się udało, ale nie ma co zakłamywać rzeczywistości i twierdzić, że jest tutaj cudownie. Razem świetnie to punktuje i póki co jako jedyna partia opozycyjna rozumie, że jednak nie wszystko w Polsce się udało i zostały popełnione błędy.

        4. Nie wiem jak by było jakby wygrało Razem. Nie patrzę na nich bezkrytycznie. Jak każda młoda partia widać, że ma problemy kadrowe. Są ludzie świetni, są ludzie słabsi, których trudno słuchać, których poglądy mi nie pasują i zgadam się, że może to się ocierać o skrajności. Ale to jest cały czas żywy organizm i zobaczymy co się z tego wykrystalizuje. Na razie Razem nie grozi rządzenie. Partia to na razie taki dzieciak, musi dorosną, a na to potrzeba czasu. Z czasem pewne osoby z partii odpadną, inne może trochę zmienią swoje spojrzenie. Pożyjemy zobaczymy.

        5. Jak najbardziej jest to konkurencja dla PiS i Kukiz i nic tutaj moje poglądy i chciejstwo do tego nie ma. Oczywiście nie twierdzę, że Razem może zabrać PIS i Kukiz cały ich elektorat 🙂 Ale PiS ma twardy elektorat ok.20-25%, czyli ok.10-15% jest zmienne. Oczywiście nie do wszystkich trafi Razem, ale coś zawsze można urwać. Poza tym warto pamiętać, że część z tego elektoratu, to dawni wyborcy SLD, jakoś nie przeszkadzało im głosowanie dawniej na „komuchów” czy coś co miało „lewicy” w nazwie. Kukiz to taki meteoryt. Był Palikot, teraz jest Kukiz, ciekawiłoby mnie badanie, które pokazywałoby czy moje przeczucia, że pewna część elektoratu Kukiza, dawniej głosowała na Palikota. Taki elektorat może odlecieć w różne strony. I znowu nie mówię o całych 8-10%, ale np. 2-3%. Zresztą sam tekst powyżej pokazuje, że takie przejęcie część wyborców jest jak najbardziej możliwe, oczywiście musi być sensowna partia, sensowna oferta, sensowny przekaz, musi coś tych ludzi pociągnąć. Na dziś taką partią nie jest na pewno Razem i tutaj się zgodzę.

        6. Co do marginalizacji, to pełna zgoda. Dla mnie przyszłe wybory do sejmu będą być, albo nie być dla lewicy na lata. Jeśli przegrają i nie wejdą do parlamentu, to lewica wpadnie w czarną dziurę.
        Co do Biedronia, to nie wiadomo. Był niedawno wywiad w Tygodniu Powszechnym, gdzie pierwszy raz powiedział coś w stylu o tym by stworzyć jakąś wspólną listę centro-lewicy. Tak więc zobaczymy.
        Podziały i odejścia z partii Razem? Cóż, tak jak pisałem wyżej – młoda partia, ludzie o różnych poglądach, niektórzy skrajni, naturalne jest, że to się jeszcze tam dopiero scala, tworzy. Jeśli chodzi o odejścia, to pamiętam tak na szybko bodajże pana Daneckiego, którego teksty zalatywały rewolucją :), teraz ostatnio faceta co zaczął wielbić komunizm, a wcześniej bodajże w Świętokrzyskiem odeszła grupa ludzi, którzy co tu dużo pisać, jak zobaczyłem pewne memy z fanpage, to stwierdziłem, że poważna partia, która chce się liczyć w polityce, nie może i nie powinna schodzić na taki poziom. Tak więc w sumie odnosząc się do tego co padło wyżej, że Razem jest partią skrajną i bliżej jej do jakichś skrajnych opcji, to te odejścia są jednak chyba trochę zaprzeczeniem?

        7. SLD ma solidne struktury, to nie ulega wątpliwości, stąd przecież między innymi stale trzymają się na powierzchni. Tzn. nic nie robią, nigdzie ich nie ma (w porównaniu do Razem), a mają cały czas 5-6%. Odnośnie tego finansowania, to jednak trzeba też zwrócić uwagę na ciekawy fakt, że Razem było tam bodaj na 3miejscu i też miało ładny wynik jak na taką „kanapową” partyjkę 🙂

        8. Jasne, że chodzi o władze, ale na dziś wiadomo, że lewica póki co musi się odbudować, więc nie ściemniajmy, że za 2lata będzie walczyć o władzę (choć pewnie przy różnych okolicznościach, które mogłyby się wydarzyć, to w polskiej polityce wszystko jest w pewnym sensie możliwe, ale tak na dziś, na chłodno, mając dzisiejszą wiedzę, to oczywiście wydaje się to nierealne). Nie wiadomo co będzie też z ordynacją.
        Na dziś fakt PO, Nowoczesna i PSL plus pewnie SLD, to pewnie ok.35-40%, ale tak jak pisałem, jedna rzeczy może wywalić stolik do góry nogami. Wejście do gry np. Biedronia, sprawia, że gra zaczyna się od nowa, bo jest on w stanie zabrać każdej z tych partii (może poza PSL) jakieś tam procenty i wtedy raczej nie ma nawet tych 30%. Nie twierdzę, że nagle wysuwa się na czoło, ale jeśli nie wejdzie w Zjednoczoną Opozycję i albo założy coś swojego, albo stanie się jednym z liderów Bloku Lewicy o którym pisałem, to zawsze coś PONowoczesnej odbierze, nie ma cudów i te nawet 5-10% kompletnie zmieniają sytuację. Nie wiem jakie plany ma Biedroń i co szykuje, ale według mnie na dzisiejszy dzień (oczywiście zawsze może też w ciągu 2lat wyskoczyć ktoś kogo dziś nie znamy i też całkowicie odmienić sytuację, bo przecież w 2013roku nie było ani Nowoczesnej, ani Razem, ani Kukiza) wejście do gry Biedronia czy Tuska, całkowicie zmienia sytuację (Tuska w tym sensie, jeśliby doszło do konfliktu ze Schetyną i rozłamu w PO, czyli de facto powstania nowej partii Tuska).

        Zostały 2lata, możliwości jest sporo. Gdybym miał zabawić się we wróżkę parę dni temu i przewidywać na podstawie tego co jest dziś i tworzyć jakieś zdawałoby się sensowne i racjonalne analizy, to powiedziałbym, że za 2lata wybory wygra zdecydowanie PiS, który zmieni ordynację, tak że otrze się o większość konstytucyjną, a lewica popadnie w niebyt. Gdybym miał bawić się we wróżkę dziś, to powiedziałbym, że dziś pewnie PiS jest faworytem, ale wybór Morawieckiego wydaje się być strzałem przynajmniej w stopę i przez 2lata różne rzeczy mogą się wydarzyć w samym PiSie, który nie jawi się już jako taki wielki monolit. Dwa lata to kawał czasu i jak widać wiele rzeczy się pewnie wydarzy. Zaraz może do gry wejdzie Biedroń, może Razem i lewica zmądrzeje i się jakoś dogada? Może wróci Tusk, który oleje Schetynę wyprowadzi posłów z PO i Nowoczesnej i założy swoją partię? Możliwości cała masa, prognozowanie to jak wróżenie z fusów.

        1. @Matts06
          Wydaje mi się, że siła pewnych procesów jeśli oczywiście Schetyna, sama PO będzie na tyle mądra i uda się zbudować koalicję wyborczą zjednoczonej opozycji przeciw PiS, to miejsca dla Razem, lewicy będzie niezwykle mało i siłą rzeczy będą to wybory za i przeciw PiS – gdzie wszelkie inne poglądy, rzeczy będą na dalekim planie.
          Ja się tu nie bawię w żadną wróżkę, nie mówię, że ta zjednoczona opozycja musi wygrać, czy wygra na 100 procent, dziś pewno dałbym jej szanse dużo poniżej drugiej kadencji PiS, ale jest to warunek konieczny i jedyna realna możliwość, na co wpływa ordynacja, gdzie wynik 40 procent to więcej mandatów, niż dwa razy 20, czy zebrane 40 – z kilku partii.

      3. Politykę znanych twarzy i kompromisów wałkowano przez ostatnie jakieś 28 lat. Jakoś to lewicy na dobre nie wyszło. W klasycznej cynicznej walce lewica nie ma najmniejszych szans.

        Dokładnie pamiętam jak to było kiedy PC został wskrzeszone w nowej formie — PiS. Cała Warszawka z TVN na czele promowała PiS żeby się pozbyć czerwonych. To był scenariusz jak z filmu klasy B. Teraz ten świetny plan przynosi konsekwencje. W klasyczny sposób władzy się nie zdobywa bez poparcia całej maszynerii. Nawet Kukiz i przyjaciele z NSDAP mają poparcie części kościoła. Wszystkie partie które obecnie są w parlamencie mają kogoś kot za nimi stoi.

        Prawdziwa lewica z definicji ma przeciwko sobie kapitał a co za tym idzie ośrodki przekazu i nie ma szans na odtworzenie sukcesu PiS. W głównym nurcie co najwyżej zostawia się miejsce na jałowe dyskusje o gender i takie tam bzdurki. Żadne taktyczne ruchy nie pomogą, bo reguły gry ustala przeciwnik. Jedyny sposób to eksperymentować z nietypowym podejściem i starać się zmienić reguły gry. Tak jak to robi alt-right.

    3. Głosowanie na obecną RAZEM – zmarnowany głos. To zupełnie nie ta partia, która szła do ostatnich wyborów. Znaczna część jej aktywu, by nie użyć określenia aparatu, za niebywały sukces uznała przekroczenie progu 3% – w znacznej części nie bez o s o b i s t e j racji. Dominującą rolę zaczęli odgrywać niegdysiejsi mistrzowie opiekania kijanek, osoby z olbrzymim „parciem na szkło” nawet za cenę zaprezentowania swojego nie tylko politycznego debilizmu /Zawisza Marcelina/ czy osobliwej wrażliwości erotycznej /Samolińska Joanna/. Prezentujący stosowną klasę intelektualną i polityczną Zandberg zaczyna już być nieco zdartą płytą. Piszę to z goryczą, ja, były członek tej partii.
      Zgoda co do ostatecznej konkluzji: konieczne jest zwarcie szeregów lewicy bez dookreśleń typu „obyczajowa” etc, nawet gdyby wyróżnioną rolę grać miał SLD, oczywiście po wyraźnym odcięciu się od socjalzdrajcy Leszka Millera, promotora t e j Ogórek.
      P.S. Członkiem SLD nigdy nie byłem.

  11. Jeden aspekt umknął autorowi w szczególe, a lewicy w ogóle.
    „Wyniki sondażu poglądów Polaków – przy wszystkich niedostatkach badania – wydają się dla potencjalnej lewicy optymistyczne.”
    Sondaż pominął jeden, za to istotny szczegół.
    Co z tzw. „uchodźcami”, lewico?
    Pomimo proeuropejskich postaw, w wypadku stosunku do „uchodźców” około 51% respondentów (sondaż przeprowadzony przez IBRIS dla tygodnika „Polityka”.) uważa że w sytuacji brukselskiego przymusu do ich przyjmowania, Polska powinna WYJŚĆ z Unii Europejskiej.
    No i jak macie zamiar zjeść tę żabę, towarzysze?
    Optując za „uchodźcami” zakładacie sobie sznur na szyję.
    A nie sądzę żebyście zmienili zdanie….

    1. Ale jest też około 20%, które przyjmowania uchodźców chcą – i tych, poza lewicą, nie reprezentuje nikt. Lewica dzisiaj nie ma ambicji do rządzenia krajem w następnych wyborach, 20% nam w zupełności wystarczy.

      1. Litości – jakie 20 procent na bazie jednego mało wiarygodnego badania, gdzie składamy sobie do kupy pewne rzeczy na zasadzie życzeniowej ? Czy sprawa uchodźców jest dla wyborcy priorytetem, czy jest nią np odsunięcie PiS-u od władzy – a jeśli tak to będzie ono głosował na lewicę, czy zjednoczoną opozycję pod wodzą PO, która daje choć cień szansy ?
        Sama lewica jest na dziś rozbita, podzielona, gdzie nawet przekroczenie progu nie jest wcale takie pewne, stoi przed pytaniem sama czy razem z resztą opozycji, a każdy z tych wyborów niesie jakieś konsekwencje. Nie da się na dziś wykluczyć, że kolejne wybory to będzie, także totalna porażka lewicy, a kolejny okres marginalizacji ma swoje konsekwencje.
        Wyborów nie wygrywa się tylko programem, czy ideowo, a ludzie głosowali np na towarzysza Józefa Oleksego, który był dobrym gospodarzem w regionie jeszcze za komuny, na Marka Borowskiego, bo go da się lubić itd. SLD miało iluś tam rozpoznawalnych polityków, Partia Razem ma od biedy Zandberga i przez 2 lata nie przyszło nikomu do głowy, że trzeba pozyskać 3-4 rozpoznawalne twarze i to my musimy się do pewnych rzeczy dostosować, a bo polityka nie dostosuje się do nas.

      2. Chcą przyjmowania uchodźców i zależy im na tym, czy są skłonni to tolerować? Bo to duża różnica.

      3. „Lewica dzisiaj nie ma ambicji do rządzenia krajem w następnych wyborach, 20% nam w zupełności wystarczy.” … i dlatego nikt nie chce na Was głosować. Ludzie nie stracą swojego głosu na kogoś, kto nie chce wygrać, a jedynie brać kasę za siedzenie w Sejmie …. naprawdę ciężko to zrozumieć? 😉

    2. Proste – zamiast starać się kolorować islam, trzeba wytrącić prawicy z ręki główny atut i otwarcie mówić o terroryzmie. Przeprowadzić szeroko zakrojoną kampanię społeczną uświadamiającą Polakom, jak marginalnym zagrożeniem jest terroryzm. Od 2000 roku w całej Europie w atakach terrorystycznych zginęły 723 osoby. W zeszłym roku z winy kierowców na polskich drogach zginęło 3 026 osób. Kampania „Prawdziwym terrorystą jest polak za kierownicą” powinna powstać jak najszybciej i upieklibyśmy dwie pieczenie na jednym ogniu – przestrzegając przed debiami za kierownicą jednocześnie pokazałaby, że terroryzm jest głównie nośny medialnie, ale nie tak niebezpieczny, jak go postrzegamy (dokładnie tego chcą zarówno prawica jak i sami terroryści). Powiedzmy sobie szczerze – większość ludzi boi się terroryzmu, a nie uchodźców jako takich.
      Sama kwestia uchodźców też jest marginalna, bo jest ich na tyle mało, że nie „zmienią Polskich miast w Damaszki” (niestety, bo wielu z nich przydałoby się trochę życia i koloru – tego metaforycznego, a nie brzoskwinki, mięty, budyniu, limonki i innych barw polskich blokowisk). Trzeba jasno powiedzieć, że pomoc uchodźcom to nie fala imigracji zarobkowej taniej siły roboczej z Turcji i Afryki północnej do państw Europy zachodniej.
      Poza tym kwestia uchodźców nie umknęła autorowi – napisał o tym.

  12. „Część zwolenników redystrybucji i silnej interwencji państwa może głosować także na PSL, ale już PO z głównym ekonomistą Andrzejem Rzońcą ma im dziś niewiele do zaoferowania, tym bardziej Paweł Kukiz” – no tak bo nie było obietnic Schetyny odnośnie 500 plus już na pierwsze dziecko, czy 13 emerytury, a ludzie oceniają rzeczywistość z łam Krytyki Politycznej, a nie mediów głównego nurtu.
    Takie analizy między bajki to w końcu PO uzyskiwała najwyższe wyniki wyborcze w III RP ponad 40 procent – inną wagę mają obietnice lidera PO, a inne np szefa Wolności, czy Partii Razem, osobiście uważam, że Schetyna będzie miał z tym zasadniczy problem i raczej tego nie skonsultował, nie policzył, a po prostu chciał zabłysnąć.
    Kolejna rzecz to co chcą ludzie w sferze socjalnej, czy jakie mają poglądy niekoniecznie przekłada się na dobry program rządzenia, o ile nie rządzi się w Katarze, czy innym naftowym i gazowym emiracie.
    Mam poważne wątpliwości co do reprezentatywności tych badań, metodologii, czy przypadkiem lewica nie tworzy swojej własnej rzeczywistości, osobiście obstawiam porażkę Partii Razem i wynik, który znowu nic nie da, a w przypadku SLD wchłanianie co ciekawszych ludzi, aktywów do PO, która jednak stała się po części partią lewicową – przynajmniej w tym wymiarze SLD-owskim, zachodniej socjaldemokracji, do czego zresztą aspirował sam Tusk, a co po części przyczyniło się do odpadnięcia, niechęci części starych wyborców PO.
    Na dziś trudno powiedzieć jaką partią będzie Nowoczesna i czy w ogóle będzie zważywszy na problemy finansowe.

  13. Zabrakło mi w ankiecie pytania o ulubiony kolor farby do włosów. Może udało by się lewicy zmobilizować trochę elektoratu wobec tej palącej kwestii społecznej?

  14. Elektorat leży na ulicy, ja bym powiedział, że jest pewien marazm. Upominanie się o zejście niżej słyszę już od kilku lat, dlatego z obserwacji jasno powiem – gospodarka działa, PiS będzie mógł reformować, gospodarka przestanie funkcjonować, PiS (sam) z reformami się wywróci. I to chyba nawet w PiS wiedzą. Mnie bardziej boli, że jak przyjdzie co do czego, to ci ze środka nie będą mieli na kogo głosować bo neoliberałowie cały czas – nawet chyba czasami gorzej jak PiS – siedzą w swoich doktrynach wykutych w latach `90. Lewica ma swoją reprezentacje poza parlamentem, ale też nie wiem, czy uda im się przekręcić te wahadło tak bardzo skręcone w prawo. Na pewno przyszłe wybory będą ciekawe.

  15. Przeciwstawianie ZUSu ‘indywidualnym kontom’ jest bezsensowne, skoro te indywidualne konta są w ZUSie i nie ma na nich żadnych aktywów, a jedynie są marzeniem, że kiedyś będą. Podobnie bezsensowne jest przeciwstawianie ‘polskiego kapitału’ i ‘sektora prywatnego’. W tych dwóch miejscach ankieta jest nonsensem.