Kraj

Sutowski: Gender, głupcy!

Zeszłoroczny sukces Czarnego Protestu, wzrost poparcia dla liberalizacji prawa aborcyjnego, a przed kilku dniami zasięg akcji #metoo i przede wszystkim (kolejny raz!) setki tysięcy podpisów pod projektem Ratujmy kobiety pokazują jednak, że PiS-owski patriarchat w wersji hardcore wcale tak łatwo się w Polsce nie przyjmuje.

PiS ma w sondażu 47 procent – mimo że to nie TVP sondaż zleciła. Zachowawcza dotąd Nowoczesna składa projekt liberalizacji (!) ustawy antyaborcyjnej, inicjatywa Ratujmy kobiety zbiera pod dużo dalej idącą propozycją 400 tysięcy podpisów obywatelek i obywateli. Dla Grzegorza Schetyny te same 400 tysięcy reprezentuje radykalizm, zdrowy rozsądek tożsamy jest z obecnym – bardzo konserwatywnym – kompromisem. A prezydent Andrzej Duda zapowiada podpisanie ustawy ultrarestrykcyjnej.

Nowoczesna chce liberalizacji prawa do aborcji

Wygląda na to, że właśnie ciałem staje się słowo Agnieszki Graff i Elżbiety Korolczuk, a ostatnio także Kingi Dunin o (szerszej niż prawa reprodukcyjne) kwestii gender jako najważniejszej osi sporu: PiS i przystawki kontra reszta upolitycznionej Polski. I że to, co słuszne z punktu widzenia wartości (czyli sprawa równości i wolności) jest również niezbędne strategicznie (do pokonania Kaczyńskiego w wyborach).

Graff, Korolczuk: Gender to śmiertelnie poważna sprawa

Zmiana akcentów między kampanią wyborczą a połową kadencji rządu Beaty Szydło jest tyleż uderzająca, ile kluczowa dla obecnej dynamiki politycznej: dwa lata temu 39 procent głosujących Polaków poparło konserwatywno-socjalny pakiet „obrony rodziny”, ale w wersji soft. Wielu wyborców zachęcił on do głosowania na PiS, innych przekonał, że powstrzymywanie Kaczyńskiego to nie jest żadna dziejowa konieczność. Aplikowany jest jednak w wersji hardcore – i to zmienia wszystko, choć jeszcze nie wszystkie siły polityczne zdołały to zauważyć.

PiS mógł wygrać tylko na takiej „obronie rodziny”, jaką sprzedał Polakom w 2015 roku – chowając do piwnicy, razem z Macierewiczem i sektą smoleńską, także agresywną homofobię i całkowity zakaz aborcji. Wojnę z ideologią gender na chwilę wyciszono („twardy elektorat i tak wie swoje”), na czoło przekazu wysunięto zaś pieniądze na dzieci, wcześniejsze emerytury, dowartościowanie prowincji i rozbicie sitw w sądach, korporacjach zawodowych, mediach i biznesie. Było też widmo uchodźców szerzących islamizm, terroryzm, ideologię multi-kulti i pasożyty, ale o zwycięstwie – tzn. przekonaniu lub demobilizacji centrum – rozstrzygnęło co innego: socjalny wariant konserwatywnej, ale jednak modernizacji.

Niedługo po zdobyciu władzy wojna z gender rozgorzała jednak na dobre. Nie, żeby Jarosława Kaczyńskiego budził po nocach krzyk mrożonych zarodków. Po prostu dla pewnych segmentów jego elektoratu in vitro, aborcja, klauzule sumienia i obyczajowe pranie mózgów w szkołach to faktycznie sprawy życia i śmierci (nie tylko płodów). Sprzyjają temu fanatycy religijni wyraźnie nadreprezentowani wśród publicystów, komentatorów i wszelkich „intelektualistów organicznych” PiS. To także trybut dla wspierającej PiS hierarchii Kościoła – tym bardziej potrzebny, że np. w kwestii uchodźców rząd nieco odbiegał od linii Watykanu, a nawet Gniezna. Wreszcie, wojna z gender w opakowaniu ochrony rodziny przed zagrożeniami nowoczesności świetnie dopełnia szerszy, populistyczny projekt „ekskluzywnej solidarności”.

Zeszłoroczny sukces Czarnego Protestu, wzrost poparcia dla liberalizacji prawa aborcyjnego, a przed kilku dniami zasięg akcji #metoo i przede wszystkim (kolejny raz!) setki tysięcy podpisów pod projektem Ratujmy kobiety pokazują jednak, że PiS-owski patriarchat w wersji hardcore wcale tak łatwo się w Polsce nie przyjmuje. Prawo do aborcji i antykoncepcji – sprawa cielesna, dotykająca jednostki egzystencjalnie – upolityczniła na trwałe wiele spośród tych obywateli i obywatelek, dla których atak na Trybunał Konstytucyjny, los TVP czy nawet wycinka Puszczy Białowieskiej nie były wystarczającym powodem do czynnego sprzeciwu.

Gender jako temat i jako problem sam się podaje opozycji na tacy. Opozycji, dodajmy, którą trzeba dopiero zbudować.

Po pierwsze dlatego, że do powstrzymania zalewającej Polskę fali mizoginicznego fanatyzmu (od zmuszania kobiet do rodzenia martwych dzieci przez ograniczenia dostępu do antykoncepcji po apele o „przynajmniej niestosowanie” konwencji antyprzemocowej) potrzebna jest nie tylko mobilizacja obywatelska, ale właśnie agenda polityczna. Polityk i partia z odpowiednią, wiarygodną ofertą polityczną muszą pokazać, że istnieje alternatywa dla tego projektu „dobrego społeczeństwa” i „dobrego życia”, który narzuca dziś Polsce PiS – nie wystarczy punktowy opór wobec najbardziej rażących ekscesów skrajnej prawicy.

Mobilizacja sprzeciwu, jaką znamy z Czarnego Protestu i szeregu innych inicjatyw była silnie emocjonalna, a nie chłodno pragmatyczna – i z tymi emocjami współgrać muszą wizerunki i narracje liderów. Grzegorz Schetyna z Borysem Budką raczej nie będą w tej roli przekonujący – i nawet nie dlatego, że 400 tysięcy zwolenników liberalizacji prawa do aborcji szef PO określił niedawno mianem „radykałów”. Po prostu, PO po ośmiu latach polityki usypiania emocji (Tusk jako „wielki anestezjolog”) i odpolitycznienia („budujmy mosty…”) zwyczajnie nie potrafi prowadzić wiarygodnej polityki na wysokim C. Nie mówiąc o tym, że tematy równościowe zawsze traktowała jak ryzykowny balast, na którym można wiele stracić, a uzysk z tego niewielki.

Nam się zaczęło pod dupą palić… Kim są organizatorki czarnego protestu?

A zatem – nie będzie skutecznej obrony przed inwazją fanatyzmu bez siły politycznej po lewej stronie opozycji. Tylko czy gender to dobry wehikuł polityki w ogóle? Polityki zmierzającej do odsunięcia PiS od władzy? Jak najbardziej – i to jest drugi powód, dla którego opozycja powinna uznać gender za jedną z głównych osi swego sporu z władzą.

Jeśli bowiem uznajemy, że PiS zdołał zmobilizować kluczowych wyborców nową, bardziej socjalną wizją konserwatywnej modernizacji, wymieniając w tej roli zużytą i niecharyzmatyczną już Platformę, możemy przyjąć, że wyborców nie-PiSu (i nie Platformy) porwać – a przynajmniej skutecznie zaprowadzić do urn – może tylko modernizacyjna wizja alternatywna. Zwłaszcza, jeśli tych wyborców ma być więcej niż kolegów i znajomych Młodych Aspirujących Lewicowych Elit, do których swój niedawny tekst kierowała Kinga Dunin.

A Hitler budował autostrady…

A co to za wizja? Taka, którą od Polski PiS odróżnia zwrócenie w przyszłość, zamiast do czasów Gomułki skrzyżowanego z późnym Piłsudskim i która wzrok i aspiracje wyborców kieruje raczej na Skandynawię czy Niemcy niż Rosję czy południe USA. Która wiarygodnie przyćmiewa solidaryzm PiS nie będąc zarazem licytacją („1500 na każde dziecko”), ani tym bardziej negacją socjalnego zwrotu, jaki niewątpliwie w świadomości Polaków, ale i realnej polityce nastąpił.

Osią takiej wizji może być właśnie „widmo gender”, tyle że opowiedziane przez lewicę a nie hierarchów: wspólnota oparta na etyce troski zamiast dominacji poniżającej słabszych i kooperacji zamiast walki o status. Społeczeństwo wierzące, że ludzie w swych stylach życia są różni i równi zamiast przykrawania wszystkich do wyobrażeń biskupa i proboszcza (bo przecież nie do realiów współczesnej Polski). Państwo słuchające i współpracujące zamiast wymuszającego konkurencję i hierarchię, w szkole i w praktyce demokracji.

Opozycja powinna uznać gender za jedną z głównych osi swego sporu z władzą.

A sprowadzając rzeczy na ziemię? Rozłożenie ciężaru pracy opiekuńczej (nad dziećmi, starszymi, niepełnosprawnymi) na społeczeństwo zamiast „uwalniania zasobów opiekuńczych” babć i dziadków na głodowych, tyle że wcześniejszych emeryturach. Mieszkania jako przyjazne środowiska życia zamiast środków akumulacji kapitału. Dowartościowanie pracy pracowników ochrony zdrowia finansowanej solidarystycznie, ze środków publicznych zamiast dziadowskich oszczędności kosztem czasu, zdrowia i prywatnych pieniędzy pacjentów. Ochrona przed przemocą i opresją oraz równouprawnienie połączone z życzliwym wsparciem rodziny tam, gdzie brakuje jej zasobów. Szkoła „fińska” godna cywilizacji cyfrowej zamiast „pruskiej” z epoki pary. Wreszcie bezpieczeństwo narodowe budowane na wielostronnych sojuszach i łączeniu potencjałów obronnych z sąsiadami zamiast chłopackich zabaw wojennych na poligonie co drugi weekend i giwery w każdym domu.

Rys. Plawgo/Pyrka

To wszystko jest gender, nawet jeśli na plakacie wyborczym nie musi tak się nazywać. Gwoli dygresji: nie jestem pewien, czy całą falę prawicowego populizmu w Europie należy rozumieć w kategoriach reakcyjnej wizji rodziny czy reprodukcji patriarchatu. Przypadki Holandii czy Skandynawii, gdzie poparcie dla praw mniejszości seksualnych, równouprawnienia kobiet w domu i pracy czy praw reprodukcyjnych może doskonale łączyć się z głęboką niechęcią do przyjmowania obcych kulturowo budzą moją wątpliwość co do słuszności niektórych tez Agnieszki Graff i Elżbiety Korolczuk z ich głośnego wystąpienia na Kongresie Kobiet. Podobnie Niemcy, gdzie bez miliona przyjętych uchodźców Alternatywa dla Niemiec miałaby kłopot z przekroczeniem progu wyborczego do Bundestagu.

Oczywiście, nie podważa to tez autorek o „antygenderowej” międzynarodówce. A tym bardziej o tym, że akurat w praktyce władzy PiS „widmo gender” gra rolę kluczową. I to gender może go pokonać – poprzez reakcję na wydaną gender wojnę, ale przede wszystkim jako podstawa konkurencyjnej dla PiS wizji dobrego życia.

Lewicowa klasa gadająca w Polsce – ciocie i wujkowie dobra rada, do których jakoś tam zalicza się niżej podpisany, wydają się dziś miotać między dwiema opcjami. Jedna opcja to „najpierw potrzeby ludu”, definiowane przez wulgarny wariant piramidy Maslowa („jak dostaną wyższą płacę minimalną, mieszkania komunalne i przedszkola to może z czasem i gejów zaakceptują, a na razie znajmy proporcje”). Druga z kolei głosi, że PiS, chcemy czy nie, elektorat socjalny lewicy ukradł nieodwołalnie, więc idźmy w Europę, ekologię, celebrujmy różnorodność i jeździjmy na rowerze. Głosy feministyczne hurtem zapisuje się do „nadbudowy”, może i słusznej, ale trochę nie na czasie – a przecież gender znany choćby z Matki feministki czy wieloletniej praktyki działaczek feministycznych w Polsce to projekt cywilizacyjny, a nie jakaś hipsterska gadanina.

Dałoby się taki projekt zrekonstruować z różnych punktów programu partii Razem i zaangażowania jej działaczy w sprawy równouprawnienia, ale jej flagowy przekaz to dość oldschoolowa socjaldemokracja. Chodzącymi ikonami „projektu gender” bez trudu staliby się Robert Biedroń i Barbara Nowacka, ale oni jak na razie nie mają partii. Dlaczego w tej sytuacji nie uczynić takiej wizji „dobrego życia” wspólną platformą dla lewicowej opozycji? Zbudowanie politycznej alternatywy w kontrze do fantazji o młodych patriotach odpierających inwazję hordy jurnych Arabów to warunek konieczny, by nasz kraj nie zsuwał się dalej w otchłań rodem z dystopii Margaret Atwood. I chyba jedyna szansa na odsunięcie od władzy PiS, do czego dwadzieścia parę procent głosów strasznych mieszczan na PO zwyczajnie nie wystarczy.

Fot. Martin Howard, flickr.com

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Pan Sutowski jeszcze raz potwierdza, że chłopaki z KP są gotowi popierać postulaty korzystne dla ludzi pracy, pod warunkiem, ze lud będzie grzeczny i wszystkie dżendery bezwarunkowo przyjmie. Rzeczywiście istniejący lud nie podoba się chłopakom, lud musi się bardzo starać a by na łaskę zasłużyć. Ponadto prawdami do wierzenia podanymi jest to, że Barbara Nowacka wielką przywódczynią jest i wszystkich nas zachwyca (choć nie zachwyca), oraz że aborcja jest dobra na wszystko, w tym na drogę za śliską i na stopę za niską.

Lud nie jest elektoratem lewicy, jest nim ta część wielkomiejskiej klasy średniej (i wyższej), która uważa, że "trzeba się dzielić".

Acha, czyli ambicje lewicy to 4 procent, bo pewnie z tyle jest tej wrazliwej spolecznie wyzszej klasy sredniej? Oni juz wszyscy i tak glosuja na Razem 🙂

@ddd: a aborcja ci się nie podoba, bo popierasz katowanie i zabijanie ludzi pracy, o ile są kobietami w ciąży? czy tylko dopuszczasz? a właściwie dlaczego i co w takim razie odróżnia cię od nazioła?

Kto stosuje reductio ad Hitlerum sam się wyłącza z cywilizowanej dyskusji.

Tenże lud może się też łatwo odwrócić od socjalno-patriarchalnych chłopców z PiSu, gdy ci wpakują go w krach finansowy, likwidację socjalu i bezrobocie. A wtedy może się okazać, że lud wybierze kogoś innego, nawet Nowacką, która nie zachwyca i nie jest swojska.

A kto to jest ten rzeczywiście istniejący lud? Konserwatywni panowie Schetyna, Petru, gajowy Komorowski i inni straszni mieszczanie ludem mój drogi DD nie są. A rzeczywiście istniejący lud jest zadziwiająco mądry o czym swiadczy jakie poparcie miała Samooobrona w chwilach gdy była najbardziej bezlitośnie wysmiewana, wybór PiSu w momencie gdy zaproponował jakiś choc nieznaczny kierunek soclajny (500+, płaca minimalna dalej głodowa, ale jednak) choć w main streamie wszyscy się zgadzali, że sie nie da takie "rozdawnictwo" i wszyscy umrzemy taka bedzie katastrofa. Lud rzeczywisty sobie bujać nie daje. Teraz niektórym dalje się wydaje, że rzeczywiście istniejący lud jest jakis ciemny i głupi, patriarchalny czy inny dlatego na Pis głowuje zapewne. Bzdura! Otóż rzeczywiście konserwatywni i patriachalni to są różni kolesie prezesi, biznessmeni do tej pory wygrane na transformacji pół-mafijne kliki, które się teraz zaczęly nagle obawiać, że się je od koryta odsunie. A rzeczywisty lud się nie wychyla i swoje wie, jak ma alternatywę głosuje mądrze.

Wygrana PiS to nie żadna wielka ideologia i w 80 procentach wzięła się ona z totalnego lenistwa, olewania wszystkiego przez PO, a nie z jakiejś niebywale mądrej strategii społecznej, ekonomicznej itd. Więcej nawet mimo tego zmęczenia i ogólnego wkurwienia na PO - nie musiało dojść do takiej katastrofy, a doszło do niej już na własną prośbę, gdzie prezydent Komorowski stał się postacią śmieszną i tragiczną zarazem, a jego sztab jeszcze kilka tygodni przed wyborami twierdził, że będzie na niego głosować, także elektorat PiS-u, dlatego nie warto ostro atakować Dudy, że wygra w I turze. Po co robić badania, analizy, normalną kampanię, lepiej puścić za duże pieniądze puste Bronkobusy po Polsce. Nie wiem po co ideologizujesz rzeczywistość ? Przeciętna polska rodzina jest dość konserwatywna, tradycyjna, nawet nie jest nośnikiem gender i LGBT - z kolei część bogatej klasy średniej w dużych miastach jest zdecydowanie bardziej liberalna na tym polega dramat Krytyki Politycznej, czy chce sprzedać dwie rzeczy, z których jedna - czyli gender jest mało chodliwa, szczególnie dla elektoratu socjalnego z Polski B, małych miast i wsi.

Najlepsze to jest to że Pan Sutowski wierzy że mozna w Polsce pokonąć PiS z hasłem gender na sztandarach. Równie dobrze mógłby próbować poruszyć elektorat hasłem " Dość stygmatyzacji czarnych kotów jako symbolu pecha". Gratuluję wnikliwej analizy i diagnozy społecznej, wspiął się Pan na wyżyny intelektu tym pomysłem. A ja muszę wytrzeć monitor z porannej kawy - obśmiałem sie jak norka 🙂

na razie UW i PO próbowało wygrać w Polsce próbując wcisnąć "ludowi" ciężką konserwę - i popatrz, jak daleko zaszli. Z siebie się obśmiałeś.

Jasne, jasne, klepcie się po plecach ze słowami "jesteś zwycięzcą". Lewica to takie geniusze i wielcy stratedzy, tyle że niedoceniani przez elektorat, że nawet przedstawiciela w parlamencie nie mają, a PiS... rządzi samodzielnie.

Zwrot socjalny skończy się za 2-3 lata na braku pieniędzy w budżecie, a w kolejnych latach na emerytalnym krachu finansowym, o czym niedawno pisała lewicowa Fundacja Kaleckiego dołaczając do wiedzy dostępnej neoliberałom od ponad 20 lat, więc ja bym się do zwrotu socjalnego nie przywiązywał. Lewica prowadzi wojnę sama ze sobą, więc tylko Nowoczesna może zyskać na kwestii genderu.

Szanowny Autorze, proszę pisać "kompromis" w cudzysłowie, kiedy ma pan na myśli zbrodniczy układ, który spowodował m.in. śmierć Agaty Lamczak i bezkarność panów "profesorów" w torturowaniu kobiet.

Gdyby redaktor Sutowski zrobił sobie coś na kształt mapy poznawczej, to by wiedział, że polskie społeczeństwo jest raczej umiarkowanie konserwatywne, a na pewno nie jest w swojej masie liberalne, czułe na postulaty gender, LGBT i nie daje sobie narzucić języka lewica. Mieliśmy przecież bardzo mocny podział w okresie Czarnego Protestu i późniejszych marszów KOD-u, gdzie PSL, cześć posłów PO odcięła się od środowisk feministycznych, które głosiły postulaty liberalizacji aborcji, był dość mocny podział na tych, którzy bronią obecnej ustawy i status quo i na tą część bardziej liberalną. Jest to więc pomysł, żeby dodatkowo podzielić i osłabić opozycję - już od dłuższego czasu jestem zdania, że realny skutek istnienia KP jest tylko negatywny, by siać zamęt na lewicy i prowadzić ją w totalnym kierunku, czy walić w III RP, żeby torować drogę dla rządów PiS-u. Wygraliście - towarzysze - cel osiągnięty, więc dajcie sobie spokój z gender.

Pan Sutowski ma płacone od artykułu a nie od "map poznawczych".
Nie ma czasu na analizy, gdy źródełko wysycha a Fundacja Batorego może stracić fundusze norweskie na następne lata.
Trzeba ostro.

"Gdyby redaktor Sutowski zrobił sobie coś na kształt mapy poznawczej, to by wiedział, że polskie społeczeństwo jest raczej umiarkowanie konserwatywne, a na pewno nie jest w swojej masie liberalne, czułe na postulaty gender, LGBT i nie daje sobie narzucić języka lewica. "

Gdybyś zamiast dumać sobie o "mapach poznawczych" posłuchał co to społeczeństwo ma do powiedzenia, to wiedziałbyś, że jest ono pod tym względem podzielone. Istnieje całkiem silny nurt liberalny (którego przejawem jest choćby te czterdzieści parę procent zwolenników liberalizacji ustawy aborcyjnej - zdecydowanie więcej niż zwolenników zaostrzenia), zaś konserwatyzm ma bardzo często charakter wyłącznie deklaratywny związany z dominującą postawą konformistyczną i silnym wpływem postrzeganego jako konserwatywne otoczenia. To że konserwatyści (dziwnym trafem niemal wyłącznie faceci) czy wręcz katoliccy fanatycy (tu dołączają starsze panie) głośniej drą gęby nie znaczy, że wszyscy wokół ich popierają. Dokręcanie przez PiS śruby ma właśnie ten efekt, że ci niezabierający do tej pory głosu poczuli że muszą się wreszcie odezwać - stąd na przykład niespodziewany sukces Czarnego Protestu.

PO to się akurat powinna podzielić na odłam konserwatywny i liberalny. Na razie z przekazu z tamtej strony słychać mniej więcej tyle, że "500plus jest bezsensownym rozdawnictwem, więc spowodujemy, że będzie na każde dziecko" albo "wprowadzimy bezpłatną komunikację autobusową głosując przeciw jej wprowadzeniu". Przy takim poziomie samozaorywania PiS w zasadzie nie musi robić nic.

Komunikacje zostawmy to mój postulat, nie słyszałem, żeby PO coś na ten temat mówiło, natomiast w przypadku 500 plus i ogólnie programu to PO jest w lesie, a propozycje Schetyny z lewa i prawa pokazują ogólny chaos w jakim znalazła się formacja, niż coś realnie proponują i budują na przyszłość. Raczej PO traci w ten sposób resztki wiarygodności. Podział formacji i całej opozycji na liberalną i konserwatywną nie ma większego sensu i nie trzeba jakiejś totalnej jednorodności programowej, żeby wygrać z PIS-em, zresztą po wyborach ta część liberalna i konserwatywna opozycji i tak musiałaby ze sobą żyć w koalicji.

W samorządowym programie wyborczym PO pisze o „rewolucji transportowej”. Druga część jest wyjęta z ostatnich głosowań (takich sprzed miesiąca, dwóch) radnych PO w tych kwestiach.

Sam Schetyna nie przedstawił tego jednak jako programu ogólnopolskiego PO, o ile wiem to kilka samorządów już wprowadziło podobne programy, bo i tak dotują transport w ponad 50 procentach, więc te drugie 50 - jest do zrobienia. Na dziś twarzą PO jest Hanna Gronkiewicz Waltz, którą jak widzę i słyszę to nóż mi się w kieszeni otwiera i nawet nie bardzo jest o czym z babą dyskutować skoro dalej mówi, że za reprywatyzację odpowiada Kwaśniewski, a problem stąd, że nie było mega reprywatyzacji w Warszawie i całej Polsce - można być szują, ale jest jakaś granica odrealnienia, braku poczucia skąd wieje wiatr i trochę tak jest z całą PO, gdzie 2 lata zostały kompletnie zmarnowane.

Transport publiczny dla mieszkańców miasta jest bezpłatny np. w Tomaszowie Maz. Tylko, że tam rządzi prezydent z PiS-u

Tak dalej towarzysze z KP, tak dalej. Przez gender ku chwale lewicy. Na pewno postulaty odnoszące się do max 5% społeczeństwa porwą wszystkich i w imię tolerancji, multi-kulti i postępu, społeczeństwo pogoni nazistów z PiS. Przecież mamy tyle przykładów na świecie, wskazujących że tylko realizacja lewicowych postulatów przybliża nas do utopii. Patrzcie Szwecja, gdzie w pełni wdrożona polityka politycznej poprawności doprowadziła do rozkwitu wcześniej upadłego państwa. Całkowity brak jakichkolwiek problemów z funkcjonowaniem wielokulturowego społeczeństwa powinien być przykładem dla wszystkich!!!

"Na pewno postulaty odnoszące się do max 5% "

Aborcja to już jest niemal 50% "lewackiej ekstremy", ale do niektórych ciągle najwyraźniej to nie dociera.

Bardzo cenie red. Sutowskiego ale tutaj niestety ideowe marzenia przeslonily mu rzeczywistosc.

1. Czy PO dlatego kiedys wygrala z PISem i cieszyla sie dlugo popularnoscia, ze miala na sztandarze gender?

2. Czy autor nie wie, ze b. wiele kobiet poszlo w Czarnym Protescie bo calkowity zakaz aborcji to jednak przegiecie, ale nie pojda juz wiecej od kiedy dowiedzialy sie, ze aborcja to prawo czlowieka a kobiety, ktore tak nie mysla zdradzaja swoja plec?

3. Czy znamy przyklad innego konserwatywnego kraju, w ktorym obalono zamordystyczny prawicowy rzad przede wszystkim dzieki postulatom genderowym? Polska jest pod wzgledem swiatopogladowym raczej jak Wlochy czy Niemcy, tylko 20 lat do tylu, tu zmiany w kwestiach kulturowo kontrowersyjnych sa skazane na ewolucyjnosc. (Co innego ta bardziej socjalna czesc pakietu pro-kobiecego, ktora moze miec znacznie szerszy appeal - czy komus realnie NIE podobaly sie peowskie przedszkola? Ale nieszczescie "ideowej" lewicy polega na tym, ze postanowila zarowno o mieszkaniach jak i o aborcji na zyczenie mowic jako o rzeczach tak samo pozadanych, co sprawia ze wyborow w Polsce nie wygra niestety nigdy.)

"2. Czy autor nie wie, ze b. wiele kobiet poszlo w Czarnym Protescie bo calkowity zakaz aborcji to jednak przegiecie, ale nie pojda juz wiecej od kiedy dowiedzialy sie, ze aborcja to prawo czlowieka a kobiety, ktore tak nie mysla zdradzaja swoja plec?"

Czy widziałeś jakieś w miarę współczesne badania opinii publicznej dotyczące poparcia wśród ogółu Polaków dla liberalizacji prawa aborcyjnego, czy jako kolejny komentator tutaj piszesz to, co ci się wydaje na podstawie ssania palucha? (Podpowiadam: Kobiety mają pod tym względem dużo bardziej liberalne poglądy od mężczyzn, których problem bezpośrednio nie dotyczy.)

Trochę się mylisz. W krajach zachodnich jest to zazwyczaj ok. 51% pro-choice do 49% pro-life, więc zakładam, że w Polsce więcej będzie pro-life. I dodam, że aborcja - włącznie z tobą - szalenie dyskryminuje mężczyzn, potencjalnych ojców. Jako wierna wyznawczyni powinnaś być czuła na dyskryminację, czyż nie?

Bardzo wiele to ile? Kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy czyli optymistycznie licząc nie więcej niż 5%, wszystkich kobiet w Polsce?

Ech...Byliście głupi,jesteście głupi,będziecie głupi...

ale.sobie.konto.wymyslilem

Socjał to jednak nie to samo co gender. Niby Nowa Lewica słusznie zauważa że Stara Lewica za dużo patrzyła na ideologię, za mało na socjał, ale jednak w głębi serca ma podobne priorytety... A przy okazji - kiedyś JKM stwierdził że tym razem na pewno wygra wybory, bo tylko on jest za karą śmierci, a ponieważ większość elektoratu też ją popiera, no to wiadomo... Wyszło jak zawsze. Tak to jest jak się opiera plany polityczne na nadziei że to co jest kluczowe dla nas, jest także kluczowe dla elektoratu.

A przepraszam szanownego Autora, jak to zrobić skoro przegraliście walkę o to słowo. Gender przejęła druga strona, nadała mu fałszywe znaczenie i pozamiatane. Ze zdumieniem patrzyłem jak pozwoliliście to zrobić. Załatwili nas jak z dziećmi nienarodzonymi.

"gender jako najważniejszej osi sporu"

Halo, tu Ziemia, KP jak mnie słyszycie?

Czy lewica może coś ugrać genderem? Bardzo wątpię. Udział polskich kobiet w polityce i kulturze jest znaczący. Warto zapoznać się z artykułem w Berliner Zeitung o decydentkach w kulturze z 3.11. Przemoc domowa jest faktem ale czy jej skala jest większa niż w innych krajach. W większości rodzin które znam dominują kobiety ponieważ są zdrowsze, lepiej wykształcone i bardziej pracowite. Owszem był "czarny protect" ale należy pamiętać że w sprawie aborcji kobiety są również podzielone. Bez poparcia większości kobiet ani Trump ani PiS nie wygraliby wyborów.

Mało spotkałem bardziej pracowitych kobiet. Z wykształceniem nie-inżynieryjnym się zgodzę. I ze zdrowiem jak najbardziej. Tak sobie dodałem moje kupy warte spostrzeżenia. o.