Kraj

Spotkajmy się w pół drogi! Beata Szydło o szczepionkach

szczepienie

Kiedy zepsuje wam się samochód, niewielki będzie pożytek z pseudomechanika, który obsłuży was niezwykle uprzejmie, sprawdzi pole energetyczne wozu i oczyści mu czakry.

„Są rodzice, którzy mają przeświadczenie, że szczepionka może ich dziecku zaszkodzić, ale są tacy, którzy są przekonani, że szczepienie uchroni przed chorobą. Nie umiem tego ocenić pod względem merytorycznym, bo nie jestem lekarzem. […] Szczepiłam moje dzieci, na szczęście nie mam złych doświadczeń, ale znam też historie, kiedy dziecko po zaszczepieniu się rozchorowało. To jest trudny wybór. Szczepienia są potrzebne, ale nie lekceważymy tych, którzy domagają się prawa do nieszczepienia. Postaramy się pogodzić te stanowiska”. Tak na antenie Radia Maryja premier Beata Szydło rozwiązała problem szczepionek. Jest to rozwiązanie iście salomonowe.

Kiedy do słynącego z mądrości króla zgłosiły się dwie kobiety, sprzeczające się o to, która jest matką niemowlęcia, Salomon nakazał przeciąć dziecko na pół. Z tym, że w wykonaniu biblijnego monarchy był to podstęp. Prawdziwą matkę można było poznać po tym, że wolała stracić dziecko niż narazić je na krzywdę. A premier Szydło naprawdę zaproponowała przekrojenie dziecka i myśli, że to świetny pomysł.

Nie zawsze spotykanie się w pół drogi ma sens. Choć brzmi pięknie, jak gotowość do ustępstw i postawa oparta na dialogu, czasem jest po prostu szkodliwe dla wszystkich. Między nauką i pseudonauką zieje przepaść. Dwie strony sporu stoją po dwóch jej stronach. Premier Beata Szydło namawia każdą z nich, żeby wyciągnęła rękę w przyjaznym geście i zrobiła wielki krok naprzód.

Prawdopośrodkizm to pokusa, której nie powinniśmy ulegać. Szczególnie piastując wysokie stanowiska polityczne.

Krótka historia ruchów antyszczepionkowych

Prawda leży pośrodku!

Są rodzice, którzy przewożą swoje dzieci w fotelikach, i tacy, którzy nie zapinają im nawet pasów bezpieczeństwa. Wprawdzie badania pokazują, że foteliki znacznie zmniejszają ryzyko poważnych obrażeń w przypadku większości typów kolizji, ale jedna znajoma opowiadała, że jej znajomej dziecku pas strasznie obciera szyję. Albo jakby na przykład samochód spadł z mostu do wody! Aż strach pomyśleć!

Prawdopośrodkizm to pokusa, której nie powinniśmy ulegać. Szczególnie piastując wysokie stanowiska polityczne.

Są rodzice, którzy wierzą, że dziecko powinno mieć zbilansowaną dietę bogatą w różnorodne składniki odżywcze. Są też tacy, którzy zwracają uwagę, że w gazetach kiedyś mówili, że margaryna jest dobra, a teraz, że masło. Czyli ogólnie nauka nie ma pojęcia, co właściwie powinny jeść dzieci. Więc w zasadzie karmmy je drożdżówkami i coca-colą.

Są rodzice, którzy pozwalają swoim dzieciom normalnie żyć. Ale przecież szatan i wielkie korporacje mogą czaić się wszędzie. Dlatego właśnie swoje dziecko trzymam w piwnicy. I nikomu nic do tego.

Sądzę, że powinniśmy spotkać się pośrodku. Jeżeli dostatecznie dużo osób pisze o czymś w internecie, to na pewno jest w tym choć trochę racji.

Dialog

Uważam się za człowieka dialogu. Nie tylko w jakimś abstrakcyjnym sensie wyznawanych wartości, ale też w bardzo praktycznym aspekcie. Dialog czy dialogiczność (tak jak rozumie ją np. Michaił Bachtin, badacz literatury zajmujący się m.in. narodzinami nowoczesnej powieści), stanowi podstawę rozumienia. Każda nasza wypowiedź uwzględnia „mowę cudzą”. W przypadku szczepionek mogą to być np. opinie ekspertów, wypowiedzi polityków, opinie rodziny. Jeżeli chcemy, żeby nasze zdanie było mądre i skuteczne, musimy być otwarci na dialog.

Dlatego zawsze zachęcam do tego, by uważnie wysłuchiwać tego, co mówią przeciwnicy szczepień (a także zwolennicy Wielkiej Lechii, tropiciele spisków i miłośnicy Płaskiej Ziemi). Dlatego sam od lat przekopuję się przez tysiące stron, broszur i filmów poświęconych wszelkiego rodzaju pseudonauce. Badam i kataloguję jej argumenty, staram się poznać sposoby myślenia, odnaleźć powtarzające się błędy poznawcze, ale też zrozumieć autentyczne ludzkie obawy, poczucie wykluczenia i grube błędy nauki, którymi pseudonauka się karmi. Bo pseudonauka jest jak cień nauki, który często obnaża jej słabości i najgorsze wady.

Ale tak rozumianego dialogu, dialogu jako próby zrozumienia, nie należy mylić z przyznawaniem obydwu stronom równych racji i twierdzeniem, że „prawda leży gdzieś pośrodku”. Choćby przyszło tysiąc amatorów, a każdy ekspert popełnił tysiąc błędów (bo eksperci także popełniają błędy!), to wciąż inżynier górnictwa, który poczytał w internecie o szczepionkach, nie ma pojęcia, o czym mówi. Nie jest partnerem do merytorycznego sporu dla profesora z uniwersytetu medycznego, który skończył trzy poziomy studiów, obronił doktorat i od lat prowadzi badania.

Cała postprawda o Imperium Lechitów

Pokora

Coraz częściej kluczowym źródłem współczesnej pseudonauki wydaje mi się brak pokory. Nowe technologie dały nam tak niesamowite możliwości dostępu do informacji z każdej dziedziny (nie mylić z wiedzą albo mądrością!), że straciliśmy zdolność doceniania ludzi, którzy na gromadzenie wiedzy poświęcili lata ciężkiej pracy (nie mówiąc już o instytucjach, które umożliwiają sprawne działanie współczesnej nauki i współczesnego społeczeństwa). Jeden spektakularny błąd wystarczy, byśmy z widłami i kosami ruszali na uniwersytety albo szpitale.

I nie twierdzę, że na uniwersytetach nie ma obszarów zacofania, kumoterstwa i feudalizmu; że biznes nie infiltruje nauki; że polscy pacjenci mają godziwą opiekę medyczną, na jaką zasługują, a skromne środki, którymi dysponujemy, są wykorzystywane z pełną dbałością o pacjenta jako osobę.

Tyle że to wciąż nie oznacza, że prawda leży gdzieś pośrodku. Uzdrowiciel może być znacznie milszym człowiekiem niż lekarz. Możliwe, że w gabinetach szamanów pacjentów traktuje się znacznie lepiej. To nie zmienia jednak kluczowej dysproporcji. Lekarze, wspierani autorytetem nauki, leczą ludzi. Szamani – nie.

Sami wyprodukowaliśmy miliony medialnych analfabetów

Kiedy zepsuje wam się samochód, niewielki będzie pożytek z pseudomechanika, który obsłuży was niezwykle uprzejmie, sprawdzi pole energetyczne wozu i oczyści mu czakry. Szybko zdemaskujecie oszusta, bo auto po prostu nie pojedzie dalej. Problem nauki w wielu obszarach polega na tym, że na efekty trzeba czekać latami albo widoczne są one tylko w skali populacji.

Niemniej jednak nie ma sensu sugerować, żeby mechanik i pseudomechanik spotkali się gdzieś pośrodku. Jeden z nich naprawia samochody, drugi jest po prostu miłym facetem. (OK. Jak teraz o tym myślę, to może mechanik mógłby się uczyć od pseudomechanika, jak być miłym facetem. Trochę już o tym pisałem).

Gdzie jest dziecko z Białogardu?

Negocjacje pozycyjne i problemowe

Studia z negocjacji, mediacji i rozwiązywania konfliktów w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW były jedną z najfajniejszych rzeczy, jakie mi się przydarzyły w burzliwym życiu studenta. Nauczyłem się na nich mnóstwa fascynujących rzeczy, a w dodatku były to jedyne studia, na których ciągle graliśmy w gry (negocjacyjne).

Podstawowym rozpoznaniem, na którym opierał się cały program, było rozróżnienie między negocjacjami pozycyjnymi i problemowymi. Negocjacje pozycyjne dobrze ilustruje sytuacja targowania się. Ja chcę sprzedać samochód, ty chcesz kupić. Ja ciągnę w jedną stronę (więcej kasy na stole), ty – w przeciwną. Spotkamy się gdzieś pośrodku między moją wymarzoną ceną a twoją. Miara sukcesu jednej ze stron jest miarą porażki drugiej.

Rozważmy jednak taką sytuację, często przywoływaną w podręcznikach negocjacji. Dwie siostry dostały na spółkę pomarańczę. Muszą się nią podzielić. Z punktu widzenia negocjacji pozycyjnych zapewne wezmą po pół owocu, ewentualnie silniejsza zabierze cały. Kiedy jednak jedna siostra spyta drugą „po co ci ten owoc?”, okazuje się, że jedna potrzebuje skórki do ciasta, druga ma ochotę na świeżo wyciskany sok. Rozbiór sytuacji na czynniki pierwsze pokazał, że czasem lepszą strategią nie jest ciągnięcie w swoją stronę, lecz zrozumienie struktury problemu i interesów obydwu stron. To właśnie negocjacje problemowe.

Kiedy populizm zabija

Kiedy myślę o sytuacjach „prawdy, która leży pośrodku”, przypomina mi się właśnie ta lekcja negocjacji. Zamiast asekuracyjnie przyznawać połowę racji każdej ze stron, zastanówmy się lepiej, na czym polega problem.

A problem nie polega wcale na szczepieniach i ich rzekomych negatywnych skutkach. Problem dotyczy tego, jak zwykli ludzie postrzegają naukę i medycynę. Jaki obraz nauki prezentują lekarze w gabinetach po sufit zawalonych gadżetami reklamowymi firm farmaceutycznych? Jaki jej obraz wyłania się z edukacji szkolnej, coraz bardziej niepasującej do realiów młodych ludzi? Jaki obraz nauki prezentują media, relacjonujące każde małe badania na grupie pięciu szczurów jako „naukowcy odkryli lek na raka i eliksir wiecznej młodości”?

Słusznie więc powiada premier Beata Szydło. „Są rodzice, którzy mają przeświadczenie, że szczepionka może ich dziecku zaszkodzić, ale są tacy, którzy są przekonani, że szczepienie uchroni przed chorobą”. I powinniśmy zrobić wszystko, żeby zrozumieć, czemu niektórzy tak bardzo nie ufają lekarzom, że wolą ignorować zdobycze nauki i we własnym garażu wymyślać koło i proch strzelniczy. Nie ma co się targować, przepychać, wyrywać sobie owoców. Prawda jest jedna. Trzeba zadbać, żeby wszyscy mieli szansę do niej dotrzeć.

*
Tekst ukazał się na blogu autora mitologiawspolczesna.pl

***
Marcin Napiórkowski (1985) – semiotyk kultury, zajmuje się mitologią współczesną, pamięcią zbiorową i kulturą popularną. Autor książek Mitologia współczesna (2013), Władza wyobraźni (2014) i Powstanie umarłych (Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2016). W latach 2013 i 2014 stypendysta programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, w latach 2014-2016 laureat stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców. Autor bloga „Mitologia Współczesna” poświęconego semiotycznej analizie zjawisk kultury pełniących dziś funkcję mitów.

Bio

Marcin Napiórkowski

| Semiotyk kultury, mitologiawspolczesna.pl

Semiotyk kultury, zajmuje się mitologią współczesną, pamięcią zbiorową i kulturą popularną. Autor książek Mitologia współczesna (2013) i Władza wyobraźni (2014). W latach 2013 i 2014 stypendysta programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, w latach 2014-2016 laureat stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców. Autor bloga „Mitologia Współczesna” poświęconego semiotycznej analizie zjawisk kultury pełniących dziś funkcję mitów (www.mitologiawspolczesna.pl).

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Szczepienia faktycznie mogą zaszkodzić (bardzo rzadko, ale to marne pocieszenie dla tych, których dziecko będzie akurat tym rzadkim przypadkiem). Dlatego konieczny jest rzetelny system rejestrowania NOP-ów i system odszkodowań dla tych osób nimi dotkniętych, rzetelny system kwalifikowania do szczepień, rzetelny system monitorowania jakości szczepionek, rozważenie opóźnienia niektórych szczepień, zwłaszcza tych wykonywanych na noworodkach, być może zniesienie obowiązkowości niektórych szczepień (albo wprowadzenie wybiórczej obowiązkowości według płci). I być może wprowadzenie systemu obowiązkowego odnawiania niektórych szczepień przez ludzi dorosłych.

Problem polega na tym, że z fanatycznymi antyszczpienkowcami dyskutuje się równie trudno, jak i z tymi, którzy w imię całkowicie błędnie rozumianej pronaukowości fanatycznie oponują przeciw jakimkolwiek zmianom w aktualnie obowiązującym systemie szczepień. I w przypadku tych grup ludzi prawda rzeczywiście leży po środku.

Polecam "Bad Science" Bena Goldacre'a. On w sposób ewidentny pokazuje pułapki pseudonauki, lubiącej otaczać się ludźmi w białych fartuchach, ze specjalistycznym sprzętem laboratoryjnym w tle. Te wypowiedzi "ekspertów" z różnymi "efektami molekularnymi", badaniami DNA, enzymami, neuroprzekaźnikami itp. określeniami.
Szafowanie wynikami badań, po których nie ma śladu w poważnych periodykach naukowych.
Powoływanie się na tytuły naukowe nadawane przez egzotyczne uczelnie za 120 dolarów od sztuki. Przedstawianie rekomendacji i nagród od stowarzyszeń o poważnie brzmiących nazwach a utworzonych wyłącznie po to, żeby dawać rekomendacje za odpowiednim wynagrodzeniem.

To cały przemysł. Szarlataneria pod płaszczykiem nauki.
Goldacre daje wiedzę potrzebną, żeby odróżnić naukę o pseudonauki, pokazuje, gdzie zaglądać, o co pytać, co powinno być sygnałem ostrzegawczym, czego nigdy nie zrobi poważny naukowiec w rzetelnych badaniach, a co jest charakterystyczne dla przeróżnych naciągaczy i znachorów.
Naprawdę warto przeczytać, bo w trakcie czytania czasem włosy dęba stają na głowie,jakie bzdury są łykane gładko przez tzw. opinię publiczną.
Goldacre jest sceptykiem, który posługuje się sceptycyzmem jako metodą poznania przy analizie i ocenie różnych zjawisk, nie tylko tych spoza obszaru nauki, które są zwykle oczywistym, ogranym i łatwym obiektem racjonalnej krytyki. Prześwietla też uczciwość praktyk (pseudo)medycznych – gdziekolwiek by nie wystąpiły, zarówno w ramach tzw. medycyny alternatywnej jak i tej oficjalnej, z jej ogromnym garbem problematycznego przemysłu farmaceutycznego.

Są rodzice, którzy uprawiają moralny hazard, bo za dzień nieobecności w pracy jest im obcinania premia w wysokości połowy miesięcznych dochodów. Są też tacy, którzy nie muszą. Beata Szydło to rozumie, więc PiS ma 40% poparcia. Lewica za woli smażyć teksty o prawdopośrodkiźmie, więc ma 4% poparcia.

PS: Pas bezpieczeństwa obcierający szyję jest bardzo szkodliwy, bo w przypadku zderzenia, jego siła zostanie właśnie na tę szyję przeniesiona.

Lolek - wybacz, ale piszesz bzdury. Pseudonauka zbiera żniwo w postaci ofiar "leczenia" przez znachorów, ofiar wśród dzieci chorujących bo ich rodzice boją się szczepień. Oczywiście, pisanie o tym to intelektualna głupota dla Lolka, ponieważ chorujące dzieci i szarlatani naciągający naiwniaków to też problem pismakó z KP, a zwykły człowiek się tym nie martwi. Jakby co, uleczy go znachor.

Niechęć pracodawców do chorobowego w dobie śmieciówek i deadline’ów na wczoraj jest dość dobrze znana. Ale niech Ci będzie, że bardziej mamy tutaj do czynienia z ofiarami biznesu znachorskiego. Tyle tylko, że to pogrąża ten tekst jeszcze bardziej (poza końcóweczką, która stara się wszystko jakoś ratować), gdyż jedną z cech lewicowego podejścia jest silna awersja do obwiniania ofiar oraz koncentracja na sprawcach. Z postaci przedstawionych w tym tekście najbliżej tego jest Beata Szydło. Także przepraszajki, ale ja tam swoje podtrzymam, a wy tam sobie dalej minusujcie, jeśli uśmierza to jakieś wasze bóle.

ale właściwie nie rozumiem, czemu popierasz zabijanie dzieci krztuścem. To jakoś lepsze od pasa bezpieczeństwa czy co?

Rozumieć nie musisz, bo to jest trudne, ale imputowanie to sobie wypraszam.

Michał Bartczak

Pas obcierający szyję oznacza źle dobrany lub źle ustawiony fotelik. Nic poza tym.

Źle dobrany lub źle ustawiony fotelik oznacza innego rodzaju obrażenia niż te zaprojektowane, co np. zwiększa ryzyko śmierci. Nic poza tym.

Wczoraj (27.09) Krytyka opublikowała tekst o problemach ze strategią antysmogową / energetyczną, analizę sytuacji politycznej MIchała Sutowskiego i kolejną część cyklu o sprekaryzowanej pracy. Była również Kinga Dunin z Jej "Kinga Dunin czyta i ogląda" (choć, to pewnie też powoduje te 4%). Jak rozumiem mówisz o kimś innym jak Redakcji Krytyki?

Kolejny tekst zakwalifikowany przez redakcję do publikacji, z którego przebija pogarda dla prostych ludzi. Czy to jest lewicowe? Autor pisze o pokorze nie stosując tego w pierwszej kolejności do siebie. Antyszczepionkowcy generalnie nie mają racji, ale jądro ich stanowiska jest ufundowane na prawdziwych elementach i trzeba im to oddać, uszanować ich przez dopuszczenie do dyskusji ich argumentów jako jedyny sposób trwałego ich zbicia. Przecież to, że dzieci chorują po szczepionkach się zdarza. Owszem, znacznie rzadziej niż zachorowania dzieci nie szczepionych, ale to jest statystyka, która nie przemawia do rodzin dotkniętych przez nieszczęście. Współodczuwanie z nimi jest pierwszym warunkiem przekonania ich, że jednak dzieci lepiej szczepić. Autor i redakcja prawdopodobnie nigdy osobiście nie zetknęli się z takim nieszczęściem, wiec łatwo im szydzić z "miłośników Płaskiej Ziemi". Podawałem już tu dwa razy pod podobnymi materiałami przypadek wyśmiewania w latach '80 na Zachodzie wiary ciemnego ludu, że HIV można złapać u dentysty. Musiało w USA kilka osób umrzeć bezspornie zarażonych przez tego samego dentystę by naukowcy spokornieli. Ale wtedy wszystkie inne ich ustalenia naukowe ucierpiały na wiarygodności, ludzie już nie wierzyli, że HIVem nie można się zarazić od ukąszenia komara, który wcześniej ukąsił osobę z HIVem.

Udało Ci się powtórzyć tezy tekstu, tylko dorzucając własną pogardę dla "prostych ludzi" - tę pogardę, której w tekście akurat nie ma. No nie pogratuluję, bo wierzę, że nie o to chodziło. Jednak warto uważać.

Dzięki za dobry artykuł!
Błąd ogólny w założeniach polega na tym, że ludzie racjonalnie i zdroworozsądkowo myślą (W siebie wlewamy przeróżne świństwa po których ledwo zipiemy, haraczemy i rzęzimy pół dnia a do swojego auta pół dnia analizuje czy wlać olej syntetyczny czy może półsyntetyczny a nie daj Boże zatankujemy jakieś chrzczone paliwo po którym silnik się nieco dławi - oh straszne to!). W pewnych kwestiach nie ludziom zwyczajnie nie chce się lub NIE MAJĄ CZASU przerobić tematu - bazują tylko na emocjach i instynkcie. Zresztą każdy z nas tak robi, bo nie sposób ogarnąć wszystkiego w coraz bardziej komplikującym się świecie. Ja sam, bazując tylko na swoim doświadczeniu z lekarzami i ich bezgranicznej miłości do wszelkich farmaceutycznych handlowców, byłem święcie przekonany, że szczepionki to gruby przekręt podłego kapitalizmu... Moje przekonanie było wzmacniane tym, że przecież potężne ponadnarodowe korporacje, nie myślą przecież o tym jak zadbać o dobro ludzi i świat w którym żyjemy, tylko o pomnażaniu zysków - stąd prosta wizja do tego, że gigafarmacje chcą nas zrobić w tzw. ciula. BTW a jak ludzie są oderwani od świata przyrody i mają zrobioną mielonkę z mózgu przez reklamy (także farmaceutyków) można zobaczyć choćby w Tatrach - gdzie zamiast po czystą, naturalną, darmową wodę źródlaną ludzie sięgają po horrendalnie drogą i niesmaczną w schronisku... Strach powodowany niewiedzą - to główne przyczyny różnych wynaturzeń. Niestety bieżąca polityka bazuje tylko i wyłącznie na zarządzaniu strachem, a że niewiedza jest potężna z przyczyn edukacyjnych i BRAKU CZASU to mamy to co mamy...

Chcę zobaczyć taki sam artykuł o przeciwnikach GMO i glutenu. Oraz o protestujących przeciwko wielkiej farmie i środkach przeciwbólowych. Sens sprzeciwu jest tylko wtedy gdy organizują go zieloni, weganie i inne hippisy, ale gdy ludzie na prawicy obawiają się o własne dzieci to lepiej ich zmieszać z tymi od płaskiej ziemi. Obawiasz się powikłań po patogenach i chcesz dostępu do rzetelnych badań (którego nie ma, co jest powodem protestów stop NOP)? Uuu, poczekaj aż pan Marcin Napiórkowski, semiotyk kultury i mitologii współczesnej napisze artykuł o tym, jak jesteś zabobonny i zacofany.

"ale gdy ludzie na prawicy obawiają się o własne dzieci to lepiej ich zmieszać z tymi od płaskiej ziemi."
Wystarczyłoby zajrzeć do podręcznika i poczytać, jak wyglądała śmiertelność dzieci przed wprowadzeniem szczepionek i po. Niech sprawdzą, dlaczego kiedyś straszliwa cholera dziś nie występuje. Nie zrobią tego? No to tak - zmieszam ich z tymi od płaskiej ziemi, smucąc się nad losem dzieci, którzy mogą zachorować, bo ich rodzice są mądrzejsi od naukowców.

Chociaż artykuł generalnie słuszny, to akurat analogia do mechanika samochodowego i stwierdzenie, że lekarze leczą, a szamani nie - są kompletnie nietrafione. Nie wierzę, że autor nie słyszał o efekcie placebo, doskonale znanym medycynie. Szamani leczą właśnie dokładnie na zasadzie placebo. Jeżeli pacjentem zajmie się ów "miły facet", okaże (choćby i udawaną) troskę, z którą pochyli się nad jego dolegliwością, pacjent poczuje się, że nareszcie ktoś się nim "naprawdę" zajął i zaopiekował, głęboko uwierzy w to, że w takim razie zalecone przez takiego "miłego faceta" środki niewątpliwie muszą pomóc - to bywa, że naprawdę wyzdrowieje. Ciągle zagadką dla medycyny i nauki są zasoby sił obronnych, jakie organizm potrafi zmobilizować. Samochód takich sił obronnych nie ma, placebo na niego nie działa, więc odprawianie czarów-marów nad samochodem nie pomoże - musi go naprawić prawdziwy mechanik. Natomiast odprawianie czarów-marów bad człowiekiem jak najbardziej pomóc może.

Autor prof. dr. hab. Mniemanologi stosowanej, autorytatywnie i pryncypialnie potępił, wątpiących i niepopierających. Tych wichrzycieli należy bezwzględnie eliminować chorą tkankę w zdrowym ciele społeczeństwa. - coś Wam to przypomina?
Młodszym na pewno nie, a starszym chyba tak.
Autor przyjął że antyszczepionkowcy nie mają argumentów. A on jakie ma? Banały o ochronie przed krztuścem.(chciało by się powiedzieć 0 durnym argu