Kraj

Śmiszek: Polskie sądy się boją [sprawa Urbanika]

Nie wiem, skąd wziął się pomysł, że konstytucja zakazuje naszemu obywatelowi zawarcia małżeństwa jednopłciowego w innym kraju.

Patrycja Wieczorkiewicz: Urząd Stanu Cywilnego odmówił prof. Jakubowi Urbanikowi wydania zaświadczenia umożliwiającego zawarcie ślubu za granicą, ponieważ jego partnerem jest mężczyzna. Dlaczego?

Krzysztof Śmiszek, prezes Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego: Obywatel polski, który chce zawrzeć ślub za granicą, musi uzyskać zaświadczenie w Urzędzie Stanu Cywilnego, że spełnia wymagane kryteria – np. nie pozostaje w innym związku małżeńskim. Musi również podać nazwisko osoby, którą chce poślubić. Zgodnie z orzeczeniem sądu w przypadku profesora Urbanika, problemem stanowi fakt, że osobą tą był mężczyzna.

Administracja działa w ramach przepisów prawa i na ich podstawie, a to oznacza, że urzędnik nie powinien pytać osoby ubiegającej się o zaświadczenie, z kim zamierza wziąć ślub i nie powinien wymagać wykazania interesu prawnego. Urząd zapytał, przeczytał, zobaczył i odmówił – uniemożliwiając ślub. Moim zdaniem to decyzja, której skutki wychodzą poza granice naszego kraju. Mówimy o niebezpiecznej ingerencji polskiej administracji w działania administracji innego państwa. Poprzez takie decyzje Polska staje się państwem represyjnym, ponieważ nie dość, że nie pozwalamy obywatelom na terenie kraju instytucjonalizować swojego pożycia, to jeszcze rzucamy im kłody pod nogi, uniemożliwiając legalne zawarcie małżeństwa na terenie innego państwa. Państwo ingeruje w życie rodzinne i prywatność obywateli; także tych, którzy nie chcą mieć z tym państwem nic wspólnego, a w szczególności odnośnie instytucjonalizacji swojego pożycia.

Profesor Urbanik to nie pierwsza osoba homoseksualna, która o takie zaświadczenie wystąpiła. Niektórym udawało się je zdobyć.

Udawało się to zazwyczaj wtedy, kiedy parterem lub partnerką była osoba np. z Węgier, gdzie trudno odróżnić imię męskie od żeńskiego. W Polsce toczy się wiele podobnych postępowań od czasu, kiedy państwa europejskie zaczęły legalizować związki osób tej samej płci. W Wielkiej Brytanii zamiast zaświadczenia wystarczy mieć świadków lub oświadczyć przed notariuszem w Polsce, że jest się stanu wolnego. Polacy obchodzą to prawo, ale rozumiem, że profesor Urbanik nie chce go obchodzić. Chce, tak jak mogą to zrobić osoby heteroseksualne, pójść do Urzędu Stanu Cywilnego, dostać zaświadczenie, wyjechać za granicę i tam zawrzeć związek małżeński.

Urzędnicy nie skorzystali z prawa zgłoszenia wątpliwości do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Polski sąd zignorował wnioski zarówno profesora Urbanika, jak i organizacji pozarządowych, które przyłączyły się do postępowania, by raz na zawsze wyjaśnić tę sytuację i zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. Jeśli sądy poszczególnych krajów mają dylemat, jak zastosować obowiązującą w kraju normę w kontekście prawa europejskiego, mogą w ten sposób rozwiać swoje wątpliwości. Wówczas Trybunał mógłby ustanowić standard ochrony praw człowieka w całej Unii. Polski sąd wykazał się jednak bojaźliwością.

Więcej, mamy tu do czynienia z brakiem zrozumienia ze strony polskiego sądu i Urzędu Stanu Cywilnego tego, czym jest Unia Europejska i jakie są relacje pomiędzy przepisami wewnętrznymi a przepisami europejskimi. Zabrakło wiedzy o tym, jak funkcjonujemy w multicentrycznym środowisku źródeł prawa, jakimi są zarówno polska konstytucja, jak i traktaty europejskie. Gdybym był sędzią, skorzystałbym z przysługującego mi prawa do zadania pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości UE. Jednak polski sąd bardzo mocno wszedł w narrację krajową.

Swoją decyzję uzasadnił powołując się na artykuł osiemnasty Konstytucji RP: „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Konstytucja stoi na przeszkodzie wydania zaświadczenia z USC?

Istnieją różne interpretacje tego artykułu. Jedna z nich mówi, że wyklucza on całkowicie jakąkolwiek instytucjonalizację pożycia par jednopłciowych, a inna, że mówi tylko i wyłącznie o tym, że związek kobiety i mężczyzny podlega szczególnej ochronie. Związek jednopłciowy tej ochrony nie ma – nie jest jednak niedozwolony. Osobiście uważam, że polska konstytucja nie wyklucza instytucjonalizacji związków jednopłciowych. Tym bardziej nie wiem skąd pomysł, że przepis zakazuje polskiemu obywatelowi zawarcia takiego małżeństwa zagranicą.

Domyślam się, że profesor Urbanik nie zamierza się poddać i będzie dochodził swoich praw – gdzie powinien się zwrócić?

Doradzałbym mu złożenie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu na naruszenie artykułu ósmego konwencji, który mówi o tym, że państwa członkowskie mają obowiązek poszanowania życia prywatnego i rodzinnego obywateli. Trybunał już wielokrotnie wypowiadał się na temat zakresu kompetencji państwa co do ingerencji w życie rodzinne osób pozostających w związkach jednopłciowych. Sprawa profesora Urbanika ma potencjał, by Trybunał w Strasburgu orzekł, że Polska przekroczyła swoje uprawnienia, jeżeli chodzi o ingerencję w życie prywatne i rodzinne.

Tą samą drogą we Włoszech zostaną niedługo zalegalizowane związki partnerskie.

Tak – kilka miesięcy temu zapadł bardzo ważny wyrok w sprawie Oliari i inni przeciwko Włochom, w którym Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że brak regulacji dotyczących pożycia par jednopłciowych narusza standard ochrony życia rodzinnego i prywatnego. Jest to sytuacja analogiczna do polskiej. Trybunał nie może zmusić państwa do wprowadzenia zmian, ale jego wyroki są szanowane. Włochy kończą pracę nad ustawą o związkach partnerskich. Mam nadzieję, że ten standard zostanie zastosowany również w Polsce.

Pytanie, czy polski rząd będzie respektował wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka? Jeżeli nie uszanuje go w tej sprawie, będziemy mieli jasny sygnał, gdzie plasuje on swoje zobowiązania w kontekście ochrony praw człowieka w ogóle.

Nowy rząd może nie być przesadnie proeuropejski, szczególnie jeśli chodzi o „obce standardy” i „narzucanie prawa”. 

Tego się obawiam. Przedstawiciele nowego parlamentu już w przeszłości wypowiadali się bardzo krytycznie o roli Unii Europejskiej i Rady Europy w kształtowaniu prawa „od góry”. Teraz z większą stanowczością będzie broniona legendarna polska suwerenność – szczególnie w decydowaniu o sprawach takich jak instytucjonalizacja związków partnerskich, możliwość przerywania ciąży, miejsce religii w życiu publicznym, przyjmowanie uchodźców.

Trybunał Praw Człowieka nie będzie w stanie złamać uporu prawicy?

Naruszanie przepisów Konwencji wiąże się zazwyczaj z wymogiem wypłacenia odszkodowania, ale wyłącznie osobom pokrzywdzonym. Trybunał Sprawiedliwości UE może nałożyć karę na całe państwo. W tym pierwszym przypadku może być tak, że Polska będzie płaciła odszkodowania osobom skarżącym się na działania państwa, ale prawo pozostanie niezmienione. Tak, jak na przykład dzieje się w przpadku Rosji.

Nie pozostawia to wiele nadziei na powielenie włoskiego scenariusza.

Nadzieja jest w indywidualnych osobach, które będą miały odwagę składać pozwy i skargi konstytucyjne do Trybunału Konstytucyjnego, póki jeszcze nie został zdemolowany przez nową władzę oraz wykorzystywać instrumenty europejskie. Obrona praw obywatelskich w naszym kraju należy przede wszystkich do obywateli. Są także nieliczne niezależne organy publiczne jak np. Rzecznik Praw Obywatelskich, które w ciężkich dla praw człowieka czasach będą musiały wykazać się odwagą i determinacją w wypełnianiu swoich konstytucyjnych zadań.

Będziemy musieli prowadzić jak najwięcej postępowań sądowych, które doprowadzą nas przed Trybunał w Luksemburgu lub Strasburgu i stamtąd informować ludzi, że coś złego dzieje się w naszym kraju jeśli chodzi o ochronę praw człowieka. Należy maksymalnie wykorzystywać środki krajowe, a jednocześnie mieć nadzieję, że instytucje europejskie również nam w tym pomogą.

Dyskryminacja nie jest dziś dużo mniejsza niż kilkanaście lat temu?

Dyskryminacja może nie maleje, ale maleje przyzwolenie na nią. Dziś od pewnych rzeczy nie sposób się już odwrócić.

Próby odbierania tego, co środowisko LGBT i przyjazne mu osoby osiągnęły w sferze symbolicznej, są skazane na niepowodzenie. Osób homoseksualnych nikt nie wepchnie z powrotem do szafy.

Mamy coraz więcej organizacji pozarządowych działających na rzecz równości. Nawet środowiska centrowe przyjęły do wiadomości istnienie osób LGBT. Ostatnio Platforma Obywatelska wpisała do swojego nowego programu politycznego instytucjonalizację związków partnerskich.

Platforma miała na to osiem lat, dziś jest w mniejszości i ten postulat niewiele zmieni.

Do sejmu weszły siły ekstremalne, m.in. dziesięciu narodowców, którzy zapewne będą na tej nucie grali. Pytanie, czy na homofobii można jeszcze wypłynąć. Te kwestie nie były zbyt często poruszane w kampanii wyborczej.

Tylko dlatego, że skupiono się na uchodźcach?

Tak, uchodźcy w kampanii odegrali tą samą rolę, jaką wcześniej pełniły osoby homoseksualne. Myślę, że po tym, co dla zmiany społecznej świadomości zrobili Robert Biedroń, Anna Grodzka i inni działacze, trudno będzie narzucić narrację homofobiczną. O wiele łatwiej narzucić narrację antyimigrancką i antyuchodźczą. Mogę jednak się mylić, bo upiory nienawiści niekiedy wracają ze zdwojoną siłą…

To oznacza, że osoby nieheteronormatywne nie mogą wprawdzie liczyć na pozytywne zmiany, ale nie mają też powodów do paniki?

W sensie prawnym istnieje kilka niebezpieczeństw związanych ze zmianami, które w tej kadencji sejmu zostaną prawdopodobnie przyjęte. Może powrócić pomysł zakazu propagandy homoseksualnej, który został przyjęty na Litwie czy w Rosji. Niektórzy podnosili konieczność przyjęcia takiej ustawy w Polsce – ustawy zakazującej mówienia o homoseksualizmie w przestrzeni publicznej. Mam jednak wrażenie, że nie tego oczekuje nawet prawicowa większość społeczeństwa.

Parada Równości 2016 ma więc szansę na spokojny przebieg?

Lech Kaczyński mówił, że jako urzędnik nigdy nie pozwoli na to, by stolicą przeszła „parada homoseksualistów’ – może pozwolić jedynie na paradę obywateli. Moim zdaniem, można było to odczytać jako świadome albo nieświadome pośrednie zachęcanie do atakowania Parady Równości. Te słowa, szczególnie że padły z ust włodarza miasta, stanowiły na to przyzwolenie. Myślę jednak, że coś się zmieniło, bo grupy radykalne protestujące przeciwko paradzie są już dziś tylko śmiesznym folklorem, a Warszawiacy są jej coraz bardziej przychylni. Raz daną wolność trudno odebrać, jednak to nie znaczy, że tej wolności nie należy strzec.

Krzysztof Śmiszek jest prezesem Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. Twitter: @K_Smiszek

 

**Dziennik Opinii nr 313/2015 (1097)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.