Kraj

Rząd chciałby zamknąć kopalnie dziś, a pomyśleć o tym jutro

Które problemy polskiej energetyki i górnictwa ma rozwiązać zamknięcie kilku kopalni?

Konflikt z górnikami pokazuje, że Platforma Obywatelska po raz kolejny zaczyna „rozwiązywać” problem od końca. Rząd, który zabiera się za restrukturyzację górnictwa, powinien zadać sobie bowiem trzy pytania. Jaki jest model rozwoju Polski i polskiej gospodarki, w który chcemy zainwestować, restrukturyzując górnictwo? Gdzie pracować będą zwolnieni z kopalń ludzie? Skąd będziemy pozyskiwać energię i na czym będziemy opierać bezpieczeństwo energetyczne kraju?

Właściwie znamy już odpowiedź rządu na ostatnie z nich, choć wynika ona nie z posiadania przez Polskę planu, tylko z jego braku. I nie jest to odpowiedź zadowalająca, bo brak pomysłu rządu na politykę energetyczną oznacza po prostu pozostanie przy węglu, tylko że – jeśli nieopłacalne okazuje się wydobycie w Polsce – importowanym albo tańszym w wydobyciu, ale znacznie bardziej uciążliwym dla środowiska węglu brunatnym. Wciąż przecież nie mamy ustawy o odnawialnych źródłach energii, zaś projekt, który wkrótce zostanie zapewne przyjęty przez Sejm, słusznie został przez Greenpeace uznany za nadający się na makulaturę. Forsowane przez rząd rozwiązania (system aukcyjny zamiast taryf stałych) nie tylko blokują rozwój rozproszonej energetyki obywatelskiej, ale nie gwarantują nawet przyrostu mocy wytwarzanej w tym sektorze. Przypomnę tylko, że wcześniej rząd okroił ustawę o efektywności energetycznej, usuwając z niej np. wiążące zapisy dotyczące oszczędzania energii przez instytucje publiczne. Czy bezpieczeństwo energetyczne ma zapewnić Polsce węgiel kupowany na globalnych rynkach? Albo czy ceną za nie ma być dewastacja nowych terenów zajmowanych pod odkrywki?

Podobnie doraźne myślenie widać w odpowiedzi na pytanie drugie. Bo jakim pomysłem jest założenie w miejscu zamykanych kopalń specjalnych stref ekonomicznych, co proponuje wicepremier Piechociński? Na pewno nie jest to model rozwojowy na miarę dzisiejszych wyzwań, bo spycha Polskę do roli gospodarki imitacyjnej. Podczas gdy w krajach starej Unii Europejskiej rozmawia się o reindustrializacji i tworzeniu „nowych przemysłów”, Polska ma być krajem montowni i centrów logistycznych.

To zarazem odpowiedź na pytanie pierwsze: jaki rozwój? Rząd mówi dziś, że taki, w którym otwieramy się na inwestorów i liczymy, że dziurę po „starych przemysłach” i energetyce jakoś zakryjemy zagranicznymi inwestycjami. A może należałoby zapytać podatników, czy rzeczywiście chcemy dotować z naszych pieniędzy specjalne strefy ekonomiczne? Przecież publiczne inwestycje w infrastrukturę i zwolnienia z podatków to są realne subsydia, które od publicznego wsparcia kopalń różni głównie to, że zamiast trafiać do kieszeni pracowników zasilają strumienie zysków ponadnarodowych korporacji.

A to tylko wierzchołek góry lodowej. Funkcjonowanie specjalnych stref ekonomicznych subsydiują również, a może wręcz przede wszystkim, ich pracownicy i pracownice. Ludzie pracujący w warunkach wyzysku, nisko opłacani, faktycznie pozbawiani prawa zrzeszania się w związkach zawodowych. Także prawa do życia prywatnego i czasu spędzanego z rodziną – o realiach pracy i dojazdów w łódzkiej specjalnej strefie ekonomicznej pisała Judyta Śmiałek w jednym z raportów Think Tanku Feministycznego.

Po co więc rządowi taka restrukturyzacja? Chyba po to, by – jak to wydaje się Platformie – „kompromisowo” i z wyprzedzeniem ugasić pożar. Tylko że nie załatwia to żadnego z problemów, które polska gospodarka i sektor górniczy niewątpliwie ma, a jedynie odsuwa je na nieokreślone „później”. To robiono już nieraz. Sposób, w jaki Ewa Kopacz zabiera się do tych problemów, pokazuje, że jej rząd myśli nie w kategoriach długoterminowego rozwoju i globalnych wyzwań, lecz pozostaje uwikłany w ideologię epoki transformacji, gdy wierzono, że rozwiązanie polskich problemów przyniosą „bolesne reformy” na modłę Balcerowicza czy Buzka. Wskaźniki emigracji zarobkowej czy dynamika przyrostu naturalnego pokazują, jaką cenę płacimy jako społeczeństwo za to, że nasi rządzący wciąż nie potrafią pojąć, że ekonomia to nie tylko buchalteryjnie pojmowana rentowność.

Jest oczywiste, że kopalnie nie będą funkcjonować zawsze. Z wielu względów – nie tylko ekologicznych i zdrowotnych – warto by je było je zamknąć raczej wcześniej niż później. Ale należy to robić z głową!

Transformacja energetyczna  musi odbywać się stopniowo, z długofalową wizją rozwoju kraju, z pomysłem na to, jak zapewnić – i powiązać ze sobą – bezpieczeństwo energetyczne i socjalne. I powinna to być szeroka umowa społeczna, a nie jednostronna decyzja rządu. Przesunięcie dotacji z kopalń do specjalnych stref ekonomicznych i zastąpienie węgla z jednego źródła innym węglem – a do tego sprowadza się propozycja rządu – nie rozwiązuje żadnego problemu i nie buduje dla Polski żadnej przyszłości. To jest doraźne myślenie tylko o dziś. Z takiego planu restrukturyzacji zostaje tylko „zamkniemy te kopalnie, a potem się zobaczy”.

Adam Ostolski – współprzewodniczący (wraz z Agnieszką Grzybek) Partii Zieloni

Notował Jakub Dymek

Bio

Adam Ostolski

| Socjolog, publicysta
Socjolog, publicysta, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. W nauce reprezentuje perspektywę teorii krytycznej, łączącej badanie społeczeństwa z zaangażowaniem w jego zmianę. Członek redakcji "Green European Journal" oraz Partii Zieloni. W Krytyce Politycznej od początku.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.