Kraj

Dziki kraj patrzy na reprywatyzację

komisja-reprywatyzacyjna-patryk-jaki

Szkoda, że symbolem nieudanej walki z reprywatyzacją nie stała się żadna kamienica, z której siłą, często po latach nękań, eksmitowano lokatorów. Nimi jednak nie zainteresowała się ani Komisja, ani media.

Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji wydała właśnie swoją pierwszą decyzję. Chodzi o działkę przy ulicy Twardej 8 i 10 w Warszawie, na której kiedyś siedzibę miało jedno z lepszych warszawskich gimnazjów – Gimnazjum Dwujęzyczne nr 42 w Warszawie.

Komisja uchyliła w całości decyzję prezydent m.st. Warszawy z 2014 roku, ustanawiającej prawo użytkowania wieczystego na 99 lat na rzecz znanego handlarza roszczeń Macieja M. i jego ojca Maksymiliana M.

Oczywiście – ta decyzja Komisji jest jak najbardziej słuszna, a rozpatrzenie przez śledczych akurat tej sprawy było ważne z kilku powodów.

Po pierwsze nieruchomość na Twardej stała się symbolem nieudanej walki z warszawską reprywatyzacją. Wieść o zgłoszonych roszczeniach wywołała ogromne protesty uczniów, ich rodziców i nauczycieli, a także setek zwykłych mieszkańców Warszawy. Wymuszone reprywatyzacją przeniesienie gimnazjum pod inny adres w Warszawie oznaczało po prostu rezygnację wielu uczniów z uczęszczania do szkoły (korzystna lokalizacja gimnazjum na Twardej umożliwiała łatwy dojazd uczniom i uczennicom mieszkającym poza miastem, których w szkole było sporo).

Jolanta Brzeska upamiętniona skwerem na Dolnym Mokotowie

Po drugie anulowany właśnie zwrot zreprywatyzowanej nieruchomości miał się odbyć na rzecz handlarza roszczeń Macieja M., a nie prawowitego właściciela czy spadkobiercy. To oczywiście skłaniało wszystkich do pytania: czy reprywatyzacja jest procesem mającym na celu przywrócenie sprawiedliwości dziejowej, czy gigantycznym przekrętem? Szczególnie, że faktycznymi przedwojennymi właścicielami działek byli Żydzi.

Poza tym, jak stopniowo ujawniały media, m.in. Iwona Szpala i Małgorzata Zubik, dziennikarki „Gazety Wyborczej”, przy reprywatyzacji działki na Twardej doszło do serii nieprawidłowości. Było tu wszystko, co zostało ochrzczone mianem dzikiej reprywatyzacji: był handlarz roszczeniami, był kurator z Karaibów oraz nieuwzględnione przez władze Warszawy spłacenie części roszczeń umowami indemnizacyjnymi (czyli odszkodowaniami wypłacanymi obywatelom innych krajów z funduszy przekazanych im przez rząd PRL). Pech chciał, że to ostatnie wyszło na jaw dopiero po wydaniu decyzji, a przy tej okazji wykazano też liczne nieprawidłowości i wadliwe działanie rzeczoznawców majątkowych, przeciwko którym wszczęto zresztą postępowanie karne.

Żeby przelać czarę goryczy, okazało się, że uchwałę o przeniesieniu gimnazjum z Twardej na Mokotów rada m.st. Warszawy podjęła… na kilka miesięcy przed wydaniem decyzji zwrotowej. Ówczesny burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski tłumaczył, że z uwagi na „nieuchronność zwrotu” przeniesienie szkoły na Mokotów było w rzeczywistości jej „uratowaniem”. Co innego twierdziły ruchy miejskie, określając wyprzedzającą fakty przymusową przeprowadzkę mianem korupcji i zmowy handlarzy roszczeń z urzędnikami. Jan Śpiewak został nawet przez Bartelskiego pozwany za nazywanie go częścią „mafijnego układu”.

Lekcje z afery reprywatyzacyjnej

Wszyscy zgadzają się ze sobą

Są jednak powody, które mogą umniejszać sukces Komisji. Materiał dowodowy został zebrany – jeśli nie w całości, to w znacznej części – na długo przed tym, zanim jeszcze sprawą Twardej Komisja Weryfikacyjna faktycznie się zajęła. Oprócz doniesień medialnych i pracy śledczej dziennikarek „GW”, świadczy o tym również zainteresowanie sprawą Centralnego Biura Antykorupcyjnego od co najmniej 2015 roku. Jeszcze w 2016 roku prokuratura wszczęła śledztwo o przestępstwo urzędnicze (ostatecznie zarzuty postawiła urzędnikowi Jerzemu M.), a w 2017 roku w maju wszczęto postępowanie przeciwko adw. Andrzejowi M., pełnomocnikowi handlarzy roszczeń, kuratorom spadków oraz przeciwko dwóm niezbyt uczciwym rzeczoznawcom majątkowym, wpisanym na listę biegłych – Michałowi Sz. i Jackowi R. Wszystkich wyżej wymienionych zatrzymano w maju tego roku.

Prawdą jest też to, że warszawski ratusz podjął pewne kroki, by sprawę wyjaśnić jeszcze w 2015 roku. Miasto próbowało ustalić krąg faktycznych spadkobierców, zwracając się do różnych jednostek w Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Chinach. Kwestionowało też wartość nieruchomości wycenionej w toku postępowania na prawie 29 milionów. Miasto uważało, że jest to co najmniej 75 milionów. Poza tym wniosło o zmianę kilku prawomocnych postanowień sądów w sprawach spadkowych, aż wreszcie doprowadziło do stwierdzenia nabycia spadku przez Skarb Państwa. Niestety – wszystko to miało miejsce już po wydaniu fatalnej decyzji, która została unieważniona dopiero działaniem Komisji Reprywatyzacyjnej.

Wszystko to oznacza, że można mieć wątpliwość, czy faktycznie była konieczność interwencji Komisji, żeby odwrócić skutki szkodliwego działania ratusza i prezydent m.st. Warszawy. Jeśli nawet skompromitowany ratusz nie zrobiłby tego z urzędu, z takim żądaniem mogła przecież wystąpić prokuratura. Zgodnie z tym, co powiedział po wydaniu decyzji sam przewodniczący Komisji Weryfikacyjnej Patryk Jaki, przesłuchania świadków w toku postępowania miały charakter pomocniczy – o rażącym naruszeniu prawa przez prezydent m.st. Warszawy świadczą przede wszystkim dokumenty. Wynika z tego, że Komisja przesłuchując świadków jedynie upewniła się w słuszności swojej decyzji, ale nie pozyskała nowego, istotnego materiału dowodowego.

Przypomnijmy, że od 1990 roku wydano ponad 4 tysiące decyzji zwrotowych. Czy decyzja w sprawie Twardej była najpilniejszą z nich? Co z resztą postępowań? Ogromna szkoda, że symbolem nieudanej walki z reprywatyzacją nie stała się żadna kamienica, z której siłą, często po latach nękań, eksmitowano lokatorów. Nimi jednak nie zainteresowała się w pierwszej kolejności ani Komisja, ani media, pomimo że ruchy lokatorskie od lat informują i nagłaśniają nieprawidłowości przy zwrotach nieruchomości i mówią o krzywdach i ofiarach, jakie spowodowała reprywatyzacja.

Modzelewski: Kamienica ważniejsza niż człowiek?

Miasto Jest Nasze i Komitet Obrony Praw Lokatorów lobbowały za tym, by wprowadzić jasne kryteria doboru spraw, które pozwolą zminimalizować medialne show i zwiększyć efektywność prac Komisji. Takim kryterium mogłaby być np. liczba lokatorów, którzy zamieszkiwali „odzyskaną” nieruchomość, w myśl zasady: im więcej ludzi zostało eksmitowanych czy zmuszonych do zmiany miejsca zamieszkania, tym sprawa pilniejsza. Niestety – w czasie, gdy Komisja wydaje triumfalną decyzję w sprawie Twardej i transmituje ją na żywo w propagandowej telewizji publicznej, ludzie najbardziej pokrzywdzeni dziką reprywatyzacją – zwykli lokatorzy – o ile nie zostali jeszcze przesiedleni, dostają właśnie kolejną podwyżkę czynszu albo zawiadomienia o zbliżającej się eksmisji. Zresztą, nawet gdyby Komisja zajęła się lokatorami, to i tak jest w stanie pomóc im tylko w ograniczonych przypadkach.

I na zakończenie: trudno było sądzić, że Komisja Weryfikacyjna wyda inną decyzję, skoro o uchylenie decyzji wniosło zarówno miasto, jak i… sam beneficjent decyzji. Skoro więc decyzja zapadła na zgodny wniosek wszystkich stron, prawdopodobnie nikt nie skorzysta z prawa do zaskarżenia jej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, jak słusznie zauważył poseł PiS Paweł Lisiecki. Cóż, pozostaje życzyć Komisji takiej właśnie wzajemnej zgodności wszystkich zainteresowanych w przyszłości.

**
Beata Siemieniako przygotowuje książkę o reprywatyzacji w Warszawie, która ukaże się w październiku nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

 

Politycy, co zrobiliście, żeby losu Jolanty Brzeskiej nie podzieliła kolejna emerytka?

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Krzysztof Mazur

Skończy się tak, że państwo zapłaci odszkodowania za cofnięte przez komisję reprywatyzacje, bo komisja nie jest organem sądowym ani administracyjnym, czyli działa nielegalnie. Zapłacą podatnicy.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!