Kraj

Rahim Blak w Amazonie, czyli rzecz o rynku pracy i reklamie

Trzymający selfie-sticka Rahim zachwyca się jak dziecko, że może spacerować po terenie firmy najbogatszego człowieka na ziemi.

Rahim Blak to postać znana prawdopodobnie wszystkim ludziom z branży reklamowej w Krakowie. Od niedawna, mówiąc korporacyjnym językiem marketingu i reklamy, zasięgi Rahima udało się poszerzyć także poza małopolski biznes — głównie za sprawą regularnych wykładów coachingowych w całej Polsce oraz niesławnego i obśmianego w sieci pomysłu na RahimCoina, czyli kryptowalutę, która oparta miałaby być na tak zwanej marce osobistej samego Rahima. Jak dokładnie miałby działać RahimCoin, dlaczego zainwestowanie w akurat tę spośród tysięcy kryptowalut miałoby być dobrym pomysłem? Tego dokładnie nie wiemy, dla chcącym dowiedzieć się więcej polecam ilustrację z profilu samego Rahima. Przyznaję otwarcie, że ja nic z tego nie rozumiem, ale nie wykluczam, że geniusz tego projektu przekracza moje zdolności rozumowania.

Jeśli ktoś nie był na infoShare 2018, to Natalka Design narysowała wizualne streszczenie mojej prezki z infoShare 2018….

Opublikowany przez Rahim Blak Niedziela, 27 maja 2018

 

Zacznijmy jednak od początku, od narodzin Rahima Blaka. Na krakowskim ASP dwóch kolegów ze studiów, Rahim Ajdarevik oraz Michał Blak, postanawiają stworzyć kreację artystyczną, sygnując swoje prace jednym imieniem i nazwiskiem, będącym zbitką ich podpisów. Prace duetu swego czasu były głośne i kontrowersyjne, duet Rahim Blak znany jest w światku artystycznym z licznych prowokacji i robienia szumu medialnego — w 2007 roku udało się sprowokować dyskusję na temat rzekomych planów stworzenia meczetu i centrum kultury islamu w Krakowie. W wywiadach w prasie z tego czasu pojawiają się wzmianki, że Michał „uparcie przedstawia się jako Rahim Blak”. Podczas studiów koledzy podobno pisali na siebie nawzajem donosy, zachęcając władze uczelni do wydalenia ich ze szkoły. Po więcej smaczków z małopolskiego życia artystycznego pierwszej dekady XXI wieku odsyłam do pracy magisterskiej Agnieszki Dudek, która poświęcona jest kreacji Rahima Blaka.

Rahim Ajdarevik zdążył być między innymi właścicielem klubu Folia, a w 2008 założył swoją pierwszą agencję reklamową art world™. Czasy artystycznego życia i zaangażowanych projektów w kuluarach krakowskich galerii zakończyły się na dobre, a Rahim oraz Michał zanurzyli się w świecie reklamy i social mediów. Ten pierwszy zmienił nazwisko na Rahim Blak, także od pewnego momentu obaj panowie oficjalnie noszą to samo nazwisko. Duet „Rahim Blak” zakończył żywot, chociaż Michał pracuje nadal z Rahimem jako wspólnik w jego przedsiębiorstwach.

Minęła dekada, a o Rahimie Blaku znowu zaczęło być głośno. Po szumie wokół wspomnianych już RahimCoinów, a później po reportażu na temat Rahima na portalu money.pl, kilka dni temu znów usłyszeliśmy w naszej bańce o Rahimie, który to wraz z Michałem odwiedził magazyn Amazona pod Wrocławiem i postanowił poświęcić temu kilka wpisów oraz transmisję na żywo. Trzymający selfie-sticka Rahim zachwyca się jak dziecko, że może spacerować po terenie firmy najbogatszego człowieka na ziemi. Na jeden z wpisów zwróciła uwagę dziennikarka „Gazety Wyborczej” Adriana Rozwadowska, która w swoich tekstach często pisze o koszmarnych warunkach pracy w Amazonie. Rozwadowska sformułowała list otwarty do Rahima Blaka zarzucając mu, że w momencie, kiedy przez centra logistyczne Amazona na całym świecie przetaczają się strajki, ten bierze udział w kampanii PR-owej i ociepla wizerunek korporacji.

Z cyklu co tam Pani w AmazonieList otwarty do Pana Rahim BlakAle tu muszę wyjaśnić, kim jest Pan Rahim Blak. To…

Opublikowany przez Adriana Rozwadowska Wtorek, 31 lipca 2018

Amazon w ubiegłym roku nie zapłacił ani grosza podatków w Stanach Zjednoczonych — mimo rekordowych przychodów wysokości 180 miliardów dolarów — w tym samym czasie do trzydziestu procent pracowników firmy w samych Stanach musi brać zasiłek, bo skromna pensja nie wystarcza im na przeżycie. Rahim w jednym z filmików zachwyca się, jak genialnym człowiekiem trzeba być, żeby to wszystko zorganizować na taką skalę i zarobić przy tym tyle pieniędzy. Jak? Ano właśnie tak, czyli w klasycznym neoliberalnym modelu biznesowym: uspołecznić koszta, sprywatyzować zyski. Dalej w filmie pada, że Amazon jest najbardziej prokonsumencką firmą na świecie. Nie przeczę, jednak Rahimowi ani innym specom od reklamy i wizerunku nigdy nie przejdzie przez myśl, jakim kosztem się to dzieje — kosztem zniszczonych kręgosłupów i krwawiących stóp pracowników, kosztem podlegania ich systemowi totalnej kontroli, kosztem wyzysku.

Amazon: nikt nie chce być trybem w maszynie

Z perspektywy lewicowej publicystki zajmującej się tematami nierówności i wyzysku jakakolwiek obrona Jeffa Bezosa i jego korporacji jest niedorzeczna. Rahim mimo wszystko zdecydował się odpowiedzieć na list otwarty Adriany. Wyjaśnił, że nie jest w żaden sposób powiązany finansowo z Amazonem i wszystko, co napisał i powiedział, to jego własne opinie, co do których ma prawo. Pisze, że firma na pewno wkrótce podniesie płace, a pieniądze, które Jeff Bezos zarobił, na pewno przeznaczy na inwestycje, bo rynek to wymusi. Na koniec dorzucił jeszcze: „Budujmy wszyscy razem lepszą Polskę dla przyszłych pokoleń, dziękuję i przepraszam, jeżeli mój post mógł kogoś urazić, nikt i nic nie jest ważniejsze, niż dobro ludzi”.

Jestem przekonany, że to faktycznie nie jest żaden wymyślny pomysł na redukcję szkód wizerunkowych ponadnarodowych korporacji na wschodzących rynkach krajów rozwijających się, tylko autentyczne opinie Rahima, który chciałby być jak Bezos. W tym momencie nie ma sensu ukrywać — bo każda osoba chcąca poświęcić trzy minuty na research sama do tego dojdzie — że kiedyś przez kilka miesięcy byłem pracownikiem Rahima Blaka i przez ten czas poznałem jego poglądy na życie oraz metody prowadzenia biznesu. Oczywiście daleko jest Rahimowi zarówno do skali jak i metod prezesa największej księgarni na świecie, jednak na pewno jest przynajmniej jeden punkt wspólny ich modelów biznesowych — obie firmy opierają się na wyzysku.

Tak jak Amazon opiera się na wykorzystywaniu pracy fizycznej osób, które zmuszone są do podjęcia tak ciężkiej i proporcjonalnie do wysiłku dość nisko płatnej pracy z powodów strukturalnych zaniedbań państwa, tak biznesy Rahima Blaka opierają się na nieodpłatnej bądź niemal darmowej pracy młodej klasy kreatywnej i studentów, których w Krakowie co roku jest nielimitowana ilość. Po szczegóły warunków zatrudnienia w agencji Rahima odsyłam do licznych opinii krążących na ten temat w internecie — dla mnie najbardziej istotne jest to, że gdyby nie systemowe warunki, które stworzyły rzesze bezrobotnych studentów, chętnych i mogących podjąć się (pół)darmowych staży — bo są trochę lepiej sytuowani i/lub wykształceni niż ich biedniejsi koledzy pracujący np. w gastronomii — prawdopodobnie nie byłoby Rahima Blaka.

Mimo, że Rahim Blak dobrą dekadę temu zakończył swoją przygodę ze światem sztuki, to jego podstawowy pomysł na produkcję, jak to się mówi korpojęzykiem, kontentu, pozostał ten sam — szereg ludzi pracuje na jedną personalną markę Rahima. W wywiadach Rahim mówi, że ma trzy firmy i pracuje nad założeniem czwartej — jedna z tych trzech firm to zapewne Edrone, której prezesem jest… Michał Blak (Rahim Blak jest w tej spółce prokurentem). Jak widać studencki projekt na zaliczenie pt. Rahim Blak zakończył się jako przedsięwzięcie artystyczne, ale nadal trwa jako model biznesowy. Dziesiątki pracownic i pracowników, którzy nieustannie rotują, zajmuje się kreacją wizerunku rzutkiego, (nie tak znowu) młodego przedsiębiorcy. Na Facebooku interesującego nas prezesa możemy znaleźć m.in. rekrutację na „twórcę contentu”, czyli researchera (i zapewne też ghostwritera) zajmującego się pracą nad trzema powstającymi książkami Rahima Blaka.

Wstawać, nie jesteście na plaży! [Witkowski o Amazonie]

Nie chciałbym, aby ten tekst został zrozumiany jako osobista vendetta, trzymana przez lata w szufladzie bomba wymierzona w byłego pracodawcę. W gruncie rzeczy jestem mu wdzięczny, że pomógł mi zrozumieć reguły rządzące lokalnym światem reklamy. Na tyle, na ile wydaje mi się, że poznałem Rahima, to nie obrazi się na ten tekst, bo wychodzi z prostackiego założenia speców od PR-u i marketingu, przypisywanego w internecie każdemu od Marylin Monroe do Adolf a Hitlera, a tak naprawdę pochodzącego od Phineasa Barnuma: „nieważne, co mówią, ważne żeby poprawnie pisali nazwisko”.

Filozofia Rahima Blaka to nie tylko cytaty z demotów, to także esencja liberalnego myślenia, jaskrawo widoczna w filmikach z selfie-stickiem: „w Polsce mamy dużo doniesień medialnych, że tutaj pracownicy muszą pracować szybko, muszą pracować wydajnie” kontra doniesienia o zmarłym na terenie Amazona pracowniku, który przepracował tylko osiem dni; „moim zdaniem kraj się rozwija” kontra brak jakiejkolwiek refleksji na temat tego, czy państwo i społeczeństwo dostaje cokolwiek z działalności Amazona w podatkach; a także mity o rzekomym rynku pracownika, który miałby polegać na tym, że wspaniałomyślnie ofiarowano nam 14 tys. miejsc pracy, nieistotne, że to miejsca pracy nisko płatne, pracy, w której utrudnia się zrzeszanie w związki zawodowe.

Znikając pomiędzy regałami [reportaż z Amazona]

czytaj także

Przesłanie Rahima Blaka to dziwna mieszanina liberalnego, wielkomiejskiego, uśmiechniętego, kolorowego i multikulturowego, zglobalizowanego świata bez granic, deklaratywnie lewicowa — we wspomnianym już wywiadzie na money.pl i innych Rahim przedstawia się jako lewicowiec któremu „wystarczy kilkanaście tysięcy miesięcznie” i który chętnie oddałby nadwyżkę potrzebującym. Jednocześnie Rahim Blak nie wierzy w sprawną rolę państwa w redystrybucji tej nadwyżki, występując na jednej scenie z Leszkiem Balcerowiczem, nie dostrzega też jaskrawych nierówności i kłującego w oczy wyzysku. Jest to filozofia będąca wcieleniem w życie ideałów państwa minimum, nieingerującego w życie wybitnych jednostek, prosto z kart powieści Ayn Rand. To ideologia prosto z programów śniadaniowych, filozofia świata uśmiechniętych celebrytów-przedsiębiorców, w którym schludnie ubrani celebryci i przedsiębiorcy zawsze tworzą pozytywną wartość dodaną, nigdy nie angażując się w wątpliwe przedsięwzięcia, a problem ucieczki do rajów podatkowych rozwiązują widowiskową jałmużną na poczet chorych dzieci.

***

Jakub Mihilewicz – studiował filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim i kulturoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Okazjonalnie publikuje teksty, m.in. w Dwutygodniku, Ha!arcie i innych.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.