Kraj

Przywrócić Monikę Żelazik do pracy!

– Kraj, w którym nie ma miejsca na wolne związki zawodowe, nie jest wolnym krajem – mówi zwolniona z LOT była szefowa Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego.

Obecna władza z jednej strony hojnie wspiera – oczywiście tylko rodziny, bo już niekoniecznie najsłabszych, dla których pomoc jest konieczna – transferem socjalnym, z drugiej zaś nie zabiera głosu w sporze pomiędzy pracującymi i zatrudniającymi. Mówiąc po staremu – nie bierze udziału w starej, dobrej walce klas. Najnowszy przykład – brak reakcji na zwolnienie „współczesnej Anny Walentynowicz”.

Monika Żelazik, bo o niej mowa, jest… a raczej była – do ubiegłego tygodnia – szefową Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego w LOT-cie. Pretekstem do zwolnienia był e-mail rozesłany do pracowników, w którym Żelazik zagrzewała ich do strajku.

„My zakupiliśmy kilka rac, dwa wozy opancerzone, starą wyrzutnię rakiet, kilka granatów ręcznych i niech każdy weźmie z domu, co po dziadach zostało. Jesteśmy prawdziwą siłą, zresztą zawsze byliśmy, ale duch w nas jakoś podupadł. Trzeba w życiu pozostawić po sobie jakiś ślad, zbudować fragment historii, być z dumnym z tego, kim się jest i żyć tak, aby nikogo nie krzywdzić” – napisała we wspomnianym e-mailu Monika Żelazik. Oczywiście Żelazik nagle nie postanowiła zostać terrorystką, sięgnęła po taką a nie inną retorykę. Może niezbyt mądrą, ale nie na tyle, żeby prowadzić wobec niej śledztwo. Niestety, nie dla prokuratury (zawiadomienie złożył pracodawca). Prokuraturę już teraz mogę jednak zapewnić, że Żelazik nie jeździ czołgiem.

Praca zamiast zatrudnienia to ekologiczna konieczność

– Podkreślamy, że każdy pracownik LOT-u jest odpowiedzialny za swoje słowa i działania, zwłaszcza w kwestiach związanych z bezpieczeństwem naszych pasażerów i innych pracowników. Naszym obowiązkiem jest odpowiedzialne reagowanie zawsze wtedy, gdy istnieją realne przesłanki wskazujące na to, iż bezpieczeństwo naszych pasażerów i pracowników mogłoby być w jakikolwiek sposób zagrożone – tłumaczył oficjalne powody zwolnienia w oświadczeniu prezes Rafał Milczarski.

Warto jednak wspomnieć o kontekście – mail Żelazik był odpowiedzią na groźby prezesa LOT-u, który zastraszał pracowników, twierdząc, że zostaną obciążeni kosztami ewentualnego strajku. Nie bez znaczenia jest również to, że spór w LOT trwał tak naprawdę kilka lat, a postulaty związkowców wciąż były ignorowane. I to że w spółce związkowców traktowano brutalnie. Dość powiedzieć, że poprzednia szefowa związku także została bezprawnie zwolniona (po kilku latach wygrała w sądzie i otrzymała spore odszkodowanie).

Jakie były prawdziwe powody zwolnienia stewardessy?

W kraju Solidarności bardzo trudno jest przeprowadzić strajk. Żeby był legalny, trzeba przebrnąć długą drogę. W kwietniu odbyło się referendum strajkowe w firmie. Znakomita większość pracowników była za (807 za, 73 przeciw, 5 wstrzymało się od głosu – w tym prezes). Sąd jednak strajku zakazał. Przychylił się bowiem do argumentów zarządu, który twierdził, że referendum może być nielegalne, niereprezentatywne. I postanowił sprawę zbadać…

Strajk ukraińskich pracowników na warszawskiej budowie

Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy PLL LOT postanowił więc przeprowadzić tzw. strajk włoski, który polega na skrupulatnym przestrzeganiu przepisów. „Mając na względzie, że wykonanie wszystkich niezbędnych czynności wiązać się będzie z dodatkowymi pracami, informujemy, że może to wpłynąć na zwiększenie opóźnień wykonywanych operacji lotniczych” – napisano w komunikacie. Oznaczałoby także – dodam od siebie – ogromne straty dla tej spółki, utratę klientów i prestiżu.

Innego narzędzia jednak związkowcy nie mają. Od lat mówią o pogarszającej się sytuacji pracowników. Odkąd Milczarski został prezesem, nowych pilotów zatrudnia się już tylko na umowy śmieciowe (b2b – udające, że pilot jest firmą), przez co nie obowiązują ich układy zbiorowe czy kodeks pracy: nie ma urlopów, chorobowego, macierzyńskiego, nie obowiązują ich przepisy dotyczące czasu pracy itd. Warunki pracy upodabniają się do tych obowiązujących w tanich liniach, ale LOT to spółka z udziałem skarbu państwa, a sektor publiczny powinien wyznaczać standardy.

Śmieciówki są dla spółki wygodne, przede wszystkim ze względów finansowych. Dla pilotów mniej. Prezes w rozmowie z Wyborczą przyznaje, że chodzi też o wpływy. „Nie widzę w umowach b2b nic hańbiącego. Jestem z nich nawet dumny. W tradycyjnych liniach związkowcy trzymają zarządy za gardło, jak w Lufthansie, choć to nie oni są od rządzenia spółką.” Jak wiadomo – od rządzenia jest prezes i zarząd. W zeszłym roku suto wynagradzany – przyznał sobie 2,5 mln. zł nagród, w tym 1,5 miliona dla prezesa. A personel? Niech zaciska pasa.

Mniej też dla pasażerów, którzy woleliby, żeby pilot i obsługa byli wypoczęci. Ale jak panuje zasada: nie pracujesz – nie zarabiasz, personel woli przyjść do pracy nawet w chorobie. A nie jest to praca rutynowa, od 8 do 16. W liniach lotniczych pracuje się czasem po kilkanaście godzin, w różnych strefach czasowych – rytm dobowy bardzo szybko „wariuje”, co nie jest dobre dla zdrowia. Stewardessa ma zaś 2,5-3,5 tys. zł brutto pensji zasadniczej. Żeby zarobić choć trochę więcej, musi spędzić w powietrzu ponad 45 godzin.

Związkowcy mówią też o charakterystycznych metodach rządzenia nowego prezesa: wyrzucanie starych pracowników, żeby zastąpić ich młodymi – potulnymi i bez umów o pracę, a więc nieuzwiązkowionymi. O inwigilacji telefonów i skrzynek mailowych, nieuzasadnionych i upokarzających kontrolach Straży Graniczną. Tak się ponoć zwykłe składa, że dotyka to przede wszystkim członkinie związku.

PiS przeciw pracownikom

Żelazik została zwolniona zgodnie z przepisami art. 52 Kodeksu Pracy („ciężkie naruszenie przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych”). Związek był pytany o zgodę – według prawa musi ją wyrazić, jeśli zwolnienie dotyczy związkowca – i nie zgodził się. Zostały więc złamane podstawowe prawa pracownicze i związkowe.

Zapewne za kilka lat Żelazik otrzyma odszkodowanie za to bezprawne zwolnienie. Ale przecież nie tylko o to chodzi. Zarząd spółki chce zastraszyć resztę pracowników i przekonać ich, że lepiej się nie wychylać.

Zmierzono jakość pracy w UE. Polska zajęła czwarte miejsce od końca

Dostali na to zgodę od samego rządu. Wiceminister infrastruktury odpowiedzialny za lotniska Mikołaj Wild powiedział już 5 maja dla Radia Zet, że związkowców nawołujących do strajku należy obciążyć finansową odpowiedzialnością za straty. To był jasny sygnał.

– Kraj, w którym nie ma miejsca na wolne związki zawodowe, nie jest wolnym krajem. Trzeba to zaznaczyć – to się dzieję za zgodą i aprobatą PiS. Ten sam rząd, który mówi o opodatkowaniu kapitału zagranicznego pozwala, aby patologia śmieciówek była obecna w spółkach skarbu państwa. To jest okradanie budżetu i obywateli. Gdyby te środki nie zostały utracone poprzez pobór niższych składek i podatków, co ma miejsce w przypadku umów śmieciowych, można by je przeznaczyć chociażby na pomoc rodzicom osób niepełnosprawnych. Jeśli więc wymagamy zachowania pewnych standardów od zagranicznych inwestorów, wymagajmy tego również od spółek, którymi zarządza państwo – mówi przewodnicząca związku.

I, cholera, trudno się z nią nie zgodzić.

PS W środę 13 czerwca w Warszawie o 16.30 pod siedzibą LOT-u odbędzie się demonstracja w obronie zwolnionej związkowczyni. Adres jest dość ironiczny: Komitetu Obrony Robotników 43

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.