Przegląd Tygodnia

Nierówności albo śmierć?

W „Przeglądzie tygodnia” proponuję zestaw tekstów, które z jakiegoś powodu szkoda byłoby przegapić.

Zapisz się na newsletter

Artykuły warte czytania i dające do myślenia mieszają się na naszych newsfeedach z memami i fake newsami. Łatwo się w tym szumie pogubić, a trudno czytać autorów i autorki, których nastawiony na maksymalizację zysku z reklam algorytm zamknął poza granicą naszej bańki informacyjnej. W „Przeglądzie tygodnia” proponuję zestaw tekstów, które z jakiegoś powodu szkoda byłoby przegapić.

Zostaw swój email, a w każdy piątek znajdziesz „Przegląd Tygodnia” w swojej skrzynce:

I. Co my tu robimy?

Po zwycięstwie wyborczym Donalda Trumpa lewicowa prasa przeżywa w Stanach renesans. Nakłady gazet papierowych idą w górę, liczba czytelników i subskrybentek prasy internetowej także. Maximillian Alvarez twierdzi jednak na łamach „The Baffler”, że nie tylko nie ma się jeszcze z czego cieszyć, ale że w ogóle zwiększony ruch w dziennikarskim interesie niekoniecznie przełoży się na realną politykę. Autor argumentuje, że lewicowa publicystyka jest dzisiaj zorientowana w mniejszym niż kiedyś stopniu na wspieranie konkretnych celów politycznych, a w większym na „działalność krytyczną” i „podnoszenie świadomości”. Na dodatek interfejs mediów internetowych, zapraszając odbiorców do aktywnej partycypacji (zaloguj się, zaszeruj, kliknij, skomentuj), wywołuje fałszywe poczucie, że samo uczestnictwo w internetowej sferze publicznej jest działaniem na rzecz demokratycznych ideałów. Najważniejszym wątkiem tekstu wydaje mi się analiza dynamiki sporu politycznego na amerykańskiej lewicy. Płynących z niej wniosków pewnie nie warto jeden do jednego przykładać do polskiej debaty, ale sama potrzeba przemyślenia tego, co my właściwie tu robimy, pisząc i czytając, jest paląca.

Jak brać udział w debacie publicznej, by nie odtwarzać w bezwolny sposób napędzających ją plemiennych podziałów, ale by podziały te konstruktywnie przekraczać – to pytanie absolutnie kluczowe. Prof. Andrzej Zybała w eseju Polacy – naród podzielony pisze, że w Polsce odpowiedzi nie udaje się nam znaleźć co najmniej od XVI wieku. Dodałbym, że zapewne nie da się znaleźć na to pytanie odpowiedzi ostatecznej. Odpowiedzią może być jedynie stały wysiłek intelektualny i nieustające poszukiwanie konstruktywnych płaszczyzn sporu.

II. Oszustki

Veronika Pehe przeprowadziła dla Krytyki Politycznej ważną rozmowę z socjolożką Kateřiną Cidlinską. Rozmowa jest m.in. o odmiennych wymaganiach zawodowych w stosunku do kobiet i mężczyzn, o zaletach kwot dla kobiet czy o tzw. syndromie oszustki. „Mam doktorat z zagranicy, ale boję się podnieść rękę i zadać na konferencji pytanie. Czuję, że nie powinno mnie tu być, że to pomyłka, że moja wiedza nie jest wystarczająca. Że całą karierę tylko udaję.” – niezależnie od tego, czy brzmi to dla ciebie znajomo, wywiad naprawdę warto przeczytać.

Kiedy kobiety czują się jak oszustki

III. Przeciwko empatii

Warto też zwrócić uwagę na wywiad Agnieszki Jucewicz z Paulem Bloomem, autorem kontrowersyjnej książki Przeciwko empatii. Psycholog z Yale argumentuje, że choć zdolność do empatii ma swoje miejsce w życiu społecznym (np. jest ważna w bliskich relacjach międzyludzkich), miejscem tym nie powinna być polityka. Bloom dowodzi, że empatia nie tylko wykoślawia myślenie, ale jest też podatna na uprzedzenia i manipulacje, a na dodatek sprzyja szowinistycznej agresji. „Będziemy odczuwać większą empatię wobec kogoś, kto jest do nas podobny – ma ten sam kolory skóry, te same poglądy, jest naszym sąsiadem – i do tego jest atrakcyjny, niż wobec kogoś »obcego«, kto ma inne poglądy, zwyczaje, jest innej rasy (…) Padają konkretne imiona, nazwiska, pokazuje się konkretne twarze. Część tych historii jest prawdziwa, część nie, ale to nieważne, bo cel jest jeden – uruchomić empatię w stosunku do ofiar, po to żeby jednocześnie obudzić złość do tych, którzy rzekomo ponoszą odpowiedzialność za ich cierpienie. Mistrzem w tym cynicznym manipulowaniu empatią jest choćby Donald Trump, który już w kampanii prezydenckiej używał tej metody, przekuwając empatię w stosunku do »ofiar« imigrantów w nienawiść do tych drugich” – mówi Bloom i są to argumenty, z którymi trzeba się liczyć.

Alternatywą dla empatii ma być przy tym nie całkowicie chłodna kalkulacja, a postawa „współczującego zrozumienia”, która wyraża się w chęci pomocy drugiemu człowiekowi, ale nie opiera się na współprzeżywaniu. Bloom krytycznie komentuje także coraz popularniejsze ostatnio gry symulujące doświadczenie uchodźców wojennych, o których pisałem niedawno w Krytyce. W dyskusji o roli empatii w lewicowej polityce i o pożądanej relacji między emocjami a chłodną kalkulacją stanowisko amerykańskiego psychologa wymaga co najmniej przemyślenia.

Dzień z życia uchodźcy, czyli tak się bawią Wilki z Davos

IV. Nierówności albo śmierć

W „The Economist” ukazała się recenzja The Great Leveller Waltera Scheidla. Autor, zabierając głos w dyskusji rozpoczętej cztery lata temu przez Thomasa Picketty’ego, przedstawia w niej historię nierówności społecznych od epoki kamienia łupanego do dziś. Jego wnioski są jednoznaczne.

Nierówności rosną prawie zawsze i wszędzie, a w istotny sposób zmniejszane są jedynie w wyniku wielkich katastrof, takich jak pandemia, upadek państwa, krwawa rewolucja czy wojna totalna. Jeżeli struktura społeczna nie została niedawno przeorana przez wydarzenie w rodzaju Czarnej Śmierci, upadku Cesarstwa Rzymskiego, Rewolucji kulturalnej czy wojny światowej, nierówności po prostu będą wysokie. Wpływ reform politycznych na podział majątku jest według Scheidla znikomy, przede wszystkim dlatego, że polityka służy do wykuwania kompromisów między grupami, które władzę i pieniądze już mają. „The Economist” – co nie dziwi – konkluduje, że skoro bez rozlewu krwi nierówności w zasadzie nie da się uniknąć, progresywne ruchy polityczne powinny zająć się po prostu innymi sprawami. Przed lekturą książki nie sposób powiedzieć, czy wywód Scheidla jest rzetelny i jakie inne wnioski można z niego wyciągnąć, warto jednak już dziś znać tezy najnowszego bestsellera ekonomicznego.

V. Najczęściej czytane w tym tygodniu:

1.

Świat poznał prezesa

2.

Polskie gotowanie żaby

3.

PKO Bank Polski. Do widzenia

4.

„Dyplomatyczne samobójstwo PiS”. Opozycja nie może przespać tego momentu

5.

Leder: Paternalizm z patriarchatem idą pod rękę

 

*Dziękuję Magdzie Majewskiej za podrzucenie wywiadu z Paulem Bloomem*

Bio

Jędrzej Malko

| Dziennikarz, autor książki Economics and Its Discontents
Jędrzej Malko - dziennikarz, badacz historii dyskursów ekonomicznych, analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent European Graduate School i doktorant w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej. Autor książkiEconomics and Its Discontents

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

"Nierówności rosną prawie zawsze i wszędzie, a w istotny sposób zmniejszane są jedynie w wyniku wielkich katastrof, takich jak pandemia, upadek państwa, krwawa rewolucja czy wojna totalna." Każde dziecko wie, że nierówności mierzone wskaźnikiem giniego są zróżnicowane wg poziomu rozwoju ekonomicznego krajów. W krajach zacofanych są bardzo duże, np. w Ameryce Łacińskiej, obok wysepek bogactwa jest może nędzy, kraje rozwinięte (nordyckie, Niemcy) są bardziej egalitarne. Przy czym te również się dzielą. Różnice w poziomie zamożności są duże w krajach anglosaskich, w kontynentalnych mniejsze. Wynika to z rozwoju historycznego. Ponadto ujęcie ahistoryczne w ramach jakiegoś cyklu tłoka silnikowego jest kompletnie idiotyczne. Człowiek mający odrobinę pojęcia o rzeczy nie zestawi ze są nierówności w wieku XVIII z nierównościami w wieku XIX i XX, bo były to okresy zupełnie różnego systemu technologicznego i społeczno ekonomicznego. Cywilizacja XX-XXI w. wymuszała większy egalitaryzm, bo zwykli ludzie musieli chodzić do szkoły, być uczestnikami społeczeństwa konsumpcyjnego, aby masowy przemysł fabryczny miał klienta, itd. Społeczeństwo średniowieczne było autarkiczne. Wieś sama się żywiła i poziom dochodów mógł być niski, a garstka feudałów i kupców żyć w luksusie. Cała książka jest więc wywodem czysto ideologicznym neoliberałów, mającym służyć uzasadnieniu narastaniu różnic ekonomicznych, widocznych od czasów reagonomiki, po okresie państwa dobrobytu w latach 1945-1980. Upadek ZSRR wywarł zapewne wpływ na utratę hamulców w likwidowaniu redystrybucji podatkowej. Autor komentarza mógłby się trochę wysilić, a nie cielęco powtarzać te głupstwa. A przynajmniej zapytać kogoś znającego się.

Krzysztof Mazur

Jak można przeczytać tutaj
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1696304,1,branko-milanovic-o-problemie-spolecznych-nierownosci.read
nierówności od 40 lat się zmniejszają za sprawą neoliberalnego kapitalizmu i wzrostu bogactwa w krajach ubogich (w tym Polsce) stanowiących 90 % ludzkości.