Kraj

Probucka: Sama odmowa spożywania mięsa nie uczyni naszego sumienia czystym

Musimy też angażować się politycznie na rzecz praw zwierząt.

Książka „Filozoficzne podstawy idei praw zwierząt” autorstwa Doroty Probuckiej to pierwsza na polskim rynku wydawniczym tak dogłębna analiza różnych teorii praw zwierząt i ich krytyk. To książka ważna nie tylko dlatego, że formułuje postulaty przychylne zwierzętom, ale również dlatego, że uwidacznia możliwość i potrzebę racjonalnego, merytorycznego dialogu pomiędzy autorami i apologetami różnych koncepcji poprawy losu zwierząt. O tym wszystkim rozmawiałem z jej autorką.
Dariusz Gzyra

***

Dariusz Gzyra: Nazywa pani teorię praw zwierząt radykalną i kontrowersyjną. Dlaczego i dla kogo jest taką?

Dorota Probucka: Teoria ta ma radykalny charakter, ponieważ jej zwolennicy domagają się fundamentalnych zmian w sposobie życia zdecydowanej większości ludzi oraz reorganizacji systemów ekonomicznych opartych na wyzysku zwierząt. Modyfikacja, a wręcz rewolucja w sposobie życia polegałaby na globalnej zmianie żywienia i przejściu na dietę wegańską, natomiast w drugim przypadku postulaty rzeczników idei praw zwierząt dotyczą wprowadzenia prawnego zakazu hodowli zwierząt, ich zabijania, handlowania mięsem oraz innymi produktami pochodzenia zwierzęcego.

Zakaz ten miałby moc obowiązującą porównywalną do obecnego prawnego zakazu sprzedaży mięsa ludzkiego. Globalnej likwidacji powinny ulec zakłady i sklepy mięsne, rzeźnie, hodowle zwierząt futerkowych, sklepy z bronią myśliwską lub akcesoriami do wędkowania. Rzecznicy tej teorii umocowują swoje postulaty w teorii praw podstawowych.

Reprezentantom zwierzęcych gatunków pozaludzkich przysługiwałyby podstawowe uprawnienia analogiczne do tych, które przypisywane są obecnie wszystkim przedstawicielom gatunku Homo sapiens, tj. prawo do życia, niebycia niewolonym i niebycia krzywdzonym. Należy podkreślić, że żądania te dotyczą wyłącznie praw podstawowych, a nie np. obywatelskich.

Moim zdaniem teoria praw zwierząt jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych społecznie teorii etycznych z dwóch powodów. Po pierwsze domaga się ona wykluczenia z ludzkiej diety mięsa, a jest to problem, ponieważ zdecydowana większość ludzi jest zdominowana w swych wyborach kulinarnych nawykiem jedzenia mięsa i również upodobaniem do doznań smakowych, jakie daje tego typu dieta. Większość ludzi odczuwa przyjemność wynikającą ze spożywania mięsa zwierzęcego i nie zastanawia się (albo nie chce się zastanawiać) nad tym, ile cierpień musiało doświadczyć zwierzę podczas hodowli i uboju, zanim trafiło na talerz.

Należy do tego wliczyć silną presję reklam opłacanych przez zamożnych producentów i korporacje, którzy bogacą się na tym haniebnym procederze i zrobią wszystko, aby u ludzi obudzić potrzebę jedzenia tego typu pokarmu. Zwróćmy uwagę, jak ogromna ilość reklam przedstawia człowieka jako istotę konsumującą mięso… i rozkoszującą się tym. Stąd właśnie kontrowersyjność tej teorii, którą można sprowadzić do pytania: czy człowiek w imię umniejszenia cierpień innej istoty żywej jest gotów wyrzec się oczekiwanej przyjemności smakowej oraz czy człowiek jest gotów zrezygnować z chęci zysku? Wszak współczesna, w sensie masowym duchowo płytka kultura, uczyniła z nas istoty goniące za przyjemnością i pieniądzem (to przecież jest obecna miara naszej wartości: ilość pieniędzy i ilość pozytywnych doznań).

W moim przekonaniu na dietę wegańską przejdzie mniejszość. Takie cechy jak empatia, altruizm, roztaczanie troski, pochylenie się nad tragicznym losem innych, są elitarne i cechują ludzi na wyższym poziomie rozwoju ducha. Większość ludzi w swych postawach przejawia prymitywizm duchowy i skrajną interesowność. Oni nie tylko nie współczują. Ich nie interesuje cierpienie zwierząt. Są na nie obojętni. „Byleby tylko mięso było na talerzu…”. I to jest, jak sądzę, największy problem. 

A jaki jest drugi powód?

Teoria praw zwierząt wprowadza szersze rozumienie wspólnoty moralnej, do którego większość ludzi mentalnie nie dojrzała. Wspólnota moralna nie musi dotyczyć wyłącznie ludzi, może być ponadgatunkowa i obejmować naszych „braci i siostry w cierpieniu”. A cierpienie nie jest cechą jednego gatunku, ponieważ jest obecne wszędzie tam, gdzie występuje wegetatywny system nerwowy, który we wszystkich przypadkach działa podobnie. Gatunek nie jest najważniejszy. To cierpiąca istota jest moim bliźnim, czyli nie tylko cierpiący człowiek. Z tego, że posiada on potencjalnie najwyższe kwalifikacje moralne, nie wynika, że może on zawłaszczać całą moralną przestrzeń.

Tzw. szowinizm gatunkowy, czyli ludzka pycha, odrzuca takie myślenie i ma obecnie swoich zagorzałych zwolenników. Prawdopodobnie za ową gorliwością w odrzucaniu idei ponadgatunkowej wspólnoty moralnej stoi dziecięcy lęk przed świadomością, że my, gatunek ludzki, nie jesteśmy (lub nie musimy być) aż tak ważni, jak byśmy tego chcieli. Podkreślając swoją wyjątkowość w oczach Boga albo Natury i separując się pod względem aksjologicznym od innych istot, uzyskujemy złudne, dziecięce poczucie bezpieczeństwa w świecie. Problem w tym, że świat istot żywych, używając religijnego słownictwa – stworzeń bożych, płaci potwornie wysoką cenę za nasze lęki, oznaczające psychiczną niedojrzałość gatunku ludzkiego.

Pamiętajmy, że tradycyjne wykluczanie istot pozaludzkich z moralnej wspólnoty nigdy nie było wynikiem poważnych, merytorycznych argumentów, tylko uprzedzeń, niewiedzy, lęków albo konkretnych interesów.

Do dzisiaj wiele grup o różnym statusie: ekonomicznym, religijnym i również naukowym (!) chce zbić na tym swój kapitał.

Nie ma jednej teorii praw zwierząt. Praktyczne implikacje poszczególnych z nich również się różnią. To pojęcie jest też obciążone znaczeniem potocznym, np. myli się je z kwestią prawodawstwa dotyczącego zwierząt. Czy niejasność tego pojęcia nie jest kłopotliwa, jeśli ma być podstawą powszechnej zmiany społecznej?

Moim zdaniem jest kilka wersji jednej teorii praw zwierząt. Wersje te różnią się stopniem metafizycznego skomplikowania i rodzajem uzasadnień, ale ich postulaty są wspólne. Praktyczne implikacje związane są z wewnętrznym sporem dotyczącym istot granicznych. Np. Gary Francione sądzi, że do moralnej wspólnoty należą wszystkie istoty sensytywne (czyli zdolne do odczuwania cierpienia i przyjemności), natomiast Tom Regan początkowo do wspólnoty moralnej zaliczał wszystkie ssaki, ale w swych późniejszych książkach również inne zwierzęta, w tym ptaki i ryby. Pamiętajmy także, że teoria praw zwierząt, czyli praw: naturalnych, moralnych i stanowionych, obejmuje postulaty związane z prawodawstwem i jego zmianę traktuje jako cel zasadniczy. A zatem prawa zwierząt to również prawodawstwo dotyczące zwierząt, ale nie na poziomie przepisów i szczegółowych ustaw, tylko konstytucji poszczególnych państw i prawa międzynarodowego.

Czy potrzebujemy teorii etycznej, racjonalnej konstrukcji, żeby poprawić nasze relacje z resztą zwierząt?

Teorie etyczne są potrzebne, ponieważ to one powinny być podstawą systemu społecznej edukacji, wychowywania ludzi, szczególnie dzieci i młodzieży. A pamiętajmy, że człowiek nie jest istotą gotową i za rozwój własnego człowieczeństwa odpowiada zarówno on sam, jak i ludzie, którzy się nim w dzieciństwie i młodości opiekują. Pytanie to można sprowadzić do kwestii ogólniejszej natury: czy potrzebna jest nam etyka, rozumiana jako aktywność teoretyczna nastawiona na kształtowanie właściwej, czyli niekrzywdzącej relacji człowiek – zwierzę. W aspekcie zbiorowym – tak, i to bardzo, szczególnie w Polsce. Natomiast w wymiarze jednostkowym niekoniecznie.

Znam wielu przyzwoitych ludzi, których postawa zarówno wobec ludzi, jak i zwierząt nacechowana jest ogromną empatią, wrażliwością i roztaczaniem troski, którzy jednocześnie nie znają żadnej konkretnej teorii etycznej, nie studiowali filozofii i nie zdobyli nawet stopnia licencjata. Wrażliwość na cierpienie innych istot: ludzkich i pozaludzkich wynieśli prawdopodobnie z domu albo jako skutek własnych traumatycznych doświadczeń. Pamiętajmy, że to przede wszystkim „dobry” albo „zły” dom jest głównym źródłem naszych pozytywnych lub negatywnych postaw moralnych, zarówno wobec ludzi, jak i zwierząt. Pozwolę sobie przypomnieć w tym miejscu znane powiedzenie pedagogów – „dziecko uczy się oczami, a nie uszami”. Oznacza to, że okrucieństwo, obojętność albo zwykła bezmyślność rodziców w traktowaniu zwierząt zostanie w przyszłości powielona przez ich dzieci. Podobnie dobroć i współczucie.

Powróćmy do życia zbiorowego i wagi etyki jako aktywności teoretycznej. Komu jest ona przede wszystkim potrzebna?

Wychowawcom, nauczycielom, urzędnikom państwowym, prawodawcom. Etyka, rozumiana jako racjonalna konstrukcja, jest źródłem wzorców nie tylko przyzwoitego życia, ale przede wszystkim uczciwego rozumowania i argumentowania. Etyka uczy bowiem myślenia umocowanego w dobru, które wykracza poza nasz partykularny interes. A zdolność ta nie jest nam wrodzona. Tego trzeba się uczyć i codziennie praktykować. Stąd konieczność znajomości teorii etycznych, które pokazują nam, jak uniwersalizować myślenie i działanie, oraz obligują nas do mentalnego opuszczenia własnego egocentryzmu lub interesu grupowego.

Bernard Rollin, jeden ze współczesnych rzeczników idei praw zwierząt, podkreśla, że etyka służy temu, by człowiek zmienił dotychczasową perspektywę postrzegania siebie i innych. Filozof podaje w jednej ze swoich książek przykład człowieka, który zrezygnował w swoim życiu z tego, co kiedyś było dla niego oczywiste, a mianowicie polowania, ponieważ spojrzał na tę sytuację z innej perspektywy – perspektywy rannego, krzyczącego z bólu zwierzęcia.

Jakie są wzajemne relacje idei praw człowieka i praw zwierząt we współczesnych teoriach praw zwierząt?

To jest bardzo obszerny temat i wymaga odrębnej analizy. Chciałabym szczególnie podkreślić podobieństwa proceduralne, których przykładem może być projekt sądowego egzekwowania podstawowych praw zwierząt w sytuacji ich nieprzestrzegania, oraz podobieństwa funkcjonalne. Przyjmijmy, że prawa (rozumiane nie jako prawidła, ale jako podstawowe uprawnienia) są to pewne jednostkowe przywileje wynikające z przynależności do moralnej wspólnoty oraz bycia pod ochroną prawa pozytywnego, czyli konkretnych przepisów zawartych w ustawach i kodeksach.

Przypomnijmy również, że teoria praw zwierząt bazuje na najnowszych danych neurobiologii, zgodnie z którymi neurologiczny status ogromnej ilości istot pozaludzkich (np. dojrzałych ssaków i ptaków) jest porównywalny do statusu kilkuletnich ludzkich dzieci.

Jak wiemy, nasze dzieci z powodu niewystarczająco rozwiniętych kwalifikacji intelektualnych nie są w stanie domagać się od społeczeństwa respektowania własnych przywilejów (np. prawa do życia albo niebycia krzywdzonym) i na dodatek nie znają nawet treści tych przywilejów. Mimo to posiadają swoich społecznych reprezentantów, „rzeczników praw dziecka”, którzy wnioskują przed sądem o poszanowanie ich uprawnień. Podobnie w przypadku pokrzywdzonych zwierząt ich sądowymi reprezentantami powinni być „rzecznicy praw zwierząt”, których postawa byłaby porównywalna z postawą tych, którzy obecnie występują w sądach nie tylko w imieniu kilkuletnich dzieci, ale również noworodków, chorych psychicznie, upośledzonych umysłowo albo cierpiących na demencję starczą.

Przechodząc z kolei do namysłu nad samą funkcją praw (podstawowych uprawnień) dotyczących zarówno istot ludzkich, jak i pozaludzkich, chciałabym przypomnieć książkę amerykańskiego filozofa Henry’ego Shue zatytułowaną Basic Rights, którą inspirowali się Tom Regan i Gary Francione. Zdaniem Shue idea praw podstawowych służy ochronie tych, którzy są zbyt słabi: fizycznie, intelektualnie, ekonomicznie, aby bronić samych siebie. Prawa są „tarczą” chroniącą bezbronnych i bezsilnych przed okrucieństwem i wyzyskiem „mocnych tego świata”. A słabym nie jest przecież wyłącznie biedny, wykorzystywany człowiek, ale również bezradne, skazane na swego oprawcę zwierzę. Zgodnie z tym myśleniem zmiany ilościowe w doraźnie formułowanych przepisach chroniących zwierzęta nie wyeliminują okrutnych praktyk, ponieważ w tym przypadku status przepisu prawnego jest zbyt słaby. Rzeczywista zmiana losu istot pozaludzkich powinna być oparta na dążeniu do konstytucyjnego przyznania im praw podstawowych, a zatem wpisania ich w ustawę zasadniczą.

Królestwo zwierząt to bardzo pojemna kategoria taksonomiczna. Czy teorie praw zwierząt rzeczywiście nadają uprawnienia wszystkim zwierzętom?

Nie, wspominałam już o tym wcześniej. Brak wspólnego stanowiska w tej kwestii i wewnętrzne skonfliktowanie uważam za słabość teorii, o której mówimy.

Czy kiedy filozofowie mówią o prawach zwierząt, odwołują się do koncepcji praw naturalnych?

Nie zawsze. Zwolennikami umocowania praw konstytucyjnych zarówno ludzi, jak i zwierząt w naturalnych uprawnieniach są np. Tom Regan i Bernard Rollin. Inni filozofowie nie akcentują tej kwestii. Przypomnijmy, że prawa naturalne to pewne uprawnienia posiadane przez daną istotę z natury albo od początku jej istnienia. Zdaniem Regana prawa naturalne, takie jak np. prawo do życia albo niebycia niewolonym, nie muszą być związane z osobową strukturą ludzkiego bytu, ale z pewną wartością wrodzoną przysługującą wszystkim tzw. podmiotom życia.

Jego zdaniem „podmiotowość życiowa” przysługuje nie tylko ludziom i tym samym nie tylko wobec nich posiadamy bezpośrednie obowiązki moralne. Jeżeli zatem prawo pozytywne konfliktuje z prawami naturalnymi, to konsekwencją tego jest usankcjonowanie ludzkiej i zwierzęcej krzywdy. Prawo pozytywne staje się prawem, które szkodzi, czyli zagraża życiu, zdrowiu i realizacji podstawowych potrzeb. Tym samym, traci ono swoją moc obowiązującą, stając się nieprawym prawem.

Rewolucyjny charakter rzeczników idei praw zwierząt polega na tym, że szkodliwy charakter prawa pozytywnego według nich związany jest nie tylko z relacją człowiek – człowiek, ale również człowiek – zwierzę. Ich zdaniem odwoływanie się wyłącznie do takich wartości jak życie ludzkie i jego nienaruszalność w kontekście najnowszych danych z zakresu neurobiologii staje się niewystarczające dla wyznaczenia treści norm systemu prawnego.

Jak ocenia pani znajomość i zrozumienie teorii praw zwierząt w środowisku polskich intelektualistów? Czy można mówić, że tematyka relacji człowieka z resztą zwierząt jest postrzegana jako specjalistyczna i mająca niższą rangę?

Z pewnością wielu filozofów w Polsce zna podstawowe idee teorii praw zwierząt. Książki Regana i Francione są czytane. Przypomnę, że numer naukowego czasopisma „Etyka” z 1980 roku został w całości poświęcony idei wyzwolenia zwierząt. Mała liczba artykułów o tej tematyce wynika prawdopodobnie z tego, że samo hasło „prawa zwierząt” budzi niechęć i lęki w różnych środowiskach zdominowanych albo przez tradycyjny katolicyzm, albo przez tzw. naukową ideologią (czyli pozytywizm i behawioryzm), zgodnie z którą nauka nie powinna mieć związku z wartościami. Stąd programowa ślepota wobec kwestii zwierzęcego cierpienia. Zdaniem Rollina „naukowa ideologia” osiągnęła swoje apogeum w laboratoriach medycznych prowadzonych w obozach koncentracyjnych, a obecnie drugim miejscem stosowania tego paradygmatu są laboratoria biomedyczne, w których zwierzęta bez żadnych skrupułów moralnych są poddawane okrutnym badaniom. Jak wiemy, lęki budzą często agresję, która przejawia się w ostrej krytyce i wyśmiewaniu teorii praw.

Wydaje się, że najbardziej znanym w Polsce etykiem zajmującym się statusem moralnym zwierząt jest Peter Singer. Jego książki są tłumaczone, on sam był w Polsce wielokrotnie. Jako utylitarysta nie odwołuje się jednak do koncepcji praw moralnych, ba!, jest przez teoretyków praw zwierząt zdecydowanie krytykowany. Mówi się, że w zależności od interpretacji utylitaryzm może być podstawą teoretyczną wyzwolenia lub eksploatacji zwierząt. Na ile taka krytyka jest uzasadniona?

Utylitaryzm jest teorią, która rozwija się od ponad 200 lat, stąd też wielość jego wersji. Na potrzeby obecnej dyskusji przyjmijmy jedną z nich i uznajmy, że myślenie to opiera się na rachunku użyteczności, czyli bilansowania pozytywnych i negatywnych doznań wszystkich istot sensytywnych, tj. zdolnych do doznawania cierpienia i przyjemności, zaangażowanych w daną sytuację. Jednak stosowanie rachunku użyteczności zależy w dużym stopniu od umiejętności przewidywania wszystkich możliwych konsekwencji wynikających z podjęcia konkretnej decyzji, stąd niebezpieczeństwo relatywizacji. Dlatego zdaniem Toma Regana utylitaryzm może być wykorzystywany do uzasadnienia przeciwstawnych stanowisk.

Np. Peter Singer uważa, że w oparciu o rachunek użyteczności można wykazać moralną słuszność diety bezmięsnej, ponieważ negatywne skutki przemysłowej hodowli, czyli ogrom cierpienia zwierząt, przeważają pozytywne konsekwencje związane z doznawaną przez ludzi przyjemnością jedzenia mięsa. Natomiast w przekonaniu innego utylitarysty, Raymonda G. Freya, gdy uwzględnimy dyskomfort psychiczny i frustracje związane z zakazem jedzenia mięsa, ale również utratą miejsc pracy na skutek zamknięcia przemysłowych hodowli, to globalne korzyści z diety bezmięsnej nie są na tyle przeważające, aby przejście na wegetarianizm było naszą moralną powinnością.

Ponadto problem z utylitarystycznym myśleniem polega na tym, że dopuszcza ono możliwość instrumentalnego traktowania zarówno ludzi, jak i zwierząt, czego nie akceptują rzecznicy teorii praw. W Singerowskiej wersji np. życie umysłowo chorego albo mentalnie upośledzonego może być poświęcone dla ratowania człowieka, którego istnienie, na skutek rozwiniętej samoświadomości zostało uznane za bardziej cenne. Żaden rzecznik idei praw zwierząt nie zgodziłby się z tym stanowiskiem. Należy pamiętać, że filozofowie popierający ideę animal rights są również zwolennikami praw istot ludzkich, w tym noworodków, chorych psychicznie, ludzi z uszkodzonym mózgiem albo chorych na demencję starczą. Przypomnijmy, że prawa podstawowe, rozumiane jako „tarcza”, chronić mają wszystkich przed zabijaniem i krzywdzeniem w imię korzyści odniesionych przez innych.

W zakończeniu książki pisze pani, że „sposób, w jaki obecnie zwierzęta są traktowane w przemysłowych hodowlach i laboratoriach, musi zostać oceniony jako moralnie zły i prawnie niedopuszczalny, niezależnie od wielkości profitów finansowych wynikających z tego procederu”. Wspomina pani o konieczności zniesienia wobec nich prawa własności i zaprzestania instrumentalnego traktowania. To daleko idące postulaty zmiany. Jaka jest rola prawa pozytywnego (prawodawstwa), a jaka praktyki społecznej w tym procesie? Prawodawstwo społeczeństwa, którego większość stanowiliby weganie, byłoby skrajnie inne niż obecne. Nie kończy pani jednak książki zachętą do weganizmu.

Popieram przejście na dietę wegańską z dwóch powodów: moralnych i zdrowotnych. Jednocześnie nie sądzę, że weganizm może stać się masowy. Ponadto samo przejście na dietę bezmięsną jest niewystarczające. Przecież tony niezjedzonego, zepsutego, przeterminowanego mięsa są codziennie wyrzucane z supermarketów i nie ma to wpływu na okrutny los zwierząt w przemysłowych hodowlach, których ilość wciąż wzrasta.

Nawoływanie do weganizmu to za mało, aby polepszyć los zwierząt. Przypomina to licytowanie w grze od najwyższej stawki, gdzie w efekcie otrzymujemy wynik ledwo znośny.

Pamiętajmy, że metoda „wszystko albo nic” daje w praktyce „nic”. Ludzie wrażliwi na los zwierząt powinni nie tylko baczyć na to, co jedzą, ale przede wszystkim angażować się społecznie i politycznie, popierać i czynnie działać w takich partiach politycznych, które w swym programie mają polepszenie ustawodawstwa dotyczącego sposobu traktowania zwierząt w Polsce oraz, co równie ważne, stopnia jego przestrzegania. To powinno być naszym moralnym obowiązkiem. W obecnym świecie sama odmowa spożywania mięsa nie uczyni naszego sumienia czystym.

Z pewnością potrzebne są zmiany systemowe, sięgające instytucji, biznesu, prawa, podstaw edukacji itd. Pragmatyka wymusza przy tym działania noszące znamiona kompromisu i uczy cieszyć się z połowicznych sukcesów (musimy jednak pamiętać i podpowiadać innym, że są połowiczne!). Czy dobrze rozumiem, że teoria etyczna wraz z określeniem systemu wartości i sformułowaniem postulatów zarysowuje cel, do którego się dąży, ale to dążenie, ze względu na wszechobecność zła, musi pozostać skażone działaniem niezgodnym z tą teorią i wartościami, które proponuje? Ma funkcjonować raczej jak drogowskaz, długoterminowy plan, inspiracja i być motywującym punktem odniesienia?

Osobiście uważam teorię praw zwierząt, czyli przyznanie podstawowych uprawnień istotom nieprzynależnym do gatunku ludzkiego, za przełomową ideę świadczącą o jakościowym skoku w rozwoju moralnej świadomości ludzkości. To jest drogowskaz nakierowujący na wyższe standardy etyczne. Tego typu ulepszające świat idee są bardzo ważne i potrzebne, niestety ich realizacja rozbija się często o byt i jak pan słusznie zauważył – wszechobecność i społeczną akceptację zła. W tym przypadku istotną siłą wzmacniającą status quo są korporacje zajmujące się m.in. przemysłową hodowlą zwierząt, dysponujące władzą, wielkimi środkami pieniężnymi i propagandą, której celem jest uzyskiwanie społecznego poparcia dla ich działalności. Sądzę, że osłabienie wpływu korporacji na procesy legislacyjne dotyczące sposobu traktowania zwierząt może być pierwszym krokiem na rzecz realizacji omawianej idei.

Dorota Probucka – dr hab. w zakresie filozofii. Pracuje w Katedrze Etyki Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Współzałożycielka Polskiego Towarzystwa Etycznego, w którym pełni funkcję Zastępcy Przewodniczącego. Organizatorka Międzynarodowych Forów Etycznych odbywających się w Krakowie od 2005 roku.

Dariusz Gzyra – działacz społeczny, artysta, weganin. Jeden z założycieli Stowarzyszenia Empatia. Kontakt: gzyra.net

25 października o 17:00 w księgarnio-kawiarni Psyche w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie (ul. Chodakowska 19/31, poziom -1) odbędzie się spotkanie z autorką, które poprowadzi Dariusz Gzyra.

***

Tekst powstał w ramach projektu Stacje Pogody (Weather Stations) współtworzonego przez Krytykę Polityczną, który stawia literaturę i narrację w centrum dyskusji o zmianach klimatycznych. Organizacje z Berlina, Dublina, Londynu, Melbourne i Warszawy wybrały pięcioro pisarzy do programu rezydencyjnego. Dzięki niemu stworzono pisarzom okazje do wspólnej pracy i zbadania, jak literatura może inspirować nowe style życia w kontekście najbardziej fundamentalnego wyzwania, przed którym stoi dzisiaj ludzkość – zmieniającego się klimatu. Polskim pisarzem współtworzącym projekt jest Jaś Kapela.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.