Kraj, Michał Sutowski

Sutowski: Polskie obozy koncentrujące poparcie PiS

Zrzut ekranu. Oświadczenie premiera Morawieckiego z automatycznym tłumaczeniem YouTube.

Coraz trudniej mi się oprzeć wrażeniu, że prezes Kaczyński przygotowuje grunt pod społeczną akceptację międzynarodowej izolacji Polski, a może nawet pełzającego Polexitu.

„Nie jestem w tej chwili w stanie odpowiedzieć, jak poważnie Stany Zjednoczone traktują swoje stosunki z Polską. Wydawało się do tej pory, że poważnie” – to puenta sobotniej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na temat feralnej ustawy o IPN, konfliktu z Izraelem i triumfalnego pochodu polskich obozów śmierci przez globalne internety. Prezes musi jednak wiedzieć, że nasz kraj dla USA nigdy nie będzie ważniejszy od amerykańskiego sojuszu z Izraelem na Bliskim Wschodzie. Kpi zatem, czy o drogę pyta?

Kilka dni temu mogło się zdawać, że cała afera to jedna wielka „niezamierzona konsekwencja”. Ot, ustawowa wrzutka ku pokrzepieniu toruńsko-kresowych serc, która wymknęła się spod kontroli. Zamiast spodziewanego psioczenia garstki pismaków z „Wyborczej” i profesorów z nieodzyskanego jeszcze przez „dobrą zmianę” PAN, dostaliśmy burzę na cały świat.

Do tego kultowa MaBeNa profesora Zybertowicza wyłożyła się na mechanicznym translatorze YouTube’a i zrobiło się nawet śmiesznie.

Poprawkę ostatniej szansy do ustawy o IPN, zawężającą stosowanie kar tylko do przypadku przypisywania narodowi polskiemu „polskich obozów śmierci”, zaproponował nawet w Senacie Marek Borowski. Mimo silnych nacisków z zagranicy PiS nie skorzystał jednak z możliwości wyjścia z konfliktu obronną ręką i przyjął własną wersję ustawy – bez poprawek.

Ludwik Dorn porównał determinację polskich władz do kierowcy grającego „w cykora”, który jedzie na zderzenie czołowe z opancerzonym SUV-em, samemu kierując Seicento. Mnie starcie Polski z Izraelem w sprawie interpretacji Zagłady kojarzy się raczej z atakiem hulajnogi na czołg Merkava – tak czy inaczej, szanse mamy umiarkowane.

Co więcej, w Izraelu toczy się polityczny wyścig dwóch prawicowych sił: Likudu premiera Netanjahu i prowadzącej w sondażach partii Jest Przyszłość Ja’ira Lapida (tego od rzekomo zamordowanej przez Polaków babci).

Obecnemu szefowi izraelskiego rządu grożą poważne zarzuty o korupcję, więc nakręca nacjonalistyczną histerię. Obok widma nowej wojny na Bliskim Wschodzie, obrona narodu izraelskiego przed (nawet fikcyjnym) negacjonizmem nadaje się do tego celu wyśmienicie.

Krótko mówiąc: Izrael raczej nie ustąpi, a do tego ma potężny PR-owy arsenał. Po co więc polskie władze brną w tę katastrofę, skoro jeszcze kilka dni temu wydawały się gotowe konflikt łagodzić? Wygląda na to, że PiS w ostatnich dniach skalkulował, że cały ten konflikt może mu się opłacić.

Czy leci z nami opozycja?

Opozycja ponownie nie była w stanie zbudować kontrnarracji i wyjaśnić opinii publicznej, że ustawa o IPN jest zła i szkodliwa nie dlatego, że krytykuje ją Izrael, lecz dlatego, że posłuży kneblowaniu krytycznych uczestników debaty publicznej, że niesprawiedliwie stygmatyzuje Ukraińców i że jest narzędziem topornej polityki historycznej amnezji, że blokuje refleksję o mrocznych kartach naszej przeszłości; wreszcie, że wcale nie chroni nas przed wypisywaniem bzdur w zagranicznej prasie. Zamiast tego główny spór dotyczy wymiaru międzynarodowego: czy polski rząd ma profesjonalny PR, czy Izrael atakuje nas sprawiedliwie, czy w tej sytuacji wszyscy jedziemy jednym wózku i powinniśmy bronić dobrego imienia Polski?

Chcieliście polskich obozów koncentracyjnych, no to je macie

Za sprawą oczywistych nadużyć i manipulacji polityków izraelskich i ogólnej ignorancji wielu komentatorów na świecie, PiS na gruncie krajowym pokaże mnóstwo dowodów na niesprawiedliwość wrogich oskarżeń. Zagraniczne głosy przyjaciół Polski (choć niekoniecznie przyjaciół PiS) znikną w masie opinii nieżyczliwych, a niuansujące wypowiedzi polityków – na przykład słowa Manuela Sarrazina z Zielonych czy szefa niemieckiego MSZ, podkreślające winę niemiecką – niepokorna polska prasa i tak gorliwie przytoczy na dowód słuszności linii pisowskiej władzy.

W tej sytuacji PiS może racjonalnie liczyć, że w opinii publicznej przeważy postawa right or wrong, my country. Właśnie „mój kraj” (a nie – „rząd PiS”), dlatego, że opozycja zdaje się z ogólnym stanowiskiem rządu zgadzać. Jak bowiem PO może wiarygodnie domagać się weta od prezydenta Dudy, skoro sama nie potrafiła zagłosować przeciw ustawie?

Szczęśniak: Rekonstrukcja opozycji

Konsolidacja narodu wokół rządu w sytuacji presji czy ataku z zewnątrz to pomysł stary jak sama polityka. Wygrała na tym wybory Margaret Thatcher, zbudował sobie poparcie na drugą kadencję George W. Bush. Czy jednak pójście na z góry przegraną wojnę musi się rządowi opłacić? Pamiętamy przecież, że zeszłoroczna akcja rządu PiS w Brukseli odebrała partii kilka punktów poparcia.

Oni chyba naprawdę przegrali. A co wygra Tusk?

Rzecz w tym, że wówczas wynik meczu – ciężki łomot – był dla wszystkich jasny, bo nawet Viktor Orban wystawił nas do wiatru. Niejasny był też element my country, bo atakowany przez polski rząd był przecież Donald Tusk – dla większości wciąż Polak, mimo kolejnych prób dorobienia mu przez PiS gęby „niemieckiego kandydata”. Większości wydało się zatem, że z całą Unią walczy wcale nie „kraj”, tylko „rząd”, który w dodatku się myli.

Teraz – z opisanych powyżej powodów – atakowani będziemy właśnie jako kraj, być może nadmiernie i niesprawiedliwie, a wynik tego starcia wcale nie będzie tak wymowny, jak słynne brukselskie 27 do jednego. W tej sytuacji rząd może liczyć na zwyżkę poparcia w sondażach. Tylko czy ta gra jest warta świeczki?

Coraz trudniej mi się oprzeć wrażeniu, że prezes Kaczyński – tak jak przy sprawie reparacji od Niemiec – przygotowuje grunt pod społeczną akceptację międzynarodowej izolacji Polski. Obudzona duma peryferii napędza społeczne aspiracje, które rządowi trudno będzie zaspokoić, zaś ostatni konflikt o pamięć historyczną to nie źródło, lecz tylko kolejny etap marginalizacji naszego kraju w Europie. Dlatego narracja moralnej wyższości wobec coraz bardziej niechętnych nam sojuszników to jest jakiś pomysł na spacyfikowanie krytyków obecnej polityki zagranicznej. A gdyby postępował pełzający Polexit – rząd będzie się za nią chował przed gniewem proeuropejskiej części Polaków.

PiS po raz kolejny zatem się podkłada i po raz kolejny ma szansę – przynajmniej na poziomie sondaży – wyjść z afery obronną ręką. Jaja z rządowego anty-PR bawią liberalno-lewicową bańkę, poważna krytyka ustawy przekonuje intelektualistów, zaś język politycznego realizmu jak dotąd dociera głównie do ekspertów. Tymczasem ustawa PiS zapewne przejdzie, cofając polską debatę do stanu na długo sprzed Sąsiadów Jana Tomasza Grossa.

I to się raczej nie zmieni, choćby nam USA wycofały ambasadora, a Trump olał stulecie niepodległości Polski. Zmienić nastroje Polaków mógłby tylko wyrazisty głos z pola politycznego – nie w imię lęku przed Izraelem, lecz odwagi swobodnego mierzenia się z własną przeszłością, odwołujący się do powagi i dojrzałości wyborców zamiast urażonej, narcystycznej dumy. Mówił o tym u nas Andrzej Leder:

Niezdolni do wstydu

Czy to przekona większość i sprawi, że PiS się wycofa? Nie wiem. Pewien jestem tylko tego, że polityka to także kształtowanie opinii wyborców. Ich prosta agregacja z sondaży i fokusów to żaden realizm, tylko zwykła piaskownica.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Zapomnieliście dodać, że Morawiecki powiedział, że w Katyniu mordowali Niemcy.

  2. Nazwijcie mnie naiwnym, ale jestem praktycznie pewien, że PiS przegra najbliższe wybory, zjednoczona lewica z RAZEM mocno wejdzie do sejmu i razem z PO, .N i PSL utworzy rząd, w którym będzie miała bardzo silny głos. Takie przeczucie.

  3. Jeśli spór z Izraelem ma być dowodem na izolację Polski i pełzający Polexit to znaczy, że red. Sutowski zupełnie odpłynął i stracił kontakt polityczną rzeczywistością zarówno wewnątrz UE jak i poza nią. W istocie ten spór zbliża nas do bardzo krytycznych wobec Izraela Brukseli, Berlina, Paryża, Sztokholmu. Izrael jest bliski utraty jedynego proizraelskiego kraju w Europie i powinien mieć tego świadomość. Silnemu żydowskiemu lobby w USA w tej sprawie udało się pozyskać ledwie kilku spośród 535 kongresmenów.

    1. Acha, cala reszta kongresmenow usa # muremzapolska. Wystarczy kilku decydentów. Reszta pójdzie za nimi. Pytanie: ilu z tych 535 przekonal Morawiecki? Pytanie pomocnicze, co robi potężne lobby polskie w tej sprawie?

  4. „Twierdzene że Polacy zabili więcej Żydów niż Niemcy nie jest nieuzasadnione”

    PS: no chyba sami siebie nie ocenzurujecie. Wstydzicie się swoich audycji?

  5. Jakubiak: Żydzi nie ratowali Polaków podczas sowieckiej okupacji
    Poseł Kukiz’15 Marek Jakubiak stwierdził, że Żydzi nie ratowali Polaków podczas sowieckiej okupacji
    Pokażcie mi choć jednego Polaka uratowanego przez Żyda – powiedział Marek Jakubiak z Kukiz‘15 na antenie Polskiego Radia 24.
    Poseł Kukiz‘15 odniósł się do zachowania spoleczności żydowskiej w momencie wejścia Armii Czerwonej:
    17 września 1939 r. napadł na nas odwieczny wróg wschodni – sowiecka Rosja, a Żydzi witali ich kwiatami. Pytam, gdzie byli Żydzi kiedy 500 tys. Polaków w ciągu roku wymordowano na ich oczach? 2 miliony Polaków wsadzono do wagonów śmierci i wywieziono na Syberię. Czy jest choć jeden Polak uratowany przez Żydów? A to oni stanowili władzę na tamtych terenach – powiedział poseł.
    Pokażcie mi choć jednego Polaka uratowanego przez Żyda – kontynuował Jakubiak.
    Według posła Jakubiaka, Polacy wycierpieli nie mniej niż Żydzi.
    Polski Holokaust wcale nie był mniejszy od żydowskiego. Wręcz przeciwnie. 3 miliony Polaków było mordowanych gdzie popadło i czym popadło. W obozach śmierci razem z Żydami umierali Polacy. Ja nie rozumiem dzisiejszej narracji Izraela. Mamy wyciągać te wszystkie sprawy czy też nie? – dodał Marek Jakubiak
    Na zakończenie posel stwierdził, że „jak zwykle Polska jest europejskim chłopcem do bicia. Nie możemy się dać.”.

  6. O ile możemy się wycofać z części regulacji dotyczącej Holocaustu to ani kroku wstecz w sprawie banderyzmu i Ukrainy. Przypominam że oni dalej nie raczyli przeprosić za swoje zbrodnie a wręcz są z nich dumni.

  7. Polski kompleks Zachodu u jednych objawia się dramatycznym poszukiwaniem własnej odrębności i walką o nią z całym światem. U innych kompulsywnym sprawdzaniem, czy aby znów nie okazaliśmy się obciachowi i nie oblaliśmy testu z cywilizacji.
    Ale w obu przypadkach charakteryzuje się przekonaniem, że ów mityczny Zachód jest zwarty, jednolity i spójny. Akurat kwestia II Wojny Światowej jest tą, w której takie przekonanie okazuje się wyjątkowo fantazmatyczne.
    Absolutnie zgadzam się z Sutowskim co do tego, że jeżeli dana ustawa nie ma najmniejszych szans osiągnąć pragmatycznego celu, dla którego się ją uchwala, ale ma za to olbrzymie szanse wywołać konflikt, to należałoby się z niej jakoś wycofać. Jednak teza uznająca ją za przyczynek do Polexitu, wydaje mi się co najmniej egzotyczna.
    Po pierwsze dlatego, że bardzo wątpię, żeby wokół konfliktu z Izraelem udało się zmobilizować społeczeństwo przeciwko Unii. Po drugie, tak się składa, że nasz kraj nie jest pierwszym, który toczy poważny spór dyplomatyczny z tym państwem. Nie tak dawno, bo rok temu w ogniu krytyki znalazła się przez wypowiedzi swojej minister Szwecja. W konflikt popadły też Niemcy, w których telewizja ZDF zablokowała emisję dokumentu, rozprawiającego się z mitami na temat polityki Izraela w strefie Gazy, regularnie wpuszczanymi w obieg przez europejską lewicę (!). W ogóle zresztą stopień antyizraelskiej i pro-palestyńskiej indoktrynacji w krajach Europy Zachodniej – szczególnie po lewej stronie jej politycznego spektrum jest tak olbrzymi, że można złośliwie powiedzieć, że jedynym problemem Polski na jej tle jest to, że skonfliktowała się z Izraelem nie od tej strony, co „należy”, niż że się jej to w ogóle przytrafiło.
    Przede wszystkim jednak – i tu wracam do tego, od czego zacząłem – Sutowski wciąż używa rozpropagowanego przez Cezarego Michalskiego i Agatę Bielik-Robson określenia „duma peryferiów” i, jak rozumiem, to jest właśnie perspektywa, z której mu się objawia ryzyko Polexitu i polskiego wykluczenia. Wzmocniona dodatkowo tezami Ledera, który twierdzi, że w Europie istnieje jakiś konsensus, co do przeszłości. Tyle tylko, że on dotyczy pewnych podstaw – potrzeby zapobiegania ksenofobii, autorytaryzmowi. Pod tą powierzchnią, pamięć różnych krajów oraz ich debaty na jej temat są zgoła różne. Jeżeli coś np. łączy Brytyjczyków od kibola do profesora, to powszechna w tym kraju germanofobia i pogarda dla Francuzów-kolaborantów. Francuzi toczą spór o Vichy podobny do naszego o Jedwabne, ale z Brytyjczykami łączy ich antyniemiecka fobia. Nie mówiąc o tym, jak silna jest ona w Holandii. Bardzo ciekawym przypadku dyskursu historycznego, bo to kraj, w którym o własnym udziale w wydawaniu Żydów najpierw nie mówiono wcale a potem nagle mówiono, uznając, że to mówienie jest kolejnym dowodem na tolerancyjność i szczerość Holendrów – czyli ekspiacja jako forma uznania własnej zajebistości. Nie wiem, czy to o tym marzymy, jak marzymy o spokojnej dyskusji na temat win Polaków.
    Tak czy inaczej ta wizja Europy, która sobie cudnie wszystko przepracowała a teraz się trzyma za rączki – razem z Niemcami zresztą – czasem tylko załamując je nad dziczą ze Wschodu, jest po prostu śmieszna. Ale faktem jest, że większość państw przynajmniej tyle wie o swych własnych „trupach w szafie”, że wielkiego ostracyzmu wobec Polski w tej kwestii, raczej się nie spodziewam.

  8. Kaczynski idzie va banque
    aby wygrac wybory budzi demony narodowe, wie ze Polacy to antysemici, a wiec gra na ich dumie, patriotyzmie, strachu…
    a slupki sondazowe rosna.
    parafrazujac Spinoze; ten kto kocha, jest dumny nie musi przypominac innym, nie musi udowadniac…

  9. PiS już tę wojenkę wygrał.
    Na razie na arenie wewnętrznej, a za chwilę na zagranicę.
    Sekwencja wydarzeń jest taka:
    1. Ustawa zostaje klepnięta i Azari wygłasza swoje skandaliczne przemówienie na rocznicy.
    2. W Polsce oburz i wg zasady: „o sile i dynamice wspólnoty stanowi poziom jej wrogości do otoczenia i poczucia zagrożenia” masy gromadzą się wokół władzy.
    3. W izraelskich mediach następuje antypolska i kłamliwa histeria. Zdarzają się pierwsze ataki fizyczne na Polaków w Izraelu.
    4. Amerykański Departament Stanu grozi zachwianiem strategicznych sojuszy. Sytuacja wygląda na coraz trudniejszą, więc patrz pkt. 2.
    5. Morawiecki wyskakuje z orędziem, że ani kroku wstecz. Co podbija jeszcze pkt. 2.
    6. Sigmar Gabriel ogłasza, że Holocaust to jednak wyłaczna sprawstwo Niemców i oskarżanie Polaków jest kłamstwem.
    7. te same izraelskie gazety zaczynają nagle pisać, że obciązanie Polaków Holocaustem jest kłamliwe, a polskie państwo i AK nie tylko jako jedyni pomagali Żydom, ale walczyli z Niemcami od początku do końca wojny.
    8. Amerykański Departament Stanu wciąz się niepokoi, ale ogłasza, że nie będzie się wtrącał w proces legislacyjny w Polsce.

    To wszystko wskazuje na to, że Ameryka jednak stawia twardo na Polskę, co nie dziwi, jako że za Polską stoją biliardowe interesy związane z hubem gazowym. Między innymi. I nikt ich nie poświęci w zamian, za- z punktu widzenia USA- wirtualny spór godnościowy i dobre samopoczucie kilku Zydów.

    Do tego dochodzi kwestia zakupów broni w USA. Doskonale wiedzą, że albo wydamy kasę na ich rakiety, albo na odszkodowania Żydom. I wolą jednak, żebyśmy wydali na te rakiety.
    Do tego, od kiedy zaczęli sami sprzedawać gaz i ropę Bliski Wschód nie jest już tak istotny, a przed wojną z Chinami muszą sobie zabezpieczyć Europę, czyli nie dopuścić do Eurazji. Ich but w samym środku kontynentu jest więc strategicznie wazniejszy niż dobre samopoczucie Izraela, bo realnie niczego Izrael na tym nie traci.

    Reasumując. Na rynku wewnętrznym PiS już wygrał. Zepchnął opozycję poza margines ogólnie pojętej polskości. Jak to mówią „maski opadły” i wątpliwości już praktycznie nie ma. Większość konstytucyjna jest w zasięgu ręki.
    Na rynek zewnetrzny też wygra. Umocni swoją pozycję jako defensor Poloniae i jego pozycja będzie niezagrożona i mocna.

    I tak to wygląda. Porzućcie więc wszelką nadzieję.

    P.S. ciekawe, czy komentarz zostanie usunięty za niezgodność z linią?

    1. Genialne w swojej prostocie! Ale dlaczego się na tym zatrzymywać? Ja napisze, jak to pójdzie dalej:
      1. Od Niemców kupujemy na potęgę samochody – w ten sposób bierzemy pod but UE.
      2. Od Szwajcarów – zegarki – to nam zapewnia przychylność państw neutralnych
      3. Potem tylko oskrzydlenie Putina – z Ukrainy bierzemy masowo tanią siłę roboczą, a z Japonii – ryż.
      4. Punkt trzeci załatwia za jednym zamachem oskrzydlenie Chin, co jest istotne w świetle nadchodzącej wojny z Chinami.

      Jeszcze jakieś pytania?

      PS. Mam nadzieję, ze admini nie usuną wpisu Yeah!, jest przezabawny!

    2. Nie no- skoro szykuje sie wojna z Chinami to jest jasne, ze Amerykanie beda musieli zabiegac o przychylnosc Polski. Bez naszego duchowego wsparcia sobie nie poradza.

      1. … rozumowanie z poprzedniej epoki. Teraz nie liczy się siła naszej armii, a położenie umożliwiające rozmieszczenie amerykańskich rakiet …. a do tego nasz kraj jest idealny.

        1. Tak, ze względu na granicę z Chinami na Uralu – każdy wie.

    3. To jest jakaś śmieszna próba racjonalizowania błędów i wskazywania ich jako sukcesów.

      PiS nie ruszył sprawy reprywatyzacji, zaś sama ustawa przyniosła efekt totalnie odmienny od zamierzonego i to zamieszanie zrobiło efekt 100 razy gorszy, niż jakiś program w TV na Zachodzie, czy tekst o „polskich obozach” na jakiejś tam stronie w dzienniku, bo rzadko było to na pierwszej stronie, trzeba było dopiero „zręczności” polityków PiS-u.

      Polityka zagraniczna PiS nie jest zdolna do wolt jakie robił Putin – zmieniając o 180 stopni stosunki z Turcją, ona niczego nie równoważy, a tworzy kolejnych wrogów i zły obraz Polski – dziś doszedł Izrael i co gorsza USA – jeśli ocenimy na trzeźwo bilans tej polityki to jej skutkiem jest trwałe pogarszanie stosunków właściwie na wszystkich możliwych liniach, ze sprowadzaniem jej do majaków w rodzaju „Międzymorza”.

      Na końcu mamy rzeczywistą realną falę antysemityzmu – kierowaną w dodatku nawet wobec prezydenta Andrzeja Dudy.

      Opozycja od dłuższego czasu jest, a jakoby jej nie było, wywoływanie kolejnych kryzysów to nie jest dobra metoda, bo kiedyś Kaczyński wywoła o jeden kryzys za dużo i już może nie być powrotu do punktu wyjścia. Ustawa o IPN nic realnie nie zmienia i nic Polsce nie daje, jakieś chwilowe zyski w sondażach to ma być sukces, gdy przyjdzie się przez miesiące i lata zmagać z bilansem tej polityki ?

    4. „Reasumując. Na rynku wewnętrznym PiS już wygrał. Zepchnął opozycję poza margines ogólnie pojętej polskości. Jak to mówią „maski opadły” i wątpliwości już praktycznie nie ma. Większość konstytucyjna jest w zasięgu ręki. ”
      Zgoda z wyjątkiem : (PiS)”Zepchnął opozycję poza margines ogólnie pojętej polskości.” Jaka opozycję? Zepchnął? Nie musiał. Sama się stoczyła.
      I to by było na tyle.

    5. Następnie Jarosław Kaczyński zostaje dożywotnim prezydentem Stanów Zjednoczonych.

    6. „[B]iliardowe interesy związane z hubem gazowym” i „wirtualny spór godnościowy”, jak również wysnuwanie wniosków na podstawie przewidzianego przez siebie ciągu przyszłych wydarzeń (sic!) dyskwalifikują Twoją wypowiedź i pokazują, że nie ma o czym rozmawiać.

  10. Ja jednak nie uważam, że kolejne działania PiSu są podporządkowane apokaliptycznym celom (jak PolExit). Myślę, że oni serio wierzą w to, że walczą o „prawdę” w sprawie II wojny, jak i wierzą, że reparacje się należą. I nie tyle robią to po to, żeby przygotować grunt pod izolację, tylko szczerze chcą naszych „partnerów” do swojej jedynej słusznej racji przekonać.

    1. Tym gorzej. Lepiej mieć za przeciwnika zwykłego, przewidywalnego gangstera który kalkuluje i o którym wiadomo że się cofnie kiedy coś mu się nie opłaca niż zamachowca-samobójcę, który zrobi krzywdę sobie i innym ‚dla sprawy’.

        1. Dlatego Orban dostanie w nagrodę od Putina na dokładkę do Słowacji parę powiatów w Beskidach. Ja z dwojga złego mam nadzieję znaleźć się w zaborze pruskim 😉 (Just kidding)

    2. Problem w tym, że wcale nie starają się przekonać. Robią jakieś filmiki na youtubie, ale na użytek krajowy, w polityce zagranicznej nie mają kim, nie wiedzą, jak, więc najwyraźniej odpuścili, licząc, że skoro i tak nic nie ugrają (bo nie potrafią), to co za różnica, nabiją sobie punktów w kraju.

  11. Szczerze, nie widze tu jakiegoś planu strategicznego. Raczej nieustanne próby rozniecania konfliktów aby ukryć absolutny brak pomysłu na Polske i bieżące kłopoty: stoimy w coraz dłuższych kolejkach do lekarzy, ale za to będziemy walczyć o godność.

    Czy oznacza to Polexit? Moim zdaniem raczej tak i to w dośc krótkiej perspektywie.

  12. Polityka międzynarodowa powinna być przede wszystkim skuteczna i przynosić wymierne korzyści ekonomiczne, militarne i wizerunkowe (przy czym uważam, że powinny być one uwzględniane właśnie w tej kolejności). Jak na razie nasze stosunki z UE wyglądają fatalnie, psujemy stosunki z Ukrainą, próby budowy sojuszy z państwami Europy środkowo-wschodniej skończyły się porażką a teraz otwieramy nowy front, tym razem z Izraelem i USA. Naprawdę nie jestem w stanie znaleźć jakichkolwiek plusów decyzji podejmowanych przez Rząd, poza walką o elektorat.

    „Podobnych „kryzysów” mieliśmy za PiS już chyba kilkanaście”- najlepsze podsumowanie dotychczasowej polityki zagranicznej PiS-u.

  13. Dyskutujmy poważnie – Polexit – czyli wyjście Polski z UE – to nie byłaby jakaś tam afera, a realny problem polityczny, gospodarczy i mimo całej swojej głupoty – ciągle wierzę, że w PiS są jednak, także dość racjonalni politycy o czym świadczyłaby praktyka w resortach gospodarczych, gdzie nie ma wyraźnej różnicy w stosunku do poprzedników z PO – a jeśli to na korzyść ekipy PiS.

    Pytanie czy opozycja ma jechać na Grossie i iść torem Krytyki Politycznej ? Wydaje mi się, że nie i raczej powinna brać przykład z senatora Rulewskiego, a nie patrzeć z radością na kopanie własnego kraju. Opozycja śpi, Schetyna pojechał na narty – może i to lepiej, ale problem nie sprowadza się do obecnego kryzysu, a jest kryzysem ogólnym całej opozycji.

    Problem z polityką PiS polega na tym, że nie jest ona zdolna do różnych wolt jak w przypadku Putina, nie jest pragmatyczna jak u Orbana, a jest porażką na wszystkich możliwych frontach – paradoksalnie opozycja dając coś PiS-owi, daje sobie, także większe prawo do krytyki, którą trudno będzie tak jednoznacznie odrzucić.

    1. Adi, sam sobie przeczysz. Albo w sumie masz rację – w resortach gospodarczych nie ma tragedii, w polityce zagranicznej mamy Greka Zorbę (‚Jaka piękna katastrofa!’). Tyle że dla PiSu polityka zagraniczna służy tylko i wyłącznie polityce wewnętrznej (‚Wstaliśmy z kolan!’). Ze wszystkimi płynącymi stąd zagrożeniami (w skrócie – prowadzimy politykę zagraniczną zgodną z oczekiwaniami dresiarzy).

      1. Polityka zagraniczna nie przesądzi o końcu rządów PiS-u, a porażki nie spowodują wojny, czy jakiegoś totalnego kataklizmu, sankcji międzynarodowych itd. PO wybierając strategię przeczekania, wierząc w proste powtórki z historii z lat 2005-07 – grubo się przeliczyła, dziś budzi się z ręką w nocniku i przed opozycją stoi nie lada wyzwanie zarówno zjednoczenia jak i dość wyraźnego przedefiniowania, bo nie da się uciec od faktu, że kulawa polityka PiS ma mimo wszystko ogromne poparcie społeczne i odpowiada na pewne narodowe ciągoty, marzenia w stopniu dużo większym, niż ma to miejsce w przypadku opozycji.

        Moim zdaniem nie da się wygrać wyborów depresyjną logiką Krytyki Politycznej, Gazety Wyborczej, broniąc kolejnych książek Grossa, czy domagając się jeszcze większego krytycyzmu własnej historii. Polska przeżywa pewną lekką fale nacjonalizmu po 27 latach, z pokoleniem wychowanym już w III RP, które jest mniej spolegliwe wobec liberalny i lewicowych elit UE, starych autorytetów – inaczej, niż we Francji roku 1968 – to pokolenie w Polsce jest do bólu prawicowe, dwa na to nałożył się totalny kryzys innych formacji politycznych.

    2. To, co zrobi opozycja ma w sumie znaczenie zaniedbywalne, bo taka jest w tej chwili waga opozycji na polskiej scenie politycznej. Wszystko jedno. Pełzający Polexit to nie jest groźba, tylko realny fakt, który obserwujemy już od jakiegoś czasu. Nie tylko brak pomysłu na wpływanie na politykę Unii, ale nawet brak chęci. To nie musi być tak, że PiS czy Kaczyński ‚chcą’ wyjść z Unii, a co im Unia przeszkadza? Więcej – pomaga im jako wygodne tło do ich konsoidacyjno-tożsamościowych popisów w stylu ‚oblężonej twierdzy’. Jeśli kiedyś byliśmy, jak chce PiS wykonawcami woli Berlina (mniejsza o to, na ile to prawda), to teraz nie jesteśmy wykonawcami nawet woli Warszawy – w ogóle nie ma woli wykonywania jakiejkolwiek polityki. Po prostu wypisaliśmy się z procesów negocjacyjnych, decyzyjnych, jakichkolwiek. Nie ma celów, nie ma wykonawców, kroplówka i sztuczne podtrzymywanie procesów życiowych. Wydawało się, że może Morawiecki ma za zadanie to zmienić, ale widać tylko uparta kontynuację.

      1. Oblężona twierdza, oblężoną twierdzą, ale brak dopłat rolniczych, zmiana postrzegania Polski na rynkach i skokowy wzrost rentowności obligacji to są rzeczy liczone w miliardach złotych i retoryka może pomóc na chwilę, ale nie utrzyma władzy na lata.

        1. Zasadniczo tak, ale zależy, jaka będzie alternatywa. I czy będzie. Na przykład Niemcom może przestać pasować, bo nastąpi u nich niekorzystna dla nas rekonfiguracja. I wtedy nawet jakby PiS pogonic, to jesteśmy na lodzie. Więc może się wydawać, że bezpieczmiej kupić się wokół pasterza. Nie jest to jeszcze przesądzone, rzecz w tym, że niekoniecznie muszą decydować finanse.

  14. Niech działają, takie coś to doskonałe podglebie do tego, aby PiS tracił poparcie lawinowo, wystarczy, że wskaźniki ekonomiczne będą ujemne, tak koncertowo stracą poparcie jak Duda zdobył prezydenturę. Kaczyński chce trzeciej tury, a z drugą będzie miał problem jak nie zmieni te podglebia negatywnego na pozytywny i nawet małorolny Schetyna nie będzie przeszkodą, aby stracić władzę.

    1. Rola wskaźników ekonomicznych jest przeceniana. W oblężonej twierdzy wszystkie ręce na pokład i łapaj wroga wewnętrznego. Kluczowe znaczenie ma to, ilu ludziom PiS sprzeda narrację ‚wszyscy-przeciw-nam/krwawa-ma-męka’, czy znajdzie się ktoś, kto przekonująco wyartykułuje, że że sami na siebie polujemy.

      A Schetyna? Bez żartów, prędzej bym obstawiał jakiś ruch faszystowsko-nacjonalistyczny w sojuszu z Kukizem obchodzący PiS z prawej strony, a nawet ostatecznie zradykalizowaną lewicę czy jakiś nowy byt w centrum (tu najmniejsze szanse).

  15. Możliwe, że na początku chodziło o coś innego, ale chyba zdecydowano, że tak ma zostać. Zupełnie nie ma znaczenia, że ta polityka jest przeciwskuteczna i spowoduje, że zagranicą wszyscy, którym zechce się mieć zdanie w tej sprawie, dowiedzą się, że ‚death camps were Polish’. Od skuteczności polityki zagranicznej ważniejsza ma być jej ‚naszość’. Trzeba przyznać, że pracuje się nad tym dość konsekwentnie i że wyniki nie mogą być inne niż całkowita izolacja. Początkowo byłem o tym przekonany, potem nieco zwątpiłem, ale chyba nie ma wyjścia, żeby potwierdzić – tak ma być. Konsolidacja przez izolację. Inna sprawa, czy się to uda.

    1. Bardziej smutne skutki miałoby wycofanie się z tej ustawy. Bo za cenę sposju na linii Polska-Izrael nastałaby cisza, z której i tak niewiele wynika, ale za to wszyscy by mieli nas za republikę bananową, której można narzucić wolę kiwając paluszkiem z Azji mniejszej. Tym bardziej to smutne, że argumenty drugiej strony są nadmuchane i bezpodstawne. W takim przypadku, w większości społeczeństw, ludzie się solidaryzuj w obronie wspólnego interesu. W PL potrzeba Kaczyńskiego, żeby Polacy to zrozumieli. Oczywiście totalna opozycja (i zamknięte umysły) jest do tego niezdolna.

      1. Wręcz przeciwnie, w dyplomacji za poważne uznaje się te kraje, które rozmawiają. Rozmawiają zarówno Węgry, jak i Rosja. Z krajów, które nie życzą sobie, by inni mieszali się w ich sprawy znajdzie się zapewne Korea Północna i kilka dyktatur.

        Tyle, że Kaczyński nie ma za bardzo jak rozmawiać, bo na potrzeby krajowe puszcza zupełnie przeciwny przekaz do tego, który stara się puszczać za granicę.

  16. 100% racji, gdyby tylko w rzeczowej ustawie znalazły się jakieś zapisy o działalności naukowej i artystycznej….

    1. Bronić trzeba się skutecznie. Od tego są sądy, inwestowanie w PR, organizowanie konferencji i wykładów, lobbing, dysponujemy całą gamą możliwości. Zamiast tego decydujemy się na najmniej skuteczny i najgorszy wizerunkowo środek. Co zrobimy jak ktoś w np.: francuskiej telewizji zasugeruje, że Polska odpowiada za Holokaust? Będziemy wnioskować o ekstradycję? Skażemy go zaocznie? Nie ma szans by skutecznie wykorzystać przepisy tej ustawy, tam gdzie powinny być one efektywne, czyli poza naszymi granicami. Podejmowanie nieskutecznych działań tylko nas ośmiesza.

      1. Zgadzam się zupełnie.

        Choć z drugiej strony. Tu przecież się odbywa licytacja na ofiary. A skoro mamy być ofiarą, to nawet lepiej, jak nam solidnie dołożą. Co to za ofiara, co nie ‚przecierpi’ swej ofiary. W tym stylu można jakiś czas jechać, jak się to sprytnie robi. W Brukseli nie wyszło, bo jednak wyszła ‚ofiara losu’, ale tutaj udało się znaleźć bardziej rezonujący temat. Zwycięstwo wciąż nie jest przesądzone (w sensie, kto w to uwierzy), ale wyraźnie PiS widzi potencjał w tej legendzie.

    2. Ludzie wolni od nienawiści są przede wszystkim ludźmi – pisał filozof. I tylko na tym poziomie występuje zdolność do oceny czynów i zachowań. Tam, gdzie pojawia się instytucja zanika prawda. Państwo nigdy nie reprezentuje interesów jednostki. Państwo interesy jednostki skutecznie zwalcza. Po to, aby móc manipulować zachowaniami społecznymi w walce politycznej. Świat zaludniają jednostki, nie kraje. Człowiek, który z własnej woli szuka (i znajduje) główne zabezpieczenie swojej niezależności w instrumentach systemu jest zwykłym niewolnikiem. Mądrość nie pracuje w kieracie państwa. A ten, kto zechce „opluwać nasz kraj” – niech pluje. Dopóki starczy mu śliny…

  17. Cóż, polityka dobra dla partii rządzącej, niekoniecznie dla ‚polskiej racji stanu’. Najlepsze jest to że RAZ, krytykujący Polskę że w imię ‚honoru’ stanęła w 1939 do beznadziejnej walki, tym razem chce aby Polska tak właśnie postąpiła…

    1. człowieku, ochłoń trochę, bo podobne brednie (o stanie wojny itd) smarowali już przy impasie ws trybunału, potem przy imigrantach, niedawno w sprawie sadów. Zawsze staliśmy nad przepaścią i wszyscy „mądrzy” zalecali krok do tyłu, co zawsze oznaczało kapitulację. Biała flaga to chyba powinien być, według was, sztandar Polski…

      1. Jedno pytanie- jakie możliwości ma nasz rząd aby wsadzić za kratki kogoś kto w USA napisze coś co podpada pod ustawę? Obecnie większość ludzi na świecie ma po prostu w anusie całą tę sprawę. Natomiast niekończące się spory polski rząd vs. żydowscy prawnicy może skutecznie wbić każdemu w głowę hasło ‚polskie obozy’. Naprawdę warto poczytać Dorna, ktoś rzucił tu link. Facet pisze trzeźwo i wcale nie wybiela Izraela. Problem w tym że naprawdę możemy mieć dwóch kierowców pędzących na siebie i wiedzących że nie mogą skręcić…