Kraj

Polska rodzina na samozatrudnieniu – o zakazie handlu w niedzielę

Supermarket

Ustawa ograniczająca handel w niedzielę jest niekorzystna dla pracowników, konsumentów i dla państwa. Komentarz Piotra Szumlewicza.

Przegłosowana przez Sejm ustawa ograniczająca handel w niedzielę jest niekorzystna dla pracowników, konsumentów i dla państwa, a do tego fatalnie przygotowana. To kolejny przykład psucia prawa i stawiania postulatów związku zawodowego Solidarność oraz Kościoła katolickiego ponad dobrem całego społeczeństwa.

Nie zakaz, lecz uderzenie w duże sklepy

Zgodnie z ustawą od 1 marca 2018 roku handel w galeriach handlowych i sklepach wielkopowierzchniowych będzie możliwy w dwie niedziele miesiąca, od 2019 roku w jedną, a od rok później już tylko w szczególnych wypadkach. Ustawa jest jednak dziurawa i mnóstwo w niej niejasności. Już pierwotny projekt Solidarności zawierał mnóstwo wyłączeń, a teraz ich liczba wzrosła do blisko trzydziestu. Nie dość zatem, że ustawa zawiera mnóstwo wyjątków, to część przepisów jest niejasna i pozwala na nadużycia oraz dowolność interpretacyjną.

Niedziela dzieli

Wolne od zakazu mają być między innymi: kwiaciarnie; apteki; placówki handlowe w hotelach; placówki handlowe w zakładach prowadzących działalność w zakresie kultury, sportu, oświaty, turystyki i wypoczynku; sklepy na stacjach paliw płynnych, których przeważająca działalność polega na sprzedaży paliw; placówki handlowe, których przeważająca działalność polega na sprzedaży pamiątek lub dewocjonaliów; placówki handlowe, których przeważająca działalność polega na sprzedaży prasy, biletów komunikacji miejskiej, wyrobów tytoniowych, kuponów gier losowych i zakładów wzajemnych; placówki handlowe na dworcach w zakresie związanym z bezpośrednią obsługą podróżnych; sklepy internetowe; sklepy prowadzone przez przedsiębiorcę będącego osobą fizyczną, wyłącznie osobiście i we własnym imieniu, a także piekarnie, cukiernie, lodziarnie.

Taki kształt ustawy pozwala na nadużycia i uderza swoim brakiem konsekwencji oraz nierównym traktowaniem podmiotów gospodarczych. Trudno powiedzieć, co ma na myśli ustawodawca, pisząc o „przeważającej działalności”. Czy w sklepie z dewocjonaliami będzie można sprzedawać kiełbasę, ale pod warunkiem, że obrót dewocjonaliami będzie wyższy niż obrót kiełbasą? Czy hipermarkety będą mogły prowadzić działalność handlową na dworcach? Jakie towary podlegają pod „zakres związany z obsługą podróżnych”? Czy w lecie na dworcu będzie można kupić okulary przeciwsłoneczne, a w zimie rękawiczki? Czy duże sieci handlowe będą mogły funkcjonować w niedzielę, gdy rozbudują swój dział cukierniczy? Brak precyzji rodzi oczywiście samowolę interpretacyjną. Ponadto jeżeli zdaniem ustawodawcy niedziela ma być dla Boga i rodziny, to skąd tak wiele wyjątków? Czy pracownik supermarketu bardziej potrzebuje wolnej niedzieli niż pracownik cukierni albo sklepu z dewocjonaliami?

Wsparcie dla samozatrudnienia

Kluczowe wyłączenie, które z pewnością obejmie najwięcej podmiotów, a zarazem daje największe pole do nadużyć, dotyczy sklepów prowadzonych przez przedsiębiorcę, który działa osobiście i we własnym imieniu. Chodzi zatem o samozatrudnienie. Co ciekawe, już w uzasadnieniu projektu Solidarności pojawiło się wsparcie dla tego typu działalności. Czytamy w nim m.in., że: „[o]baw nie powinien budzić także spadek zatrudnienia w sektorze handlu. Ze względu na możliwość handlu w niedziele przez osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą przewiduje się stworzenie dodatkowych miejsc pracy w formie samozatrudnienia”. Innymi słowy wcale nie chodzi o wolne niedziele dla większej liczby pracowników, lecz o przeniesienie siły roboczej z hipermarketów i galerii handlowych do małych sklepów, w których ekspedientki są zarazem właścicielkami sklepów. Nie jest to więc żaden „projekt zakazu handlu w niedziele”, tylko wsparcie małych sklepów kosztem super- i hipermarketów oraz galerii handlowych.

Czy to dobra zmiana? Można mieć wątpliwości. Wynagrodzenia w mikroprzedsiębiorstwach są bowiem o wiele niższe niż w większych firmach. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika wręcz, że istnieje między nimi przepaść. W 2016 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie w mikroprzedsiębiorstwach wyniosło 2577 zł brutto, a w podmiotach zatrudniających więcej niż 9 osób – 4323 zł. To aż 1746 zł różnicy! Duże różnice w dochodach występują też w dziale „handel i naprawa pojazdów samochodowych” – średnie wynagrodzenia brutto w mikroprzedsiębiorstwach w ubiegłym roku wynosiły 2541 zł, a w firmach zatrudniających ponad 9 osób 3755 zł. GUS wskazuje przy tym, że im większa firma w branży, tym wyższe zarobki, ponieważ w przedsiębiorstwach zatrudniających od 10 do 49 pracowników w 2016 roku średnie płace wynosiły 3176 zł, a w dużych firmach o liczbie pracujących ponad 49 osób – 4021 zł. Dowartościowanie najmniejszych sklepów jest zatem wsparciem dla najgorzej opłacanego segmentu rynku pracy.

Co z tą niedzielą?

Również raporty Państwowej Inspekcji Pracy dowodzą, że sytuacja pracowników w małych sklepach, które wspiera rząd, jest o wiele gorsza niż w krytykowanych hipermarketach. W rozdziale poświęconym przestrzeganiu praw pracowniczych autorzy raportu piszą: „Stwierdzone nieprawidłowości występowały przede wszystkim w sklepach kontrolowanych po raz pierwszy, a także niesieciowych lub należących do sieci o rozproszonej strukturze zarządzania (gdzie większość kompetencji została scedowana na kierowników sklepów bądź osoby nadzorujące kilka czy kilkanaście placówek na określonym obszarze), należących do sieci opartych na polskim kapitale oraz nastawionych na szybką ekspansję, bądź też działających na zasadzie franczyzy (każdy sklep prowadzi odrębny przedsiębiorca). (…) W małych sklepach skala nieprawidłowości była znacznie większa niż w placówkach wielkopowierzchniowych. Dotyczyło to nie tylko większego odsetka podmiotów, ale także znacznie większych grup zatrudnionych (nawet ok. 30%)”. Skala nieprawidłowości w małych sklepach była o wiele wyższa niż w dużych placówkach handlowych odnośnie kwestii związanych z kształtem umowy o pracę, jak też rozliczaniem nadgodzin, prowadzeniem ewidencji czasu pracy czy nieudzielaniem urlopu.

Mieć albo nie mieć wolnego w niedzielę – oto jest pytanie

W 2016 PIP zbadała też przestrzeganie zakazu pracy w placówkach handlowych w święta. Również tutaj okazało się, że największe placówki handlowe znacznie rzadziej łamią przepisy niż te małe. Inspektorzy wskazują na stosunkowo niewielką liczbę przypadków naruszeń przepisów w hipermarketach i znacznie większą – w mniejszych placówkach handlowych. Innymi słowy, już teraz małe sklepy omijają przepisy, nie pozwalając pracownikom odpoczywać w święta. Najwyraźniej ustawodawca postanowił dać im premię za eksploatację pracowników i umocnić ich pozycję na rynku. Oczywiście w sieciach handlowych wciąż istnieje wiele patologii, ale sytuacja w ostatnich latach zaczęła się poprawiać – w coraz większej liczbie hipermarketów działają związki zawodowe oraz rośnie presja na wyższe płace i zatrudnianie etatowe. Trudno w tym kontekście zrozumieć decyzję rządu chcącego tym samym wzmocnić najbardziej śmieciowy segment handlu, w którym łamanie praw pracowniczych jest nagminne. Zamknięcie supermarketów i centrów handlowych w niedzielę może stać się bodźcem do pogorszenia już złych warunków pracy w małych sklepach.

Ustawa nie skraca czasu pracy

Obrońcy ustawy często przywołują argument trudnych warunków pracy w handlu, w tym długiego czasu pracy i nadużywania przez pracodawców nadgodzin. Trudno zaprzeczyć, że praca ekspedientki jest bardzo męcząca, a płace w branży są niskie. Niestety, ani ustawa obywatelska Solidarności, ani ta przyjęta przez parlament w ogóle nie odnosi się do czasu pracy i nie wiąże się z poprawą warunków pracy w branży.

Polscy pracownicy należą od najdłużej pracujących w Unii Europejskiej. Dlatego warto byłoby skrócić tydzień pracy, wydłużyć urlop wypoczynkowy, ograniczyć liczbę nadgodzin i podnieść wynagrodzenia za nie, jak też zwiększyć zakres kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Niestety, proponowana ustawa nie zawiera tego typu rozwiązań, a wręcz umacnia ten segment rynku, w którym sytuacja pracowników jest najgorsza. Przepisy dotyczące dziennego, tygodniowego i miesięcznego czasu pracy nie zmienią się. Można tylko domniemywać, że po wdrożeniu zmian galerie handlowe i hipermarkety wydłużą czas działania w piątki i soboty do 24, a osoby, które będą chciały pracować w niedziele, zostaną skazane na pracę w małych sklepach.

Co z innymi branżami?

Partia rządząca nie odniosła się do często formułowanych zastrzeżeń, iż ustawa dotyczy tylko części jednej branży. W niedzielę czynne są szpitale i elektrownie, działa policja i straż pożarna, funkcjonuje transport publiczny, otwarte są baseny, restauracje, ogrody zoologiczne, kościoły, muzea, galerie, wesołe miasteczka. Setki tysięcy pracowników pracują w niedziele i ustawa w ogóle się do nich nie odnosi. Część zwolenników ustawy argumentuje, że społeczeństwo może funkcjonować w niedzielę bez otwartych galerii handlowych. Oczywiście mają rację, ale wobec tego powinni konsekwentnie dążyć do zamknięcia wszystkich sklepów, a nie tylko wybranych, a do tego restauracji, basenów czy muzeów. Tymczasem ustawa idzie wręcz w odwrotnym kierunku. Jej autorzy twierdzą, że liczba osób pracujących w niedzielę w handlu nie spadnie, a w innych branżach wręcz… wzrośnie. W ustawie projektu obywatelskiego, jak czytamy, „przewiduje się, że ograniczenie handlu w niedziele spowoduje przeniesienie ciężaru opodatkowania na usługi tj. gastronomię, rozrywkę, itp. w związku ze zwiększonym zapotrzebowaniem społecznym na tego typu usługi świadczone w niedziele”. Innymi słowy, pracownicy supermarketów mają korzystać z otwartych w tym dniu restauracji, kawiarni czy basenów. Ciężkim losem ich pracowników ustawodawca już się nie zainteresował. Czy zdaniem posłów Prawa i Sprawiedliwości kelnerki w restauracjach są gorsze od ekspedientek w hipermarketach?

Wyższe płace za krótszą pracę

Podczas prac nad ustawą pojawiła się poprawka zgłoszona przez Polskie Stronnictwo Ludowe, aby za pracę w niedzielę wynagrodzenia były 2,5 razy wyższe niż za pracę w dni powszednie. Niestety, została ona przez partię rządzącą odrzucona. Również Solidarność nie optowała za takim rozwiązaniem, o które od wielu miesięcy walczy Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Jednak OPZZ od początku szedł dalej w swoich propozycjach, gdyż wyższe płace miały dotyczyć nie tylko handlu, ale wszystkich branż i regionów. Wszak nie ma żadnego powodu, aby wyróżniać pracowników handlu, a innym płacić mniej.

Świat pracy jest na kolanach [rozmowa z Agatą Nosal-Ikonowicz i Piotrem Szumlewiczem]

Obecnie większość osób wykonujących swoje obowiązki w niedzielę nie otrzymuje żadnych dodatkowych środków. Dzieje się tak tylko wówczas, gdy niedziela jest dla nich nadliczbowym dniem pracy. W innym wypadku mają wolny jeden z dni powszednich, a niedziela jest traktowana jako normalny dzień pracy. Znaczne podniesienie płac za pracę w niedziele rekompensowałoby stratę wolnego weekendu i znacznie podnosiło miesięczne pobory.

Obrońcy ustawy twierdzą, że zakaz pracy w niedzielę jest szczególnie korzystny dla rodzin z dziećmi. Wydaje się tymczasem, że znacznie wygodniejsza dla wielu z nich byłaby praca w cztery niedziele w miesiącu za znacznie wyższe stawki niż obecnie. Ustawodawcy nie chodzi jednak o poprawę warunków życia pracowników i ich rodzin, lecz o wsparcie dla tradycyjnego modelu rodziny i drobnej polskiej przedsiębiorczości. Stąd też częste odwołania do Boga i Kościoła w uzasadnieniu ustawy oraz wprost deklarowana niechęć wielu posłów partii rządzących do zagranicznych sieci handlowych, które naszej władzy kojarzą się z wielkomiejskich zepsuciem.

hooks: Gdy praca wcale nie wyzwala

Zamiast selektywnych zakazów, chaosu legislacyjnego i narzucania społeczeństwu określonego modelu spędzania czasu wolnego, rząd powinien podjąć działania na rzecz wyższych płac i krótszego czasu pracy. W ten sposób poprawiłaby się sytuacja dochodowa części pracowników i nieco ucywilizowałby się polski rynek pracy.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Szczególnie ciekawy jest wyjątek poczyniony na rzecz handlu dewocjonaliami. Jakie on ma uzasadnienie? Da się jeszcze uzasadnić wyjątek na sprzedaż pieczywa, które jest artykułem pierwszej potrzeby, ale obrazki, figurki, czy różańce? Nie widzę żadnego specjalnego powodu, aby tego rodzaju handel miał być inaczej traktowany, niż sprzedaż klocków Lego. Jak zakaz to zakaz.

Da się to bez problemu wytłumaczyć różnymi odpustami, sprzedażą w przykościelnych sklepikach i jest to problem marginalny.
Ja- ja - ja -mam antykościelną i antyreligijną obsesje, to znaczy, że posłowie PiS także.
Raz w Petru za sprzeciw, raz w PiS za ustawę - już się całkiem pogubiłem w stanowisku lewicy i tak źle i tak nie dobrze, umówmy się, że nie da się zadowolić wszystkich, a wiele rzeczy wyjście w praniu, czyli pewnej praktyce. Pytanie np czy zakaz nie przyśpieszy pewnych zmian społecznych i nie będzie stymulatorem dla handlu w internecie, zamawiania zakupów z dostawą do domu.
Nie da się uciec od tego, że jakaś część zawodów, branż funkcjonuje w rozrywce, gastronomii i większość przychodów to weekend, że zmienił się styl życia, mamy duże centra handlowe, które funkcjonują jako pewna całość.

"Raz w Petru za sprzeciw, raz w PiS za ustawę - już się całkiem pogubiłem w stanowisku lewicy"

Lewica nie jest Pisem żeby mieć jeden obowiązujący przekaz dnia. Czy różnice zdań w ramach tak szerokiej grupy jak "lewica" naprawdę są takie dziwne.
Jeśli jednak przeczytasz uważnie komentowany tekst, to nie ma w nim wsparcia poglądów Petru, który uważa, że należy dać pracodawcom pełną swobodę. Masz przede wszystkim wytknięcie hipokryzji twórcom uchwalonej ustawy, którzy wycierają sobie usta "dobrem pracowników", po czym wprowadzają regulacje idące w przeciwnym kierunku. Jest też poparcie pewnych propozycji, które faktycznie byłyby korzystne dla pracowników, jak choćby znaczne podwyższenie stawki za pracę w niedzielę (dla wszystkich).

Troche mnie dziwi, ze pan Szumlewicz posluguje sie srednia.
Srednia jest nadzwyczaj podatna na skrajnosci jest wiec normalne, ze w wiekszych przeddiebiorstwach rozbudowana struktura i prnsje dyrektorow zawyzaja srednie.
Prosze podac dominante w tych zakladach to bedziemy wiedzieli ile zarabiaja kasjerki i szprzataczki.
A co fo meritum - ustawa jest rzeczywiscie b. kiepskie, ale w tym parlamencie to nic nowego.

Zakaz handlu w niedzielę poniesie raczej społeczną porażkę, bo autorzy ustawy nie mają propozycji wartościowszego niż centra handlowe spędzania czasu na skalę masową. Dlatego przewiduję, że będzie to zakaz przejściowy, minie jak prohibicja w USA. Ale zakaz jest próbą niedoskonałej odpowiedzi na prawidłowo zdiagnozowaną sytuację. Otóż nie widać, by Autor miarodajny dla kierownictwa OPZZ podzielał tę diagnozę, a nawet więcej, dyskredytuje ją manipulując lewicowo-wrażliwym czytelnikiem przez suflowanie że główną motywacją jest uhonorowanie Boga i tradycyjnej rodziny. Dostosowując się do przekonań Autora o głupim czytelniku mógłbym zrewanżować się na podobnym poziomie utrzymując, że Piotr Szumlewicz i OPZZ to agenci wielkiego kapitału, a przynajmniej obiektywnie mu się wysługujący. Notabene, dlaczego Bóg i tradycyjna rodzina mają być nie lewicowe? Czy na tej samej zasadzie, co patriotyzm? Polecam artykuł Roberta Skidelskiego http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/skidelsky-niewygodna-prawda-o-masowej-imigracji/ oraz komentarz ddd do niego adresowany do wyznawców zasadniczych sprzeczności między tradycją a lewicowością.

Tradycja rodzinna i bóg nie mogą być lewicowe z tego samego powodu, z którego zielony nie może być niebieskim. Pojęcie "ziebieskości" istnieje tylko po to, aby kontrfaktyczne zdania warunkowe spełniały się w prawdzie. A prawda jest taka, że boga nie ma. Tradycja rodzinna jest faktem.

"suflowanie że główną motywacją jest uhonorowanie Boga i tradycyjnej rodziny"
Nie suflowanie, tylko wskazanie faktu, który jednoznacznie wynika z treści ustawy i jednocześnie wprost wylewa się z jego uzasadnienia. Tu nie ma żadnych wątpliwości, że podstawową przyczyną uchwalenia tej ustawy były żądania środowisk związanych z Kościołem Katolickim, a inne kwestie stanowią jedynie pretekst mający zamaskować wprowadzanie religijnych zasad do prawodawstwa świeckiego rzekomo państwa. Nie chodzi o żadnych pracowników handlu, lecz o uniemożliwienie niepracującym w niedzielę robienia zakupów w "Dzień Święty".

"utrzymując, że Piotr Szumlewicz i OPZZ to agenci wielkiego kapitału, a przynajmniej obiektywnie mu się wysługujący"
W tekście masz logicznie wytłumaczone i poparte twardymi danymi, dlaczego wspieranie biedaprzedsiębiorczości kosztem dużych pracodawców jest niekorzystne z punktu widzenia pracowników. W tej sytuacji postawa autora jako związkowca jest jedyną właściwą. Związek zawodowy powinien wspierać ten rodzaj działalności, który zapewnia lepsze standardy pracy. Januszów biznesu niech broni Bochniarz z Mordasewiczem.

"Notabene, dlaczego Bóg i tradycyjna rodzina mają być nie lewicowe?"
Jeszcze raz - chodzi o wymuszanie zasad konkretnej religii za pomocą ustawodawstwa. To jest dość literalne zaprzeczenie lewicowej (nota bene stanowiącej dziś standard w krajach rozwiniętych) zasady świeckości państwa i tyle.

Niemiecki Trybunał Konstytucyjny kilka lat temu podtrzymał zakaz handlu w niedzielę powołując się wyłącznie na laickie wartości. To, że wolne niedziele przyszły z chrześcijaństwa oraz to, że niektórzy zwolennicy tego zakazu kierują się swoją wiarą niczego nie przesądza i nie zwalania niewierzących od ustosunkowania się do sprawy w sposób obiektywny. Za Bismarcka to ówczesna lewica przeforsowała pełne wolne niedziele, bo pracodawcy (konserwatyści) stali na stanowisku, że jak zmiana w fabryce zaczyna się w sobotę godzinę przed północą lub kończy o 1.00 w poniedziałek, to nie naruszają wolnej niedzieli. A dziś oto lewica ma alergię na wolne niedziele, bo ważniejsza jest wolność niż bezpieczeństwo socjalne. Owszem, to uprawniony punkt widzenia, ale czy lewicowy?

O godzinach pracy sklepów decydują kupujący (bold and beautiful) i sprzedający (zachodnie korpo). Obsługa sklepów nie ma nic do gadania i do wszystkiego się dostosuje. Bo to najsłabsi pracownicy dla których alternatywą do siedzenia na kasie jest bezrobocie. Jeżeli rząd za nimi się nie wstawi, to nikt ich nie weźmie w obronę.

Takie artykuły najlepiej pokazują w czyjej kieszeni siedzą jakie media.

W artykule masz w przystępny sposób wytłumaczone, dlaczego RZĄD NIE WSTAWIŁ SIĘ ZA PRACOWNIKAMI. Wstawił się za Kościołem Katolickim i januszami biznesu, kosztem właśnie pracowników. Gdybyś przeczytał ze zrozumieniem, to takich głupot byś nie wypisywał.

No, ale czego ja się spodziewam. Od razu widać, że Tobie płacą za pisanie, a nie za czytanie.

Pogadamy jak przepracujesz parę niedziel.

Bartek Milewski

Artykuł przypomina mi swoją argumentacją wypowiedź prezydenta Poznania jakieś 20 lat temu. Twierdził że budowa ścieżek rowerowych jest zbędna bo on nie widzi żeby ktokolwiek w mieście używał roweru jako środka transportu

Bardzo słaba krytyka. Autor zarzuca, że projekt nie skraca czasu pracy. Jest to nietrafiony zarzut, bo projekt nie zakłada takiego skutku, nie to jest zamiarem jego twórców. Problematyczne jest rzekomo także to, że inne branże nie są objęte zakazem. Po pierwsze, jest to argument z równi pochyłej. Nie ma żadnej logicznej ani politycznej sprzeczności we wprowadzaniu zmian częściowych. Może to wręcz mieć swoją funkcję, np. testową.
Jedyny dobry punkt tego artykułu to krytyka wyjęcia spod zakazu przedsiębiorców pracujących w sklepie osobiście, czyli kwestia samozatrudnienia. Nie widać żadnego uzasadnienia dla tego wyjątku. Może on tylko i wyłącznie prowadzić do nadużyć.

Autor artykułu krytykując autorów ustawy stosuje zasadę "w którą stronę się nie obrócisz, to i tak kijem w łeb". Gdyby nie wyłączono np. kwiaciarni, to też by mu się to nie podobało - bo to i tamto, a zresztą wszystko jedno, ważne że źle. Gdyby było odwrotnie, w Polsce zakaz handlu w niedzielę już obowiązywał, a PiS by go znosił - pan Szumlewicz podniósłby jeszcze większy rwetes.
Jeśli autor tak lubi równość i nie podoba mu się, że skoro w niedzielę muszą pracować strażacy i tramwajarze, a kasjerki w marketach nie, to niech zaproponuje zniesienie wolnych niedziel w ogóle. Niech zasuwają fabryki i urzędy, nauczyciele i szewcy. Będzie równość i nikt nie poczuje się dyskryminowany. Również i moja wolność spędzania wolnego czasu nie ucierpi, bo ja np. uwielbiam spędzać wolny czas w bibliotece i odczuwam tego wielki brak w niedzielę. A na niedzielnej wycieczce do lasu to tylko można dostać reumatyzmu i załapać kleszcza,więc łażenie po centrach handlowych jest zdecydowanie zdrowsze. Nie ma jak to zakup glazury i zaprawy niedzielną porą w Castoramie - super.

cytuję najtrafniejsza , nowoczesną i zgodną z poglądami Baudrillarda diagnozę sytuacji, bo jeden props to tu za mało. żeby wyjść choć na zero
"Karl Marx
O godzinach pracy sklepów decydują kupujący (bold and beautiful) i sprzedający (zachodnie korpo). Obsługa sklepów nie ma nic do gadania i do wszystkiego się dostosuje. Bo to najsłabsi pracownicy dla których alternatywą do siedzenia na kasie jest bezrobocie. Jeżeli rząd za nimi się nie wstawi, to nikt ich nie weźmie w obronę.

Takie artykuły najlepiej pokazują w czyjej kieszeni siedzą jakie media."
16:1829 listopada 2017

I to jest TO!

Nowoczesna diagnoza: WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, BRATERSTWO.

Nic tak wyraziście nie kompromituje dzisiejszej "lewicy" jak jej stosunek do handlu w niedzielę. Na złość kościołowi katolickiemu "lewica" sprzedaje swoje podstawowe zasady i osiągnięcia, do których zawsze należały humanitarne warunki pracy ze świętym prawem każdego do wypoczynku.

Ale jak KK jest za, to "lewica" musi być przecież przeciw. Jak KK powie, że jest przeciwko pracy dzieci, to "lewica" zakrzyknie "gówniarze do roboty, a nie do szkoły na religię". Jak KK powie, że niewolnictwo jest nieludzkie, to "lewica" zaraz będzie za niewolnictwem.

Widać "lewica" woli się dzisiaj zajmować kastrowaniem mężczyzn i zabijaniem nienarodzonych dzieci. Prawa pracownicze, humanitaryzm pracy, rozwiązywania problemów socjalnych "lewicy" już dzisiaj nie interesuje.

Tak lewica niech idzie do diabła. Ludzie wiedzą, co robią, bo lewicę praktycznie do diabła posłali. I niech nie wraca.

Ogólnie zgoda - dwa miliony niejasnych wyłączeń w ustawie od razu pokazują, jaki to bubel.
A jednak trochę Pan naciągnął argumenty, pisząc o wynagrodzeniach w małych sklepach i tych dużych. Wyciąganie średniej to ewidentna manipulacja. Jasne, że w wielkiej firmie, gdzie jest ilus tam menago będzie wyższa średnia. Ci jednak w niedzielę siedzą w domku i mają w dupie kasjerki.
Trzeba było sprawdzić, ile zarobi pani Zosia zatrudniona przez panią Krysie w warzywniaku czy monopolowym a ile zarabia pani Czesia w Biedrze.
To raz.
Dwa - owszem, małe sklepy to beznadziejni pracodawcy. Głównie dlatego, że cienko przędą. Jeśli dostaliby trochę tych "niesprawiedliwych przywilejów", nikt na tym nie ucierpi, zapewniam.

Zgodzę się jednak, że niedziela "dla Boga" to argument od czapki.