Kraj

Państwo radzi Piotrowi Nowakowi, żeby był grzeczny i pokorny

Nie angażuj się, nie warto. Zostaniesz ukarany. Trafisz za kraty, zapłacisz soczystą grzywnę, stracisz pracę i nikt się za tobą nie ujmie. Siedź cicho i nie podskakuj, bądź grzeczny i pokorny.

We wtorek rano policja przyszła po działacza Inicjatywy Pracowniczej Piotra Nowaka. Dowiedział się, że ma do odsiedzenia w więzieniu 20 dni, jeśli nie wpłaci natychmiast 1000 zł. Wszystko dlatego, że w 2014 r. pozwolił sobie zaprotestować przeciwko zwolnieniu koleżanki.

Trzy lata temu sieć sklepów wolnocłowych działających na polskich lotniskach zwolniła dyscyplinarnie Annę Kucharzyk. Przed wyrzuceniem z pracy kobieta zaliczyła jeszcze solidny mobbing. Dlaczego? Kucharzyk pozwoliła sobie zostać przewodniczącą komisji zakładowej w sklepie tej sieci na Okęciu. Na drzwiach pokoju socjalnego zawisła wtedy kartka:

Chcemy:

– krzeseł przy kasach, bo kasjerki i kasjerzy stoją przez 10 godzin, a cała Europa już siedzi;

– traktowania pracownic i pracowników jak partnerów, a nie jak ludzi drugiej kategorii;

– poprawienia atmosfery w miejscu pracy;

– powiadamiania o zmianach w grafiku kilka dni wcześniej, a nie kilka godzin przed;

– zapewnienia pracownicom i pracownikom informacji o wykorzystaniu pieniędzy z Zakładowego Funduszu Socjalnego”.

Wystarczyło. Firma zareagowała natychmiast – zwolnieniem działaczki. Przez kuriera kobieta otrzymała następujące pismo:

…rozwiązuję z Panią umowę o pracę (…) z powodu ciężkiego naruszenia przez Panią podstawowych obowiązków pracowniczych. (…) w okresie, co najmniej, od 1 do 15 maja 2014 r., w czasie pracy, zakłócając porządek i spokój w miejscu pracy oraz naruszając wszelkie ogólnie przyjęte zasady etyki zawodowej, prowadziła Pani szeroko zakrojoną agitację wśród Pracowników (podczas wykonywania przez nich obowiązków służbowych) nastawiając ich wrogo do Pracodawcy”. Po raz kolejny w Polsce, coś, co przynależy do zupełnie podstawowych praw obywatelskich – wolność zrzeszania się w związkach zawodowych – została zanegowana przez prywatną firmę.

Świat pracy jest na kolanach

W obronie zwolnionej stanęły jej koleżanki i koledzy z Inicjatywy Pracowniczej. Protesty i pikiety na lotniskach odbyły się między innymi we Wrocławiu, w Poznaniu i Warszawie. W stolicy jednym z organizatorów akcji był Piotr Nowak. Został spisany i postawiono mu zarzuty z art. 52, czyli przewodzenia nielegalnemu zgromadzeniu. We wtorek rano w asyście policji został doprowadzony do prokuratury. Miał zapłacić natychmiast 1000 zł, albo trafić na 20 dni do więzienia.

To nie pierwsza taka sytuacja w ostatnim czasie. Swoje odsiedział już Piotr Ikonowicz. Działacz Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej skończył z wyrokiem trzech miesięcy więzienia za naruszenie nietykalności cielesnej kamienicznika. W 2000 r. Ikonowicz – jeszcze jako poseł – brał udział w blokowaniu eksmisji pary starszych ludzi w Warszawie. Na takiej blokadzie ludzie siedzą na schodach przed wejściem do mieszkania i uniemożliwiają wykonanie wyroku eksmisyjnego przez komornika. Tym razem kamienicznik próbował, mimo zatarasowanego wejścia, dostać się do mieszkania. Rozpoczęła się szarpanina. Na miejscu było wielu ludzi, ale jedynym zeznaniem obciążającym Ikonowicza była relacja kamienicznika. Wystarczyło to jednak, żeby zapadł wyrok skazujący. Kilku opozycjonistów z okresu PRL zaapelowało o ułaskawienie działacza KSS. Nic to jednak nie dało. Ikonowicz został doprowadzony przez policję do odbycia kary. Na szczęście po dwóch tygodniach udało się zebrać pieniądze i zwolniono go z więzienia.

Majmurek: Ikonowicz – więzień „wolnej Polski”

Cały wyrok za podobną sprawę odsiedział za to poznański działacz wolnościowy Łukasz Bukowski. Za kraty trafił za udział w próbie blokady eksmisji na bruk Ryszarda i Katarzyny Jenczów. Mimo że starsza kobieta od lat porusza się na wózku, sąd, orzekając o eksmisji, nie przyznał małżeństwu prawa do lokalu socjalnego. Wyrzucenie staruszki na ulicę zabezpieczały duże siły policji, które „odcięły” dostęp do kamienicy i lokalu. Pomimo tego ok. 70 aktywistów i aktywistek próbowało powstrzymać eksmisję. Dołączyli do nich mieszkańcy dzielnicy, a Katarzyna Jencz, z uwagi na nagłe pogorszenie stanu zdrowia, została odwieziona karetką do szpitala. Komornik tymczasem zajął i zabezpieczył mieszkanie. Bukowski został oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta i skazany. Wyrok odsiedział w Gorzowie Wielkopolskim.

Prawna niesprawiedliwość – więzienie za blokadę eksmisji

W areszcie wydobywczym, bez postawienia zarzutów, siedzi dalej lider partii Zmiana Mateusz Piskorski. Można być przekonanym o jego winie, można uważać go za rosyjskiego szpiega, postać moralnie wątpliwą, z którą nie zgadzamy się politycznie, ale nie można łamać jego prawa do sprawiedliwego procesu. A tego prawa odmawia mu się od wielu miesięcy. Nie wiemy, jakie są w jego sprawie dowody, nie wiemy, z jakiego paragrafu ma zostać oskarżony. Nie wie tego też sam Piskorski. Jeśli pozwolimy na takie traktowanie, nie możemy oczekiwać niczego lepszego w przypadku, gdyby do aresztu trafili Władysław Frasyniuk za blokowanie miesięcznicy czy Małgorzata Tracz za „znieważenie” symbolu Polski Walczącej. I nie spodziewajmy się niczego lepszego, kiedy do aresztu – a nuż – trafimy my. Przykład Igora Stachowiaka pokazuje, że możemy nawet się obawiać, że przydarzy się nam coś dużo gorszego.

Śmierć we Wrocławiu

Tymczasem można spokojnie łamać konstytucję Rzeczypospolitej, niszczyć polską przyrodę i rozdawać kolegom państwowe synekury. Można spokojnie rozkradać naszą stolicę w tzw. reprywatyzacji i oddawać miliony wspólnych pieniędzy w ręce szemranych biznesmenów. Można zalegalizować pralnie brudnych pieniędzy w sieci automatów z grami i dalej w spokoju budzić się i zasypiać. Polskiego państwa nie interesują takie przestępstwa. Wystarczy jednak wyjść na ulicę i zrobić coś dla ludzie pokrzywdzonych, samotnych, biednych, żeby policja zgłosiła się po nas w błyskawicznym tempie. To sygnał do wszystkich, którzy chcą zrobić coś, bo wierzą w sprawiedliwość i państwo prawa. Nie angażuj się, nie warto. Zostaniesz ukarany. Trafisz za kraty, zapłacisz soczystą grzywnę, stracisz pracę i nikt się za tobą nie ujmie. Siedź cicho i nie podskakuj, bądź grzeczny i pokorny.

Tak Polska diluje z ludźmi, którzy wstali od kompa i chcieli zrobić coś ważnego, coś, w co wierzyli, coś, co uważali po prostu za sprawiedliwe i słuszne. Takie to jest właśnie państwo.

Piotr Nowak wpłacił dziś należną grzywnę.

Leder: Relacja folwarczna

Bio

Andrzej Leder

| filozof kultury, psychoterapeuta
Profesor Polskiej Akademii Nauk, absolwent Akademii Medycznej i Uniwersytetu Warszawskiego. Wykładowca w Instytucie Filozofii UW. W 2015 roku, nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej, ukazała się jego książka "Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej", nominowana do Nagrody Literackiej Nike oraz Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Jak na dłoni widać tu zasadniczą słabość polskich (i generalnie - wschodnich - intelektualistów): straszliwe gadulstwo. Teza oczywiście celna, chociaż może nie tak odkrywcza, jak autorowi się wydaje, ale na jej uzasadnienie wystarczyłyby dwa, najwyżej trzy akapity. I tak zapewne wyglądałoby to w wykonaniu amerykańskiego czy brytyjskiego autora. Tymczasem wszystko to rozciągnięte na wielki artykuł, zawierający coraz bardziej oczywiste, "łopatologiczne" wręcz przykłady, rozmywa główny wątek i po prostu - zaczyna nudzić. Mam nadzieję, że autor nie poczuje się dotknięty tym, co napisałem, bo naprawdę cenię jego opinie, uważam go nie tylko za wnikliwego i bystrego, ale także jednego z najoryginalniejszych komentatorów polskiego życia społecznego i politycznego, przerastającego pod tym względem większość naszych uznanych autorytetów w tej dziedzinie, a to, co piszę podyktowane jest jedynie chęcią ostrzeżenia młodszego kolegi przed pokusami łatwizny, na które każdy z nas - piszących - jest narażony.

Czy moge prosic o wypunktowanie tych zbednych fragmentow? Bo, jak na razie, nic konkretnego z Pana/Pani posta nie wynika...

No tak . Dla Pana to są sprawy oczywiste, a innym należy powtarzać na okrągło - może coś zrozumieją.

A mnie się ten esej podoba właśnie w takiej długiej formie. W kilku akapitach nie da się opisać uwikłania zdominowanych w podtrzymywanie relacji opresji albo pokazać, że rozmaite formy opresji, o których autor wspomina, są ze sobą powiązane w sieć współzależności. To drugie ma z resztą doniosłe konsekwencje polityczne: nie da się, jak to czasami sugerują niektórzy "życzliwi", taktycznie odłożyć na przyszłość kwestii feministyczno-genderowych lub świeckiego państwa, bo póki co straszą one elektorat, i skupić na ekonomicznych. Tu jeden węzeł jest spleciony z drugim, można je zdjąć tylko jednocześnie.

Nigdy dosyc przypominania o tym, ze 90% z nas NIE JEST potomkami tych ,,husarzy co to Moskwe zdobywali" ale potomkami NIEWOLNIKOW co w znoju, pod grozba dybow i knuta na owe dworki, koniki tyrali.
Jedna rzecz nie daje mi w tym eseju spokoju - pokazujac jak bardzo lewica zostala wykastrowana. Wykastrowana semantycznie - pozbawiona przez populistow neoliberalnych jezyka. Ci co upominaja sie o prawa pracownicze to ,,roszczeniowi (to slowo jest absolutnym klasykiem neoliberalnego jezyka) niszczyciele gospodarki. I tak dalej...Ale nawet A. Leder ulega temu - pracodawca. Ot, slowko niby. Praco-DAWCA. Moze od razu przejdzmy to konktetow - DOBRODZIEJ? LASKAWCA? Przeciez to on BIERZE - kupuje prace ZATRUDNIONEGO. Zatrudniony zas ja sprzedaje czyli oddaje. I dlatego jest ,,Praco-BIORCA"? Bierze czyli pozbawia swojego Dobrodzieja tejze pracy? Trzymajac sie tej ,,logiki" - klient kupujacy towar w sklepie to Towaro-DAWCA? Wiadomo - ten co cos daje jest znacznie sympatyczniejszy niz ten co bierze, nieprawdaz? To tylko jeden zestaw pojec: pracodawca-pracobiorca.
Przypominam, ze jest caly slownik do odzyskania ,,podatki to kradziez" , ,,pomoc docjalna to hodowla patologi"...

W eksperymencie Zimbardo nie brali udziału potomkowie ani "husarów" ani "niewolników" ( przynajmniej, w bliskim przedziale czasowym) , a w ciągu s z e ś c i u dni sytuacja wytworzyła "folwarczne relacje". Spośród ponad 50 osób, które obserwowały eksperyment, zasadniczo należących do elity inteligencji, tylko jedna zgłosiła zastrzeżenia moralne.

Nie chodzi o zachowanie Polaków w relacji podległości (pan-niewolnik), tylko o to, że w naszym kraju inna relacja jest nie do wyobrażenia. Bowiem relacje folwarczne są głęboko zakorzeniowen w naszej mentalności. My zazwyczaj czujemy się niekomfortowo w sytuacji rowności, braku hierarchii, braku dominacji i przemocy. Dla nas katorgą byłby eksperyment odwrotny do eksperymentu Zimbardo, czyli wszyscy równi. Np. powszechnie w nowej pracy chcemy sytuować się w dobrze znanej nam relacji, a szef demokrata, to po prostu słabeusz i frajer. Dlatego tak łatwo trafił do przekonania wyborcom slogan przedwyborczy, że "państwo polskie nie istnieje"...

Zgadzam się w 100 %.

Świetna diagnoza, ale ja poproszę dalej: szto dielat'? Co robić?

Odpowiedz jest zawarta w tekscie: "W gruncie rzeczy trzeba konsekwentnego i mądrego wychowania, wychowania do równości, by zastąpić ten rodzaj motywacji innymi. "

Skwitowanie okresu 1939-56 do terminu "rewolucji społecznej" jest wykwitem skrajnej nieuczciwości intelektualnej, zbyt silnie ocierającej się o niedorzeczność, aby pominąć ją milczeniem. 6 mln obywateli polskich straciło życie w wyniku agresji, która przyszła z zewnątrz. Kraj leżał w ruinie. Tych, którzy przeżyli, wojna doprowadziła do dotkliwej materialnej biedy. Miliony przeszły masowe przesiedlania ( zarówno w okresie niemieckiej okupacji, jak i w wyniku przesunięcia granic). Setki tysięcy rodzin straciły nie tylko źródła utrzymania, ale tych którzy je zapewniali: ojców, matki. Cała społeczność, w warunkach terroru, została poddana agresywnej socjotechnologii "wychowania nowego człowieka". Całkowite pominięcie przez autora tych dramatycznych, wysoce traumatycznych, okoliczności, które determinowały te zmiany, mimo - na co słusznie zwraca uwagę ereglo - "straszliwego gadulstwa", zasadniczo odbierają artykułowi większość walorów poznawczych. Trauma i jej konsekwencje są dziś już doskonale naukowo zbadane i opisane. Na ile owa trauma lat 1939-56 sprzyjała, a na ile pomagała pokonać owe "relacje folwarczne" znacznie więcej powiedziałoby nam o nas samych, niż czyste pastwienie się, które zdominowało wywody autora.

Wszystko, co o czym wspominasz, jest dość szeroko dyskutowane w "Prześnionej rewolucji" tego autora.

Tym bardziej niezrozumiałe jest dlaczego nie ma o tym choćby wzmianki w tym eseju - skoro nawet "dyby, bat i szubienica" I Rzeczpospolitej i kontrreformacja się w nim znalazły. Istnieje bardzo ścisły związek pomiędzy bezprecedensowym zbrutalizowaniem polskiej społeczności w okresie niemieckiej okupacji i, później, agresywnego wprowadzania sowietyzmu, a procesem kształtowania wzorów, które na użytek tej polemiki, określę mianem neofolwarcznych.

Właśnie dlatego, że jest to omówione w książce (którą gorąco polecam), a niniejszy tekst przeznaczony jest do druku w papierowym wydaniu KP (a papier, jak wiemynie jest z gumy), autor najprawdopodobnie zdecydował się na taką a nie inną konstrukcję tekstu.

Miłego dnia,
s.

Troche sie zgadzam - gdy czytam J. Sowe czy autora ,,Przesnionej rewolucji" zastanawiam sie jak to co oni napisali a co dotyczy kwestii majacych ogromny, realny wplyw na zrozumialy jezyk. Zrozumialy dla tych, ktorych przede wszystkim te kwestie dotycza - klase pracujaca. Niestety ale czytelnicy ,,KP", oraz ksiazek ww. Autorow + prof Sroda i inne ,,panie od genderu" - razem do kupy nie daja nawet 5% by przekraczajac prog wyborczy te tematy wprowadzic do debaty politycznej.

Ten tekst nie jest do nich kierowany. Jego adresatami są czytelnicy KryPolu, czyli ogólnie pisząc - wyspy inteligencji oraz bardziej postępowa część klasy średniej. Teksty Ledera należałoby oczywiście popularyzować, przekładać dla innych grup (nie tylko klas ludowych - Leder słusznie zwraca uwagę, że problem doskwiera na każdym szczeblu drabiny społecznej).

Domyslam sie. Ale po co w takim KP istnieje. By wytwarzac ,,madre teksty"?
Moze dlatego lewica przegrywa - stala sie zbyt jak to sie wyraza moj kolega ,,przejebana intelektualnie".

"SLAWCZAN" - nie zgadzam się. Jestem z pochodzenia z rodziny dawniej niby szlacheckiej i ziemiańskiej oraz ultrakatolickiej od strony matki (radio maryja i wielu księży w rodzinie ). Od strony ojca jestem z dawnych mieszczan z przed II wojny i powiem Wam, że ten artykuł jak i sama Krytka Polityczna jest znakomita. Te tzw. "mądre teksty" to podstawa dla dalszej działalności - Pan Sierakowski fantastycznie prezentuje się w mediach i przyciąga nowych ludzi.

Zespół KP wykonał ogromną pracę pozwalającą lewicy, choćby i takiej „przejebanej inteleltualnie”, zaistnieć. Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że gdy KP ruszała lewicy nie było. Teraz czas by inni poszli dalej. Nie oznacza to jednak, że sens istnienia KP znika. To poletko trzeba systematycznie uprawiać bo znów zarośnie.

Jak zwykle madrze i inspirujaco.

Jak zwykle tony bzdur, żeby wcisnąć na końcu jakąś neobolszewicką "poradę".
"Równościowe wychowanie":), o tym co jest równe decydować mają rzecz jasna równiejsi 😀
To już wszystko było, ludzie nabierają się na te same sztuczki.

Czy mogę prosić o rozszerzenie myśli?

26 grudnia2016 Jurek
A teraz moje uwagi i przemyslenia:
wg. spisu z 1938 rou analfabeci i polanalfabeci stanowili 80% spolecznosci zamieszkujacej tereny II rp,
w wyniku dzialan wojennych, zginelo ponad 6 mln ludnosci zamieszkujacej ten teren w wojnie obronnej 1939, dzialan partyzanckich na terenach II RP, dzialn wojskowych na terenach alianckich 1939-45, akcji represyjnej Rzeszy i ZSRR w czasach okupacji 1939-45, obu (powstan w Warszawie1943 i 1944)
Po zakonczeniu II WS stracilismu kolejne setki tysiecy obywateli II RP w wyniku wojny domowej, emigracji politycznej i ekonomicznej bylych zolniezy Polakiej Armii na Zachodzie, represji politycznych i ekonomicznych na terenie PRL
Wszystkie te straty dotycza w wiekszosci tej pozostalej 20%-owej mniejszosci ludzi swiatlych - ja oceniam je na 50% - wyksztalconych, zaradnych i w iekszosci wyrobionych spolecznie i politycznie patriotow oraz inteligentow.
Nastal okres zwany u sasiadow kiedy "smuta" objawiajacy sie przyspieszonym i nie zawsze uzasadnionum awansem spolecznym wielu grup wywodzacych sie w wiekszosci ze srodowisk wiejskich wlasnie jak autor tego eseju nazwal "Folwarcznych" z calym bagazem fobii, ograniczen i przesadow,
Stad tez charakterystyczny dla "polskiego socjalizmu" problem wlasnoci i przywiazania do ziemi (nawet w najmniejszym kawalku) oraz niechec do racjonalizacji indywidualnego gospodarstwa rolnego, zacofanie i niska efektywnosc wplywajace na dysproporcje dochodow pomiedzy miastem a wsia ktore z kolei przenosily sie na gloryfikacje sytemu wartosci w ukladzie feudalnym typu "wladca i podwladny".
Stan ten przetrwal okres PRL i wszedl w przemiany systemowe polityczno-spoleczne zwiazane z powstaniem III RP wraz z wszystkimi obciazeniami w sferze spolecznej, politycznej i swiatopogladowej - i daje baze dla wszystkich demagogii i falszestw dotyczacyc naszej historii, sukcesow i zrodel porazek w minionym okresie demokratycznej wolnosci.
Dla Polaka zycie bez wroga nie ma zadnej wartosci ...

Znakomity tekst, jak i wiele innych w Krytyce Politycznej. Rewelacyjna diagnoza stanu naszego społeczeństwa .

Dzisiaj pożarłem się z chamem ze wsi, i naprawdę chuj mnie obchodzą tego typu intelektualne rozważania. Cham nie jest w stanie pojąć dalej niż czubek własnego nosa.

Jest jeszcze gorzej, co z przykrością stwierdzam, i bez jakiegokolwiek poczucia wyższości. Otóż mieszkając od 20 lat na wsi, a także mając wiele wspomnień z dzieciństwa i wczesnej młodości ze środowiskiem wiejskim, zauważyłam, że ci
'słabsi", o niższym statusie sami się "podkładają", czyli niemal prowokują, albo wchodzą w sytuacje upokarzające, poniżające przed tymi zwłaszcza, których uważają za "możniejszych". Być może bierze się to z podświadomego lęku, że jest źle, ale może być gorzej. Może i źle, ale za to stabilnie, bo najgorsze co może spotkać ludzi o mentalności dawnego parobka z duszą niewolnika, to zmiana, albo jeszcze gorzej - przymus zastanowienia, żeby nie odkryć czegoś, co wywróci z kolein nawyku. Ale też, przy sprzyjającej okoliczności nie będą mieć żadnych oporów, żeby swojego, bogatego sąsiada przełożonego itp. zniszczyć, czy choćby zdyskredytować, najlepiej z ukrycia, albo podstępem. Acz mamy w swoich chłopskich dziejach bardzo światłą postać, niestety mało znaną, w podręcznikach szkolnych chyba nic o nim nie ma. To Jakub Bojko, syn folwarczny, urodzony zaledwie kilka lat po zniesieniu pańszczyzny. Samouk, działacz społeczny, także polityczny, o szerokich horyzontach, pięknie mówił o tym, co go najbardziej bolało, czyli o niewolniczej duszy, spętanej serwilizmem mentalności chłopów. Wszelkie jego działania zmierzały ku temu, bo to społeczeństwu uświadomić, nauczyć chłopa myślenia, pobudzić do niezależności sądu, samodzielności intelektualnej. Bardzo przeszkadzał mu w tym kościół, głównie księża, z wiadomych powodów. Czytałam Pańską książkę "Prześniona rewolucja" i teraz jeszcze ostrzej, czasem z zażenowaniem obserwuję obecne relacje społeczne, zachowania, interakcje. Niestety tendencje, są takie, że ten stan, czy układ będzie się utrzymywał, jeśli nie pogłębiał jeszcze przez jakiś czas.

Bardzo dobry artykuł. Jedno ale...szkodliwość szczepień do nie plotka, to fakt. Polecam przynajmniej kilkumiesięczne wgłębienie się w temat ( mnie zajęło pół roku ), może doczekamy się kolejnego artykułu, tym razem w powyższym temacie. Pozdrawiam

Pomimo pobytu za granicą (dobrego, nie na przysłowiowym zmywaku) przez całe prawie dorosłe życie, obserwuję i czuję u siebie tą folwarczność prawie każdego dnia. Nawet gdy zachowuję się nie-folwarcznie (czyli prawie zawsze, mam nadzieję), to nie jestem do końca pewien, czy to nie-folwarczne ja jest prawdziwe, czy jest może samo w sobie pewnym wywyższeniem się („jestem nie-folwarczny, czyli szlachetniejszy, i ogólnie lepszy i bardziej wartościowy” – czyli niejako kwintesencja folwarczności).

Uwarunkowania historyczne i wiążące się z nimi kulturowe są bezdyskusyjne (przynajmniej dla mnie), i faktycznie Polska i Polacy dużo przeszli, natomiast zastanawiam się na ile te "przyjemności libidalne" wynikające z kontroli/władzy/przewagi nad innymi są ekskluzywną domeną Polaków. Wydaje mi się, że wszystkie te kwestie libidalne i prymitywne są o tyleż głębiej (i dłużej) zakorzenione niż najszlachetniejsze wychowanie i kultura. Patrzę na narodowości, które uważam za najbardziej egalitarne i demokratyczne – Szwedów, Holendrów, Kanadyjczyków, Australijczyków etc., i zastanawiam się, czy oni *naprawdę* są nie-folwarczni...?

Z drugiej strony znać znam ludzi (pochodzących zewsząd – żadnej ewidentnej korelacji krajowo-kulturowo-religijno-etnicznej), którzy kompletnie w takich kategoriach nie funkcjonują, są dużo bardziej „zen”, żadnej libidalnej podniety wynikającej z władzy, żadnego nią zainteresowania, i nie mogę im się nadziwić.

Jakoś bardzo mocno zarezonował we mnie pierwszy akapit tego, co piszesz - o pobycie za granicą i codziennym obserwowaniu w sobie "folwarczności" mimo wszystko. Miałam przyjemność pomieszkać, pouczyć się i popracować trochę za granicą, zaznając po trochu podmiotowego, rozwijającego i budującego traktowania (w uniwersyteckim miasteczku w USA), bezdusznej, niezrozumiałej, mechanicznej biurokracji próbującej zdominować rozbuchaną złożoność wielokulturową (w Brukseli) i dobrze ukrytej pod pozorem wolności kulturowej i ekonomicznej klasowej struktury władzy (w Londynie). Mam wrażenie, że to amerykańskie egalitarne, pełne szacunku i zaufania do mojej sprawczości doświadczenie (i kilka innych, pokrewnych doświadczeń, które pozwoliły mi wyjść poza schemat pan/kat - parobek/ofiara, w którym byłam domyślnie stroną słabszą i nie ufającą własnemu oglądowi spraw) zostawiło trwały, niezapomniany ślad. I poświęciłam całe lata próbując w swoim własnym życiu i w pracy tutaj, w Polsce - odtworzyć taki model relacji. Bardziej albo mniej skutecznie. Wątpiąc nie raz czy się aby - podobnie jak Ty piszesz - nie wywyższam w tym swoim byciu "zen" i nie izoluję od tak zwanych "normalnych" ludzi, którzy -
każdy po swojemu - próbują z jednej strony nawigować w niesprzyjającym świecie, w tej dychotomii folwarcznej, a z drugiej zachować w sobie jakieś przynajmniej szczątki niewinności czy ufności, prostolinijności czy czułości wobec drugiego człowieka, odróżnić je od binarnej relacji władzy, nie poddać się pokusie kontroli czy dominacji. Głęboko ludzkiej, oczywiście, i nie tylko polskiej.