Kraj

Sutowski: Podzielmy się z sensem zamiast się dorzynać

Katarzyna Lubnauer

Głosowanie z 10 stycznia obnażyło dużo poważniejsze problemy niż „tylko” niespójność ideową, oportunizm czy po prostu bezideowość opozycji parlamentarnej.

Nie czuję schadenfreude. Nie, żeby nigdy – człowiek jest istotą ułomną i porażka bliźniego czasem sprawia mi radość. Ale środowa klęska opozycji podczas głosowania w Sejmie, w którym już w pierwszym czytaniu odrzucono obywatelski projekt ustawy Ratujmy kobiety, to nie jest ten przypadek. Hasło „taka piękna katastrofa” przystoi pięknoduchom, względnie tym, co wierzą, że im gorzej, tym lepiej. Ja jednak estetą w polityce nie jestem. Boję się również, że na gruzach tej beznadziei może się teraz zrodzić katastrofa zupełna. Ale czy musi?

Wiśniewska: Na Nowoczesną i PO nie możemy liczyć. Czas zjednoczyć lewicę

Niby znęcać się dziś nad PO i Nowoczesną nie wypada, warto jednak rozumieć, gdzie właściwie tkwi ich główny problem. Otóż nie w tym, że w PO jest frakcja konserwatywnego betonu, bo to wiemy od dawna. Nie w tym również, że część posłów i posłanek Nowoczesnej wciąż bardziej boi się proboszcza niż własnych wyborczyń. Prawdziwy dramat polega na tym, że obydwie te formacje właściwie przestały spełniać funkcję klubów parlamentarnych – tę, która dotąd stanowiła o ich największej przewadze nad całą resztą opozycji.

Owszem, mówiono, Robert Biedroń świetnie wypada w telewizji. Owszem, Barbara Nowacka płomiennie przemawia na wiecach, a Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wymiata w wywiadach. Ale to nadal Kamila Gasiuk-Pihowicz i Borys Budka mają wstęp na trybunę sejmową. Dotąd wydawało się to atutem. Tymczasem…

Nawet średnio inteligentny lider dowolnej partii politycznej musiał(a) wiedzieć – mając w głębszej pamięci Czarny protest, a w płytszej ćwierć miliona zebranych podpisów – że projekt zgłoszony przez Ratujmy kobiety będzie wielkim tematem politycznym i że w tej sprawie po prostu trzeba się jakoś opowiedzieć.

To nie głosy konserwatysty Biernackiego i pozostałej dwójki z PO najbardziej oburzyły wyborców opozycji, ale właśnie tandetne kombinowanie – opuszczanie sali przed głosowaniem czy wprost wyjmowanie kart. A kiedy już wydawało się, że gorzej być nie może, tzn. po pierwszej fali krytyki, obydwa kluby – PO i Nowoczesnej – nie dość, że nie potrafiły sensownie zareagować na tę wstydliwą wtopę, to jeszcze nie potrafiły wysłać w świat nawet minimalnie spójnego przekazu.

PO zdecydowała o wyrzuceniu trójki kolegów z klubu, choć większe od nich świństwo zrobili kunktatorzy. Tych było jednak zbyt wielu, by ukarać ich równie ostro. Partia jednocześnie zapewniała, że „nie chce wojny ideologicznej” i popiera „aborcyjny kompromis” (a przecież projekt Ratujmy kobiety zmierza do jego zmiany). Jedna z posłanek partii nie wiedziała z kolei, że jej głos coś znaczy – jakby w Sejmie chodziło tylko o wynik arytmetyczny, a nie np. o reprezentowanie własnych wyborców, mniejszości czy choćby o pokazywanie politycznej alternatywy dla polityki władz.

Z kolei Nowoczesna… zakazała swym członkom publicznych wypowiedzi. Absurd? Zamordyzm? Gorzej – to wyraz bolesnej świadomości, że własny klub to przedszkole i nie wiadomo, co który poseł chlapnie. Oto bowiem następnego dnia rano na antenie Radia Zet Katarzyna Lubnauer rozbrajająco szczerze stwierdziła: „My jesteśmy ugrupowaniem nowym i bardzo wielu posłów, nie mając doświadczeń w polityce, nie zdaje sobie sprawy, że nie głosuje za danym projektem, tylko za skierowaniem go do komisji”.

Pal już licho nazwanie projektu Ratujmy kobiety „skrajnym”, ale w rozmowie z Konradem Piaseckim przewodnicząca partii zasugerowała wyborcom, że wybrany przez nich kwiat narodu nie zasługuje nawet na tróję z WOS-u. Może to wynik nazbyt powierzchownej lektury książki Iwana Krastewa o populizmie jako buncie przeciwko merytokracji? Skoro współczesny lud nie cierpi przemądrzalców, to może pokocha niedouków? Byłaby może w tym jakaś logika, gdyby nie fakt, że akurat mieszczański elektorat Nowoczesnej pragnie czuć się lepszy od niedokształconych kołtunów.

Co wiemy na pewno po 10 stycznia?

Przede wszystkim upewniliśmy się co do tego, że polska polityka to komedia pomyłek.

PiS naturalnie wolałby, żeby projekt Ratujmy kobiety przeszedł do dalszych prac w komisji razem z zamordystycznym projektem zaostrzenia prawa spod pióra Kai Godek et consortes. Jak argumentuje Kinga Dunin, upokorzonym po rekonstrukcji rządu wielbicielom Macierewicza trzeba było coś rzucić na pożarcie i padło na prawa kobiet, ale jednocześnie nie chciano prowokować powtórki Czarnego protestu. Pseudogłosy „za” Kaczyńskiego i spółki miały uspokoić sytuację („no przecież zagłosowaliśmy za, a w komisjach toczy się demokratyczna dyskusja”).

Dunin o zakazie aborcji: Oni to zrobią

Przez absencję „liberalnej” opozycji liberalny projekt nie przeszedł do kolejnej fazy. Planu Kaczyńskiego nie udaremniła jednak makiaweliczna zagrywka Schetyny i Lubnauer, lecz kunktatorstwo ich partii i czysty przypadek.

Teraz problem może mieć i PiS, i opozycja parlamentarna. Partia Kaczyńskiego dlatego, że to ona rządzi, a część jej elektoratu na serio domaga się pełnego aborcyjnego zamordyzmu. Dodajmy, wbrew poglądom przytłaczającej większości społeczeństwa. Jeśli mobilizacja z października 2016 się powtórzy i dojdzie do masowych protestów ulicznych, Kaczyński będzie między młotem a kowadłem. Już był tak blisko! Już prawie miał rząd z „pragmatycznym” wizerunkiem fachowców, a tu znów wyjdzie, że to wszystko jednak hucpa i ciemnogród.

Sutowski po rekonstrukcji rządu: Znikąd nadziei. Czas zapisać się do PiS

PO ma za to inny problem. Nie będzie w stanie w kwestii aborcji opowiedzieć się w sposób satysfakcjonujący dla którejkolwiek ze stron. To prawda, wielu Polaków pozornie popiera konserwatywny „kompromis aborcyjny”, ale grupa ta jest też z reguły w tym temacie najbardziej „letnia” – nie na tę kwestię oddaje swoje głosy.

Wreszcie Nowoczesna, z kilkorgiem ideowych posłów i posłanek (Scheuring-Wielgus, Mieszkowski) miała szansę reprezentować godnie opcję liberalną. Jako całość formacja ta jawi się dziś jednak jako niewiarygodna i – co gorsza – nieporadna.

Nic śmiesznego

Głosowanie z 10 stycznia obnażyło dużo poważniejsze problemy niż „tylko” niespójność ideową, oportunizm czy po prostu bezideowość opozycji parlamentarnej. Po raz kolejny – po tym, jak wszyscy poza Polską zagłosowali w Europie za reelekcją Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej – nie potrafiła ona politycznie skapitalizować sprawy kłopotliwej dla PiS.

Skala oburzenia liberalnych wyborców, nie tyle nawet na poglądy, ile na oportunizm i dziadostwo PO i Nowoczesnej, jest tak wielka, że może zepchnąć opozycję na ostateczny margines i zrobić nam prawdziwy Budapeszt w Warszawie.

No więc schadenfreude? Nie. Nie uważam, że należy się z kolejnego „samozaorania” opozycji cieszyć, nie sądzę też, że PO z Nowoczesną powinny „oddać mandaty”, do czego w uniesieniu wzywa część wkurzonych wyborców. Co jednak robić w tej sytuacji?

Tak, o tym już pisaliśmy, jakieś dwadzieścia razy. Z inicjatywy własnej:

Opozycjo, chcesz wygrać z PiS? Podziel się na pół

i w polemikach, m.in. z Dominiką Wielowieyską:

Lewica nie da rady wygrać, bez lewicy PO musi przegrać

Trzeba raz na zawsze (tzn. na najbliższe dwa lata) pożegnać się z wizją „zjednoczonej opozycji”, bo nawet liberalne centrum, nie mówiąc o centrolewicy, rzygają dziś Platformą i jej nowoczesną przystawką. PO – jeśli jeszcze wierzy we własne siły – musi się określić jako partia konserwatywno-liberalna. Andrzej Rzońca i „obrona kompromisu” dobrze do takiej opcji pasują. I niech PO przywróci Marka Biernackiego, który przynajmniej ma poglądy, w które wierzy (i dawne zasługi rozbicia Pruszkowa i Wołomina), niech nakopie do dupy poselskiemu „bagnu” bez żadnych poglądów i zwróci swój przekaz do centroprawicowego, prounijnego i raczej rynkowego elektoratu, którego przecież w Polsce nie brakuje. Wtedy im nawet Petru i Giertych z Michałem Kamińskim nie zaszkodzą – niech zakwitnie w PO sto (centro)prawicowych kwiatów. Jest szansa, że taki projekt przyciągnie z powrotem konserwatywnych mieszczan, którzy dziś skłonni są oddać głos na drużynę Morawieckiego i pozwoli zebrać 25-30 procent głosów. Liberałowie ani lewica i tak już na nich nie zagłosują.

Bazą drugiego skrzydła opozycji muszą być kwestie praw kobiet, wolności, pluralizmu i postępowej wizji Europy, wsparte wizją solidarystycznego państwa opiekuńczego. Takiego, które widmo gender przemienia w ogólnodostępną opiekę przedszkolną i żłobkową, wsparcie rodzin (tak, 500 plus dla każdego!), niezarzynających się lekarzy w publicznej i dostępnej ochronie zdrowia, wsparcie dla osób starszych i niesamodzielnych, dobry transport publiczny, walkę ze smogiem itp. Tematy nie tyle leżą, ile dziarsko maszerują na ulicy.

A kto dokładnie ma ten ruch-partię zbudować, z kim i jak? Trochę już o tym pisaliśmy, a trochę wyjdzie w praniu. Mamy dwie możliwości. Jeśli na linii Razem-Biedroń-Nowacka-SLD-dziewczyny-z-Nowoczesnej-coś-nowego-czego-jeszcze-nie-znamy wydarzy się sensowny ferment, to 10 stycznia będzie momentem/mitem założycielskim Powstania Opozycji z Popiołów. A jeśli się nie wydarzy, to środowe głosowanie będzie datą jej ostatecznego zaorania.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej

Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

A ja w sumie nie wiem co myśleć o ostatnich dniach, skłamałbym gdybym powiedział, że pewnej satysfakcji nie mam. Zawsze uważałem szczególnie PO za hipokrytów, więc mnie cieszy, że maska opadła. W Nowoczesna też nie wierzyłem i uważałem, że jak dojdą do władzy, to za wiele z tego ich liberalnego światopoglądu nie zostanie. Jak widać się nie pomyliłem. W tym sensie mnie to cieszy. Jestem za uczciwością w polityce. Nie mam nic do tego, że PO to partia konserwatywno prawicowa. Ok, w porządku, tylko niech to jasno mówi, niech składa jasne deklaracje, a nie mąci i kłamie próbując oszukać pewne grupy wyborców, że może się czymś tam zajmą w przyszłości jeśli już odsuną PiS. I podobnie Nowoczesna np. w kwestii gospodarki, mogę szanować że jest partia neoliberalna, ale niech wyborcom nie wciska kitu, że obniży podatki, zrobi linowy i nie dotknie to najbiedniejszych, albo że z księżyca wezmą pieniądze np. na służbę zdrowia etc. Po prostu niech każda partia będzie uczciwa i tyle. Zarówno PO jak i Nowoczesna chciały coś ugrać więcej i zakładały maski, te maski opadły i stąd według mnie takie wielkie oburzenie w mediach po ostatnich dniach. Gdyby te partie były uczciwe w stosunku do swoich wyborców, to może problemu by nie było. I tak jak pisze w tym aspekcie mnie to cieszy, bo Nowoczesna grała na lewicowo światopoglądowych wyborców (od dawna powtarzam, że dla wielu sprawy gospodarcze nie są istotne przy wyborze partii) i tym samym kradła głosy lewicy, choć było wiadomo, że w Nowoczesnej wcale tak liberalnie światopoglądowo nie jest, ale ludzie im wierzyli i ich popierali - otrzeźwienie przyszłoby za parę lat jakby się dopchali do władzy i nagle by się okazało, że oczywiście nic ze swoich postulatów nie wprowadzą. Więc tak, w tym sensie jestem zadowolony że stało się co się stało, skończyła się hipokryzja.
Po drugie uważam, że te partie i tak były za słabe by wygrać z PiS, z tego nic już nie można było zrobić po prostu. Takie coś jak wczoraj może spowodować rozpad, odejścia i z jednej i drugiej partii i może powstanie wreszcie sensowna zarówno gospodarczo (nie neoliberalna) i światopoglądowo partia liberalna, partia centrum. Bardzo bym chciał by w Polsce były po prostu normalne partie, tak samo czekam na normalną partię prawicową, takich konserwatystów, ale z którymi można się spierać, rozmawiać etc. Utrzymując przy życiu trupy polityczne, będziemy czekać latami aż zaczną powstawać wreszcie sensowne partie. Tak więc w tym aspekcie to co się stało też nam może na dobre wyjść.

Zresztą co by nie mówić aktualne wydarzenia są jakąś szansą dla lewicy, nie wiem czy to wykorzystają i nawet mimo że spodziewam się skoku w sondażach, to pewnie nie będzie on trwały, ale zawsze coś, zawsze jest szansa by zrobić jakiś krok do przodu, a przyznam, że nie spodziewałem się, że taka szansa się nadarzy. To jest jednak właśnie to o czym często tutaj wspominałem. My sobie dywagujemy, a to, a tamto, a ci nie mają szans, a tamci, a w życiu jest tak jak pisał to w książce "Czarny Łabędź" Taleb, nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości, bo zawsze może się zdarzyć coś czego nikt się nie spodziewał i wywrócić wszystko do góry nogami. Tak się właśnie stało. Bo tak z ręką na sercu, kto przypuszczał, że będzie taka burza? Przecież projekt "Ratujmy Kobiety" był już w sejmie, przecież wtedy też ci sami posłowie PO go odrzucili, z tego co kojarzę to chyba nawet 2 osoby z Nowoczesnej odrzuciły, do tego też byli tacy których nie było i nie głosowali, a PiS też wtedy ileś tam głosów dla poparcia dał. Jakoś wtedy takiej burzy nie było, dlaczego wybuchła dzisiaj? Pojęcia nie mam, ale pani Nowacka wrzuciła niezły granat do polskiej polityki 🙂

Szczerze mówiąc nie wierzę w zjednoczoną opozycję, jakąkolwiek. Nigdy nie byłem fanem tej opcji, bardziej skłaniałem się ku dwóm blokom, ale teraz coraz trudniej sobie to wyobrazić. Nowoczesna według mnie jak czytam dzisiejsze komentarze Lubnauer itd. jest już politycznym trupem (w zasadzie to już się dzieje od jakiegoś czasu, to głosowanie to tylko gwóźdź do trumny), więc o jakiej koalicji z PO tu mowa? PO oczywiście będzie miało nadal ok.20% i pójdzie do wyborów samo. Natomiast jeśli idzie o lewicę? Wątpię by doszło do jakiegoś porozumienia. Chciałbym wspólnej listy Razem-Nowacka-Biedroń-Zieloni-itp. ale w to nie wierzę, po prostu każdy z nich ma za duże ego, by móc się dogadać i taką listę stworzyć. Niestety.

Biedroń-Nowacka-Zieloni i wszyscy inni bez problemu się dogadają. Problemem jest tu tylko ego Razem. Nie pogodzą się na zejście na drugi plan.

Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz - Nowacka z Biedroniem nie muszą się dogadywać, więc tutaj akurat nietrafne jest takie przedstawienie sytuacji. Nowacka i Biedroń to ta sama parafia i tyle, oni właściwie już są dogadani, bo mają takie same poglądy. Zieloni podejrzewam, że są najbardziej ugodowi, więc najłatwiej będzie się z nimi której z opcji dogadać. Problem jest relacja na linii IP-Razem. I to nie jest kwestia ego tylko Razem. Zarówno Nowacka jak i Razem mają ogromne ego i obie strony nie odpuszczą. Przecież nie udawajmy, że te dwie partie są takie same, bo nie są i różnice są spore w kwestiach gospodarczych. Tak więc by się dogadać obie strony musiałby pójść na ustępstwa, a dobrze wiemy, że raczej nie zrobi tego ani Razem, ani też nie zrobi tego Nowacka, obie strony będą twardo stać przy swoim i tyle, co niestety wyklucza wspólne listy. Jeśli IP i Razem nie potrafią się dogadać w wyborach samorządowych (a nie potrafią), gdzie to akurat różnice są mniejsze niż w przypadku współpracy ogólnopolskiej, to o czym my w ogóle mówimy. Obie strony są po prostu zapatrzone w siebie, obie strony nie odpuszczą, obie strony wybiorą drogę samodzielną. Gdybyśmy mieli normalną sytuację polityczną, to powiedziałbym - super, w Polsce potrzebne są takie dwie partie lewicowe, socjaldemokracja i centrolewica, ale jesteśmy w takiej sytuacji jakiej jesteśmy i raczej oczekiwałbym wspólnej listy. I inna sprawa - jeśli taka wspólna lista miałaby oznaczać zejście na drugi plan czy to Razem czy to Nowackiej, to ta współpraca byłaby gów... warta, bo taka współpraca ma sens tylko wtedy, gdyby każda partia (Razem, Zieloni, IP) zachowałaby podmiotowość.

Logika poraża - PO, Nowoczesna są za słabe, żeby wygrać z PiS -to prawda, ale druga część - lewica wygra z PiS jest absurdem do kwadratu, PO, Nowoczesna są choć w sejmie mają razem te 28-30 procent, być może chwilowo trochę mniej ( śmiech ), lewica jest rozbita i na dziś może nie przekroczyć nawet progu. Zresztą gdzie w Europie wygrywa lewica ?

Mnie poraża, że znalazł Pan w tym co napisałem coś czego nie napisałem 🙂 Naprawdę, nigdzie nie napisałem że lewica wygra z PiS 🙂 W przynajmniej nie w najbliższym czasie jeśli nie zdarzy się nic niezwykłego. Nowoczesnej właściwie to już nie ma, więc raczej liczyłbym tylko PO 🙂 Tak więc mają pewnie ok.20%. Co do reszty to - pożyjemy, zobaczymy 🙂

"..świetnie wypada w telewizji..płomiennie przemawia na wiecach..wymiata w wywiadach.."

Może to się wydaje atutem dinozaurom z epoki kamienia komuszego. W epoce vlogów i sweet foci każda moja koleżanka jest równie wyszczekana i nie gorzej wypada w obiektywie.

Tylko u nas, podobnie jak u was, z forsą krucho..

Problem nie sprowadza się jedynie do polityków PO, Nowoczesnej śmiesznie wykiwanych i ośmieszonych przez Kaczyńskiego, ale ten sam problem istnieje, także po stronie elektoratu i to nie jest tak, że jak ktoś ma bardziej centrowe, konserwatywne poglądy to znaczy, że boi się proboszcza, argument co najmniej na niskim poziomie - nie do cholery, może dlatego, że ma dzieci.
Całkiem spora część wyborców nie lubi skrajności z lewa i prawa i stoi na stanowisku obrony obecnego kompromisu, za czym kryje się racjonalny argument, że jak zaczniemy zmieniać ustawę w lewo, to zaraz w kolejnych wyborach przesuniemy się w prawo do ściany i tak bez końca.
Aborcja jest tematem trudnym, niejednoznacznym i po prostu uznajmy, że Polacy nawet po stronie opozycji mają różne poglądy.
Oczywiście możemy szukać lewicowej spójności, jednorodności ideowej, jak na razie lewicy to słabo idzie, dlatego kopanie PO, Nowoczesnej mnie lekko śmieszy, dwa tego rodzaju wybór oznacza totalną dominację PiS - więc co to komu daje ?
Dzielenie opozycji zamiast budowy jakiejś koalicji wyborczej to droga donikąd - może jest coś w czym się zgadzamy, ustawy aborcyjnej i tak nie da się zmienić, tak długo jak rządzi PiS, dwa mamy dziś trudniejszy dostęp do antykoncepcji, czy zabiegów in vitro, a jednocześnie przedstawiamy postulaty maksimum i przegrywamy, więc postawa polityków lewicy jest tu, także groteskowa, choć dla nich aborcja jest akurat tematem i hasłem na sztandarach, tylko czy na tym da się coś zbudować ?
Logika jest mniej więcej taka, że skoro nie da się by w Polsce rządzili liberałowie i lewica to niech rządzi PiS, nawet jeśli opozycja by się podzieliła i tak na jakimś etapie będzie zmuszona się zjednoczyć, stworzyć rząd i współpracować.
Na razie wszystko to są dyskusje teoretyczne, bo PiS zbliża się do drugiej kadencji, ba być może większości konstytucyjnej, a opozycja gra w gry, w które z założenia nie może wygrać.
PiS ma w jakimś stopniu podobny problem tyle, że z oszołomami po prawej stronie, którzy co raz wychodzą z projektem zaostrzającym prawo aborcyjne do ściany, co także dla partii Kaczyńskiego jest niewygodne.

"Całkiem spora część wyborców nie lubi skrajności z lewa i prawa i stoi na stanowisku obrony obecnego kompromisu, za czym kryje się racjonalny argument, że jak zaczniemy zmieniać ustawę w lewo, to zaraz w kolejnych wyborach przesuniemy się w prawo do ściany i tak bez końca."
Jest też równie spora część społeczeństwa oczekująca radykalnej liberalizacji obecnych przepisów (układ wygląda mniej więcej tak: 40% za liberalizacją dopuszczającą aborcję "ze względów społecznych", 40% za "kompromisem", 10-15% za zaostrzeniem). Faktycznie stanowi to problem dla PO i N, bo ich elektorat jest podzielony niemal równo w połowie na zwolenników liberalizacji i kompromisu (za zaostrzeniem jest po jakieś 2-3%). Rozwiązaniem nie jest jednak nazywanie połowy swoich wyborców "marginesem" czy "radykałami" i całkowitym odrzucaniem ich postulatów jako "skrajnych", lecz raczej próba wypracowania stanowiska godzącego interesy obu stron (czyli jednak umiarkowanej liberalizacji) - przynajmniej na poziomie programu partii. To byłoby właśnie zażegnywanie sporów zamiast "dzielenia opozycji".

Co do argumentu o nietykaniu g..., to w praktyce tak nie działa. Presja na zaostrzenie przepisów jest stała, bo stoi za nią grupa fanatyków religijnych. Uciszanie strony przeciwnej powoduje jedynie wytworzenie fałszywej symetrii sporu, który zaczyna się rozgrywać pomiędzy niewielką, ale głośną i wpływową grupką radykałów i stroną opowiadającą się za obecnym "kompromisem". W efekcie grozi nam nowy "kompromis" usytuowany pomiędzy oboma stanowiskami - czyli stopniowe przesuwanie się w stronę antyaborcyjnego zamordyzmu.

"Aborcja jest tematem trudnym, niejednoznacznym i po prostu uznajmy, że Polacy nawet po stronie opozycji mają różne poglądy."
Jak napisałem - połowa jest za radykalną liberalizacją, połowa za kompromisem. Co z tego banału wynika?

"Dzielenie opozycji zamiast budowy jakiejś koalicji wyborczej to droga donikąd - może jest coś w czym się zgadzamy, ustawy aborcyjnej i tak nie da się zmienić, tak długo jak rządzi PiS"
Generalnie opozycja nie jest w stanie dziś zmienić żadnej ustawy. Rozumiem, że wobec tego żeby nie "dzielić opozycji" należy w ogóle zrezygnować z jakiegokolwiek programu poza "odsunięciem Kaczyńskiego od władzy" - czyli taką dobrą (bo naszą) wersją TKM. Może lepiej od razu iść do domu?

" postawa polityków lewicy jest tu, także groteskowa, choć dla nich aborcja jest akurat tematem i hasłem na sztandarach, tylko czy na tym da się coś zbudować ?"
Jak na razie udało się zbudować najsilniejszy protest, który zaangażował nawet osoby nieinteresujące się na co dzień polityką, autentycznie przestraszył Kaczyńskiego stawiając go w głupiej sytuacji i zachwiał dość wyraźnie poparciem PiS. To całkiem niezły wynik.

"PiS ma w jakimś stopniu podobny problem tyle, że z oszołomami po prawej stronie, którzy co raz wychodzą z projektem zaostrzającym prawo aborcyjne do ściany, co także dla partii Kaczyńskiego jest niewygodne."
Bardzo niewygodne, bo wbrew powtarzanych z uporem maniaka opiniom, nawet wśród jego elektoratu zwolenników liberalizacji ustawy antyaborcyjnej jest więcej niż zwolenników zaostrzenia, a dominują osoby sprzeciwiające się jakimkolwiek zmianom. Tym bardziej warto ten temat poruszać - szczególnie gdy PiS próbuje się przesuwać w kierunku centrum. Ze względu na biskupów, Rydzyka i resztę Kaczyński musi trzymać twardy kurs i udawać, że chce zaostrzenia. Z drugiej strony wie, że jeśli faktycznie zaostrzy, to cały efekt rekonstrukcji rządu pójdzie się paść, a część jego wyborców może się nawet od niego odwrócić (choćby olewając kolejne wybory).

Już wiele razy mówiłem, że w polityce może być tyle zmiennych, że np. za 3 tygodnie jakaś nawałnica przykryje wydarzenia z ostatnich dni (np. PiS dokona jakieś porażki). Tak naprawdę niewiadome jak się te rozemocjonowane ostatnie kilkadziesiąt godzin przełoży na punkty dla lewicy, i pytanie ważniejsze - czy owe przełożenie się utrzyma. 2 lata to mało i dużo jednocześnie.

Użycie słowa kompromis to jest duże nadużycie, bo wynikałoby z niego, że obie strony w porównywalnym stopniu są zadowolone i mogą korzystać w tej sferze ze swego sumienia, a przecież wiemy, że tak nie jest. Jedno co można powiedzieć, że Polacy są różni, ale na pewno nie ma żadnego przechyłu ani w stronę libertyńską ani w stronę zabobonną.

PiS drugą kadencje ma w kieszeni i jedyny obowiązek obywateli to nie dopuścić do tego, aby otrzymali większość konstytucyjną, no i wymienić obecną opozycję na coś naprawdę nowego, bo z tą druga kadencja taka opozycja stanie się marazmem, która podwójnie będzie drażnić wyborców, i która realnie może stać się jakąś katastrofą ustrojową.

"Wykiwanych przez Kaczyńskiego"? Naprawdę? Powtarza Pan teorie Muchy i Giertycha? Już ponad rok temu ok.40posłów PiS poparło projekt Nowackiej, nie wiem jak można się było nie spodziewać, że będzie powtórka z rozrywki. A po drugie według Muchy Kaczyński ma jakieś nadprzyrodzone zdolności i jakby tych10posłów których brakło zagłosowało za przyjęcie projektu, to w PiS by zagłosowało o 10mniej. Sorry, ale nie wiem kto w takie bajki jeszcze wierzy, nie ma siły żeby tak na bieżąco liczyć głosy i ile ich potrzeba, no chyba, że posłowie Nowoczesnej i PO jasno współpracują z PiS i Kaczyński wiedział ilu posłów wyciągnie karty.
Z tym kopaniem to się zobaczy, według mnie to nie kopanie a wytykanie braku spójności, hipokryzji i kłamstwa, które mam nadzieję przełoży się na wzrost poparcia dla lewicy. Nie wiem na jak długo, ale zawsze będzie to jakiś krok do przodu. Nie wiem też niby skąd teoria, że aborcja to ma być jakiś główny postulat. To jest po prostu jeden z postulatów lewicy i jeśli opozycja w parlamencie ma takie, a nie inne poglądy, to nic dziwnego, że lewica próbuje to wykorzystać i pokazać, że ich przekaz jest spójny, jasny i klarowny.
PiS już dziś ma totalną dominację, PO i Nowoczesna nie mają żadnej szansy na odsunięcie PiSu od władzy i to dziś i za 2lata, tak więc nie ma sensu inwestować w te partie. Nie wyobrażam sobie opcji "wszyscy przeciwko PiS", jeśli Pan w to nadal wierzy, to mogę życzyć tylko powodzenia, to jest już po prostu ogromna naiwność. Przyznam się miałem parę tygodni temu okres zawahania, pytań o to czy jak będzie np. Razem miało 3%, i żadnych szans np. na 10% próg, to czy zagłosuję wtedy na jakąś Zjednoczoną Opozycję z zatkanym nosem, jednak po ostatnich wyczynach opozycji i to w sprawie aborcji, czy w sprawie myśliwych, a do tego kolejnych kompromitacji jak np. Plan Petru, czy idiotyczne wypowiedzi posłów i posłanek PO i Nowoczesnej np. dzisiaj, nie mam już żadnych, ale to żadnych wątpliwości. Najwyżej będzie nadal rządził PiS, natomiast PO i Nowoczesna absolutnie mojego głosu nie zobaczą. Może w tym kraju musi wszystko pierd.... raz, a dobrze, może musi niektórych zaboleć, by wreszcie można było zrobić jakieś zmiany.
Tak jak piszę - proszę zrozumieć, że liberałowie nie będą rządzić w Polsce, nie będzie rządzić taka PO i Nowoczesna jakie są aktualnie. Jeśli te partie się nie zmienią, to rządzić nie będą i pisząc o zmianie, nie mam na myśli jakiegoś przyjęcia postulatów lewicowych, naprawdę. Tak jak pisałem wyżej, czekam na normalną liberalną partię centrum. Pan cały czas myśli, że PO i Nowoczesna mają jakąś możliwość odebrania PiSowi władzy. Otóż - nie, a na pewno nie w takim stanie w jakim są dzisiaj i tyle. Albo same przejdą po prostu potężne rewolucje, albo nie ma co sobie tymi partiami zawracać głowy.

Polska jest krajem centroprawicowym, w którym rządy lewicy rodem z KP, Partii Razem są na dziś niemożliwe, dwa młode pokolenie jest w zdecydowanej większości jeszcze bardziej do bólu prawicowe, a dla jego części PiS jest zbyt umiarkowany.
Lewica jest w dużo gorszej sytuacji, niż PO, Nowoczesna, które szorują po dnie, więc oceniajmy rzeczy uczciwie, jedni mogą przegrać, drudzy znowu nie przekroczyć nawet progu. OK pewno teraz PO i Nowoczesnej spadnie, ale dalej te 28-30 procent, plus wyniki SLD, PSL - to jest coś na czym można budować dalej - na czym budować na lewicy ? Nie twórzmy fałszywej alternatywy jak redaktor Sutowski.

"Polska jest krajem centroprawicowym" - była też krajem, któremu uchodźcy nie przeszkadzali, a dzisiaj po katolicku i po cichu mówią "że nie chcą tego brudu" (klimat słów naczelnika kraju). Polska jest krajem o różnorodnych poglądach i po kilkunastu latach otwartych granic nadużyciem są aż tak duże kwantyfikatory.

Bo nam nie przeszkadzają, problem w tym, że jedna grupa oszołomów na prawo rozpętała jedną histerię, a druga z lewa na siłę chciała kogoś przyjmować, czy godziła się z rolą Polski jako kozła ofiarnego liberalnej polityki imigracyjnej Merkel, czy rządu Szwecji. Faktem jest, że ani sami uchodźcy - czytaj w większości imigranci ekonomiczni nie chcieli i nie pchali się do Polski, ani my nie chcemy mieć muzułmańskich dzielnic i rozwijać się w modelu Marsylii, czy Malmo.
Nie godzę się jednak na kopanie Polaków vs idealizowanie imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki.

Akurat te dwie strony miały w tym konkretny interes, była/jest trzecia strona na, ta na K. i tej się po dziś dziwię, że pozwoliła to tak rozegrać. Nie mógł tu zaistnieć kompromis?

Polska jest przede wszystkim według mnie krajem, gdzie ludzie nie mają jasno sprecyzowanych poglądów i przepływ głosów często między różnymi partiami może być zaskakujący. Rządy Razem oczywiście, że dziś są niemożliwe, czy kiedyś będą możliwe? Nie wiem. Może jeszcze parę takich popisów PONowoczesnej i w sondażach skoczy :), bo tak jak piszę pewnie 1/3, a może i więcej z tych 30% co popierało PONowoczesną, to równie dobrze, gdy coś ich do tego skłoni, może nagle zagłosować na Razem czy Nowacką, u nas ludzie nie są przywiązani do partii.
Były badania i jeśli idzie o młode pokolenie to i tak, i nie. Jeśli chodzi o młode kobiety, to tego przechyłu w prawo nie widać. Zresztą... jak ja zaliczałem się do młodego pokolenia - powiedzmy 16-20lat, to miałem poglądy neoliberalne, w pewnym momencie nawet patrzyłem na Korwina 🙂
Też kwestia tego jak na to spojrzeć, po wczorajszym raczej bym już nie pisał, że lewica jest w dużo gorszej sytuacji niż PO i Nowoczesna. Szczególnie jeśli porównywać z Nowoczesna, Nowoczesnej właściwie już nie ma, tak więc chyba jednak ich sytuacja jest ciut gorsza niż lewicy 🙂 Co do PO, to fakt będą się nadal jeszcze trzymać. Sytuacja Lewicy jest jaka jest, zobaczymy jak wykorzystają prezent jaki zrobiła im PO z Nowoczesną, jeśli odbije się to tak, że np. Razem w kilku sondażach wyjdzie ponad próg np. 6-7%, to może to przekonać innych do popierania Razem, tak więc zobaczymy. PO i Nowoczesna w ostatnich sondażach od dłuższego czasu miały ok.28-30%, po wyczynach z tego tygodnia nie sądzę by nie było zjazdu, więc raczej ten wynik się nie utrzyma. Oczywiście najbardziej według mnie może skorzystać SLD, które pewnie wskoczy na dwucyfrowy wynik i stanie się 3siłą. Na jak długo? Nie wiem. Zobaczymy.
Kwestia interpretacji wydarzeń, według mnie PO i Nowoczesna mają na czym budować, a mianowicie na zgliszczach. W obu partiach jest parę fajnych, sensownych, mądrych ludzi i może pora by odeszli ze swoich ugrupowań i stworzyli coś nowego. To jest jedyna droga. A co będzie z lewicą? Tak jak pisałem - pożyjemy, zobaczymy,.

Krytyka PO, Nowoczesnej, nie oznacza, że Partia Razem nie zapłaciłaby frycowego za wejście do sejmu i poważnej polityki, nie byłoby problemu z aborcją, byłby inny.

https://kulturaliberalna.pl/2018/01/12/opozycja-2018-rychard-bodziony-rozmowa/

Dzisiaj w TOKFM pan Smolar mówił, że PO zatraciła "pewną inteligenckość", co późnej Żakowski i Lis sformułowali w stwierdzenie braku zaplecza inteligenckiego, a tu Pan profesor mówi, że Razem może być zbyt przeintelektualizowane (a te słabe kontrpropozycje socjalne to mnie rozbiły przy pomysłach PO w tej sferze) 🙂 Czasami to się nie dziwię czemu ponad 50% wyborców nie interesuje się polityką.Taki misz masz jest, że się wcale nie dziwię i tej frekwencji i tego bardzo swobodnego przepływu elektoratu.

Bazą drugiego skrzydła opozycji muszą być kwestie praw kobiet..."... no tak. Witamy w okolicy 3%.

Wiadomo, "Czarny Protest" był kompletną klapą. Nikt nie przyszedł. Ale czekaj...

Poza tym nie manipuluj cytatami. Całość brzmi:
"Bazą drugiego skrzydła opozycji muszą być kwestie praw kobiet, wolności, pluralizmu i postępowej wizji Europy, wsparte wizją solidarystycznego państwa opiekuńczego"
Całość składa się na całkiem spójny program centrolewicowy. Co ciekawe, gdy podczas badań opinii publicznej rezygnuje się z partyjnych etykietek i pyta Polaków o poglądy w poszczególnych kwestiach, ta centrolewicowa wizja jest tym, czego ludzie chcą.

Aha, jeszcze jedno. Red. Sutowski dziwi się że niektórzy uważają za skrajny projekt, dający dziecku (15 lat!) prawo decydowania o aborcji. Ja się nie dziwię.

Kurczę, ja naprawdę staram się, ale nie jestem w stanie wczuć się w sposób myślenia ludzi, którzy uważają, że zmuszanie piętnastolatki (dziecka!) do donoszenia ciąży i do porodu, z wszystkimi tego konsekwencjami zdrowotnymi, z całym ryzykiem, wysiłkiem i bólem, to nie jest skrajność, a pozwolenie na niepodejmowanie się tego zadania - i owszem. Że zmuszanie piętnastolatki (dziecka!!!), żeby została matką, to nie jest radykalizm, a pozwolenie jej, żeby odmówiła tej roli - jak najbardziej.

Ile razy czytam tego typu kometarze, tyle razy upewniam się w smutnym przekonaniu, że ludzie, którzy myślą tak jak ja, i ludzie, którzy takie komentarze piszą, po prostu nigdy nie będą w stanie zrozumieć. Ale potem znów mi świata uparta myśl, że może jednak wystarczałoby, gdyby w ramach edukacji szkolnej chłopcy przechodzili - niechby nawet jednodniową - symulację bycia w pierwszym albo w ostatnim trymestrze ciąży czy też symulację - niechby nawet jednoogodzinną - porodu.

Pewnie, nie masz podstaw do zdziwienia, nie doczytałeś tego projektu w tym zakresie (jeżeli zrobiłeś to w ogóle) i teraz powtarzasz tezy o skrajności.

maski opadly, jesli ktos jescze mial watpliwosci!
ogolnie zgdzam sie z analiza Mattso6. jestem ciekawa, czy lewica i te wzytkie male ugrupowania, partie kanapowe wykorzystaja szanse i zjednocza sie, wykreuja swpolny program..
nie wierze, bo moze jestem ateistka i juz dwano przestlam wierzyc w mity i bajki..

"Lewica" przesadziła, a Polacy nie lubią skrajności. Tysiące kobiet protestujących przeciwko zaostrzaniu prawa nigdy, przenigdy nie zgodziłoby się, aby ich 15 letnia córka sama, bez ich wiedzy mogła legalnie dokonać aborcji ... a to tylko jeden z postulatów Nowackiej. Lepsze jest wrogiem dobrego .... zawsze.

>"Lewica" przesadziła, a Polacy nie lubią skrajności. Tysiące kobiet protestujących przeciwko zaostrzaniu prawa nigdy, przenigdy nie zgodziłoby się, aby ich 15 letnia córka sama, bez ich wiedzy mogła legalnie dokonać aborcji.<

Masz na to jakieś kwity? Bo to, że Ty jesteś o tym święcie przekonany, to jest jednak trochę mało. Wielu osobom nadal wydaje się, że zdecydowana większość Polaków popiera obecny "kompromis" lub chce zaostrzenia przepisów, choć wszelkie badania wskazują na coś zupełnie innego (niemal połowa za liberalizacją).

PS
Praca w komisjach sejmowych służy z założenia do tego, aby projekty ustaw poprawiać min. usuwając zbyt radykalne zapisy. No, ale najpierw trzeba zagłosować "za" w pierwszym czytaniu.

Dość pryncypialnie prezentujesz tu pogląd o tym, że niemal połowa społeczeństwa popiera liberalizację przepisów o aborcji przywołując tu wyniki jakichś badań. Jakich ? Jakimi metodami przeprowadzonych ? Na jakiej grupie respondentów ? To co piszesz przypomina mi przekonanie o reprezentatywności pracowników warszawskiej korporacji z 7 piętra biurowca w przedziale wiekowym 25-35 . A z moich obserwacji i rozmów z ludźmi w różnym wieku i o różnym wykształceniu, pochodzącymi ze wsi, małych miasteczek i dużych miast jawi się obraz zdecydowanej większości dzisiejszego status quo.
A poza tym aborcja dla większości społeczeństwa jest tak naprawdę kwestią drugorzędną, i gdyby nie manipulacje polityków i wykorzystywanie przez nich zafiksowanych ideologów z prawej i z lewej strony raczej nie zajmowałaby umysłów ludu. Politycy zaś najczęściej traktują ten temat jak patyk do uderzania w kratę klatki elektoratu przeciwników.
A co do przemyśleń Pana Sutkowskiego to z całym szacunkiem, ale są one pod płaszczykiem analiz politycznych dosyć infantylne. Albo inaczej. Są tak obciążone ideologią iż bardziej przypominają recenzję rewolucyjnego manifestu. Odrzucają bowiem fakty dotyczące otaczającej nas rzeczywistości. Są pisane z pozycji człowieka sytego, nieco zblazowanego, zamkniętego w skorupie swojego mikrokosmosu i pomimo retoryki tolerancji nieszanującego ludzi o poglądach odmiennych. To wszystko powoduje intelektualną kastrację uniemożliwiającą w miarę obiektywną percepcję otaczającego nas świata wraz z mechanizmami nim rządzącymi.

15-latka nie może kupić alkoholu, papierosów, nie może zawrzeć obowiązującej prawnie umowy, nie może sama zgłosić przestępstwa ściganego na wniosek, ale może bez niczyjej wiedzy dokonać aborcji? Serio?

Dla mnie o wiele wiekszą patologią jest, że piętnastolatce nie można legalnie sprzedać piwa, papierosów, podpisać z nią obowiązującej prawnie umowy, przyjąć zgłoszenia przestępstwa ściganego na wniosek, ale zupełnie legalnie można z nią pójść do łóżka i zpełnie legalnie zapłodnić. I że w myśl prawa piętnastolatka nie jest dostatecznie dojrzała, że pójść sama do ginekologa albo sama zdecydować o aboracji, ale już żeby przejść przez ciążę, poród i zostać matką jest dojrzała w sam raz.

... nie rozumiem, jesteś za tym, aby 15-latki mogły legalnie pić, palić i np. kupić sobie na kredyt samochód (za który zapłacą niczego niewiedzący rodzice), czy też za tym, aby 15-latkom zakazać seksu? Nie wiem w jakim jesteś wieku, ale zapytaj rodziców 15-letnich dzieci co sądzą o ich możliwościach decydowania o swoim życiu ....

Myślałam, że wymowa mojego postau jest dostatecznie jasna, ale ok, jesli trzeba mogę wyłożyć kawę na ławę.

Uważam, że sytuacja, w której trzydziesto- czy nawet dwudziestolatek może zupełnie legalnie zaciągnąć dziecko do łóżka i sprawić, że to dziecko zajdzie w ciążę jest patologiczna. Ale też za patologię uważam, aby ktokolwiek - łącznie z rodzicami - mógł w takiej sytuacji zmusić to dziecko do donoszenia ciąży (dla jasności: pomijam sytuacje, kiedy ciąża jest już bardzo zaawansowana).
Choć zgadzam się, że rodzice tej dziewczynki w ciąży powinni być obowiązkowo informowani o jej stanie, jak i powinni mieć prawo przedyskutowania z nią jej decyzji.

.... teraz jasne, jesteś za tym, aby ustawowo zakazać seksu 15-latkom. Inna sprawa, że skoro aktualnie, zgodnie z prawem współżycie z osobą poniżej 15 lat jest przestępstwem, to dlaczego w projekcie jest zapisane, że 13-latka może bez zgody rodziców mieć dostęp do antykoncepcji?

Pomimo wyłożenia kawy na ławę - nie zrozumiałeś. Jestem za tym, aby ustawowo zakazać seksu _z_ piętnastolatkami. Parę literek, ale znacząca różnica. A dlaczego w projekcie ustawy jest zapisane, że trzynastolatka może bez zgody rodziców mieć dostęp do antykoncepcji - nie wiem, pytaj autorów projektu.

.... prosty ze mnie człowiek i poza dialektyką innych różnic nie widzę. Nooooo chyba, że damy jakieś "widełki" i zapiszemy w kodeksach, że seks z osobą +/- 2 lata młodszą jest dopuszczalny, a większa różnica to przestępstwo 🙂 Super sprawa, bo od razu zamkniemy wszystkie gwiazdy estrady, bogaczy, polityków itp. ....

No i Kaczyński z Pawłowicz popierają takie skrajności ? Cały czas uważam, że na lewicy nic nie ma i trzeba ich atakować z drugiej strony - hee hee.

... nie mają córek 😉

Ależ ja jestem samiczką!

Zjednoczona lewica, zjednoczona opozycja, prawa mniejszości , prawa kobiet, równość itd. Same poważne rzeczy. A pisiorom wystarczy, że zniosą abonament telewizyjny i zyskają większe poparcie niż Wy tymi wszystkimi czarnymi protestami. Na każdą Waszą ideologię wymyślą jakiś prosty ale konkretny kawałek kiełbasy wyborczej. Wy się będziecie dziwili do zasranego końca świata dlaczego tak się dzieje i kombinowali czy razem czy osobno, kto ładnie przemawia a kto ładnie pisze, a kto ładnie wygląda?

Akurat w tym argumencie przestrzeliłeś, bo już płacisz abonament telewizyjny i nikt cię o zgodę nie pytał. Tak to kiełbasa wyborcza PiSu, z zewnątrz wygląda smacznie, ale jak zajrzeć do środka to będziesz długo ją odczuwał, a wartości odżywczych w postaci choćby namiastki pluralizmu (mimo górnolotnych deklaracji) w mediach nie znajdziesz.

Poza tym muszę cię zmartwić - jak tak głębiej spojrzysz to nawet ta kiełbasa wyborcza nic nie zdziała jak nie będzie sensowna i w mniemaniu wszystkich zainteresowanych RÓWNO rozdzielona.

Może To Cię zdziwi ale naprawdę chciałbym żebyś Ty miał rację. Przekonamy się w przeciągu dwóch lat. Ja zaczynam dochodzić do wniosku, że "lewicę" powinni przestać robić "intelektualiści" po socjologi a powinni zacząć robić "robole" i "kmioty"płci obojga.

Akurat ludzie uwierzą, że Biedroń i Nowacka będą bronić 500+ jeśliby zaczęli rządzić. To są ekonomiczni liberałowie. Proszę o dowody, że dla nich "solidarystyczne państwo opiekuńcze" jest sprawą nie mniej ważną, niż sprawy "światopoglądowe". Ja takich nie znam.

O poglądy Biedronia, tych ekonomicznych, to trudno cokolwiek stałego powiedzieć, zgrabnie omija te sfery, albo rzuca okólnikami. Nowacka koncentruje się bardziej na światopoglądowych sprawach, więc do spraw ekonomii też ma rezerwę, jej stosunek do "solidarystyczności ekonomicznej" korespondują ze stosunkiem do partii Razem - chłodno w ogóle, gorąco w szczególe. Sam jestem ciekawy co ci politycy planują na przyszłość, czy są aż tak pewni swojego kapitału, aby wypromować swoją partię, czy będą ryzykować i wchodzić w buty syndromu Palikota. Te deklaracje będą musiały wkrótce pojawić się w eterze.

Nowacka już gdzieniegdzie przebąkuje coś o nowej partii. Biedroń jeśli śledzi się jego facebooku to też widać, że próbuje bawić się w takiego Hamleta - "być, albo nie być", co jakiś czas jakieś wstawki, że potrzeba nowej partii etc., ale sam się nie deklaruje, tylko podgrzewa ludzi w komentarzach, którzy na kolanach błagają co - "Robert wejdź do polityki". Mnie osobiście to już okropnie irytuje. Ogólnie jeśli miałbym dzisiaj stawiać na to co się szykuje, to Nowacka założy partię przy wsparciu Biedronia (czy będzie tylko taką maskotką wspierającą nową partię z trochę dalszej odległości czy ważnym członkiem, to nie mam pojęcia). Ale ta partia powstanie około za rok, na początku 2019. Założenie dziś partii mogłoby być samobójstwem i skończyłoby się zanim by się na dobre zaczęło. Wybory samorządowe to najgorsze wybory dla małych partii, bez struktur, bez kasy, bez ludzi. Dlatego teraz Nowacka będzie się wraz z IP doczepiać w różne koalicję w większych miastach czy to z Zielonymi, ruchami miejskimi czy z Razem. Nowa partia, czy przekształcenie Inicjatywy Polskiej w partię będzie miało miejsce za rok przez wyborami do europarlamentu.
Według mnie nie będzie wspólnej koalicji na lewicy, mimo że tego bym chciał. Razem z IP się nie dogadają. Czy Nowacka z Biedroniem mają jakieś szanse? Pewnie na przekroczenie sami 5% szanse mają. Ludzie dziś zawiedzeni PO i Nowoczesną, bardzo chętnie zagłosują na Nowacką, prędzej niż na Razem. Pytanie jednak jest takie na ile ta partia nie będzie wydmuszką jak Nowoczesna. Nie ma cudów, nie da się stworzyć partii z dnia na dzień. IP tak czy siak będzie brakować ludzi, to skończy się przyjmowaniem ludzie jak leci - w necie będzie pewnie apel by do nas dołączyć i wspólnie zmieniać Polskę. W związku z tym do partii może trafić cała masa ludzi o różnych poglądach, wartościach itd., a obserwując fanpage Nowackiej czy Biedronia, tam jest w komentarzach często neoliberalizm w czystej postaci.

Dlatego dla mnie choć to wszystko takie totalne dywagacje, to partia Nowackiej i Biedronia powstanie. Po drugie samo nazwisko Biedroń ma potencjał na kilka procent, nawet gdyby on sam był w tej partii, dodać Nowacką i próg na pewno przekroczony. Jednak cudów nie ma, partia nie będzie miała kasy, nie będzie miała sprawdzonych ludzi, więc może się potem okazać nie - nową siłą, a wydmuszką. Jeśli idzie o ekonomię to chyba nikt nie ma wątpliwości, że oboje mają mają poglądy bliższe centrum, dlatego też nie są w stanie dogadać się z partią Razem i dlatego nie będzie wspólnych list. Zresztą wczoraj u Orlińskiego świetnie było słychać, że Razem nie potrafi się dogadać nawet z Zielonymi w większości miast, a co dopiero z IP? Podsumowując - trzeba liczyć, że PiS nie zmieni ordynacji i nadal będzie próg 5% (w co wątpię), jeśli ten próg zostanie, to pewnie szanse na wejście do sejmu Razem i partii Nowackiej i Biedronia jest możliwe, próg powyżej 10% zatopi obie partie.

U nas to centrum cały czas pokutuje. Rozumiem Razem, że nie o to im chodzi, aby z każdym inicjować na każdym gruncie współpracę, bo takie patrzenie w centrum kończy się zabetonowaną sceną, która obecnie mamy. Na razie to są dywagacje, choć moje spostrzeżenia i obawy pokrywają się z twoimi. Choć straszliwie mnie będzie smucić dobry wynik SLD, co też jasno pokażę tezę, że u nas w głównym nurcie polityki nic się nie zmienia od lat.

Za tydzień będziemy mieli wyniki sondażu OKO'a z 2 koalicjami (PO-N-SLD-PSL) i (Razem i spółka), jak postuluje red. Sutowski (i ja właściwie też nie mam nic naprzeciwko) i będzie jasne, czy cała afera jest tego warta, czy może to burza w szklance wody, ja obstawiam to drugie, ale zobaczymy.

Aktualne sondaże według mnie nie będą za wiele warte. Dopiero jakieś sondaże za 2-3miesiące mogą coś powiedzieć. Najbliższe sondaże dadzą PISowi pewnie 50% po rekonstruckji (jeszcze nie mieliśmy takiego sondażu), do tego lekki spadek PO i mocny Nowoczesnej, wzrost dla SLD i mniejszy dla Razem. Tak to pewnie będzie wyglądać a paru najbliższych sondażach, ale tak jak piszę - trudno brać je na poważnie. To będą sondaże robione na emocjach, zobaczymy co będzie jak emocje opadną i czy trend się utrzyma czy nastąpi powrót do statusu quo. Raczej ostatnie wydarzenia nie są burzą w szklance wody, według mnie nie poszło o samą kwestię aborcji jak to niektórzy mówią, a bardziej o styl, o ogólne zachowanie, trochę może przelała się czara goryczy. Nawet jeśli sondaże odbiją za jakiś czas do starych wyników, to prawda jest taka, że część wyborców PO i Nowoczesnej nawet jeśli będzie ich nadal popierać będzie tylko czekać na nową partię i jeśli ta się pojawi nie będą mieć skrupułów. PO i Nowoczesna mocno podważyły zaufanie, szczególnie Nowoczesna jeśli ktoś obserwuje internet, to widać, że jest ogromne rozczarowanie ich postawą i raczej powrotu już nie ma, dla mnie właściwie partia ta jest skończona. Tak więc na pewno ostatnie zdarzenia wywrą ogromny wpływ na to co będzie w przyszłości. Nie mówię, że Razem nagle stanie się 3siłą :), ale na pewno te zdarzenia jeszcze bardziej osłabiły opozycję parlamentarną i dały przestrzeń na powstanie ewentualnie nowej partii, która bez problemu przeciągnie zniechęconych ludzi.

Szykuje się kolejna operacja z cyklu: zmiana szyldów - a mordy w telewizji i na listach partyjnych od 30 lat wciąż te same.

To już w komunie te partyjne ryje się na wierchu częściej wymieniały, niż w III RP. Mniej więcej co 10 lat. Chociaż w PRL-u nigdy szyldów nie zmieniano.

Ciekawe, kto i czy się na ten wyświechtany numer w małpim cyrku znów nabierze.

Wtórna analiza postępków PO i Nowoczesnej i oczywista konstatacja o ich bezideowości, ale też mocnym komponencie konserwatywnym nie zasługuje na aż tak wiele akapitów. Autor jeszcze nie dawno wzywał do oddania sterów zjednoczonej opozycji Kamili Gasiuk-Pihowicz. Emocjonalne elaboraty bardzo często drastycznie zawężają horyzont. Jeśli lewica się ze sobą nie dogada, to nie będzie tutaj żadnego Budapesztu. Razem konsekwentnie pracuje na zaufanie wyborców. Nie jest ich dużo, bowiem łączenie ze sobą dwóch porządków ekonomicznego i światopoglądowego wciąż zdaje się oddziaływać na niewielką część społeczeństwa. Nie oznacza to oczywiście tego, że w najbliższych latach to się nie zmieni na korzyść. Wyborcy, także , a może nawet przede wszystkim popierający dzisiaj PiS- ich spora część- mogą się przekonać do Razem. Prawica powoli będzie ewoluować w kierunku ostentacyjnego wspierania przedsiębiorców i dużego kapitału. Niewiele już zrobi z prawem pracy i sankcjami za jego łamanie. To jest ja mi się wydaje dzisiaj problem społeczny nr.1. Poniżanie, wykorzystywanie, pogarda dla pracownika. Od małego sklepiku spożywczego, po znaną instytucję kultury i NGO-osy. Razem musi przepracować, a właściwie opracować nie tylko komunikację, ale budowanie realnych i trwałych więzi z klasą ludową. Jeśli spełni ten warunek, to za 6 lat będzie partią z poparciem w okolicach 20%. Najbliższe wybory samorządowe i parlamentarne są już przesądzone. PiS spektakularnie wygra samorządowe, otrzymując premię za emocje wyrównania rachunków z liberałami, które na poziomie wsi i małych miasteczek dominują. SLD ma na zapleczu Andrzeja Rozenka, który jest dobrym mówcą i elokwentnym politykiem. Nawet ci, którzy się z nim nie zgadzają albo uważają SLD za liberałów powinni to dostrzec. Wobec tego partia ta ma szansę na 5-7%. 10 stycznia nic takiego się nie stało. A już na pewno nic takiego na co wskazuje autor. Kolejne naturalne działanie liberalno konserwatywnej partii urasta w oczach liberalno lewicowych publicystów do rangi głupoty i debilizmu. Takie oburzenie miałoby sens, gdyby PO, ale też Nowoczesna kiedykolwiek dowiodły, że można od nich wymagać przekroczenia ograniczeń wynikających z wielu czynników. PO i Nowoczesna dostaną w wyborach 18-20 %. Posłanki Nowoczesnej, które media lansowały na kobiety lewicy, gospodarczo są neoliberałkami z epoki lat 70-tych Thatcher. Warto o tym pamiętać. Lewica nie może dać się prowokować i wikłać w cykliczne opere mydlane o przymiotnikiem demokratyczne, gdy media kolejny raz zaczynają bić pianę. Spokojnie obserwować, wyciągać wnioski i konsekwentnie budować zaufanie.

Na łamach KP jakaś dziennikarka zadała retoryczne pytanie " czy lewica jest komukolwiek potrzebna" - odpowiedź wydaje się prosta - " NIE"! Na całokształt poglądów lewicowych składaja się sprawy ideologiczne oraz ekonomiczno socjalne. W Polsce ten drugi blok spraw został lewicy podpier...ny, a ten pierwszy mało kogo obchodzi. Więc te dywagacje co z tą lewica to czysta zabawa intelektualna bez przełożenia na rzeczywistość i miejsca w sejmie.

Maciek Trybuszewski

To jest szerszy problem polskiego systemu partyjnego - ugrupowania nie posiadają spójności ideowej a działaczy łączy jedynie oportunizm i kariery. Co właściwie sprawia że dany poseł należy do PiS a nie do PO, Kukiza lub PSL? Przecież to są w gruncie rzeczy kwestie układów towarzyskich z dawnych lat i wyboru ścieżki awansu.

Efekt jest taki, że wyborca w zasadzie nigdy nie może być pewien na kogo głosuje. Partie lub pojedynczy posłowie skręcają a to bardziej w lewo a to w prawo, w zależności od sondaży oraz nastrojów społecznych, lawirują, mataczą, nie posiadają żadnej odpowiedzialności za słowo, a dawne swoje wypowiedzi zupełnie przeczące tym dzisiejszym zrzucają na karb "mądrości etapu".

Do polityki muszą trafić ludzie, którzy jeżeli mówią to mówią i jeżeli robią to robią. W przeciwnym razie grozi nam nie tyle zakonserwowanie sceny politycznej w duchu prawicowym, ile w duchu oportunizmu i karierowiczostwa spod znaku Magdaleny Ogórek.

Bo droga do przebudowy jest kręta i trzeba prosić wyborców o zaufanie. A nie szukać haków na ludzi na których się głosuje.

Idiotyczny jest pomysł Kukiza rozliczania pojedyńczych posłów. 460 rozliczanych i ortodoksyjnych i nie jest w stanie podjąć żadnej decyzji. Jak wygląda w praktyce widać w USA.

.... i w końcu wychodzi na to, że Kukiz ma rację, wybierajmy "swojego" posła, wcześniej dowiadując się jakie ma poglądy i rozliczajmy go, jeżeli nas okłamał. Brzmi nieźle ...