Kraj

Odkrywki to żaden biznes, tylko zwyczajna katastrofa

W czerwcu 2018 Rada Ministrów przyjęła program, w którym odkrywka Dęby Szlacheckie została wymieniona jako złoże strategiczne, które będzie eksploatowane przez 22 lata. Co z tego, że 90 procent mieszkańców opowiedziało się przeciw odkrywce. Co z tego, że zysk będzie wątpliwy, a straty pewne, bo z odkrywką wiąże się utrata wody, likwidacja gospodarstw rolnych i wzrost śmiertelności.

Pamiętacie Piotra Krygiera, któremu wyschła studnia i stawy, bo Solorz-Żak wykopał mu pięćset metrów od domu wielką dziurę w ziemi? Krygier do dziś walczy z kopalnią o odszkodowanie, bo kopalnia jest gotowa obwiniać cały świat o tajemnicze zniknięcie wody, tylko nie sposób w jaki wydobywa się węgiel brunatny. Od pewnego czasu kopalnia Tomisławice robi to zresztą nielegalnie, gdyż odkrywka działa bez ważnego pozwolenia wodnoprawnego. Co prawda Marszałek Województwa Wielkopolskiego wydał kopalni pozwolenie, ale decyzję tę uchyliły Wody Polskie z wielu różnych powodów.

Najważniejszy wydaje się brak zbadania negatywnego oddziaływania obniżenia poziomów wód na okolicznych mieszkańców oraz naruszenie przepisów tzw. dyrektywy ptasiej oraz dyrektywy siedliskowej.

W wydanym pozwoleniu nie nałożono też na kopalnię obowiązku zadbania o zmniejszanie negatywnych skutków dla środowiska. Kopalnia powinna brać pod uwagę stan środowiska i jakość życia okolicznych mieszkańców. Ale oczywiście taniej jest tego nie robić. Pomimo braku ważnego pozwolenia wodnoprawnego kopalnia działa jak gdyby nigdy nic, dalej wypompowując hektolitry wody i odprowadzając ścieki. No, ale co im zrobisz? Kara za brak pozwolenia, to maks pięć tysięcy złotych. Bardziej się opłaca działać nielegalnie, niż przejmować prawem.

„Powinni zamknąć tę kopalnię i iść w cholerę”

Ludziom wbrew

To oczywiście niejedyny taki przypadek, jeśli chodzi o kopalnie węgla brunatnego. Jeśli śledzicie sprawę, to być może słyszeliście o referendum w gminie Babiak, w którym ponad 90 procent mieszkańców zagłosowało przeciwko powstaniu kopalni odkrywkowej Dęby Szlacheckie. Referendum było prawomocne, ale nie przeszkodziło to Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska dalej procedować powstawania kopalni.

Od tamtego czasu informacje o planowanej kopalni wciąż pojawiały się tu i ówdzie – na przykład w wojewódzkim planie zagospodarowania przestrzennego – jak gdyby żadnego referendum nie było. „Dobra zmiana” okazała się nie taka dobra dla mieszkańców gminy Babiak i okolic, gdyż lej depresyjny odkrywki może sięgać stu kilometrów. 15 czerwca 2018 roku Rada Ministrów przyjęła program dla sektora górnictwa węgla brunatnego w Polsce. Odkrywka Dęby Szlacheckie jest tam wymieniona jako jedno ze złóż strategicznych, planowane wydobycie ma się odbywać przez 22 lata. Co z tego, że ludzie zagłosowali, że nie chcą, skoro rząd wie lepiej, co jest dla nich dobre?

PiS kłamie, bo musi, albo czemu węgiel nie szkodzi

Tymczasem już dziś region ma problemy z brakiem wody. Generalnie Polska ma zasoby wodne na poziomie Egiptu, czyli małe, a obszar koniński jest jeszcze poniżej polskiej średniej. Nawet w raporcie wydanym przez PiSowskie Ministerstwo Środowiska Polityka ekologiczna państwa 2030, który rząd ma przyjąć w najbliższych miesiącach, czytamy, że Polsce grozi dalsze pustynnienie. Jakby tego było mało, nieopodal planowanej odkrywki Dęby Szlacheckie znajduje się kopalnia soli. Ekspertyzy hydrologiczne wskazują, że okoliczne wody mogą ulec zasoleniu. Już teraz dwa ujęcia trzeba było zamknąć. Skumulowane działanie dwóch kopalni może skończyć się tragicznie dla rolników. Choć gleby są tam całkiem żyzne, to powstanie odkrywki będzie oczywiście powodować osuszenie terenów. A przecież i bez nowych kopalni widzimy już efekty zmian klimatycznych, które będą tylko postępować. Nic dziwnego, że mieszkańcy gminy Babiak obawiają się o swoją przyszłość.

Żaden biznes

Generalnie wszystkie dane wskazują, że budowanie nowych kopalni odkrywkowych jest totalnie bez sensu. Podczas niedawnej konferencji pod nieco tendencyjnym tytułem Węgiel brunatny – zwyczajny biznes czy katastrofa?, zorganizowanej przez Fundację Rozwój Tak – Odkrywki Nie, można było wysłuchać wystąpień kolejnych naukowców i ekspertów, którzy nie mieli wątpliwości i zgodnym głosem mówili, że to żaden biznes, tylko zwyczajna katastrofa.

Dr Benedykt Pepliński wskazywał, że Ościsłowo, czy Dęby Szlacheckie, gdzie planowane są odkrywki, to już dziś tereny o największym niedoborze wody w kraju i wyliczał koszty zewnętrzne, utracone zyski i straty w produkcji rolnej, jakie będą konsekwencją powstania kopalni. Poza nierzadko bezpowrotną utratą wody i wyłączeniem produkcji rolnej, są to oczywiście: likwidacje gospodarstw znajdujących się na terenach planowanych odkrywek, utrata miejsc pracy, zerwanie więzi społecznych i wzrost śmiertelności związany ze skutkami spalania węgla, mogący sięgać aż 30 procent. Według dość łagodnych szacunków straty w produkcji rolnej wyniosą przynajmniej 18 procent rokrocznie do 2045 roku. Pepliński szacuje, że w przypadku Dębów Szlacheckich straty będą większe niż wartość złoża. Jakby tego było mało, aby elektrowni się to opłacało, powinna na wydobytym węglu zarobić 60 procent w cenach prądu. Tymczasem obecnie zarabia 10 procent. Jak bardzo musiałyby zostać podniesione ceny prądu, żeby taki zysk był osiągalny, można sobie tylko wyobrażać, ale możemy mieć pewność, że to się nie wydarzy, bo nie tylko gmina Babiak, ale cała Polska podniosłaby raban.

Polityka energetyczna w Polsce to polityka „gaszenia pożarów”

Z kolej dr Sylwester Krasicki wskazywał na zaburzenie stosunków wodnych związane z kopalniami węgla brunatnego. Odkrywki nie tylko zabierają wodę, ale również powodują jej skażenie. Wraz z zanikaniem wody ulega pogorszeniu jej jakość. W złożach węgla znajduje się siarka, która utleniając się tworzy kwas siarkowy, który wchodzi w reakcję ze skałami i zmienia skład chemiczny wód. Wzrasta zawartość żelaza, manganu i innych metali ciężkich, a potem cała ta trująca breja trafia do rzek, w przypadku Konina akurat do Noteci.

Co prawda, zdaniem Kopalni Węgla Brunatnego Konin, mętna, nieprzejrzysta, pełna szlamowatej zawiesiny woda miała poprawić jakość jeziora Gopło, ale oczywiście dzieje się wręcz przeciwnie. Kopalnie, odprowadzając toksyczne metale, zanieczyszczają wody, co powoduje degradację cennych przyrodniczo terenów. Aby nie było, że to tylko bajania panów naukowców, zaraz po nich występowali rolnicy opowiadając o stepowieniu ziem i znikających jeziorach. Niektóre odsunęły się o kilkadziesiąt metrów.

Zła Unia, zła

Teoretycznie ignorując ludzi i środowisko, można by dalej wydobywać węgiel brunatny, ale niestety zła Unia wprowadza regulacje mające ograniczyć tego rodzaju niedobrą dla planety i ludzi działalność. Co prawda w Polsce staramy się to wciąż ignorować, ale trochę nie możemy, bo póki jesteśmy w UE musimy kupować uprawnienia do emisji CO2, a te drożeją, co sprawia, że już dziś słabo opłacalna działalność Zespołu Elektrowni Pątnów Adamów Konin i tym podobnych podmiotów staje się jeszcze mniej rentowna.

Póki jesteśmy w UE musimy kupować uprawnienia do emisji CO2, a te drożeją.

Jakby tego było mało, cały świat odchodzi od tego brudnego sposobu pozyskiwania energii. Już dziś 985 instytucji zarządzających ponad 6,78 bilionami dolarów zdecydowało się pozbyć aktywów firm zaangażowanych w wydobycie i produkcję energii z węgla. W efekcie coraz trudniej zdobyć środki na budowę nowych kopalni, czy elektrowni. Europejski Bank Inwestycyjny i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju już w 2013 wprowadziły kryteria w praktyce eliminujące możliwość pożyczki na projekty węglowe.

Fotorelacja: Marsz dla klimatu w Katowicach

W przypadku Konina władze ZEPAKu najwyraźniej wciąż się łudzą, że nowe odkrywki pokryją straty, jakie przynosi elektrownia, ale wygląda na to, że nie mają nawet zabezpieczonych odpowiednich środków na wykupienie kosztów emisji, więc wraz ze wzrostem ich cen, straty będą tylko rosnąć. Jak wykazywał Aleksander Śniegocki z WiseEuropa, autor kilku raportów na temat węgla, inwestycje w kopalnie odkrywkowe nie zwrócą się nawet przy optymistycznych założeniach. Żeby nie było całkiem beznadziejnie, na koniec profesor Jerzy Popczyk udowadniał, że wcale nie jesteśmy skazani na węgiel i Polska może przejść na energię odnawialną. Tysiąc megawatów to czterysta wiatraków z 21 turbinami 3 megawatowymi lub 100 wiatraków na morzu, tudzież 10 tysięcy instalacji woltaicznych, ewentualnie 400 biogazowni.

Czemu właściwie chcemy kopać ten węgiel

To wszystko nie są żadne tajemnice, a ci eksperci i naukowcy nie spadli z księżyca, tylko mają na to wszystko dane. Po wysłuchaniu konferencji miałem właściwie tylko jedno pytanie. Czemu właściwie chcemy dalej kopać ten węgiel, skoro szkodzi to ludziom i środowisku i wcale nie jest dobrym biznesem?

Wbrew mitom, na kopalniach węgla brunatnego wcale jakoś wybitnie nie zależy ich pracownikom, bo pensje w tych firmach, które formalnie nie są kopalniami, tylko zakładami górniczymi, nie sięgają wysokości zarobków prawdziwych górników, kopiących węgiel pod ziemią. Ich pracownicy nie mają też górniczych przywilejów. Kto zatem na tym zyskuje, skoro wygląda na to, że tracimy wszyscy? No kto? Ktoś chyba jednak musi, skoro te bezsensowne plany wspierają politycy zarówno na szczeblu krajowym, jak i samorządowym, wbrew protestom mieszkańców. Najwyraźniej ciągle można tutaj skręcić jakieś lody i zjeść wisienki z tego brunatnego tortu. Trudno uwierzyć, żeby politycy, którzy od lat mają wszystkie dane, nie czerpali z tego jakiś profitów. Do głowy przychodzą scenariusze jak z niedawanego odcinka Superwizjera pt. Układ radomski. Nawet jeśli nie można już specjalnie zarobić na węglu, to pewnie ciągle można zarobić na wywłaszczaniu ludzi z dorobku ich życia. A garstce, która się na tym procederze bogaci, musimy dopłacać jeszcze my wszyscy, w cenach naszego prądu.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.