Kraj

O kalekich sierotach, których nigdy nie było

Aleppo, rok 2010

To jest opowieść o momencie, kiedy obrazy osieroconych dzieci z Aleppo zostały obsadzone w roli medialnego samograja. Zdjęciami tymi okładały się wszystkie strony konfliktu.

W Polsce co jakiś czas mamy okazję oglądać karnawał moralności, który z tego, jak powinno wyglądać nasze postępowanie na co dzień, czyni element publicznego spektaklu i zamienia solidarność w reality show. Przykładami takich działań są jednorazowe akcje charytatywne, które mają swoje zalety – komuś realnie pomagają. Przecież mogłoby być gorzej, wyobraźmy sobie moralną mobilizację, która wykorzystując widok cudzego cierpienia, staje się elementem politycznej publicystyki – pustym gestem, którego wykonawcy, nikomu nie pomagając, stają się moralnymi zwycięzcami.

Przepis na taki gest jest dosyć prosty:

1.

Eksportujemy naszą moralność na odległość 2500 km (tyle mniej więcej wynosi odległość miedzy Sopotem a Aleppo); tam, gdzie nikt nas nie widział, nie zna i nie ma pojęcia o naszych planach ani istnieniu. 16 grudnia pojawia się apel mieszkańców do radnych, w którym czytamy: „My, sopocianie, zwracamy się z pilnym wnioskiem o podjęcie przez Radę Miasta działań prowadzących do zapewnienia warunków do osiedlenia się w Sopocie osieroconym dzieciom i rodzinom z miasta Aleppo (Syria).” 19 grudnia przyjęta zostaje rezolucja rady Miasta Sopotu skierowana do prezydenta miasta Sopotu. Radni piszą: „Chcemy tym samym dać wyraz naszemu poruszeniu ciężką sytuacją szczególnie dzieci w zrujnowanym wojną Aleppo”.

Aleppo na granicy życia i śmierci

2.

Formułujemy prośbę o sprowadzenie do swojego miasta sierot oraz rodzin z Aleppo. Prośbę adresujemy do polskiego antyuchodźczego rządu, na którym spoczywa odpowiedzialność za powodzenie naszego gestu. 21 grudnia prezydent Jacek Karnowski wysyła pismo do premier polskiego rządu Beaty Szydło.

3.

Czekamy…

Powodzenie tak pomyślanej akcji jest stuprocentowo pewne: Jeśli rząd się zgodzi, pomożemy garstce ludzi, w końcu to żaden wysiłek dla najbogatszej gminy w Polsce. W przypadku odmowy również, wychodzimy na moralnych zwycięzców, którzy chcieli dobrze; jednocześnie obnażamy hipokryzję polityków odwołujących się na każdym kroku do chrześcijaństwa. Asekuracyjnie już wcześniej uderzamy w ten bęben, formułując naszą prośbę w okolicach świat bożego narodzenia oraz przypominając o tym, że nadchodzący rok będzie czasem spod znaku brata Alberta – patrona bezdomnych i potrzebujących.

4.

Dostajemy odmowną odpowiedź – pismo z MSWiA wpływa dnia 27 stycznia.

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski, formułując swoją prośbę, powinien wiedzieć, jaka będzie reakcja rządu. Zresztą, w Trójmieście jeszcze przed oficjalną odpowiedzią rządu mówiło się, że politykę integracji imigrantów należy uprawiać odpowiedzialnie i praktycznie. Dlatego antycypowano jako najbardziej prawdopodobny scenariusz odmowę rządu na apel Sopotu. Nie trzeba być geniuszem, aby spodziewać się takiej reakcji, śledząc wypowiedzi o imigrantach padające z ust panów Błaszczaka, Waszczykowskiego i Kaczyńskiego. Ponieważ alternatywny scenariusz przewidujący sprowadzenie uchodźców z Aleppo jest mało prawdopodobny, samorządowcy mają trochę czasu na przygotowanie się do burzy medialnej…

Tymczasem obrazy osieroconych dzieci zostają obsadzone w roli medialnego samograja. Zdjęciami tymi okładają się wszystkie strony konfliktu. We wzajemnej szarży argumentów wszystko jest dozwolone, nawet bohaterowie całego zamieszania zostają podmienieni, stając się z „osieroconych dzieci i rodzin” „dziesięciorgiem sierot”. Wiadomo przecież, że już nie o przyzwoitość i odruch moralny chodzi, a zgrabność retorycznej figury, którą będziemy walić po głowie swojego przeciwnika. Mało?! – ktoś mógłby zapytać. Amputujmy zatem kończyny dzieciom, o które prosimy. Wiadomo przecież, że najlepiej stymuluje moralnie, przetarcie sobie twarzy obrazami kalekich dzieci.

Na nieszczęście dla osieroconych dzieci i rodzin z Syrii temperatura sporu niedługo opadnie i okaże się, że nic z tego nie wynikło. Gdy już minie moralna gorączką, wszyscy będziemy pamiętać, że Sopot taki otwarty i refugees welcome, a rząd chujowy. To, że rząd odpowiadając Sopotowi, wskazał możliwość wsparcia dla czterdziestu Syryjczyków, którzy są w Polsce, nikogo nie będzie interesować. Problem w tym, że taka pomoc wymaga działań mało spektakularnych i nie medialnych, choćby z uwagi na ich bezpieczeństwo oraz poszanowanie prywatności. To, że gmina Sopot ignoruje tę realną możliwość pomocy uchodźcom, również będzie mało istotne. Stawką są przecież kalekie sieroty, których tutaj nigdy nie było i odebranie władzy symbolicznej będącemu u władzy PiS-owi. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że Pomorze należy do Platformy Obywatelskiej, a szantaż moralny jest idealnym narzędziem do partykularnej walki z PiS-owskim rządem.

Osobiście doceniam większość inicjatyw na rzecz uchodźców, uchodźczych sierot i innych. Zgadzam się tutaj z prezeską gdańskiego Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek Martą Siciarek, która przypomina i prosi zaangażowane osoby o „ wspominanie w drugim zdaniu, że zależy nam jako społeczeństwu na włączeniu się rządu RP w procesy relokacji i przesiedleń. To jest główny problem (i wstyd…). Gdybyśmy solidarnie z Europą uczestniczyli w relokacjach, można by spokojnie ściągać do Polski i sieroty, i dorosłych. Być może tocząca się teraz walka o «sieroty» – z uwagi na sentymentalne odczucia – to dobra droga, by przycisnąć PiS w sprawie uchodźców, by zyskać poparcie społeczne”.

Jednak, jeśli naprawdę chcemy naszymi działania delegitymizować postawę rządu i rozbrajać narastający rasizm i islamofobię, nie możemy posługiwać się obrazami osieroconych dzieci, o których nie jest tak łatwo powiedzieć, że są muzułmanami, a ich integracja byłaby po prostu asymilacją. Ryzyko konstruowania figury uchodźcy idealnego ćwiczyliśmy już wcześniej wybierając chrześcijan z Syrii, teraz testowaliśmy wariant z sierotami. Niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie zmusiła do ucieczki w poszukiwaniu przetrwania miliony ludzi, ta masowa migracja nie może być traktowana jak przestrzeń hipermarketu, w którym wrzucamy do koszyka wybrane produkty pomocowych fantazji. Utrwalanie tego typu postaw wzmacnia narrację rządu o zagrożeniu terrorystycznym, niepożądanych muzułmanach i uszczelnianiu granic.

***

Tomasz Nowicki – doktorant UG, pracujący na co dzień ze społecznością Romów rumuńskich, współautor Gdańskiego Modelu Integracji Imigrantów, członek Gdańskiej rady ds. równego traktowania, aktywista.

 

Dyskusja na temat Pomoc systemowa a akcyjna dla uchodźców odbędzie się podczas II Forum Integracji i Migracji, 24 marca, w godzinach 11.00 – 13.30 w sali wystaw czasowych w budynku Europejskiego Centrum Solidarności, Plac Solidarności 1.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Czytam i nie wierzę. Czyżby to ci słynni rosyjscy hakerzy włamali się na stronę Krytyki Politycznej i zamieścili tutaj taki niepoprawny artykuł?

Jaki niepoprawny? Apel o pomoc wszystkim, a nie tylko kilku sierotom?

Artykuł mi się podoba i zgadzam się z większością tez, natomiast kupczenie tragedią najmłodszych jest przecież głównym zajęciem tego towarzystwa.

Nie rozumiem tylko dlaczego pan redaktor chce się nad uchodźcami znęcać, zapraszając ich do tego ksenofobicznego zaścianka, tym bardziej gdy na zachód od Odry leży kraj słynący z otwartości, pacyfizmu i poszanowania praw człowieka.

w kraju na zachód od Odry doskonale pamiętają co grozi uchodźcom na terenie objętym działaniami wojennymi; nie chodzi o otwartość i pacyfizm, tylko o tysiące zabitych (spalonych po prostu) uchodźców...tyle w temacie

Nacjonalizmsmierdzi

Od kiedyż to na KP wolno jechać po Platformie? Czyżby Michalskoduninowskiej hydry nigdy nie było?

Nasza post-prawda jest dobra, sprawiedliwa i zbawienna. Ich post-prawda jest zła, wredna i podła. My,jak kłamiemy, to robimy to w słusznej sprawie. Podajemy przykład którzy mógłby być prawdziwy-co z tego że nie zaistniał? Ale mógłby zaistnieć. Oni-wyłącznie łżą,nawet jeśli mają oparcie w faktach.Co z tego że w faktach? Ale niewygodnych dla naszych tez. Nasze statystyki są słuszne, ich statystyki są zmanipulowane.
Nie wolno mieć wątpliwości. Nasza bańka informacyjna jest dobra, bo jest nasza. Ich bańka odmóżdża i manipuluje...dyskutujmy tylko z tymi, którzy mają takie poglądy jak my mamy. Nie miejmy wątpliwości, bo wątpliwości są złe. Złe,gdy trzeba "walczyć" z faszyzmem, z ksenofobią, z rasizmem, z nietolerancją. My jesteśmy wolni od tych zjawisk. My mamy jedynie słuszne definicje tych pojęć. Bo tak krzyczymy. Bo największą rację ma ten,kto pierwszy i najgłośniej krzyczy.