Kraj

Nie zadzieraj z matką! Rodzice przeciwko reformie edukacji

wowrzeczka-cieszyn

W tym fatalnym wydarzeniu, jakim jest reforma edukacji, fantastyczna jest możliwość znalezienia momentów budowania wspólnoty i rozmawiania z ludźmi.

Rodzice z całej Polski sprzeciwiają się reformie edukacji w kształcie forsowanym przez rząd PiS. Nie podoba im się tryb jej wprowadzania, likwidacja gimnazjów, obawiają się chaosu w szkołach, protestują przeciw zignorowaniu głosów ich i krytykujących zmiany ekspertów. Ich sprzeciw przybrał m.in. formę strajku rodziców, czyli nieposyłania dzieci do szkoły 10 dnia każdego miesiąca. Na stronie NIE dla chaosu w szkole rodzice mogą pobrać wzór usprawiedliwienia nieobecności dziecka w szkole.

25 marca o godz. 13 odbędzie się kolejny protest – tym razem pod siedzibą Ministerstwa Edukacji.

O tym, co w reformie edukacji niepokoi rodziców, młodzież i nauczycieli w małym mieście, Natalia Sawka rozmawia z Joanną Wowrzeczką, mamą gimnazjalisty, szefową Świetlicy Krytyki Politycznej w Cieszynie, współorganizatorką protestu przeciw reformie, który odbył się 28 lutego na cieszyńskim rynku.

***

Natalia Sawka: Dlaczego zaangażowałaś się w organizowanie protestu przeciw reformie edukacji?

Joanna Wowrzeczka: Na pewno jednym z powodów jest poczucie, że nie traktujemy edukacji jako dobra wspólnego. Mówię to jako akademiczka, bo na moim wydziale nie było dyskusji na ten temat, ale też jako osoba zaangażowana w sferę społeczną. Ubolewam nad tym, że wielu ludzi w ogóle nie interesuję się reformą. A edukacja to podstawa istnienia społeczeństwa – przecież często mówimy, że jest najważniejsza, jednak kiedy dochodzi do sytuacji, by o nią zawalczyć, to nie widzimy szansy na wspólnotowe myślenie i możliwości współpracy jako jedna grupa. Zależy mi także na tym, żeby w mieście wielkości Cieszyna też istniała możliwość działania, wyrażenia sprzeciwu, czyli żeby ogniwa niezgody powstawały także poza dużymi ośrodkami.

Nie potrafimy wykorzystać reformy do walki o wspólne wartości?

Nie. To dowód na kryzys naszej wyobraźni i zaufania. Nie potrafimy zawrzeć szyków, szybciej widzimy w sobie nawzajem konkurenta albo kogoś, kto potrafi bronić wyłącznie swojego interesu. A przede wszystkim boimy się, jaką łatę nam przykleją, jeśli w jakiś sposób wyrazimy swój sprzeciw. Taką postawą uniemożliwiamy niezbędną w tym przypadku dyskusję.

A jest wola rozmowy ze strony samorządów?

Nie, przynajmniej nie ze strony władz Cieszyna. U nas nie przeprowadzono żadnych konsultacji, w których mogliby wziąć udział nie tylko samorządowcy, dyrektorzy szkół, ale i rodzice, uczniowie, nauczyciele. Zebrania informacyjnego z rodzicami nie jestem w stanie potraktować jako konsultacji. Ministra edukacji narodowej Anna Zalewska do nas nie dotarła. Tymczasem rodzice mają poczucie zagrożenia i obawiają się chaosu. Przy takich zmianach trzeba wsłuchać się w głos ludzi, by ograniczyć panikę.

Ty w opór wobec reformy zaangażowałaś się w październiku.

Oczywiście wcześniej rozmawiałyśmy o tym w ekipie Świetlicy Krytyki Politycznej w Cieszynie, analizowałyśmy sytuację. W końcu postanowiłam coś z tym zrobić – poza samą refleksją, nie mogłam przecież tylko komentować wszystkiego na fejsie. Zaczęłam rozmawiać ze znajomymi rodzicami. Ci, którzy wiedzieli coś o zmianach, informacje na ten temat mieli od dyrektorów szkół lub nauczycieli, którzy na zebraniach klasowych sugerowali, że coś się święci, ale z reguły uspokajali. Oficjalne informacje zatrzymywano w gronie nauczycielskim.

Po czarnym proteście rodzice sami zaczęli do mnie dzwonić, prosząc o zorganizowanie czegoś, bo zobaczyli, że reprezentuję środowisko, które jest w stanie wyjść na ulice. W listopadzie razem z Przemkiem Sadurą, innymi rodzicami, a także nauczycielami zorganizowałyśmy w szkole mojego syna debatę o edukacji. Zależało nam na zbudowaniu jej składu w taki sposób, który pozwoli na spojrzenie na reformę szerzej niż zakładały to ramy wytyczone rzez miasto. Podczas debaty przeprowadziliśmy ankiety wśród rodziców i dzieci, chcąc się zorientować, co wiedzą o nadchodzących zmianach.

Tracimy szansę na uczciwą dyskusję o edukacji

I co się okazało?

Ponad połowa rodziców nie znała szczegółów reformy, chociaż większość wiedziała,że ma być przeprowadzona.

Przecież media, które non stop informowały o reformie.

Może podobnie jak ja inni rodzice myśleli na początku, że ta reforma to jakaś bajka. Że nie zostanie tak szybko wprowadzona. Ja dopiero w styczniu zorientowałam się, że zmiany są nieuniknione. Ale kiedy pytałam innych rodziców, jaki mają stosunek do protestów, nie widziałam w nich jakiejkolwiek chęci angażowania się. Mam poczucie, że te wszystkie lata po zmianie ustrojowej sprawiły, że przestaliśmy się angażować. Nawet sprawa dotycząca naszych dzieci to dla większości ciągle abstrakcja. Do tego dochodzi przekonanie, że mój pojedynczy głos nic nie znaczy.

Te wszystkie lata po zmianie ustrojowej sprawiły, że przestaliśmy się angażować. Nawet sprawa dotycząca naszych dzieci to dla większości ciągle abstrakcja.

Co jeszcze pokazała wasza ankieta?

74 proc. rodziców, którzy wzięli w niej udział, było za zmianami w systemie edukacji, ale sprzeciw wobec likwidacji gimnazjów wyraziło aż 90 proc. Czyli interesują ich zmiany, ale jakościowe, nie ideologiczne. Rodzice chcą przede wszystkim wiedzieć, z czego proponowane zmiany wynikają. Nie chcą, by konkretne posunięcia opierały się na analizach pseudoekspertów. Uważają że zmiany powinny być wprowadzane stopniowo, a nie w takim tempie, jak robi się to teraz, w dodatku bez żadnego przygotowania. Chcą mieć możliwość zgłaszania uwag oraz powierzyć proces zmian ekspertom i fachowcom.

A jak to wygląda po stronie nauczycieli?

Zainteresowanie tematem oczywiście jest, ale silnie sprzężone ze strachem. Oni od początku bali się, kto z nich przetrwa, bo wiedzieli, że nie wszyscy zachowają pracę. Od zaprzyjaźnionych osób wiem, że już we wrześniu zakładali, że część z nich ją straci – dotyczyło to m.in. nauczycieli języka angielskiego, chemii czy fizyki. Niektórym wygasają kontrakty, które nie zostaną przedłużone. Jeśli ktoś pracował w świetlicach gimnazjalnych, to wraz z ich likwidacją też straci pracę. Oczywiście idealnie byłoby, gdyby gimnazjalne grono nauczycielskie zostało mądrze podzielone między podstawówki i licea, tak żeby wszyscy mieli pracę i uczyli zgodnie z kompetencjami. Jednak dyrektorzy gimnazjów twierdzą, że zwolnienia to kwestia odroczona do przyszłego roku i kolejnych lat, ale są nieuniknione. Mimo to wielu nauczyciele nie chce się angażować w protest.

Dlaczego?

Sprzeciw obnażyłby ich pozycję polityczną. Przypuszczam, że grają na etat. Generalnie boją się utraty pracy. Ale ta reforma ujawniła też pewien sekret pokoi nauczycielskich – w gronach nauczycielskich jest sporo zwolenników Prawa i Sprawiedliwości. To środowisko bardzo się poróżniło. Do tej pory nauczycielom udawało się zachować pozory neutralności politycznej, bo nie musieli deklarować swoich poglądów.

A tobie co konkretnie nie podoba się w tej reformie?

Nie podoba mi się pośpiech oraz wprowadzanie napięć i lęków między ludźmi, a to pociąga za sobą likwidacja gimnazjów. Przychodzi kolejna władza, która chce pokazać, że jest lepsza od poprzedniej. Potem przyjdzie następna i też będzie chciała udowodnić, jaka to ona jest wspaniała. Edukacja jest traktowana jak wyizolowany element, a nie część szerszego organizmu. Rządzącym wydaje się, że można ją przebudować jak klocki lego z serii creator, i nie widzą, jak niezgrabnie przepinają elementy i gubią je gdzieś w szparach zgniłych podłóg. Teraz wygląda to raczej jak rozkręcony przez dziecko budzik, którego nie da się już poskręcać z powrotem.

Czarna legenda gimnazjów [rozmowa z Przemysławem Sadurą]

Nie podoba ci się też, że do dyskusji o likwidacji gimnazjów nie dopuszczono dzieci.

Tak, ta grupa, która podobnie jak rodzice została pominięta w całym procesie. Działania ministerstwa pokazują brak zrozumienia współczesnych dzieci. One są inne niż my dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. Mają zupełnie inną wyobraźnię. Z powodu szerokiego dostępu do internetu operują innym kapitałem społecznym, inaczej też myślą. Trzeba się tego uczyć i próbować myśleć jak oni. Rządzący zamiast porozmawiać z gimnazjalistami kierują się nostalgią za czasami, kiedy my chodziliśmy do szkoły. Owszem, fajnie się wtedy czuliśmy. Ale ja pamiętam też, że z perspektywy dziecka uczniowie z siódmej czy ósmej klasy byli już bardzo dorośli i zagrażali tym maluchom z klas pierwszych czy drugich.

Twój syn Gustaw wspólnie z kolegą też przeprowadzili ankiety, ale wśród swoich rówieśników. Czego się dowiedzieli?

Że ponad 90 proc. gimnazjalistów, którzy wzięli udział w ich ankiecie, jest przeciwne reformie. Gimnazjaliści są zadowoleni ze szkół, do których chodzą. Czują się w nich dorośli i szanowani. Nastolatki często przedstawiają lepsze argumenty w obronie gimnazjów niż ich rodzice. Przede wszystkim wkurza ich to, że źle się o nich mówi. Nie zgadzają się z panującą wśród rządzących narracją, że gimnazja są siedliskiem agresji i przemocy.

Z kolei szóstoklasiści są do gimnazjów nastawieni mniej entuzjastycznie. 38 proc. jest za reformą, a 42 za pozostawieniem obecnego systemu. Wśród szóstoklasistów są dzieci, które wierzą, że wraz ze zmianą szkoły i środowiska będą miały szansę na odnowienie swojego wizerunku, a ich codzienne problemy się skończą.

Jak namawiałaś ludzi do udziału w proteście, który odbył się 28 lutego?

Między innymi poprzez dziennik elektroniczny. Dostałam pozwolenie od dyrekcji szkoły mojego syna. Dyrektorzy cieszyńskich gimnazjów są bardziej otwarci niż szkół podstawowych. Ci drudzy sprawiają wrażenie uzależnionych od miasta w podejmowaniu decyzji. Boją się, co powie burmistrz i czy nie odmówi im funduszy na przykład na remont dachu. Gimnazja działają bardziej jak przedsiębiorstwa. Wiedzą, że muszą zarobić – wieczorami wynajmują sale i wdrażają fajne europejskie programy.

A ZNP nie włączył się we współpracę?

Niestety oddział cieszyński rozczarował. Po ich stronie nie było w ogóle zaangażowania. Prezes obiecał, że powiadomi szkoły i będzie zachęcał do udziału w proteście. Zdaje się, ze rozesłał plakaty drogą mailową i tyle. Nawet gdy umówiliśmy się, by zbierać wspólnie podpisy w czasie poprzedzającym sam protest, przedstawiciele związku po prostu nie przyszli.

Bendyk: Referendum szkolne. Popieram

Mimo wszystko protest się udał?

Bardziej zależało nam na kampanii informacyjnej trwającej przez dwie godziny przed główną akcją, na którą przyszło z pięćdziesiąt osób. Pod ustawą o referendum udało się zebrać około 300 podpisów. Protest zorganizowaliśmy o godz. 16, bo nie było jeszcze tak ciemno i liczyliśmy, że po pracy dołączą się nauczyciele. Niestety rodzice nie zareagowali i nie przyszli. Dopiero potem dostawałam od niektórych telefony i maile z pozytywnymi głosami.

Dlaczego nie wzięli udziału w proteście?

W Cieszynie trudniej ludziom wyjść na rynek, krzyczeć hasła i stawać w obronie swoich potrzeb. To inaczej wygląda w Warszawie czy innych dużych ośrodkach. Tam zlewasz się z tłumem. A u nas jesteś rozpoznawalna z imienia i nazwiska, w gazetach są zdjęcia, a potem wszyscy cię hejtują. Mieszkańcy Cieszyna nie chcą mieć później nieprzyjemności. Ja to szanuję, choć z drugiej strony robię wszystko, by ich zaktywizować. Bo jeśli się nie sprzeciwimy, to władze wszystko zrobią za nas.

Gustaw też protestował.

Sporo rozmawiamy o reformie edukacji. On bardzo przeżywa próbę wprowadzenia zmian i nie rozumie, dlaczego tak źle się mówi o gimnazjach. Jego zdaniem trzy lata to wystarczający czas na zawarcie przyjaźni. Docenia, że w gimnazjach pojawiły się tak ważne przedmioty jak chemia czy fizyka. Matematyka też jest na innym poziomie. Dzięki temu czuje się dojrzalszy.

Wowrzeczka: Niewinne plany* nie istnieją

Myślisz, że organizacja protestu miała sens?

Wierzę w siłę utopii. Trzeba wskrzeszać i podtrzymywać ducha walki, by budować wspólnotę. Nie rozumiem, dlaczego tak małej grupie, jaką są rządzący, pozwalamy dokonywać zabiegów, które nam się nie podobają. PiS w bardzo krótkim czasie wzbudził w społeczeństwie realne lęki. Coraz częściej ludzie mówią, że boją się utraty pracy. To dotyczy nie tylko nauczycieli, z powodu czystek PiS-u pracę tracą osoby różnych zawodów – dziennikarze, wojskowi, policjanci, dyplomaci czy sędziowie. Wcześniej tego nie było. PiS buduje taki poziom lęku, że jesteśmy sparaliżowani. Przez 25 lat uczyliśmy się, jak ekonomicznie odnieść sukces, ale zupełnie zatraciliśmy odruch wyjścia na ulicę.

Dlaczego to takie ważne?

Bo kiedy jesteśmy razem, możemy poczuć między sobą energię. Nie ma większego święta, niż kiedy możesz stanąć na rynku z innymi w jednej sprawie i w emocjach wykrzyczeć ważne dla ciebie hasła. Dla mnie sukcesem jest to, że się spotykamy. Że pomimo różnic ideologicznych ktoś myśli podobnie. Wtedy moje poczucie samotności, które jest dojmujące, przestaje być tak straszne. To trochę tak, jak napić się z kolegą wódki, tyle że na drugi dzień nie ma kaca. Nie mogę rzeczywistości traktować wyłącznie jako źródła cierpień. Żeby żyć, muszę odnajdywać te sensy. W tym fatalnym wydarzeniu, jakim jest reforma edukacji, fantastyczna jest możliwość znalezienia momentów budowania wspólnoty i rozmawiania z ludźmi.

Co dalej?

Będziemy działać dalej. Na pewno protesty ogólnopolskie są ważne, ale nie porzucamy organizacji protestów w Cieszynie. Nasze miasto ma niezwykłe tradycje edukacyjne – tutaj powstawały pierwsze polskie biblioteki. Trzeba to wykorzystać. Marta Frej, która jest mi bardzo bliska, przywiozła mi kiedyś swój mem z hasłem „Nie zadzieraj z matką”. Ja to traktuję bardzo personalnie, ale też politycznie. Te wszystkie matki teraz wychodzą na ulicę. Bo z nimi po prostu się nie zadziera.

Bio

Natalia Sawka

| Dziennikarka

Dziennikarka i aktywistka. W Krytyce Politycznej od 2011 roku. Przez dwa lata pracowała we wrocławskim oddziale “Gazety Wyborczej”. Dla Polityki Insight przygotowywała codzienny przegląd prasy politycznej. Od maja 2017 roku pisze o polskiej polityce, redaguje i szuka danych dla sonar.wyborcza.pl. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.