Kraj

Nie róbmy apolityki!

Czy porządni ludzie mogą się zajmować polityką?

Przy okazji ostatnich protestów przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego, jak zwykle w podobnych sytuacjach, można było usłyszeć głosy nawołujące do schowania partyjnych emblematów, bo przecież nie można zbijać kapitału politycznego na tragedii, która może dotknąć tysiące kobiet w Polsce. Zarzuty te nie ominęły również demonstracji zorganizowanych przez Razem – wiele osób oczekiwało od nas schowania partyjnych flag w imię wyższych racji.

Sprawa niewątpliwie jest najwyższej wagi – co do tego nie ma wątpliwości. Nie budzi ich również stwierdzenie, że sprzeciw wobec barbarzyńskiego projektu Ordo Iuris łączy bardzo różne opcje polityczne (tylko PiS i część posłów PO i PSL deklarowała poparcie dla całkowitego zakazu aborcji). Jednak wyprowadzanie z tego faktu wniosku, że prawo do aborcji jest kwestią apolityczną, jest zamykaniem oczu na rzeczywistość. Prawa kobiet są i zawsze były kwestią polityczną, a partia, która wygrała ostatnie wybory, właśnie nam to boleśnie udowadnia. Bardzo się cieszę, że prawa reprodukcyjne i inne ważne dla mnie kwestie znajdują się również w programach innych partii – nie oznacza to jednak, że są od polityki niezależne – przecież to posłowie i posłanki ostatecznie głosują nad ustawami, mogącymi nasze prawa uznać lub je nam odebrać.

W Polsce apolityczność jest fajna, dobrze się kojarzy i nie budzi podejrzeń o nieuczciwe zamiary. A jeśli już zgadzamy się, że coś jest „polityczne”, to niech tylko nie będzie „partyjne”, bo to już na kilometr śmierdzi: starszym komitetem centralnym i czerwoną legitymacją, a młodszym korupcją i republiką kolesi. Kolejne rządy scedowały obowiązek tworzenia społeczeństwa obywatelskiego na organizacje pozarządowe, które przyciągnęły aktywistki i aktywistów pragnących zmieniać świat. Dlatego ostatnio modne wśród polityków i polityczek stało się zakładanie stowarzyszeń, czy nawet fundacji, zamiast partii politycznych. Prawie każda osoba, która zapisuje się do Razem, zastanawia się, czy to nie koliduje z rzetelnym wykonywaniem tego czy innego zawodu. Sama jako nauczycielka akademicka miałabym pewnie chwilę wahania, gdyby nie to, że dziekan mojego wydziału regularnie startuje w wyborach z list SLD. Ostatnio rozmawiałam z chłopakiem, który nie był pewien, czy może być członkiem partii, bo jest… fotografem.

Nie chodzi tu nawet o racjonalne obawy przed nieprzyjemnościami w miejscu pracy, ale o wpojone nam poczucie, że właściwie to nie wypada się zajmować polityką – porządni ludzie tego nie robią.

Nie chodzi tu nawet o racjonalne obawy przed nieprzyjemnościami w miejscu pracy, ale o wpojone nam poczucie, że właściwie to nie wypada się zajmować polityką – porządni ludzie tego nie robią. Takie przekonanie nie wzięło się oczywiście znikąd. Zapracowała na nie polska klasa polityczna, która w mniej lub bardziej wulgarny sposób zawsze prowadziła politykę „teraz my (i nasi koledzy)”. Utwierdziliśmy się w przekonaniu, że polityka to bagno, od którego lepiej się trzymać z daleka. Nie dalej niż parę dni temu miałam okazję poznać panią aktywnie działającą w KOD, która – przedstawiając się – podkreślała, że jest apolityczna. Mówiła to tonem, który jednoznacznie komunikował, że „ona nie ma nic wspólnego z tym świństwem”. Przypomina to trochę postawę Babci Weatherwax z powieści Terry’ego Pratchetta, która oburzała się za każdym razem, kiedy ktoś sugerował, że ona również jest naga pod ubraniem.

Nie chciałam martwić tej pani, ale podobnie jak wszystkie jesteśmy nagie pod ubraniem, wszystkie jesteśmy polityczne – kiedy demonstrujemy, podpisujemy petycje, komentujemy posty na facebooku… ale też wtedy, kiedy nie chodzimy na wybory, bo „przecież to nic nie zmieni”, i kiedy oczekujemy od organizacji politycznej, że będzie działać anonimowo, bo „godność kobiet, nasze życie, zdrowie i bezpieczeństwo to kwestia wartości, a nie polityki”, jak napisała Lidka Makowska z Trójmiejskiej Akcji Kobiecej w komentarzu do zorganizowanego przez Razem protestu w Sopocie.

W świadomości Polek i Polaków słowo „polityka” zostało sprowadzone do walki wyborczej i obsadzania stołków. Zapomnieliśmy, że tym, co różni opcje polityczne, są właśnie wyznawane wartości i to wokół nich powinno się budować program. Gdyby partie częściej mówiły o wartościach, które im przyświecają i częściej angażowały się w demonstracje społeczne, wysyłając jasny sygnał, które kwestie są dla nich ważne, a które są im obojętne, nie potrzebowalibyśmy latarników wyborczych, żeby wiedzieć, do kogo jest nam blisko. Szkoda, że nikt już w Polsce nie wierzy, że tak można. Zgodziliśmy się, że polityka jest brudna – z jednej strony nam to przeszkadza, z drugiej jednak nie wierzymy, że można próbować to naprawiać. I przez taką postawę jeszcze bardziej pogłębiamy zapaść klasy politycznej. To zaś sprawia, że jeszcze mniej chce się wchodzić w ten świat. Błędne koło. A przecież istnieją państwa, gdzie od polityków i polityczek wymaga się wysokich standardów, a udział w aferze korupcyjnej jest równoznaczny z polityczną śmiercią. Może to myślenie utopijne, ale wydaje mi się, że również u nas warto powalczyć o wyższe standardy. O to, żeby polityka nie była przepychaniem się na stołkach, ale walką o wartości i o sprawy, które dotyczą nas wszystkich.

Jeśli kogoś nie przekonują te, jak by nie było, idealistyczne wizje, to może przekonają go argumenty pragmatyczne. Na razie w naszym państwie istnieją ramy prawne, które dają konkretne narzędzia partiom politycznym. Oczywiście, bez dużych pieniędzy jest zawsze trudniej, ale można – wystartować w wyborach, zdobyć mandaty w sejmie czy innym gremium, czy wreszcie uzyskać realny wpływ na kształt prawa dzięki większości parlamentarnej. Rząd PiS w bolesny sposób uświadamia nam, jak wiele można zdziałać dzięki aktywności politycznej – stowarzyszenie Solidarni 2010 czy Kluby Gazety Polskiej nigdy nie przebiłyby się ze swoimi postulatami, gdyby nie było partii politycznej, która ich reprezentuje. Apolityczność brzmi dobrze, ale oznacza, że złożenie projektu ustawy wymaga od nas stu tysięcy podpisów, czyli ogromnej pracy bardzo wielu osób. To samo może zrobić piętnaścioro posłów i posłanek. Nie zliczę, ile petycji podpisałam w tym roku, i cieszę się, że niektóre z nich osiągają poparcie rzędu dziesiątek tysięcy, ale to cały czas działanie, które najczęściej jest przez rządzących po prostu ignorowane. Oczywiście, można powiedzieć, że tak samo można zignorować inicjatywę 15 posłanek, ale tutaj przynajmniej nie płaci się za to tysiącami godzin czyjejś pracy społecznej. Wreszcie argument zasadniczy – jeśli chcemy, żeby kiedyś prawo aborcyjne zostało zliberalizowane, to w sejmie musi się znaleźć większość popierająca tę liberalizację. Nie załatwią tego za nas NGO-sy.

Obrazkiem, który najbardziej mi zapadł w pamięć z ostatnich demonstracji, jest zdjęcie dziewczyny z Krakowa z transparentem „Przestałam mieć wyjebane”. W tym, co napisałam powyżej, nie chodzi o to, żeby głosować na Razem, tylko właśnie o to – żeby obywatelki i obywatele w Polsce przestali mieć „wyjebane na politykę”. A działaczki i działacze społeczni przestali gloryfikować apolityczność, a zaczęli dostrzegać walory politycznego pluralizmu. Czeka nas jeszcze trzy i pół roku rządów PIS – będzie jeszcze wiele fundamentalnych spraw, które będą wymagały naszej reakcji. Jeszcze wiele razy będziemy musiały bronić naszych praw i jeszcze wiele razy stawką będą najważniejsze dla nas wartości.

Czeka nas jeszcze trzy i pół roku rządów PIS – będzie jeszcze wiele fundamentalnych spraw, które będą wymagały naszej reakcji. Jeszcze wiele razy będziemy musiały bronić naszych praw i jeszcze wiele razy stawką będą najważniejsze dla nas wartości.

Platforma Obywatelska reklamowała się hasłem „Nie róbmy polityki” i wyrzucała kwestie idei z kręgu swoich zainteresowań. Dzisiaj aż chce się powiedzieć „Nie róbmy apolityki!”. Angażujmy się, wymagajmy od partii, na które głosowaliśmy, żeby zabierały głos w ważnych dla nas sprawach. To nie jest czas na apolityczność.

***

Barbara Brzezickaabsolwentka filozofii i filologii romańskiej na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie obecnie pracuje; członkini Rady Krajowej partii Razem.

 

**Dziennik Opinii nr 110/2016 (1260)

Bio

Barbara Brzezicka

| Nauczycielka akademicka, członkini Razem
Nauczycielka akademicka na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie ukończyła filologię romańską oraz filozofię. Tłumaczka, członkini partii Razem. Działa w Komitecie Kryzysowym Humanistyki Polskiej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!