Kraj

Nie ma boga w opozycji

9-jakub-szafranski-tusk-donald-warszawa

Nie marzę o powrocie Tuska, nie marzę o jednoosobowym „polskim Macronie”, a nadawanie partyjnym przywódcom cech w istocie boskich uważam za niszczące demokrację.

Jednym z ciekawych – zarówno politycznie, jak i socjologicznie – elementów plemiennego myślenia o polityce w Polsce jest nadawanie partyjnym przywódcom cech w istocie boskich. Nie jest to domena jedynie narodowo-bogoojczyźnianej prawicy. Wręcz przeciwnie – symptomatyczne, że tego typu deifikacja polityków odbywa się w różnych obozach, niosących różne sztandary.

Tusk-bóg opuścił liberałów

Dwoma największymi i najpotężniejszymi bogami polskiego panteonu wciąż są oczywiście Jarosław Kaczyński i Donald Tusk (przynajmniej jeśli nie liczyć bogów, którzy nie żyją – jak Lech Kaczyński – lub są poza partyjną polityką – jak Lech Wałęsa – a którzy w konsekwencji są traktowani instrumentalnie). Obaj mają swoich wyznawców, do obu wznoszone są modły („Tusku, musisz!” versus „Jarosław, Polskę zbaw”), obaj doczekali się bardzo nadęcie brzmiących przydomków („naczelnik państwa” i „najwybitniejszy polityk po ‘89” kontra „prezydent Europy” czy „najlepszy premier w historii”). Oba kulty obrosły utartymi sformułowaniami, mają swoją hierarchię i kapłanów. W życiorysach obu polityków widać momenty, gdy obdarzeni byli boską władzą. Tak było w przypadku Tuska, który decydował o wszystkim – łącznie z obsadą pałacu prezydenckiego, do którego mógł wypromować, kogo chciał, czy człowieczeństwem niektórych przestępców. Tak jest w przypadku Kaczyńskiego, który wszechmocą upaja się obecnie (i którą również wykorzystuje do decydowania o losach i godności konkretnych osób – na przykład uchodźców). Oba kulty mają też swoje momenty celebracji. W przypadku Kaczyńskiego są to miesięcznice smoleńskie, gdy spory kawałek miasta jest zamykany, by bóg mógł ponownie wygłosić przemówienie. W przypadku Tuska – wszelkie jego wizyty w Polsce, gdy zostaje otoczony przez tłumik wyznawców, którzy tylko czekają, aż pojawi się w oknie w przerwie przesłuchania. Wzajemna niechęć oraz zatargi obu panów jedynie ową boską aurę wzmacniały, czyniąc z nich pojedynek na naprawdę samej górze, poza którym nie było nic istotniejszego.

 

Gdy rozpatrujemy przyczyny porażki Platformy i Komorowskiego oraz zwycięstwa PiS-u i Dudy, warto nie pomijać również tego elementu – owszem, jedynie symbolicznego i mniej istotnego niż trafione diagnozy i obietnice odpowiadające na rzeczywiste potrzeby ludzi postawione w kontrze do miałkości komunikacyjnej PO czy zwyczajnego zmęczenia ośmioletnimi rządami jednej formacji. Ale wynik ten jest w pewnej mierze również pokłosiem nieobecności nie tyle lidera (to byłoby do przeżycia), co właśnie boga liberałów. Tusk – choć trafił na firmament jako władca kontynentu – przestał być bogiem bliskim. Bóg odległy, zajęty innymi sprawami – co więcej bóg religii europejskiej, a więc tracącej na popularności wobec ewidentnego i wielopoziomowego kryzysu Unii – przestał być bogiem organizującym społeczne emocje. A przecież właśnie jego bliskość – charatanie w gałę, jeżdżenie po Polsce, ściskanie rąk – również (paradoksalnie) budowała jego boski wizerunek. Zwłaszcza w połączeniu z passą kolejnych wyborczych zwycięstw.

 

Przez ostatnie dwa lata nic się nie zmieniło – opozycja liberalna nie znalazła nowego boga, który mógłby zastąpić Tuska. Pozostaje więc plemieniem sierocym. Żaden z jej przywódców nie budzi choćby cienia tego entuzjazmu, który rozbudzał Tusk. Widać to, gdy spojrzymy na tęskniących za nim liberalnych wyborców, którzy rzucają wszystko, by przywitać go na dworcu. Może również dlatego opozycja obecnie musi przegrać – bo nie ma boga, który w polskiej polityce ostatnich lat jest zwyczajnie niezbędny. Wyczuwają to również ci, którzy modlą się do bliżej nieokreślonej siły o pojawienie się „polskiego Macrona”, tudzież marzą o powrocie Tuska na białym koniu, który pogromi boga wrogiego plemienia – to marzenie tym mocniejsze, że swojego boskiego majestatu nie splamił porażką, która przyszła już po jego wyjeździe. Tylko tyle pozostaje liberalnym wyborcom i publicystom, bo w większości widzą oni, że wśród liberalnej opozycji brakuje innego kandydata czy kandydatki na politycznego boga niż Tusk lub bliżej nieokreślony „ktoś nowy”.

Tusk wjechał na tor czwarty przy peronie trzecim

 

Nie ma boga na lewicy

Co zaś się tyczy lewicy, niektórzy (póki co ostrożnie i bardzo powoli) zaczynają deifikować i obdarzać boskim kultem Roberta Biedronia, widząc w nim kandydata na „trzecie bóstwo”, które mogłoby skorzystać tam, gdzie dwóch się bije. Trudno się temu dziwić – to taktyka zrozumiała, gdy wydaje się, że tak nęcący i wydawałoby się oczywisty dla demokratycznej lewicy politeizm (uosabiany przez Razem) póki co niezbyt działa. Nie jest jednak jasne, czy szukanie trzeciego boga to rzeczywiście taktyka w dłuższej perspektywie skuteczna. Być może jest to zresztą droga destrukcyjna nie tylko dla lewicy (w której Biedroń – pozbawiony stojącej za nim partyjnej machiny – powinien być raczej jednym z członków panteonu, a nie samodzielnym bogiem), ale także dla polskiej polityki w ogóle. I lewica nie powinna się do tej destrukcji przyczyniać, a raczej konsekwentnie stać przy swoim.

To zresztą w tym wszystkim najciekawsze zagadnienie. W jakiejś mierze to również deifikowanie konkretnych polityków niszczy demokrację. Obdarzanie ich boskimi przymiotami, za którymi idzie podarowanie im również boskich kompetencji, wprowadza nas w pułapkę, w której owi „ojcowie narodu” zaczynają być przekonani, że rzeczywiście „wiedzą lepiej”. Czy nie również dlatego Platforma „Obywatelska” odeszła od swoich pierwotnych założeń, przestała korzystać ze zbiorowej mądrości ruchu społecznego i zaczęła opierać się na decyzjach jednego człowieka wspartego kilkoma najbliższymi doradcami? Czy nie także z tego powodu „Prawu” i Sprawiedliwości tak łatwo przychodzi deptanie porządku prawnego bez pytania obywateli i obywatelek o zdanie (choćby w postaci konsultacji społecznych)? Cóż może ich powstrzymać, gdy na czele partii stoi bóg, który może się powołać na zaufanie i miłość „suwerena” – którymi rzeczywiście jest w sporym stopniu obdarzony? Gdy plemiona i grupy wyznaniowe konkretnych polityków się rozrastają, a kurczą się skupiska wyborców i wyborczyń popierających rozwiązania i hasła, bogowie mogą więcej. Bo członkowie i członkinie „żelaznych elektoratów” przestają być przywiązani do idei i pomysłów, a zaczynają wierzyć we wszystko, co powie przywódca.

Nie warto przy tym ulegać złudzeniu „głosowania na programy” w oderwaniu od twarzy czy bezosobowej „merytokracji”. Nie twierdzę, że wyborcy i wyborczynie PO wspierali Tuska bezkrytycznie, czy że bezrefleksyjnie popierają Kaczyńskiego zwolennicy i zwolenniczki PiS-u. To byłby wyraz pogardy i poczucia wyższości – oderwany zresztą od rzeczywistych klasowych interesów, kulturowych potrzeb i światopoglądowych wyborów określonych ludzi. Nie mam tej pogardy w sobie – sam ulegam emocjom i namiętnościom w wyborach politycznych czy przy poszukiwaniu symboli organizujących moją wyobraźnię. Są to niekiedy namiętności do bardzo konkretnych osób. Jednak zdominowanie dużej części społecznej wyobraźni nie przez dwie idee, nawet nie przez dwa obozy czy dwie partie, ale w istocie przez dwa nazwiska obdarzone momentami boskim kultem, musi oznaczać poważne zagrożenie dla prawdziwej demokracji opartej na woli i zaangażowaniu obywateli i obywatelek. Ostatnie paręnaście lat są tego najlepszym przykładem.

Nowe na horyzoncie?

Na dłuższą metę to zawsze układ destrukcyjny. I również (choć dalece nie tylko) dlatego nie marzę o powrocie Tuska. Także dlatego (choć zdecydowanie nie tylko) nie marzę o jednoosobowym „polskim Macronie”. Skoro obracamy się w przestrzeni wiary, to chciałbym wierzyć, że gdzieś na horyzoncie – może jeszcze niekoniecznie polskim, ale może już europejskim? – migocze przełom, który będzie odpowiedzią na rozmaite choroby naszej demokracji. Również na tę związaną z ubóstwianiem konkretnych polityków, a nie idei. Być może odpowiedź tę przyniesie jednak demokratyczna lewica, czyli partia Razem – daleki jestem od jej skreślania.

Bo naprawdę chcę mieć w co, a nie w kogo, uwierzyć.

***

Ignacy Dudkiewicz – publicysta i dziennikarz, z wykształcenia filozof i bioetyk in spe. Członek redakcji magazynu „Kontakt” i portalu ngo.pl, felietonista „Gazety Stołecznej”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Warto oddzielić własne poglądy o badań i analiz, które pokazują, że polityka musi mieć czyjąś twarz, nie przypadkiem przełomem dla Partii Razem była debata, gdzie media zachwyciły się Adrianem Zandbergiem i ugrupowanie wreszcie miało czyjąś twarz i rozpoznawalnego lidera, bo wcześniej wszystkie pomysły budowy ugrupowania na programie, kolektywnego kierowania nie przynosiły rezultatu.
Niezależnie od sporu na temat Tuska i bilansu jego rządów, to opozycja nie ma dziś sensownego lidera, więc nie zakładam, że z jego powrotem będzie gorzej, natomiast to nie jest tak, że zrobimy jedną rzecz i opozycja wygra, bo tak długo jak PiS jest środowiskiem politycznym numer jeden w kraju, będą to wszystko zaklęcia szamana. PiS nie jest jakaś dyktaturą, a partią, a mającą największe poparcie społeczne, zakorzenienie w społeczeństwie w końcu największy poziom identyfikacji sympatyków z ugrupowaniem i liderem, najmocniej oddziałuje na zbiorową wyobraźnie Polaków.
Do wyborów są 2 lata więc niczego innego nie wymyślimy jak próbę konsolidacji opozycji, choćby w jakiejś koalicji wyborczej, zostawiając obecne partie i dzieląc po prostu miejsca na listach i mandaty na bazie sondaży, gdzie PO z racji posiadanych środków na kontach byłaby liderem i po prostu należy tych środków mądrze użyć i zrobić nowoczesną kampanię - czegoś się nauczyć na porażkach w 2015 roku, choć nauka w PO idzie wyjątkowo opornie. Trzeba po prostu pracować w formie ciągłej, a nie od święta i przypadku jak w opisanej tu fabryce żyletek.

Ale ze strony Razem to było faktycznie novum, aby rozłożyć ten wodzowsko-medialny spektakl, żeby ludzie zobaczyli, że to nie jest tak, że jedna osoba w partii wie wszystko i wszędzie bryluje. To się nie udaję nie dla tego, że przeprowadzono badania i analizy tylko dlatego, że system medialny tzw. czwarta władza od nastu lat jawnie optuje za i chce takiego spektaklu. Ona głównie na tym korzysta. I w tym artykule brakuje tego aspektu - miedialno-politycznego systemu, który się wytworzył z korzyścią dla obu strony, z uwzględnieniem przewagi tego pierwszego elementu.

Z politycznego punktu dla mnie PO i przybudówki w postaci .N są już tylko jako dekoracja. Obóz rządowy musiałby zacząć robić mnóstwo błędów, aby taka opozycja mogła się wybić. Poza tym od 2 lat powtarzam, jeśli jest u nas skręt na prawo, to jakakolwiek opozycja musi mocno skontrować na lewo, a PO i .N cały czas w swoim poczuciu liberalnych korzeni trzyma się bliżej centrum. PO notorycznie wyrzucała swoje lewe skrzydło, Nowoczesna w ogóle takowego nie ma. Ta opozycja trwa na zasadzie, że jakoś to będzie, że kiedyś wektor się obróci i dojdą do władzy, a nawet jak się to stanie to i tak będą rządzić - czyli znowu bez pomysłu.

Razemowcy mają jedną duża przeszkodę - nie mają mocnych ośrodków medialnych, które są w stanie ich narrację utrzymać w głównym nurcie medialnym - i to jest zasadniczy powód ich wyników. A są jeszcze media zainicjowane przez red. Lisa które wprost pomijają albo dyskredytują delikatnie lewicę.

Nie zgadzam się, że opozycja ma mocno skręcać w lewo, w końcu PO była zawsze partią dla sytych, wielkomiejskiej klasy średniej, przedsiębiorców, "lemingów" z miasteczka Wilanów, a nie tych, którzy czuli się przegrani.

Jeśli weźmiemy badania, sondaże to w Polsce jest mało miejsca dla lewicy, elektorat lewicy socjalnej przejął PiS, a środowiska liberalne niekoniecznie są lewicowe gospodarczo więc to jest trochę logika własnych poglądów, miłości do Partii Razem, a nie rzetelna analiza.
Partia Razem nie zmieni świata i nie zmieni charakteru mediów, one zresztą działają podobnie na całym świecie, a własne media siłą rzeczy byłyby niszowe, od kolejna Krytyka Polityczna i tak nie docierały do masowego odbiorcy - brzydkie słowo.

Wydaje mi się, że to nie jest problem ideowy, ideologiczny, a praktyczny trzeba sobie pewne rzeczy rozpisać i to zarówno w destrukcji, niszczeniu wizerunku PiS, jak i działaniach ofensywnych jednocząc opozycję, żeby dać sobie szansę. To PiS uczył się na kampaniach z USA, wydawał środki na analizy, firmy mediowe, ekspertów, budował wokół partii pewną otulinę, ma kilka tytułów prasowych, środowisko medialne - więc może starczy przestać rżnąć głupa i zdjąć z wizji HGW - cofnąć na dalszy plan Kopacz, Rostowskiego - by szanse trochę się wyrównały. Ciągle wierzę w elektorat antypisu, dwa błędy są, tylko nie są umiejętnie punktowane, a jak sięgnąć głębiej to spraw z potencjałem jest od cholery - choćby Dubieniecki, SKOK-i.

To co mówisz to są właśnie potwierdzenie moich słów - bycie anty-pis, cofanie różnych polityków na tyły, graniem niedociągnięciami, aferami to nie jest program ani dla tych "wielkomiejskich", ani tym bardziej dla tych "przegranych mas", to za mało. Do czego ma to doprowadzić?

Ja na serio nie widzę różnicy między PO i PiS. Na poziomie komunikacyjnym one mają taką samą retorykę. Ja nie widzę w jednym ani drugim patrzenia na przyszłość tylko grzaniem swojej władzy konfliktami przeszłości. Polityka straszenia po prostu nie działa mnie. Lewica będzie, ale widocznie musimy się - jako społeczeństwo - wyleczyć z "postsolidarnościowej traumy".

Do aktywizacji elektoratu antypisu, na szczęście PIS ma nie tylko sympatyków, a także ludzi wkurwia i jedno szczęście, że w polityce jest tak, że nie trzeba być wspaniałym, a starczy być mniej chujowym, niż Twój przeciwnik.

Wydaje mi się, że nie ma sensu prowadzić dyskusji w logice - lewica będzie - są dwa lata do wyborów i trzeba sobie coś przygotować co da się zrobić w 2 lata, a nie budować jakaś docelową wizję Polski, czy programu, nie sądzę by przez 2 lata poparcie dla Partii Razem jakoś specjalnie się zmieniło, ba nie jestem pewien czy będzie tu nawet progres i lepszy wynik, niż w 2015.
Daleki jestem od idealizowania PO, chwalenia tej partii, ale jest ona jedyną możliwą podstawą opozycji, budowy szerokiej koalicji wyborczej, w której skład weszłaby Nowoczesna, PSL, to co zostało z SLD przynajmniej ta lepsza część, bo nie mówię tu o Leszku Millerze puszczającym oko do PIS, czy Magdalenie Ogórek, która już jawnie wspiera PiS na każdym kroku. Ten umowny - Front Demokratyczny za i przeciw PiS - to jedyna szansa, ba można mieć wątpliwość, czy tej klasy politycy jak Schetyna, Petru dojdą do porozumienia i poświęcą własne ego w imię projektu, wspólnego dobra itd.

Nie bardzo wiem o jakiej "postsolidarnościowej traumie" piszesz, przynajmniej w kilku punktach polityka PiS - straszenia, walenia i ogólnej nagonki okazała się wyjątkowo skuteczna. Co do programu to opozycja musi oczywiście coś przedstawić, ale nie musi to być jakiś całościowy program, a dwie, trzy konkretne propozycje i tyle. Na poziomie komunikacyjnym to wygrywa PIS, było tak nawet gdy rządziła PO - to PiS jest niepodzielnym królem zbiorowej wyobraźni i do popkultury przeszły nawet niebywałe głupoty jak - pancerna brzoza, czy seryjny samobójca, więc podobieństw nie widzę, szczególnie w skuteczności.

Najczęściej w życiu jest tak, że jeśli coś udaje się zrobić to w stosunkowo krótkim odcinku czasu, a 8 lat to w polskiej polityce istna epoka, nie widzę więc powodów dla optymizmu i wiary w to, że lewica powstanie, skoro kolejne roczniki wchodzące w dorosłość są raczej do bólu prawicowe popierają Kukiza, Korwina, PiS, a nie PO czy Nowoczesną, nie mówiąc o Partii Razem. Jeśli opozycja przegra wybory za 2 lata, to niekoniecznie musi wygrać za kolejne 4 - po za wszystkim PiS zmienia społeczeństwo, kraj pod siebie w stopniu dużo, dużo większym, niż robiła to PO - wybory za 2 lata mogą więc zaważyć na przyszłości Polski na kolejne kilka kadencji.

Uczciwie jestem raczej pesymistą, ale w 2 lata nie wyciągniemy królika z kapelusza i trzeba budować na tym co jest, a nie wymyślać sobie jakiejś idealnej partii, polityków i programu, bo wiadomo to się nie zdarzy.

Ja właśnie o tym mówię - bez spójnej narracji (całościowej i bardziej pozytywnej niż negatywnej) żadna opozycja nie ma szans. Problemem liberalnych jest to, że oni chcą sprzedawać narrację, która sprawdzała się 10-30 lat temu. Nie potrafią, nie chcą nic innego wymyślić. Jesteś optymistą, bo wierzysz w PO 🙂 Tylko jakieś konkretne wpadki PIS-u są w stanie nagonić PO wyborców, tylko z drugiej strony "wyborcy anty" nie są dobrym elektoratem dla żadnej z partii.

Polityka cały czas rozgrywa się w sferze idei i frakcji środowisk solidarnościowych z lat `80 i choćby w tym względzie Razem jest czymś nowym, bo oni jaka jedyni próbują wyjść poza te koleiny, co jasno komunikują.

Widzę wiele wad Razem, ale zasadniczą przeszkodą jest właśnie ten brak dostępu do szerokich mediów. Starzy (~+50) babrają się w tych traumach postsolidarnościowych, a młodsi wbrew pozorom w większości są obojętni wobec polityki, a mniejsza ich część - ta aktywna - podzieliła się na skrajne opozycję prawica/lewica. A że ci z prawej są bardziej głośni, nie znaczy, że mają lepsze pomysły. PiS na razie działa doraźnie, na duże zmiany ideowo-strukturalne naszego państwa intelektualnie ich nie stać. Dostają bonus władzy za doraźne działania.

Ostatniego Twojego zdania nie rozumiem.

Nie będzie w Polsce żadnej zmiany ideowo strukturalnej w sensie fundamentów tego państwa, obecnej Polski w UE, NATO, zasad wolnego rynku, oczywiście mogą być nowe propozycje socjalne jak 500 plus, Mieszkanie plus, ale zasadniczo Polska -
i jest to scenariusz pozytywny - będzie naśladować mniej więcej to co jest na Zachodzie.

Kolejna rzecz Partia Razem na swój sposób w retoryce, ale w dużo większym stopniu w programie podważa całość transformacji, obecne 27 lecie III RP w sposób niejako totalny, w dodatku nie ma swojego Morawieckiego, a te propozycje na papierze idą dużo dalej i one jakby nie patrzeć wywołały już totalnie skrajny podział na lewicę i prawicę, trochę jak rządy Allende w Chile. Czy jakaś polska lewica na wzór Podemos, Syrizy to jest ten kierunek ?

Wydaje mi się, że nie i należy budować i szukać szerzej, dwa podejście do kapitalizmu, biznesu, przedsiębiorców powinno być raczej na wzór skandynawski, a nie leninowski i marksistowski i można sobie darować 75 procentowe podatki i inne głupotki, które się nigdzie nie sprawdziły. Nie chciałbym, żeby przepowiednia Mateusza Morawieckiego się spełniła i za 2 lata miasteczko Wilanów poparło PiS - to przysłowiowe miasteczko Wilanów nie jest tu tylko konkretnym miejscem, ale niejako metaforą tej części Polski, społeczeństwa, któremu się względnie udało, bo to byłby koniec - rządy PiS mogłyby trwać kadencja za kadencją.

PiS wygrał wybory wcale nie za sprawą spójności, dziś jak trafnie zauważył Adam Hofman w wywiadzie dla TVN24 - jest to trochę taki wielogłowy smok, który ma kilka twarzy od Macierewicza, po Morawieckiego, Szydło, a na prezydencie Andrzeju Dudzie kończąc, który wetami zaznaczył lekki dystans do obozu władzy, a nad wszystkim czuwa Jarosław Kaczyński.

Słowo lewica jest u Ciebie nadużywane i nie jest ona równym partnerem dla prawicy, co to jest dziś ta lewica ? Partia Razem i jej 3 procent, to co zostało z SLD, czy część KOD-u ale raczej z czasów Kijowskiego ? Zarówno PO jak i Nowoczesna to ugrupowania centrowe, a jeśli chodzi o poglądy gospodarcze to często są one zdecydowanie bardziej liberalne, niż PIS, mamy konserwatywny PSL i różne ruchy społeczne Obywateli RP, KOD, działania oddolne, ale nie mają one wspólnego mianownika.

Zgoda, że głos na - nie - to nie to samo co głos na tak, ale na koniec przy urnach, nikt nie pyta o motywację, a liczy się wynik, należy badać, także jakość poparcia, motywację, bo można się przejechać jak Komorowski na wyborach prezydenckich, ale nie bardzo dziś widzę jakaś ideę, która miałaby jednoczyć w walce z PIS-em. Od biedy może to być Polska w UE, straszenie dyktaturą, oczywiście na wyrost, ale polityka posługuje się przesadą, a kampania ma swoje prawa, czy walka o instytucję, polityczny pluralizm i z całym tym ohydnym przekazem propagandowym PiS - typu antypolacy, folksdojcze itd.

W polityce ci głośni są lepsi, bo znaczy, że są skuteczni, a pomysły muszą się sprawdzić w praktyce, a nie na papierze.

Smutne to co napisałeś, bo w sumie wychodzi, że PiS jest taką korektą PO, takim PO na nowe czasy. Po co w takim razie głosować na PO i przybudówki?

Lewicy u nas nigdy nie było (SLD to była lewica z nazwy, a w praktyce była kontynuacją neoliberalnego trendu). Taka progresja podatkowa jest i w Skandynawii, jest w Niemczech i Francji. Od 2 lat powtarzam, że jednym z dużych minusów Razem jest brak 2-3 nazwisk z zapleczem wiedzy ekonomicznej. Jeśli mamy zbliżać się do standardów zachodnich to z pewnością brakuje nam lewicy, chociażby dla mocniejszego wejścia w struktury europejskie. Razem nigdy nie ukrywało, że trochę się inspirowało Syrizą i Podemos, więc po dzień dzisiaj zachodzę w głowę, dlaczego część Polaków, nawet tych wykształconych, dalej brnie w PiS, kiedy od lewicy może dostać podobne rozwiązanie socjalne + swobodę światopoglądowo-obyczajową?

Ja nie jestem za PO ani za PiS, ale widzę, że PiS przy całym swoim bałaganie ideowym, podejmuje jakieś próby realnych działań, często im się nie udaje, często posługują się taktyką PO twierdząc, że pomagają "pokrzywdzonym"(mimo, że często kontynuują politykę przywilejów dla jak to oni określają beneficjentów przemian), ale coś próbują zdziałać. Nie do przyjęcia dla mnie jest ich zapatrzenie w przeszłość pod względem obyczajowym, światopoglądowym. Ot choćby ostatni wybryk z pomnikiem - dla większości będzie to śmieszne, ale mnie to i rozbawiło i przeraziło. Kilku ludzi z krajów ogarniętych działaniami wojennymi nie chcą przyjąć (choćby dla świętego spokoju z UE, jak nie chcą z nią rozmawiać), a troszczą się o pomnik. Kuriozum - jest śmiesznie i smutno.

Ale przy urnach jak zdefiniować skuteczność? To, że się co kadencje wymienią ekipy? Skuteczność jest kiedy dana ekipa może realizować plan przez 15-20 lat, a tak u nas sporo osób głosuję na nie i każda ekipa przychodzi po sobie niwelując spory wysiłek poprzedniej. Jak PiS nabroi mocno, przyjdzie następna ekipa neoliberalna i znowu zacznie się odwracanie, tego co ta ekipa zrobiła.

Pewnie, że nadużywam lewicy 😉 W końcu jesteśmy na stronach KP, ale ta w naszym pejzażu politycznym jest brakującym elementem - choćby i w stosunku do pejzażu politycznego tego na zachodzie, do którego zawsze aspirowaliśmy. Pomijając fakt, że ideowo duch Solidarności wychodził jednak z pozycji lewicowych - ot, paradoks naszego dziwnego kraju.

Za moje poglądy nagród nie dają - cytując tu za Wielkim Szu. Żyjemy w Polsce więc pytanie czy tu się może coś udać do końca, a może szczęściem jest to, że nie - ani w jedną, ani w drugą stronę.

Lewica szaleje z tym neoliberalizmem, tak jakby Polska po PRL-u mogła być znacząco inna, bogatsza, być może równiejsza, ale raczej w biedzie, niż dostatku i ogólnie gorzej rozwinięta. Ogromna większość Polaków choćby z przyczyn historycznych utożsamia się z prawicą, dwa możemy mieć różne poglądy, ale jeśli nie dostrzegamy różnic w pewnym społecznym zakorzenieniu PiS, do Partii Razem - wpływie na zbiorową wyobraźnie to jest problem z percepcją rzeczywistości.

Paradoksalnie prostszy język PIS i brak całego tego bagażu ideologicznego typu gender, LGBT jest tu zaletą w walce o elektorat w Polsce B, małych miastach i wsiach, ba czy nawet ogólnie elektorat od lewa do prawa, nikogo nie odrzucając, bo kto nie lubi otrzymać 500 złotych ? Natomiast elektorat liberalny obyczajowo w dużych miastach niekoniecznie jest do bólu gospodarczo i socjalnie lewicowy. Krytyka Polityczna od lat nie rozdziela tych elektoratów i spraw, tworząc pewien lewicowy miks, który niekoniecznie w Polsce ma rację bytu, a przynajmniej nie ma potencjału do walki z PiS - bądźmy poważni w ocenach. Trzeba było coś wybrać i od czegoś zacząć, uznając ograniczenia lewicy i działanie w konkretnym czasie i miejscu skupić się na postulatach socjalnych - to nie trzeba robić wszystko i mamy klops.

Uważam, że Partia Razem nie wyjdzie z pewnej niszy, krytycznie oceniam rolę Krytyki Politycznej - Marks i Lenin nawet jako intelektualna zabawa to nie są dobrzy bohaterowie do budowy lewicy w Polsce, ona także z przyczyn historycznych nie może być prostą kopią Syrizy, Podemos, czy Die Linke jeśli chciałaby choćby współrządzić, coś realnie zmieniać, a nie funkcjonować na boku jako - klub Krytyki.

Jakie postulaty pierwszej Solidarności - chciałby pan dziś zrealizować ? Wiek emerytalny 50 lat, czy 3 letnie płatne urlopy macierzyńskie - zapytam przewrotnie, przez wrodzoną złośliwość ?

Zarzut, że ktoś działa dwutorowo to trochę przesada - inną sprawą, że takie działanie w Polsce, jak widać po przykładzie Razem, nie robi wrażenia, choć z upartością osła będę powtarzać, że Razem stać na te 15-20% a wynik, który mają i tak jest niezły. Proszę zwrócić uwagę na główne media - ich tam nie ma - i nie z tego powodu, że nie chcą.

Drażni mnie te straszenie Marksem, mamy 21 wiek, połowa ludzi w Polsce ma wykształcenie wyższe a tu dalej działa na ludzi zastraszanie Marksem. Dla mnie to taki neoliberalny populizm. Są rzeczy w Marksie dalej aktualne, są takie, które się zdeaktualizowały, ale traktowanie go - jak Pan to ujął - jako intelektualna zabawa, kiedy miał (i dalej ma) realny wpływ na dzisiejsze ustroje polityczne jest co najmniej dziwne.

Ja po kolejnym roku też uważam, że Razem lub lewica, która będzie czerpać z ich zaplecza nie będzie mieć nie wiadomo jakiego wyniku, ale po tej stronie widzę większy potencjał zmian niż po prawicy, która się bardzo konserwuje w konserwatyzmie sprzed lat, a której brakuje świeżości.

Co do ostatniego, takie pytanie można zadać zarówno do komunizmu jak i neoliberalizmu, na którego się załapaliśmy tuż po przemianach. Ja bez złośliwości stwierdzam fakt, że owa specyficzna papierowość naszych instytucji jest kolejnym problemem, nad którym nie możemy, a może nie chcemy się pochylić.

W mediach istnieje sprężenie zwrotne i jesteś w nich kiedy coś znaczysz, nie da się więc ustawowo zagwarantować wszystkim równego dostępu do mediów, dwa jeśli pan piszę o 15-20 procentach dla Partii Razem to się zastanawiam, czy żyje pan w tym samym kraju co ja ? Zandberg był dość często zapraszany do TVN24 i Biznes i Świat.

Marksizm był ideologiczną podstawą PRL-u i jakby nie patrzeć wszystkich państw komunistycznych nie da się w Polsce uciec od tego ciemnego dziedzictwa i tak budować lewicy, to anachroniczne i po prostu głupie. Jednocześnie to pan straszy neoliberalizmem - tak jakby gospodarka rynkowa i kapitalizm to nie była w obecnej Polsce oczywistość. Nie wybraliśmy modelu JKM - nigdy nie prowadzono w Polsce polityki liberalnej do ściany, zawsze obok Balcerowicza był ktoś z sercem po lewej stronie jak Kuroń, w każdym rządzie i okresie robiono coś na polu polityki społecznej, socjalnej, obecnie robi się nawet więcej, niż dla długoterminowego rozwoju i są to rzeczy dość kosztowne jak 500 plus, czy roczne płatne urlopy macierzyńskie wprowadzone za rządów Tuska.

Nie bardzo wiem, co Polska miała wybrać jak nie gospodarkę rynkową i jak rozwiązać swoje problemy, bo nie da się nad nimi ideologicznie przeskoczyć wprost do skandynawskiego modelu państwa i to lat 70-tych, państwa opiekuńczego będąc krajem na dorobku z dziedzictwem PRL-u.

Można nie lubić PiS-u, można krytykować, ale warto uczciwie oceniać jego siłę, czy choćby zmiany jakie zaszły w społeczeństwie, postawach młodego pokolenia, które w większości jest skrajnie antylewicowe, do bólu prawicowe = z kolei gdyby spełnił się sen Morawieckiego i PiS był, także partią dla tych z miasteczka Wilanów - co przy Partii Razem byłoby możliwe, to te rządy mogłyby trwać do końca świata i jeden dzień dłużej.

Myślenie życzeniowe jest niebezpieczne i wykończyło już nie jeden rząd, nie jedno środowisko polityczne, dziś jest problem by cała lewica jaka jest przekroczyła próg, a funkcjonowanie po za parlamentem żadnemu środowisku nie służy, nie pomaga w rozwoju, nie kreuje polityków. Jestem sceptyczny, czy Razem będzie miało lepszy wynik, niż w 2015 roku.

Nie pałam jakąś miłością ani do PiS-u, ani do PO i Nowoczesnej na które głosowałem w 2015, jeszcze gorzej oceniam Kukiza - więc ta ogólna niechęć i pewien realizm powoduje, że nie bujam w obłokach. W kolejnych wyborach pojawią się nowe obietnice socjalne, ale to nie oznacza, że społeczeństwo mentalnie skręci w lewo i zaakceptuje Partię Razem.
Kolejny zamach terrorystyczny w NY tylko utwierdza Polaków w poglądach, które promuje PiS, żadnych imigrantów, islamistów, nie dla lewicy, liberałów itd.

Na dziś uczciwie jesteśmy przecież bliżej drugiej kadencji dla PiS, skąd niby miałby się brać ten sukces Razem, skoro opozycja parlamentarna jest głęboko w lesie ? Co będzie za 6 lat ? Jeśli ktoś będzie beneficjentem spadku poparcia dla PIS to PO jako główna partia opozycji.

"W mediach istnieje sprężenie zwrotne i jesteś w nich kiedy coś znaczysz"
Od kiedy zaczęły się pojawiać VHS ta teza trudna jest do obronienia 🙂 Natomiast ewidentnie po debacie w TVP w tzw. prime time Razem poprzez wizerunek Zandberga zaczęła się "ulicy" kojarzyć, i tak - nie było to w niszowych telewizjach regionalnych i informacyjnych. Czysto matematycznie policz sobie ile procentowo osób gościło w rozmowach po głównych wydaniach wiadomości poszczególnych stacji. O ile z tymi prywatnymi stacjami problemu nie mam, bo oni kierują się tylko logiką wąsko pojętego interesu własnego, o tyle media publiczne stały się niestety prywatnym folwarkiem, w którym PO wpuszczane jest jako chłopak do bicia, Kukiz jak mały niesforny braciszek, a reszta prawie, że przemilczana.

Sukcesu (w sensie bardzo dużego wyniku wyborczego) Razem wielkie nie będzie miało, mówię wprost, że i obecny wynik bez brylowania w mediach jest swoistym sukcesem, ale ten wynika dało by się popchnąć na poziom wyżej. Nie wiem czemu tu zestawiasz sobie PiS z Razem jak ewidentnie PiS w swoich mediach tj. np. w TVP torpeduje Razemową lewicę, bo wie, że trudniej byłoby ich pokonać (nie mają za sobą afer), lepszym dla nich jest w pół-żywe PO, które można po(d)obijać bez wysiłku. Razem bierze się na przemilczenie, żeby nie hodować sobie konkurenta. W pozostałych mediach sytuacja ma się z grubsza podobnie.

Z tym Marksem dajmy sobie na wstrzymanie, bo to nadaje się na duża publicystykę, ale socjaldemokracja szwedzka czy niemiecka ma również swoje początki w tych "ciemnym dziedzictwie" 🙂

Zobaczymy, w polityce jest dynamicznie, w gospodarce przez 2 lata też może się zrobić dynamicznie i następne wybory albo będą sporym zaskoczeniem lub nudnym przyklepaniem obecnego stanu rozkładu politycznego.

Teza trudna do obronienia ? A jest na świecie kraj, gdzie poświęca się wiele uwagi w mediach opozycji pozaparlamentarnej ? Nie wiem czy są gdzieś jakieś parytety, choćby w Skandynawii, chyba nie ma - dlatego uważam, że na lewicy mamy trochę rżnięcia głupa, zaklinanie rzeczywistości, a nie ma opamiętania i strachu, który pozwoliłby coś zjednoczyć i zebrać do kupy - ba czytałem coś o jakiś rozłamach w Partii Razem - co dopełnia skali groteski i ten obraz mocno kontrastuje z pana wizją Razem jako konkurentem dla PiS-u.

Stan opozycji na dziś jest taki, że ona nie potrzebuje nawet przeciwnika i bądźmy poważni w ocenach przy wszystkich wadach PO dalej ma się od czego odbić, ma silne struktury, czy pieniądze na kontach. Powrót Tuska daje pewne nadzieje, przy totalnym braku charyzmy u Schetyny, natomiast wiara lewicy w jakaś ideę fix, która zgromadzi ludzi wokół, doprowadzi do rozwiązania wszystkich problemów kraju, ba świata - w to nie wierzę, raz już taka idea była i problemów bynajmniej nie ubyło.

Odwracasz kota ogonem z tymi mediami 🙂 One już dawno sobie odpuściły pewne standardy. Nawet nie mówię o wielkiej uwadze, ale choćby proporcjonalnej. Jak już wspomniałem wyżej - publiczne wiadomości poświęcają bardzo dużo opozycji, ale to jest uwaga na zasadzie "kopania leżącego".

Ale proszę mi nie wmawiać jakąś religijną wiarę w Razem 🙂 Stan opozycji parlamentarnej jest jaki jest, Pan uważa, że pieniądze i struktury załatwią sprawę, a ja sceptyczny jestem i mówię, że bez pomysłu na siebie i przede wszystkim świeżych kadr na nic się one nie zdadzą, dlatego mniej tego sceptycyzmu mam do wszelkich organizacji spoza parlamentu.

Wizji żadnych nie mam, zaledwie nadzieję, że na potknięciach ekipy/partii rządzącej wzrośnie tym spoza parlamentu i nie będzie to kolejny twór "anty-systemowy", bo takich niestety mamy za dużo w polskim parlamencie.

Jak to mówią: Bóg z nami, chuj z wami.