Kraj

Nie gwiżdż – dziewczynce to nie przystoi!

brave-little-girls

Czy istnieje recepta na wychowanie dziewczynki tak, by w przyszłości była pewną siebie, asertywną, odważną, niezależną i mądrą kobietą?

„Nie gwiżdż – dziewczynce to nie przystoi!” – to jedno ze zdań z mojego dzieciństwa, które na zawsze utkwiło mi w pamięci. Słyszałam je często z ust mamy czy babci, kiedy z nieukrywanym zachwytem i dumą wydobywałam z siebie gwizd. Do dziś pamiętam też inne komentarze: „Dziewczynka i tyle siniaków nogach!?”, „Zejdź z tego drzewa, to nie jest zajęcie dla dziewczynek!” itd. Wtedy ich nie analizowałam, nie negowałam, pokornie przyjmowałam do wiadomości. Dziś jednak wiem, że nie powinny były paść. Bo niby czemu miałabym nie gwizdać, nie łazić po drzewach czy nie nosić krótkich sukienek odsłaniających posiniaczone kolana?

Od tego czasu minęło dwadzieścia parę lat. Przeszłam okres buntu młodzieńczego, stawiałam opór, przełamywałam stereotypy. Dziś sama jestem odpowiedzialna za wychowanie dziecka. Moim jedynym założeniem na początku przygody z macierzyństwem było to, aby moje dziecko było w przyszłości szczęśliwe i by nigdy nie osiągało tego szczęścia kosztem innych ludzi.

Dzisiaj jednak wiem, że sprawa jest bardziej skomplikowana – między innymi dlatego, że jestem matką dziewczynki. Niestety, stereotypy, tak silne dwie dekady temu, nadal istnieją, a ja – inaczej niż w dzieciństwie – staram się im przeciwstawiać, bo nie widzę powodu, dla którego moja córka nie mogłaby robić tych wszystkich rzeczy, których mnie niegdyś robić „nie wypadało”. Czy istnieje zatem recepta na wychowanie dziewczynki tak, by w przyszłości była pewną siebie, asertywną, odważną, niezależną i mądrą kobietą? Nie wiem, ale wierzę, że jest to możliwe. Jestem przekonana, że podchodząc do macierzyństwa świadomie, refleksyjnie i z absolutnym poszanowaniem możliwości i indywidualności mojej córki, mogę pomóc jej stać się taką osobą.

Jestem, myślę, decyduję!

Myśląc o swojej córce, myślę o niej przede wszystkim jako o człowieku – małym, niedoświadczonym, ale przecież człowieku, który ma prawo do życia zgodnego z własnymi potrzebami, wartościami i zainteresowaniami. Dlatego też w procesie wychowania, poza ustalonymi zasadami i normami, wedle których funkcjonuje nasza rodzina, uwzględniamy również autonomię dziecka. Moja córka decyduje w ważnych dla siebie obszarach. Oczywiście kluczowe decyzje o organizacji naszego życia podejmuję ja wraz z mężem, bo to my pełnimy rolę przywódców w naszej rodzinie. Staramy się jednak robić to z pełnym poszanowaniem praw naszej córki, która każdego dnia doświadcza tego, jaka chce być, a my z podziwem na to patrzymy.

Myśląc o swojej córce, myślę o niej przede wszystkim jako o człowieku – małym, niedoświadczonym, ale przecież człowieku, który ma prawo do życia zgodnego z własnymi potrzebami, wartościami i zainteresowaniami.

Pola, na których objawia się jej niezależność, to m.in. zabawy, wybór ubrania, sposób spędzania czasu z nami – rodzicami itp. Bo dlaczego to ja mam decydować o tym, w jaki sposób bawi się moje dziecko? Czy w danym momencie ma układać puzzle, robić „bazy”, tańczyć czy budować zamki z klocków? Forma i rodzaj zabawy w dużym stopniu zależy od zainteresowań dziecka, samopoczucia danego dnia i wielu innych czynników. Bierzemy to pod uwagę i zamiast coś narzucać po prostu pytamy: „W co chciałabyś się teraz pobawić?”. Podobnie jest z planowaniem wspólnego czasu, który jest niezwykle istotny z punktu widzenia dziecka. Nie aranżujemy go w sposób atrakcyjny tylko dla nas. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, by zapytać córkę o to, jak chce spędzić wspólny czas. Może się zdarzyć, że zamiast wybrać się na najnowszy dziecięcy hit, który właśnie trafił do kin, będzie wolała pójść z nami na spacer do parku.

Mogę się założyć, że niemal każdy rodzic, który wyprawia dziecko do przedszkola czy szkoły, zna sytuację, gdy dziecko oprotestowuje proponowany ubiór. Bywa to kłopotliwe, ale przecież to nic innego jak akcentowanie własnej indywidualności. Ja w dzieciństwie i w wieku nastoletnim wciąż słyszałam, że ubieram się nie tak, jak powinnam. Doskonale pamiętam, jak bywało mi przykro, kiedy ubiór okazywał się czymś ważniejszym niż ja.

Różowy jest w porządku. Ale oprócz niego są też inne kolory [rozmowa]

Dlatego jako matka po prostu pozwalam dziecku wybrać ubranie. Kiedy moja córka miała trzy lata, umówiłyśmy się na konkretne zasady obowiązujące podczas wybierania stroju. Zasady te wynikają z okoliczności typu pogoda czy okazja – ale można je przecież kształtować dowolnie, dostosowując do własnej rodziny. Ważne jest tylko, by konsekwentnie wywiązywać się z tej umowy, nie zmieniać reguł w trakcie gry, nie podważać decyzji dziecka.

Kiedy moja córka samodzielnie wybierała swoje pierwsze ubranko do przedszkola, czuła się ważna i – tak myślę – w pełni odpowiedzialna za swoją decyzję, a do tego sprawiło jej to ogromną frajdę. Fakt, w efekcie wyglądała intrygująco, ale może właśnie taka jest moja córka. Mam poczucie, że uszanowanie jej autonomii w tym obszarze oszczędziło nam wielu stresów związanych z ubieraniem i niepotrzebnych potoków łez. Inne korzyści to zdobywanie przez córkę umiejętności podejmowania samodzielnych decyzji, podnoszenie poczucia wartości, budowanie wzajemnego szacunku. I choć na pewno nie wszystkie jej wybory były dla mnie łatwe do przełknięcia, to naprawdę najistotniejsze było to, by czuła się dobrze we własnej skórze.

Lubię patrzeć na te proste życiowe sytuacje w kontekście jednego z najważniejszych dla mnie feministycznych haseł: „Jestem, myślę, decyduję!”. Szanując indywidualność mojego dziecka, szanuję jego człowieczeństwo, a co za tym idzie – stwarzam mu przestrzeń do dokonywania wyboru i samodzielnego decydowania o sobie. To coś, co – jestem o tym przekonana – będzie procentować w dorosłym życiu – a szczególnie istotne jest właśnie w wychowaniu dziewczynek, dla których nasza kultura wciąż ma komunikat „Bądź grzeczna, nie krzycz, nie walcz o swoje!”.

Obidniak: Czy znajdzie się obrońca równości płci w szkole?

Nie znaczy nie!

Dzieci wiedzą, co dla nich dobre, czego w danej chwili potrzebują, nawet jeśli nie zawsze umieją to precyzyjnie wyrazić. My, dorośli, jesteśmy zobligowani do tego, by ich słuchać i wspierać w decyzjach. Skoro dziecko z jakiegoś powodu mówi „nie!”, naszą powinnością jest uszanować jego zdanie, nawet w sytuacjach pozornie błahych.

Wielu z nas, rodziców, lubi chwalić się pociechami przed rodziną – namawiamy dzieci do opowiadania wierszyków, śpiewania piosenek i wszelakich występów. Zdarza się, że dziecko nie chce, chowa się za nogą mamy i wyraźnie pokazuje, że nie czuje się komfortowo, a my i tak pchamy je w kierunku publiki i zachęcamy do popisów. I ja czasem tak postępowałam, a teraz sama się pytam: „Po co?”. Skoro dziecko wyraźnie daje odczuć, że nie ma ochoty po raz kolejny recytować wierszyka z okazji Dnia Babci, naprawdę nie ma sensu go zmuszać. Dajemy mu wówczas sygnał, że nie liczymy się z jego zdaniem, że to, co mówi, jest nieważne, wpędzamy w poczucie zakłopotania. Teraz wiem, że tę naturalną przecież chęć rodzica, by pokazać, jak zdolny jest ten mały człowiek, można zaspokoić w inny sposób, nie naruszając granic dziecka. Można choćby nakręcić telefonem film z występu i na najbliższym spotkaniu rodzinnym po prostu pokazać go cioci w kuchni podczas parzenia herbaty. Pozornie mała rzecz, a jednak znaczy wiele.

Gilligan: Uszyć kobietę z męskiego materiału

Duże znaczenie ma też to, co dzieje się w placówkach wychowawczych. Nasza córka wie, że jeśli w przedszkolu jakieś dziecko ją uderzy, ma zaprotestować, wyraźnie komunikując: „Nie wolno mnie bić!”. Jeśli to zdanie nie pomaga w wyegzekwowaniu przeprosin, a przede wszystkim zmiany zachowania, prosi o pomoc osobę dorosłą. Tak właśnie stało się, gdy któregoś dnia chłopiec uderzył ją na placu zabaw – i nie było to przypadkowe uderzenie. Reakcją nauczycielki było zdanie: „Odejdź od niego, nie baw się z nim”. A przecież ten pozornie niegroźny komunikat oznacza tak naprawdę, że konsekwencjami agresji obarczamy ofiarę, co w życiu społecznym może skutkować tym, że nie wprowadzamy systemowych zmian w kierunku przeciwdziałania przemocy.

Asertywność oraz zdolność rozpoznawania i ochrony własnych granic to niezwykle istotne umiejętności, które trudno nabyć czy wypracować w dorosłym życiu, dlatego warto wspierać je od najmłodszych lat. Każdy z nas potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, komfortu psychicznego, świadomości, że może stanowić o sobie. Nie lubimy, kiedy szef w pracy dokłada nam kolejne obowiązki lub kiedy ktoś obcy nas zaczepia, jednak często nie potrafimy przeciwstawić się takim zachowaniom. Dlaczego zatem wspieramy dzieci w poczuciu, że niewiele od nich zależy i że naginanie własnych granic to norma?

Więcej dziewuch, mniej księżniczek

„Mamo, jestem mądra!”

Wychowywanie opiera się przede wszystkim na szacunku wobec dziecka oraz umiejętności wspierania poczucia własnej wartości. Jak to robić? Mój sposób jest prosty. Kiedy córka przychodzi do mnie, żeby pochwalić się nową budowlą z klocków, nie mówię: „Zaraz spojrzę” – by po chwili zapomnieć o tej obietnicy. Kiedy dostaję do ręki rysunek z przedszkola, nie odkładam go na komodę, rzucając bezwartościowe „Ślicznie!”. Kiedy usłyszę wierszyk, nie mówię: „Ale ładnie!”. Te hasła – które często odruchowo cisną nam się na język – nic nie znaczą. Istotne jest, by porozmawiać z dzieckiem, co i jak zrobiło, ile pracy i czasu włożyło w nabycie kolejnej umiejętności. Dlatego staram się, by te proste pochwały były tylko początkiem mojej wypowiedzi, a ich zakończeniem – docenienie nakładu energii, jaką dziecko włożyło w wykonanie zdania. Skutek? Pewnego dnia moja córka obwieściła z dumą: „Wiesz, jestem mądra, bo nauczyłam się pisać litery!”.

W moim przekonaniu ważnym czynnikiem we wspieraniu własnej wartości jest również wspieranie poczucia wyjątkowości dziecka. Moja córka jest wyjątkowa, dlatego jej to po prostu mówię – codziennie! Jest wyjątkowa, nie dlatego, że jest moją córką, nie dzięki jakimś szczególnym zdolnościom – ale dlatego, że jest człowiekiem, unikatowym, jedynym takim na świecie.

Ania z Zielonego Wzgórza czy z Dogville?

Czy lalki są dla chłopców?

Stereotypy związane z wychowywaniem chłopców i dziewczynek w dalszym ciągu są widoczne. Ile razy zdarzyło ci się powiedzieć dziecku – albo usłyszeć, jak mówi to ktoś inny – że pewne zabawy są dla chłopaków, a inne dla dziewczyn? Czy naprawdę chłopiec nie może bawić się lalką, a dziewczynka autkiem? Oczywiście, że mogą! Poprzez zabawę dzieci doświadczają świata, realizują się i poznają same siebie. Pozwólmy zatem na doświadczanie wszystkiego. Dając chłopcu lalkę, gdy o nią prosi, wspieramy u niego empatię i rozwijamy potrzebę opiekuńczości, dawania miłości itd. A przecież to niezwykle ważne cechy w obcowaniu z drugim człowiekiem, także – w przyszłości – w byciu tatą i relacji z własnym dzieckiem.

Manifest ojca na urlopie rodzicielskim

czytaj także

Z kolei gdy dziewczynka, obserwując naprawę popsutej zabawki, wyrazi chęć pomocy, warto dać jej śrubokręt, młotek czy inne narzędzie – niech spróbuje swoich sił. Niech wie, że nie ma takiej sytuacji, w której nie umiałaby sobie poradzić tylko dlatego, że jest dziewczynką. Kiedy moja pięcioletnia już córeczka wspólnie z tatą złożyła stolik do swojego pokoju, potem z dumą powtarzała, że „sama skręciła stolik, a tata tylko jej pomagał”.

Gdybym miała najkrócej podsumować, jak widzę swoje rodzicielstwo, powiedziałabym: staram się podążać za córką każdego dnia. Wspierać jej zainteresowania i pasje. Pokazywać, że nie ma ograniczeń, dla których nie mogłaby czegoś robić, a już na pewno nie takich, których uwarunkowaniem jest płeć.

Księżniczki i żołnierki

czytaj także

Pozwólmy dziewczynkom i chłopcom być takimi, jakimi chcą być, bo wszelkie ograniczenia są w naszej głowie, a nie w głowie dziecka. Wspierajmy talenty, obserwujmy możliwości, dawajmy szanse na sprawdzanie samych siebie. Naprawdę różowa suknia balowa nie przeszkadza w płynięciu okrętem pirackim po dywanie w dużym pokoju – sprawdziłam. A kiedy córce po raz pierwszy udało się przy mnie zagwizdać, powiedziałam jej po prostu: „Świetnie gwiżdżesz. Jestem z ciebie dumna!”.

*
W sobotę, 16 czerwca, podczas X Ogólnopolskiego Kongresu Kobiet w Łodzi odbędzie się dyskusja panelowa Jak wychować WonderWoman?.

***
Marta Szymczyk – absolwentka trzech kierunków pedagogicznych na Uniwersytecie Łódzkim, nauczycielka. Aktywistka społeczna działająca w Stowarzyszeniu Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom. Feministka. Miłośniczka gór i podróży. Mama pięcioletniej Mai.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.