Kraj

Nie dajmy się zwariować z Amber Gold

Michał Tusk

Bliskie PiS media w sprawie Amber Gold idą w tak dzikie spekulacje i teorie spiskowe, że przekracza to już granice rozsądku.

Przesłuchanie Michała Tuska przed komisją ds. Amber Gold zdecydowanie ożywiło to do tej pory dość politycznie ociężałe ciało. Mimo wysiłków posłanki Wasserman, komisja dotychczas zwracała na siebie uwagę głównie mimowolnie komicznymi wypowiedziami Marka Suskiego. Młody Tusk niechcący skupił na komisji uwagę całej opinii publicznej, dostarczając amunicji bliskim PiS mediom, które od początku afery Amber Gold przekonują, iż mamy do czynienia z przestępczym układem sięgającym najwyższych szczebli władzy, ochraniającym największą aferę finansową w historii Rzeczpospolitej.

Temat Amber Gold medialne zaplecze rządu pompuje przy okazji ujawnionych w poniedziałek przez tygodnik „wSieci” stenogramów podsłuchów, założonych małżeństwu Marcina i Katarzyny P., kierującemu handlującą złotem spółką. Oczywiście, Amber Gold było poważną aferą, obnażającą patologie państwa polskiego, za które polityczną odpowiedzialność ponoszą rządzące wtedy partie. Ale bliskie PiS media w tej sprawie idą w tak dzikie spekulacje i teorie spiskowe, że przekracza to już granice rozsądku.

Taśmy państwa P.

Samo to, że stenogramy z podsłuchów małżeństwa P. ujawnia niecały tydzień po przesłuchaniach Tuska jeden z najbliższych Nowogrodzkiej tygodników opinii jest dość osobliwym zbiegiem okoliczności. Niezależnie od terminu publikacji, taśmy państwa P. zawierają ważne z punktu widzenia interesu publicznego informacje. Wyraźnie wynika z nich, że P. wiedział, że jest podsłuchiwany i spodziewał się działań ABW przeciw swojej osobie – co może sugerować, że ktoś w Agencji przekazywał P. lub jego współpracownikom informacje, do jakich przedsiębiorca w żadnym wypadku nie powinien mieć dostępu. Sprawa tego, w jaki sposób ten dostęp uzyskał, powinna zostać wyjaśniona opinii publicznej.

Ciekawa jest też opublikowana w „Sieciach” rozmowa Marcina P. z Michałem Lisieckim wydawcą m.in. „Wprost”. Lisiecki oferuje P. pomoc w zarządzaniu wizerunkowym kryzysem związanym z zarzutami Komisji Nadzoru Finansowego i problemami OLT, przy pomocy kontrolowanego przez siebie tygodnika. Widzimy tu działania na styku mediów i biznesu, jakie nie powinny mieć miejsca. Media mają wszak obowiązek – jak naiwnie to nie zabrzmi – stać na straży interesu publicznego, zachowując czujność nie tylko wobec polityków, ale także organizacji pozarządowych, stowarzyszeń, czy podmiotów gospodarczych. Z pewnością nie powinny służyć jako agencja PRowa zaprzyjaźnionym z wydawcą, przeżywającym kłopoty biznesmenom.

Spisek i parasol

Ten problem dość marginalnie jednak interesuje sprzyjające władzy media. Skupiają się one na wypowiedzi P. z rozmowy z szefem parabanku Finroyal, Andrzejem Korytkowskim, gdzie pada zdanie: „Jak pan wie u mnie pracował syn premiera – pracował w OLT – i dopóki on pracował, to wydaje mi się, że nikt nas nie ruszył”.

Zdanie to idealnie wpisuje się w narrację PiS, stawiającą tezę, jakoby to Donald Tusk ze względu na syna osobiście chronił Amber Gold przed działaniem odpowiednich służb. W wersji przeznaczonej dla bardziej podatnych na spiskowe teorie narracja rządzącej partii mówi o głęboko związanym z PO układzie, dla którego słupem był P. Praca dla Michała Tuska w OLT miała być z kolei formą „łapówki” dla rodziny Tusków, w zamian za którą układ ten kupował sobie ochronę u najwyższych państwowych służb. W wersji bardziej zdroworozsądkowej „wina Tuska” polegać miała na tym, iż nie chcąc sprawiać pracującemu u P. synowi kłopotów – czy też by kupić mu czas konieczny do zerwania potencjalnie kompromitujących kontaktów – nic nie zrobił, by przyspieszyć działania odpowiednich służb w sprawie Amber Gold, pozwalając małżeństwu P. ukryć i upłynnić aktywa. Albo przynajmniej nie rozwiał wątpliwości służb, niepewnych, czy mogą „ruszyć” spółkę, gdzie pracuje syn premiera.

Darth Tusk

Niektóre teorie idą tak daleko, iż posuwają się do stwierdzeń, że PO celowo wspierało Amber Gold, by przy pomocy OLT wykończyć LOT i sprzedać go za bezcen niemieckiemu (jakże by inaczej!) kapitałowi. „Dowodem” ma być opublikowana przez „Sieci” rozmowa Katarzyny P. z jej bratem. Brat, powołując się na swoje źródła w PG (najpewniej gdańskim porcie lotniczym), zapewnia siostrę, że LOT jest o „miesiąc od upadłości” i niewiele brakowało, by OLT przejął jego klientów.

Pytanie zawierające założenia tej treści zadał mi w poniedziałek osobiście na antenie PR 24 przetransferowany tam z Telewizji Republika redaktor Piotr Wąż. Doceniam warsztat dziennikarza tożsamościowego młodego radiowca, ale jako pracownik publicznego medium nie powinien tonem oczywistości powtarzać teorii, które dziś mają wyłącznie charakter dzikiej spekulacji.

Dorwać Tuska!

Takie dzikie spekulacje nie tylko demolują polską politykę, zmieniając ją w nawalankę, gdzie nikt nie ponosi odpowiedzialności za słowa, ale utrudniają także wyjaśnienie tego, co w sprawie Amber Gold tak naprawdę zaszło. Opinia publiczna ma tu prawo do rzetelnych wyjaśnień. Gdyż w sprawie P. albo mamy do czynienia ze skrajną nieudolnością państwa albo z faktycznie ochraniającym przedsiębiorcze małżeństwo politycznym, prokuratorskim, czy policyjnym parasolem. Trudno powiedzieć, która z tych opcji jest właściwie gorsza.

Nie znajdziemy jednak prawdziwego parasola, gdy na siłę dostrzec będziemy próbowali fałszywy tam, gdzie go nie ma – w postaci Donalda Tuska. PiS wszelkimi środkami usiłuje połączyć polityka z aferą, by maksymalnie osłabić jego pozycję polityczną w wyborach 2020 roku, gdy może stanąć przeciw Andrzejowi Dudzie w walce o Pałac Prezydencki.

Tusk wjechał na tor czwarty przy peronie trzecim

Trudno nie odnieść wrażenia, że PiS jest zdesperowany, by Tuskowi postawić jakiekolwiek prokuratorskie zarzuty przed rozpoczęciem następnego cyklu wyborczego – oprócz Amber Gold były lider PO przesłuchiwany jest też w wyraźnie dętej sprawie niedopilnowania obowiązków służbowych w kwestii współpracy polskiego i rosyjskiego wywiadu. PiS chciałby także postawić Tuskowi karne zarzuty w sprawie Smoleńska.

Zarówno w sprawie Smoleńska, jak i Amber Gold były premier ma się z czego tłumaczyć, ale to, jak PiS miesza język sporu i zarzutu politycznego z językiem odpowiedzialności karnej, budzi poważny niepokój i jeszcze bardziej psuje państwo.

Tusk jako wunderwaffe?

Pamiętajmy o proporcjach

Na koniec, ekscytując się sprawą Amber Gold, warto pamiętać o jej prawdziwych proporcjach. To nie jest największy finansowy skandal ostatnich lat. W Amber Gold około 18 tysięcy klientów wpłaciło w sumie 851 milionów złotych, z czego straciło – wedle różnych szacunków – między ćwierć a pół miliarda złotych. Dla porównania, w toksyczne polisolokaty, mogące przynieść ich posiadaczom głównie straty nawet 5 milionów Polaków i Polek zainwestowało sumę szacowaną na 56 miliardów złotych.

To nie jest największy finansowy skandal ostatnich lat.

Także upadki kas skupionych w systemie SKOK (do tej pory 9) pozbawiły ich klientów miliardów złotych oszczędności. Bakowy Fundusz Gwarancyjny – na który składają się wszystkie instytucje finansowe, a pośrednio ich klienci – wypłaci odszkodowania wszystkim, których depozyty nie przekraczały równowartości 100 tysięcy euro. Według wyliczeń portalu Wirtualna Polska, BFG wypłacił, lub będzie musiał wypłacić klientom SKOK niecałe 4,2 miliarda złotych. To prawie pięciokrotnie więcej niż środki, jakie w sumie wpłacono do Amber Gold.

O czym to wszystko świadczy? O tym, że polski system finansowy – zwłaszcza parabankowy – jest niedoregulowany, modele biznesowe często opierają się na wykorzystywaniu naiwności i niewiedzy klientów, jeśli nie wprost na oszustwie. Instytucje państwa – od sądów, przez prokuraturę, po odpowiednie służby – nie są w stanie chronić interesu obywateli. Często stają po stronie działających na granicy prawa, lub poza nią instytucji finansowych.

Gdyby PiS prawo i sprawiedliwość, jakie ma w nazwie traktował poważnie, zajął by się regulacją tego systemu. Ale to wymagało by rozmowy o wspierających zaplecze partii SKOKach, która w obecnym klimacie politycznym jest niemożliwa. Zamiast zabezpieczenia interesu obywateli przed kolejnym Amber Gold dostaniemy więc grillowanie rodziny Tusków. Jak byłemu premierowi bura się za Amber Gold nie należy, warto zachować sceptycyzm, gdy w ten sposób rozlicza go dziś z nich PiS.

Polska: posmoleński, ambergoldowy wilczy dół drugiej prędkości

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Naprawde, kochana redakcjo? Naprawde postanowiliscie zostac przystawka GW? Czy jest to artykul sponsorowany? Jezeli tak, to nie ma problemu. Kazdy musi z czegos zyc. Pozdrowienia

Proszę o merytoryczne ustosunkowanie się do podniesionych kwestii, takich jak afera SKOK oraz zaniechania rządów prawych i sprawiedliwych w kwestii uregulowania instytucji finansowych zamiast idiotycznych komentarzy o GW.

Szukam materiałów rzeczowo opisujących i analizujących prace komisji AG i rzeczywiście, trudno je znaleźć. Króluje osławiona n a r r a c j a. Taką jest także ten artykuł, tyle że ukierunkowaną inaczej niż na portalach określających się jako "prawicowe". Narracja i wyciąganie z tej narracji wniosków bardziej ideologicznych niż odnoszących się do jedynego, dla takich spraw, istotnego obszaru, obszaru prawa. Rzeczowego wyjaśniania.

Szczerze zdumiewa mnie, że HGW odmawia stawienia się przed komisją sejmową, penalizacja takiego kroku jest bardziej niż śmieszna, a państwo właściwie jest bezradne wobec jej dezynwoltury. Dziwi mnie, że nie opublikowano tak co najmniej pierwszej dziesiątki tych, którzy na AG jednak zarobili - co, niestety, jest także praktyką w innych krajach demokratycznych, ale praktyka, która już dawno powinna ulec zmianie.

Zgoda, że także przedziwne losy co poniektórych SKOKów wymagają rzetelnego śledztwa, niewykluczone też, że poprzez komisje sejmowe.
Tym niemniej, kiedy rozpatrujemy jedną sprawę (AG) przywoływanie innych jest zabiegiem cokolwiek kontrowersyjnym i przypomina anegdotę o studencie biologii który poszedł na egzamin, ale na uczył się tylko o robakach;), a spytano go o słonia. "Słoń to duże zwierze, które ma trąbę w kształcie robaka, a robaki to...."

Należy upominać się o przesłuchania w sprawach SKOK, ale o s o b n o, nie zestawiając ich z jakimikolwiek innymi przesłuchaniami. Taka praktyka to nic innego, ale właśnie produkowanie czystej narracji tam, gdzie jest miejsce na przyzwoite doinformowanie CO JEST, CO SIĘ DZIEJE - pierwszy obowiązek mediów i odpowiedzialnej publicystyki.

Punktem centralnym takich spraw nie powinno być kto ile stracił i ile dane ubezpieczenie odszkodowań wypłaciło. Te narzędzia maja służyć ochronie klienta w sytuacji kiedy firma (bank) pada, bo pada ( zdarza się) mimo,że postępowała całkowicie zgodnie z prawem. Cały sens śledztwa, także w komisjach parlamentarnych jest wykazanie, że prawo łamano, jak łamano, kto to robił - i pociągnięcie winnych do odpowiedzialności karnej, w tym: wysokich wyroków bezwzględnego więzienia. Nad całością czuwać powinno jasno zdefiniowane prawo maksymalnie ograniczające wszelkie możliwości tzw. ślizgania się po nim, a to "kruczkamI", a to takim formułowaniem paragrafów, że zasadniczo można z nich wygenerować dwie wzajemnie wykluczające się interpretacje ( tutaj klasycznym wręcz przykładem jest awantura wokół Trybunału Konst.).

Swoista odmiana kalizmu, dominująca w polskich mediach powoduje, że przestają być one jakimkolwiek źródłem informacji. Zarówno CNN, jak i Breitbart wyglądają przy tym jako prawdziwe ikony bezstronności, choć przecież bezstronne to one nie są. Niemniej, nawet w 10% nie są tak irytująco "narracyjne" jak w s z y s t k i e media w Polsce.

Mam nadzieje, że to już ostatnie podrygi mediów "triumfalizmu" z gatunku "Paczcie jaka śwynia" ( bohaterowie zmieniają się w zależności od sympatii politycznych) i zagadywania Xa Ygrekiem. Młodsza generacja wymusi publicystykę i informację gatunku bardziej bezstronnego, bardziej adresującego problem, niż atakujących ludzi, poprzez ustalanie targetu z pozycji ideologiczno-kumoterskich.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!