Kraj

Na rowerze po normalne życie

Każdy, kto wyjeżdżał szukać pracy za granicą, wie, jak ułatwia życie imigranta rower. Ceny biletów autobusowych skutecznie blokują mobilność mieszkanek ośrodka dla uchodźców, za to na rowerach w 30 minut mogą dojechać do centrum.

Nazywam się Aza, mam 31 lat i od 7 miesięcy mieszkam w Warszawie w ośrodku dla uchodźczyń przy Księżnej Anny. Przyjechałam z Groznego w Czeczenii. Razem z synem wyemigrowałam najpierw do Austrii, gdzie udało mi się pozostać przez półtora roku. Stamtąd zostałam deportowana do Polski, ponieważ tutaj przekroczyłam granicę Unii Europejskiej. W Austrii nas oszukano. Przez ponad rok opłacaliśmy adwokatów, żeby zalegalizować pobyt. Miałam w tym czasie problemy zdrowotne i leczyłam się w ośrodku, a kiedy tylko wyzdrowiałam, wsadzono nas do tego autobusu.

Owszem adwokat złożył dokumenty, ale żądano ode mnie dowodów prześladowania, jak na przykład obdukcji lekarskich, których oczywiście nie miałam skąd wziąć. W Austrii otoczka jest piękna ale pracy tak naprawdę nie ma, a jak się już jakąś znajdzie, to oszukują i nie płacą. Z Wiednia przywieziono nas, razem z wieloma innymi uchodźcami dużym, dwupoziomowym autokarem. W Polsce potraktowano nas bardzo dobrze. Najpierw na 3 miesiące trafiłam do Dębaka (ośrodek recepcyjny pod Warszawą), a teraz tutaj, bo to właśnie jest miejsce dla matek z dziećmi. W ośrodku mam już bardzo dużo przyjaciół. Chodzę na lekcje języka polskiego na ulicę Kruczą. Na razie na poziomie podstawowym. Bardzo chciałabym tu zostać, taką mam nadzieję i chcę powiedzieć, żeby ludzie się mnie nie bali, że zakrywam się chustą, bo ja pod tą chustą jestem bardzo rozpromienioną osobą. Mam tu jeden pokój, ale to mój zamek. Gdy muszę gdzieś wyjść, mam zapewnioną opiekę nad dzieckiem. Założyłam ogród, w którym rosną ogórki i pomidory. Jest tu bardzo dużo wolontariuszy, którzy pomagają organizować zajęcia dla dzieci. Często przychodzą też Turcy, którzy przynoszą nam jedzenie oraz pomagają finansowo.

Chcę jeszcze powiedzieć, przekazać wiadomość do kobiet w Czeczenii, które są w trudnej sytuacji, żeby się nie bały. Tu jest dobrze i wszystko może być dobrze. Wiele z nich chciałoby tu być. Mężczyznom nie jest tam łatwo, a co dopiero kobietom a najgorzej samotnym matkom. Tam się żyje w ciągłym strachu. W środku nocy ktoś wchodzi do twojego domu, zabiera kogoś z rodziny i nigdy nie dowiesz się, co się z nim stało.

Aza. Fot. Jakub Szafrański

W ośrodku dla uchodźców na warszawskim Targówku, do którego droga prowadzi przez dziurę w chaszczach pomiędzy cementownią a pofabrycznymi ruinami, mieszka razem z Azą około 150 osób z czego jedna trzecia to dzieci. Większość z nich nie ma szans na pozostanie w Polsce. Wiedzą o tym, ale jakoś muszą przecież żyć, więc uczą się języka, sumiennie posyłają dzieci do pobliskiej szkoły i próbują jakoś pilotować swoje sprawy migracyjne. Ceny biletów autobusowych skutecznie blokują mobilność uchodźczyń, za to na rowerach w 30 minut mogą dojechać do centrum. Żeby pomóc im w poruszaniu się po mieście, Fundacja Inna Przestrzeń z pomocą Michała Wolnego z Porozumienia Rowerowego oraz Rowerowni Syrena przeprowadziła warsztaty z jazdy na rowerze.

Droga prowadząca do ośrodka. Fot. Jakub Szafrański

Rowery niezbędne do przeprowadzenia szkolenia udało się zdobyć dzięki ogłoszeniu zbiórki na Facebooku. Wynik przerósł mocno oczekiwania, bo potrzebne było 6 rowerów, a zebrano ich 30, m.in. piękną różową holenderkę, którą przekazała Martyna z Lublina: – Każdy, kto wyjeżdżał szukać pracy za granicą, wie, jak ułatwia życie imigranta rower. Ten kupiłam kilka lat temu podczas mojego pierwszego wyjazdu do Belgii. Mam nadzieję, że teraz pomoże komuś tutaj – mówi.

Fot. Jakub Szafrański

Kilkanaście rowerów zostanie przy Księżnej Anny, reszta trafi do Białegostoku i Łukowa, gdzie planowane są podobne akcje. – mówi mi Aleksandra Gulińska z fundacji Inna Przestrzeń. – Tutaj i tak jest nieźle, bo jednak jesteśmy na terenie miasta, ale inne ośrodki w Polsce potrafią być położone w środku lasu, schowane przed wszystkimi i odbiera to jakiekolwiek możliwości aktywnego zajęcia się swoją sprawą.

W czwartek rowerzystki ćwiczyły przejazd przez skrzyżowanie przy ośrodku, poruszanie się po Targówku, wyjazd na miasto trasą Świętokrzyską oraz powrót przez Szmulki. Michał przyuczył do jazdy w ruchu ulicznym 16 kobiet. Niektóre nigdy wcześniej nie siedziały na rowerze. Część z nich jeszcze przed piknikiem oficjalnie kończącym warsztaty na własną rękę pojechała na warszawską Starówkę.

Fot. Jakub Szafrański

***

Między 2 do 6 lipca 2018 roku Fundacja Inna Przestrzeń (www.innaprzestrzen.pl) z pomocą Michała Wolnego z Porozumienia Rowerowego (lublinrowerem.pl) oraz Rowerowni Syrena (rowerowniasyrena.blogspot.com) przeprowadziła warsztaty z jazdy na rowerze dla mieszkanek ośrodka dla uchodźczyń na warszawskim Targówku. Akcja miała im pomóc w poruszaniu się po mieście, a tym samym zwiększyć ich szanse na podjęcie pracy, załatwienie kwestii administracyjnych czy innych codziennych spraw.

Bio

Jakub Szafrański

| Fotograf i publicysta Krytyki Politycznej
Pochodzi z Lublina, gdzie tworzył Klub Krytyki Politycznej. Pisze doktorat z filozofii na Uniwersytecie M. Curie-Skłodowskiej. Publicysta i fotograf. W 2010-2012 pracował w dziale dystrybucji Wydawnictwa KP. Współtworzył stronę internetową. Akademicki mistrz polski w kick-boxingu 2009, a także instruktor samoobrony. Pracował we Włoszech, Holandii i Anglii. Laureat Stypendium pamięci Konrada Pustoły.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.