Miasto

Ziółkowska: Chodzi o kierunek rozwoju miasta, nie o mikrogranty

W budżecie partycypacyjnym musi się znaleźć przestrzeń na rozmowę o polityce finansowej miasta.

Kilka tygodni temu poznaliśmy wyniki pierwszej edycji warszawskiego budżetu partycypacyjnego. Warszawa sięgnęła po to rozwiązanie po wielu innych miastach w Polsce i wprowadzała je dość pospiesznie. W Dzienniku Opinii oceniamy, co się udało, a co można zrobić lepiej – w ostatnich dniach publikowaliśmy głosy osób zaangażowanych w warszawskich budżet partycypacyjny: Joanny Erbel, Zbigniewa Modrzewskiego, Ewy Stokłuski i Marka Ślusarza oraz Ingeborgi Janikowskiej-Lipszyc, Roberta Buciaka, Marcina Gałązki i Joanny Tokarz-Haertig. Dziś komentarz Agnieszki Ziółkowskiej, a wkrótce rozmowa o realizacji BP w Polsce z Oktawiuszem Chrzanowskim z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

***

Tegoroczną edycję budżetu partycypacyjnego w Warszawie traktuję jako przymiarkę i pierwszy krok do prawdziwego współdecydowania przez mieszkańców o tym, na co wydatkowane są miejskie pieniądze.

Jako wstęp budżet okazał się sukcesem, bo uruchomił niesamowitą energię mieszkańców, którzy uwierzyli, że będą mogli mieć faktyczny wpływ na to, jak, wygląda ich miasto. Pozwolił też do pewnego stopnia przełamać nieufność i wzajemną podejrzliwość i doprowadził do prawdziwej (choć nie zawsze usłanej różami, jak to w życiu bywa) współpracy pomiędzy mieszkańcami, aktywistami, społecznikami, organizacjami i urzędnikami. To ogromna wartość i najważniejszy kapitał, którego nie wolno zmarnować.

Żeby tak się stało, w planowaniu kolejnej edycji BP na pewno trzeba zwiększyć pulę środków do rozdysponowania, usprawnić komunikację, zadbać o transparentność podejmowanych na różnych etapach procesu decyzji i skorygować pewne niedociągnięcia przy weryfikacji wniosków. Ale to nie wszystko. Z technicznego punktu widzenia największym problemem okazał się brak możliwości aktualizacji wniosków, które cieszyły się dużym poparciem (zajmując w głosowaniu np. drugie miejsce), ale z powodu ograniczonej liczby środków przeznaczonych na każdą dzielnicę nie mogłyby zostać zrealizowane w całości. W takich wypadkach, projekty te przepadały –  jak np. projekt zmiany organizacji ruchu na Mokotowie – mimo że mieszkańcy uznali je za ważne, a pozostałą do wykorzystania pulę środków uzupełniano projektami, które zdobyły mniejsze poparcie, ale okazały się tańsze. Brak możliwości aktualizacji wniosku pod kątem częściowej realizacji projektu wyłonionego w głosowaniu, która zmieściłaby się w dzielnicowym budżecie, przeczy idei budżetu obywatelskiego i nie pozwala uwzględnić potrzeb i rzeczywistej woli mieszkańców.

Zwycięskie projekty warszawskiego BP są podobne do tych z innych polskich miast, gdzie w różnych formach realizowana jest idea budżetu partycypacyjnego. Mieszkańcom leżą na sercu kwestie podstawowe, które determinują jakość życia w mieście, sfery zaniedbane, a leżące w kompetencjach miasta – naprawa i budowa chodników, oświetlenie parków, instalowanie dodatkowych koszy na śmieci etc.

Jednak ogromny sukces projektów pieszo-rowerowych wyraźnie dotyczy kwestii priorytetów polityki miejskiej i pokazuje kierunek, w jakim w odczuciu mieszkańców powinno się rozwijać miasto. Głosując w wielu dzielnicach na te projekty, mieszkańcy w pewien sposób wyprzedzili rozmowę o miejskich priorytetach, dla której nie było miejsca w tej edycji warszawskiego BP.

Z kolei ursynowski przykład ośrodka dla niepełnosprawnych, który zgarnął całą pulę przewidzianych dla dzielnicy środków, 3 mln zł (pomijam tutaj kontrowersje wokół zbierania podpisów na ten projekt), pokazuje, jakie są pułapki przeprowadzania BP tylko w dzielnicach. Może jest to potrzebna inwestycja, ale z powodu skali finansowania powinna być rozważana raczej na poziomie ogólnomiejskim. Przeprowadzenie BP wyłącznie w dzielnicach, nie na poziomie miasta, oraz brak dyskusji o miejskich priorytetach, spowodowały, że mieszkańcy skupili się na mniejszych potrzebach lokalnych społeczności – wynika to z logiki takiej a nie innej konstrukcji budżetu. Nie dziwi więc, że mieszkańcy i pomysłodawcy z Ursynowa, których projekty przepadły, mogą się czuć oszukani.

Jeśli strona urzędowa po przeanalizowaniu rezultatów pierwszej edycji warszawskiego BP naprawdę uwierzy, że mieszkańcy to świadomi obywatele, z którymi warto współpracować (bo dysponują wiedzą o potrzebach miasta, która może być niewidoczna z perspektywy urzędu) i pozwolić im na serio współdecydować o tym, na co są wydatkowane wspólne, miejskie pieniądze – to będzie to prawdziwy sukces tegorocznego budżetu partycypacyjnego.

Mówiąc o współdecydowaniu „na serio” o miejskich finansach w ramach BP, a zatem o kształcie Warszawy, mam na myśli odejście od obowiązującej dziś logiki licytacji potrzeb mieszkańców i dofinansowywania konkurujących ze sobą obywatelskich mikroprojektów w poszczególnych dzielnicach. Budżet partycypacyjny może i powinien być czymś więcej – narzędziem świadomego współdecydowania przez mieszkańców o wydatkach w skali ogólnomiejskiej, a zatem o kierunku rozwoju miasta. Bbrazylijski pierwowzór pokazuje, że mieszkańcy potrafią być solidarni z potrzebami mieszkańców z uboższych albo znajdujących się w gorszej sytuacji dzielnic i zdecydować się na inwestycje w tych rejonach, kosztem własnej okolicy, potrzebują do tego tylko dostatecznej informacji i szerszej perspektywy.

Budżet partycypacyjny powinien służyć do pogłębionej rozmowy o miejskich finansach, do deliberacji o potrzebach mieszkańców z różnych dzielnic na poziomie ogólnomiejskim, do poważnej dyskusji o priorytetach rozwojowych miasta i wreszcie umożliwić wspólne podjęcie decyzji o tym, na co powinno się wydawać pieniądze z miejskiej kasy. Dlatego w przyszłorocznym warszawskim budżecie partycypacyjnym musi się znaleźć przestrzeń na rozmowę o stanie finansów miasta: jego zadłużeniu, planach budżetowych oraz rozważanych inwestycjach.

Tylko jeśli mieszkańcy będą dysponować tego rodzaju wiedzą, prawdziwa rozmowa o miejskich priorytetach i podjęcie odpowiedzialnej decyzji o tym, jak ma wyglądać i rozwijać się Warszawa, będą możliwe.

Mam nadzieję i głęboko liczę, że w Warszawie znajdzie się wola polityczna, by zrobić ten następny krok i w ten sposób wykorzystane zostaną wszystkie możliwości, jakie daje budżet partycypacyjny. Z pożytkiem dla miasta i jego mieszkańców.

Czytaj także

o budżecie partycypacyjnym w Warszawie:

Budżet partycypacyjny w Warszawie – oceniamy pierwsze podejście

Budżet partycypacyjny nie powinien być konkursem piękności

Paulina Kropielnicka, Warszawski budżet partycypacyjny na półmetku
Joanna Erbel, Budżet partycypacyjny. Dlaczego warto się włączyć

Joanna Erbel, Budżet partycypacyjny. Teraz w Warszawie!

Joanna Erbel, Budżet partycypacyjny: jak to się robi w stolicy

o budżetach partycypacyjnych w innych miastach:

Borys Martela: Na początku stawiajcie na odważnych

Jacek Wezgraj, Budżet obywatelski w średnim mieście, czyli (nie)cała władza w ręce ludu

Adam Konopka, Budżet obywatelski w Gdańsku – trwa głosowanie

Mikołaj Pancewicz, Kaliski budżet niepartycypacyjny

Mikołaj Pancewicz, Zapytajcie ludzi, jakiego chcą miasta

Agnieszka Ziółkowska, Remedium na polskie budżety (nie)obywatelskie

Dawid Krawczyk, Partycypacja to nie konkurs grantowy

Dawid Krawczyk, Budżet obywatelski 2013 – edukacja urzędników i mieszkańców

Adam Konopka, Partycypacja przestała być utopią

Adam Konopka, Gdański budżet obywatelski – kolejny etap

Adam Konopka, Budżet coraz bardziej obywatelski

Marcin Gerwin, Sopot ma budżet obywatelski

Bio

Agnieszka Ziółkowska

| Aktywistka miejska
Ukończyła italianistykę oraz hispanistykę na poznańskim UAM-ie, obecnie studiuje w Kolegium Europejskim w Natolinie. Aktywiska miejska i działaczka społeczna związana ze Stowarzyszeniem My-Poznaniacy. Zaangażowana w kampanię przeciwko budowie osiedla kontenerowego w Poznaniu. Koordynatorka działań na rzecz powołania Okrągłego Stołu ds. Polityki Mieszkaniowej w Poznaniu. Jedna z inicjatorek i współorganizatorka I Kongresu Ruchów Miejskich. Członkini Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.