Warszawski miraż centralny

Felieton Agaty Diduszko-Zyglewskiej.

Kibicuję różnym ważnym i odważnym poczynaniom Jana Śpiewaka, ale pomysł Warszawskiego Parku Centralnego wydaje mi się zwyczajnie nietrafiony – pisze Agata Diduszko-Zyglewska.

Wizualizacja Warszawskiego Parku Centralnego uwodzi już na pierwszy rzut oka. Pod petycją w sprawie jego realizacji skierowaną do Rady Miasta przez Stowarzyszenie Wolne Miasto Warszawa podpisało się już ponad 23 tys. warszawianek i warszawiaków. Jednak pod bujną gęstwiną drzew co bardziej wnikliwi szczególarze dostrzegają detale, które stawiają ten projekt pod znakiem zapytania.

Zacznijmy od końca – najmniej istotny z tych detali dotyczy niespójności całej propozycji. Z jednej strony pomysłodawcy informują, że „koszt całego przedsięwzięcia zmieści się w mniej niż stu milionach złotych. Park można stworzyć w dwa lata. Koszty nasadzeń dużych dorosłych drzew pokryją prywatni fundatorzy i mieszkańcy Warszawy”, a z drugiej twierdzi, że „szczegółowy plan WPC powinien być efektem szerokich konsultacji i głębokich analiz społecznych, kulturowych, urbanistycznych i architektonicznych”.

Te dwa akapity nie stoją obok siebie, ale zestawienie ich pokazuje istotne sprzeczności propozycji WMW. Konkretny budżet tak poważnego projektu zwykle powstaje w efekcie wymienionych później analiz, a nie jest przyczynkiem do nich – skąd zatem wzięła się kwota niecałych stu milionów? Zmiana miejscowych planów zagospodarowania, tworzenie projektów przebudowy również podziemnych instalacji, późniejsza realizacja tych projektów, negocjacje z PKP, czyli właścicielem części terenu, wykup prywatnych działek rozrzuconych wokół Pałacu Kultury – raz, że to nie jest harmonogram prac na dwa lata, a dwa, że budżet takiego projektu zależy od bardzo wielu zmiennych.

Warszawski Park Centralny to piękna wizja zagospodarowania ścisłego centrum Warszawy! Szkoda tylko, że w tym kształcie…

Opublikowany przez Piotr Guział Niedziela, 4 lutego 2018

Co dalej? Nie przekonuje też opieranie planu zagospodarowania ścisłego centrum miasta na przewidywanej szczodrości prywatnych, nieokreślonych fundatorów i mieszkańców. W Polsce tradycja prywatnego mecenatu nad dobrem publicznym nie jest zbyt rozpowszechniona i póki co nie widać istotnych zmian w podejściu do tego zagadnienia.

Rozumiem, że w tej chwili Park Centralny to po prostu śmiała wizja i propozycja pewnego kierunku w myśleniu o mieście, dlatego nie musi być stuprocentowo precyzyjna, ale z drugiej strony, ponieważ ta wizja stała się już elementem walki przedwyborczej, to jej spójność i realizowalność nie powinny budzić wątpliwości.

Trzaskowski: Żona słoik, ojciec słoik – jak mógłbym mieć coś przeciw słoikom?

Wschód: czyli po co nam publiczne instytucje kultury lub fatum Placu Defilad

Pomysł pokrycia „miejską dżunglą” Placu Defilad brzmi jak następny odcinek serialu o fatum ciążącym nad tym miejscem od trzech dekad – bo przecież kolejne mniej lub bardziej udane projekty zagospodarowania tej pustej betonowej przestrzeni w Warszawie powstawały i upadały od początku lat dziewięćdziesiątych.

Pomysł, który obecnie jest w trakcie realizacji i w który miasto zainwestowało już co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych, zakłada powstanie tu dwóch nowoczesnych publicznych instytucji kultury, czyli siedzib Muzeum Sztuki Nowoczesnej i teatru TR Warszawa, a także umeblowanego miejskimi meblami i zielenią placu.

Po wielu perypetiach sfinalizowano projekty obydwu budynków i placu, przeniesiono podziemny kolektor ściekowy i kanał techniczny, którym biegną liczne w centrum kable i instalacje, wykupiono prywatne działki. MSN otrzymał już pozwolenie na budowę, a TR ma nadzieję na otrzymanie tego dokumentu w ciągu kilku miesięcy.

Volta w stronę „Parku Centralnego” i rezygnacja z realizacji tych rozpoczętych już projektów na tym etapie oznacza regres na wielu poziomach. Na podstawowym – to kilkadziesiąt milionów złotych z publicznej kasy, które trafią do śmietnika, a cały wyścig o zagospodarowanie w końcu Placu Defilad ponownie wróci na start. Na bardziej zaawansowanym zaś poziomie – stracimy kolejną szansę na odzyskanie miejskich funkcji tego terenu. Bo publiczne instytucje kultury – w przeciwieństwie do biurowców i miejskich dżungli – efektywnie pełnią funkcję socjotwórczą w przestrzeni publicznej. Żeby zobaczyć, jak to działa, wystarczy odwiedzić w dzień powszedni Nowy Teatr albo usiąść przed wejściem do Teatru Studio czy pod tymczasową siedzibą MSN nad Wisłą i przekonać się, jak istnienie tych miejsc wpływa na ich otoczenie. Otwarta instytucja kultury skutecznie przyciąga ludzi wszystkich pokoleń i, co kluczowe, nie są to tylko bywalcy muzeum czy teatru, ale także w dużej mierze przechodnie czy sąsiedzi, którzy chętnie i tłumnie korzystają z przyjaznej przestrzeni wspólnej.

Bardzo przekonująco brzmią dla mnie też słowa architekta Łukasza Stępnika z „Gazety Stołecznej”: „Ekologiczne miasto powinno być miastem zwartym, w którym do większości miejsc mieszkańcy mogą dotrzeć pieszo w ciągu kilkunastu minut. Wcielanie w życie modernistycznego ideału budynków luźno rozrzuconych w zieleni prowadzi do rozlewania się struktury urbanistycznej i uzależnienia ludzi od ruchu samochodowego. Wystarczy spojrzeć na to, jak gęsto zabudowana jest Kopenhaga, na którą tak często powołujemy się, myśląc o idealnym modelu zrównoważonego miasta. Centrum Warszawy powinno zapełnić się budynkami, które odciążą infrastrukturę, przywrócą tej przestrzeni istotne dla śródmieścia funkcje.[…] Nowy park od strony ul. Marszałkowskiej odizolowałby centrum od otoczenia, zmieniając Pałac Kultury w samotną, zapomnianą wyspę”.

Od dawna zajmuję się sprawami warszawskiej kultury, więc nie mam też wątpliwości co do tego, że nie tylko MSN potrzebuje tej siedziby, ale też Warszawa zwyczajnie potrzebuje porządnej, nowoczesnej sali teatralnej. W tej chwili takie sale mają chyba tylko Nowy Teatr i Roma (ta w dodatki nie znajduje się w miejskim budynku). Część stołecznych teatrów mieści się w budynkach dzierżawionych, a jakość scen pozostawia wiele do życzenia – piwniczna scena TR Warszawa jest przykładem emblematycznym. Teatry działające w trzecim sektorze są w jeszcze gorszej sytuacji bez względu na swój profesjonalizm, recepcję i popularność. Zajrzyjcie choćby do Komuny/Warszawa – infrastruktura na Lubelskiej bardziej przypomina scenografię do filmu katastroficznego.

Do Warszawy zjeżdżają też najlepsi artyści z całego kraju. Brakuje miejsc, w których mogliby rozwijać swoje talenty i pomysły, przy okazji podnosząc prestiż Warszawy (a prestiż to pieniądze – żeby przełożyć te dywagacje na język korzyści). Miejsca na plenerowe imprezy kulturalne także są w mieście towarem deficytowym – plac przy MSN i TR w sąsiedztwie Pałacu Kultury mógłby pełnić i tę funkcję.

Kiedy MSN jako publiczna instytucja kultury przegrał walkę o miejsce w centrum z polityką komercjalizacji i podległości interesom deweloperów, oburzenie społeczne wyszło daleko poza kręgi znawców sztuki współczesnej. Wydawało się, że zasadność istnienia tego rodzaju kulturotwórczej instytucji w dobrze skomunikowanym centralnym punkcie miasta nie podlegała dyskusji. Co się zmieniło od tego czasu?

Warszawska kultura jest wciąż nie do końca docenianym skarbem stolicy. Projekt Parku Centralnego w obecnym kształcie pokazuje, że kolejna grupa ludzi na serio zaangażowanych w myślenie o przyszłości miasta zwyczajnie nie docenia miastotwórczego potencjału kultury.

Południe i zachód: gęsty park przydworcowy? Serio?

Okolice dworca to w każdym mieście teren szczególnej troski i podwyższonego ryzyka. Dworzec żyje całą dobę i z oczywistych względów jaskrawiej wybrzmiewają tu także negatywne aspekty miasta związane z przemocą i przestępczością. Kiedy patrzę na wizualizację Warszawskiego Parku Centralnego, to mam poczucie, że południowa część „miejskiej dżungli” ma spore szanse stać się polem realizacji mniej pozytywnych konotacji, związanych z tym malowniczym określeniem.

Co jakiś czas wysiadam tu nocą z pociągu i jako mieszkanka północnych rubieży Powiśla sunę piechotą do domu na skos, z bliska witając się z Pałacem Kultury. Myśl o takim nocnym spacerze przez gęsty przydworcowy park nie brzmi zbyt zachęcająco, a przecież w Warszawie przez kilka miesięcy w roku robi się ciemno już w okolicach 16-18. Monitorowanie i zamknięcie parku na noc wzorem Nowego Jorku? Dla wielu podróżnych i dla pracowników okolicznych biurowców oznaczałoby to konieczność sporego nadkładania drogi i jeszcze bardziej odizolowało Pałac Kultury.

Ulica Dąbrowszczaków wraca na Pragę!

czytaj także

W tej sprawie oczywisty jest też aspekt genderowy – okrążać nocą park i nadkładać drogi będą szczególnie kobiety i dziewczynki. Ostatnie doniesienia celnie ilustrujące ten problem znajdziecie w „Gazecie Stołecznej” z 20 czerwca – 26-letni napastnik zaatakował w Ogrodzie Saskim i w Parku Świętokrzyskim cztery kobiety, a jedną z nich zgwałcił. Gęsty park, przez który musisz przejść codziennie w drodze do pracy lub szkoły, w praktyce nie brzmi tak fajnie jak w teorii.

Jeszcze inna sprawa to dodatkowe zadrzewianie tej okolicy, które łączy się z dwoma problemami technicznymi. Otóż w Polsce nie ma warstwowej własności ziemi, co oznacza, że tereny nad tunelem kolei średnicowej należą do PKP, a nie do miasta. Nie wiem, na ile stawianie dorosłych drzew nad takim tunelem jest realne bez solidnej inwestycji we wzmocnienie jego konstrukcji, ale wiem, że negocjacje z PKP w sprawie używania należących do spółki terenów nie należą do łatwych czy szybkich procesów.

Słoik kontra chłopiec z elity

Zresztą, o czym na pewno wiedzą twórcy pomysłu Parku Centralnego, nie dalej jak w kwietniu rozstrzygnięto konkurs miejski na tzw. zieloną aortę wokół Pałacu Kultury. Zwyciężył projekt firmy Pniewski Architekci, który zakłada utworzenie pomiędzy tzw. „patelnią” a Dworcem Centralnym kwietnej łąki z „morzem róż” przetykanych szlachetnymi gatunkami traw, małego sadu z drzewami owocowymi i sadzawki pomiędzy zabytkowymi pawilonami Dworca Śródmieście.

dworzec-centralny-projekt (1)
Wizualizacja Pniewski Architekci. Fot. Marlena Happach / Twitter.com

W projekcie zaplanowano też połączenie „patelni” z biegnącą wyżej aleją w sposób, który umożliwi poruszanie się tamtędy osobom z niepełnosprawnościami. Nie brzmi to źle, prawda? Czy pieniądze zainwestowane w ten konkurs także beztrosko wyrzucimy do śmietnika?

A z innej beczki, kiedy myślę o wizjonerskim projekcie dla tej części miasta, to chciałabym, żeby przede wszystkim zawierał taki plan pieszych – i najlepiej nie podziemnych – połączeń między metrem, koleją średnicową a Dworcem Centralnym. Żeby przeprawa wśród kwiatów lub drzew nie była katorgą dla osób z niepełnosprawnościami, seniorów czy po prostu mieszkańców bardziej oddalonych części miasta, którzy codziennie przesiadają się tutaj w drodze do pracy.

Północ: Park Świętokrzyski rzeczywiście warto zrewitalizować

Park Świętokrzyski już istnieje i jest prawdziwym reliktem poprzedniej epoki. Od kiedy w zgrzebnych latach osiemdziesiątych jako siedmiolatka regularnie przebiegałam przez niego pędząc na zajęcia do Pałacu Młodzieży, właściwie niewiele się zmieniło, choć wspaniałej metamorfozie uległa pobliska ulica Świętokrzyska.

I być może to właśnie ta część błoni Pałacu Kultury mogłaby stać się miejscem realizacji wizji naprawdę fajnego parku miejskiego. Projektując go warto uwzględnić istniejący już plan przeniesienia tutaj zabytkowego pawilonu „Emilki” i zbudowania strefy sportów miejskich, którą zaplanowano na wysokości stacji metra Świętokrzyska.

Przestańcie powtarzać, że miasto nie jest polityczne

Co z tym smogiem?

Wolne Miasto Warszawa przedstawia też Park Centralny jako remedium na warszawski smog. Problem w tym, że głównym powodem zatrucia powietrza w Warszawie nie jest zbyt małe zazielenienie miasta. Jak wiemy z portalu TravelBird, który opublikował tegoroczne wyniki rankingu Green Cities Index 2018, Warszawa jest na 12. miejscu wśród najbardziej zielonych miast świata. Wyprzedzamy pod tym względem Berlin i Helsinki, czyli miasta o wiele zdrowsze do oddychania niż stolica Polski!

Dziki kraj patrzy na reprywatyzację

Powodem gęstości warszawskiego smogu jest (oprócz palenia czym popadnie w tysiącach kominków i pieców) zgubna miłość mieszkańców stolicy do aut – ponad 700 osób na 1000 ma tutaj własny samochód. To dwa razy więcej niż w Berlinie! W dodatku liczba rośnie. Codziennie do miasta wjeżdża też pół miliona aut spod Warszawy, a ich właściciele nie reagują na propozycje przesiadki do komunikacji zbiorowej, choć parkowanie zajmuje im wiele stresujących minut. Jednak ceny parkowania w centrum są tak niskie – to absurd w skali europejskiej – że komunikacja publiczna nie zawsze może z nimi konkurować. Wielu warszawiakom wydaje się też, że wraz z autem kupują miejsce postojowe w dowolnym punkcie miasta, które jawi im się po prostu jako gigantyczny parking.

Sobota. Godzina ca. 12. Parking w pobliżu Muzeum Fryderyka Chopina. Tak. Ten samochód stoi na środku ulicy. Tak. Stał tam dosyć długo.

Opublikowany przez Mistrzowie Parkowania Warszawa Środa, 20 lipca 2016

Za te przekonania zmotoryzowanych płacimy zdrowiem wszyscy. I od dawna wiemy, jak można uzdrowić tę sytuację – te same rozwiązania sprawdziły się już w wielu europejskich miastach: zwężanie ulic w centrum, poszerzanie strefy ograniczonej prędkości jazdy, bezwzględne ograniczanie miejsc parkingowych w centrum, zamiana części ulic w deptaki, podnoszenie opłat za parkowanie, przepisy dające pierwszeństwo pieszym i rowerzystom, tania, niezawodna i nowoczesna komunikacja publiczna. I, owszem, zazielenianie miasta –  polegające m.in. na sadzeniu drzew i stawianiu donic z kwiatami pomiędzy chodnikami a jezdniami – takie estetyczne rozwiązanie uniemożliwia kierowcom zastawianie samochodami każdego chodnika w mieście i zniechęca ich do jeżdżenia wszędzie własnym autem. Sadzenie drzew chroni też przed samochodową inwazją na miejskie skwery i place.

Warszawa: Co dalej z centrum artystycznym na Podskarbińskiej?

Niestety, choć co roku z powodu zatrucia smogiem umiera w Polsce 45 tys. osób, a polscy kierowcy zabijają najwięcej osób na drogach spośród wszystkich europejskich kierowców, samorządowcy nie kwapią się, żeby wprowadzać powyższe rozwiązania. I myślę, że popełniają błąd. Pierwszy odważny lub odważna, która to zrobi, nie przegra kolejnych wyborów. Pamiętacie oburzone krzyki o tym, że zwężenie Świętokrzyskiej jest absolutnie niemożliwe? Czy ktoś teraz pragnie powrotu starej wersji tej ulicy? Nie słyszałam o zwolennikach takiego pomysłu.

A wracając do pomysłu Wolnego Miasta Warszawa – od dawna kibicuję różnym ważnym i odważnym poczynaniom Jana Śpiewaka, które zresztą nieraz opisywałam. Ale na tle sprawdzonych i naprawdę skutecznych rozwiązań dotyczących walki ze smogiem i nadmiarem aut w mieście, pomysł Warszawskiego Parku Centralnego wydaje mi się zwyczajnie nietrafiony.

Trzaskowski to kandydat nie na te czasy

Sierakowski: Nie Trzaskowski, to Jaki?

Bio

Agata Diduszko-Zyglewska

| Publicystka Krytyki Politycznej
Dziennikarka, animatorka kultury, aktywistka miejska; współautorka dokumentu „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020”; absolwentka Instytutu Anglistyki UW oraz Akademii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach; studiowała też w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz Instytucie Sztuki PAN.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.