Miasto

Pływak w maratonie

czarzasty-celinski-cimoszewicz

Andrzej Celiński może reprezentować bardzo wiele rzeczy, ale na pewno nie zmianę w polityce. Czy stawiając na niego, SLD popełniło błąd?

Znamy kolejnego kandydata na urząd prezydenta stolicy. SLD wystawiło Andrzeja Celińskiego – działacza opozycji demokratycznej, parlamentarzystę, przez krótki czas ministra kultury. Mamy więc kolejny grzyb w lewicowym barszczu – Celiński o poparcie dość podobnego elektoratu walczyć będzie z kandydatem (lub kandydatką) Porozumienia Warszawskiego (Razem, Inicjatywa Polska, Zieloni, Wolne Miasto Warszawa) oraz – o ile zdołają zarejestrować listy – Piotrem Ikonowiczem lub/i kimś z ruchów miejskich skupionych wokół Miasto Jest Nasze.

To się musiało tak skończyć

Rozdrabnia to głosy lewicowego elektoratu i zmniejsza szanse na wejście jakiegokolwiek lewicowego kandydata do drugiej tury. Można oczywiście załamywać ręce, że wbrew żądaniom części wyborców lewica na pewno nie zjednoczy się na te wybory. Od jakiegoś już czasu było jednak oczywiste, że o wspólnym bloku od Czarzastego do Ikonowicza nie ma co marzyć.

Siły skupione w PW – może poza Inicjatywą Polską – w ogóle nie traktują Sojuszu jako partnera do zmiany polityki w Warszawie. Partia Czarzastego jest dla nich częścią rządzącego stolicą od 12 lat układu, niezdolną i niechętną, by cokolwiek w mieście zmieniać. „Nigdy wspólnie z SLD” wciąż stanowi niepodlegającą negocjacji część tożsamości Razem, kluczową dla politycznych autoidentyfikacji jej aktywu. Nieważne, ile tekstów przekonujących, że z Czarzastym – jaki by nie był – dogadać się warto, że potrzebny jest duży blok po lewej stronie, pojawiłoby się na tych i innych łamach – Razem to nie przekona. Negocjacje z SLD wymusić może dopiero jakaś katastrofa – np. całkowita klęska projektu Zandberga w wyborach samorządowych.

Do partii Razem: Podajcie łapę Czarzastemu

Jeśli kandydatem Porozumienia okaże się ostatecznie Śpiewak, to także dla niego SLD nie byłoby możliwym do zaakceptowania sojusznikiem. PW ze Śpiewakiem jako kandydatem będzie prowadzić silnie antyestablishmentową, trochę populistyczną – w dobrym sensie tego słowa – kampanię, wzywającą do osuszenia warszawskiego bagna i rozbicia rządzącego stolicą układu. SLD, nawet gdyby przyjęło taki język, w ogóle nie byłoby w nim wiarygodne.

Z kolei rosnący w siłę w sondażach Sojusz też nie ma – wbrew deklaracjom Czarzastego – wielkiego interesu w tym, by układać się z mniejszymi organizacjami na lewicy. Jeśli warszawskiej liście SLD i jego satelitów uda się przekroczyć efektywny próg wyborczy w stolicy, a PW nie, to dla wyborców będzie to jasny sygnał: tylko lista z logo SLD gwarantuje niezmarnowanie lewicowego głosu, reszta to mrzonki. To właśnie klub radnych w radzie miasta oraz zablokowanie PW są prawdziwymi celami SLD w stolicy – działacze partii dobrze wiedzą, że jej szanse na walkę o prezydenturę są bliskie zeru.

Czarzasty: Oddam połowę jedynek w kraju za koalicję z Razem

W tym kontekście zrozumiałe jest też, dlatego SLD nie poprze Trzaskowskiego – choć trudno będzie wskazać istotne różnice programowe między nim a Celińskim. Przy zaskakująco wysokim poparciu w sondażach Sojusz ma szansę walczyć o swój byt w polityce jako samodzielny podmiot, nie jako słabszy partner w zdominowanej przez Platformę antypisowskiej koalicji. Nie można mieć do partii Czarzastego pretensji, że stara się tę szansę wykorzystać.

Kandydat nie na tę kampanię

Jakie szanse listy SLD mają na to, by wyprzedzić te PW? Z pewnością SLD jest dziś sondażowo mocniejszą partią niż Razem, o Zielonych nie wspominając. W stolicy głosy mogą się jednak ułożyć inaczej. W Warszawie ruchy miejskie, Razem, a nawet Zieloni mają swój elektorat, do którego Sojuszowi bardzo trudno dotrzeć. Wybory w stolicy będą też przede wszystkim wyborami prezydenckimi, rozstrzygnie je pojedynek liderów.

A tu SLD nie ma mocnej karty w ręku. Andrzej Celiński – przy wszystkich jego zasługach – nie ma osobowości charyzmatycznego lidera, gotowego pociągnąć cały swój blok i narzucić opinii publicznej wygodne dla siebie tematy dyskusji. Naturalnym środowiskiem Celińskiego jest raczej polityka parlamentarna – i to z czasów, gdy politycznego rytmu dnia nie wyznaczał internet, ale co najwyżej telewizje całodobowe. Wystawiając Celińskiego, Sojusz zachowuje się jak trener, który w maratonie wystawia sportowca, na co dzień zajmującego się pływaniem. Niezależnie od tego, jak świetnie radziłby sobie w wodzie – w biegu na 40 km raczej nie będzie faworytem.

Nawet przy wszystkich aż nadto widocznych słabościach kampanii Trzaskowskiego, wydaje się, że instynktownie lepiej rozumie on mechanizmy współczesnej polityki niż Celiński. Być może jeszcze lepiej rozumie je Patryk Jaki – jakkolwiek przerażająca może nam się wydawać kariera tego polityka, trzeba przyznać mu niezwykły populistyczny słuch i rzadko spotykaną determinację w walce o swoje. Te cechy posiada także Jan Śpiewak. Jeśli PW nie zrobi głupoty i nie postawi na kogoś innego, to walka o stołeczny ratusz może zmienić się w koncert trzech tenorów – Trzaskowskiego, Jakiego i Śpiewaka.

Słoik kontra chłopiec z elity

Głos Celińskiego łatwo może zginąć w ich chórze. Nawet gdyby kandydat SLD nauczył się do rozpoczęcia właściwej kampanii języka współczesnej polityki, to na jego niekorzyść pracuje jeszcze jedna rzecz. We współczesnej polityce w cenie wydaje się jedno – zmiana. Jaki i Śpiewak są kandydatami zmiany politycznej i pokoleniowej. Także Trzaskowski wyraźnie stara się przedstawić jako głos nowego pokolenia w PO, mającego zasadniczo odmienny pomysł na miasto niż ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Trzaskowski: Żona słoik, ojciec słoik – jak mógłbym mieć coś przeciw słoikom?

Andrzej Celiński może reprezentować bardzo wiele rzeczy, ale na pewno nie zmianę w polityce. Nie tylko ze względu na całą jego historię obecności w parlamentach dwóch pierwszych dekad wolnej Polski. Publiczne wypowiedzi kandydata z ostatnich miesięcy skupiały się głównie na obronie „tego, co było”, zanim PiS przejął władzę w 2015 roku. Jeśli jego ton się nie zmieni, konkurentom Celińskiego łatwo będzie przedstawić go jako dinozaura starej polityki, który przegapił to, że mezozoik się skończył i nadeszła w końcu era ssaków. Co może zaskakująco – wobec sondażowych wyników partii – pociągnąć Sojusz na dno w Warszawie. Celiński nie jest kandydatem na te czasy i stawiając na niego SLD najpewniej popełniło błąd.

Czas kalkulacji

Niezależnie od tego, jak słaby wynik zrobi SLD, komuś zabierze poparcie. Z Celińskim na czele Sojusz może od początku zrazić do siebie wielu wyborców wahających się między PW a SLD. Może za to zabrać trochę głosów Trzaskowskiemu i PO.

Co to wszystko oznacza dla lewicowych wyborców? Że wybory w Warszawie to znów czas kalkulacji. Dwie tury wyborów prezydenckich dają pewien komfort głosowania po prostu na najbliższego nam kandydata w pierwszej (choć i tu wielu będzie się zastanawiać, czy jest sens marnować głos na kogoś o poparciu Ikonowicza), to wybory do rada miasta już nie. Tu wielu będzie głosować na najbliższą im siłę zdolną przekroczyć wysoki efektywny próg wyborczy. Sojusz liczy, że koniec końców lewicowy wyborca uzna, że lepiej, by w stolicy był klub radnych SLD niż żaden jakkolwiek związany z lewicą. Za kilka miesięcy przekonamy się, co wyjdzie z tych kalkulacji.

Lekcje z Opola dla Warszawy: Jaki to cynik

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.