Miasto

Gniezno: „Trzecia zmiana” po transformacji

W Filii nr 2 Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna można oglądać wystawę Władysława Nielipińskiego.

Dziś po 25 latach od przemian ustrojowych w Polsce okazuje się, że ich skutki są coraz bardziej ponure. Co się stało, że Polacy z dużych i małych miast zachłyśnięci niegdyś kapitalizmem w neoliberalnym wydaniu, a do tego bezrefleksyjną konsumpcją, wywołują duchy pracy i życie z PRL-u?

W Filii nr 2 Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna do poniedziałku 20 sierpnia można oglądać niecodzienną wystawę Władysława Nielipińskiego Trzecia zmiana, która jest fotograficznym wspomnieniem Wielkopolskich Zakładów Obuwniczych „Polania” – fabryki, która w 2002 roku zakończyła ostatecznie produkcję, a w szczytowym okresie zatrudniała 4500 osób, głównie kobiet i wysyłała miliony butów do Związku Radzieckiego. Poza tym będąc największym pracodawcą w okresie Polski Ludowej w Gnieźnie, nie tylko więc zapewniała byt wielu rodzinom, ale też sprawiła, że gród Lecha był kojarzony z lekkim przemysłem.

Co ciekawe, nie jest to pierwszy taki pomysł by wywołać „ducha dawnej pracy”, bo prawie rok temu na gnieźnieńskim rynku stanęła ekspozycja Duchy transformacji – praca  zorganizowana przez Klub Krytyki Politycznej, której tematem stało się sześć rodzimych fabryk, w tym „Polania”. Zakłady pokazane na archiwalnych fotografiach w czasach swojej świetności oraz na współczesnych często w fazie upadku poruszyły wówczas gnieźnian. Jednak czy dla Władysława Nielipińskiego wspartego w swych działaniach przez Bogusława Biegowskiego zeszłoroczne „Duchy transformacji stały się impulsem, by sięgnąć do własnego archiwum? Trudno jednoznacznie stwierdzić.

Wernisaż wystawy Władysława Nielipińskiego Trzecia zmiana zgromadził całkiem sporo odbiorców, fot. Przemysław Degórski
Wernisaż wystawy Władysława Nielipińskiego Trzecia zmiana zgromadził całkiem sporo odbiorców, fot. Przemysław Degórski

Fabryczny porządek przed zagładą

Niemniej jednak w zamyśle stworzenia wystawy Trzecia zmiana pojawił się ten sam krytyczny stosunek do obecnego systemu, który można odnaleźć w specjalnie wydanym z tej okazji albumie. Wspomniany Bogusław Biegowski pisze tam: „Fotograf Władysław Nielipiński, jakby w przeczuciu nadciągającej zagłady, podjął się zadania niewykonalnego, powstrzymania tego co nieuchronne. Drobiazgowo i rzetelnie zarejestrował porządek fabrycznego mikrokosmosu. Od procesów technologicznych po psychologiczną głębię robotniczych portretów. Jak się wkrótce okazało fotograficzne zaklęcia nie powstrzymały praw neoliberalnej ekonomii. Nic nie pozostało po wielkim zakładzie zatrudniającym kilka tysięcy pracowników. Tylko fotografie. Bolesne ślady. Stygmaty.” Nie ma więc w tym, jak i całej publikacji, nawet próby usprawiedliwiania tych wolnorynkowych przekształceń, co pewnie byłoby nie do pomyślenia w latach 90.

Można cieszyć się, że bezkrytyczne spojrzenie na obecny ustrój minęło, choć z drugiej strony jedynym oskarżeniem kapitalizmu pozostaje tu tylko nostalgia za przeszłością.

Z wielkoformatowych fotografii Nielipińskiego spoglądają na nas pracownicy i pracownice dawnej „Polanii” zatrzymani w kadrze podczas rutynowych zajęć lub w przerwie na papierosa. Wszystko oczywiście utrzymane w czarno-białym klimacie świata, którego już nie ma. Czasów, kiedy praca, mimo że nie dawała wielkich profitów i kariery, była stabilna i godna. Inaczej niż dzisiaj, gdy przemysł w większości został przeniesiony do krajów Trzeciego Świata, a 27 procent polskich pracowników zatrudnionych jest na tzw. umowach śmieciowych, które nie gwarantują pewnego jutra.

Władysław Nielipiński (pierwszy z prawej) dzięki ekspozycji, która nie jest serią „ładnych obrazków”, skłania swoich odbiorców do głębszych przemyśleń. Fot. Przemysław Degórski
Władysław Nielipiński (pierwszy z prawej) dzięki ekspozycji, która nie jest serią „ładnych obrazków”, skłania swoich odbiorców do głębszych przemyśleń. Fot. Przemysław Degórski

Normalne życie także kulturalne

Jednak prócz refleksji dotyczących pracy i jej wartości, tym co wyłania się z ekspozycji, a raczej towarzyszącej jej publikacji jest też… zwyczajne życie. Ot fakt, że Polska Rzeczpospolita Ludowa, to nie był tylko reżim, UB czy szara rzeczywistość, lecz również dla większości normalne życie, czasem nawet całkiem barwne. Bo przecież w tym czasie ludzie również kochali, cierpieli, zakładali rodziny, mieli prywatne problemy, czy w końcu wyjeżdżali na wakacje, robili imprezy i tworzyli kulturę.

Tutaj też, co ciekawe, sam autor wystawy zwrócił uwagę, że w Gnieźnie wyolbrzymia się rolę okresu pierwszych Piastów, a zapomina o czasach nam bliższych z XX wieku i fakcie, że Gniezno budowali przede wszystkim zwykli ludzie.

Dalej, obecny na wernisażu wiceprezydent Michał Powałowski mówił m.in. o podróży sentymentalnej do lat 70. i 80., ale chyba ważniejsze jest, by z tej „wyprawy do wspomnień” wynieść konkretną naukę lub chociaż zrozumieć niektóre zależności. W końcu to w tych dobrych dla fabryki czasach powstał Zakładowy Dom Kultury „Polania”, ale też Dom Socjalny, gdzie znajdowała się stołówka, sala kinowa i dyskoteka oraz pracownie: plastyczna, modelarska i fotograficzna czy biblioteka i kawiarnia. Jest to więc niezbity dowód, że kultura wtedy miała się dobrze i co ważne, działała systemowo, czyli na co dzień, niedaleko miejsca pracy i w publicznych instytucjach. Dzięki temu też pozwalała wychować stałych odbiorców w przeciwieństwie do dzisiejszych widzów dużych festiwali, którzy na co dzień niekoniecznie uczestniczą w innych wydarzeniach, nie mówiąc już o twórczym i krytycznym ich tworzeniu. Choć to oczywiście nie znaczy, że kiedyś było lepiej, a teraz jest źle, lecz bardziej iż logika kapitalistycznego zysku nie może być automatyczną receptą na wszystko.

Mniej artyzmu więcej aktywizmu

Jednak co ciekawe, z przywołanego albumu jako remedium na kryzysy w kulturze i kultury, autorzy zalecają… powrót do przeszłości, ale nie PRL-u, lecz starych praktyk fotograficznych. Bogusław Biegowski wskazuje tu oczywiście na fotografię analogową, która w dobie cyfrowych aparatów i komputerowych programów do graficznej obróbki pozwalających uzyskać tysiące „idealnych” zdjęć – zdaje się najbardziej wartościowa i autentyczna. Głosząc przy tej okazji wyjątkowość i organiczność analogowych obrazów, nie można zapominać o ich treści. Ta ostatnia bowiem obecnie zbyt często bywa „słodkim, estetycznym przekazem”, który jak ognia boi się wszelkiego zaangażowania i tego, co niewygodne. Szczególnie w niedużym mieście jak Gniezno, gdzie wszyscy się znają, a kultura, owszem bywa doceniana, lecz taka, która nie stawia trudnych pytań. Choć Trzecia zmiana podobnie jak Duchy transformacji wreszcie takie pytania zadaje i przywraca to, co nie było złe w poprzednim ustroju oraz pyta o życie, godność pracy i kształt kultury w rzekomo „lepszych czasach”.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika „Przemiany Na szlaku Piastowskim”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.