Miasto

Dobrzeń głodował po raz drugi

Głodowka-dobrzen-wielki-opole

Przeciwnicy powiększenia Opola kosztem gminy Dobrzeń Wielki wznowili przerwany w połowie stycznia strajk głodowy. W miniony piątek do uczestników protestu przyjechali biskup opolski Andrzej Czaja i wojewoda Adrian Czubak. Protestujący mieli usłyszeć obietnicę spotkania z ministrem spraw wewnętrznych Mariuszem Błaszczakiem oraz kontynuowania negocjacji. Czy można prowadzić protest głodowy dwa razy w tej samej sprawie? Można, jeśli mieszka się w Dobrzeniu Wielkim.

#KPSHORTS: Zobacz, dlaczego Dobrzeń Wielki głoduje

26 grudnia 2016 r., godziny wieczorne. Gminny Ośrodek Kultury w Dobrzeniu Wielkim, 16 km od Opola. Wraz z końcem świątecznego koncertu kolęd grupa sześciu mieszkańców rozpoczyna protest głodowy przeciwko włączeniu od 1 stycznia części sołectw do stolicy województwa opolskiego. Po 13 miesiącach demonstrowania w upale, na mrozie, w ulewie i w błocie, po blokowaniu dróg, pokonywaniu setek kilometrów, niezliczonych petycjach i okupowaniu biur poselskich, został już tylko protest głodowy. Wraz z upływem kolejnych dni do strajku głodowego dołączały nowe osoby. Głodówkę skończyliśmy 11 stycznia. Prawie 400 godzin odmawiania posiłków i zaangażowanie mediatorki Anety Gibek-Wiśniewskiej przyniosły pisemne zapewnienie, że minister Błaszczak spotka się z delegacją głodujących i zostaną podjęte rozmowy. Ich wynik – dwa samorządy wracają na lokalny grunt i próbują wypracować kompromis, który ministerstwo zaakceptuje. Wraz z końcem rozmów gasną flesze ogólnopolskich kamer.

Odbyte mediacje są wątkiem złożonym. Dla jednych stanowiły nadzieję, dla innych były tylko pretekstem do zakończenia głodówki, jeszcze inni z kolei wypatrywali w nich narzędzia do uciszenia wciąż bardzo aktywnych mieszkańców poprzez tzw. ciszę mediacyjną. Mediatorka Aneta Gibek-Wiśniewska dała stronom czas do końca lutego na wypracowanie porozumienia. Ze spotkania na spotkanie okazywało się, że ten czas się wydłuża – a wraz z nim cisza, w trakcie której strony miały wstrzymać się od komentowania mediacji i nie ujawniać ich treści. W międzyczasie strona Opola wystąpiła z wnioskiem do ministerstwa o nieodpłatne przejęcie gminnego mienia (podczas gdy to mienie było przedmiotem mediacji), strona Dobrzenia z kolei zorganizowała 19 lutego, po miesięcznej przerwie, siódmą „miesięcznicę pogrzebania demokracji na Opolszczyźnie” (cykliczne demonstracje 19. dnia każdego miesiąca w proteście przeciwko podpisaniu przez rząd rozporządzenia 19 lipca).

Ludzie głodują, władza milczy

Dobrzeń Wielki przystąpił do mediacji z jedną, konkretną propozycją: w ramach ustępstwa dochodowa elektrownia niech pozostanie na terenie Opola, połączona z miastem rozbudowywaną właśnie obwodnicą. W zmian wszystkie anektowane sołectwa miałyby wrócić do gminy. Oferta ta stanowiła wyraz motywów, jakimi od kilkunastu miesięcy kierują się protestujący: pieniądze mają charakter drugorzędny, najważniejsza jest integralność gminy, tożsamość i wspólnota, jaką tworzą mieszkańcy. Zrozumienie tej kwestii stanowi klucz do licznych wątków opowieści o powiększeniu Opola. Miasto wielokrotnie oferowało przekazanie dotacji dla okrojonej części Dobrzenia Wielkiego, by ten mógł dopiąć budżet i, mówiąc wprost, zamknąć placówki publiczne za 2–3 lata, a nie w tym roku. Dla Opola rozmowy sprowadzały się jedynie do ofert finansowych.

Sposób, w jaki zakończyły się odbywające się za zamkniętymi drzwiami mediacje budzi silną frustrację strony dobrzeńskiej. Na ostatnim spotkaniu, na którym nieobecny był prezydent Arkadiusz Wiśniewski, propozycja „elektrownia wasza, ludzie nasi” dostała zielone światło ze strony miasta. Na osobnym spotkaniu pomiędzy prezydentem a wójtem Henrykiem Wróblem ze strony Arkadiusza Wiśniewskiego, prezydenta Opola, padła oferta zmiany granic, która zakładała pozostawienie w mieście nie tylko elektrowni, ale również sołectw Czarnowąsy i Krzanowice. Wówczas padło słowo „sprawdzam”: w tych dwóch wsiach miały się odbyć referenda, w których mieszkanki i mieszkańcy wypowiedzieliby się, czy chcą pozostać w mieście, czy wrócić do gminy. 15 marca mediatorka ogłosiła, że zostało ustanowione porozumienie (nie zdradzając jego treści), z którym udaje się do MSWiA. Spotkanie w Warszawie zaplanowane było na 24 marca.

Dwie godziny po tym komunikacie o porozumieniu rzeczniczka prasowa opolskiego ratusza wysłała oświadczenie, które wprawiło w zdumienie samą mediatorkę: żadne porozumienie nie zostało osiągnięte, a rozmowy nigdy nie dotyczyły zmiany granic, lecz jedynie kwestii finansowych. 19 marca władze Opola bez poinformowania mediatorki zakomunikowały przez media zerwanie rozmów ze względu na udział grupy mediacyjnej w tzw. „Marszu Samorządności” (i złamanie sławetnej ciszy mediacyjnej). Rozpoczęło się lansowanie „wieloletniej pomocy finansowej” i „otwarcia na dialog”, ale tylko o pieniądzach i tylko z wójtem. Miasto do dziś wypiera się, że zaakceptowało w trakcie mediacji propozycję zmiany granic. Problem polega na tym, że mediatorkę obowiązuje klauzula poufności. I choć strona Dobrzenia zwolniła ją z tej klauzuli, władze Opola się do tego nie kwapią.

Tymczasem okazało się, że Prawo i Sprawiedliwość planuje poszerzenie Warszawy o ponad 30 gmin. Mieszkanki i mieszkańcy Dobrzenia Wielkiego informację tę przyjęli z bezradnym uśmiechem na ustach: poseł Sasin obiecujący autobusy miejskie, 94 procent przeciwko przyłączeniu Legionowa, wzniosłe słowa o samorządności na wiecach pod Pałacem Prezydenckim… Choć obie sytuacje różnią się w szczegółach, to trudno, by Dobrzeń Wielki nie czuł tu się poligonem doświadczalnym. Rozgłos wokół Warszawy jest dla niego nadzieją, lecz jednocześnie smutnym świadectwem przepaści w dostępie do narzędzi walki: gminy pod Warszawą, które nie zrobiły jeszcze nic, błyskawicznie zyskały większe zainteresowanie od małej gminy pod Opolem, która od 17 miesięcy walczy na wszystkie możliwe sposoby, a zdeterminowani ludzie odmawiali sobie posiłków w sumie przez ponad 630 godzin.

W tych okolicznościach rozpoczął się w Dobrzeniu Wielkim drugi protest głodowy (a formalnie: odwieszony został poprzedni). 4 kwietnia przystąpiły do niego trzy osoby, po pięciu dniach dołączyła czwarta. Tym razem przy znacznie mniejszym zainteresowaniu mediów oraz przy mniej licznym wsparciu zmęczonych mieszkanek i mieszkańców, protestujący domagali się rozmowy z ministerstwem o wstępnie przyjętej propozycji podczas mediacji. Zapytany o protest Patryk Jaki, „ojciec pomysłu powiększenia Opola”, odpowiedział, że jest on całkowicie polityczny, bo „prowadzi go dwóch polityków mniejszości niemieckiej i jeden polityk partii lewicowej”. Do polityków mniejszości niemieckiej wiceminister sprawiedliwości zaliczył więc prawdopodobnie Józka, szeregowego mieszkańca Czarnowąsów niezapisanego do mniejszości, oraz Krysię, szeregową mieszkankę Dobrzenia Małego pochodzącą z województwa łódzkiego.

Mniej efektowny niż pierwszy, drugi protest głodowy zakończył się 14 kwietnia, po 236 godzinach. Głodujących odwiedził wojewoda opolski Adrian Czubak (jedna z mroczniejszych postaci w Dobrzeniu Wielkim). Zamknięci w salce muzycznej na pierwszym piętrze Gminnego Ośrodka Kultury mieszkańcy wylali łzy: po prostu chcą, by było jak dawniej. Po tej wizycie i zaangażowaniu biskupa Andrzeja Czai, do ministerstwa na rozmowy w celu „zakończenia konfliktu” udadzą się prezydent Opola i przewodniczący Rady Miejskiej oraz wójt Dobrzenia Wielkiego i przewodniczący Rady Gminy. Ratusz zdążył już wystosować komentarz, w którym twierdzi, że tak jak o żadnej korekcie granic nie było mowy do tej pory, tak ta forma porozumienia również tym razem nie wchodzi w grę. Władze Opola zobowiązują się do przekazania gminie 21 mln złotych na okres trzech lat. Przedmiotem rozmów będą kwestie finansowe. Nadzieje na powrót do gminy Czarnowąsów, Borek, Świerkli, Krzanowic oraz części Dobrzenia Małego i Brzezia w wyniku wizyty w Warszawie pozostają niewielkie.

Nie dla dużego Opola
Fot. Nie dla dużego Opola

Wydaje się naturalne, że po czterech miesiącach od przyłączenia do miasta, kiedy do odległych sołectw dojeżdżają autobusy miejskie, a władze Opola organizują mnóstwo pokazówek na przyłączonych terenach, mieszkanki i mieszkańcy są wyczerpani kilkunastomiesięczną walką. Trudno się dziwić, że dla wielu z nich powrót do gminy Dobrzeń Wielki z nadziei przeobraził się w odległe marzenie. Trzon organizacyjny jest jednak gotowy na długi marsz. A z nim wciąż pozostaje duża grupa mieszkanek i mieszkańców. W ostatnich konsultacjach społecznych w okrojonej gminie za powrotem utraconych sołectw opowiedziało się 96,5 procent przy frekwencji niecałych 30% (o ponad połowę mniej niż w konsultacjach sprzed roku, lecz wciąż więcej niż w wyborach samorządowych).

Czy ktoś uwierzy, że w skali gminy może się toczyć wojna o niepodległość? Czy fakt, że chodzi o jakiś Dobrzeń Wielki pod Opolem wywołuje tłumione politowanie? Tym jednak w istocie jest dziś walka Dobrzenia, pozbawiona dotąd przemocy fizycznej. Wojna ta przeradza się w fazę, która jest równie naturalna jak zmęczenie i utrata nadziei: fazę, w której wokół aktywu zgromadzeni są najbardziej zdeterminowani mieszkańcy, gotowi walczyć przez cały czas do momentu zaistnienia lepszych okoliczności zewnętrznych. Wtedy to ci, którzy utracili nadzieję, na nowo się zaktywizują. Walka o powrót utraconych sołectw trwa i zapowiada się, że potrwa jeszcze kilka lat.

„Każda z głodujących osób straciła już między 5 a 6 kilogramów”

**
Michał Pytlik – rzecznik i członek zarządu opolskiej Partii Razem, doktorant nauk o polityce, zaangażowany w obronę gminy Dobrzeń Wielki uczestnik dwóch protestów głodowych.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

I dobrzeń im tak...

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!