Miasto

Bendyk: Opole, wolność i miejska samowola

Prezydent Opola, wypowiadając umowę TVP, przerwał gorszący spektakl wokół festiwalu.

Prezydent Opola, wypowiadając umowę TVP, przerwał gorszący spektakl wokół festiwalu. Nie pierwszy to już raz, gdy miasta siłą swojej autonomii przeciwstawiają się chorym inicjatywom płynącym z decyzyjnego centrum państwa. To cieszy. Ale rewersem miejskiej wolności jest samowola, której przykład dał z kolei prezydent Olsztyna, zwalniając dyrektorkę Miejskiego Ośrodka Kultury.

O Opolu mówi się ostatnio dużo, więc nie będę powtarzał znanych argumentów. Można tylko stwierdzić, że ustrój Polski zapewniający dużą autonomię samorządowi lokalnemu sprawdza się, zwłaszcza w sytuacji gdy czynnikiem destabilizującym podstawy ustrojowe i ład konstytucyjny jest samo państwo i jego polityczne centrum.

„Dobra zmiana” i samorządowcy z PO wspólnie niszczą progresywny teatr

Prezydent Poznania broniący powagi Czerwca’56 przed ceremoniałem wojskowym narzuconym przez Antoniego Macierewicza, prezydentka Warszawy broniąca wolności artystycznej przez cenzorskimi zapędami ministra kultury (mowa rzecz jasna o Klątwie w Teatrze Powszechnym), inicjatywy wielu samorządów w sprawach imigrantów wbrew ksenofobii podsycanej przez ministra spraw wewnętrznych…

Jak to jednak stwierdził kiedyś Donald Rumsfeld, komentując bałagan, jaki powstał po „wyzwoleniu” Iraku przez siły koalicji z USA na czele: Freedom’s untidy. Dlatego też niestety w cieniu samorządowej autonomii dzieją się rzeczy złe, będące wyrazem nie tyle wolności, ile samowoli.

W cieniu samorządowej autonomii dzieją się rzeczy złe, będące wyrazem nie tyle wolności, ile samowoli.

Doskonałym przykładem jest sprawa z Olsztyna. W piątek, 19 maja, nastąpił przełom, prezydent Piotr Grzymowicz odwołał ze stanowiska dyrektorki Miejskiego Ośrodka Kultury Agnieszkę Kołodyńską. Nie czekał na sądowe potwierdzenie zarzutów (a tylko sąd może to uczynić, jak stwierdziła powołana przez prezydenta komisja), jakimi posłużył się w uzasadnieniu, nie wziął pod uwagę bardzo dobrych opinii o realizowanym w MOK programie, nie zatrzymały go w końcu liczne wątpliwości formalne.

Zwolnił, bo chciał – nie patrząc na gwarantowaną ustawowo autonomię instytucji kultury i jej dyrektora. Sprawa więc na pewno jeszcze się nie zakończy, czas teraz na sądy. Warto się jej przyglądać, mimo że nie jest tak spektakularna jak skandal wokół festiwalu opolskiego. Dlaczego? Doskonale wyjaśnia to Marcin Jasiński, dyrektor Bemowskiego Centrum Kultury:

„Decyzja Prezydenta Olsztyna o odwołaniu Agnieszki Kołodyńskiej ze stanowiska Dyrektor MOK i okoliczności jej podjęcia są niezwykle bulwersujące. Sprawa ta, z pozoru lokalna, wykracza poza swój terytorialny kontekst i wpisuje się w szereg podobnych zdarzeń, w których organizatorzy instytucji kultury niewłaściwie interpretują i rozumieją swoją rolę. Jednak tym razem mamy do czynienia nie tylko z błędną wykładnią obowiązujących przepisów. Podpierając swoją decyzję wynikami kontroli komisji powołanej z naruszeniem prawa, Prezydent Olsztyna pokazał, że jest człowiekiem oczytanym, a literatura piękna stanowi dla niego inspirację do sprawowania urzędu. Szkoda tylko, że natchnienie czerpie z Procesu Franza Kafki, a działania wobec Agnieszki Kołodyńskiej, jakie w ostatnich tygodniach podejmował aparat administracyjny, którym kieruje, przywołują kolejne przykłady ze starej i nowej listy lektur.

Sprawy lokalne nie przebijają się do opiniotwórczych mediów, nie powodują takiego zainteresowania środowisk kultury. Solidaryzując się z publicznością dużego, państwowego teatru, odwołanym dyrektorem muzeum czy piosenkarką odmawiającą występu, pamiętajmy o tych, których codzienna praca jest równie ważna, choć zakorzeniona lokalnie. Im trudniej się obronić przed władzą, która kontroluje wszystkie narzędzia i nie waha się ich użyć”.

Ludzie głodują, władza milczy

Nic dodać, nic ująć. Ale dodać trzeba, przypominając drugi wątek, jaki pojawił się podczas dyskusji o kulturze i mieście, którą relacjonowałem niedawno w „Antymatriksie”. Sprawa MOK pokazuje, jak miasto o bardzo ciekawym i dużym potencjale kulturalnym marnuje rozwojowe szanse przez nieadekwatną do tego potencjału miejską politykę. Ale oczywiście to wyborcy decydują swoimi wyborami o kształcie lokalnej polityki (a w Olsztynie polityczno-wyborczy kontekst, jeśli ktoś pamięta ostatnie wybory, jest ponury i złożony).

Miejska demokracja była jednym z głównych tematów zakończonego w niedzielę V Kongresu Ruchów Miejskich. Autonomii miast i samorządu lokalnego trzeba bronić z zasady, ze świadomością jednak, że może ona prowadzić do nadużyć i samowoli. Chronić przed nimi powinna autonomia instytucji gwarantowana, jak w przypadku instytucji kultury i sztuki, odpowiednimi ustawami. Odwołanie Agnieszki Kołodyńskiej nie zamyka olsztyńskiej sprawy, zbyt wiele kwestii pozostało do wyjaśnienia, również dotyczących naruszenia autonomii instytucji.

O te wyjaśnienia będziemy się upominać, bo choć dotyczą konkretnej kwestii, mają szersze, ogólnopolskie znaczenie.

***
Tekst ukazał się na blogu Edwina Bendyka Antymatrix 

Bio

Edwin Bendyk

| Dziennikarz, publicysta, pisarz
Dziennikarz, publicysta, pisarz. Pracuje w tygodniku "Polityka". Autor książek „Zatruta studnia. Rzecz o władzy i wolności” (2002), „Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci” (2004), „Miłość, wojna, rewolucja. Szkice na czas kryzysu” (2009) oraz „Bunt Sieci” (2012). W 2014 r. opublikował wspólnie z Jackiem Santorskim i Witoldem Orłowskim książkę „Jak żyć w świecie, który oszalał”. Na Uniwersytecie Warszawskim prowadzi w ramach DELab Laboratorium Miasta Przyszłości. Wykłada w Collegium Civitas, gdzie kieruje Ośrodkiem badań nad Przyszłością. W Centrum Nauk Społecznych PAN prowadzi seminarium o nowych mediach. Członek Polskiego PEN Clubu.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Piotr Ciompa

Oj, nieładnie przemilczać fakty. Od tej pory teksty Autora będę czytać ostrożnie. Autor przemilczał, że zarzuty dotyczą tyranizowania pracowników MOK. Powtórzył, że prezydent działał na podstawie powołanej przez siebie komisji, co sugeruje polityczną motywację, a przynajmniej brak obiektywizmu/niezależności. Tymczasem prezydent zwalniając dyrektorkę oparł się na wynikach kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, a więc podmiotu jemu nie podlegającego (http://olsztyn.wm.pl/432779,Dyrektorka-MOK-w-Olsztynie-zostanie-odwolana.html#axzz4hzdTLNDK). W przypadku mobbingu osoba, wobec której uprawdopodobniono taki zarzut (czymś takim jest kontrola PIP; kontrola komisji podległej prezydentowi rzeczywiście wiarygodna by nie była - tak właśnie autor manipuluje czytelnikiem) natychmiast powinna być odsunięta od kierowania zespołem, albowiem ma możliwość wywierania presji na świadków by zmieniali przed sądem zeznania. To jest lewicowy i europejski standard, a nie czekanie na "prawomocny wyrok". Dyrektorka robi dobrą robotę w kulturze, więc należy się jej taki przywilej?

Uważam na nietrafne/świadczące o braku odrobienia pracy domowej stawianie za wzór prezydenta Opola. Tego samego, przeciwko któremu od ponad roku protestują mieszkańcy regionu, który dokonał zmian granic miasta WBREW konsultacjom społecznym, mimo protestów głodowych. W jego ustach powoływanie się na rolę samorządności, to hipokryzja, bo udowodnił brak jakiegokolwiek poszanowania dla niej.

Zerwanie umowy z TVP było po prostu jedynym, co można było zrobić w tej sytuacji, gdy miastu groziła taka kompromitacja.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!