Kraj

Lewica nie da rady wygrać, bez lewicy PO musi przegrać

2 jakub-szafranski-tusk-donald-warszawa

Dominika Wielowieyska pisze w „Gazecie Wyborczej” w tekście „Lewica nie da rady”: „Drodzy lewicowi koledzy, możecie się obrażać, ale Polacy nie są radykałami. Nie kręci ich obyczajowa i socjalna rewolucja. Wolą złoty środek między lewicowymi a prawicowymi poglądami”. Polemizuje Michał Sutowski.

Droga liberalna koleżanko, nikt się tu na nic nie obraża. Ani na Polaków, ani na Tuska, ani na Schetynę, ani nawet na publicystów „Gazety Wyborczej”, którzy zaszczycają wprawdzie „młodą lewicę” swoimi polemikami, ale zamiast czytać jej tezy z uwagą, wolą pielęgnować jej wizerunek jako nieodpowiedzialnych gówniarzy (zakapiorów, marzycieli, itp. – niepotrzebne skreślić), wrzucać do jednego wora autorów różnych poglądów i reprezentantów różnych środowisk, a na koniec ucinać dyskusje argumentem z „logiki dziejów”. Spierajmy się o strategię, ale traktując siebie serio. To znaczy: nie przypisując rozmówcy tez, których nie wypowiedział. To chyba mało radykalny postulat, taki bliżej dziadka Habermasa niż wujka Žižka, nieprawdaż? Zwłaszcza, że jedziemy na jednym wózku. Bo jak populistyczna prawica nieco dłużej porządzi, być może z narodową przystawką, to ugotuje nas w jednym kotle.

Tusk jako wunderwaffe?

Na początek parę uwag, gwoli ekspresji tego, co wspólne. Zgadzamy się – nie mówię za całą polską lewicę, ale za środowisko Krytyki Politycznej raczej tak – że rządy PiS to katastrofa, że PO była, jeśli nie dobrem, to w każdym razie mniejszym złem, że Kaczyński niszczy państwo, że nieraz po cichu, a nieraz jawnie sprzyja prawicowej ekstremie od Ordo Iuris po ONR. Że zmiana sytuacji politycznej w Europie grozi Polsce cywilizacyjną katastrofą, a obecna władza, jeśli sama jej nie spowoduje, to przynajmniej nie potrafi jej powstrzymać. Dwadzieścia osiem wywiadów o tym zrobiłem, to z samych wywiadów wiem, jak jest. I wy tam na Czerskiej też wiecie. Nie twierdzę, że spieramy się wyłącznie o środki konieczne do pokonania PiS – bo my chcemy Polski bardziej socjalnej gospodarczo i bardziej liberalnej obyczajowo niż „stara gwardia” „Gazety Wyborczej”, inaczej też oceniamy transformację, optymistyczniej widzimy potencjał interwencji państwa, chcemy innych reform UE, itd. Bardzo chętnie widziałbym żywy spór o te wszystkie sprawy w Sejmie od 2019 roku. Tyle że aby był on możliwy i żeby przekładał się na politykę i prawo, a nie tylko dobre samopoczucie publicystów, potrzebne jest odsunięcie PiS od władzy. Dotąd pewnie zgoda – i odtąd zaczynają się punkty sporne.

Prosta arytmetyka do spółki z sondażami podpowiadają, że PiS z narodowcami mogą liczyć na prawie 40 procent głosów. Życzyłbym sobie, by się potknęli o własne nogi i stracili elektorat, ale moje życzenia nie mogą być przesłanką strategii wyborczej. Trzeba zatem założyć, że opozycja musi pozbierać naprawdę dużo wyborców.

Liberalne centrum będzie zmuszone w tej sytuacji uznać prosty fakt, że do usunięcia obecnej władzy potrzebuje czegoś więcej niż frontu jedności „fajnych Polaków” pod światłym przewodem Grzegorza Schetyny, z intelektualnym patronatem Tomasza Lisa. Problemem nie jest więc to, że Tusk wraca do roli ikony centroprawicowego anty-PiS; tak poważna figura to naturalny zasób polityczny PO i atrakcyjna dla wyborców ikona „europejskości”. Błędem jest jednak namawianie do jednoczenia wokół tej postaci całej opozycji.

Zacznę od końca. Finalny argument Dominiki Wielowieyskiej o „bezwzględnej logice dziejów” świadczy o naprawdę wielkim samozadowoleniu naszej polemistki. Daruję sobie rozważania o tym, jak szybko i Krońskiemu, i Fukuyamie rzeczywistość ich logikę weryfikowała. Rozumiem, że to taki felietonowy żarcik (he, he, młoda radykalna lewico, przetłumaczę ci problem w zrozumiałym dla ciebie języku), tyle że podwójnie nie w punkt. Bo ani „logika dziejów” nie jest przesądzona (czy wynik Macrona w pierwszej turze i niezłe sondaże PO to naprawdę dowód, że Wiatr Dziejów wieje w żagle umiarkowanego centrum? Hillary Clinton jakoś nie pomógł…), ani nawet „mądrość etapu” (to byłaby dużo trafniejsza, bo ograniczona czasowo i lokalnie metafora) nie wskazuje, że „tylko PO” wybawi nas od PiS.

Zgadzam się z Dominiką Wielowieyską, że „dopóki po prawej stronie będzie rządzić radykalny obóz, który jest zakładnikiem osobistych emocji Jarosława Kaczyńskiego” trudno będzie w Polsce o normalną chadecję, a lewicy – o wynik powyżej 25 procent. Tyle że nikt rozsądny na lewicy nie twierdzi, że w najbliższych wyborach lewica musi walczyć o samodzielne zwycięstwo i nad PO z Nowoczesną, i nad PiS-em z narodowcami. Nie taki jest lewicowy horyzont w wyborach za dwa lata (chyba że wydarzy się jakiś cud, ale z cudami jest jak z życzeniami, o czym wyżej).

Nikt rozsądny na lewicy nie twierdzi, że w najbliższych wyborach lewica musi walczyć o samodzielne zwycięstwo.

Idąc dalej, młoda lewica ma prawo mieć pretensje do PO, że ta była za mało lewicowa będąc u władzy. Było czymś normalnym, że samemu u władzy nie będąc, lewica chciała na lewo przesunąć partię, która władzę posiadała – choć udało się to umiarkowanie (owszem, pamiętamy o in vitro, przedszkolach i „złotówce za złotówkę” przy świadczeniach socjalnych). Zgłaszanie lewicowych postulatów nie było też czymś nierozsądnym, bo choć rzeczywiście „Polska się rozjechała”, to przecież nie przez lewacko-libertyńską politykę PO (której Tusk nie chciał prowadzić), ani widmo gendera, aborcji czy związków partnerskich. Nie przypadkiem PiS i Duda wygrywali wybory „miękkimi” kampaniami socjalno-godnościowymi, a nie zapowiedzią „piekła kobiet”; Ordo Iuris nie przypadkiem też doszło do głosu dopiero po wyborach (i zmobilizowało jedyny, jak dotąd, skuteczny opór społeczeństwa wobec projektów władzy).

Schetyna do Sierakowskiego: Celem PO jest odsunięcie PiS od władzy

To wszystko nie znaczy bynajmniej, że lewica powinna domagać się lewicowości od PO teraz, w kolejnych kampaniach wyborczych. Wielowieyska ma rację pisząc, że jest w Polsce elektorat centroprawicy, z którego Schetyna nie zrezygnuje – bo jest to elektorat niemały, bo PO akurat w centroprawicowej tożsamości jest całkiem wiarygodna, a także, last but not least, bo takie chyba poglądy ma większość działaczy tej partii. Do tego momentu zgoda. Tylko co dalej? Autorka „Wyborczej” pisze: „po raz kolejny część Polaków o poglądach centrolewicowych być może powie sobie: no trudno, są rzeczy ważne i ważniejsze, na razie pogodzę się z tym, że ustawa antyaborcyjna nie będzie liberalna, ale przynajmniej odsunę zagrożenie, że ktoś tę ustawę jeszcze zaostrzy. To zjawisko – czyli głosowanie na najsilniejszego zdolnego pokonać PiS – mieliśmy już dwukrotnie, gdy PO wygrywała wybory: w 2007 i 2011 roku. I nic nie wskazuje na to, by tym razem miało być inaczej. Bo wciąż jest Jarosław Kaczyński”.

Doprawdy? Owszem, jeśli Schetyna pożre Nowoczesną (albo lider sprowadzi ją w okolice progu wyborczego, a sam poprosi o azyl w Panamie), a na lewicy pozostanie SLD i lewicowy plankton, faktycznie „część Polaków o poglądach centrolewicowych” zatka nos klamerką i odda głos na naszą Partię Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa. Tylko przypominam o arytmetyce. Czy tych przerażonych czy zniesmaczonych Kaczyńskim Polaków na pewno wystarczy? Przez rok PiS nastraszył nas już solidnie – wojną z Trybunałem, szambem lejącym się z mediów publicznych, deformą oświaty, partaniną w Brukseli, atakiem na prawa kobiet, zamachem na wolność artystyczną – a jednak wciąż prowadzi w większości sondaży. Zapewne dołoży jeszcze wojnę z NGO, zamach na niezależne sądy, manipulacje ordynacją wyborczą i nagonkę antykorupcyjną (jej efekt wyborczy akurat trudno ocenić). I co, wtedy już przestraszy większość Polaków tak bardzo, że wybiorą „wszystko, byle nie Kaczyńskiego”?

Może i przestraszy. Ale ja jakoś nie widzę, oczyma duszy mojej, 45 procent głosów przy słupku PO. I choćby przyszło tysiąc atletów i dwa tysiące felietonistek tłumaczących Polakom „bezwzględną logikę dziejów”, to nie udźwigną… Mnóstwo ludzi w Polsce nie trawi Kaczyńskiego, boi się Macierewicza, gardzi ludem smoleńskim, a może po prostu wolałoby pozostać w środku, a nie na zewnątrz Unii Europejskiej. Ale bardzo wątpię, czy więcej niż połowa przedłoży te uczucia ponad niechęć (z równie wielu powodów, choć pewnie nierównie silną) do partii „zielonej wyspy”. Wielu, zamiast dać swe głosy sejmowemu anty-PiS-owi, zagłosuje na tyleż radykalnych, ile rozproszonych ideowców z dwoma procentami poparcia, wrzuci do urny pustą kartkę albo zostanie w domu, po czym odgrodzi się od „prawicowego narodu” płotem na strzeżonym osiedlu, względnie kupi bilet na Berlin-Warszawa Express w jedną stronę.

I choćby przyszło tysiąc atletów i dwa tysiące felietonistek tłumaczących Polakom „bezwzględną logikę dziejów”, to nie udźwigną…

Dlatego właśnie potrzebna jest alternatywa wśród opozycji: dwie albo trzy formacje na lewo od PiS, w tym oczywiście Platforma, mogą łącznie przyciągnąć więcej wyborców niż PO jako front jedności antypisowskiego narodu. A już zwłaszcza PO przyciągająca elektorat centroprawicowy swym programem i tożsamością, ale ten centrolewicowy – wyłącznie zasadą mniejszego zła. Na tę asymetrię, związaną z postrzeganą siłą obydwu elektoratów, nie należy się obrażać (co zarzuca lewicy Wielowieyska), ale nie warto też ryzykować synergii ujemnej (czyli odepchnięcia części wyborców od urn). Warto za to budować formację – raczej nie na zwycięstwo, ale na 12-15 procent, aby była parlamentarnym języczkiem u wagi. Dla wyborców lewicy byłaby to szansa na głos niezmarnowany – nie tylko w sensie przekroczenia progu wyborczego, ale i wpływu na rzeczywistość (koncesje programowe w zamian za osłanianie przez lewicę centroprawicowego rządu przed szaleństwami z prawej strony). Dla liberalnego centrum i centroprawicy – szansa na pokonanie PiS dużo większa niż tylko własnymi siłami.

Na koniec kamyczek do własnego ogródka i apel do własnej formacji. Fantazjom o Tusku na białym koniu wystarczającym do pokonania PiS oraz Platformie jednoczącej wszystkich rozsądnych Polaków (tzn. niecierpiących PiS, ale milczących w sprawach równouprawnienia) najbardziej sprzyja rozbicie po lewej stronie. Nie mam łatwej recepty, jak mu zaradzić. Na pewno nie obejdzie się przy tym bez trudnych kompromisów, „wycinania ekstremy”, starcia indywidualnych ambicji i pragmatyzmu z ideałami. Ale, na miłość boską, przestańmy już pieprzyć o długim marszu, bo do jeszcze kolejnych wyborów możemy nie dotrwać – jak nas Kaczyński nie zamknie w Berezie, to felietoniści „Gazety” zadręczą nas swym paternalizmem.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Nie wiem od czego zacząć, bo mam kilka rzeczy do napisania. Może najpierw odniosę się do tego co napisała Wielowieyska. Dla mnie ten artykuł był po prostu typowy dla tej pani, nic nowego się nie dowiedziałem, wiadomo od dawna, że pani redaktor ma poglądy konserwatywno-prawicowo-neoliberalne i na prawdziwą lewicę, nie spod znaku SLD reaguje wręcz alergicznie mają pretensje do nich, że przez nich rządzi PiS, więc nie może dziwić fakt, że z takiego punktu widzenia pisze. Jeśli idzie o jej zarzut odnośnie tego, że lewica ma pretensje do PO, że nie jest lewicą, to według mnie pokazuje raczej, że pani redaktor za bardzo nie rozumie pretensji lewicy do PO, a przynajmniej np. moich pretensji i myślę, że sporej grupy wyborców. Na PO głosowałem od 2007roku wielokrotnie w różnych wyborach, nie od samego początku miałem lewicowe poglądy, moje poglądy się przesuwały z centrum na lewo (jeśli idzie o gospodarkę, ekonomię, to po prostu miałem zerową wiedzę i wierzyłem, że to co w mediach to święta prawda, a wszystko na lewo to coś w stylu komunizmu :), natomiast światopoglądowo zawsze bliżej było mi do lewej strony). I tak wierzyłem (tak pierwsze z brzegu przykłady), że PO jednak światopoglądowo będzie partią bardziej liberalną, że inaczej rozwiąże sprawę z Kościołem, a nie że będzie chodzić na jego smyczy, że będzie możliwość związków partnerskich itd., jak wiemy tego nie było. Potem z biegiem lat, gdy zaczynałem więcej rozumieć, liczyłem też, że PO odnośnie gospodarki będzie prowadzić politykę typową dla partii centrum, gdzie też pomyśli się trochę o tych, którym się nie udało, że po kryzysie zajmą się śmieciówkami. jednak tego nie było, PO była i myślę, że nadal jest partią neoliberalną, a nie partią, która prowadziłaby zrównoważoną, przemyślaną politykę. Tak więc nie, ja nie mam do PO pretensji, że nie jest lewicą, mam pretensje, że okłamuje ludzi, mrugając okiem do osób o poglądach centrolewicowych i lewicowych, obiecując im, że coś tam zrobią, a potem prawda wychodzi na wierzch. Po prostu mam do nich pretensje, że w imię kolejnych punktów procentowych okłamują osoby o poglądach lewicowych udając sami, że niby to są oni bardzo liberalną, europejską partią. Niech otwarcie i jasno powiedzą, to co pani Dominika pisze w swoim felietonie, czyli że są partią konserwatywną, prawicową, że wartości lewicowe są im dalekie i by wyborcy nie liczyli, że PO zapewni nam świeckie państwo itd. Proszę bardzo, niech będą szczerzy w swoich deklaracjach, a nie kluczą jak Schetyna, byle tylko nie zrazić i nie zamknąć sobie furtki do części lewicowych wyborców.
Nie potrafię też poważnie traktować pani Wielowieyskiej, bo non stop wypomina Razem, że mają 3% w sondażach, nie potrafi zrozumieć, że lewicy w Polsce nie było, że PRL i SLD swoje zrobiły, że trzeba odbudować zaufanie, a pani redaktor liczy, że Razem nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki będzie miało 15-20% poparcia. Jedno trzeba sobie ustalić, myślę że na lewicy dzisiaj mało kto myśli, że za 2,5roku lewica będzie rządzić, raczej chodzi o wybory w 2023 roku, wtedy faktycznie będzie to test dla lewicy, natomiast te w 2019, chciałbym by lewica (Razem, Zieloni, Nowacka) czy to idąc w jednym bloku czy osobno, uzyskały ok.12-15% i były właśnie takim języczkiem u wagi jak napisane zostało w artykule wyżej.

I mogę zapewnić panią Dominikę, że nie, wielu wyborców do PO już nie wróci. Ja na PO już nie zagłosuję, skończyłem z głosowaniem na mniejsze zło. Oczywiście zgadzam się, że PO było lepsze niż PiS, ale nie na tyle bym mógł na nich oddać swój głos, zagłosuję na Razem nawet jak będą mieć w sondażach 3% i to mimo tego, że potem będzie pani sobie pisać, że przez Razem i pożytecznych idiotów głosujących zgodnie ze swoimi poglądami rządzi PiS. Ja uważam, że kolejne rządy PO-Nowoczesna-PSL, bez potrzeby w niektórych głosowaniach głosów lewicy, spowodują że w kolejnych wyborach będzie albo PiS w wersji hard, albo ważnym elementem będzie Ruch Narodowy czy skrajne skrzydło od Kukiza.

Kolejna rzecz to sondaże, nie wiem czym się pani Wielowieyska podnieca, bo jak policzyć procenty, to PO zyskuje tylko kosztem Nowoczesnej, jakoś nie widzę tych tłumów, które by nagle wracały do głosowania na PO. Nowoczesna właściwie niewiele od PO się różni, to ten sam elektorat i nawet jeśli Nowoczesna zostanie totalnie zjedzona, to PO będzie miało ile procent? 32-35%? I Kto inny wejdzie do sejmu jeśli nie będzie prawdziwej lewicy? Pseudo lewica z SLD? I jest pani pewna, że SLD nie będzie się uśmiechać do PiSu jak przyjdzie co do czego? Ja bym tego taki pewny nie był. A jak sobie policzymy Kukiza, który zyskuje, to wtedy widać, gdzie jest opozycja. Bez lewicy takiej jak Razem będzie źle, bo dziś tylko Razem jest w stanie urwać choćby 2-3% PiS czy Kukizowi, co może być kluczowe w kolejnych wyborach.

Kolejny mój zarzut do liberałów takich jak ci z PO, dziennikarze z Wyborczej, pani Wielowieyska, to traktowanie Razem oraz osób o poglądach lewicowych jak jakieś dzieci specjalnej troski. Naprawdę jak słucham czy czytam panią redaktor, to mam wrażenie jakby zwracając się do lewicy zwracała się do mały, głupich dzieci, które nie wiedzą co się dzieje, pisze z pozycji jakiegoś wielkiego autorytetu, który pozjadał wszystkie rozumy - "ja wiem wszystko najlepiej, a wy nie macie racji", mam wrażenie, że od polskiej prawicy spod znaku PO czy części GW, TVN, nadal nie dociera to dlaczego PiS wygrał wybory i dlaczego ma szansę wygrać kolejne. Trzeba być naprawdę wielkim optymistą by wierzyć, że powrót do władzy PO sprawi, że wszystko będzie teraz super i pięknie.

Odnośnie tej "rewolucji kulturowej", to nie wiem czy tutaj niestety coś na rzeczy nie jest, ale w sensie, że Polska to jednak konserwatywny kraj, a nie że ta "rewolucja" spowodowała, że obudziła się skrajna prawica, bo w sumie w Polsce tej "rewolucji" za bardzo nie widziałem, chyba że coś przeoczyłem, a też mamy skrajną prawicę, czy mniej skrajną spod znaku PiS. Niestety, ale ludzi, którzy chcą świeckiego państwa, liberalizacji ustawy aborcyjnej, związków partnerskich wydaje mi się, że w Polsce ciągle jest mało, zdecydowanie za mało. Jedyne co zostaje, to rozmawiać, przekonywać i krok po kroku. Widzę to w swojej rodzinie, gdzie np. usłyszałem ostatnio, że religia musi być w szkole, bo Polska mimo wszystko jest krajem katolickim... Niestety, tak to na dzień dzisiejszy wygląda. Polska na pewno nie jest gotowa na lewicę w kwestii światopoglądu, aczkolwiek jeśli lewica takie zmiany wprowadzałaby mądrze, nie na siłę, powoli, to mogłoby to się udać.

Odnośnie jeszcze lewicy i tego co działo się 1maja. Nie wiem, moim zdaniem Razem popełniło dość poważny błąd wizerunkowy. Słuchałem wyjaśnień pani Zawiszy i jestem skłonny się z nimi zgodzić, nie chciała się zgodzić na polityczny gest na scenie z Czarzastym, ale... według mnie można było spodziewać się takiej zagrywki i trzeba było po prostu na scenę nie wchodzić, Razem mogło zostać na dole z ludźmi. Wypowiedzi pana Koniecznego, no cóż... zgadzam się co do SLD, dla mnie to nie lewica, ale jakoś nie da się ukryć, że chyba jednak mógł sobie trochę odpuścić. W każdym razie oglądałem 1maja Panoramę, Wydarzenia i TVN i niestety wszędzie to było, wizerunkowo totalna wtopa. Jeszcze oczywiście TVN jak to TVN wykorzystał okazję by przyłożyć lewicy i pokazał ją jako kłócącą się, nic nie znaczącą, nie liczącą się w sondażach, a Razem zostało przedstawione tak jak to dziennikarze liberalni lubią ich przedstawiać, czyli niepoważne dzieciaki i materiał miał przekaz taki - patrzcie oto partia Razem, która nie różni się niczym od skrajnych partii prawicowych, to jest tylko skrajna lewica, więc nie głosujcie nigdy na nich, głosujcie na PO lub nawet to stare, dobre SLD. Niestety ta demonstracja i to co się tam działo, to był strzał w stopę partii Razem. Smutne, że media oczywiście to pokazują, a jak Razem robi różne dobre, ważne rzeczy, to wtedy główne wiadomości milczą i przekaz o partii idzie jaki idzie. Niestety, ale będzie cholernie ciężko z mediami w Polsce.

Trochę się rozpisałem. Na koniec dodam, że ja jednak nie jest optymistą. Widać jakie są sondaże. Niby jeszcze 2,5roku do wyborów, wiele może się zmienić, ale jednak nie widzę by mimo pracy i obecności w mediach zyskiwało cokolwiek Razem. Partia Nowackiej pewnie dobiłaby Nowoczesną, może coś zabrałaby PO, ale to też byłoby w okolicach progu wyborczego. Na dzień dzisiejszy za wcześnie mówić o koalicjach, niech każdy buduje na lewicy swoją markę, swój kapitał, choć uważam że myśleć o tym już trzeba i gdyby wybory były jutro, to mimo, że poglądy pani Nowackiej nie zawsze są zbieżne z moimi i wiem, że różni się mocno z partią Razem, to jednak nie wyobrażam sobie, że w przypadku gdyby i jedni i drudzy balansowali na granicy progu wyborczego, nie zdecydowali się startować do wyborów wspólnie. Lewica musi być w przyszłym sejmie i musi mieć wspólnie ok.12%, taki cel na dzień dzisiejszy trzeba sobie stawiać.

Świetna analiza. Mamy bardzo podobne doświadczenia (np. ekonomiczne, jak też kiedyś z wielkim zdziwieniem odkryłem, że w ogóle istnieje jeszcze jakaś współczesna ekonomia poza Balcerowiczem i Friedmanem), ale całkowicie nie zgadzam się z jedną rzeczą. Mnie akurat bardzo się podobał gest Marceliny Zawiszy. Jeśli mam do nie o cokolwiek pretensje to tylko o to, ze w ogóle poszła na imprezę z Czarzastym.
SLD od lat kompromituje totalnie pojęcie lewicowości. Nie może być mowy o jakiejkolwiek współpracy z panem Czarzastym czy Millerem. I wbrew temu co myśli większość o podawaniu ręki (że trzeba zawsze i że każdemu) ja akurat uważam, że niektórym ręki nie należy podawać.
OPZZ z przewodniczącym Guzem tez mi się zresztą nie podoba. Mam wrażenie, ze to jest człowiek który się kompletnie oderwał od jakiejkolwiek rzeczywistości.
Partia Razem nie powinna stać przy Czarzastym i związkowcach negocjujących sobie trzy letnie gwarancje zatrudnienia w kopalniach (które powinny być wygaszane) i Spółkach Skarb Państwa (gdzie mają 13 pensje) tylko przy prekariuszach zapierd*** na świecówce bez prawa do urlopu na kasie w markecie i na słuchawce w call center.
Ps. Jeśli idzie o wiadomości to sugeruje w ogóle na oglądać ani TVPIS ani TVN. Czy widziałeś kiedyś w TVN (tym biznesowym) jakaś poważną rozmowę ekonomiczną, np. o podatkach? Media do dziś mają ubaw po pachy, że Razem to jakaś banda "komunistów" bo chce wprowadzić "niesłychany" podatek 75%. Osobiście już kilku osobom tłumaczyłem, że w czasach New Dealu podatki w USA wynosiły 90%. Jeszcze ani razu nie spotkałem osoby, która by o tym wiedziała, za to już kilka razy słyszałem pytanie czy się nie pomyliłem.

Tzn. ja się oczywiście zgadzam, że nie ma mowy o współpracy z SLD (myśląc o koalicji lewicowej, myślę o Zielonych, Nowackiej, Biedroniu, choć tak jak wielokrotnie to podkreślałem, zarówno jeśli idzie o Nowacką i Biedronia, to wiem że mimo wszystko sporo jest różnic między nimi, a Razem) i tak jak napisałem, rozumiem to, że to co robił Czarzasty to był gest polityczny i nie dziwię się, że Zawisza nie podała tam ręki, bo to by była w jakimś sensie deklaracja, dlatego nie mogła podać mu ręki na scenie. Zresztą sama pani Marcelina tłumaczyła to przedwczoraj w Faktach po faktach i rozumiem jej argumenty doskonale. Jednak można było tego po prostu uniknąć i nie doprowadzić do takiej sytuacji, czyli po prostu nie wychodzić na scenę wspólnie z SLD.

Co do związków, OPZZ i ZNP, to o tym zapomniałem napisać. Razem stara się wspólpracować z tymi związkami. Z jednej strony wydaje się, że dobry pomysł, jakoś trzeba szukać poparcia, ale z drugiej jak widzę ludzi z tych związków, to mam wrażenie, że oni (np. Guz), jak przyjdzie co do czego, jak będą wybory, to na Razem się po prostu wypną. Wykorzystują teraz Razem, ale w trakcie decyzji poprą swoich starych, dobrych kumpli z SLD. Obym się mylił, ale niestety tak może się skończyć.

Czasem wiadomości można pooglądać, by wiedzieć co się dzieje dookoła 🙂 TVN jest jaki jest, tak samo TVP, ale powiedzmy sobie szczerze, że na dziś są to główne media telewizyjne kształtujące świadomość Polaków.

Najlepiej by zrobili jakby ich tam w ogóle nie było.
Dopóki rynek pracy jest dosłownie zalany śmieciówkami a związkowcy martwią się tylko o swoje ciepłe posadki i 13 pensje OPZZ i Razem nie ma żadnych wspólnych interesów. A wręcz przeciwnie - związkowcy po prostu walczą głównie o przemysł węglowy, który nie ma żadnej przyszłości i który w we wspólnym interesie po prostu trzeba jakoś sensownie wygaszać, bo jeśli się tego nie zrobi sensownie to w przyszłości czeka nas katastrofa porównywalna z reformami Balcerowicza (najpóźniej wtedy kiedy węgiel po prostu się skończy).
TVN i TVP są to faktycznie główne media tyle, że niestety nie kształtujące a wypaczające świadomość Polaków. Pomijam już to, że w tzw. wiadomościach w ogóle nie ma informacji ze świata (Dalszego niż UE i USA), ale nawet z naszego podwórka - Razem jest świetnym dowodem jak media w Polsce działają. "Przeciętny" widz TVN i TVP o istnieniu Razem dowiedział się na trzy dni przed wyborami. A znam osobę z prowincji, która o istnieniu Razem dowiedziała się ode mnie... po wyborach.

Wirklicher Geheimrat

Nie znam żadnego kraju, w którym powstałby trwały blok lewicowy bez wsparcia/współpracy ze związkami zawodowymi. Francuskie PS, angielska Partia Pracy, niemieckie SPD, do pewnego czasu nawet Demokraci w USA (nie wspominając o krajach skandynawskich), wszystkie te partie wyrosły na ruchu pracowniczym, który politycznie zabezpieczał istnienie lewicy parlamentarnej. A powolny rozpad tych partii wręcz idealnie koreluje się albo z zanikiem związków zaw. albo z tym, że partię te zaczęły aktywnie wspierać ich niszczenie.
Tak, oczywiście każdy wie, jak smutny jest krajobraz związkowy w Polsce ze wzg na strukturę polskiej gospodarki. Solidarność już dawno obrała model pseudo-korporacjonistyczny i ściśle współpracuje z prawicą na wzór Peronistyczny (zresztą nie ma też, co się dziwić, dlaczego tak się stało, jeśli każda inna partia reprezentowała jeszcze twardszy beton neoliberalny). Tak, dalsze inwestowanie w węgiel jest przykładem takiej patologii. Ale walenie w związki i zarzucanie im tego, że reprezentują interesy swoich członków jest nie tylko powielaniem liberalnych kalek (zgodnie z zasadą: mam przejebane, więc wszyscy muszą mieć przejebane, dlatego najlepiej, żeby nikt nie miał przywilejów pracowniczych), ale też politycznie idiotyczne. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek nadzieję na powstanie trwałej, a nie efemerycznej lewicy w Polsce, musi włączyć się walkę o prawa związkowe. Najlepiej po prostu je zakładać lub zmieniać. I dobrze, że Razem przynajmniej to rozumie.

A w którym z wymienionych przez Ciebie krajów odsetek umów śmieciowych jest taki jak w Polsce?
Bo z tego co mi wiadomo Polska przoduje w tym zakresie w całej UE
Poza tym nie za bardzo rozumiem jak można porównywać skandynawskie zawiązki zawodowe do polskich (łączy je tylko nazwa) - przecież w Skandynawii związki zawodowe negocjują warunki pracy dla ogółu pracowników z danej branży (u nas w jednym zakładzie).
W żadnym wypadku, nie chce, żeby wszyscy mieli przejebane.
Dopóki umowa o pracę nie będzie w Polsce standardem (a na to się nie zanosi) popieranie związków zawodowych przypomina trochę sytuację jakby dyspozytor pogotowia wysłał karetkę do pacjenta ze wzdęciami ignorując tego, który włąsnie ma zawał.

Tytuł powinien brzmieć "Lewica nie da rady wygrać bez lewicy" TO JEST ISTOTA RZECZY.

Andrzej Rzońca, asystent Balcerowicza, dyrektor z niesławnego Forum Obywatelskiego Rozwoju, został głównym doradcą ekonomicznym Platformy Obywatelskiej. Brawo. I kto tu najwyraźniej chce się "potknąć o własne nogi"?

Nie wyciągacie wniosków, niczego się nie nauczyliście. Z kolei prawdziwa lewica nie ma w tym kraju czego szukać. Najwyższa pora "zatkać nos klamerką" i pójść głosować na PiS.

Andrzej Rzońca to ŚWIETNY makroekonomista. Miałem przyjemność uczęszczania do niego na zajęcia z makroekonomii zaawansowanej na SGH, proszę się od Pana profesora odczepić 🙂 "Asystent Balcerowicza" to doktor habilitowany nauk ekonomicznych i były członek Rady Polityki Pieniężnej.

Nie łudź się, że Pis jest partią socjalną.
Wprowadzą kilka niezłych rozwiązań (np. minimalną stawkę godziną), ale nie zagwarantują żadnych mechanizmów (np. uprawnień PIP), w efekcie sprzątaczki co prawda dostają 13 zł, ale wynajmują od szefa odkurzacz za 200 zł. a kelnerki są zatrudniane jako przedstawicielki handlowe z prowincją od sprzedaży kawy i na to Pis już kompletnie nic poradzi.
Całego szeregu problemów (np. opiekunowie osób niepełnosprawnych) Pis nawet nie dotknie.

Nie jest partią socjalną, oczywiście! Może mimo wszystko lepiej zagłosować na byle kogo, kto rzuci jakiś ochłap, obojętnie dlaczego to zrobi - ze strachu, z wyrachowania, czy po prostu dla zdobycia elektoratu, niż popierać neoliberałów, którzy nie dość że gwarantują i obiecują wyzysk i nędzę dla wszystkich przegranych, to a na dokładkę nawet nie rozumieją, że ten problem w ogóle istnieje!

Zresztą, prawda nie ma znaczenia. PiS musi dopiero utracić (OK, fałszywą) wiarę. PO udowodniło swoją anty-społeczność i w kwestiach socjalnych jest i będzie całkowicie niewiarygodna. PiS-owi wystarczą puste gesty podtrzymujące ślepą wiarę i w miarę stabilna gospodarka. Jak PO ma odzyskać utracone zaufanie? Promując znienawidzonych ekonomicznych neoliberałów?

Tylko, ze w komplecie z tymi ochłapami dostajemy sztuczną smoleńską mgłę, kult żołnierzy wykletych, wycinkę puszczy, a niedlugo zakaz antykoncepcji.
Ja jestem bardzo daleki od PO, ale pomysl, żeby ludzie lewicy głosowali na Pis wydaje mi sie perwersyjny. Skonczy się to tak, ze w następnej kadencji... nie, nawet nie będę pisał, zeby im nie podsuwać pomysłów.

korekta obywatelska: nie "języczkiem uwagi", lecz "języczkiem u wagi". Poza tym super tekst.

Powiem ci, Michał, jak będzie, bo z twarzy wyglądasz na niezbyt ogarniętego.
Skup się, bo będzie tak:
Jarek odetnie kompletnie od funduszy całą lewicę, PO, PSL (już prawie skończył z nimi) i wszystkie orbitujące wokół środowiska: "artystów", "naukowców" od genderów itp bredni itd itd.
Jako że wy nic nie potraficie robić, tylko kraść cudzą forsę, to zaczniecie się żreć między sobą o resztki. Zwłaszcza, jak Jarek zakręci kurek z forsą od Sorosa.
Równocześnie, do jesieni, zaorze sądy i w dupie będzie miał popiskiwania Eurosojuza. Jak zaorze sądy, to z szuflad Ziobry zaczną się wysypywać akty oskarżenia. I to nie na jakichś leszczy, żeby się lud przestraszył, tylko na tłustych misiów, których teraz żaden skorumpowany sędzie by nie skazał. A od jesieni zaczną. I tydzień w tydzień będą wsadzać jakiegoś ancymona przy fleszach aparatów.
W tym samym czasie zacznie się dekoncentracja mediów, dzięki czemu przewaga medialna Kaczora nad resztą wzrośnie.
Opozycja spersonifikuje się w Tusku powracającym na białym koniu, bo nie ma absolutnie nic innego do zaoferowania Polakom, którym z roku na rok żyje się lepiej, optymizm rośnie, poczucie godności rośnie i nawet głupi widzi już, jaka była skala złodziejstwa zanim nie pojawił się PiS i wziął złodziei za mordy. Świadczą o tym wyniki wszystkich firm typu LOT, PKP, BUMAR, ORLEN, LOTOS itd. Nagle wszystko mocno dochodowe się zrobiło, a już leżało, kwiczało i czekało na prywatyzację.
Tenże Tusk, w którym spersonifikowana będzie opozycja, będzie ciągany po wszystkich możliwych komisjach i prokuraturach z Amber Gold na czele. A jak zacznie fikać i zasłaniać się immuniuniu, to się za nim wystawi europejski list gończy.
Wystarczy przed wyborami zniszczyć samego Tuska, by zniszczyć całą opozycję. Bo koniec końców Tusk pójdzie siedzieć i to pójdzie siedzieć za Smoleńsk.
Do tego leitmotivem najbliższych kampanii będzie referendum konstytucyjne, które przy przewadze medialnej Kaczor wygra w cuglach.
To będzie temat do wyborów samorządowych, które dla PiS są niebezpieczne. połączy się je więc z referendum konstytucyjnym i z tego uczyni głowny temat, czyli przeniesie ciężar z poziomu samorządów na poziom ustroju państwa.
Dzięki temu prostemu zabiegowi Jarek wygra nie tylko referendum, ale i wybory samorządowe, które staną się konstytucyjnym plebiscytem partyjnym.
Do wyborów europejskich grany będzie temat imigrantów, nieprzyjmowania euro i każda pogróżka ze strony Brukseli, każda zapowiedź sankcji tylko będzie Kaczora wzmacniać.
Wybory parlamentarne nadejdą pod wezwaniem referendum nad gotowym projektem konstytucji. Przy wciąż rosnącej gospodarce, dobrobycie i optymizmie Kaczor nie tylko wygra wybory, ale i uzyska mandat dla wprowadzenia nowej konstytucji tak, aby wybory prezydenckie odbyły się już według niej.
A to wszystko oznacza, że Jarek i Andrzej mają przed sobą min. 2 kadencje.
A po 2 kadencjach was już wszystkich po prostu nie będzie. I to nie dlatego, że ktoś wam będzie jakąś krzywdę robił, tylko dlatego, że bez zasilania szmalem ukradzionym obywatelom, lub zagranicznym jurgieltem, wy nie jesteście nikomu do niczego potrzebni.
Polacy w swej masie mają was za grupę świrów, którym się w dupach poprzewracało i zwyczajnie was wyśmiewają.
Bez kasy sczeźniecie. Wy i ta cała reszta antypolskiego bydła.
Tak wygląda one way ticket na śmietnik historii. Pogódźcie się z tym i odejdźcie z godnością.
Żeby nikt wam w tym odchodzeniu nie musiał pomagać.

Prawactwo to jest jednak stan umyslu.

Żałuję, że po 1989 roku nie wprowadziliśmy systemu fundacji politycznych, jak to zrobiono w Niemczech, ale też w UE: każdą rodzinę polityczną reprezentuje jedna fundacja polityczna, której finansowanie z budżetu państwa zależy od liczby miejsc w parlamencie zdobytych przez daną "rodzinę polityczną". Fundacje prowadzą działania (konferencje, wydawnictwa, debaty i in.), które promują i tłumaczą szerokiej publiczności wizję świata z perspektywy danej rodziny politycznej. Bo demokracja to nie tylko wolne wybory i partycypacja obywateli w podejmowaniu decyzji. Demokracja to również, a może przede wszystkim, uznanie za prawomocne różne wizje świata, wartości, priorytetów. Tylko w ten sposób może powstać harmonijne społeczeństwo, w którym jest po prostu łatwiej ludziom żyć. Bo każdy ma poczucie własnej wartości i znajduje dla siebie miejsce. Tak jak przyroda nie znosi monokultury, tak demokracja nie znosi ideologicznego monolitu. Pluralizm, różnorodność to przejawy bogactwa życia. A ludzi nie da się trwale zniewolić. To tylko takie próżniacze wyobrażenie ego niektórych.

Krzysztof Mazur

Red. Sutowski chce przekonać red. Wielowiejską do zjednoczenia lewicy? Fajnie, tylko że to nie ten adres. Musiałby się dogadać Czarzasty z Zandbergiem, co jak wiadomo jest niemożliwe. Platforma oczywiście może samodzielnie pokonać PiS - jeśli tak zdecydują wyborcy (i jeśli odbędą się wybory). Być może wyborcy zdecydują o jakiejś koalicji Platformy z kimś albo zostawią PiS z Kukizem (co jest moim zdaniem nieprawdopodobne, skutki działań PiSu dopiero się ujawniają). Ciekawsze jest coś innego. Skoro lewica nie chce istnieć, a Schetyna zjada Petru, to Petru ogłosi program świeckiego państwa i odbierze Zandbergowi część wyborców, których ten odebrał Kopacz. W obecnej sytuacji funkcję lewicy obyczajowej pełni Petru. Tu może dojść do rywalizacji z Czarzastym, ale ten drugi jest w o tyle gorszej sytuacji, że jest poza sejmem (chociaż w sondażach nad progiem).

Oczywiście miało być, że PO może pokonać PiS, a nie PO 🙂

Mało kto mówiąc lewica, myśli SLD. Dla mnie nie ma mowy o koalicji z SLD, SLD jak chce się z kimś bratać to niech idzie razem z PO czy Nowoczesną, poglądami im bliżej do tych partii niż do lewicy.
PO samodzielnie oczywiście może pokonać PO, ale jak pokazują sondaże, nawet jeśli wygra z PiS, to nie wygra z koalicją PiS-Kukiz, więc o rządzenie może być trudno. PO nie jest w stanie zebrać więcej niż 35-38%, a nawet jeśli tyle zbierze, będzie to oznaczało ni mniej, ni więcej, że po prostu dobiło Nowoczesną i zabrało coś SLD, tak więc będzie jedyną partią opozycyjną w sejmie.
Skutki działań PiS są widoczne cały czas, jak widać specjalnie ludzi to nie zniechęca do głosowania na nich, więc nie powiedziałbym, że druga kadencja PiS jest nieprawdopodobna. W roku wyborczym będzie propaganda jak poprawiło się życie za 500+, oddadzą dwa bloki do mieszkania+ i będą wmawiać, że w przyszłej kadencji powstanie więcej mieszkań, zajmą się też emerytami dając im w roku wyborczym podwyżki itp. Po drugie nawet jeśli straci PiS, to jak Pan myśli, kto zyska? Zyska (co widać w sondażach) Kukiz lub jakaś nowa partia, która powstanie i która będzie bliska ideowo Kukizowi czy jakiejś skrajnej prawicy, ludzie nie wrócą do głosowania na PO.
Według mnie leiwca nie istnieje dla Pana, bo jak widzę nie jest taka jak Pan by chciał by była. Trudno, czy jest Pan liberałem, lub lewicowym liberałem (czy osobą która myśli, że ma poglądy lewicowe, ale te poglądy dotyczą tylko światopoglądu)? Tak to trochę wygląda, bo osoby o takich poglądach mają w Polsce problem ze zrozumieniem, że SLD to nie jest lewica, tylko jak już coś to chyba partia centrum po prostu. Jeszcze raz powtórzę, SLD nie jest lewicą, tak więc jeśli pisze pan coś o koalicji Zandberg-Czarzasty, to ciężko coś napisać, bo jest to po prostu niepoważne.
Kolejne zdanie też według mnie kompletnie błędne. Po pierwsze wątpię by Petru odebrał coś partii Razem. W tym momencie obie partie mają bardzo zbliżone poparcie. Po drugie nie wiem czy ktoś Petru może uwierzyć w jego zapewnienia. Po trzecie Nowoczesna jest trochę bardziej liberalna niż PO, ale nie odważy się też na deklaracje świeckiego państwa, co było już parę razy widać. Ale warto też pamiętać, że na Nowoczesną już głosują ludzie, którzy właśnie liczą na ten światopogląd tej partii, że oddzieli państwo od Kościoła, jednak mimo tego jak widać w sondażach im spadło, tak więc nie widzę tutaj dla nich za bardzo szansy. Po piąte, elektorat Razem na poziomie 3%, wydaje się być bardzo stabilny, fakt jest to niski wynik, ale mimo różnych zawieruch jak widać przez 1,5roku on stabilnie przy Razem jest, ludzie na Razem nie głosują tylko z powodu światopoglądu.. Po szóste Nowoczesną raczej dobije partia Nowackiej. Po siódme, znowu za bardzo Pana nie rozumiem, bo nie wiem jakich wyborców Zandberg odebrał Kopacz? 🙂 Na Razem głównie zagłosowały osoby, które albo nie chodziły do wyborów i gdyby nie Razem pewnie by nie poszły, albo takie które przez lata miały poczucie, że nie mają swojej partii, więc załóżmy że nawet głosowały na PO czy inną partię, ale według mnie bardzo mało było takich o których można powiedzieć, że zostali PO jakoś odebrani i zaraz pójdą gdzieś indziej (zresztą przy poparciu rzędu 3%, takie gadanie, że odebrał wyborców Kopacz brzmi trochę śmiesznie, bo nawet jeśli, to ile tych wyborców mogłoby być? 0,25%?, chyba, że zakłada Pan, że wszyscy czyli 3,5%, to głosy zabrane PO, w takiem razie nie mam więcej pytań), gdyby tak było faktycznie, to oni już by gdzieś indziej poszli, widząc słabe notowania Razem, więc wydaje mi się, że znowu błędna diagnoza, minęło już 1,5roku od wyborów więc wystarczająco dużo czasy by po tym co robi PiS jeśli ktoś miał zamiar wrócić do głosowania np. na PO, po prostu to zrobił. A Nowoczesna, tak jak pisałem próbowała wychodzić na "nowoczesną", ale jakoś też ludzi nie przekonała i to zarówno w temacie aborcji, zarówno w temacie rozdziału od Kościoła, jak i związków partnerskich.
Ostatnie zdanie już totalnie mnie rozśmieszyło, bo nie wiem jaka funkcję lewicy obyczajowej pełni Petru, szczególnie pamiętając jego wypowiedzi 🙂 Mam wrażenie, że jednak przez całą wypowiedź bije w oczy, to że łączy Pan lewicę tylko ze sprawą światopoglądu, aborcji, związków partnerskich, świeckiego państwa (zdaje się to potwierdzać to, że SLD uważa Pan za lewicę), w tym może i SLD i Nowoczesna (choć tu mam jednak wątpliwości) są lewicowe, ale lewica to coś więcej i w tym wypadku aktualnie tylko partię Razem można uznać za partię lewicową.

Redaktor Sutowski nie może, ale ja napiszę wprost, że ten felieton Pani Wielowieyskiej jest upokarzająco miałki intelektualnie. Śmieszne jest, że wszystko na lewo od PO uważa za radykałów. A tez, że należy głosować na kogoś tylko dlatego i wyłącznie dlatego, że jest antyPiSem nie mogę już słuchać/czytać.

To głosowanie na mniejsze zło, to jest coś najgorszego co nam się przytrafiło w ostatnich latach, więc nie wiem czy dobrym pomysłem jest brnąć w to nadal, tak jak sugeruje Wielowieyska. Bo tak załóżmy hipotetycznie, że posłucham dziennikarzy GW czy polityków PO i Nowoczesnej (oczywiście ja tak nie zrobię, ale załóżmy) i stwierdziłem, że faktycznie sytuacja w Polsce jest zła, że trzeba za wszelką cenę odsunąć PiS od władzy, czyli zagłosować na partię, która ma szansę wybory wygrać. Posłucham ich apeli, że sytuacja w Polsce jest zła, że PiS zniszczy demokrację, że trzeba ratować Polskę, że najpierw obrońmy kraj, posprzątajmy po PiS, a potem będziemy się "pięknie różnić" jak to piszą i mówią zwolennicy partii liberalnych. Ok, przypuśćmy że to kupiłem, zagłosowałem na PO, PO wygrało wybory w 2019rok, stworzyło rząd z PSL i Nowoczesną i sobie rządzą. Po kilku miesiącach nie będzie mi się podobać coś co nowy rząd robi, więc zacznę to krytykować. Co wtedy usłyszę od środowiska GW, zwolenników partii liberalnych, od TVN? Że powinienem siedzieć cicho, że trzeba nowemu rządowi dać czas, że jestem pożytecznym idiotą, bo krytykuję rząd, a przecież tuż za drzwiami czai się zły PiS, który tylko czeka na potknięcie rządu, więc powinienem siedzieć cicho, bo przyjdzie zły PiS i nas zje. Tyle zostanie z tej obietnicy, że "odsuńmy PiS od władzy, a potem się pięknie różnijmy". Rząd sobie załóżmy porządzi przez 4lata, przyjdzie 2023, rzad oczywiście będzie słabł, bo PO będzie rządziło jak to PO, znowu zacznie zyskiwać PiS czy jakaś skrajna prawica i w tym 2023 w GW przeczytam wezwanie redaktor Wielowieyskiej, że wyborcy lewicowi muszą schować swoją dumę do kieszeni i zagłosować na PO, bo tylko PO jest w stanie zapobiec powrotowi PiSu do władzy, a przecież wszyscy pamiętamy co działo się w latach 2015-2019. Nie możemy dopuścić do powrotu PiSu, więc drodzy lewicowcy, musicie ponownie zagłosować na PO.
Tylko pozostaje pytanie, kiedy w takim razie w końcu będę mógł zagłosować na partię lewicową i zgodnie ze swoimi poglądami, jeśli ta śpiewka będzie się powtarzać w każdych kolejnych wyborach? To nie jest kwestia tylko wyborów 2019, tak jak to liberalni dziennikarze mówią, że trzeba odsunąć PiS od władzy, a nie kierować się swoimi poglądami i nie głosować na mniejsze partie, to samo będzie w każdych kolejnych wyborach, tylko wtedy będzie trzeba głosować na liberałów, by nie dopuścić PiS do władzy. I tak zabawa będzie trwała, a lewica nigdy się nie odrodzi. Tak więc ja tego nie kupuję i mam nadzieję, że Razem i Nowackiej uda się do siebie przekonać osoby, którym bliskie są poglądy lewicowe, by nie dali się nabrać na narrację redaktor Wielowieyjskiej, która jest po prostu jedną wielką manipulacją i graniem na emocjach w stylu PiSu.

Neoliberałowie tacy jak np. red. Wyelowiejska w żadnym wypadku nie chcą narodzenia się w Polsce Lewicy.
SLD mogą przełknąć - w końcu SLD wprowadziło wprowadziła agencje pracy tymczasowej i eksmisje na bruk oraz wystawiło w wyborach "znaną działaczkę lewicy" M. Ogórek.
Wg red. Wyelowiejskiej tak właśnie wygląda zdrowa lewica - od neoliberałów różni się tylko nazwą.
Trochę mniej rozumiem, ze tą "lewicowość" przełyka redaktor Sutowski, orędownik zjednoczenia "lewicy".

o to im chodzi - możecie sobie dyskutować o lewicy ale jak macie głosować to na PO i .N - bo? bo tak 😉

felieton z kategorii fantastyki. nie ma żadnych przesłanek ku temu, żeby PiS uznać za partię zagrażającą demokracji, a tutaj jest ona przedstawiana jako najgorsza dyktatura. komiczne przemyślenia, całkiem oderwane od rzeczywistości.

Lewica przestaje grać rolę na scenie politycznej, ponieważ ludzie, szczególnie młodzi ludzie nie wierzą w skuteczną umowę społeczną- np. nie wierzą, że emerytury dla nich są prawdopodobne, nie wierzą że podatki będą sensownie redystrybuowane (utrzymujemy alkoholików, którzy maja więcej praw w szpitalach niż uczciwie pracujący człowiek- wyjaśniła mi moja młoda koleżanka, korwinistka z przekonań)
Z niedowierzaniem przyjęłam do wiadomości jednak, że Nasza Młodzież i nie tylko godzi się, a nawet woli (!) w swej masie śmieciówki, bo pragmatyczny argument o niższych podatkach jest bliższy ciału niż enigmatyczna wizja zabezpieczeń choroby i starości.

I nie piszę tu o wierze w ideę takiej umowy- tylko o wierze w jej prawdopodobieństwo zaistnienia. Mimo że żyjemy bądź co bądź w świecie gdzie wiele dowodów na sens dobra wspólnego i pozytywów z zaufania i redystrybucji istnieje. Z pewnym zdziwieniem odkryłam to słuchając 20-latków. Trzeba by się zastanowić dlaczego tak jest - i krok po kroku pracować nad zmianą w tym zakresie - jeśli to nie jest zawracanie Wisły kijem.... Tak długo, jak będzie brakować podstaw do zaufania w pragmatyczną sensowność lewicy, niewielu będzie ryzykować. Pamiętajmy, że Polak nie lubi być frajerem ;-). Polka - w sumie też.

Coś w tym jest. Młodzi po prostu mają zerowe zaufanie do państwa, więc stąd poparcie dla Korwina czy Kukiza. Niestety to są lata narracji neoliberalnej, tak więc ludzie uwierzyli, że lepiej jak podatki będą jak najniższe, zlikwidować składkę emerytalną, zdrowotną, bo wtedy dostanę więcej do kieszeni. Sam w to kiedyś wierzyłem. Że sobie na emeryturę sam odłożę, a nie będzie mnie państwo okradać 🙂 Poza tym jest małe zaufanie do tego co z pieniędzmi z podatkami robi państwo, przecież każdy widzi, że państwo Polskie nie funkcjonuje sprawnie nawet w 1dziedzinie z takich jak np. służba zdrowia, szkolnictwo, transport publiczny, emerytury itp. Może gdy choć w jednej z tych dziedzin państwo działało, to zaufanie byłoby trochę większe. Młodzi wolą też śmieciówki, bo nigdy nie mieli etatów, a tak samo wmawiano nam, że śmieciówki są dobre, bo dają elastyczność, która jest tak potrzebna w obecnych czasach, a poza tym więcej kasy na rękę. Teraz liczy się mobilność, więc wiązanie się umową na dłuższy czas jest po prostu dla wielu anachronizmem. Profesor Bauman wielokrotnie w swoich książkach poruszał te tematy.
Dlatego nie wiem jaka przyszłość czeka lewicę. Nie da się ukryć, że świat się zmienił, nie powrócimy do lat 50-70ubiegłego wieku. Trzeba zaproponować coś nowego, nowe rozwiązania i lewica musi wymyślić siebie na nowo. Tak jak wielokrotnie pisałem popieram partię Razem, ale często mam wątpliwości czy ich program - mimo, że mi odpowiada - jest możliwy do realizacji w dzisiejszych czasach? Raczej skłaniam się do tego, że potrzeba nowej odpowiedzi na obecne problemy, ale nie mam pojęcia jakiej i jak obserwuję na dzień dzisiejszy takiej odpowiedzi jasnej chyba nie ma.

Masowe poparcie dla Korwina u młodych wynika w olbrzymim stopniu z tego, że - pomijajac indywidualne przypadki - większość młodych nie była nigdy w szpitalu.
A co do śmieciówek - kilka lat pracy bez prawa do urlopu bardzo zmienia poglądy. W raz z wiekiem poparcie dla Korwina lawinowo spada.
Mit o elastycznosci i mobilnosci nie ma nic wspólnego z uśmieciowieniem pracy. Owszem, przedałaby sie elastyczność (np. możliwość pracy w domu, wieksza dostępność pracy w niepełnym wymiarze godzin np. dla rodziców i osób opiekujących się niepełnosprawnymi), ale to nie ma nic wspólnego z "elastycznoscia" wg neoliberalow, czyli zapier*** 10 godzin na śmieciówce.

Bo neoliberałowie przez "elastyczność" rozumieją elastyczność dla pracodawcy (a właściwie dla janusza biznesu) - tzn. że może sobie zatrudniać pracowników za tak niską stawkę, jak tylko chce, na tak wiele godzin, jak tylko chce, i zwalniać ich wtedy, kiedy chce, bez powodu - a nie dla pracownika. Bo przecież dla neoliberała pracownicy to nie ludzie, to koszty, którymi należy "efektywnie gospodarować".

Popieram lewicę od prawie czterdziestu lat, ale przestanę ją popierać, jeśli odetnie się od komunistów i towarzyszy ze wschodu. Całe szczęście i nadzieja w tym, że na to się nie zanosi i pewnie nigdy nie nastąpi, choć obawa jest bo gdyby to nastąpiło to co by się stało z oficerami broniącymi od dziesięcioleci naszego kraju?

Nie rozumiem dlaczego Krytyka ogranicza swobodę dyskusji na swoich łamach.

Za to, że nie boję się mówić głośno o tym, o czym lewica myśli ale nie mówi usuwacie moje komentarze i jak lewica ma być silna, skoro Krytyka i inne lewicowe pisma, środowiska zachowują się tak, jakby bały się same siebie?

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!