Kraj

Wiosna w Polsce czy jesień średniowiecza na opozycji?

Konwencja Wiosny, 3 lutego 2019. Fot. Jakub Szafrański

Po niedzielnej konwencji formacji Roberta Biedronia możemy dywagować, czy to jest „anty-PiS z treścią” konkurujący z „anty-PiS-em bez treści”, czy może raczej pomysł na przesunięcie całego spektrum politycznego na lewo i ku młodszej generacji – tak czy inaczej, PO może się obawiać przejęcia części swego elektoratu.

 

A gdzie podatki dla najbogatszych, względnie kto za te cuda zapłaci? Czy żeby skończyć z polsko-polską wojną, trzeba z góry zapowiadać rozliczenia PiS? A co jeśli wiosna Biedronia skończy się jesienią Jarosława? Jak pogodzić wodzowski narcyzm z egalitarnym programem? Gdzie postulat bezwarunkowego dochodu gwarantowanego? I czy zwolnieni z kopalń górnicy pojadą stawiać wiatraki w Słupsku (he he)? Prawdziwa lewica, prawdziwi demokraci, bezstronni dziennikarze i zatroskani obywatele z pewnością nie zawiodą i wszystkie te pytania zadadzą bądź – nikt dziś nie czeka na poniedziałkowe wydania gazet – już zdążyli zadać. Ja jednak spróbuję napisać, co już wiemy po paru godzinach od inauguracji nowego ruchu politycznego. Szykowanego, dodajmy, na wybory parlamentarne, dla których eurowybory to tylko chwilowy przystanek.

Kiedy politycy zostali celebrytami, Biedroń staje się politykiem

Po pierwsze, to nie będzie projekt obły i tyle „ogólnie słuszny”, ile bez treści. W tematach, których szczęśliwie nie nazywamy już zastępczymi, Biedroń – w polskich warunkach – jedzie po bandzie. Choć walczy o władzę, o aborcji (na życzenie) mówi to samo, co ruchy feministyczne. Podobnie o przemocy domowej, klauzulach sumienia, edukacji seksualnej w szkołach i egzekucji alimentów. Z Kościołem idzie na konfrontację w kwestii religii w szkołach i, co może ważniejsze, jego przywilejów finansowych. Związki partnerskie też jakoś nie były dotąd oczywistością dla partii z dwucyfrowymi ambicjami. Z kolei o wygaszeniu kopalń mówiła już partia Teraz!, ale raczej w kontekście antygórniczych uprzedzeń niż walki ze smogiem i zmiany miksu energetycznego.

Ktoś powie: dziś już można, bo Kler, bo Czarny Protest, bo społecznicy walczący ze smogiem, bo obrońcy puszczy. Reakcje sali wyraźnie jednak pokazywały, że wybrzmienie tych postulatów jako programu politycznego, a nie tylko haseł na wiecach, jest dla zwolenników równości, ekologii i świeckiego państwa niczym wstanie z kolan po latach lekceważenia i upokorzeń.

Grażyna Wolszczak wygrała z państwem polskim proces o smog. Co z tego wynika?

Po drugie, program Wiosny mimo silnych akcentów antyklerykalnych nie mieści się w ciasnych ramach post-Palikotowej „lewicy kulturowej”, względnie „obyczajowego liberalizmu”. Czego tam nie ma? Związanie płacy minimalnej ze średnią krajową, 500+ na każde dziecko, wspomniana już egzekucja alimentów przez administrację skarbową, gwarancja dostępu do lekarza specjalisty za pieniądze z NFZ i limit wydatków pacjenta na leki, wygaszenie kopalń i elektrowni węglowych do 2035 roku, tworzenie miejsc pracy w sektorze OZE, radykalne podwyżki płac dla pracowników oświaty, gwarancja miejsca w żłobkach, emerytura minimalna 1600 złotych, deglomeracja i autobus w każdej gminie, pomoc dla opiekunów osób z niepełnosprawnością…

Młodzi nauczyciele słyszą: „Jeśli wam tak źle, to zmieńcie pracę”

Z samego opodatkowania tacy, oszczędności na pieczątkach (Biedroń zapowiedział wysłanie pieczątek z urzędów do lamusa do 2022 roku) i likwidacji IPN Wiosna tego wszystkiego nie sfinansuje (więcej na ten temat na końcu), ale na pewno wiemy już jedno: Leszek Balcerowicz Słupska już nigdy nie odwiedzi.

Po trzecie, zobaczyliśmy, że profesjonalizm przekazu nie polega na tym, że wszyscy mają drogie garsonki i garnitury, tylko że estetykę dobiera się pod realny, a nie wyobrażony elektorat. Ale to już było znane z wykonania Maryli Rodowicz na otwarcie konwencji, potem Imagine Johna Lennona i trochę Obamowej Ameryki w światłach i konfetti – proszę bardzo. Wychowany na Trójce się wzruszy po prostu, hipster wzruszy postironicznie, klasa ludowa uzna swojskość i bezpośredniość chłopaka z Krosna, a wielkomiejska klasa średnia doceni, że nie dość, że taki europejski, to i do serca ludu przemawia. Polacy starzy i młodzi w spocie puszczonym na telebimach, wydziarana aktywistka i oldskulowy robotnik, hipster i emerytka, na scenie kilkoro doktorów, ale i żarty z image’u profesora-nerda Maćka Gduli – oto Wiosna. Na płycie Torwaru i trybunach przeważali zresztą polscy normalsi, raczej klasa średnia, ale nie czuć było wielkomiejskiej dystynkcji.

Po czwarte wreszcie, zapowiada się starcie na dwa fronty. Biedroń wyraźnie mocniej, co prawda, atakował PiS, na co zgromadzone tysiące reagowały z niekłamanym entuzjazmem, ale wszystko to w symetrystycznym sosie. Program Biedronia ma w zamyśle neutralizować zalety PiS (socjal!), atakować jego wady (wolność, równość, walka z korupcją, praworządność…) i zawstydzać Platformę, która z Biedroniem walczy moralnym szantażem i ersatzami polityki postępowej, PiS zaś chce pokonać narracją „ogólno-europejsko-demokratyczną” i twarzami ikon III RP.

Matyja: Kryzys lewicy to szansa Biedronia

czytaj także

Możemy dywagować, czy to jest „anty-PiS z treścią” konkurujący z „anty-PiS-em bez treści”, czy może raczej pomysł na przesunięcie całego spektrum politycznego na lewo i ku młodszej generacji – tak czy inaczej, PO może się obawiać przejęcia części swego elektoratu. W połączeniu z atakiem Biedronia na stary establishment, opowieścią Schetyny o „zjednoczonej opozycji” i wreszcie symulowaniem postępowego zwrotu przez PO czyni to wszelkie „pakty o nieagresji” czy „podział pracy” trudnymi do wyobrażenia. A przecież programowo te inicjatywy różnią się zasadniczo, mogłyby walczyć „obok siebie”, po linii podziału pokoleniowego i ideologicznego. Niestety, wojna Wiosny z Platformą grozi, że zamiast nowej, lepszej opozycji będziemy mieli tam jesień średniowiecza.

Na koniec, abstrahując od złośliwości, jaką skierowałem na początku ku tabunom „życzliwych”, muszę dodać, że paru trudnych i uzasadnionych pytań Biedroń z pewnością nie uniknie – tym bardziej jeśli w Sejmie będzie miał wpływ na rządy. Pod względem znaczenia na pierwszym miejscu byłby to regresywny system podatkowy w Polsce i taka jego zmiana, by nie tylko był sprawiedliwszy, ale i więcej (przykro mi bardzo) ściągał do budżetu – jeśli nasze państwo faktycznie ma nikogo nie zostawić z tyłu, zapewnić szybki dostęp do lekarzy specjalistów, a pracę w budżetówce uczynić prestiżową. Na drugim miejscu jest kwestia pracy i związków zawodowych, której sam wzrost (bardzo pożądany) płacy minimalnej nie wyczerpuje. Biedroń robi ukłon w stronę przedsiębiorców, zapowiadając cywilizację kontroli skarbowej i ucyfrowienie biurokracji, ale będzie też musiał pomyśleć o reprezentacji pracowniczej tam, gdzie dziś jest ona fikcją. Na trzecim miejscu znajdzie się mieszkalnictwo – prawdziwe pole minowe pod ostrzałem artylerii, której amunicji dostarcza potężne lobby deweloperskie z bankami pospołu. Na czwartym – polityka zagraniczna i europejska, o której kształcie w programie Wiosny wciąż wiemy bardzo mało.

Jeśli Robert Biedroń dojdzie do władzy i trwale zrealizuje połowę tych wszystkich pomysłów, Polska stanie się środkowoeuropejską Finlandią. Jeśli pomoże pokonać PiS, zachodząc go w wyborach z lewa i okrążając w parlamencie, Kurski z Lisem powinni mu wysłać dobrą flaszkę na przeprosiny. Ale jeśli odbierze tylko parę procent głosów PO i zapewni nam kolejne cztery lata Kaczyńskiego u władzy, to wszyscy, którzy byli w niedzielę na Torwarze, będą się mogli pochlastać. Tak z grubsza wyglądają scenariusze na najbliższy rok.

FOTORELACJA JAKUBA SZAFRAŃSKIEGO

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.