Kraj

Komercjalizacja się nie sprawdziła

Przed pielęgniarkami od dwudziestu lat stoją te same cele.

Sylwia Goławska: Najwyższa Izba Kontroli zbadała, jakie są efekty przekształcania szpitali w spółki prawa handlowego. Jej raport jest bardzo krytyczny. Zakładane cele komercjalizacji –  zmniejszenie strat i kolejek pacjentów oczekujących na zabiegi czy zwiększenie dostępności świadczeń zdrowotnych w ramach ubezpieczenia – w większości nie zostały osiągnięte. Zaskoczyło to panią?

Dorota Gardias: Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych wielokrotnie ostrzegał, że komercjalizacja szpitali nie rozwiąże problemów ochrony zdrowia. Jeżeli szpital zostaje przekształcony w spółkę prawa handlowego, to jego dług „przejmuje” samorząd. To wirtualne oddłużenie! Często budżet danego powiatu czy gminy jest mniejszy niż przejęty dług szpitala. Do tego przekształcony szpital nie ma długów, ale ma nadal takie samo finansowanie z NFZ. Tu nic się nie zmieniło.

Szpitale będą się zadłużać, ponieważ kontrakty z NFZ nie są co roku zwiększane. NFZ nie płaci za nadwykonania – w takiej sytuacji szpital może zawrzeć z NFZ ugodę lub oddać sprawę do sądu. Co będzie z nim dalej? Jak może istnieć firma, w której koszty są większe niż przychody z NFZ? Dlatego nie jestem zaskoczona raportem NIK. Natomiast bardzo martwię się tą sytuacją jako osoba od wielu lat pracująca w ochronie zdrowia, jako pacjentka i jako obywatelka.

NIK pisze, że na plus wyszły tylko te szpitale, w których obniżono koszty dzięki lepszej organizacji pracy i „optymalizacji zatrudnienia personelu medycznego”. Podkreśla jednak, że dokonanie tych zmian było też możliwe, gdy szpitale funkcjonowały jako samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej. Dlaczego więc ministerstwu tak bardzo zależy na przekształcaniu ich w spółki prawa handlowego? 


To pytanie należy kierować do ministerstwa zdrowia. W ustawie o działalności leczniczej znajduje się zapis, że jeżeli placówka zdrowia jest spółką, to może pobierać od pacjentów komercyjne opłaty, natomiast jeżeli jest SPZOZ-em – nie.

Proszę jednak zwrócić uwagę na to sformułowanie: „optymalizacja zatrudnienia”. Szpitale to przede wszystkim kapitał ludzki. Aby oferować pacjentom szeroki wachlarz usług i dobrze je świadczyć, potrzebni są ludzie, więc na płace dla personelu idą dość duże środki. „Optymalizacja zatrudnienia” w praktyce oznacza na przykład, że pielęgniarki się zwalnia i na nowo zatrudnia w tym samym miejscu na kontraktach. Pracodawcy podwyższają im wynagrodzenie, ale nie płacą już składek emerytalno-rentowych, zdrowotnych. Dla pracodawcy to oszczędność, dla pracownika – brak świadczeń socjalnych.

To dlatego OZZPiP protestował, gdy do ustawy o działalności leczniczej wprowadzano możliwość zawierania z pielęgniarkami kontraktów, czyli umów cywilnoprawnych? 

Pielęgniarek w Polsce jest za mało. Kolejnym rządom sygnalizowałyśmy, że trzeba stworzyć takie mechanizmy, które zachęcą młode kobiety, by przystępowały do tego zawodu. Tak się jednak nie stało. Teraz rząd, chcąc sobie poradzić z tym problemem, wprowadził zapis o kontraktach, bo przy tej formie zatrudnienia nie trzeba przestrzegać norm czasu pracy. W konsekwencji pracodawcy zatrudniają pielęgniarki na dużo więcej niż 160 godzin miesięcznie, jak przewiduje norma. Jest ich mniej, więc pracują dłużej.

To ma jakieś znaczenie dla pacjentów?

Przede wszystkim odbija się to właśnie na nich. Przemęczona pielęgniarka może popełnić błąd. Naraża zdrowie i życie ludzkie, a także naraża siebie, nawet na pozbawienie prawa do wykonywania zawodu. Człowiek, który tak dużo pracuje, staje się drażliwy, grozi mu ciągły stres, nerwica. To przyczynia się do konfliktów w miejscu pracy i – o czym rzadko się wspomina – do konfliktów w domu.

Uważam, że ważne jest, by pielęgniarka pracowała w stałym zespole, bo tylko wtedy może prawidłowo monitorować stan pacjenta, pielęgnować go. Zadań tych nie wykona dobrze osoba na umowie cywilnoprawnej.

Znowelizowana ustawa o zawodzie pielęgniarki i położnej zakłada jednak, że mogą one odmówić przejścia z etatu na kontrakt i że nie może to być powodem do zwolnienia. To jakaś forma rekompensaty dla pielęgniarek i próba ich zabezpieczenia?

Cieszę się, że ten zapis znalazł się w ustawie. Jeśli pielęgniarka odmówi przejścia na kontrakt, to nie można jej ani zwolnić, ani przesunąć na inne stanowisko. To jest pewne zabezpieczenie, bo wzmacnia pozycję pielęgniarek. Ale przecież nie trzeba by wprowadzać tego zapisu, gdyby przestrzegano kodeksu pracy! Mówi on, że nie można zmuszać pracownika do przechodzenia na umowę cywilnoprawną. Niestety, praktyka, jak wiemy, jest inna. Pielęgniarki w różny sposób zmuszane są do przejścia z umowy o pracę na kontrakty.

A pielęgniarka zmuszana do zmiany warunków zatrudnienia nie mogła tego zgłosić na przykład do Państwowej Inspekcji Pracy?


Nawet jeśli PIP skontroluje daną placówkę i nałoży karę, to często pracodawcy wolą ją zapłacić, niż przywrócić pracownikom kontraktowym uprawnienia wynikające z kodeksu pracy. taka kara to tylko 1–5 tys. złotych. Pamiętajmy też, że pracownicy często obawiają się zgłosić nieprawidłowości. Przyjmują „zaproponowane” warunki, dlatego że muszą mieć pracę: utrzymują rodzinę, mieszkanie, spłacają kredyt. Dla mnie umowy cywilnoprawne to wykorzystywanie ludzi, i to nie tylko w naszej, pielęgniarskiej i medycznej dziedzinie.

Pielęgniarki są za to teraz objęte taką ochroną jak funkcjonariusze publiczni – to także zapis ze znowelizowanej ustawy. 


Środowiska pielęgniarskie starały się, aby pielęgniarki miały status funkcjonariuszy publicznych. Czy to rzeczywiście potrzebne? Czasami pacjenci zachowują się bardzo agresywnie. Do tej pory znieważona czy pobita przez pacjenta pielęgniarka mogła indywidualnie złożyć wniosek na policję. Teraz wystarczy, że oddziałowa, ordynator, pielęgniarka, pacjent lub inna osoba powiadomią policję, że takie zdarzenie miało miejsce, i postępowanie prowadzone jest z urzędu. To szybsza i prostsza droga do wszczęcia postępowania. 

W 2011 został przyjęty cały pakiet ustaw medycznych, zmieniających także sytuację pielęgniarek. O co będą walczyć w 2012 roku?

Przed pielęgniarkami stoją od dwudziestu lat te same cele. Każdy kolejny rząd ucieka od systemowego uregulowania płac w ochronie zdrowia. OZZPiP jako strona społeczna zgłaszał konkretne uwagi, ale były one odrzucane i nasze propozycje nie spotykały się z akceptacją.

Warto też przypomnieć, że tylko do końca 2012 roku obowiązuje ustawa o podwyżkach dla pielęgniarek, którą wywalczyłyśmy przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku. Mówi ona, że jeżeli SPZOZ ma w ciągu roku dodatkowe środki z NFZ, to 40 procent z nich musi przeznaczyć na podwyżki dla pracowników, a trzy czwarte z tego dla pielęgniarek i położnych. Ta ustawa jest jednak martwa, ponieważ nie ma większych nakładów na ochronę zdrowia.

Dorota Gardias* pielęgniarka, działaczka związkowa. W latach 2005-2011 była przewodniczącą Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położonych.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.