Kraj

Każde zdanie Biedronia i Nowackiej przyjmowano owacjami

Kongres Kobiet

Jeżeli Biedroń i Nowacka staną na czele lewicowego bloku, do którego dołączą takie siły jak Razem i Zieloni, to polska lewica wreszcie będzie miała szansę na serio zaistnieć.

Debata Zmiana warty?, którą prowadziłam podczas IX Kongresu Kobiet w Poznaniu i w której uczestniczyli Barbara Nowacka (Inicjatywa Polska), Robert Biedroń (prezydent Słupska), Joanna Scheuring-Wielgus (Nowoczesna), Joanna Mucha (PO) i Borys Budka (PO), podbiła moje nadzieje oraz powiększyła lęki – i wbrew pozorom nie ma w tym sprzeczności.

Warakomska: Teraz jest czas mobilizacji

Polityczki i politycy lewicy i liberalnego centrum występowali w tej debacie w zupełnie różnych rolach. Nowacka i Biedroń jako „ci spoza Sejmu”, za to mówiący we własnym imieniu, natomiast Scheuring-Wielgus, Mucha i Budka jako posłanki i poseł, ale także jako osoby połączone więzami lojalności z partyjnymi szefami. Ta różnica konkretnie przekładała się na swobodę ich wypowiedzi.

Reakcje publiczności na wystąpienia Biedronia i Nowackiej utwierdziły mnie w przekonaniu, że jeżeli ta dwójka stanie w wyborach na czele lewicowego bloku, do którego dołączą takie siły jak Razem i Zieloni, a także działające lokalnie inicjatywy i ruchy miejskie, to polska lewica wreszcie bez obciążenia przymiotnikiem „postkomunistyczna” będzie miała szansę na serio zaistnieć i nie będzie to walka o pięć procent.

A jednak chociaż dwa tysiące kobiet na kongresowej widowni praktycznie każde zdanie Biedronia i Nowackiej przyjmowało owacjami, a do wyborów samorządowych został tylko rok, oboje wzbraniali się przed ujawnieniem detali swoich planów, a słowo „lider” było gorącym kartoflem, którym przerzucali się wszyscy paneliści. Barbara Nowacka powiedziała wręcz, że nie dlatego zajęła się polityką, że chciała być liderką, chodziło jej o wdrażanie w życie konkretnych wartości. Z jednej strony rozumiem dystansowanie się części obiecujących polityków od pojęcia „lider”, bo w kontekście działań wielu obecnych partyjnych liderów ma ono negatywne konotacje – kojarzy się z ogromną ambicją osobistą, która przeważa nad reprezentowaniem interesów społeczeństwa, i z bezwzględnym wykorzystywaniem innych ludzi w celu realizacji własnych planów. Z drugiej strony, nie ma możliwości wdrożenia w życie społeczne żadnych wartości, za którymi nie stoi konkretny, obdarzony umiejętnością wykładania swoich racji i uwiarygodniony przez swoje czyny człowiek. W tym kontekście nikt pewnie nie ma wątpliwości, że Nowacka i Biedroń zwyczajnie są liderami, a wartości, które próbują wdrażać w życie publiczne na różne sposoby, są tożsame i transparentne dla śledzących ich poczynania ludzi. Tym niecierpliwiej czekamy na konkrety – jak, gdzie, z kim i kiedy?!

Tu muszę dodać, że po lewej stronie zabrakło w sesji plenarnej przedstawicielki Partii Razem, bo chociaż to partia na razie pozaparlamentarna, to na jej stronie znajdziecie Kartę Praw Reprodukcyjnych zawierającą sensowne rozwiązania problemów polskich kobiet. Od razu oszczędzę wam czasu – nie szukajcie tego rodzaju dokumentów na stronach większości innych partii.

Pod względem wiarygodności w o wiele gorszej sytuacji od liderów (będę się upierać przy tym słowie) lewicy znaleźli się politycy reprezentujący potencjalną „zmianę warty” w Platformie Obywatelskiej. PO od dwóch lat nie zaprezentowała nowych założeń programowych, a jej reprezentanci powtórzyli ze sceny ku uciesze publiczności rytualne: już niedługo. Do tego, jako była ministra sportu i były minister sprawiedliwości Mucha i Budka są zwyczajnie współodpowiedzialni za działania obozu PO w czasach, kiedy był on u władzy. A z punktu widzenia polityki społecznej, czyli zagadnień, które najbardziej boleśnie dotyczą życia kobiet (zasiłki dla opiekunów osób niepełnosprawnych, alimenty, prawa reprodukcyjne, wyrównanie płac i zaliczenie pracy opiekuńczej do emerytur) nie bardzo mają się czym chwalić. Dlatego pytanie Nowackiej skierowane do Budki i Muchy: jak chcecie przekonać do respektowania praw kobiet wyborców, skoro nie byliście w stanie przekonać nawet członków swojej partii, zebrało gromkie brawa. Szefowa Inicjatywy Polska miała rację podważając wiarygodność PO w kwestii wspierania kobiet, bo to przecież za rządów tej formacji dostęp kobiet do legalnej aborcji został dramatycznie ograniczony. Stało się to, kiedy w 2015 roku Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, w którym zwalniał ginekologów-fundamentalistów, którzy odmówili kobiecie pomocy zasłaniając się klauzulą sumienia, z obowiązku wskazania jej miejsca, gdzie tę pomoc otrzymać. To także platformerska ministra edukacji, Joanna Kluzik-Rostkowska podtrzymała uzależnienie udziału nastolatka w zajęciach z edukacji seksualnej od przekonań religijnych rodziców, uznając, że skoro rodzic jest katolikiem, to ma prawo odmówić własnemu dziecku wiedzy o tym, jak unikać chorób wenerycznych, złego dotyku i niechcianej ciąży (o czym pisałam w tekście Dzieci nie są własnością rodziców). W ten sposób Platforma mimochodem i w mniejszej skali, ale jednak robiła to samo, co obecnie PiS robi na pełnym szwungu, czyli spychała Polskę w stronę uzależnionego od arbitralnie przyznanej biskupom władzy nad państwem wyznaniowym.

Diduszko: Dzieci nie są własnością rodziców

Na pytanie o zdolność koalicyjną obydwu liberalnych ugrupowań Borys Budka zadeklarował, że w razie takiej koalicji chętnie ustąpi jedynkę na liście koleżance z Nowoczesnej – byłby to na pewno cenny gest, w godnym szacunku stylu Roberta Biedronia bez wahania ustępującego miejsca samorządowczyni podczas panelu, do którego zaproszono samych mężczyzn. Gdyby Borys Budka i inni politycy regularnie zaczęli wykonywać tego rodzaju równościowe gesty, z pewnością nie odebrałoby im to głosów, a mogłoby mieć zbawienny wpływ na polską wciąż patriarchalną mentalność. Zobaczymy, czy tak się stanie, a o deklaracji nie zapominajmy. Joanna Mucha i Borys Budka potwierdzili też publicznie swoje poparcie dla projektu ustawy liberalizującej prawo antyaborcyjne komitetu Ratujmy Kobiety, a także obiecali lobbowanie za poparciem tego kluczowego dla dobra polskich kobiet i dzieci (edukacja seksualna w szkołach!) projektu – pozostaje nam poczekać czy jakiekolwiek echa tych deklaracji wybrzmią w rzeczywistości pokongresowej.

Joanna Scheuring-Wielgus, obok Katarzyny Lubnauer i Kamili Gasiuk-Pihowicz, jedna z najbardziej cenionych polityków Nowoczesnej, na pytanie o możliwe zmiany układu władzy w jej ugrupowaniu, lojalnie podkreślała wagę gry drużynowej w Nowoczesnej i niewidoczną, ale skuteczną robotę swojego szefa. Nie wątpię, że Ryszard Petru ma zasługi – zakładając partię i zapraszając na listy aktywistki, społeczniczki i inne wartościowe osoby dał alternatywę liberalnym wyborcom, którzy ostatecznie zawiedli się na Platformie, a oni skwapliwie z niej skorzystali. A jednak utrzymująca się tendencja spadkowa w sondażach Nowoczesnej przy jednoczesnej rosnącej tendencji zaufania do wymienionych wyżej polityczek pokazuje wyraźnie, czego teraz chcą wyborcy Nowoczesnej. Wygląda na to, że są gotowi pokładać swoje nadzieje w konkretnych ludziach, natomiast mądrością partii powinno być dawanie właśnie im realnej władzy i wpływu na kierunek programowy partii. Inaczej to nie działa, chyba że ma się w ręku władzę pozwalającą dostosowywać prawo i rzeczywistość do swojej wizji, bez względu na życzenie obywateli, którzy komuś tę władzę powierzyli. W ten sposób szef partii może sobie podporządkować nawet premiera, prezydenta i niezależne sądy, ale są działania ze sfery na tyle oddalonej od demokracji, że nie dochodzą tam nawet pocztówki z życzeniami. Na końcu tej drogi jest przepaść, choć być może jeszcze nie widać jej wyraźnie na horyzoncie.

My, kobiety [deklaracja Kongresu kobiet]

Moje nadzieje są takie: już niedługo ujawnią się dwa silne koalicyjne opozycyjne bloki – lewicowy i liberalny, a w tych blokach wolną rękę do działania dostaną te polityczki i ci politycy, których działania i głosowania nie różnią się od deklarowanych poglądów; ci, którzy zdobyli zaufanie wyborczyń i wyborców.

Moje lęki są takie: nie będzie żadnych bloków, zwycięży polskie „moje jest najmojsze” i każdy stanie do wyborów sam, a obecni liderzy nie posuną się ani trochę i nie zrobią miejsca innym, bo będą się bali o własną pozycję. Zapłacimy za to wszyscy słono.

Publiczność IX Kongresu Kobiet była znakomitym probieżem nastrojów i oczekiwań. Oby obecni w Poznaniu politycy i polityczki wyciągnęli z tej lekcji właściwe wnioski, czego sobie i państwu życzę.

Bio

Agata Diduszko-Zyglewska

| Publicystka Krytyki Politycznej
Dziennikarka, animatorka kultury, aktywistka miejska; współautorka dokumentu „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020”; absolwentka Instytutu Anglistyki UW oraz Akademii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach; studiowała też w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz Instytucie Sztuki PAN.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Lewica pod przywództwem Biedronia i Nowackiej to będzie lewica, która wyprzedaje część socjalną programu w zamian za światopoglądową, jak to się dzieje z lewicą na Zachodzie (mówię o lewicy o doświadczeniu z władzą, a nie naturszczyków typu Cobryn, Podemos itp. którzy nie przeszli jeszcze tej próby). Owszem, jeśli to nie będzie ich nic kosztować (np. sympatię ministry gabinetu cieni Kongresu Kobiet Henryki Bochniarz i jej kolegów, bo raczej nie koleżanek, pracodawców) nie będą się sprzeciwiać. Nie znam jednak "credentials" obu osób, które uprawdopodobniałyby przypuszczenie, ze są gotowe poświęcić cokolwiek by bronić wdrożenia, a nie deklarowania programu socjalnego. Na dodatek z Biedroniem jest taki problem, że jak został prezydentem to w dwóch sprawach zmienił pogląd o 180 stopni - dziś jest przeciwnikiem dwukadencyjności i sprzeciwia się liberalizacji przepisów o referendach lokalnych, które są krokiem w emancypacji społecznej z pod kurateli establishmentu. Mniejszym problemem jest sama zmiana, bo o wszystkim można dyskutować, ale to, że odmawia wytłumaczenia się z tej zmiany obracając swoim zwyczajem pytania w żart ("wesołość" to jego sposób grania) lub ignorując wezwania do rzeczowej dyskusji ("jestem nieusuwalnym dla was prezydentem i co mi zrobicie?") ze strony ludzi, z którymi wcześniej było przydatnie deklarować "obywatelskie" poglądy gdy był tylko posłem. To, że nie czuje się zobowiązany do objaśniania zwolennikom swoich wolt wróży jak najgorzej lewicy jeśli obierze go na swojego lidera. Np. w RAZEM by to nie przeszło i to jest właśnie nowa jakość, na której deficyt cierpi opozycja.

Ok, ale też miarą talentu do przewodzenia jest to jak się umie skapitalizować pokładane nadzieje - Biedroń zrobił to milion razy lepiej niż Razem, które, no na litość b-ską, ma trzy lata a nie umie przebić progu wyborczego. Nuff said.

A Biedroń przebił?

Tia... Biedroń i Nowacka na czele i zwyciężamy.... gdy się obróci tabelę....
Parti kobiet i inne tego typu inicjatywy ,,załapują'' po 0,1-1% poparcia w sondażach.
Walka o prawa mniejszości - może i dobra pośród sytych - głodnych nie zadowoli, a proponującego takie problemy na pierwszym miejscu wyśle w niebyt szybciej niż silnik RD-18.
A w tej kawiorowej lewicy typowe lewicowe postulaty i dążenia zastąpione zostały pierdołami światopoglądowymi...
A to będzie kolejna porażka.
Zajmijcie się rzeczywistymi, a nie urojonymi problemami, takimi które dotyczą większości prekariatu (tanie mieszkania, wsparcie dla rodzin wielodzietnych, przyzwoita pensja minimalna, likwidacja śmieciówek, progresja podatkowa, uszczelnienie systemu VAT, ograniczenie transferu kapitału poza granice RP. Pomyśleć również należy o emerytach i rencistach starego portfela, których świadczenia osiągają zazwyczaj ,,zawrotną kwotę'' 700 złotych...
Dopiero gdy zlikwiduje się ,,woorky poor'', przyjdzie czas na postulaty światopoglądowe i interesy mniejszości.

Zgadza się. Hierarchia potrzeb Maslova się kłania. Z tęczowym sztandarem na czele poszło do wyborów SLD. Wynik...
Wszystko o czym piszesz to też są wartości. Głodny i poniżany nie poczuje się wolnym, choćby mu o wolnościach gadać nie wiem ile. Szczególnie trzeba podkreślać "bezpieczną starość" i równe szanse w dostępie do edukacji czy służby zdrowia, która stała się medycznym biznesem.

Prawicowy sympatyk lewicy

Nic dodać nic ująć. Lewicę dziś mogą pociągnąc Ikonowicz i Zandberg, a nie różne krzykliwe myszki-agresorki domagające sie "praw reprodukcyjnych" (a co, nie można się już w Polsce reprodukować metodą stosunku seksualnego?).

Podział na lewice tzw. gospodarczą i obyczajową jest błędny. Są to często te samo problemy.
Zgadzam się, że najważniejsze jest odśmieciowanie rynku pracy. Ale to co naxywasz pierdołami, np. brak dostępu do aborcji udarza wlasnie w ubogi prekariat (kobiety zamożne pojadą na komfortowy, płatny zabieg w Niemczech).
A wczoraj w Oku był artykuł jak polska homofobia wyklucza nasz kraj z grona kandydatów do przyjęcia unijnych urzędów z Londynu.

Aborcja jest dobra na wszystko, na stopę za niską, na stopę za niską, na drogę za śliską, pararraraaaa pamparaaaaam.

Politycy PO i Nowoczesnej mogą sobie deklarować cokolwiek. Biorąc pod uwagę miejsce wystąpień nie mogli powiedzieć nic innego nie narażając się na wybuczenie. Sęk w tym, że na gruncie całych ich partii nie ma co liczyć na liberalizację ustawy antyaborcyjnej, czy edukację seksualną, równość małżeńską, zniesienie klauzuli sumienia, ani też na jakiegoś typu "pakiet socjalny" itd. Szkoda czasu, energii na obstawianie niewłaściwego konia. Należy o tym zapomnieć i ogniskować od razu wysiłki tam gdzie jest realna szansa na zmianę.

Co do Biedronia, to nie wiadomo jakie on ma właściwie plany. Jest lokalnym prezydentem. Jaką rolę miałby przyjąć, aby generować korzyść w skali ogólnopolskiej? Patrona? Jest dużo znaków zapytania jak to poskładać i podzielam lęki, że może wyjść tak jak zwykle.

Ustawa antyaborcyjna jest dostatecznie liberalna, równość małżeńska istnieje, edukacja seksualna powinna być prywatna tak samo jak cała edukacja, klauzula sumienia nie powinna funkcjonować jako ochrona przed zwolnieniem ludzi odmawiających wykonania swojej pracy.

Wynika z tego że lewica nie ma kompletnie nic do zaoferowania.

Ustawa aborcyjna będzie dostatecznie liberalna, jak kobieta będzie mogła decydować o każdej ciąży, czy chce ją donosić, czy przerwać, proszę PANA.
Równość małżeńska nie istnieje, osoby homoseksualne nadal nie mogą poślubić osoby, którą kochają, proszę HETERYKA.
Edukacja seksualna powinna być ogólnodostępna, tak samo jak cała edukacja, proszę BOGACZA.

Aborcja jest dobra na wszystko, na stopę za niską, na drogę za śliską, parararaaaa pamparaaaam!

Zgadza się. Prawicowemu kołtunowi nie ma nic do zaoferowania.

Pani Diduszko - Zyglewska proponuje aby przywódcami lewicy zostało dwoje byłych działaczy Ruchu Palikota., albowiem są oni "zwyczajnie liderami". Natomiast Razem i Zieloni mają się podporządkować. Przypominam, że Razem otrzymało w ostatnich wyborach pół miliona głosów, w tym mój. Nigdy nie zagłosuję natomiast na panów Palikota, Millera, Kalisza i Czarzastego oraz listy wyborcze z ich udziałem. Przypominam, że pani Nowacka już raz była lansowana jako "przywódczyni lewicy" przez panów Millera i Palikota. Przyznaję, że lepsza Barbara Nowacka niż Magdalena Ogórek. Wszelako nie jest tajemnicą, że wówczas za panią Nowacką usiłowało się ukryć dwóch starszych panów, których lewicowość jest bardzo wątpliwa. Po co próbować jeszcze raz numeru, który wyraźnie się nie udał?

Teraz jednak wszystko wskazuje, że Barbara Nowacka mówi w swoim własnym imieniu i nikogo za plecami nie ma.

Jasne, Razem odwala kawał dobrej roboty. I dostali mój głos jako partia, a nawet jako konkretna osoba, która działa w regionie. I dostaną za każdym razem, jeśli tylko nie odwalą czegoś bardzo, bardzo złego.
Ale kogo z Razem wskazać tam na prezydenta? Na premiera? Kto miałby szansę?
A Robert Biedroń ma już zbudowane poparcie obywateli w wyborach na stanowisko prezydenta RP. Wystarczy je wzmocnić i podbudować. Wystarczy, żeby lewicowe partie jednogłośnie go poparły. Niektórzy mówią, że Biedroń powinien być premierem. Moim zdaniem nie. Wydaje się być idealistą - i dobrze, bo to pcha go do działania! To dobra cecha u prezydenta. Ale zła u premiera. Premier musi być realistą.

Zieloni? Ciężko mi wymienić choćby jednego polityka, który do nich należy z nazwiska. Jeszcze trudniej wymienić mi konkretne działania konkretnej osoby. Cenię ich sobie jako partię. Cenię za to, że angażują się w walkę o prawa kobiet i w ochronę przyrody (i z tym chyba się większości kojarzą - z ochroną przyrody). Chciałabym ich widzieć w Sejmie, bo wiem, że byliby w stanie współpracować z Razem przy stanowieniu prawa.
Barbara Nowacka? Prawa Kobiet. I ją też chciałabym widzieć w Sejmie.
Nie mam osobiście nikogo, kogo widziałabym jako premiera.

Na Barbarą Nowacką stoi obecnie pani Henryka Bochniarz prezes Konfederacji Lewiatan, która dawniej miała bardziej adekwatną nazwę Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Jeśli przyjmiemy, że lewicowość polega na tym, że w sporze o podział dochodu społecznego jesteśmy po stronie klas pracujących, to nie można ukryć, że pani Bochniarz siedzi po drugiej stronie stołu negocjacyjnego. Rozsądek nakazuje szanować adwersarza, obie strony tworzą bowiem większą całość, którą można nazwać wspólnotą polityczną. Jednak w sporze o ład społeczny pani Bochniarz reprezentuje prawicę. Są jeszcze inne płaszczyzny sporu politycznego, wszelako spór o podział dochodu jest najważniejszy. Kto staje w nim po stronie niższych klas społeczeństwa broni nie tylko ich dochodów, ale także ich godności. Z braku prawdziwej lewicy w jej rolę weszła partia pana Kaczyńskiego. Lansowanie pani Nowackiej przez panią Bochniarz tylko ułatwia grę polityczną obecnemu obozowi rządzącemu, w którym dodatkowo doszło do podziału na tych którzy grają dobrego policjanta i na tych którzy grają złego.

a może dwóch starszych panów chciało wykonać swój numer życia i wypromować autonomiczną Barbarę Nowacką ku chwale przyszłości?

I co, udało się?

wydaje mi się, że jeszcze nie można mieć pewności...

Znam dobry dowcip. Stara sępica mówi do sępiątek: nigdy nie można mieć pewności, może się wam zdarzyć zawrót głowy od krążenia nad ofiarą.

I tak, i nie. Po pierwsze jeśli chcemy mówić o jakimś silnym bloku lewicowym, to nie może mieć on jednego lidera, dlatego nie podoba mi się to co tutaj padło, czyli stwierdzenie w stylu: Biedroń i Nowacka liderami, a Razem i Zieloni niech się podporządkują i karnie staną w szeregu. Nie, to tak nie działa. Na dzień dzisiejszy jedyną partią lewicową mającą jakiekolwiek szanse i mające jako takie (aczkolwiek słabe) struktury jest Razem i robienie z nich "kwiatka do kożucha" jest nie na miejscu (zresztą o czymś mówi chyba to co padło w tekście, że w tej debacie o której mowa nie było nikogo z Razem? Trochę to dziwne, jedyna lewicowa partia nie miała swojego przedstawiciela, za to aż dwa miejsca dostało PO). Oczywiście pewnie jeśli Biedroń i Nowacka założą partię, to na starcie dostaną 5% może więcej, ale póki co tej partii nie ma, a nawet jeśli będzie to osobiście skłaniam się do tego by wszyscy traktowali się poważnie i podchodzili do siebie z szacunkiem i każdy miał takie samo znaczenie, a nie że ten będzie liderem, a reszta ma iść jak owce za nim, a jak się nie podoba to niech spada. I tutaj kamyczek do ogródka Razem. Po tym spotkaniu na lewicy 2tygodnie temu odniosłem wrażenie, że Razem chce przyjąć właśnie taką pozycję, że to my będziemy dyktować całej lewicy jak ma działać i jeśli ktoś chce iść z nami, to musi się całkowicie podporządkować, uznać zwierzchnictwo Razem i startować z list Razem. Przyznam, że mi się to nie spodobało, ale może źle to zinterpretowałem.

Inna sprawa, to cały czas z sympatią, ale ogromną niewiadomą patrzę na Biedronia i Nowacką. Nie wiem do końca jakie mają poglądy, wiem natomiast że cała masa osób, które ich popierają ma poglądy czasem aż skrajnie neoliberalne, więc coś to mocno mi zgrzyta i mam z tym problem, bo nie wiem czy to jest tylko i wyłącznie kwestia tego, że w Polsce jest jak jest i wyborcy sami często nie wiedzą na jaką partię, ludzi głosują, o jakich poglądach na różne kwestie, czy może jednak w jakimś sensie poglądy osób popierających Biedronia i Nowacką oddają to jakie oni mają sami poglądy?

Tak więc podsumowując. Po pierwsze sami zainteresowani, czyli Razem, Zieloni, Nowacka, Biedroń, powinni usiąść do stołu, nawet tak byśmy o tym nie wiedzieli i sami ze sobą ustalić czy jest możliwa jakaś koalicja wyborcza, jakiś sposób by pójść do wyborów z jednej listy i jeśli tak to jak to miałoby wyglądać. Na pewno nie ma mowy o jakichś liderach tak jak w tekście, to się nie sprawdzi po prostu i tyle, aczkolwiek jeśli taka koalicja by powstała, to wiadomo że media zrobią liderów z trójki Nowacka-Biedroń-Zandberg, ale to by było lepsze niż jedna, konkretna osoba, takie rozmycie. Sam wielokrotnie pisałem, mówiłem, że wyobrażam sobie taką koalicję i oddałbym na nią głos. Wiem też że dużo łatwiej by mi było przekonać kilka osób, które gdyby wybory były dziś oddałyby głos na NowoczesnąPlatformę, na to by oddałby swój głos na lewicową koalicję, niż przekonać ich do głosowania na Razem, które jednak cały czas ma ok.3% poparcia więc wielu nie bierze ich poważnie (tak widziałem ten sondaż z 5%, ale bądźmy szczerzy, to tylko jeden sondaż). Ogólnie jednak według mnie nic z tego nie wyjdzie. Po pierwsze znając polskie realia każdy będzie ciągnął w swoją stronę (patrz wypowiedzi Razem, a tym że udostępnią miejsca na swoich listach ludziom lewicy, ale właśnie trochę tutaj zgrzyta, to że będą to listy Razem, przez co pewnie wielu na te listy nie będzie chciało wejść, inna sprawa jest taka, że faktycznie Razem ma jakąś już rozpoznawalność, tworzenie nowej nazwy dla koalicji w momencie gdy lewica jest tak słaba, mogłoby się okazać samobójem. W swoją stronę na pewno będzie też ciągnąć Nowacka czy Biedroń). Po drugie jest jeszcze kwestia SLD, które jest taką kulą u nogi, bo ja w życiu nie zagłosuję na coś gdzie będzie SLD, Razem na pewno na taką koalicję też nie pójdzie, ale Biedroń i Nowacka pewnie będą chcieli w tej koalicji widzieć także SLD i mamy problem. Po prostu za dużo jest problemów, niewiadomych jak to miałoby wyglądać, dlatego nie ma co sobie robić nadziei, że to się może udać, wolę być miło zaskoczony niż znowu się rozczarować.

Teraz sobie jeszcze poczytałem komentarze na facebooku pod tym artykułem i oczywiście sporo takich, że Biedroń, Nowacka - tak, Razem - nie 🙂 Niestety, ale problem jest też taki na polskiej lewicy, że sporo wyborców deklaruje się jako lewicowi, ale w rzeczywistości lewicowy ma tylko światopogląd. Stąd np. poparcie dla Biedronia, Nowackiej w tej grupie, bo oni są liberalni gospodarczo, a na pewno bardziej niż Razem i stąd oczywiście awersja do Razem. Dlatego to też jest kwestia czy da się to pogodzić? Czy gdyby Biedroń i Nowacka weszli w koalicję z Razem, to tym samym Biedroń nie straci nagle tych swoich 16%? Czy nagle na fb Biedronia nie będziemy czytać, że "miałem pana za normalnego, ale okazał się pan komunistą"? 🙂 Albo tak samo w przypadku Razem, czy niektórzy wyborcy Razem nie powiedzą "miałem was za prawdziwą lewice, ale okazaliście się liberałami". Dlatego tak jak piszę, według mnie nie ma co sobie robić nadziei na koalicję. Razem pójdzie samo, ewentualnie z Zielonymi, w samorządowych może z ruchami miejskimi, może IP Nowackiej w niektórych miastach też się dołączy, natomiast za 2lata będziemy mieć osobno Razem i osobno coś co stworzy Nowacka z Biedroniem, tak to widzę.

Tak, nie bylo nikogo z Razem za to był p. Budka, ktory zapoczątkował pomysł sprowadzenia Walusia do Polski....
Jedna tylko uwaga - wszystkie sondaże, w ktorych wyborcy deklarują się jako lewicowi są g*** warte. Ludzie w Polsce kompletnie nie mają pojęcia czym jest lewica. Sporo ludzi uważa ze SLD to lewica (bo ma L w nazwie) albo, ze Pis to lewica (bo dało 500 plus) i żadne argumenty do nich nie docierają.
Gdybyśmy chciali wiedzieć ilu wyborców ma w Polsce lewica to nie należy pytać o (często błednie) deklarowne poglądy tylko o stosunek do konkretnych spraw (podatki, zasiłki społeczne, prawo pracy, prawa reprodukcyjne itp.)

Dlatego dla mnie idiotyczny był niedawny sondaż, gdzie to niby 40% wyborców PO deklaruje poglądy lewicowe 🙂 To jest bez sensu. Bo to były tylko poglądy deklaratywne, na zasadzie, że ktoś się uznaje za osobę o poglądach lewicowych, a nie znaczy, to że ta osoba ma takie poglądy faktycznie. Śmieszny w tym kontekście był też zarzut, że oto wyborcy lewicy, którzy powinni popierać Razem, głosują na PO czy inne partie, a nie na partię lewicową, albo co powinno zrobić Razem by te 40% z PO przeciągnąć do siebie, albo dlaczego te osoby nie popierają Razem itd. To było o tyle głupie, że z tych 40%, pewnie faktycznie osobami o lewicowych poglądach można by było określić kilka procent, reszta to albo liberałowie, typowe osoby z centrum, lewicowe światopoglądowe, gospodarczo liberalne z którymi może by szlo się porozumieć lewicy, ale na pewno nie są oni lewicą, natomiast większość z tych 40% to pewnie neoliberałowie, którzy nie mają z lewicą nic wspólnego, więc choćby Razem stawało na głowie, to tych osób nie przekona do głosowania na nich, ale nie dlatego, że lewica w Polsce jest słaba, tylko z prostego powodu, że te osoby nie mają poglądów lewicowych i na lewicę taką jak Razem głosu nigdy nie oddadzą, bo Razem ma poglądy sprzeczne z ich własnymi poglądami.
W tym sondażu po prostu wychodzi to co powtarzam od dawna, w Polsce jest straszne pomieszanie z pojęciami. Przez ostatnie lata lewicy w Polsce przyklejono sprawy światopoglądowe i tylko i wyłącznie do tego sprowadzono lewicę, lewicowość i poglądy lewicowe. Stąd nic dziwnego, że dziś ludzie myślą o sobie, że są lewicowcami, że mają poglądy lewicowe, bo mają taki światopogląd, natomiast nie zdają sobie sprawy, że lewica to coś więcej, że lewica to też, a może przede wszystkim pewien sposób patrzenia na gospodarkę, na państwo, na społeczeństwo. Dlatego śmieszne jest branie tego sondaż sprzed paru tygodni poważnie jak to np. działo się w tok.fm.

Jeszcze muszę coś dodać. Od jakiegoś czasu fascynuje mnie to, że jak Razem krytykuje PO, to zewsząd zbiera za to gromy, że rozbija opozycję, że tak nie można, że pożyteczni idioci. A jak to samo robi Biedroń czy Nowacka (bo przecież jeśli ktoś uważnie śledzi ich wypowiedzi, wywiady, rozmowy, to też uderzają bardzo często w PO i jasno mówią to samo co Razem, że nie będzie zjednoczonej opozycji, wszyscy przeciw PiS), to już krytykowani nie są. Np. teraz widzę też jeden taki wpis na facebooku pod tym tekstem, gdzie jest wypowiedź, że z Razem nie można wejść w koalicję, bo krytykuje PO i rozbija opozycję, natomiast już Biedronia i Nowacką ta sama Pani popiera :), jest to o tyle ciekawe, że oni robią i mówią to samo, przecież też mówią, że nie wejdą w koalicję z Rysiem i Grzesiem i krytykują PO rozbijając opozycję i wzmacniając PiS jak uważa ta Pani. To się kupy nie trzyma 🙂 Nie wiem, może to chodzi o to jak to media pokazują? Może chodzi o język jakim się mówi (kolejny kamyczek do ogródka Razem, ale już wielokrotnie zwracałem uwagę na język jakim się komunikują, że być może on zniechęca do nich część ludzi)? Bo fakt Biedroń nawet krytykować potrafi ładnie. Ale to jest ciekawe, że może tak różnie odbierać w zasadzie takie same lub podobne wypowiedzi.

Znani lewicowi aktywiści występują tu w roli figowego listka. Stowarzyszenie Kongres Kobiet posiada własny gabinet Cieni. O jego obliczu gospodarczym i ideowym będą decydowały premierka i jej vice. Sprawdźcie sobie kto to jest i ile Panie mają wspólnego z lewicą.

Organizacja pracodawców prywatnych Henryki Bochniarz z gabinetu cieni Kongresu Kobiet za rządów PO w imię równoważenia budżetu domagała się likwidacji rent wdowich. Na szczęście PiS w porę wygrał i uratował od nędzy wiele kobiet.

NIECH TAK BĘDZIE.
Piękni Ludzie, piękna polityka!!!

Trzymam kciuki za ten tandem, ale nie jako przywódcy, a jako przedstawiciele. To różnica.
I proponuję jednak zamiast "lewicy" ugrupowanie liberalne.

Bez nazw: lewo/prawo, a po prostu. Z mądrością, świadomością, rozsądkiem i pięknymi ideami i celami, które NIE padają.

>Joanna Scheuring-Wielgus, obok Katarzyny Lubnauer i Kamili Gasiuk-Pihowicz, jedna z najbardziej cenionych polityków Nowoczesnej

No i to jest właśnie problem lewicy, dla was cennymi cechami charaktery są takie, jakie reprezentują intelektualne zera, kłamcy i pieniacze.

Prawicowy sympatyk lewicy

Powiem Wam coś jako obserwujący Was z boku:

Lewica ma szansę zaistnieć tylko pod jednym warunkiem: zaoferowania programu socjalnego, a nie światopoglądowego. I jak zacznie pracę u podstaw, a nie kolejne nieudolne próby promowania różnych miglancowatych liderów pokroju Biedronia. I jak schowa swoje kontrowersyjne, nieakceptowane przez większość społeczeństwa pomysły w zakresie legalizacji homozwiązków, aborcji na życzenie, sprowadzania islamskich imigrantów ekonomicznych.

Ludzie zagłosują na sprawiedliwe, solidarne państwo, a nie tego kto wyszczerzy bardziej zęby do kamery. Numer "na Macrona" w Polsce nie przejdzie, bo Polacy przez 200 lat zaborów i okupacji nauczyli się podejrzliwości i odporności na tępą propagandę.

Dziś jedynym który to rozumie jest Zandberg, niestety, z różnych powodów jest ciągle spychany na dół, głównie przez krzykliwych światopoglądowców, którym wydaje sie że hasłami o równouprawnieniu osób binarnych płciowo zdobędą w 2019 większość konstytucyjną.

Też się zastanawiałem nad charakterystycznym dla polskiej lewicy brakiem oferty socjalnej dla wyborców, który wg mnie wynika stąd, że beneficjentami takich programów siłą rzeczy byłyby rodziny wielodzietne, ludzie starsi, emeryci, przysłowiowi słuchacze Radia Maryja, ci którzy stracili na przemianach gospodarczych rządów lewicy i liberałów w latach ’90, a więc ludzie o poglądach zdecydowanie konserwatywnych. Dlaczego lewica miałaby wspierać grupy społeczne, których poglądy stoją w fundamentalnej sprzeczności z lewicowym światopoglądem ? Przecież niechęć lewicy do tej części elektoratu graniczy z pogardą. Jednak ten „ciemnogród” jest dużo bardziej inteligentny niż to się wydaje lewicowym elitom i nie dał się nabrać na ładny uśmiech pani Ogórek, a tocząc codzienną walkę o zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb niespecjalnie jest też zainteresowany kwestiami LGBTQ czy feminizmem trzeciofalowym.

,,I jak schowa swoje kontrowersyjne, nieakceptowane przez większość społeczeństwa pomysły w zakresie legalizacji homozwiązków, aborcji na życzenie, sprowadzania islamskich imigrantów ekonomicznych."

Ponad 50% ludzi w tym kraju chce jakiejś formy legalizacji związków jednopłciowych. Biedroń nie ukrywając swojej orientacji został prezydentem z niewielkim mieście, ale są też przykłady sołtysek i sołtysów żyjących oficjalnie w związkach oraz wychowujących dzieci. 42% jest za liberalizacją ustawy antyaborcyjnej, a 45% za pozostawieniem bez zmian. Konserwatyzm Polek i Polaków to częściowo mit. Są w to wpychani przez polityków. Ale zgadzam się, że postulaty ekonomiczne są również bardzo ważne.

A ja mimo wszystko uważam, że coś w tym jest i warto do takich wpisów podejść poważnie. Oczywiście nie zgadzam się z tym, że lewica powinna porzucić takie kwestie jak małżeństwa homoseksualne, aborcja, uchodźcy/imigranci, ale według mnie w tym co zostało wyżej napisane jest czymś co lewica powinna dobrze przemyśleć. Trzeba przemyśleć to w tym sensie, by wiedzieć jak o tych sprawach rozmawiać, jak przekonywać. Pierwszy przykład z brzegu to imigranci na których Razem bardzo sporo traci. Zgadzam się z tym co Razem mówi na temat uchodźców, też nie mam żadnych wątpliwości, że ludzi uciekających przed wojną należy przyjąć, natomiast mi osobiście brakuje jasnego rozróżnienia uchodźca-imigrant ekonomiczny i nie widzę by ktoś w Razem starał się tutaj wyraźnie podkreślać, że tu jest mowa o czymś innym i że jeśli idzie o imigrantów ekonomicznych, to Polska powinna przemyśleć jaką strategię przyjąć i jak ma wyglądać w przyszłości nasza polityka jeśli idzie o imigracje zarobkowe czy to z Ukrainy czy to z innych krajów. Bardzo często można przeczytać, że Razem jest za przyjmowaniem wszystkich jak leci Razem zaleje nas muzułmanami i to krąży niczym te słynne 75%, powodując że spora grupa ludzi nie może się do Razem przekonać. Nigdy nie spotkałem się z tym by gdzieś w mediach czy na fanpagu ktoś z Razem jasno i wyraźnie powiedział, że uchodźcy - tak, imigranci - trzeba stworzyć sensowną politykę imigracyjną mającą ręce i nogi, ale na pewno nie przyjmować wszystkich jak leci (żeby była jasność nie jestem przeciwny imigracji zarobkowej, ale uważam właśnie, że to musi mieć ręce i nogi, musi być przemyślane a np. w tym momencie wątpię by w Polsce tak było). Ważne jest też by o uchodźcach mówić tak, by ludzi przekonywać, tymczasem Razem tego brakuje.
Ostatnio gdzieś widziałem, że była analiza badań jakie przeprowadzono w polskich szkołach. Tam wyszła niechęć do imigrantów, ale z tego co zrozumiałem to głownie nie dlatego, że wyznanie, terroryści etc., a często padał argument, że są leniwi, że dlaczego mają dostać od państwa kasę, mieszkanie etc., skoro my tego nie dostaniemy. To pokazuje, że może te nastroje w Polsce byłby inne, gdyby sytuacja ekonomiczna Polaków była inna, gdyby ludzie ufali państwu i to państwo realnie pomagałoby ludziom. Więc może jeśli chcemy stać się bardziej otwartym narodem, to trzeba zadbać o to by Polacy dobrze czuli się we własnym państwie?

Inne sprawy, aborcja, małżeństwa osób tej samej płci. Zgadzam się, że mówienie, że Polska jest bardzo mocno konserwatywna być może jest przesadzone, ale fakty są jednak też takie, że jakoś super też nie jest 🙂 Powiedzmy sobie to szczerze 🙂 Nie uważam, że te postulaty trzeba schować do szafy, absolutnie nie. Tylko trzeba zrobić coś by ludzi do nich przekonywać, a nie narzucać im odgórnie. A nie okłamujmy się, to się nie stanie w 2,3, czy nawet 5lat, na to potrzeba czasu. I tutaj też lewica potrzebuje języka, tak by umiejętnie o tym mówić i by przekonywać do tych postulatów ludzi. W którymś tutaj wpisie ktoś napisał mniej więcej coś takiego, że najpierw trzeba się skupić na tym by ludziom się lepiej żyło, by państwo lepiej funkcjonowało, by ludzie nie żyli na zasadzie, że braknie do 1-wszego, jeśli tak będzie, to wtedy łatwiej będzie też ludzi przekonywać do lewicowych spraw związanych ze światopoglądem.

Więc według mnie tak, trzeba te sprawy poruszać, walczyć o prawa, upominać się o nie, i przede wszystkim przekonywać do nich ludzi, dyskutując, rozmawiając, a nie narzucając, zasiewać ziarno. Ale lewica nie może się dać zamknąć w kwestii światopoglądowej, tak to jak to miało miejsce w Polsce, musi zająć się także po prostu ludźmi, zapewnić ludziom po prostu lepsze życie w Polsce, bo gdy żyje się gorzej, to nic dziwnego, że ludzie zwracają się do religii, różnych fanatyzmów, skrajności i raczej małe szanse że nagle zaczną popierać lewicowy światopogląd.

Z dziesięć lat temu Andrzej Smosarski w Dzienniku napisał o nowej lewicy, że jest gotowa pomagać skrzywdzonym i poniżonym warunkowo - jeśli się zmienią. Coś w tym jest, że mało w nas etosu Siłaczki i Judyma, którzy mieszali się odrażającymi, brudnymi, złymi oddając im swoje życie by byli szczęśliwsi. Tak, lewica nie może w imię sondaży zrezygnować z obrony przed bezduszną agresją wobec tych którzy nie potrafią żyć heroicznie według obcych sobie wymagań, ale nie byłoby nieetyczne, gdyby ze względu na zakorzenienie się w społeczeństwie, za czym idzie wynik wyborczy, zrezygnowała ze zmienia ludu pod siebie, a więc zdjęła ze sztandarów sprawy światopoglądowe. O tych sprawach niech zadecyduje kiedyś w miarę egalitarne i stabilne emocjonalnie społeczeństwo, którego budowa powinna być pierwszym celem lewicy.

Krzysztof Mazur

Po 1,5 roku PiSu PO rządziła 8 lat, więc po 4 latach PiSu mamy proporcjonalnie 20 lat rządów PO (zapewne w różnych koalicjach) do roku 2039. Biedroń nie będzie kandydował do sejmu, ani tworzył żadnej partii ani koalicji. Jedyną 'lewicą' (nie wnikam, czy to jest słuszne określenie), która może przekroczyć 5 % (jeśli PiS nie podniesie progów, jak w Turcji, albo pozmienia ordynacji na częściowo większościową) jest SLD. Razem będzie się cieszyć, jak ostatnio, gdy Zandberg skakał z radości, jeśli SLD nie wejdzie do sejmu, jak Razem. Nowacka może się dołączyć do SLD lub Razem albo zostać w domu, podobnie Zieloni.

Tyle, że wszyscy po lewo zachowują się tak, jakby SLD gdzieś wyparowało. Nawet tu jest jakaś "postkomuna". Lewica pójdzie do wyborów w rozsypce. Skutek łatwy jest do przewidzenia.
SLD może jeszcze się opamięta, wróci do swojego elektoratu i ciut się odświeży. A wtedy...

Krzysztof Mazur

Biedroń jako prezydent Słupska prowadzi słuszną neoliberalną politykę cięcia wydatków i może ją kontynuować w kolejnej kadencji. Jako były wyborca Ruchu Palikota w 2011 w okręgu Gdynia-Słupsk cieszę się z tego sukcesu.

Moze sie doczekamy takich ludzi w rzadzie..

Moze to bedzie kiedys nasz rzad...

Dorota ze Squota

Słowa tow. Nowackiej i tow. Biedronia zostały przyjęte z żywym zainteresowaniem przez masy robotnicze. Długo jeszcze nie milkły oklaski i skandowane na przemian imiona: "Ba-sia! Ro-bert! Ba-sia! Ro-bert!". Oklaski trwały ok. 10 minut, choć obrzękły klaszczącym prawice (ups! chodzi o dłonie), ale nikt nie odważył się przerwać, aby nie zostać posądzonym o reakcyjne zapędy. Na koniec odśpiewano "Międzynarodówkę". Dzieło Marksa-Lenina-Stalina wiecznie żywe! Pozdrawiam komintern!

Mam podobne wrażenia. Jeśli każde zdanie przyjmowano owacjami, to znaczy, że w tym towarzystwie nie ma miejsca na dyskusję.
Ponadto, Autorka pisze: "...oboje wzbraniali się przed ujawnieniem detali swoich planów". Czyli co tak naprawdę spotkało się z owacją? Strój? Uśmiech? Parę rzuconych frazesów? Samo pojawienie się na scenie?

Pani redaktor, "probierz" przez "rz", ostatnie zdanie.
Żałuję, że nie dowiedziałem się z Pani tekstu, dlaczego lewica Biedronia i Nowackiej "będzie szła po coś więcej, niż pięć procent". Bo tę dwójkę najmocniej oklaskiwano na kongresie? Bo mogą sobie pozwolić na programowe bujanie w obłokach?
Ani jedno, ani drugie nie zapewni nic poza wynikiem w granicach błędu statystycznego.
Ciekaw też jestem, co sprawia, że kreuje się na liderkę osobę pokroju pani Scheuring-Wielgus. Wygląda to na wyraz desperacji.