Kraj

Gzyra: Papież weganin

franciszek

Większość katolików ma udział w zwierzęcej krzywdzie: głównie jako konsumenci produktów powstałych kosztem zwierząt.

Po przeczytaniu opublikowanej w czerwcu encykliki papieskiej Laudato si’, Peter Singer stwierdził, że gdyby Franciszkowi udało się wpłynąć pozytywnie na stosunek katolików do zwierząt, „uczyniłby więcej dobra niż jakikolwiek papież w historii”. Jak zauważył, większość wiernych tego wyznania ma swój udział w zwierzęcej krzywdzie: jako hodowcy i przede wszystkim konsumenci produktów powstałych kosztem zwierząt.

Precyzyjniej mówiąc, stwierdził to w odniesieniu do ptaków, które na wielką skalę wykorzystywane są dla mięsa i jajek w ramach chowu przemysłowego. Ptaków, o których wspomniał także kiedyś w jednym z wywiadów kardynał Ratzinger – przyszły papież Benedykt XVI – odpowiadając na pytanie, czy mamy prawo użytkować zwierzęta, „a nawet je jeść”. Jego odpowiedź była później wielokrotnie cytowana, chociaż nie rozwinął jej w żadną encyklikę. Benedykt zaznaczył wówczas, że pytanie o dopuszczalność wykorzystywania i jedzenia zwierząt jest bardzo ważne, a ludzie nie powinni robić ze zwierzętami wszystkiego, co im przyjdzie do głowy. Podając przykład gęsi karmionych na siłę, by uzyskać foie gras, a także kur stłoczonych w klatkach, mówił o „degradowaniu żyjących stworzeń do roli towaru”, co jego zdaniem jest zaprzeczeniem wspólnotowych relacji człowieka i zwierząt, opisywanych w Biblii.

Nie był to nagły zwrot w nauce Kościoła. Raczej sięgnięcie do ducha Katechizmu. Wypowiedź nie zawierała tego, co Katechizm dopowiada do końca: naturą zwierząt jest po wsze czasy służyć człowiekowi, możemy z nich korzystać jako z formy bogactwa naturalnego, ale władza nad nimi, którą Bóg obdarzył ludzi, nie jest i nie powinna być absolutna. Oczywiście bardzo dobrze, że Ratzinger napiętnował chów przemysłowy jako nadużycie władzy. Nie sposób nie przyznać, że było w tym geście więcej konkretu niż może wynikać z ogólników Katechizmu.

Jeszcze bardziej popularny był jeden z wpisów Franciszka na Twitterze po opublikowaniu Laudato si’. Zawierał cytat z Katechizmu, który pasował również do nowej encykliki:

„Sprzeczne z godnością ludzką jest niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich zabijanie”.

Ponad 10 tys. osób oznaczyło go jako ulubiony, prawie tyle samo podało dalej. Setki osób w odpowiedzi zapytało jednak, czy papież jest już weganinem. Singer skomentował to podobnie: „Następnym logicznym krokiem jest papież weganin”.

Chyba możemy być wdzięczni twórcom zasady ograniczania tweetów do 140 znaków, że nie zmieściło się dokładne wyjaśnienie papieża, które z cierpień i śmierci są potrzebne, a które nie. Tym samym cytat pozostał otwarty również na interpretacje najprzychylniejsze zwierzętom, a więc mógł efektywniej inspirować do zmian. Faktycznie, był i jest wykorzystywany przez aktywistów, bo jako hasło prezentuje się nieźle.

Uwaga Singera odnosząca się do ptaków dobrze wpasowuje się ideę efektywnego altruizmu, którą promuje i której poświęcił ostatnią książkę The Most Good You Can Do: How Effective Altruism Is Changing Ideas About Living Ethically. Singer zachęca, żebyśmy starannie dobierali kogo i jak zamierzamy ratować. Gdyby dotyczyła ryb, również by pasowała. Tych krzywdzimy jeszcze więcej niż ptaków. Tylko że Singer nie mógł w ich przypadku nawiązać do encykliki. Ta bowiem mówi wyraźnie i kilkakrotnie o rybach jako o zasobach, źródle pożywienia i zarobku dla ludzi.

Singer jednak nie skupił się na krytyce słabszych fragmentów Laudato si’. Podkreślił w niej to, co stanowi o jej pozytywnym potencjale. Nie karcił, chwalił. Myślę, że to rozsądne.

Trzeba rozumieć kto, z jakim bagażem historii i w jakim otoczeniu pisał ten tekst. Nie wymagać niemożliwego, ale wskazywać, że możliwe jest więcej niż Kościołowi się w tej chwili wydaje.

Zresztą nie tylko Kościół odwleka rzeczywiste uznanie podmiotowości zwierząt i wyciągnięcie z niej praktycznych wniosków. Taka postawa jest również tradycją filozofii i nauki. Nie jest też wcale wyrugowana z innych postępowych ruchów społecznych. Inaczej mówiąc: ludzie mają problem z odpowiednim, bezprzemocowym i partnerskim stosunkiem do reszty zwierząt, nie tylko katolicy.

Niedocenienie faktu, że po raz pierwszy w historii papież w oficjalnym dokumencie tej rangi zwrócił uwagę na dotychczas marginalizowany i przychylniejszy zwierzętom nurt myślenia Kościoła o miejscu człowieka w przyrodzie, byłoby dla Kościoła niesprawiedliwe. Język tej ekoencykliki naprawdę bywa przełomowy, trzeba to przyznać, niezależnie od uzasadnionej krytyki Kościoła w wielu kwestiach, teoretycznych i praktycznych.

Laudato si’ mówi o rabunkowej eksploatacji dóbr, o ograbianiu natury, uciskanej i zdewastowanej ziemi, o destrukcyjnej postawie władcy-konsumenta, widzącym tylko swój doraźny interes. O wypaczeniu sensu biblijnego przykazania ludzkiego „panowania nad ziemią”, braku umiaru, współczucia, troski i solidarności. O tym, że „Biblia nie daje podstaw do despotycznego antropocentryzmu, nie interesującego się innymi stworzeniami”.

Wskazuje na złą wolę możnych tego świata i obojętność reszty. Mówi o konieczności zmiany stylu życia, produkcji i konsumpcji, osobistego doświadczenia cierpienia świata i uświadomienia sobie własnego wkładu w jego stan. Podkreśla wartość bojkotów konsumenckich jako siły nacisku na producentów. Mówi o motywowanej zyskiem manipulacji informacjami i o umniejszaniu pozytywnej roli organizacji społecznych, które powinny wpływać na rządy i kontrolować władzę.

Odnosi się częściej do gatunków i zagrożonej bioróżnorodności niż do krzywdy jednostek, ale jednak wskazuje, że inne istoty mają wartość samą w sobie, niezależnie od ich użyteczności dla człowieka. Piętnuje błędne myślenie, że „inne istoty żywe powinny być traktowane jako zwykłe przedmioty, podlegające arbitralnej dominacji człowieka”. Mówi o „mizerii, która prowadzi do znęcania się nad zwierzętami”, niesprawiedliwości ekologicznej, megalomańskim niepohamowaniu, egzaltacji technokratycznej i o potrzebie woli politycznej zmiany.

Podkreśla wagę sprawczości drobnych gestów, „małych codziennych działań”, przełamujących „logikę przemocy, wyzysku, egoizmu”. Tak, aby świat przestał być „światem znęcania się nad życiem we wszystkich jego formach”.

Oczywiście, trzeba też zrozumieć niecierpliwość wobec Kościoła i frustrację, która pojawia się w komentarzach po publikacji Laudato si’. Kiedy pomyśli się ile pozytywnego potencjału Kościoła codziennie jest marnowane i jak często on sam – na wszystkich szczeblach swej struktury – nie wykazuje dobrej woli, trudno o spokój i cierpliwość.

Laudato si’ nie zdziała cudu i nie zmiecie z powierzchni Ziemi szowinizmu gatunkowego. Nie taki zresztą był jej zamiar. Być może jednak wskaże drogę dalszej ewolucji Kościoła. Bez niej szanse na zmianę byłyby mniejsze, więc nie należy jej skreślać. Z pewnością natomiast trzeba wskazywać jej słabości. Krytycznie zestawiać jej postulaty z osiągnięciami współczesnych koncepcji etycznych, które już od kilkudziesięciu lat postulują odejście od krzywdzącego wykorzystywania zwierząt.

Odpowiedzią Platona na zarzut, że jego idealne państwo jest utopią, było stwierdzenie, że to całkiem prawdopodobne, ale przynajmniej jest ono punktem odniesienia przy ewaluacji istniejących państw i sugerowaniu udoskonaleń. Bernard Rollin zauważył kiedyś, że taka właśnie jest rola teorii etycznych: służą jako ideał, do którego realizacji się dąży. Zaraz dodał jednak, że w dążeniu tym powinniśmy być przygotowani do akceptacji czegoś mniejszego niż ideał i poruszać się umiejętnie na styku czystej teorii i presji rzeczywistości, aby w ogóle ruszyć z miejsca.

Oprócz mieszanki pochwał i sugestii ulepszeń, darem dla Kościoła, a przez to potencjalnie dla zwierząt (na co wskazywał Singer), jest istnienie silnego, niezależnego, prozwierzecego ruchu społecznego, który rozlicza, domaga się zmian, inspiruje i toruje drogę dalej. Sam papież uznał jego wartość, pisząc, że w dziedzinie ekologii „wzbogacił myśl Kościoła”.

**Dziennik Opinii nr 205/2015 (989)

***

Tekst powstał w ramach projektu Stacje Pogody (Weather Stations) współtworzonego przez Krytykę Polityczną, który stawia literaturę i narrację w centrum dyskusji o zmianach klimatycznych. Organizacje z Berlina, Dublina, Londynu, Melbourne i Warszawy wybrały pięcioro pisarzy do programu rezydencyjnego. Dzięki niemu stworzono pisarzom okazje do wspólnej pracy i zbadania, jak literatura może inspirować nowe style życia w kontekście najbardziej fundamentalnego wyzwania, przed którym stoi dzisiaj ludzkość – zmieniającego się klimatu. Polskim pisarzem współtworzącym projekt jest Jaś Kapela.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.