Kraj

Gdula: „Dzieci Chazana” – dlaczego nie

Możliwość przerywania ciąży nie jest wyłącznie sprawą techniczną. Łączy się z nią cała wizja organizowania relacji społecznych.

Być może jesteśmy świadkami tylko kolejnej potyczki w nieustającej wojnie podjazdowej wokół prawa do przerywania ciąży, ale możliwe też, że rozpoczyna się duża kampania, która na długi czas przesunie linie aborcyjnego frontu. Właśnie dlatego trzeba się dwa razy zastanowić, zanim podejmie się działanie. Twój Ruch, organizując akcję „Dzieci Chazana”, zastanowił się niestety tylko raz.

Decyzja Twojego Ruchu, aby coś zrobić w obliczu rozpędzających się działań środowisk antyaborcyjnych, jest nie tylko zrozumiała, ale godna pochwały. Obrona profesora Chazana zwolnionego z pracy za łamanie obowiązującego prawa zatacza coraz szersze kręgi. Politycy głównej partii opozycyjnej postulują zakaz wykonywania legalnych zabiegów przerywania ciąży w placówkach publicznych. Radni z Wołomina już wcielają ten pomysł w życie i uchwałą zakazują wykonywania aborcji w lokalnym szpitalu.

Nie dziwi zatem, że to właśnie Wołomin wybrali działacze Twojego Ruchu na rozpoczęcie ogólnopolskiej akcji. Zabierająca głos pod szpitalem Agnieszka Stupkiewicz-Turek słusznie zwracała uwagę na łamanie obowiązującego prawa przez lekarzy, na wprowadzanie doktryny religijnej do publicznej placówki, na to wreszcie, że działania środowisk proliferskich wymierzone są przeciwko kobietom i powodują ich cierpienie. Wszystko to mówiła w dodatku bardzo dzielnie na przekór dogadującym zza pleców fanom profesora Chazana i całkowitego zakazu przerywania ciąży.

Niezależnie jednak od tego, co powie się na konkretnych happeningach, przekaz akcji jest dość wyraźny i wiąże się z planszami przedstawiającymi zdeformowane płody. Miała to być mocna odpowiedź na zdjęcia rozpowszechniane przez środowiska antyaborcyjne, które pokazują zarodki i płody jako zamordowanych ludzi. W tej sytuacji nie da się uniknąć odwrócenia znaczeń.

W efekcie zdjęcia pokazywane na akcjach Twojego Ruchu stają się dowodem, że zdegenerowane płody nie zasługują na status ludzi, co podkreśla stosowane wobec nich konsekwentnie określenie „istota”.

Te zdjęcia wyznaczające sztywną granicę między człowiekiem i istotą chcąc nie chcąc łączą się z pewnym uzasadnieniem przerywania ciąży. Wychodzi ono od przekonania, że w pełni świadoma i niezależna jednostka ma prawo do decydowania o swoim losie. Gdy pojawia się zagrożenie, że jej projekt urodzenia zdrowego dziecka nie powiódł się, ma pełne prawo do pozbycia się kogoś, kto nie spełnia kryteriów człowieczeństwa. Tylko w ten sposób może ona zachować niezależność umożliwiającą dalsze swobodne dokonywanie wyborów.

Gdy w ten sposób przedstawia się racje stojące za przerywaniem ciąży, jestem w stanie zrozumieć, że nie u wszystkich wywołuje to entuzjazm. Kryje się za nimi wizja społeczeństwa silnych jednostek, które czują zobowiązanie wyłącznie wobec siebie. Wstęp do takiej wspólnoty mają tylko jednostki spełniające kryteria niezależności. Człowieczeństwo całej reszty – potrzebującej opieki, wsparcia i pomocy – staje pod znakiem zapytania.

Możliwość przerywania ciąży nie jest wyłącznie sprawą techniczną. Łączy się z nią cała wizja organizowania relacji społecznych. Jeśli uzasadnia się ją przez promowanie silnych jednostek, projektuje się też porządek społeczny skrojony na miarę silnych. Jeśli argumentem za aborcją jest ograniczenie cierpienia i budowanie więzi dających się utrzymać, działa się na rzecz społeczeństwa bardziej wrażliwego i solidarnego.

Oprócz tego, że stosowanie języka silnych jednostek rymuje się z budową niesprawiedliwego i wykluczającego społeczeństwa, jest dziś też po prostu nieskuteczne. Jak pokazywały badania, zakaz aborcji nie budzi wielkich emocji wśród młodych ludzi dlatego, że traktują nieplanowane zajście w ciążę jako dowód braku samokontroli i panowania nad swoim życiem. Silne jednostki, albo nie zaliczają wpadki, albo doskonale wiedzą, jak poradzić sobie w takiej sytuacji bez pomocy innych.

Z drugiej strony antyaborcjonistom bardziej niż o obronę życia chodzi o poczucie mocy. Czują się potężni, gdy mogą narzucić kobietom konieczność rodzenia. Podobnie jak wtedy, gdy mogą nazwać kogoś zdrajcą (w Wołominie oczywiście wobec działaczek Twojego Ruchu padło pytanie, czy na pewno są polskimi kobietami) lub pedałem. Prawicy nie przeszkadza, że panuje nad słabymi, a swoją dobre samopoczucie karmi ich cierpieniem. Właściwą odpowiedzią na tę „ekonomię libidalną” prawicy jest solidarność z cierpiącymi i stanięcie po stronie słabych, a nie odwoływanie się do języka silnych jednostek.

W walce o dostępność do zabiegów przerywania ciąży chodzi dziś o zmniejszenie władzy lekarzy nad kobietami, o poczucie godności pacjentek, o tworzenie takich relacji międzyludzkich, które są w stanie przetrwać i nie powodować cierpienia.

Dlatego aborcja łączy się z problemem egzekwowania alimentów, opieką nad niepełnosprawnymi i osobami starymi. Gdyby nazwa nie była już zaklepana, można byłoby to nawet nazwać cywilizacją życia.

Bio

Maciej Gdula

| dr hab. nauk społecznych, publicysta Krytyki Politycznej
Socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: "Style życia i porządek klasowy w Polsce" (2012, wspólnie z P. Sadurą), "Oprogramowanie rzeczywistości społecznej" (2014, wspólnie z L.M. Nijakowskim) i "Uspołecznienie i kompozycja. Dwie tradycje myśli społecznej a współczesne teorie krytyczne" (2015), „Nowy autorytaryzm” (2018).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.