Kraj

Galopujący Major: Tydzień, w którym państwo polskie (znów) przestało istnieć

Fot. Kancelaria Premiera, cc

Chaos i pożoga na szczytach władzy, duopol POPIS się na naszych oczach chwieje w posadach i chwiać się będzie coraz mocniej. I co w takiej sytuacji robi lewica? Otóż lewicy nie ma.

Od ponad tygodnia wszyscy w Polsce wiedzą, że istnieć ma taśma, na której obecny premier rządu polskiego ma załatwiać pożyczki „na słupy”, co pod groźbą fałszywych zeznań ujawnił jeden ze świadków. Znaczna część Polaków podejrzewa, że taśma raczej gdzieś jest niż jej nie ma, nie wiadomo tylko u kogo i czy w Polsce. Na jaw wypłynęła za to, istniejąca od trzech lat, inna z kolei taśma, na której obecny premier sugerował, że za pieniądze banku, którym wówczas zarządzał, będzie dawał kasę na lipne badania żonie jednego z ministrów. Szef partii koalicyjnej mówi, że nic się nie stało, że wszystko jest ok.

Taśma Morawieckiego: nie ma afery, jest ideolo

W odpowiedzi na taśmę z premierem, rzutem nomen omen na taśmę, niejaki Falenta – facet, który całe te nagrywania rozpoczął – sugeruje, że istnieje z kolei sextaśma, na której szef obecnej opozycji zabawia się w oparach białego proszku. Falenta, dostał właśnie od sądu odmowę odroczenia wykonania kary za te wszystkie podsłuchy i właśnie ma nóż na gardle. W międzyczasie wszyscy rządowi dziennikarze oskarżają „der Onet” o zdradę stanu za to, że ujawnia taśmy, które oficjalnie Onet dostał od Sądu Najwyższego, sami natomiast co chwila schodzą do piwniczki i wygodne dla siebie materiały z taśm non stop w TVP puszczają. Zdążyli już oskarżyć Sławomira Nowaka, że planował robić drugi zamach smoleński! A to przecież nie koniec. Wszyscy, ale to wszyscy, są przecież absolutnie przekonani, że tych taśm jest o wiele, wiele, więcej, że najlepsze kawałki zostaną odpalone tuż przed kolejnymi wyborami. I dopiero prawdziwy cyrk się zacznie.

Ostatnia ośmiorniczka liberalnego centrum

Słowem, nikt nad niczym nie panuje. Chaos i pożoga na szczytach władzy, duopol POPIS się na naszych oczach chwieje w posadach i chwiać się będzie coraz mocniej. Tak jak chwiał się system SLDowski przy okazji afery Rywina. Czasami pojawia się ten krótki moment, gdy możemy zajrzeć pod dywan i oglądać w akcji te słynne buldogi, które przy lampkach drogiego wina dzielą łupy i znaczą swoje terytorium. Czasami otwiera się okienko, zwykle raz na dekadę, gdy skala patologii jest już tak duża, że wszystko ma szansę zapaść się pod swoim ciężarem.

I co w takiej sytuacji robi lewica? Otóż lewicy nie ma. Znaczy jest, są cztery lewice albo pięć. Właśnie dołącza szósta, prosto ze Słupska. W Warszawie na urząd prezydenta wyznaczyła lewica, bagatela, tylko 4 kandydatów, są też konkurencyjne listy do rady miast, powiatów, sejmików. Ten ma brzydki życiorys, tamta nie lubi się z tamtą, ten nie jest tak naprawdę lewicowcem, a tamtej to chodzi tylko o władzę. W momencie, gdy na oczach całego społeczeństwa POPIS okazuje się dokładnie taką kamarylą, jak od lat opisywała to lewica, stoi lewica z boku i mierzy sobie nawzajem 100% lewicowego cukru w cukrze. A to wszystko na oczach lewicowych wyborców, którzy wręcz modlą się (ci ateistyczni także) do wszystkich znanych i nieznanych bogów naraz, aby wreszcie ci na lewicowej górze się dogadali. Żeby, jeśli chcą, to najpierw poszli do baru, upili się raz drugi, a potem wytrzeźwieli, przygryźli wargi, zacisnęli zęby i zatykając polityczne nosy w końcu usiedli wspólnie do okrągłego, lewicowego stołu i spisali umowę koalicyjną. Drugiej szansy przez kolejne 5 albo 10 lat może już nie być. I lewica sama będzie sobie winna.

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.