Kraj

Feministki do Barbary Nowackiej: Zwierząt się nie tresuje!

cyrk

„Regulacja gatunku”, „tresowanie”, nazywanie martwych ciał zwierząt mięsem czy futrem, liczenie zabitych zwierząt w kilogramach zamiast w jednostkach, nazywanie się „właścicielką” swojego zwierzęcego towarzysza domowego – oto esencja uprzedmiotowienia. Dlatego słowa są ważne.

„Tresuje się zwierzęta. My, kobiety jesteśmy ludźmi, mądrymi osobami, które podejmują świadome decyzje” – tak powiedziała kilka dni temu Barbara Nowacka w wywiadzie dla radia TOK FM. Słowa te padły w kontekście wcześniejszej wypowiedzi Roberta Biedronia, który stwierdził, że Nowacka była tresowana przez media, by przystąpić do Koalicji Obywatelskiej. Ten tekst nie będzie jednak dotyczył relacji Biedroń – Nowacka, lecz relacji Nowacka – zwierzęta. I szerzej: relacji feminizm – prawa zwierząt. Wydaje się, że w tym zakresie mamy jeszcze w Polsce sporą lekcję do odrobienia.

Dlatego dziś czujemy się w obowiązku przedstawić głos feminizmu, stojący tak samo po stronie kobiet, jak i po stronie zwierząt. Uważamy, że wrażliwość w sferze praw kobiet nie może iść w parze z obojętnością na zwierzęta lub z utrwalaniem niekorzystnych dla zwierząt stereotypów. W XXI wieku ekofeminizm powinien być wartością nowoczesnych społeczeństw. Dziś mówimy we trzy, ale jesteśmy pewne, że jest nas znacznie więcej.

*
Karolina Kuszlewicz:

karolina-kuszlewicz
Karolina Kuszlewicz – prawniczka, Rzeczniczka ds. ochrony zwierząt przy Polskim Towarzystwie Etycznym, członkini Zespołu ds. Kobiet przy Naczelnej Radzie Adwokackiej

Tresowanie zwierząt pojawia się w wypowiedzi Barbary Nowackiej jako przeciwieństwo podmiotowego traktowania kobiet. I nie byłoby w tym niczego zadziwiającego, gdyby nie fakt, że Nowacka wydaje się uznawać je za coś zupełnie normalnego, za utrwaloną oczywistość.

Tymczasem zwierzęta tresowane są np. w cyrkach, gdzie sprowadza się je do roli niewolników i łamie psychicznie. Dzikim zwierzętom odbierane jest prawo do realizacji ich potrzeb gatunkowych, a zatem to, co jest istotą ich życia. Poddawane tresurze, często traktowane są brutalnie. Wymusza się na nich naukę czynności kompletnie sprzecznych z ich naturą, jak skakanie tygrysa przez obręcze, taniec niedźwiedzia przy głośnej muzyce lub „sztuczki” wykonywane przez słonia. Pomiędzy tymi „spektaklami” zwierzęta pozostają zamknięte w klatkach i przewożone są dziesiątki i setki kilometrów z miejsca na miejsce. Właśnie teraz w Polsce toczy się batalia o wprowadzenie zakazu wykorzystywania zwierząt w cyrkach.

Pamiętajmy też o genezie cyrków. Pierwsze menażerie objazdowe pokazywały białemu społeczeństwu egzotyczne „atrakcje”, którymi byli zarówno przywiezieni m.in.z Afryki ludzie, jak i zwierzęta. Zniewolenie zwierząt szło w parze ze zniewoleniem ludzi. Dlatego dziś walka również powinna odbywać się o jednych i drugich.

Gzyra: Nie rób cyrku ze zwierząt

Odpowiedzialność polityków i polityczek wobec zwierząt

Zgadzam się z Barbarą Nowacką, że „język kształtuje świadomość, może wzmacniać, ale i niszczyć”. Dlatego właśnie wymagam szczególnej dbałości o słowa od osób zabierających głos w przestrzeni publicznej. Feministyczna wrażliwość nie może być wybiórcza, bo w przeciwnym razie przestanie nadążać za rzeczywistością.

Zwierzęta nie zgłoszą na policję, że poddawane są brutalnej tresurze. Nie podejmą samodzielnie inicjatywy ustawodawczej, by zawalczyć o poprawę warunków swojego życia spędzanego w metalowej klatce. Zwierzęta – ofiary przemocy nie złożą zeznań przed sądem, gdy zostaną okaleczone, upokorzone czy w inny sposób skrzywdzone. Pozostają niewidocznymi i niesłyszalnymi pokrzywdzonymi, a relacja ofiara – sprawca jest praktycznie nie do przerwania. Kto lepiej niż feministki, z założenia walczące z przemocą, ma rozumieć, jak ważna jest ochrona czującej istoty przed cierpieniem?

Przy tym zwierzęta są dziś najsłabszymi czującymi istotami w naszym systemie, ponieważ nie mają na niego żadnego wpływu, a w większości postrzegane są poprzez swoją funkcję wobec człowieka. Innymi słowy – są zależne i wykorzystywane.

Uniwersalny schemat wykluczeń

Na przestrzeni ostatnich stuleci obserwujemy, jak prawo swoją ochroną obejmuje kolejne grupy wykluczone. Tak było z walką o zniesienie niewolnictwa, a potem segregacji rasowej. Tak było z prawami wyborczymi kobiet – 100-lecie ich wywalczenia świętujemy właśnie w Polsce. Tak było z prawami dzieci. Trwa walka o prawa osób LGBTQ, osób z niepełnosprawnościami, uchodźców, prawa osób starszych.

Wszystkie te grupy łączy wspólny mianownik: były lub są nadal wykluczane przez społeczeństwo, prawo, język z powodu patriarchalnych mechanizmów władzy. A zatem – z powodu kształtowania ich sytuacji przez grupę decydentów, najsilniejszych w danym społeczeństwie.

My jako feministki znamy to dobrze. Władza oparta na sile i dominacji, nie zaś na równości i akceptacji, jest opresyjna.

Kapela: Wierzę, że świat może i powinien być wegański

Dziś jesteśmy na etapie, w którym mamy przestrzeń na upominanie się o kolejną grupę wykluczoną i opresjonowaną – zwierzęta. Nie oznacza to bynajmniej, że są one ludźmi. Są jednak żywymi istotami, wobec których nawet polskie prawo, przynajmniej w teorii, nie pozostawia wątpliwości, że zasługują na szacunek, opiekę i ochronę (art. 1 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt). Nauka zaś dostarczyła nam już wystarczających dowodów, że zwierzęta są zdolne do odczuwania cierpienia, zarówno w aspekcie fizycznym, jak i psychicznym.

Akceptacja praw zwierząt

Działania i język świadomych feministek, z szeroką wrażliwością, nie mogą zwierząt pomijać. Ostatnio zwracała na to m.in. uwagę dr Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, pisząc o „pewnej wspólnej podstawie aksjologicznej, która łączy działania na rzecz praw zwierząt i praw człowieka. W obu przypadkach wspólnym mianownikiem jest przekonanie, że każde życie i zdrowie ma wartość. Obie kwestie wyrastają z fundamentalnego braku przyzwolenia na przemoc w życiu społecznym. Z przekonania, że sam fakt, że ktoś jest silniejszy, nie przyznaje mu prawa do decydowania o słabszym, wykorzystywania tego słabszego, stosowania wobec niego przemocy czy wręcz zabijania go”. Zatem również w stosunku do zwierząt wejdźmy na drogę szacunku i akceptacji zamiast dominacji.

Gdzie ta dobra zmiana dla zwierząt?

*
Karolina Skowron

Karolina Skowron
Karolina Skowron – dyrektorka Corporate Relations w Fundacji Alberta Schweitzera (której misją jest poprawa losu zwierząt hodowlanych), twórczyni Centrum Zwierząt na Kongresie Kobiet, ekspertka na temat związków praw kobiet i zwierząt

Walka o równouprawnienie i o prawa zwierząt powinna iść w parze, a nasze dwa ruchy winny wspierać się nawzajem. Łączą nas te same wartości i mamy ten sam cel – wolność od cierpienia, szacunek i godność. Dlatego język, który normalizuje uprzedmiotowienie zwierząt i przemoc wobec nich, musi zniknąć z dyskursu publicznego. Szczególnie zaś nie powinien się pojawiać u działaczek feministycznych. Nie da się osiągnąć celów ruchu feministycznego bez jednoczesnego zwiększenia szacunku dla zwierząt w społeczeństwie.

Jeden system przemocy

Sytuacja kobiet, tak jak i zwierząt, funkcjonuje w ramach całej pozostałej rzeczywistości społecznej. To, co spotyka kobiety i zwierzęta, dzieje się w jednej kulturze, jednej cywilizacji, a wspólnym spoiwem krzywd jest system przemocy, w którym silniejszy wykorzystuje i uprzedmiotawia słabszego. Seksizm i szowinizm gatunkowy doskonale się uzupełniają, są elementami patriarchatu. Dlatego warto się przyjrzeć procesom, które pozwalają na to, by dyskryminować, umniejszać, uprzedmiotawiać, niezależnie od grupy, którą to w danym momencie dotyka. Uprzedmiotowienie jest tu dla mnie słowem kluczem – kobiety są uprzedmiotowiane w przestrzeni publicznej jako obiekty seksualne, a zwierzęta – jako rzeczy i produkty.

Wspólny los, wspólna krzywda

Godząc się na uprzedmiotowienie dowolnej grupy, godzimy się na sam proces uprzedmiotawiania. Być może dojdzie kiedyś do całkowitego, rzeczywistego równouprawnienia kobiet. Jeśli jednak pozwolimy wówczas na dalsze przedmiotowe traktowanie innych grup – w tym zwierząt, używanych jak rzeczy na niewyobrażalną skalę – to samo zjawisko pozostanie akceptowalne w naszej kulturze i prędzej czy później znów dotknie kobiety bądź inną grupę.

Liczne badania dowodzą też, jak silna jest korelacja pomiędzy przemocą wobec zwierząt a przemocą wobec kobiet i dzieci. Prawdopodobieństwo, że sprawca przemocy wobec zwierząt popełni brutalne przestępstwo wobec ludzi, jest pięciokrotnie większe niż w przypadku osób, które nie dopuściły się takich działań. Chcąc zakończyć przemoc wobec kobiet, musimy walczyć z każdym rodzajem przemocy.

Gzyra: W byciu weganinem nie ma nic heroicznego

Język niebezpiecznym narzędziem

Najważniejszym spoiwem uprzedmiotowienia oraz przemocy jest język, który obydwa te zjawiska umożliwia i usprawiedliwia. Język umniejsza krzywdę – od „końskich zalotów”, przez nazywanie molestowania i gwizdów komplementami, po pytanie ofiar gwałtu o to, ile piły czy co miały na sobie.

Czy „humanitarne zabijanie” nie jest podobnym językiem opresji? „Regulacja gatunku”, „tresowanie”, nazywanie martwych ciał zwierząt mięsem czy futrem, liczenie zabitych zwierząt w kilogramach zamiast w jednostkach, nazywanie się „właścicielką” swojego zwierzęcego towarzysza domowego – oto esencja uprzedmiotowienia. Dlatego słowa są ważne.

PILNE. Śmiertelnie niebezpieczni ludzie zagrożeniem dla pytona

Prawa zwierząt są w naszym interesie

Prawdziwy feminizm nie wyklucza, nie dyskryminuje innych, bo w samej swojej istocie jest ruchem sprawiedliwości społecznej. Empatia należy do jego czołowych wartości. Tak samo jest w ruchu praw zwierząt.

Dlatego stawianie kobiet i zwierząt w opozycji do siebie jest błędem. Błędem, za który możemy zapłacić także jako kobiety. W dobrym społeczeństwie nie tresowałoby się ani kobiet (mądrych, świadomych ludzi), ani zwierząt (mądrych, świadomych, czujących istot), i jedno jest nierozerwalnie związane z drugim. Większy szacunek wobec zwierząt jest w żywym interesie feministek.

*
Aśka Wydrych

Stoję po stronie opresjonowanych

Aśka Wydrych
Aśka Wydrych, aktywistka prozwierzęca, weganka, feministka, założycielka Fundacji Czarna Owca Pana Kota, z wykształcenia politolożka, genderystka i fundraiserka. Absolwentka Szkoły Liderów PAFW.

Wiele osób, które deklarują się jako ludzie lewicy i dla których ważne są prawa kobiet, nie uwzględnia w swym spektrum etycznym zwierząt. Najwyższa pora, żeby to się zmieniło – jest to bowiem kwestia elementarnej sprawiedliwości społecznej.

Dla mnie lewicowość to stanie po stronie opresjonowanych. Trzeba zdać sobie sprawę, że zwierzęta są obecnie najliczniejszą opresjonowaną grupą. Rocznie na świecie na potrzeby przemysłu spożywczego i futrzarskiego zabijanych jest 68 miliardów zwierząt, w samej Polsce – 840 milionów (dane te obejmują tylko zwierzęta kręgowe). Konsekwencja wymaga, by dostrzegając dyskryminację kobiet, osób homoseksualnych czy inne przejawy nierówności, których we współczesnym świecie przecież nie brakuje, nie uczestniczyć w systemowej przemocy wobec zwierząt.

Patriarchat, który kobietom odbiera wolność decydowania o sobie, ogranicza ich wybory, narzuca role społeczne, tak samo odbiera wolność i życie zwierzętom. Oraz kształtuje nieprzyjazny język. To właśnie w języku seksizm, ksenofobia, rasizm splatają się z szowinizmem gatunkowym.

Jak się tresuje zwierzęta?

Zwierzęta tresuje się głównie na potrzeby przemysłu rozrywkowego (cyrki, delfinaria, zoo, zawody gołębi, przemysł filmowy), do wykorzystywania przez służby mundurowe – w tym wojsko – oraz na potrzeby myśliwych.

Z raportu holenderskiego Uniwersytetu w Wageningen z 2008 roku wynika, że 71% zwierząt tresowanych w cyrkach miało problemy zdrowotne, 33% z nich było głodzonych, 98% nie opuszczało klatki poza uczestniczeniem w „spektaklach”. Zwierzęta dzikie są uprowadzane ze swojego środowiska naturalnego, maltretowane, poddawane pełnej przemocy tresurze po to tylko, by ludzie mieli dostęp do wątpliwej „rozrywki”. Podobnie zwierzęta domowe czy hodowlane, takie jak gołębie, są tresowane, by brać udział w występach w cyrkach czy w wyczerpujących zawodach, w których śmiertelność ptaków może dochodzić nawet do 99% . Do tego dodajmy tresowanie zwierząt na potrzeby okrutnych eksperymentów naukowych, działań militarnych, a nawet na potrzeby sprawców przemocy domowej i eksploatacji w domach publicznych.

Bohaterskie zwierzęta na nie swoich wojnach

Razem znaczy lepiej!

Szowinizm gatunkowy jest obok seksizmu, homofobii, transofobii, rasizmu, antysemityzmu, ageizmu itp. kolejną formą wykluczenia i dyskryminacji – w tym wypadku ze względu na gatunek. Wszystkie te formy opresji są ze sobą ściśle powiązane – łączy je patriarchat, kapitalizm i religia. Już w XIX wieku anglosaskie sufrażystki, m.in. Elizabeth Cady Stanton, Susan B. Anthony , Sojourner Truth, Flora T. Neff, Harriet Beecher Stowe, Julia Ward Howe, Caroline Earle White, twierdziły, że walcząc o prawa wykluczonych, trudno jednocześnie uczestniczyć w eksploatacji zwierząt. Ich zdaniem prawa zwierząt były naturalną konsekwencją działań podejmowanych na rzecz ludzi, jak również kolejnym krokiem w kierunku osiągnięcia społecznego postępu. Dlatego nie tylko walczyły o prawa zwierząt i kobiet, ale też były abolicjonistkami.

Współczesne amerykańskie aktywistki ruchu feministycznego i praw zwierząt, takie jak Carol J. Adams czy pattrice jones, pełnymi garściami czerpią inspiracje z działań prowadzonych przez sufrażystki i poszerzają ich postulaty, mówiąc: powinnyśmy razem występować przeciwko opresji , razem rozwijać świadomość wielowątkowości opresji, razem walczyć o sprawiedliwość dla kobiet, osób LGBTQ, zwierząt, pracowników, walczyć z transfobią, klasizmem, szowinizmem gatunkowym i niszczeniem środowiska naturalnego.

Obecnie jeszcze bardziej niż wcześniej potrzebujemy intersekcjonalnego podejścia – powinnyśmy wspólnie wspierać swoje indywidualne walki. Tak jak nie można walczyć o prawa zwierząt, dyskryminując kobiety czy mniejszości, tak nie można walczyć o prawa kobiet czy mniejszości, nie biorąc pod uwagę opresji wobec zwierząt. Tylko działając razem, mamy szansę coś zmienić! Mamy wielkie szczęście, że mamy się do czego odwoływać, mamy wspólną historię (a raczej herstorię), mamy gdzie szukać inspiracji. Korzystajmy z tego – współdziałając, będzie nam łatwiej walczyć o poszczególne sprawy i przeciwdziałać różnym formom opresji.

Subtelne efekty inne od śmierci

czytaj także

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.