Kraj

Ekoburżuazja i ekofaszyści

hipster-thanksgiving-jedzenie-zywnosc-wegetarianizm

Większość przedstawicieli ekoburżuazji lubi wycieczki przyrodnicze, wspiera organizacje charytatywne, a biorąc prysznic, stara się nie marnować wody. W samochodzie mają włączony tryb ECO, a kiedy jadą na narty do Schladming, wybierają w nawigacji najbardziej ekologiczną trasę. Wierzą, że świat można poprawić za pomocą kapelusika z bawełny ekologicznej. Wyraźne jest ich poczucie wyższości wobec osób, które nie prowadzą takiego trybu życia jak oni. Nie ma się co dziwić, że ludzie nienawidzą ekoburżuazji bardziej niż normalnych burżujów.

Evald z Tomášem siedzą w kawiarni, popijając kawę fair trade – z całą historią o członkach spółdzielni, którzy wyhodowali tę kawę na zboczach Andów, specjalnie dla nich, i teraz prowadzą dzięki temu idylliczne życie, o którym ci się nawet nie śniło. Świeci słońce, ale pod parasolem jest przyjemnie. Nieopodal przejeżdża tramwaj, mama prowadzi wózek obwieszony torbami z zakupami. Świat jest taki, jaki być powinien. Kto się stara, nie jest leniwy, ten ma otwarte drzwi do sukcesu. To ten najlepszy z możliwych światów. Produkty ekologiczne pomagają utrzymać go w należytym porządku, a fair trade daje tym żyjącym gdzieś bardzo, bardzo daleko biednym chłopom poczucie godności.

Narodziny ekoburżuazji

Evald i Tomáš są klasycznymi przedstawicielami ekoburżuazji i są z tego dumni. Przyzwoicie zarabiają i uważają, że są panami sytuacji i swojego życia. Od zwyczajnego drobnomieszczaństwa odróżnia ich właśnie miłość do zdrowego stylu życia, zaangażowanie w ochronę środowiska, zapał do zdrowej żywności i starania o redukcję śladu ekologicznego. Są to narzędzia służące do utrzymania stanu, w którym są tak zadowoleni.

Milion plastikowych butelek na minutę

czytaj także

Oczywiście nie wszyscy przedstawiciele ekoburżuazji robią to wszystko, i odwrotnie: niektórzy robią znacznie więcej. Mogą na przykład wspierać modne akcje charytatywne, cechujące się głównie tym, że biorą w nich udział znane osoby (tzw. osobistości czy VIP-y), są one szeroko popularyzowane na portalach społecznościowych, a przede wszystkimi nie stawiają wymagań dotyczących jakiegokolwiek osobistego zaangażowania czy, nie daj boże, krytycznej opinii na jakikolwiek temat.

Ekoburżuazję cechuje pozytywne myślenie, które wprawdzie potrafi być też bardzo krytyczne, ale przeważnie tylko w stosunku do osób o niższym statusie, rzadko zaś w stosunku do osób na wyższych pozycjach hierarchii społecznej. W tę stronę kierują się pragnienia ekoburżuazji, dlatego jej przedstawiciele nie kalają drogi, którą zamierzają obrać.

Narodziny ekoburżuazji wiążą się z transformacją aktywizmu w konsumpcjonizm. Zjawisko to ma dwie przeciwstawne przyczyny. Pierwszą jest aktywistyczna presja na zmianę zachowania społeczeństwa, którą wywierają różne grupy walczące o ochronę środowiska naturalnego, prawa człowieka i tym podobne. Te bardzo często skuteczne kampanie rzeczywiście prowadzą do społecznych zmian, a do tego mają negatywny wpływ na działalność wielu firm.

Niemcy kradną w imię godnych warunków pracy

Tutaj pojawia się jednak przeciwna presja ze strony korporacji. Wprawdzie początkowo odrzucają one podobne kampanie jako bezsensowne, ale ostatecznie, kiedy okazuje się, że taka linia argumentacyjna jest nie do utrzymania, przejmują retorykę aktywistów, zmieniając ją w produkt marketingowy. Nie zawsze chodzi tylko o kamuflowanie stosowanych przez korporacje praktyk, często naprawdę dochodzi do ważnych zmian.

Na końcu następuje pewna synteza. Nowe pokolenie aktywistów oraz nowe pokolenie menadżerów zbliżają się do siebie, a zamiast się spierać, poszukują wspólnej dla obu stron drogi, która – nie ukrywajmy – przynosi im również pewne korzyści. Po stronie aktywistów jest to odciążenie od nieustannej walki – wraz ze zwiększoną akceptacją społeczną wzrasta ich wynagrodzenie finansowe i standard życia, jednak dopiero wtedy, kiedy z ich ruchu usunięci zostaną radykałowie. Po stronie korporacji prowadzi to do ograniczenia strat, zwiększenia zysków na nowych rynkach, a także do wzrostu prestiżu dzięki społecznemu zaangażowaniu.

Jaś Kapela: Koniec Eldorado dla hodowców norek

Tak powstała też ekoburżuazja. Chociaż jej źródłem jest walka o zdrową żywność i godne warunki jej produkcji, chodzi tylko o pojedyncze, wyizolowane zmiany, o to, żeby w rzeczywistości nic się nie musiało zmienić. Podobne procesy rozgrywają się codziennie na wielu różnych poziomach życia. Możemy mieć tylko nadzieję, że z taką samą intensywnością powstają nowe radykalne grupy, którym chodzi o prawdziwą zmianę, a nie tylko o kosmetyczne czy – jeszcze gorzej – pozorne poprawki niesatysfakcjonującego stanu rzeczy.

Rola ekoburżuazji w społeczeństwie jest również bardzo ambiwalentna. Z jednej strony poprzez swoje potrzeby konsumpcyjne niewątpliwie posuwa ona konsumpcję w bardziej zrównoważonym kierunku. Wielu centroprawicowych liberałów uwrażliwia się dzięki temu na kwestię międzynarodowej solidarności i pewnie znaleźlibyśmy wśród nich wiele osób, które przejawiały solidarność z uchodźcami.

Europa udaje, że ta zbrodnia nie jest jej winą

czytaj także

Europa udaje, że ta zbrodnia nie jest jej winą

George Tyrikos-Ergas, , Zdjęcia: Luigi Avantaggiato

Z drugiej strony jednak wyraźne jest też ich poczucie wyższości wobec osób, które nie prowadzą takiego trybu życia jak oni. Z tym wiąże się też ich odcięcie od codziennej rzeczywistości, w której setki tysięcy ich sąsiadów kładą się spać, marząc o mielonce, a ekologiczna konsumpcja jest tylko pyszałkowatym wywyższaniem się. Dlatego nie ma się co dziwić, że ludzie ci nienawidzą ekoburżuazji jeszcze bardziej niż normalnych burżujów, którzy opychają się stekami z rekina i ragoût z muflona. W klasycznej burżuazji znajdują przynajmniej materializację swoich marzeń, mimo że nigdy się one nie spełnią. Mało kto pragnie się wzbogacić tylko po to, żeby zajadać ekologiczną ciecierzycę i uganiać się za kolejnymi drogimi działaniami oszczędnościowymi.

Myśliwi, nikt was już nie lubi!

Drzwi do ekofaszyzmu

Większość przedstawicieli ekoburżuazji lubi wycieczki przyrodnicze, wspiera organizacje charytatywne, a biorąc prysznic, stara się nie marnować wody. W samochodzie mają włączony tryb ECO, a kiedy jadą na narty do Schladming, wybierają w nawigacji najbardziej ekologiczną trasę. Wierzą, że świat można poprawić za pomocą kapelusika z bawełny ekologicznej. Używają naturalnego żelu pod prysznic, po który chodzą z własnym słoikiem do swojego ulubionego ekobutiku. Dlatego nie ma się co dziwić, że nie znoszą osób, które w jakiś sposób poddają w wątpliwość tę wizję albo nie chcą jej realizować. Tutaj otwierają się drzwi do nowej formy myślenia – ekofaszyzmu.

Faszyzm nie jest bowiem jedynie formą rządów; to tylko jego najwyższy poziom. To też sposób życia, postrzegania i interpretacji rzeczywistości. Tego, jak w niej interweniować i jak ją formować. Tradycyjnie faszyzm opierał się na silnej identyfikacji z państwem, ale w zglobalizowanym świecie, w którym przynajmniej część burżuazji prezentuje się jako quasi-kosmopolityczna, więź z państwem traci sens. Zamiast niej pojawia się identyfikacja ze stanem faktycznym, z określoną formą organizacji społecznej. Trzy podstawowe zasady faszyzmu transformują się w wizję ekofaszystowską: podstawą jest status quo, nic oprócz niego i nic przeciwko niemu.

Wolność jest nieograniczona, kiedy zaakceptujesz te trzy zasady. Mieszczą się w nich też tzw. negatywne prawa człowieka, czyli te, które elity uważają za jedyne słuszne. Przede wszystkim chodzi o wolność słowa, prawo do rzetelnego procesu sądowego, wolność wyznania, prawo wyborcze i oczywiście to najważniejsze – prawo własności. Może wydawać się to dziwne, ale wcale nie jest – dopóki ekoburżuazja zajmuje ważną pozycję w głównych mediach. Dopóki może wpływać na wyniki wyborów, wszystko jest w porządku. Nic więc dziwnego, że wraz z rozwojem internetu ekoburżuacja zaczyna panikować, że ideologiczne absurdy rozpowszechnia też ktoś inny. A kiedy wyniki wyborów nie zgadzają się z jej życzeniami, zaczyna je kwestionować.

Jak komentarze pod artykułami rozwalają sferę publiczną i nasze mózgi

Faszystowskie zasady uwodzą swoją pozytywnością. Faszyzm szanuje odpowiedzialną pracę, która przynosi korzyści jednostce i społeczeństwu. Opiera się na odpowiedzialności osobistej i uwielbia wyrzeczenia. Odrzuca „utopie” i nowatorskie rozwiązania. Wierzy, że powrót do jakiejś tradycji, która wprawdzie nigdy nie istniała, ale którą bardzo łatwo stworzyć, przyniesie poprawę. W naszym przypadku chodzi o „złote lata dziewięćdziesiąte”, z których ekoburżuazja usunęła lekkie oleje opałowe, niespełnione obietnice wpływowych osób i tysiące innych rzeczy, które nie pasują do obrazu świętych ojców i świętych czasów aksamitnej rewolucji. Ekofaszyzm tak samo jak faszyzm nie uznaje zasad solidarności (inkluzji społecznej i równości), ale szanuje charytatywność, która jest z definicji paternalistyczna i ignoruje źródła danego problemu. Bo także charytatywność traktuje w sposób ekskluzywny.

Ciekawe, że pomoc uchodźcom czy pomoc humanitarna mogą być w zgodzie z ekoburżuazyjnymi i ekofaszystowskimi zasadami. Również tutaj chodzi o respektowanie stanu, którego nie warto kwestionować. Natomiast daleko ekoburżujom i ekofaszystom do jakiejkolwiek przychylności w stosunku do wyzyskiwanych pracowników i prób zwalczania nierówności, ponieważ, w ich oczach, oznacza to odrzucenie zasad dobrego świata, który został stworzony zgodnie z ich mitologią z lat dziewięćdziesiątych.

Czy zabijanie norek daje pracę strukturalnie bezrobotnym?

Dla sfrustrowanej nic nierozumiejącym motłochem ekoburżuazji otwiera się nowy świat możliwości, pod zmodyfikowanym hasłem liberałów społecznych – „taki sam ekoświat jest możliwy”. Brak refleksji nad negatywnymi aspektami współczesnego stanu rzeczy prowadzi ich do kwestionowania podstaw spójnego społeczeństwa, a nawet do kwestionowania podstaw demokracji, choć do tej pory tylko na poziomie różnych uwag.

Skomplikowany świat

Nie tak dawno napisałem artykuł o tym, jak ludzie dążący do pozytywnego rozwoju społeczeństwa znaleźli się na jednej łodzi. Przez chwilę tak chyba było. Ale wraz z rozwijającym się ekofaszyzmem sytuacja się zmienia. Liberałowie społeczni (nie wiadomo czemu nazywani nową lewicą), tradycyjna lewica, liberalni komunitaryści i lewicowi libertarianie znaleźli się na tej łodzi pod pokładem. I nadszedł czas, żeby stamtąd wyjść.

Nowe procedury i nowe technologie tworzono zazwyczaj z myślą o zmianie świata na lepsze. Tak też było w przypadku promowania zrównoważonego rolnictwa, sprawiedliwej produkcji i handlu, zagadnień rozwoju itp. Niestety okazuje się, że praktyki te dotarły do rozdroża: mogą teraz pójść w stronę korzystną dla wszystkich albo – co zdarza się częściej – w stronę dużo większej korzyści tylko dla niektórych.

Wspieraniu produkcji ekologicznej również towarzyszył na początku szerszy kontekst podnoszenia jakości życia dla wszystkich. Tak samo idea fair trade zawierała – oprócz wymiaru pomocy żyjącym gdzieś daleko najbiedniejszym – przekonanie, że godziwe wynagrodzenie musi dostać też obsługa w kawiarni, gdzie sprzedawane są te towary.

Nie roszczę sobie tutaj pretensji do wyczerpującego i bezbłędnego opisu tego fenomenu. Chcę tylko z lekką, ale zamierzoną przesadą pokazać, że zewnętrzne przejawy umiarkowanego postępu w granicach prawa nie poprawią obecnej sytuacji, a wręcz odwrotnie: doprowadzą do jej pogorszenia. Termin „ekoburżuazja” nie ma dyskredytować produktów ekologicznych i innych dobrych technologii, ale opisuje zachowanie, które z ambitnych środków zrobiło cel. Zachowanie, które jest tak uwodzicielskie, że może przytrafić się każdej żyjącej alternatywnie osobie, jeśli tylko na chwilę przestanie uważać. Zachowanie, które z narzędzi zmiany społecznej czyni środek konserwujący, utrzymujący i wzmacniający status quo.

Walnij pieska kijem, zostań rolnikiem wyklętym

**
Autor jest założycielem pierwszego zajmującego się handlem hurtowym sklepu ekologicznego i fair trade w nowych krajach członkowskich UE. Tekst ukazał się na portalu A2larm.cz. Z czeskiego tłum. Olga Słowik

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.