Kraj

Duda jeszcze nie ocalił niezależnych sądów

Veto

Weto Dudy daje PiS więcej czasu na miękkie wprowadzenie reformy i dogadanie się z Kukizem oraz przyległościami w sprawie wyboru nowego KRS.

Wtorkowa debata nad reformą Sądu Najwyższego w Sejmie raz jeszcze potwierdza, że ideologia na ogół wcale nie kryje się na poziomie treści, ale formy. Bo nie trzeba wcale wczytywać się w „poselski” projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, by zrozumieć, że nie chodzi w nim o żadne usprawnienie pracy tego organu, a o siłowe podporządkowanie go rządzącej partii. By zrozumieć, że o to toczy się gra, wystarczyło obejrzeć kilka obrazków z Sejmu, pokazujących jak wyglądała debata.

Tak się nie da prowadzić debaty

Sejm został otoczony przez barierki i policję, zakazano wstępu gościom. Salę plenarną obstawiła straż marszałkowska, której dzień wcześniej zmieniono komendanta, stawiając na jej czele oficera BOR.

Kontrolowane przez PiS media podsycały atmosferę zagrożenia, straszyły rzekomo przygotowywanym przez „totalną opozycję” „puczem”, mającym obalić „demokratycznie wybraną władzę” w imię obrony „sędziowskiej kasty”.

Jak to zrobić, zanim nas zatłuką

W takich warunkach trudno jest prowadzić normalną, parlamentarną debatę. A kwestia reformy Sądu Najwyższego – jednej z najważniejszych instytucji polskiego ustroju – wymaga poważnej, długiej, merytorycznej dyskusji, w której wypowiedzieć mogą się nie tylko demokratycznie wybrani przedstawiciele Polaków, ale także reprezentanci sądów, zawodów prawniczych, zajmujących się prawami człowieka organizacji pozarządowych.

PiS, decydując się procedować projekt reformy jako poselski, a nie rządowy, zagwarantował sobie, że do takich wypowiedzi nie dojdzie. Dzięki temu nie musi przeprowadzać oficjalnych konsultacji, ani robić wysłuchania publicznego. Tempo procedowania ustawy jest takie, że nawet posłowie (o opinii publicznej nie wspominając) nie bardzo mieli czas, by zapoznać się z uwagami, jakie do ustawy zgłosili dziś prezes Sądu Najwyższego, Krajowa Rada Sądownictwa, czy Rzecznik Praw Obywatelskich.

PiS zachowywał się, jakby zależało mu głównie na tym, by ustawę przepchnąć przed poselskimi wakacjami. Jak słusznie zauważył publicysta konserwatywnego Klubu Jagiellońskiego, w takiej sytuacji, nie można traktować poważnie zapewnień rządu, że chodzi o „przywrócenie wymiaru sprawiedliwości obywatelom”. Bo gdyby naprawdę o to chodziło, obywatele zostaliby dopuszczeni do głosu w dyskusji o zmianach w Sądzie Najwyższym. PiS uwielbia powoływać się na wolę „narodu” i „obywateli” a jednocześnie pozostaje paranoicznie nieufny i otwarcie politycznie wrogi, wobec wszystkich form realnej samoorganizacji obywateli (samorządów zawodowych, organizacji trzeciego sektora, ruchów społecznych itd.), które nie są mu politycznie podporządkowane.

Ziobro z majchrem

Mimo to w Sejmie we wtorek wypowiedzieli się RPO Adam Bodnar, przedstawiciel KRS sędzia Dariusz Zawistowski, wreszcie prezes Sądu Najwyższego, Małgorzata Gersdorf. Cała trójka przedstawiła bardzo merytoryczne wystąpienia, punkt po punkcie wykazujące, dlaczego zaproponowana przez PiS ustawa jest niekonstytucyjna i niebezpieczna dla polskiej demokracji.

Jaka była odpowiedź ze strony PiS? Wystąpieniu profesor Gersdorf towarzyszyły buczenia, gwizdy, śmiechy i krzyki. Atmosfera przypominała raczej wiec z marca ’68, gdzie aktyw robotniczy wzywa do rozliczenia „syjonistów”, niż parlament demokratycznego państwa.

Ale prawdziwy popis nieparlamentarnych obyczajów dały wystąpienia Ziobro i Piotrowicza. Chyba Karol Irzykowski napisał o jednym ze swoich polemistów „ja proponuję mu partię szachów, a on wywraca szachownicę i majchrem we mnie”. To samo w Sejmie mogli powtórzyć wobec swoich oponentów w Sejmie prezes SN, czy RPO.

Ziobro i Piotrowicz ani słowem nie odnieśli się do merytorycznych zarzutów wobec ustawy. Zamiast tego przypuścili wściekły atak na sądy, środowisko sędziowskie, III RP i opozycje. Reformę sądownictwa w obecnym kształcie minister Ziobro i Piotrowicz uzasadniali tak zupełnie nie związanymi meritum argumentami, jak kradzieże kiełbasy przez przedstawicieli trzeciej władzy, sprawa Joanny Sawickiej, afera Amber Gold, czy zobowiązania poprzedniego rządu do przyjęcia uchodźców.

Bezsiła parlamentu

Po wtorkowej debacie trzeba też sobie powiedzieć, że do listy zdemolowanych przez PiS instytucji należy zaliczyć parlament. Ten bowiem nie tylko jest miejscem reprezentacji różnorodnych poglądów, interesów i postaw obecnych w społeczeństwie, ale także platformą, gdzie możliwa jest racjonalna debata między nimi i wypracowywanie kompromisowych rozwiązań.

Po tej debacie trzeba sobie powiedzieć, że do listy zdemolowanych przez PiS instytucji należy zaliczyć parlament.

Dziś parlament nie jest w stanie pełnić tej funkcji. Jakakolwiek racjonalna deliberacja nie jest możliwa. Najlepszym symbolem tego jest to, że w trakcie przemówienia Małgorzaty Gersdorf, Jarosław Kaczyński opuścił sejmową salę. „Szeregowy poseł” trzymający dziś w Polsce całą władzę wysłał wyraźny sygnał: władza nie będzie nawet udawać, że słucha nie zgadzających się z nią głosów. Najlepsze, najbardziej merytoryczne, niepochodzące z rządowych ław przemówienie w polskim Sejmie, znaczy dziś tyle, co przemówienia posłów koła „Znak” w Sejmie PRL.

Nie piszę tego, by siać defetyzm i namawiać do złożenia broni, czy porzucania parlamentu jako forum uprawiania polityki. Głos opozycyjny wobec PiS musi brzmieć także na łamach Sejmu i Senatu. Ale trzeba mieć świadomość, że parlament traktowany jest przez PiS, jako pałka do wprowadzania w życie kolejnych projektów Nowogrodzkiej, nie jako forum demokratycznej debaty.

Trzeba też pamiętać, że jak prymitywna i logicznie słaba nie byłaby argumentacja PiS w sprawie SN, to płonący koktajl insynuacji, jaki zaprezentowali politycy rządzącej partii, może zadziałać. Odwołuje się bowiem – nigdy dość powtarzać – do autentycznych emocji wielu Polaków i Polek, szczerze przekonanych o alienacji i arogancji sędziowskiej władzy. Ludzie naprawdę czują, że sądy są przewlekłe, że orzekają na korzyść potężnych i zamożnych.

Opozycja musi być też za czymś

Opozycja powinna się zastanowić, czy zdoła obronić niezależności sądów wyłącznie broniąc tego, co jest. Poprawka Dudy do ustawy o KRS, nakazująca wybór KRS większością 3/5 głosów oznacza, że pewnie mimo wszystko PiS nie przepchnie kluczowych dla siebie reform przed wakacjami, potrzeba będzie na to więcej czasu.

Weto nie ratuje jednak niezależności sądów. Daje PiS więcej czasu na miękkie wprowadzenie reformy i dogadanie się z Kukizem oraz przyległościami w sprawie wyboru nowego KRS. Daje czas pisowskiej propagandzie na urabianie opinii publicznej i demobilizacji protestu, jaki dziś nabrzmiewa na ulicach.

Projekt prezydenta nie likwiduje wreszcie problemu z konstytucyjnością ustawy o KRS, przerywającej kadencję konstytucyjnego organu bez zmiany ustawy zasadniczej. Choć wybór Rady większością 3/5 to krok w lepszą stronę, to w niczym nie zmienia to oceny ustawy o Sądzie Najwyższym, demolującej tę instytucję – do której istoty prezydent nie zgłosił jak na razie żadnych zastrzeżeń.

Zanim sprawa wróci po wakacjach opozycja musi więc wystąpić ze swoją inicjatywą. Pokazać, że ma pomysł na to, jak odpowiedzieć na problemy, jakie Polacy widzą w systemie sprawiedliwości, przedstawić swoje propozycje reformy. Odpowiadające na problem przewlekłości, ale jednocześnie trzymające się konstytucyjnych reguł. Samo bycie przeciw nie wystarczy – zwłaszcza, że czas może rozmyć społeczny przeciw i PiS dogadany z Kukizem pod egidą Dużego Pałacu znów nas rozegra na miękko.

PiS. Zwyczajna polska dyktatura

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Nie pasuje mi chwalenie na jednym oddechu wystąpień M.Gersdorf i A.Bodnara. To despekt dla niego. Potrafił przyznać, że sądy funkcjonowały źle. Zaś I prezes SN jest zadowolona ze status quo, a krytyka sądów jest motywowana w jej opinii złą wolą. Raczej nie czuje aspektu społecznego Prawa. Jakoś nie mam siły jej współczuć. Zauważyłem wystąpienie posła Winnickiego, narodowca. Nieznaczące, bo ile Winnicki ma dywizji, ale poważne, pod tym akurat lewica mogłaby się podpisać. Andrzej Duda przerwał pępowinę z PiS, czego Autor nie chce zauważyć i nie zauważy, dopóki prezydent nie stanie się Adrianem lewicy. O, wtedy lewica doceni go jako męża stanu.

W konstytucji napisano, że Naród sprawuje władzę bezpośrednio lub za pośrednictwem przedstawicieli. Proszę o wyjaśnienie mi w jaki sposób Naród może kształtować władzę sądowniczą?

Maciek Trybuszewski

Próbowałem kiedyś osobie nastawionej koncyliacyjnie w stosunku do PiS wytłumaczyć dlaczego nie zatrzyma tej opcji nic poza siłą i przemocą.

PiS nie może pójść na żadne ustępstwa, bo taka jest logika polaryzacji. Gdyby zaczęło ustępować w sprawie drzew w Puszczy, sądów, mediów, szanowania parlamentaryzmu itd. to co by z PiS właściwie zostało? Opozycja. Wynikanie dość proste - żeby PiS nie robił tego co robi musi przestać być PiSem. Czyli rzecz w zasadzie niemożliwa, a to dlatego że...

...oprócz samej polaryzacji ważna jest też jej dynamika. W Polsce podział mentalny między PiS i opozycją rośnie, podobnie jak podział w mediach i wśród obywateli. Zatrzymanie się w tym momencie nie tyle nie ma już sensu z punktu widzenia pragnienia przeforsowania swojej wizji co po prostu jest niemożliwe fizycznie. PiSowi, żeby nie stać się w oczach swoich zwolenników "trochę opozycją" musi przeć naprzód, koniec końców uciekając się do jakiejś formy przemocy. Póki co jest to łamanie regulaminu sejmowego, co przechodzi pomimo kłótni dość gładko. Gdyby jednak protesty na ulicach się przedłużały - a przedłużać się będą bo PiS i tak zmiany przegłosuje - a doraźni przywódcy uliczni w osobach Frasyniuka czy Kasprzaka zdecydowali się na miękką formę majdanu, Błaszczakowi nie pozostanie nic innego jak użycie przemocy.

Ponieważ wydaje się, powtarzam wydaje się, że przywódcy ulicznych manifestacji zorientowali się że protesty w obronie Trybunału Konstytucyjnego z zimy 2015/1016 nic nie dały najprawdopodobniej padnie być może nie wprost jakaś zachęta do bezprzemocowego majdanu. (co moim zdaniem miało sens już wtedy, tylko nikt wtedy nie rozumiał jeszcze że PiSowi nie chodzi o zmiany ani reformy tylko o przemoc jako taką) Jeżeli nie padnie, mamy pozamiatane, ponieważ PiS i tak postawi opozycję przed faktami dokonanymi. A protesty post factum niczego nie zmieniają, pozostanie wtedy tylko nawoływanie do obywatelskiego nieposłuszeństwa i anarchii.