Kraj

Drogi alimenciarzu, tu Twoje dziecko [list]

Fot. mrhayata, flickr.com

Do 18. roku życia mimo tego, że miałam świadomość, że nie płacisz alimentów i robi to za Ciebie państwo, dzięki wspaniałej kobiecie, która również dużo za Ciebie zrobiła – wychowała mnie, nie interesowało mnie to, jak odbywa się ich przyznawanie.

Drogi alimenciarzu,

tu Twoje dziecko. Dwadzieścia lat temu zostawiłeś mnie z młodą mamą. Nie pamiętam, jak wyglądasz – Ty też nie poznałbyś mnie na ulicy.

Do 18. roku życia mimo tego, że miałam świadomość, że nie płacisz alimentów i robi to za Ciebie państwo, dzięki wspaniałej kobiecie, która również dużo za Ciebie zrobiła – wychowała mnie, nie interesowało mnie to, jak odbywa się ich przyznawanie. Wyobraź sobie, jakie było moje zdziwienie, kiedy po osiemnastych urodzinach okazało się, że muszę „załatwić” alimenty sama! Pewnie domyślasz się, że przyjemnościom związanym z tym jakże cudownym przedsięwzięciem nie było końca. Nie? Nie za bardzo wiesz, jak to przebiega? Opowiem Ci! Nigdy nie rozmawialiśmy, ale pierwszą rozmową, którą przeprowadzimy, będzie właśnie ta.

O poranku, słońce budzi do życia mieszkańców średniej wielkości miasta, w którym mieszkam z mamą. Z wielką radością wstaję z łóżka, ubieram się i udaję się do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Tutaj radości zaczyna towarzyszyć zmieszanie. Okazuje się, że MOPR znajduje się… na drugim końcu miasta, że nigdy nawet nie słyszałam o ulicy, na której jest. Nie zrażam się jednak! Wsiadam w jedyny autobus, który tam dojeżdża i z podniesioną głową jadę po pieniądze, które mi się należą, a których Ty, z nieznanych mi ani państwu przyczyn, nie płacisz.

Polak potrafi. Unikać alimentów [rozmowa]

W Ośrodku wita mnie kolejka prawie jak te, które widuję w filmach opowiadających o czasach PRL-u. Ludzie w niej stojący, to w większości kobiety, dużo z nich z wózkami, z dziećmi biegającymi między nogami. Jest też kilku mężczyzn. Wiele z nich, w dłoniach ściska całe pliki dokumentów. Każda z tych osób nerwowo obserwuje drzwi do pokoju, zaciekle pilnują kolejności, za mną ustawia się coraz więcej osób. Przyznam szczerze, ze mi też udziela się niepokój.

W końcu udaje się. Wchodzę do środka, w dużym pomieszczeniu pracownicy MOPR-u zza szyb swoich biurek udzielą wskazówek interesantom. Siadam na miejscu, wyjaśniam, w jakiej sprawie przyszłam, dostaję formularz do wypełnienia. Koniec wizyty. Lekko zdziwiona wychodzę. Mijając oczekujących na swoją kolej, widzę ich zniecierpliwione spojrzenia.

Po powrocie do domu okazuje się, że nie wystarczy wypełnienie mnóstwa kolumn w formularzu. Potrzebuję kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu zaświadczeń, potwierdzających praktycznie każdą czynność wykonywaną przeze mnie, przez mamę, jej męża, kilkuletniego brata. Gromadzenie ich to nie lada wyczyn – ilość miejsc, które odwiedzam ja i reszta rodziny jest znaczna.

Po trzech dniach, kiedy wydaje mi się, że mam już wszystko, co potrzebne, niezrażona wracam do MOPR-u. Musiałam zwolnić się ze szkoły, bo autobus jedzie tam długo, ośrodek otwarty jest do 15, a w klasie maturalnej mam dużo zajęć – nie zdążyłabym inaczej. Nie zaskoczę Cię chyba, kiedy powiem, że powtarza się to, co cztery zdania wcześniej: kolejka, wózki, biegające dzieci, biurka, moje zdziwienie i coraz większa irytacja. Muszę dowieźć kolejne dokumenty. Tak kilka razy.

Kiedy już drogę do MOPR-u znam na pamięć i gdyby nie było to dość daleko, to mogłabym przejść ją z zamkniętymi oczami – rozpoczyna się oczekiwanie na decyzję.

Pieniądze są oczywiście potrzebne – dwudziestolatka nie musi Ci tego wyjaśniać. Mijają trzy miesiące. W ich trakcie jeszcze kilka razy zjawiam się w Ośrodku – byłam „obsługiwana” chyba przez wszystkich pracowników, dowożę ostatnie dokumenty. Otrzymujemy 500 złotych miesięcznie. Sukces, udało się! Weszłam w dorosłość najlepiej jak mogłam!

Łatwo bić gopsiary

czytaj także

Łatwo bić gopsiary

Wiktor Cyrny

Doświadczenie, które zdobyłam w funkcjonowaniu państwa, przyda mi się na kolejne lata życia. Zapamiętam historie, których wysłuchałam stojąc w kolejkach – nie da się ich zapomnieć, zapamiętam bzdurne oświadczenia, które wypisywałam – na przykład o tym, że moja mama jest moją mamą. Będę to wspominać chyba zawsze. Wstyd – którego najadłam się sporo, wsiadając do autobusu, który jeździ tylko w jedno miejsce – zostanie ze mną na zawsze. Spokój. Nareszcie, po trzech miesiącach stresu, czy przypadkiem nie przekroczyliśmy progu, aby dostać pieniądze, na bądź co bądź moje utrzymanie, udaje się.

Mogę przygotowywać się do matury i zastanawiać nad wyborem uczelni wyższej – wybieram się na studia. Bardzo dobrze się uczę, mam wielkie ambicje, dlatego mierzę wysoko i mocno wierzę w to, że osiągnę coś w życiu.

Ale nagle, zupełnie nagle, dociera do mnie fakt, że mogę nie mieć pieniędzy na wyjazd do „wielkiego” miasta na bardzo dobrą uczelnię. Wyobrażasz sobie? Co za pech, pomyślałeś pewnie. Okazuje się, że to wszystko Twoja wina. Otóż, gdybyś to Ty płacił moje alimenty, to nie musiałabym razem z mamą pilnować progu dochodowego, który nie pozwala mi na podjęcie pracy – jeśli go przekroczę, nie dostanę alimentów, nie odwiedzę więcej tego cudownego miejsca, jakim jest Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Nie chcę pozbywać się tej oczywistej przyjemności. Poza tym – nie oszukujmy się – ile zarobię w dodatkowej pracy, jako studentka, bez żadnego doświadczenia?

Tym sposobem, mimo tego, że poszłam na studia, jestem już na drugim roku, nie jest to moja wymarzona uczelnia, kierunek też niekoniecznie, studiuje w tym średniej wielkości mieście, w którym zamieszkałam z mamą.

Drodzy alimenciarze, tak wygląda życie wielu z nas – waszych dzieci. Nie obruszajcie się, kiedy tak Was nazywamy – alimenciarzami. Utrudniacie nam życie, opóźniacie spełnianie marzeń. Wasze internetowe lamenty, szczerze mówiąc – śmieszą nas. Prędzej czy później osiągniemy to, co sobie założyliśmy. Zdobędziemy szczyty, na które wspinamy się dłużej niż dzieci z pełnych rodzin, albo te, których ojcowie lub matki, sami płacą alimenty. Śmieszą nas komentarze o darmozjadach, o tym, że chcemy nie wiadomo czego, i ze właściwie mamy za dużo. Chcemy po prostu, żebyście wzięli odpowiedzialność za decyzje, które podjęliście 20 lat temu. Jeśli nie weźmiecie – trudno, my i tak dopniemy swego. Wiecie, skąd wiem? Wychowali nas samotni rodzice, kto ma dać radę, jak nie my?

Kobiecy desant na patriarchalną agorę

A, nie myślcie, że trudność sprawia nam jazda autobusem – MOPR-y, MOPS-y czy jakkolwiek inaczej nazwane Ośrodki Pomocy Społecznej często są umieszczone w bardzo niedogodnych miejscach, co nam, młodym ludziom nie sprawia problemu – to  wyobraźcie sobie, jak było, kiedy byliśmy małymi dziećmi, w wyżej wspomnianych wózkach.

***

Sara Sitko – studentka drugiego roku politologii, zainteresowana zarządzaniem projektami, feministka, fanka twórczości Michela Houellebecqa, od czasów szkoły średniej zaangażowana w inicjatywy dziennikarskie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.