Kraj

Cała Polska czyta o Miastku

Maciej Gdula

„Najgorętszy raport ostatnich miesięcy”, „doskonale, po reportersku wręcz napisane sprawozdanie ze stanu świadomości znaczącej części Polaków”. Badania zespołu Maćka Gduli omawiane są przez opiniotwórcze tygodniki, portale i przez ASZdziennik. Polska socjologia jeszcze nigdy nie zaszła tak wysoko.

Miastko to oczywiście kryptonim miejscowości na Mazowszu, gdzie Maciej Gdula z zespołem wykonali badania wśród wyborców polskiej prawicy, przede wszystkim obywateli głosujących na PiS. Raport z badań omawialiśmy już dość szczegółowo, z niecierpliwością czekamy na książkę Nowy autorytaryzm, która diagnozy raportu rozwija, krytykuje dzisiejszą opozycję i kreśli recepty polityczne na „dobrą zmianę”. Tymczasem stwierdzamy z radością, że wyniki badań wzbudziły ogromne zainteresowanie i spotkały się ze sporym zrozumieniem.

Neoautorytaryzm, a nie populizm. Skąd się wzięła „dobra zmiana”

Jako jedna z pierwszych na łamach portalu Oko.press omówiła tezy raportu Agata Szczęśniak, dokonując najbardziej chyba zwięzłego podsumowania badań (w pięciu punktach!) – autorka kładła nacisk na takie kwestie jak chęć rozliczenia elit przez wyborców PiS, aspiracje życiowe ważniejsze od doświadczenia frustracji, różnorodność elektoratu partii władzy, ale i źródeł informacji, z których czerpie on wiedzę o polityce, wreszcie na specyfikę neoautorytarnego projektu politycznego. Choć tekst ukazał się już 25 grudnia, co najmniej jeden fragment wybrzmiewa proroczo: „PO straciła obrońców. Ci, którzy na nią głosowali, nie znajdują języka, w którym mogliby wyrazić poparcie dla swojej partii i ratują się ucieczką od polityki. Zniechęcili się: «wszyscy politycy kłamią». Częściej Platformę bronili wyborcy lewicy”.

Jeszcze przed Świętami ukazał się również obszerny artykuł Jacka Rakowieckiego na łamach „Polityki”, który omówił szczegółowo, w jaki sposób PiS przyciąga określone grupy społeczne, nazywając raport „tyleż groźnym memento, ile doskonale, po reportersku wręcz napisanym sprawozdaniem ze stanu świadomości znaczącej części Polaków”.

Gdula w „GW”: Kaczyński buduje neoautorytaryzm

Z kolei godnościowy wymiar poparcia dla dobrej zmiany w swojej recenzji podkreślił autor „Newsweeka”: „Właśnie na brak szacunku, zwłaszcza ze strony znienawidzonych elit, narzekało wielu rozmówców dr. Gduli i jego współpracowników. PiS wyczuło te nastroje i świetnie obsłużyło buzujące antagonizmy, chociażby powtarzając na okrągło hasło o «wstawaniu z kolan» w polityce zagranicznej”.

W podobnym duchu, choć ostrzej, ten sam wątek raportu podkreślał Jakub Bierzanowski na łamach weekendowego wydania gazety.pl, wypominając liberałom i innym mieszczuchom klasową wyższość i pogardę: „Śmiali się z Grażyn i Januszów do rozpuku. Mało tego, doprowadzili do tego, że Janusz śmiał się sam z siebie. Wystarczy przypomnieć kabaret Paranienormalni albo puścić sobie Świat według Kiepskich. Ale śmiali się do czasu. Bo znalazł się ktoś, kto wreszcie potraktował Janusza poważnie”.

Na tym samym portalu z aprobatą diagnozy Gduli przywoływał Michał Gostkiewicz, przestrzegający jednak przed pochopnym potępianiem establishmentu III RP i wyrzucaniem go na śmietnik historii: „Tak, polskie elity przez lata pogardzały słabszymi, wyrzuconymi na margines transformacji. Tak, uznały wyborców PiS za gorszych, słabiej radzących sobie w świecie. I słusznie oberwały prawym sierpowym w wyborach. Ale dziś bić w elity razem z PiS to powtarzać ich własny błąd”.

Co ciekawe, wnioski w zasadzie przeciwne z tej samej lektury wysunął były wiceprezes NBP, Andrzej S. Bratkowski, dla którego kluczowe wnioski dotyczą niuansów klasowego składu elektoratu PiS. Podkreśla on, że badania z Miastka falsyfikują częstą na lewicy tezę o wyborcach Kaczyńskiego jako przegranych transformacji ekonomicznej: „po ponownym przeczytaniu raportu Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta opracowanego przez Instytut Studiów Zaawansowanych (think tank Krytyki Politycznej) doszedłem do wniosku, że warto go jednak gorąco polecić. Szczególnie lewicowym publicystom, którzy nadal wierzą, że to ubóstwo, wykluczenie i inne cierpienia spowodowane przez PO skłoniły wyborców do głosowania na PiS. Liberałom, kwestionującym takie wyjaśnienie, nie wierzyli”.

Ciekawe uwagi krytyczne – znów w przeciwnym kierunku – zgłosił w obszernym artykule na łamach „Tygodnika Powszechnego” Piotr Stankiewicz. Wskazuje on mianowicie, że „raport stara się pokazać, że samą biedą i brakiem perspektyw nie wytłumaczymy sukcesu PiS-u. I to jest prawda, ale ekonomii nie wolno nam spuścić z oka. Odnowione za unijne pieniądze fasady przy rynku i goły wskaźnik bezrobocia nie przekładają się bowiem wprost na sytuację życiową konkretnych ludzi, zwłaszcza jeśli połowa wyjechała w międzyczasie pracować na zmywak w Dublinie”.

Z kolei dr Michał Bilewicz, jeden z recenzentów raportu na seminarium w Instytucie Studiów Zaawansowanych podkreśla problematyczność samego pojęcia autorytaryzmu na określenie badanych przez zespół Gduli („Nienawiść wobec elit, niechęć do prawa i prawodawców, w końcu zgoła anarchistyczna potrzeba «rozwalenia tego wszystkiego». Są to odczucia bardzo dalekie od autorytaryzmu (…). Osoba autorytarna nie znosi bowiem chaosu, nieporządku, ale też przemocy”), a także reprezentatywność dobranej przez badaczy próby dla elektoratu PiS: „dla nich małe miasto to «prawdziwa Polska». W rzeczywistości jednak w małych miastach mieszka jakieś 10% Polaków (dla porównania: w dużych miastach około 30%, na wsi 40%, w średnich miastach 20%). Dzisiejsza Polska zdecydowanie nie jest krajem małych miast, szczególnie biorąc pod uwagę trendy migracyjne”.

„Dobra zmiana” w polskim Middletown

czytaj także

Ten sam badacz w wywiadzie udzielonym Agnieszce Kublik wskazywał dodatkowo na niedocenienie kwestii rozdźwięku między rosnącymi aspiracjami a możliwościami ich zaspokojenia: „Socjolog James Davies już w latach 60. doszedł do wniosku, że rewolucje wybuchają nie wtedy, gdy stopa życiowa się pogarsza, tylko wtedy, kiedy przestaje się poprawiać. Aspiracje rosną, a możliwości już nie. Teraz popatrzmy na polski PKB. Od 1989 r. mamy stały wzrost, który jeszcze przyspiesza po wejściu do Unii. I nagle w 2009 r. wszystko się zatrzymuje. Przez trzy, cztery lata PKB nie spada, ale wzrost jest znikomy, a aspiracje nadal rosną. A jeszcze coraz więcej podróżujemy i coraz lepiej wiemy, jak się żyje w Niemczech, we Francji”.

Sama dziennikarka omawia bardzo szeroko, wg jej własnych słów „najgorętszy raport ostatnich miesięcy” na łamach „Magazynu Świątecznego” dostrzegając bardzo złożoną naturę współczesnego projektu politycznego PiS: „Czyli nie kwestie godnościowe, ale jednak godność? Nie awans, ale jednak awans? Nie manipulacja emocjami i osądami wyborców, ale koniec końców jednak manipulacja? «To wszystko dość zagmatwane» – może skomentować czytelnik. Bo taki właśnie jest neoautorytaryzm. Posklejany ze sprzecznych mechanizmów. Do osiągnięcia klasycznie autorytarnych celów chytrze wykorzystujący narzędzia i instytucje demokratyczne. Odwołujący się do demokratycznych wartości”.

Z racji skomplikowania materii do wyjaśniania, co poeta miał na myśli, pracowicie zabrał się również – np. na łamach natemat.pl – sam autor i szef zespołu badawczego, dr hab. Maciej Gdula. I tak np. nie chodzi o to, czy PiS kupił czy nie kupił ludzi za 500 złotych, albowiem: „myślenie, że ludzie «lecą» na 500+, oznacza bardzo proste pojmowanie kategorii interesu ekonomicznego: że ludziom zależy na tych pieniądzach dlatego, że chcą sobie dużo szynki kupić albo co gorsza papierosów. Ludzie widzą 500+ dużo szerzej, interpretują to znacznie bardziej subtelnie niż wielu polityków. Dla nich jest to m.in. jakiś znak, że państwo dba o rodzinę, że można czegoś wreszcie od państwa oczekiwać. Jest to także takie spojrzenie: do diabła, jesteśmy rozwiniętym krajem i stać nas już na to, co jest pewną normą w innych krajach UE. I to jest coś, czego Platforma nie robiła – oni mówili, poczekajmy, jesteśmy jeszcze krajem na dorobku, musimy być odpowiedzialni. I PiS jest tą odpowiedzią na rosnące aspiracje”.

Na antenie TOK FM w „Światopodglądzie” Agnieszki Lichnerowicz z początku grudnia (pierwszy głos w mediach na ten temat!) Gdula tłumaczył złożoność motywacji wyborców: „to nie jest tylko odzyskiwanie godności przez ludzi. To jest coś więcej, to poczucie siły płynące z dominacji. To widać w stosunku do uchodźców: czemu nie mogą przyjechać? Bo są nierobami, tchórzliwi, nie zasłużyli. Tak samo jest z podejściem do «patologii», która powinna nie nic dostawać”.

Dziennikarce portalu tego samego radia, Agnieszce Wądołowskiej Gdula przypominał też o uproszczeniach w obrazie PiS jako partii Polski biednej i zacofanej: „Nie chcę powiedzieć, że nie ma różnić regionalnych. Ale jak się jeździ po Polsce, to widać, że ten czarny obraz Polski B jest naprawdę przesadzony, a przez ostatnią dekadę wiele się zmieniło. Tak było w badanym przed nas Miastku – nie ma wielu zdewastowanych miejsc, działa stadion, płace realne rosły, a bezrobocie spadało. Nie widać tej skrajnej biedy, nawet osiedle bloków jest odnowione, są place zabaw”.

Między innymi z inspiracji raportem  Dobra zmiana w Miastku do swego programu – również w TOK FM – redaktor Karolina Lewicka zaprosiła dra Mikołaja Cześnika, który opowiadał o wyborach politycznych mieszkańców mniejszych miast – członków naszej wspólnoty politycznej żyjącej w często innej zupełnie codzienności niż obywatele metropolii.

O zasięgu i wymowie wyników badań Maćka Gduli może świadczyć fakt, że raport bywa przywoływany także na marginesie tez felietonowych czy publicystyki bieżącej. I tak np. Andrzej Krajewski w związanym z „Dziennikiem. Gazetą Prawną” portalu Forsal.pl stawia tezę, że „wycinkowe badania Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta przyniosły wstrząsające wnioski. Wszystko, czego były pewne elity, zepchnięte przez PiS na margines, okazało się pobożnym życzeniem lub tworem wyobraźni. Polskie społeczeństwo, zwłaszcza na prowincji, nijak nie pasuje do propagandowego obrazka lansowanego od dekady. Co gorsza, straumatyzowany obóz liberalny zupełnie nie ma pojęcia, jak sobie z odkrytą właśnie prawdą poradzić”. Na łamach „Gazety Wyborczej” z kolei Ewa Siedlecka w dramatycznym manifeście Naród z partią, partia z narodem przywołuje raport na potwierdzenie jej własnych tez o szczerym i zapewne trwałym poparciu społeczeństwa dla obecnej władzy. Na podobnej zasadzie – choć w dłuższym tekście analitycznym dra Marcina Kędzierskiego – odniesienie do raportu pojawia się na portalu Klubu Jagiellońskiego. Autor powołuje się na wyniki badań, by uzasadnić tezę, że „Polacy akceptują uderzenie w elity sędziowskie (…). Ba, nawet oczekują tego od partii rządzącej!”.

Dla Edwina Bendyka z kolei raport Dobra zmiana w Miastku okazał się ważnym punktem odniesienia dla… recenzji sztuki teatralnej: „Monika Strzępka i Paweł Demirski nie bawią się w swym spektaklu, syntezie oryginału «Jądra ciemności» i późniejszych interpretacji, w akademickie subtelności. Ich ukryte w górze rzeki miasto Kurtza to nic innego niż Miastko, liberalne jądro ciemności, czyli symptom kapitalizmu legitymizowanego ideologią liberalizmu. Legitymacja wyczerpuje się, gdy kapitalizm z podręczników pokaże swoją realną twarz, czyli reżim akumulacji polegający na opresji, podporządkowaniu i wyzysku słabszych”.

Wielość interpretacji i inspiracji raportem bardzo nas cieszy i wróży sukces książki Nowy autorytaryzm, która ukaże się w Wydawnictwie Krytyki Politycznej już niedługo. Nie ukrywamy jednak w gronie Instytutu Studiów Zaawansowanych, że nie opiniotwórcze tygodniki, zasłużone redaktorki i badacze z kolosalnym dorobkiem, lecz właśnie ASZDziennik zrobił nam dzień: „dostaliśmy klucz do duszy wyborcy PiS, który w normalnym kraju powinien wstrząsnąć elitami, ale jako, że to Polska, napisze o tym jeden portal, lewacy i ASZdziennik. Socjolog Maciej Gdula zamiast biadolić na sprzedaniem demokracji za 500 zł pojechał ze współpracownikami do małego miasta i przepytał wyborców PiS na temat ich miłości do Kaczyńskiego”.

oprac. Michał Sutowski

Gdula-Nowy-autorytaryzm (1)Raport Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta został opracowany przez Macieja Gdulę przy współpracy Katarzyny Dębskiej i Kamila Trepki. Sfinansowano ze środków Fundacji im. Friedricha Eberta.

Recepty polityczne dla lewicy, jakie wynikają z raportu, będą przedmiotem książki Macieja Gduli Nowy autorytaryzm, która ukaże się wkrótce nakładem Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Czemu w artykule nie padło sformułowanie „represja seksualna”? Krążenie jak ćma wokół świecy.

  2. „Elity” odpowiedziały na ten, niewygodny dla siebie, raport wysypem tekstów o „chamie”,”Edku”,”Januszu i Grażynie”, którzy sprzedali wolność za 500+ bo „krąży nad nimi duch Jakuba Szeli. Proszę sobie zadać trud i wejść w komentarze pod zalinkowanymi w artykule,recenzjami i tekstami na temat tego raportu. Oto prawdziwy głos elit.
    A już pocałunek śmierci dał Raportowi Gduli sam Rafał A.Ziemkiewicz…chwaląc go. Noż,kuźwa mać, nie wolno mieć podobnego zdania na jakikolwiek temat,jak faszysta.
    Swoją drogą,nigdzie nie jest tak łatwo dostać się do elity,jak w RP o obojętnie jakim numerze.Wystarczy „zalajkować” odpowiedni tekst odpowiedniego celebryty lub autorytetu na odpowiednim portalu-i już można się uważać za elitę pełną gębą.

    1. „którzy sprzedali wolność za 500+”

      Co robi się szczególnie zabawne, gdy jednocześnie przedstawiciel tego samego klubu dyskusyjnego pisze, że raport falsyfikuje rzekomo lewicową teorię o ekonomicznych podstawach zwycięstwa PiS. I oczywiście spotyka się to stwierdzenie z gorącym aplauzem tych samych osób… którym nie przeszkadza to nadal stosować argumentu o 500+. I tak to się kręci. Zadowoleni z siebie inteligenci utwierdzają się w swojej wyższości, a PiS umacnia się na pozycjach.

  3. Raport ciekawy i dośc ponury. Moim zdaniem w powyzszym tekście autor źle interpretuje się niepokój elit. Nie dotyczy on samego zamiłowania do tej czy innej idei, tylko do zwycięstwa genu azjatyckiego w naszym pięknym kraju. Mamy dziś u władzy ekipę, która łamie prawo i Konstytucję, rozpyla ludziom w głowach mgłę helową i wyprowadza nas z kręgu kulturowego, do którego olbrzymim wysiłkiem i szczęśliwym trafem dostalismy się na wyrost.

    Obawiam się, że jest to stały trend, który doprowadzi nas tam, skąd wyszliśmy 27 lat temu i tak właśnie rozumiem niepokój elit.

  4. Raport nie wnosi nic nowego, a PO w latach swojej świetności zyskiwała spore poparcie w grupach społecznych, gdzie zdaniem KP jako partia neoliberalna nie miałaby czego szukać, a mimo to w swoim szczytowym okresie miała wyniki nawet wyższe, niż uzyskał PiS.
    Polityka jest w gruncie rzeczy prosta i PiS wygrał swoją aktywnością, pracowitością, budując wokół partii pewną otulinę, jak pisowska prasa, kluby Gazety Polskiej, organizując marsze w kolejne miesięcznice, a jeśli dodamy do tego kampanie negatywną i totalny upadek struktur, myślenia w PO to mamy banalne przyczyny porażki i banalną receptę na sukces.
    Trochę jak z bohaterem filmu „Zapach kobiety”, który zawsze wiedział która droga jest słuszna, ale nigdy nią nie szedł, bo była zbyt trudna, wymagała zbyt wiele pracy i wysiłku – opozycja nie wykonuje nawet pracy minimum, tu już nie chodzi o takie, inne poglądy, ale pewien podstawowym alfabet polityka, zasady komunikacji społecznej, PR-u i te dwie rzeczy szokują w zestawieniu z ponoć nowoczesnymi
    i wielkomiejskimi partiami PO i Nowoczesną.

  5. Trzeba docenić starania elit, że poza Warszawą zaczęły zauważać mniejsze miejscowości na Mazowszu. Jeszcze kilka lat i może uda się dotrzeć do tak egzotycznych regionów jak tereny popegeerowskie w warmińsko-mazurskim. Swoją drogą Miastko to nieduże miasto na Pomorzu w powiecie bytowskim i cały czas sądziłem, że o tą miejscowość chodzi. Dość nieszczęśliwie sobie pan Gdula przyjął ten kryptonim.