Kraj

Breaking Bad po polsku [list]

szkoła

Jako pracownik naukowy i lektor żywo interesuję się tematyką edukacji. Postanowiłam wziąć udział w dyskusji na ten temat, która toczy się w Krytyce Politycznej.

Pewnie wielu czytelników kojarzy postać Waltera White’a i może kojarzyć komentarz Kanadyjczyków mówiących, że u nich nauczyciel nie znalazłby się w tak dramatycznej sytuacji życiowej ze względu na bardziej ludzką politykę. Po lekturze na Krytyce Politycznej tekstów o edukacji nasuwa się pytanie o polskiego Waltera, z pylicą i nerwicą zamiast depresji i polskiego Pinkertona, co pod ławką przykleja gumy do żucia i wybija szyby w oknach szkoły.

Spięcie: Edukacja

Każdy z nas miał styczność z nauczycielem jak Walter – z potencjałem, ale złamanym przez system, z powodu którego miota się między pogardliwą rezygnacją a frenetycznym entuzjazmem. O polskich nauczycielach w szkole zazwyczaj mówi się w prasie, jak o zmarłych: dobrze albo wcale. „Obyś cudze dzieci uczył” funkcjonuje jako przekleństwo, a dotknięci nim traktowani są jak męczennicy. Blok nauczycielski jest oślą ławką wielu programów studiów, gdzie zajęcia z psychologii nijak się mają do zapanowania nad grupą, kształtowaniem kompetencji miękkich czy umiejętnością prowadzenia ciekawej dyskusji.

Elit baśnie o mchu i paproci

Ta polska rzeczywistość Miauczyńskich w ogóle nie przystaje do futurystycznych fantazji w felietonach, gdzie polski uczeń powinien po szkole poruszać się, jak po Akademii Pana Kleksa lub siedzieć na godzinie wychowawczej w kręgu, jak w szkole platońskiej. Dyskusje intelektualistów pokazują głębokie oderwanie elit od przyziemnej sytuacji finansowej polskich szkół. Idea wspólnotowości sprzeciwia się segregacji ze względu na kompetencje dzieci, a z drugiej pragnie edukować je tak, jak skandynawskie utopie. Wciąż podświadomie stawiają znak równości między podziałem na stopień zaawansowania ucznia z jego wartością. Nie patrzymy na uczniów z trudnościami w oddzielnych programach jak na odpowiednio zaopiekowanych, ale jak na banitów. Podobnie wierzymy w budowanie poczucia wspólnoty poprzez wymieszanie w blokach i klasach, a zapominamy, jak niezbędna jest przy tym polityka szacunku do inności. Jeśli będziemy uparcie udawać, że wszystkie dzieci są takie same, będziemy jak w Krainie Czarów malować białe róże na czerwono, albo jak w Gruzji malować trawę na bardziej zieloną. Wciąż nie potrafimy dostrzec równości tam, gdzie jest różnorodność.

Pozwólmy dzieciom mieć trójki

Od czasu do czasu intelektualiści załamują ręce nad tym, że nie każdy jest intelektualistą i dążą do zmiany stanu rzeczy, nie dostrzegając przy tym ważnej roli innych klas. Zawody, do których zdobycia nie potrzebny jest dyplom, są niezbędne i potrzebujemy krzywej Gaussa, która naturalnie się wytwarza w procesie edukacji.

Chcemy szkoły życia, nie przeżycia

czytaj także

Młodzież oczekuje od uczelni przygotowania do życia zawodowego, choć uczelnia ma inne cele i czemu innemu służy. Ta tendencja przyczynia się do inflacji wykształcenia, do poczucia oszukania przez alma mater i do frustracji kadry akademickiej. Bardziej załamuję ręce nad tym, że ludzie z wykształceniem wyższym masowo wierzą w teorie spiskowe, nie potrafią czytać ze zrozumieniem, przerasta ich wyliczanie odsetek czy nie potrafią sortować śmieci. To właśnie nauczycieli obwiniam po części o antyszczepionkowe paranoje.

Jeśli będziemy wpajać dzieciom pogardę do pewnych ścieżek zawodowych, będziemy prawdziwą przyczyną ich stresu przed kartkówką. Jeśli mamy im wpoić solidarne spojrzenie na społeczeństwo, musimy przyjąć do wiadomości to, że nasze dziecko może nie mieć pracy, którą utożsamiamy z prestiżem.

„Rowy będziesz kopał”

Mówiliśmy już o ukrytym programie szkół, ale taktownie pomijamy klasizm przebijający się z wypowiedzi nauczycieli, którzy pogardliwie odnoszą się do uczniów z niższymi ocenami jako do przyszłych „roboli”, faworyzują uczniów zdolniejszych, a uczniów z trudnościami stygmatyzują i obrażają. Uczniowie w trudnej sytuacji życiowej są dla kadry niewidzialni, nawet, jeśli na oczach wychowawcy dziecko jest ofiarą przemocy.

Homofobia zabija po cichu

czytaj także

Homofobia zabija po cichu

Cecylia Jakubczak

Linijka może już spokojnie leży w szufladzie, ale po sali nadal lecą sarkastyczne uwagi, profetyczne obelgi typu: „nic w życiu nie osiągniesz” i zamiast uczyć szacunku, umacniana jest struktura feudalna. Chcemy zbudować wspólnotowe społeczeństwo, podczas gdy budujemy system oparty na agresywnym indywidualizmie, perfekcjonizmie i wtłaczamy młodzież w poczucie, że szacunek do człowieka jest warunkowy, a nie niezbywalny.

Do kadry nauczycielskiej nie dołączają mizogini, sadyści czy cholerycy. W oświatę wchodzą ludzie o różnych talentach i osobowościach, zaś wychodzą zazwyczaj znerwicowani, w depresji, zgorzkniali. Żadna zmiana programowa nie sprawi, że nauczyciele nie będą w trakcie kariery wypalać się jeden po drugim. Jedynym sposobem na zahamowanie tego procesu powolnego żółknięcia jest zwiększenie środków finansowych przeznaczanych na szkoły, by nauczyciele godniej zarabiali i uczyli mniejsze grupy, nad którymi można zapanować. Opłacajmy im kursy umiejętności miękkich, dbajmy o zdrowie psychiczne kadry i uczniów. Tylko w ten sposób stworzymy społeczeństwo, gdzie pogardę do inności zastąpi ciekawość i szacunek.

O tym, jak Finowie reformowali swoje szkolnictwo… i dlaczego im się to udało

Będąc lektorką języka obcego boleśnie odczuwałam owo wymieszanie: uczniowie z różnymi potrzebami i kompetencjami nie mogli ode mnie dostać wszystkiego, czego potrzebowali w jednej klasie. Jako prowadząca zajęcia na uczelni zauważyłam, jak system wyprał z uczniów resztki kreatywności, zaszczepił paniczny lęk przed eksperymentami i błędami. Jedna studentka powiedziała mi kiedyś, że na moich zajęciach poczuła, że po raz pierwszy zaczęła naprawdę uważnie czytać teksty. Nie uznałam tego za komplement, ale za konstatację na temat ułomności polskiej szkoły, która nie uczy tzw. umiejętności metapoznawczych.

Ja nie chcę iść do szkoły

Nie próbujmy tworzyć szkoły, gdzie żadnego dziecka nigdy nie boli brzuch, co jest równie piękną, jak utopijną wizją. Spróbujmy stworzyć szkoły, gdzie takie dziecko może otrzymać pomoc, nauczyć się radzić ze stresem i trudnościami, czuło się w szkole względnie bezpiecznie. Jeśli szkoła ma przygotowywać nas do roli dorosłego, nie możemy budować tej przestrzeni w oparciu o reguły, które nijak się mają do tych spotykanych w życiu zawodowym czy społecznym.

***

Aleksandra Wilkos – od 2014 roku prowadzi na UW zajęcia w Instytucie Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich, jest też doktorantką filologii portugalskiej. Pracowała jako lektorka języka hiszpańskiego w szkole językowej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.