Kraj

Amazon: nikt nie chce być trybem w maszynie

Inicjatywa Pracownicza

Praca w Amazonie to codzienne doświadczenie bardzo daleko posuniętej kontroli. Zliczana jest każda minuta, kiedy nie wykonywałeś pracy widocznej dla systemu informatycznego.

Mikołaj Iwański: Niedługo mija trzeci rok, od kiedy w podpoznańskich Sadach działa centrum magazynowe Amazona. Od samego początku jest tam Komisja Zakładowa Inicjatywy Pracowniczej. Ostatnio głośno było w mediach o akcji „Bezpieczna paczka”, którą zorganizowaliście w związku z letnimi promocjami i szczytem sprzedażowym. Na czym ona polegała?

Magda, Inicjatywa Pracownicza: W lipcu w Amazonie odbywa się akcja promocyjna nazywana „Prime Day” – to drugi najbardziej intensywny okres poza świętami Bożego Narodzenia. Zorganizowaliśmy akcję informacyjną skierowaną do pracowników, zwracając uwagę, że w tym trudnym czasie nie należy ulegać presji pracodawcy, tylko pamiętać przede wszystkim o swoim zdrowiu i przepisach BHP. Wzięliśmy też udział w konferencji prasowej, która miała na celu przekazanie informacji o warunkach pracy w Amazonie. Czuliśmy, że w obliczu bardzo intensywnej kampanii reklamowej – billboardy itd. – wspierającej aktualną masową rekrutację konieczne jest opowiedzenie o tym, jak wyglądają warunki pracy w Amazonie z perspektywy pracowników.

Amazon
Fot. FB Pracownicy Amazona

Łamanie przepisów BHP nie jest jedynym problemem, z którym spotkają się świeżo przyjęci?

Głównym ich problemem jest to, że zostaną zatrudnieni przez agencję pracy. Jeśli nie sprostają normom narzucanym przez Amazona, bardzo łatwo będzie się ich pozbyć. W praktyce oznacza to, że na przykład wzięcie chorobowego właściwie wyklucza szansę na przedłużenia umowy. Nie mamy dokładnych danych dotyczących rotacji, jednak pracuję w Amazonie od dwóch lat i z setki ludzi, którzy razem ze mną zaczynali, widuję w zakładzie może jeszcze trzy osoby. Zmieniły się też warunki zatrudnienia: po trzymiesięcznej umowie na okres próbny dostaje się roczną umowę na czas określony i dopiero po niej umowę na czas nieokreślony. Zwiększa to czas potrzebny do uzyskania stałej umowy o pracę do około dwóch lat – tymczasem ze statystyk przytaczanych przez naszych kolegów, działaczy związkowych z Niemiec wynika, że średni czas pracy w tej firmie to około trzech lat.

W 2015 byliście w sporze zbiorowym z zarządem Amazona, domagaliście się wówczas m.in. dłuższych grafików, dodatku stażowego, podwyżki płac i zmiany sposobu planowania przerw. Mediacje zostały przerwane przez pracodawcę. Czy wasze działania odniosły jakiś długofalowy skutek?

Faktycznie, po trudnych negocjacjach, w których negowano wszystkie nasze postulaty, zarząd Amazona przerwał wymagany przez prawo etap mediacji, co miało nam uniemożliwić przeprowadzenie strajku ostrzegawczego – skutecznie. W 2016 roku odbyło się referendum strajkowe, w którym wzięło udział 2 tys. pracowników, czyli 30 procent wszystkich zatrudnionych. 98% z nich zagłosowało za, ale to nie wystarczyło. Polskie prawo stawia szereg trudnych do spełnienia wymogów przed organizatorami legalnego strajku. Np. w Niemczech referendum przeprowadza się tylko wśród członków związku, we Włoszech i wielu innych krajach prawo do strajku gwarantowane jest konstytucją, jeśli pracownicy są do tego zmuszeni, po prostu wychodzą na strajk. W Polsce trzeba przejść negocjacje, mediacje, referendum, dochować wszystkich formalności i terminów zgodnie z ustawą i dopiero można myśleć o strajku. Niekiedy mijają miesiące zanim przejdzie się do kolejnego etapu, sytuacja na zakładzie się zmienia, pracownicy są wypaleni prowadzeniem sporu. To szerszy problem – w 2016 r. w całym kraju odnotowano 5 legalnych strajków! Tak było przez wiele poprzednich lat, choć sytuacja na lokalnym rynku pracy nie była zachwycająca. Dopiero w tym roku statystyki się zmieniają. Tylko w pierwszym półroczu zarejestrowano 1,5 tys. strajków, najprawdopodobniej spora część z nich miała miejsce w szkołach. Wzrostowi protestów może także sprzyjać spadek bezrobocia – pracownicy poczuli się pewniej i są gotowi, by walczyć o swoje prawa.

Niemniej firma wprowadziła niedługo później dodatek stażowy, więcej pracowników otrzymało stałe umowy – niestety w ostatnim czasie polityka zatrudnienia znów została oparta na umowach śmieciowych. W 2016 otrzymaliśmy też przyzwoitą premię za szczyt świąteczny. Było to spowodowane m.in. trwającym sporem i nagłośnieniem akcji związkowych. Referendum mimo wszystko pokazało, że 2 tys. osób jest zdeterminowanych do walki o lepsze warunki pracy. Amazon nie mógł pozostać wobec tego obojętny.

Czyli jest możliwe wywieranie presji na pracodawcę i poprawa warunków pracy mimo braku skutecznych narzędzi prawnych?

Od 2015 roku organizujemy Międzynarodowe Spotkania Pracowników Amazona. Pierwsze miało miejsce w Poznaniu. Początkowo uczestniczyli w nich pracownicy Amazona z Polski i Niemiec oraz zorganizowane niemieckie grupy wsparcia pracowników Amazona. Z czasem dołączyli pracownicy z Francji, jesteśmy też w trakcie nawiązywania kontaktów z załogą z Hiszpanii. Mamy kontakt z pracownikami sektora logistyki z Włoch, gdzie regularnie przeprowadzane są akcje protestacyjne. Większość pracowników tej branży we Włoszech to imigranci z Afryki Północnej i Bałkanów – ich doświadczenia są dla nas szczególnie cenne, gdyż przełamując podziały wśród robotników i opierając strategię protestów na logice sieciowej, wywalczyli stabilniejsze warunki pracy oraz wyższe płace.

Te międzynarodowe spotkania pozwalają nam dostrzec różnice, czasem uderzające, w podejściu jednego pracodawcy w różnych krajach. Amazon zawsze operuje na poziomie minimalnych standardów wymaganych przez lokalne prawo pracy i rynek. Koordynacja pomaga nam w przepływie informacji i planowaniu wspólnych akcji – np. w 2015, kiedy strajkowały niemieckie centra Amazona, duża część obciążenia została przerzucona na polskie oddziały. Polscy pracownicy spontanicznie spowolnili pracę, co było pierwszym aktem międzynarodowej solidarności. Również akcja „Bezpieczna paczka”, o której mówiliśmy, miała szerszy zasięg – przeprowadzono ją w centrach w Lipsku i w Saran pod Paryżem. Doświadczenie wielu lat funkcjonowania centrów Amazona w Europie pokazuje, że skuteczne akcje muszą obejmować więcej niż jeden ośrodek – tylko wówczas takie działania jak np. spowolnienie pracy nie mogą zostać łatwo zamortyzowane przez przerzucenie zleceń w inne miejsce.

Wydaje się, że logistyka to wyjątkowo trudne pole do prowadzenia działań proporacowniczych.

Nie jest trudniej niż gdzie indziej. Chociażby doświadczenie włoskie pokazuje, że możliwe jest skuteczne organizowanie się – mamy przecież do czynienia z koncentracją pracowników na relatywnie niewielkich przestrzeniach. Kluczem jest dokładne mapowanie całego łańcucha dostaw – poza centrami magazynowymi mamy też transport, w tym morski, kolejowy, oraz zakłady produkcyjne. Część pracy musi być wykonana w konkretnym miejscu i nie można jej łatwo przenieść na inny kontynent – finalnie logistyka to jednak usługa świadczona dla bardzo konkretnego klienta. Ponadto praca w tej branży ma często charakter prekarny i jest wykonywana przez ludzi niemuszących posiadać kwalifikacji, bardzo słabo opłacanych. To wszystko stwarza perspektywę strategii walk pracowniczych całkowicie innej od dotychczasowych.

Amazon
Fot. emfa.pl

Podczas niedawnego szczytu G20 w Hamburgu miała miejsce skuteczna blokada wjazdu do tamtejszego olbrzymiego portu, której skutkiem były wielogodzinne korki i opóźnienia w rozładunku i załadunku tirów. To był bardziej niż symboliczny gest, pokazujący, że wciąż możliwe jest zakłócenie logiki kapitalistycznej poprzez zorganizowany opór. Logistyka z jednej strony wiąże ze sobą masy pracowników, z drugiej posiada wiele wrażliwych punktów, dając tym pracownikom siłę. Można się spodziewać, że w tej branży walki pracownicze zyskają nową dynamikę.

Czy standardy w Amazonie mówią coś o przyszłości polskiego rynku pracy?

Amazon stawia przede wszystkim na skalę działania i wielki szum reklamowy, który ma go przedstawić jako świetnego pracodawcę. Tymczasem na razie wiele innych dużych zakładów zapewnia wyraźnie lepsze warunki pracy. Tym, co naprawdę wyróżnia Amazon, jest przede wszystkim tempo ekspansji. W najbliższym czasie zostaną otwarte dwa dodatkowe centra – i nie jest to przenoszenie zakładów z Europy Zachodniej, ale wynik ekspansji rynkowej. Same relacje pracy są skrajnie podporządkowane logice efektywności, w duchu bardzo surowego tayloryzmu. Co ciekawe, branża logistyczna ma wiele związków z kompleksem militarnym. Amerykański Amazon bardzo chętnie zatrudnia byłych wojskowych na stanowiskach menadżerskich, a szeregowych weteranów jako liderów produkcji, premiując ich doświadczenia z Afganistanu czy Iraku. Praca w Amazonie to codzienne doświadczenie bardzo daleko posuniętej kontroli; kiedy dłużej niż 3 minuty nie wykonujesz pracy widocznej dla systemu informatycznego, np. zaciął ci się dyspenser do taśmy, jest to odnotowywane i sumowane. Każdy taki przestój może być uznany za dodatkową przerwę i złamanie regulaminu pracy. To ogromna presja, bo przecież nawet najlepiej zmotywowany pracownik jest dalej człowiekiem, a nie robotem.

Amazon
Fot. emfa.pl

Pracownicy się podporządkowują?

Oczywiście, że nie. Każdego dnia stawiają opór. Nikt nie chce być sprowadzany do roli trybu w maszynie. Dzieje się to za pomocą prostych aktów nieposłuszeństwa – wcześniejszego wychodzenia na przerwy, wolniejszej pracy, niewykonywania części obowiązków, wykorzystywania luk w systemie na własną korzyść, kwestionowania decyzji i poleceń przełożonych, regularnego wychodzenia do toalety, co w wielu działach jest przyczyną sporów z przełożonymi. To niby nic, ale w ten sposób pracownicy walczą o swoją podmiotowość i sprzeciwiają się całkowitemu podporządkowaniu ich życia pracy.

Amazon próbuje też zniechęcić pracowników do korzystania ze zwolnień lekarskich.

Tak, ambicje sprawowania kontroli sięgają również poza zakład pracy. Na początku tego roku niemieccy pracownicy otrzymali możliwość uzyskania premii frekwencyjnej naliczanej za brak absencji w danym zespole. Cel był taki, żeby wzajemnie wywierali na siebie presję, by nie brać zwolnień. W tym samym czasie polski oddział firmy zaczął korzystać z usług zewnętrznej firmy sprawdzającej sposób wykorzystania zwolnień lekarskich. Polega to na wizytach w domu, gdzie nie zawsze są wpuszczani. Przy okazji pracownicy wypełniają ankietę dotyczącą ich opinii o sytuacji w firmie. Firma oficjalnie przyznaje się do wizyt u sąsiadów chorych czy lekarzy wystawiających zwolnienia, co może w przyszłości ich zniechęcić do wysyłania naszych kolegów na chorobowe. Mamy wątpliwości prawne, czy przekazywanie naszych wrażliwych danych osobowych zewnętrznej firmie jest w ogóle zasadne. Działania Amazona mają na celu zastraszenie pracowników, aby nie opuszczali pracy. Tych, którzy idą na zwolnienie, nazywa się wprost oszustami. Dochodzi do tego niewystarczająca ilość urlopu i przerw oraz niskie płace, które nie zawsze wystarczają na korzystanie z takich usług, jak opiekunka do dzieci, gotowe jedzenie, pralnia czy naprawa własnego auta.

Społeczeństwo zmęczenia

Amazon jest bardzo na widoku. Niewielu pracodawców jest w takim stopniu przedmiotem zainteresowania mediów. To efekt pracy waszej komisji.

Amazon wzbudzał duże zainteresowanie, jeszcze zanim rozpoczął działalność w Polsce. To, że udało się zorganizować sprawnie działającą, w miarę liczną komisję w podpoznańskich Sadach, jest sygnałem dla pracowników z innych branż. Amazon robi potężne pieniądze, wykorzystując neoliberalny standard, jaki obowiązuje wciąż w Polsce, oraz neoliberalny język, którym posługuje się większa część polskich elit. Z zasady nie traktuje związków zawodowych jako partnera do rozmów o warunkach wynagradzania i zatrudnienia, woli rozmawiać z pracownikami bez pośredników. W efekcie nasze płace są ustalane na podstawie danych o zarobkach w okolicznych zakładach i w całej branży. Podobnie zresztą jest w innych przedsiębiorstwach.

Średnia płaca w Amazonie wynosi około 2600 zł brutto, czyli jest to kwota trochę wyższa od minimalnej krajowej. Pensje wypłacane są w bardzo niedbały sposób – regularnie zdarzają się niedoszacowania, błędy, otrzymujemy zaniżone kwoty, które dopiero po odwołaniach są wyrównywane. Walka o lepsze warunki pracy i wyższe pensje w takich miejscach jak Amazon ma wpływ na położenie innych pracowników i ogólne standardy pracy. Dlatego musimy się nawzajem wspierać. To jedyny sposób, żeby trwale przerwać spiralę niskich płac i nieprzestrzegania ośmiogodzinnego dnia pracy. Żadna odgórna regulacja zrobiona na poziomie politycznym nie pozwoli na trwałą zmianę.

Bio

Mikołaj Iwański

| Ekonomista
Mikołaj Iwański – doktor nauk ekonomicznych, absolwent filozofii Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Kierownik Zakładu Historii i Teorii Sztuki, Wydział Malarstwa i Nowych Mediów na Akademii Sztuki w Szczecinie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Kuba Szymkowiak

Prawdziwi bohaterowie <3

Wolność polega na tym, że taki idiota, który myśli że do pracy idzie po to żeby nikt mu nie patrzył na ręce, a każdą próbę rozliczenia traktuje jako atak, może się zatrudnić gdzie indziej.

Bez przesady. To akurat jest zamordyzm i faszyzm. To nie jest zwykłe rozliczanie.
Znam podobne przykłady z call center, gdzie pracownikom liczono co do sekundy czas pozostawania w gotowości do odebrania telefonu, i jak ktoś miał zbyt dużą sumę czasu wizyt np. w toalecie, to był wzywany do szefa w celu "naprostowania".
Jakby im ludzie uciekali już po 1 dniu takiego niewolnictwa to może by zrozumieli, że coś trzeba zmienić.

Ja zarządzam takim call center. Wiesz skąd to się bierze? Przede wszystkim z cwaniactwa ludzi (pracujących). Na początku naszej działalności chcieliśmy odejść od tego typu procedur, dając dodatkowo solidne wynagrodzenie. Za telefoniczną obsługę klienta pracownicy otrzymują ok. 4750zł brutto- tylko połączenia przychodzące. Byliśmy z każdej strony rżnięci w dupę. Więc wybacz, jesteśmy społeczeństwiem, które cięzkiej pracy ima się chętnie tylko zagranicą, a we własnym kraju myśli w komunistyczny sposób "czy się stoi czy się leży, 1500 się należy". Zacznijcie od siebie, a potem zabierzcie się za pracodawców, bo oni na Wasze wynagrodzenia muszą zarobić, a to znacznie trudniejsze niż Wam się wydaje!

4750 zł brutto pracownik call center? Srsly? W ciemno strzelam, że to jakaś manipulacja a w najlepszym przypadku wyjątek, który można kompletnie zignorować w rozważaniach ogólnych.

Mały hint: http://gospodarka.dziennik.pl/praca/artykuly/518715,pracownikow-call-center-czekaja-podwyzki-ile-sie-teraz-zarabia-na-sluchawkach.html
Średnie wynagrodzenie to 2700 PLN brutto (szkoda, że pismo nie pokazało mediany zarobków) i jakieś 25% osób w call center otrzymuje ponad 3800 PLN brutto. Twoje 4750 jest jeszcze 25% wyższe, więc ilu pracowników call center tyle zarabia? 2%?

Dodam, że łącznie zatrudniamy 150osób i stawka wędruje raczej w góre (kierownictwo i działy nieoperacyjne)

U nas pracuje na tej stawce 120 osób. To nie stawka jest kluczowym tematem, a sposób pracy dużej częsci zatrudnianych (niestety rzetelny pracownicy są w mniejszości). Rozumiem, że praca w call center czy magazynie nie jest szczytem marzeń ludzi, ale pracodawca musi jakoś zarobić. A skoro pracownicy sami z siebie nie pałają chęcią pracy i regularnie biorą lewe L4 to jakoś trzeba z nimi walczyć...

Jeśli ktoś decyduje się być szefem i zarządzać innymi to musi pogodzić się z tym że, ci którzy są pod nim będą się buntować, czy jak piszesz "rżnąć go dupę". Tacy pracownicy nawet jak zarabiają średnią krajową nie czują związku ani z zakładem ani z samą pracą którą wykonują. W układzie szef-pracownik zawsze jest konflikt, bo mają inne interesy. Dlaczego niby osoby zatrudnione w call center, którym zarządzasz miałyby bez żadnej refleksji na Ciebie robić? A muszą na Ciebie robić, bo jak sam/sama piszesz inaczej nie było by Twojego zysku? Dla swoich pracowników jesteś po prostu zwykłym wyzyskiwaczem, dlatego nie wahają się wyciągać w pracy tyle dla siebie ile mogą, byli by głupimi frajerami gdyby tego nie robili. Ale dla “pracodawców", każdy kto się w pełni nie podporządkuje to leń i patologia. Oczywiście ty musisz w kapitalizmie trzymać reżim, bo inaczej nie zarobisz. To jest właśnie konflikt klasowy. Może się to Tobie nie podobać, możesz się buntować przeciwko takiej interpretacji. Jednak nawet jak indywidualnie jesteś miłą osobą reprodukując stosunki szef-podwładny będziesz spotykać się z reakcją.

Pracownicy robią przede wszystkim na siebie - dlatego idą do pracy. To że szef ma zysk nie jest wyzyskiem tylko dobrą organizacją, wstępnym koniecznym warunkiem, żeby komukolwiek w ogóle chciało się oferować pracę. O wyzysku można mówić dopiero wtedy, gdy zyski pracowników są niewystarczające do przeżycia, a szefa nie. W każdej pracy wymaga się od pracownika, żeby uczciwie wykonywał to do czego się dobrowolnie zobowiązał - to nie jest żaden "reżim" tylko podstawy uczciwości: zawarłeś umowę (o pracę) to się wywiązuj. Uczciwa praca nie jest frajerstwem, a szef zarabia zazwyczaj więcej bo zazwyczaj jego praca jest dłuższa, bardziej odpowiedzialna, bardziej nerwowa, albo jest właścicielem i ryzykuje własnym majątkiem itd. itp. - to jeszcze nie jest żaden wyzysk. Oczywiście to jest sytuacja idealna i wszędzie są aberracje ale nie jest tak, że stosunek szef-podwładny jest z natury rzeczy stosunkiem oszust-wyzyskiwacz - to jest dopiero aberracja.

Marta, nie masz racji. Pracownik i pracodawca nie mają sprzecznych interesów, gdyby tak było to znaczyłoby że pracodawca może zyskać kosztem pracownika i odwrotnie, a nie jest tak. To symbiotyczna relacja, obydwie strony zyskują, a osobno są bezużyteczne. Piszesz że pracodawca musi się przyzwyczaić do tego że pracownicy będą świadomie działać na jego niekorzyść, ale jednocześnie chcesz mu zabrać wszelkie możliwości obrony w postaci zwolnień czy kontroli.

Osoby w callcenter nic nie muszą i nikt oprócz ciebie nie twierdzi, że muszą. Oni zgodzili się na pracę tam DOBROWOLNIE.

>Dla swoich pracowników jesteś po prostu zwykłym wyzyskiwaczem, dlatego nie wahają się wyciągać w pracy tyle dla siebie ile mogą, byli by głupimi frajerami gdyby tego nie robili.

Jak nie oszukujesz szefa to znaczy że jesteś frajerem? Co za mentalny rynsztok.

Nie. Pracownicy bez szefa sobie poradzą. Pokazuje to wiele przykładów zarządzanych oddolnie przedsiębiorstw, fabryk, spółdzielni. To szef nie poradzi sobie bez pracowników. Jednocześnie najczęściej zyski szefa są znacznie wyższe lub przynajmniej wyższe niż pracowników.

Pracownicy nie godzą się na pracę dobrowolnie. W tym systemie muszą pracować inaczej narażają się na bardzo poważne konsekwencje, choćby biedę i jej następstwa jak ograniczenie praw rodzicielskich, bezdomność itd. Powiecie: przecież można samemu założyć działalność. Gdyby każdy miał własną firmę nie byłoby ludzi do pracy w fabrykach, magazynach, aptekach, restauracjach... itd. nie mielibyśmy energii, wody, leków, pożywienia, transportu, urzędów, poczty, kanalizacji itd... Bo niektóre rzeczy wymagają współpracy dziesiątek a nawet tysięcy ludzi, np.wyprodukowanie auta. Chyba że każdy były na samozatrudnieniu, ale wiemy dobrze, że to prowadzi do totalnych patologii.

Jeśli przedkładasz interes szefa nad swój, pomimo że widzisz stopień wyzysku, to tak - jesteś frajerem

Nie w każdej firmie pracownicy "oszukują" szefów, widać w tym call center czują się niedowartościowani i nie lubią tego zakładu, mają go gdzieś. To nie wynika jednak z ich wrednych charakterów, tylko ma podłoże systemowe.

Nie słyszałem, o ŻADNCH zarządzanych oddolnie przedsiębiorstwach, fabrykach czy spółdzielniach. Czy możesz podać przykłady?? Żeby przedsiębiorstwo czy fabryka w ogóle zaistniało musi być założyciel -szef. Duże przedsiębiorstwo MUSI mieć specjalistę do podejmowania krytycznych decyzji - sprzątaczki nie zadecydują kompetentnie jaki sprzęt specjalistyczny kupić - który za ryzyko i stres policzy sobie więcej niż sprzątaczka i będzie miał siłą rzeczy większy zakres władzy - będzie po prostu szefem (jakiegoś szczebla). Spółdzielnie teoretycznie najbliższe są zarządzania oddolnego ale jak pokazuje powszechny przykład spółdzielni mieszkaniowych w praktyce i one mają szefów i tu dopiero często jest jedynowładztwo! Więc o czym Ty w ogóle piszesz?
Żeby uniknąć biedy to w KAŻDYM uczciwym systemie trzeba pracować. Bez pracy to dostajesz utrzymanie jak jesteś krewną Kima w Korei Północnej. Ewentualnie w państwach socjalnych możesz dostać zasiłek, ale to oznacza, że ktoś inny pracuje na Ciebie. Co też jest rodzajem wyzysku.
Uczciwa praca (faktycznie uczciwa u uczciwego pracodawcy, a nie wyzysk za grosze) nie jest "przedkładaniem interesu szefa nad swój" tylko właśnie leży w Twoim interesie - bo jak w wyniku Twojej złej pracy firma upadnie to i ty stracisz źródło utrzymania narażając się na opisane przez Ciebie "poważne konsekwencje".

Cześć Marta, zgadza się i jest to dla mnie absurd, bo jako uważam się za człowieka uczciwego, który jasno stawia sprawę od początku. no nic, lecę dalej sprawdzać statusy pracowników w takim razie...:)

Pokuszę się o podsumowanie, nigdy bowiem w żadnym dialogu lub dyskusji nie spotkałem tak trafnej diagnozy sytuacji
Mmmm.:
"Zacznijcie od siebie, a potem zabierzcie się za pracodawców, bo oni na Wasze wynagrodzenia muszą zarobić, a to znacznie trudniejsze niż Wam się wydaje!"
Marta:
"Dla swoich pracowników jesteś po prostu zwykłym wyzyskiwaczem, dlatego nie wahają się wyciągać w pracy tyle dla siebie ile mogą, byli by głupimi frajerami gdyby tego nie robili."
Te dwa cytaty pokazują gdzie jesteśmy. W samym środku nieporozumienia. Mmmm myśli że firma zarabia POMIMO pracowników. W końcu jest PRACODAWCĄ. On ludziom pracę daje uszczęśliwia ich tym, a oni niewdzięczni się nie słuchają. Marta uważa natomiast, że dla pracowników sabotowanie dyscypliny pracy jest słusznym sposobem walki. Zamknięte koło. Postawa Mmmm doprowadza do ciągłych rotacji załogi. W jednej z firm,gdzie pracowałem, dopiero po trzeciej zmianie zespołu,pracodawca dostrzegł, że płaci za mało a sama praca jest fatalnie zorganizowana. Brawa dla Menadżerów. Z drugiej strony widziałem kilka małych obiecujących biznesów wywichniętych postawą opisywaną przez Martę. Jeśli zatrudniasz trójkę ludzi to jeden niesubordynowany rozwali ci cały zespół.
To co opisałem to jest największe ograniczenie rozwoju Polski. Nie mamy kapitału społecznego - zaufania do ludzi z którymi kooperujemy.

Może też komentować pod artykułami.

To komputery tak szmaca ludzi. Amazon, Uber, Żabka, DHL. Automatyczne zlecenia, serwer w Nowym Jorku. Czlowiek stal sie koncowka komputera.

To niech znajdą inną prace.

Szkoła Bronisława Komorowskiego, jek Boga kocham.

No tak, lepiej siedzieć na dupie, nic nie robić, i czekać aż warunki pracy same się poprawią. Ot typowa szkoła socjalistów, bezmyślny kult pracy w jednym miejscu i na tym samym stanowisku, na zawsze.

Ale przecież pracownicy walczą o poprawę- próbują zakładać związki, czasami uczestniczą w ich działalności, wywierają presję protestami.

Oni nie walczą o poprawę - co jest podnoszeniem własnych kwalifikacji - tylko szantażują szefa by im zapłacił więcej niż to, na co się dobrowolnie zgodzili wcześniej.

A ty nie negocjujesz rabatu jak coś kupujesz?
Np. W branży gdzie pracuję bardzo często wymusza się rabat tzw. rozliczeniowy. "Ile jeszcze zostało do rozliczenia. -5.800. -to opuści Pan końcówkę płacę 5.000 i jesteśmy rozliczeni. -??? - nie do końca mi się podoba wasza robota.

Nie zgadzaliśmy się na liczenie wyjść toalet na niektórych działach, podwyższanie norm, zmuszanie do bicia rekordów, zmuszanie do nadgodzin, ciągłe przenosiny na inny dział. DLaczego nie odejdę? Bo pracuje tam prawie 3 lata. Najpierw przez agencję, dlaczego to ja, skoro tyle czasu tworze ten zakład, mam się zwalniać? niech zwolnią się szefowie.

> DLaczego nie odejdę? Bo pracuje tam prawie 3 lata. Najpierw przez agencję, dlaczego to ja, skoro tyle czasu tworze ten zakład, mam się zwalniać? niech zwolnią się szefowie.

Twój szef też tworzy ten zakład, może nawet dłużej. To nie są argumenty tylko twoje widzimisie.

buuuaaahhhaaaa...
to jest właśnie najlepszy argument!
Widziałem ostatnio osobę wywaloną z pracy po 8 latach pracy przez kolesia który przyszedł 0,5 roku wcześniej. No ale ona ośmielali się z nim nie zgadzać.

Amazon czy inne duże korpo to kwintesencje wyzysku wynikających z dwóch aspektów;
1. Wydajności pracy. A raczej proporcjonalności kosztów pracy w cenie produktów.
Obniżenie tych kosztów przekłada się na marżę. Stąd koorporacje skaczą między krajami szukając najniższych kosztów. Podejście stricte liberalne i wręcz kolonialne. Stąd Polska jest drenowana za minimalną krajową. Tu trzeba być wdzięczny związkom (jeśli są i są inteligentne) i PiS (niestety tak za podniesienie płacy minimalnej)
2. Fleksybilizacja. Zamówienia w wielu branżach niestety mocno fluktuują. W AGD nawet do 200% sezonowo. Zmiana poziomu produkcji z optymlizaxją poziomów magazynów (zamrożony kapitał) ciągnie za sobą flexybilizację zatrudnienia. Stąd patologie jak tymczasówki czy przyjmowanie i zwalnianie pod wolumen. Spadek zamówień = wybierz najsłabszych do zwolnienia. Rośnie = przyjmij, ... nie ma w okolicy to może Ukraińców.
Jeśli pewnego dnia Polska przestanie być kolonią w pułapce średniego rozwoju wtedy skończy się era wyzysku prekariuszy

1. Wydajność pracy to nie jest podejście liberalne tylko wynikające z logiki działanie. Tak samo jak stałe poprawianie stosunku cena - jakość. Czyli ten argument jest kompletną bzdurą.
2. Just in time ma na celu zachowanie płynności i nie ma w tym nic złego, tak samo jak w tym że ludzi się zwalnia z pracy kiedy nie są potrzebni. Znowu bzdura.

Nie ma czegoś takiego jak pułapka średniego wzrostu, a jeżeli twierdzisz że tak jest, to poproszę imię i nazwisko człowieka który zdefiniował ten "naukowy" termin. Bzdura numer trzy.

Acha. I moje życie stało się proste:-)))

1. Darwinizm w gospodarce jest dla Ciebie ok?
Czyli jest ok za jakiś czas stracić miejsce pracy tylko z tej przyczyny że koszta pracy są za wysokie w Polsce? Lub np. na rzecz Chin czy Rumuni?
Jest ok wypaść z obiegu z okazji choroby czy innych nieszczęść które mogą Ci się wydażyć?
Dla mnie to nie jest ok.

A wydajności pracy nie poprawia się przez drenowanie ludzi - kolonializm zachodnich korpo w Polsce.
Robi się to przez inwestycje w środki trwałe. Tak robią Niemcy, Szwajcarzy czy Amerykanie. Amortyzacja pójdzie w górę ale udział kosztów pracy spada.
Koszt pracy w rozliczeniu kwartalnym, amortyzacja ... długoterminowa.
Maksymalna optymalizacja kosztów pracy kończy się koniecznością wprowadzenia dochodu gwarantowanego. Uważasz że w obecnej Polsce jesteśmy na tej drodze? Nie? To może nasz Polski liberalizm nie jest złotą ścieżką.

2. JIT służy do do obniżenia wartości stoku i zaciąganiu komponentów w łańcuchu dostaw. I ma sens przy dużej dywersyfikacji, rozbudowanym łańcuchom dostaw, potrzebie obniżeniu ilości obsoletów w przypadku ECRów, itd.
A co stoi na przeszkodzie żeby levelować stokiem tak by ograniczyć flexybilizację dla produktów o małej dywersyfikacji i zmienności serii?
Wysyłki a Amazona to coś innego niż produkcja mleka.
Apropo zatrudniania:
Czyli jak z wiekiem Twoja wydajność spadnie będzie ok że Cię wywalą?
Będzie ok jak z okazji że podpadasz pod ochronkę w wieku 63 lat nikt nie będzie Cię chciał zatrudnić?
A co stoi na przeszkodzie by flexibilizację realizować przez firmy gdzie zatrudniani są na stałe?
Wywalanie ludzi z roboty bo wolumen drgnął nie jest ok.
Doktryną powinno być ... zoptymalizowałeś się? To na uwolnione moce wrzuć coś nowego do roboty. Generujesz wtedy obrót i koszta stałe, amortyzacja spadają tak samo jak udział pracy niebezpośredniej itd. Marża rośnie.

>Czyli jest ok za jakiś czas stracić miejsce pracy tylko z tej przyczyny że koszta pracy są za wysokie w Polsce? Lub np. na rzecz Chin czy Rumuni?

Tak, to jest całkowicie normalna sytuacja.

>Jest ok wypaść z obiegu z okazji choroby czy innych nieszczęść które mogą Ci się wydażyć?
Trzeba było dbać o zdrowie i kontakty rodzinne.

>A wydajności pracy nie poprawia się przez drenowanie ludzi - kolonializm zachodnich korpo w Polsce.
Niestety, ale tak to właśnie działa.

>Maksymalna optymalizacja kosztów pracy kończy się koniecznością wprowadzenia dochodu gwarantowanego.
Rojenia lewaka.

>Czyli jak z wiekiem Twoja wydajność spadnie będzie ok że Cię wywalą?
Wątpliwe, normalni ludzie nie pracują jako sprzątacze przez 50 lat tylko zmieniają pracę.

>Będzie ok jak z okazji że podpadasz pod ochronkę w wieku 63 lat nikt nie będzie Cię chciał zatrudnić?
Brawo lewaku, to ty doprowadziłeś do tej chorej sytuacji, gdyby nie ta ochronka, pewnie 63 latkowie dostawaliby pracę.

>A co stoi na przeszkodzie by flexibilizację realizować przez firmy gdzie zatrudniani są na stałe?
To oksymoron.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!